Dodaj do ulubionych

Szpital- czy można z nim wygrać?

20.07.05, 13:12
Walczę ze szpitalem. Za to, że połamano mojemu dziecku przy porodzie obojczyk
i za to- że pozostawiono w moim organiźmie resztki błon płodowych i łożyska,
co niemal skończyło się moim zgonem w wyniku zakażenia oraz osieroceniem
mojego dziecka. Dwadzieścia lat wcześniej moja mama straciła w tym samym
szpitalu dziecko, które udusiło się pępowiną, bo pozostawiono moją mamę samą
sobie. Zbieg okoliczności? Mama odpuściła. Ja walczę- za Nią i za siebie.
Chcę sprawiedliwości i położenia kresu bezkarności polskich szpitali.
Znalazłam adwokata, który podjął się mnie bronić bez opłat- swoją część
odbierze po wygranej. Inaczej nie byłoby mnie stać. Czy ktoś ma jakieś
doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • Gość: lekarz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.chello.pl 20.07.05, 13:22
      Nie wygrasz! Choćby dlatego, że to MY jesteśmy biegłymi, do NAS należą
      ostateczne opinie, które bierze pod uwagę sąd.
      Jeśli nie masz zaufania do lekarzy i szpitala - nie korzystaj ze służby
      zdrowia. Możesz rodzić w domu przy pomocy babki.
      Powikłania, niestety, się zdarzają. Nikt nie jest nieomylny. A jak chcesz się
      procesować- Twoja sprawa.
      Pamiętaj jednakże o tym, że w środowisku lekarzy bardzo szybko rozchodzą się
      wieści o pieniaczach, a może się tak zdarzyć, że np. pogotowie przywiezie ie z
      ulicy. I kogo lepiej mieć wokół siebie - ludzi życzliwych czy takich, którzy
      spojrzą z obrzydzeniem i wytkną palcem- "Tę pieniaczkę"?
      Możesz leżeć w sali, ale możesz i na korytarzu.
      Możesz dostać lek przeciwbólowy silniejszy, możesz słabszy (lekarz się
      wytłumaczy dlaczego zastosował ten słabszy - moga pojawić się przeciwwskazania
      medyczne).
      Możesz ..oj możesz wiele rzeczy doświadczyć.
      • Gość: Swan Ganz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 13:29
        Wiesz "lekarzu"? Ty masz tyle wspólnego z medycyną co ja z Pszczołą Asią :)
        Każdy ma swoje marzenia czy cele i je sobie realizuje... Ja w swoim może kiedyś
        osiągnę sukces i Pszczoła zje zemną obiad. A Ty jaki masz cel czy marzenie
        pisząc te prowokacyjne bzdury?
        Bo jedyne co z tej Twojej tfurczosci wynika, to żeś dupek żołędny...
        • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 13:31
          i tu się zgadzam. To nie człowiek z całą pewnością przez tego pana przemawia.
          Najłatwiej- zamknąć gębę niewygodnym, a jak będzie piszczał, to się trochę
          powyżywać
          • Gość: Swan Ganz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 13:42
            nie przejmuj się tym co napisał rzekomy "lekarz". To jakiś zwykły frustrat...
            Wracając do meritum; to czego oczekujesz na tym forum Janko? Złotego środka na
            sukces? Przecież zależy to od tego czy rzeczywiście były błędy w sztuce?
            • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 14:20
              chce zasięgnąć opinii. Zobaczyć, jak "to" się odbywa. Posłuchać doświadczeń. Na
              wycofanie się jest za późno, jedna sprawa już się odbyła. Uważam, że błędy w
              sztuce jednak były (przeczytaj, co odpisałam lekarzowi). Poza tym potraktowano
              mnie bardzo przedmiotowo. Przeprowadzono najgoleśniejsze badanie ginekologiczne
              w moim życiu
              • Gość: aga Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 14:31
                Wiesz co. Powiem Cie tak: szczerze mowiac to ja BARDZO zaluje ze zaczelam sie sadzic. Tylko ze ja jeste pewna ze mam racje bo tu chodzi o refundacje leczenia mojego. Nie ma tu utrudnien typu solidarnos lekarska wiec mam latwiej. A i tak zaluje. Strasznie to przeciagaja w sadzie, dzialam sama, bez zadnego adwokata, sedzia mnie straszy, stresa mam, nic nie wiem, nie znam sie na procedurach, w dodatku nie wiem kto ponosi koszty sadowe w razie przegranej a raczej przegram-biegli, posiedzenia itp.
        • Gość: lekarz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.chello.pl 20.07.05, 13:39
          Jeden z moich kolegów ( znany laryngolog) miał powikłanie przy operacji. Zdarza
          się, nie ma 100% pewności, ze stając do zabiegu wszystko pójdzie szybko i
          gładko. Trafił na pacjenta i rodzinę, która najpierw nękala go telefonami
          żądając odszkodowania , które było nierealne, następnie groziła, ze może po raz
          ostatni widzi swoje dziecko, następnie napisało donos do dyrekcji szpitala (
          80% rzeczy mocno naciąganych, ale w sposób sprytny), po czym nastąpił szereg
          procesów sądowych.
          Pacjent doszedł do siebie, lekarz został zniszczony - fizycznie, finansowo i
          psychicznie.
          Błędy w sztuce, niestety, się zdarzają. Musimy być solidarni. Nie może dojśc do
          sytuacji, że lekarz stając do zabiegu wie, że w razie komplikacji pozostanie
          pozostawiony sam sobie. Jesli my nie będziemy się bronić- nikt nie stanie po
          naszej stronie.
          • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 13:49
            bynajmniej do takiego typu ludzi, co tamten pacjent, ja nie należę. Nikogo nie
            chcę zniszczyć i nie bawię się w naciąganie i donosy. Ale ja również mam prawo
            się bronić. Tym bardziej, że po takich powikłaniach, coś odezwać się moze za
            kilka lat. Do dzisiejszego dnia jestem pod opieką lekarską, a poród był
            dziesięć miesiecy temu. Mam żal. Poczucie krzywdy. I niesprawiedliwości. Poza
            tym zanim trafiłam do szpitala, była u mnie koleżanka położna i mnie zbadała.
            Orzekła rozwarcie na cztery palce. Miałam bóle. Miałam rodzić lada moment.
            Udałam się do szpitala- tam doświadczyłam szeregu upokorzeń, a lekarz nawet
            mnie nie zbadał. Dostałam zastrzyk, po którym bóle ustały. Następnego dnia rano
            przyszedł ten lekarz i powiedział:"z takimi objawami jak pani, takie leżą u nas
            po dwa tygodnie i nic". A ja urodziłam jeszcze tego samego dnia. Dziecko
            wyduszano ze mnie na siłę, zamiast zrobić cesarkę (to była sobota). Cała
            popękałam. Lekarz, który łaskawie sie pojawił, zszywał mnie godzinę i pytał o
            sytuację materialną. Domagał się łapówki? Podobno tak. To cicha opinia
            pielęgniarek. czy dalej uważa pan, że jestem pieniaczką?
            • Gość: lekarz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.chello.pl 20.07.05, 15:10
              Jeśli domagał się łapówki - i sa na to D O W O D Y - proszę zgłosic to do
              prokuratury. Jesli są to d o m y s ł y lekarz ma prawo wytoczyć sprawę cywilną
              o pomówienie. I szansę, aby ja wygrać.
              • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 15:19
                byłby dowód pielęgniarki lecz ona boi się o pracę i na pewno nie zechce
                zeznawać. Niczego więc na tym polu nie mogę udowodnić i przemilczę. w tamtym
                szpitalu dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. Inny szpital mnie ratował i tamtemu
                ordynatorowi jestem wdzięczna. Personelowi również. Z tak znakomitą opieką sie
                jeszcze nie spotkałam. To wrażliwi i cenni ludzie. Trafiłam do nich o godz. 18.
                Zabieg był o 23. Lekarz nie chciał czekać do następnego dnia- liczyły się
                godziny. A poczekać musiał, bo wcześniej zjadłam obiad, a zabieg był
                przeprowadzany pod narkozą.
          • Gość: Swan Ganz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 15:44
            Czy innym jest obrona a czymś zupełnie innym atak. Pisząc taki post, jaki
            napisałeś wyżej, nie przysłużysz się swoim kolegom - lekarzom tylko raczej tym
            co ich atakują. No, bo czemu ma służyć straszenie pacjentów ogólną klątwą
            służby zdrowia, jak nie wzmocnieniu tych co piszą o "mafii lekarskiej"?
            Ponad to jeśli popełnia się błędy to należy ponosić ich konsekwencję a nie
            liczyć na źle pojętą solidarność zawodową kolegów. Tak już jest po prostu... To
            właśnie poczucie bezkarności prowadzi w prostej linii do patologii. W
            konsekwencji zamiast się rozwijać będziemy się cofać.
            Ważnym elementem jakiegokolwiek leczenia jest zaufnie pacjenta do swojego
            lekarza. To wręcz niezbędny do sukcesu integralny składnik proponowanej przez
            lekarza terapii.
            Formuując publicznie takie przekazy jak Ty (wyżej) należałoby się zastanowić;
            czy aby na pewno pomagasz kolegom w kłopocie czy też raczej determinujesz do
            działnia już i tak dostatecznie wściekłych pacjentów..??

            PS; przepraszm, że obraziłem Cię na forum ale byłem święcie przekonany, że
            to "wroga robota" jakiegoś niestabilnego elementu.
          • czcza do lekarza 20.07.05, 18:17
            Gość portalu: lekarz napisał(a):

            > > Błędy w sztuce, niestety, się zdarzają. Musimy być solidarni. Nie może
            dojśc do
            >
            > sytuacji, że lekarz stając do zabiegu wie, że w razie komplikacji pozostanie
            > pozostawiony sam sobie. Jesli my nie będziemy się bronić- nikt nie stanie po
            > naszej stronie.

            Pan to mówi poważnie? Wolę myśleć, ze to prowokacja. Prezentuje Pan takie
            poglądy, ze aż z przerażenia oniemiałam!! Jestem młoda osobą i jak widac
            jeszcze nie zdążyłam się odmoralnić /z czego się cieszę/. NIC DZIEWNEGO, IŻ
            POJAWIAJĄ SIĄ W SPOŁECZEŃSTWIE NIEPOCHLEBNE OPINIE O ŚRODOWISKU LEKARSKIEM,
            SKORO NIEKTÓRZY CZŁONKOWIE TEGO ŚRODOWISKA MYŚLĄ W TEN SPOSÓB. JEŻELI SAMI NIE
            BEDZIECIE SIĘ OCZYSZCZAĆ, NADAL TAK BĘDZIE. lEKARZ MA PRAWO DO BŁĘDU, ALE
            DLACZEGO TAK WIELU Z WAS BOI SIĘ DO NIEGO PRZYZNAĆ. KRYJECIE SIĘ! PRZEZYŁAM
            ETYCZNY SZOK CZYTAJĄC PANA WYPOWIEDZI! MAM NADZIEJĘ, ZE NALEZY PAN DO
            MIEJSZOŚCI.
            • draconessa Re: do lekarza 21.07.05, 12:11
              To jest taki lekarz, jak ja zakonnica.
        • pszczolaasia Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 20:31
          ??????? :D:D:D
          • Gość: Swan Ganz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 08:17
            a cóż Cię tak najpierw zaskoczyło i równocześnie ucieszyło Pszczoło ?
            :)
            • Gość: pszczolaasia Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.portnet.pl 21.07.05, 08:23
              to-
              "Wiesz "lekarzu"? Ty masz tyle wspólnego z medycyną co ja z Pszczołą Asią :)
              Każdy ma swoje marzenia czy cele i je sobie realizuje... Ja w swoim może kiedyś
              osiągnę sukces i Pszczoła zje zemną obiad" :D:D
              a mojego qnia nie chcesz...
              • Gość: Swan Ganz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 09:55
                no co cepias? Chciałem tylko uwypuklić istotę problemu...
                :))
                • connie1 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 21.07.05, 09:58
                  Swan Ganz -moge zadac Ci prywatne pytanie na priv(medyczne niestety..)
                  • Gość: Swan Ganz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 11:16
                    Oczywiście, proszę bardzo Conka :)Proponuję na maila; zbbra@esculap.pl
                    • connie1 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 21.07.05, 11:25
                      Poszlo na priv , jeszcze raz przepraszam za prywate
                • Gość: pszczolaasia Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.portnet.pl 21.07.05, 10:43
                  aaaaaa:))) to zmienia postać rzeczy:D:D
          • andnow2 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 27.01.15, 16:48
            pszczolaasia napisała:

            > ??????? :D:D:D

            Czy ten post ma jakąś inną treść poza reklamową dla: www.republikadzieci.org ...?
      • janka221 Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 13:29
        Świetnie- brzmi jak groźba. Jest pan przykładem bezlitosnego człowieka. I żal
        że taka osoba pracuje w służbie zdrowia. Pan powinien leczyć, a nie podżegać do
        buntu. To następny dowód na bezkarność szpitali i na to, że jesteście kliką. Aż
        dziw, że nikt nie zrobi z Wami porządku. Chciałam urodzić dziecko i być
        szczęśliwą mamą. Oddałam się w ręce SZPITALA, a nie umieralni. Szłam tam z
        ufnością, wierząc, że trafiam w dobre ręce. Nie jestem pieniaczką. Pragnę
        sprawiedliwości. Dotychczas wierzyłam lekarzom i nie miałam nastawienia, że
        jesteście mało warci, choć niektórzy, ż pewnością tak.
        • Gość: Położnik Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 13:42
          Powikłania które zdarzyły się Tobie nie sa błedami w sztuce,w takiej sytuacji
          nie wygrasz,oczywiście nie przekonałem Cię,ale może posłuchaj,powinnaś zanim
          dotrzesz do sadu zażądać opini biegłego,zwykle wypowiada się Profesor
          konsultant wojewódzki,masz do tego prawo załatwia się to przez izbę lekarska
          okregowa.Pan adwokat powinien doradzić Ci ta droge inaczej sprawa nie ruszy,nie
          ma spraw na wokandzie bez postepowania wyjasniajacego,w takim musi być opinia
          biegłego,czy zarzut,jest zasadny.
          • Gość: Położnik Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 13:50
            Nie odpowiedziałem Ci na zasadnicze pytanie.Oczywiście można wygrać ze
            szpitalem,gdy nalezy się odszkodowanie szpitale sa ubezpieczone,są zdarzenia
            nieporządane w trakcie leczenia ,gdy zawini lekarz też jest ubespieczony,moga
            się zdarzyć podczas leczenia sytuacje pogarszające zdrowie pacjentki.
          • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 13:51
            obawiam się, ze jeśli zacznę coś załatwiać przez izbę lekarską, orzeczenie
            będzie dla mnie niekorzystne
            • Gość: Położnik Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 14:02
              Nie masz racji,pomysl adwokaci nie znają się na medycynie,muszą mieć opinie
              biegłego,trzeba otrzymać ją od autorytetu najwyższego więc Profesora,lekarzowi
              trudno dotrzeć do Profesora żeby załatwił,Profesor nie może pisać bzdur bo musi
              dbać o swój autorytet,żeby było smieszniej Izby lekarskie wybierają Profesora
              czesto drogą losowania,np w Krakowie opinia ze Szczecina.Dawniej było jak
              opisujesz każdy mógł napisać skargę do prokuratora i sprawa gotowa ,trwa pięć
              lat,a jedna opinia mogłaby to zakończyć.Może idz na wizyte do innego lekarza i
              zweryfikuj co napisałem?
              • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 14:13
                jeśli tak, to dziękuję za radę. Też na medycynie się nie znam, ale na moje oko
                jest to błąd w sztuce lekarskiej. Choćby dlatego, że jeżeli dziecko nie chce
                wyjść na świat, to nie wyciska się go siłą, a robi cesarkę. Przeczytaj, co
                odpisałam lekarzowi.
                • aelithe Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 10.08.05, 14:28
                  W tym przypadku masz fachowa opinie poloznika. To co opisalas nie jest bledem
                  lekaskim. Oczywiscie mogly wystapic inne czynniki, ktore mogly byc bledem
                  lekarskim, ale o tym musi rozstrzygnac biegly.
                  Do ceserskiego ciecia istanieja konretne wskazania. Samo cesarskie ciecie nie
                  jest idealnym wyksciem dla kobiety, np. zwieksza ryzyko niektorych powiklan w
                  nastepnej ciazy.
            • Gość: aga Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 14:09
              przeraza mnie ta solidarnosc lekarzy. Janko trzymam za Ciebie kciuki. Wiem ze sie czujesz poszkodowana i wierze w to ze Cie tak traktowali lekarze, ze wyciagali kase od Ciebie. Znam to z doswiadczenia.No ale jak to udowodnisz?
              Biegli sadowi lekarze potrafią być bardzo złosliwi juz pomijajac fakt braku wiedzy. Ciagna kase za taką opinie a opinia taką napiszą ze szkoda gadac. W mojej spr juz pare opinii wydano i w zadnej nie ma w pelni odp na pytania wyjatkowo dociekliwego sędziego....
              • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 14:16
                kto płaci sędziemu za jego opinię? Sąd, czy powód?
                • Gość: aga Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 14:20
                  Ja mam zupelnie inna sprawe ktora automatycznie zostala wniesiona do sądu wedlug procedury NFZ-u.mam nadzieje ze sąd!!!Nie stresuj mnie takimi pytaniami bo zaraz zejde!!!!!!!!
                • Gość: lekarz Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.chello.pl 20.07.05, 15:16
                  Sędzia ma pensję, chyba chodzi o biegłego. Biegłego powołuje sąd i sąd mu
                  płaci.Sąd ma listę biegłych, ale może powołać każdego lekarza i powód nie ma tu
                  nic do gadania. Byłem biegłym w kilku sprawach i , zapewniam, że nawet nie z
                  powodu solidarności zawodowej, nigdy moja opinia nie świadczyła bezpośrednio
                  przeciwko kolegom. Zawsze były wątpliwości - bo w takich sprawach muszą być! A
                  wątpliwości , jak dotąd, działaja na korzyść oskarżonego/pozwanego.
                • Gość: PARYS Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.wroclaw.mm.pl 20.07.05, 16:29
                  Jeżeli wnosząc pozew nie wystąpiłaś o zwolnienie od kosztów sądowych i nie
                  udzielono ci takiego zwolnienia to po przegranym procesie ponosisz wszystkie
                  koszty: za opinie biegłego, koszty adwokata pozwanego. W zależności o jaką
                  kwotę odszkodowania się sądzisz może to być kwota od 7200 do 28600 zł.
                  • Gość: aga Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 18:22
                    W sadzie ubezp spol jest inaczej.Gdyby tak bylo to sad by mnie pouczyl o kosztach. On powolywal bieglych tylu wiec niech sam se placi. W sprawach ubezp spol wg kodeksu postepowania cywilnego sprawy z zakresu ubez spol sa zwolnione.Tak wyczytalam.Ewentualnie moze mnie obciazyc kosztami zasadzonymi. Ale mam I gr inw wiec czuję sie bezkarnie:P
                    • Gość: PARYS Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.wroclaw.mm.pl 20.07.05, 18:32
                      w tej sytuacji nie ma sprawy w sądzie ubezpieczeń społecznych tylko
                      prawdopodobnie w sądzie cywilnym więc koszty są
                      • Gość: aga Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 18:56
                        Nie-ja mam sprawe w sadzie pracy i ubezp spolecznych. Czyli tam gdzie sprawy np z Zusem
                        Ja sobie poczytalam caly kodeks postepowania cywilnego i tam byl rozdzial sprawach z zakresu ubezp spol i prawa pracy i spraw cywilnych(typu własność, spadki itp) wiec chyba ten kodeks reguluje chyba tez moją sprawe jak i np sprawy o własność.Tam jest napisane koszty postepowania sadowego z zakresu ubezp spol ponosi skarb panstwa. Ponosc ewentualnie MOGĄ mnie obciazyc tylko kosztami zasadzonymi czyli takimi jakie poniosla str przeciwna (czyli za to ze sie pofatygowala napisac pare pism)
                      • Gość: aga Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 19:03
                        Ale reki nie dam sobie uciac. Poprostu tak przeczytalam i tylko tym sie sugeruję. Pytalam roznych ludzi co niby powinni wiedziec i sa podzielone opinie. Nikt nie wie tego. Najwyzej na ulicy zarobie na pokrycie kosztow.
                  • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 21.07.05, 09:05
                    prosiłam o zwolnienie z kosztów i zostało przyznane. Z chwilą wnoszenia pozwu
                    do sądu byłam bezrobotna (pracodawca przedłużył jedną z umów o pracę tylko do
                    dnia porodu) i byłam też samotną matką. Zostałam zwolniona z kosztów. Gdybym
                    nie została, to sam wpis do sądu kosztowałby mnie 3600zł, a na to, niestety nie
                    byłoby mnie stać
              • Gość: barnaba Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.lodz.msk.pl / 81.219.72.* 20.07.05, 15:14
                Solidarnośc lekarzy jest mitem. Jeśli błąd był ewidentny, nikt nie napisze, że
                go nie było.
                • Gość: Parys Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.wroclaw.mm.pl 20.07.05, 16:26
                  Z tym się zgodzić nie można. Zdarzają się przypadki że błąd był, a biegły
                  napisze tak, że go nie było. Biegły nie odpowiada za swoje opinie.
                  • pia.ed Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 20.07.05, 17:43
                    Jesli podejrzewasz blad w sztuce lekarskiej, to popros o kopie
                    Twojego zurnalu z porodu.
                    Cos takiego musi przeciez istniec, prawda?

                    W czasie porodu bylas na pewno oszolomiona srodkami znieczulajacymi,
                    wiec nie licz na swoja pamiec...
                    • Gość: ola Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 19:35
                      Rachunek za Danielka

                      To największe odszkodowanie w historii Publicznego Szpitala Klinicznego. Za
                      błąd położnika Remigiusza U. - który wbrew wskazaniom nie zrobił cesarskiego
                      cięcia i trwale okaleczył małego Danielka - szpital zapłaci ponad 160 tysięcy
                      złotych. Będzie też do końca życia wypłacać Danielkowi rentę - 600 złotych
                      miesięcznie - i pokrywać koszty jego leczenia. A są one ogromne.



                      Danielek urodził się z całkowicie niewładną prawą rączką i częściowo - lewą.
                      Miał poprzerywane włókna nerwowe, niedowład nóg, uszkodzenia krtani, nie
                      otwierał prawego oka. Jego rodzice - Małgorzata i Bogusław Chojnowscy - od
                      blisko czterech robią wszystko, żeby przywrócić mu zdrowie. Danielek przeszedł
                      już trzy operacje: jedną we Wrocławiu, dwie w paryskiej klinice Jouvenet.
                      Walka o zdrowie
                      - Zadłużyliśmy się, żeby za to wszystko zapłacić - mówi Bogusław Chojnowski.
                      Jego żona zrezygnowała z pracy, żeby codziennie, po kilka godzin rehabilitować
                      synka i co miesiąc wyjeżdżać z nim na kilkutygodniowe turnusy do Dziekanowa
                      Leśnego lub Konstancina.
                      Biegli ginekolodzy nie mieli wątpliwości, że odpowiedzialność za stan zdrowia
                      Danielka ponosi Remigiusz U., który odbierał poród. Według nich Małgorzata
                      Chojnowska miała wszystkie wskazania do cesarskiego ciecia: 40 lat, problemy z
                      nadciśnieniem i utrzymaniem ciąży oraz masę płodu powyżej czterech kilogramów.
                      Niekompetencja i niedbałość
                      - Wykazana niekompetencja, niedbałość i zaniechanie doprowadziło do urodzenia
                      dziecka w konsekwencji kalekiego - pisze w swojej opinii Robert Kanonowicz,
                      biegły sądu okręgowego w Warszawie.
                      Białostocki sąd był podobnego zdania. Do Publicznego Szpitala Klinicznego
                      trafił właśnie prawomocny wyrok. Pieniądze zostaną wypłacone z ubezpieczenia.
                      Jednak tak wysokie odszkodowanie może skutkować zwiększeniem składki. A to
                      oznacza, że Remigiusz U. działał na szkodę szpitala. Czy straci pracę?
                      - Analizujemy dokumenty. Decyzję podejmiemy za kilka dni - mówi Bogusław
                      Poniatowski, szef PSK.
                      Bogusław Chojnowski zapowiada, że jeszcze w tym tygodniu złoży do prokuratury
                      zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Remigiusza U. Po raz kolejny
                      napisze też do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie
                      Lekarskiej.
                    • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 21.07.05, 09:07
                      pamiętam wszystko od początku do końca- trzeźwo myślałam. Pamiętam wszystkie
                      moje rozmowy z położnymi. Zresztą miałam osobę towarzyszącą, która jest
                      świadkiem
                      • draconessa Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 21.07.05, 12:18
                        Tak, ale faktycznie bez opinii bieglego nie ruszysz - szanse masz, chociaz
                        niewielkie. Zlamanie obojczyka u dzidziusia jest powiklaniem , ktore sie
                        zdarza - wiec z tego wzgledu raczej nie masz szans na wygrana. Natomiast mozesz
                        sprobowac powalczyc ze szpitalem ze wzgledu na traktowanie i byc moze bledy w
                        czasie prowadzenia porodu, ale tutaj tez Twoje slowa i zeznania ewentualnych
                        swiadkow musza byc dodatkowo poparte dokumentacja medyczna z prowadzenia
                        porodu. Byc moze ewentualie mozna okreslic uszczerbek na zdrowiu - znowu
                        biegly. Nie masz co sie obawiac kontaktu i szukania bieglego przez Izbe
                        Lekarska - tak naprawde solidarnosc lekarska za wszelka cene jest mitem i jesli
                        zaistnial blad w sztuce, nikt nie bedzie tego ukrywal.
              • aelithe Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 10.08.05, 14:31
                Nie mozesz podawac na solidarnosc lekarzy. Poscy lekarze sa wyjatkowo
                niesolidarni. Wiele przykladow, zniszczenia kolegi bo nie mial plecow. W tym
                przypaadku poloznik podaje podstawowe fakty.
                Nie mozna zadac odszkodowania, za mozliwe oczekiwane powiklanie. Jesli masz
                taka mozliwosc, to musisz za nie zaplacici w cenie uslugi.
                Cena uslugu medyczne jest dochodem jednosktki i kosztem ochorny prawnej.
      • tamm Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 22.07.05, 20:07

        • pia.ed Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 22.07.05, 20:27
          Tamm, kto ma 33 lata ? Napisz wiecej o tej sprawie, bo chyba przedtem nie
          pisalas...
          • tamm Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 23.07.05, 11:31
            Nie pisałam wczesniej fakt. Sprawa ma się nastepująco:
            01.01.2004 roku wtedy jezcze 32 letni facet padł jak długi tracąc przytomność.
            I nie był to skutek wbrew pozorom zabawy noworocznej.
            Zaznaczyć trzeba, że wczesniej nigdy nie chorował.
            Dwa dni póżniej podobny incydent. Parę dni później pogotowie zabiera go z
            przystanku, przewrocił sie stracił przytomność, miał drgawki. Ze szpitala
            wyszedł tego samego dnia z przebytym atakiem podaczkopodobnym. Trafił do
            specjalisty, który wykonał EEG i rozpoznał u pacjenta padaczkę. Przez kolejne
            pół roku chodził
            na regularne wizyty, stan jednak pogarszał się. Pogorszył się znacznie wzrok,
            tracił równowagę,drętwiały mu kończyny, bezustanne drżały mu dłone, stan
            emocjonalny rozchwiany był do granic możliwości, mylił znaczenie słów, itp.
            Po 9 m-cach na L-4 zblizał sie czas komisji w ZUSie. Wtedy dopiero po 9 m-cach
            pacjent został skierowany na KT głowy. Ale tylko wyłacznie dlatego, ze lekarz
            rodzinny wystawiając dokumenty do ZUS napisał, że specjalista nie wykonał przez
            9 mcy żadnych badań obrazowych w związku z czy trudno mówić o rokowaniach.
            Badanie KT głowy wykazało zmiany świadczące o guzie. Zrobiono MR - rezonans i
            okazało sie na szczęście , że to nie guz aczkolwiek rozsiane ogniska
            hiperzapalne, zmiany demienilizacyjne .Nie wiadomo od czego.... prawdopodobnie
            po przebytym zapaleniu mózgu... ( zaznaczam, że facet nigdy nie chorował ) Mnie
            trudno zrozumieć, jak można przebyć niezauważalnie zapalenie mózgu ?
            Od tego czasu pacjent był hospitalizowany, miał robione ponownie badania
            obrazowe, które wykazały NOWE ogniska demienilizacyjne !
            Podejrzenie było o toksokarozę, wyniki były pozytywne, ale i ta koncepcja legła
            nie wyjasniona. Została sprawa w międzyczasie skierowana do Rzecznika
            Odpowiedzialności Zawodowej... na błąd zaniechania leczenia przez neurologa
            tego, którego przez 9 mcy nie interesowało skąd u dorosłego faceta ni stąd ni
            zowąd występuje padaczka i dalsze widoczne pogorszenie.Okazao się, po długim
            analizowaniu sprawy, przesłuchaniu świadków itp, że lekarz nic złego nie zrobił.
            Sam jako specjalista określa kiedy i jakie badania wykonać, nie mozna tego
            podwazać. Człowiek żyje więc niczego nie zaniechał, a ze choruje... no cóż tak w
            życiu bywa... Do dziś nie wiadomo skąd te ataki na jakim tle itp. Padaczka może
            występować i czasem nie znajduje się źródła. Ale dziś 33letni młody człowiek
            spotyka się z niechęcią w środowisku lekarzy...bo walczył o swoje zdrowie. Jest
            na lekach, pod opieką (innego) neurologa, psychiatry ( doszła depresja ), a stan
            intelektualny cofnał się kilka lat wstecz...
            Choruje od stycznia 04. Za chwilę przejdzie na rentę... został sam, zdany na
            opiekę tylko rodziców...
            Bez perspektyw na lepsze jutro, na pracę, założenie rodziny....
            Najgorsze jest to o czym pisał lekarz na tym forum, że lekarz zawsze będzie miał
            rację. A pacjent "pieniacz" zostanie zapamiętany bo środowisko lekarzy jest
            bardzo zwartą korporacją !!!


            tamm.blog.onet.pl
            • tricolour A jaka jest Twoje... 23.07.05, 11:55
              ... miejsce w tej sprawie?

              To o tyle ważne, że skargi wnoszone przez obce osoby traktowane są jako
              pieniactwo właśnie.

              Pozdrawiam.
              • tamm Re: A jaka jest Twoje... 23.07.05, 14:56
                oto opinnia lekarza na tym forum

                "Nie wygrasz! Choćby dlatego, że to MY jesteśmy biegłymi, do NAS należą
                ostateczne opinie, które bierze pod uwagę sąd."

                i co wy na to???
                To jest karygodne to jest kpina z niezawisłości sądów to jest OFICJALNE
                STANOWSIKO lekarzy z którymi miałam nieprzyjemność osobiście obcować.
                drodzy moi i gdzie tu sprawiedliwość ??? Mafia leekarzy macki ma wszędzie
                korumpuje tych, którzy myslą inaczej !!!!!!
                • tricolour Ja tylko zapytałem... 23.07.05, 15:00
                  ... kim Ty jestes dla opisywanego niesczęśnika. Zoną, koleżanką, matką, znajomą?

                  Poza tym cytujesz głos jakiegoś faceta, który lekarzem nie jest, tylko napisał
                  bzdurę, by sie nią emocjonować... a Ty sie bierzesz brednie za prawdę...

                  Odpowiesz na pytanie?
                  • tamm Re: Ja tylko zapytałem... 23.07.05, 15:17
                    to co cytuję to z forum wzięte, jesli nawet ten ktosik lekarzem nie jest to i
                    tak trafił w 10 ! to usłyszałam osobiście kiedyś z ust lekarza !!!
                    i piszę to z całą odpowwiedzialnością.
                    A kim jestem dla tego kogos kogo historię wam opowiedziałam to nie ma
                    znaczenia. A gdybyś czytał uważnie to co nieco byś sobbie wydedukował.

                    tamm.blog.onet.pl
                    • tricolour Ja nie jestem z policji... 23.07.05, 15:26
                      ... by dedukować i odkrywać, co ukryte. Nawet nie jestem ze Służby Zdrowia, by
                      było jasne...

                      W swojej pracy zawodowej mam czasami do czynienia z ludźmi, którzy "wiedzą
                      lepiej" ode mnie, co ja robię i wiedzą, że robię źle. Czasami używam argumentu,
                      który ma na celu TYLKO zniechęcenie adwersarza, kiedy dochodzę do wniosku, że
                      rozmowa nie ma sensu, bo nie słuzy wymianie poglądów tylko ma popierać wcześniej
                      obmyśloną tezę.

                      Tak też odbieram Twoje posty, w których chcesz zebrać negatywne opinie o
                      środowisku lekarskim. Środowisko to - podobnie jak inne, w Tym Twoje - jest
                      zróżnicowane. Są lekarze dobrzy i są też źli.
                      • pszczolaasia Re: Ja nie jestem z policji... 23.07.05, 15:34
                        jak i ludzie, że się tak filozoficznie wyraże...
                        • pszczolaasia Re: Ja nie jestem z policji... 23.07.05, 15:35
                          miało być wszyscy ludzie:)))
                      • tamm Re: Ja nie jestem z policji... 23.07.05, 15:35

                        ależ oczywiście, ze są dobrzy i żli. Przedstawiłam cos co spotkało kogos z
                        moich znajomych... odbierasz to jako negatywne odczucia... i słusznie takie
                        moje są. Nnie zbieram negatywnych opini nie kolekconuję ich nie układam w
                        klaserze. Potrafię zrozumieć, że ludzie robią błędy, nie potrafię tego, że
                        zaniechają działania i to ma negatywne skutki. Jesteśmy ludzmi, kazdy popełnia
                        błedy, ale tylko nieliczzni potrafią się do nich przyznać. a ja szanuję tylko
                        tych co mają odwagę osobista.
                        tamm.blog.onet.pl
                        • tricolour To w takim razie... 23.07.05, 15:41
                          ... niech w piersi uderzy się ten lekarz, który spieprzył opisywana sprawę...
                          Zajmowanie się nią na forum publicznym i generalizowanie budzi podejrzenia, że
                          wszyscy mają brać odpowiedzialność i wszyscy są winni.
                          • tamm Re: To w takim razie... 23.07.05, 15:45
                            ... a tak winni są wszyscy ci, którym oczy zaślepia żle pojęta solidarność
                            lekarska i nic nie robią w sprawie... Zyczę Ccci człowieku wiele zdrowia, a w
                            razie choroby grubego portfela.
                            • tricolour Wybacz uszczypliwość... 23.07.05, 16:02
                              ... ale Zyczę Ci człowieku wiele zdrowia, a w razie choroby profesjonalnych,
                              oddanych, troskliwych lekarzy. Gruby portfel zostaw sobie na czas zdrowia, kiedy
                              bedziesz mogła cieszyc się z wydawania pieniędzy.
                              • tamm Re: Wybacz uszczypliwość... 23.07.05, 16:18

                                zdrowie mi dopisuje mam nadzieję, że zostanie tak ja najdłuzej.
                                Jestem wsciekła i nic tego nie zmieni. A ty nie miałes w życiu dołka człowieku?
                                ano miałeś z flaszką siadałeś i rozpamietywałeś. Mnie jest teraz żle bo ktos
                                sie kończy obok mne.

                                tamm.blog.onet.pl
                            • Gość: pszczolaasia Re: To w takim razie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.05, 16:02
                              nie mam pojęcia jak się czujesz ty i ten człowiek , któremu się dzieje to co
                              się dzieje.. ale wiesz trochę generalizujesz. a o to są tutaj toczone cały czas
                              batalie i wojny. o generalizacje. wszyscy lekarze są do dupy i łapówkarze, a
                              wszyscy pacjenci są nieznośnymi, warcholskimi, nieumytymi ludkami żądającymi
                              nie wiadomo czego i za gó..ane pieniądze, których tak naprawdę nikt nigdy nie
                              widział, ani pacjenci, ani lekarze. a może się mylę??? chyba nie... odrobina
                              szacunku wzajemnie do siebie by się przydała i to już by było nieźle... zaraz
                              mnie tu wszyscy ochrzanią i zjadą :)))))))
                              • tamm Re: To w takim razie... 23.07.05, 16:21
                                a i owszem, ze by się przydała i może ciut więcej niz odrobina.
                                • Gość: Położnik Re: To w takim razie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.05, 17:45
                                  Jeśli wszyscy sa tacy jak piszesz to wytłumacz fakt,skarg na lekarskie
                                  interwencje w ilośći 0,0002% przypadków??
                                  • tamm Re: To w takim razie... 23.07.05, 20:20

                                    nie wszyscy na szczęście tacy są. Ale mała liczba skarg na co niektóre
                                    poczynania lekarzy wynika z tego, ze istnieje głęboko zakorzeniona świadomość,
                                    że z lekarzem sie nie wygra, mała swiadomość tego, ze można złożyć skargę, mała
                                    wiedza jak i gdzie to zrobić. Interesuje mnie ten problem nie od wczoraj, nie
                                    od tygodnia. Znam sporo osób, które zostały "skrzywdzone" przez lekarzy i boja
                                    się odezwać, albo juz nie maja jak.....
                                    Ale znam również fantastycznych lekarzy wspaniałych specjalistów, których dobre
                                    imię lekarskie zostało zszargane przez " tych z plecami " To przykre, ale
                                    prawdziwe.
                                    tamm.blog.onet.pl
                                    • Gość: Połoznik Re: To w takim razie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.05, 22:56
                                      Ktoś ma rcję ale boi się odezwać???bo co może przegra???
                                      • tamm Re: To w takim razie... 23.07.05, 23:14

                                        tak, boi się odezwać by za chwilę nie okazało się, że ma nalepkę pieniacza !
                                        Czytaj wyzej.
                                        tamm.blog.onet.pl
                                        • Gość: Połoznik Re: To w takim razie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.05, 23:26
                                          Wilki o zajęczym sercu????
            • aelithe Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 10.08.05, 14:38
              Zapalenie mozgu jest jednym z najtrudniejszych do potwierdzenia rozpoznan
              medycznych. Jesli nie bylo innych objawow, neurolog nie mial podstaw do
              wysuniecie takiego podejrzenia.
    • Gość: docuk Rozprawa IP: *.server.ntli.net 24.07.05, 00:24
      Pamiętam, ze studiów jak dla wyjaśnienia definicji błędu w sztuce medycznej na
      zajęciach z medycyny sądowej udało nam się zaprosić profesjonalnego adwokata
      (był przyjacielem profesora i chyba dlatego przyszedł za darmo;-)), asesora z
      prokuratury i ławników.Odegraliśmy symulację rozprawy sądowej.Nie będe się
      rozwodził nad szczegółami. W każdym razie wybraliśmy sobie rzadkie schorzenie,
      nie dające specyficznych objawów a kończące się zgonem w wieku 20-30
      lat.Teoretycznym oskarżonym był lekarz internista ze szpitala rejonowego.
      Długo by przytaczać wszystkie okolizności sprawy. Dość że ku rozpaczy
      teoretycznej rodziny zmarłego (reagowali na ogłoszenie wyroku jakby wszystko
      działo się naprawdę)sąd uniewinnił oskarżonego.
      Na zakończenie rozprawy profesor, który to wszystko prowadził zacytował klasyka
      literatury.Ten cytat zawsze przypomina mi się przy okazji dyskusji o błędzie w
      sztuce medycznej:
      "To zaiste zadziwiające jak mało szkód wyrządzają lekarze, biorąc pod uwagę
      wszystkie możliwości, które mają"
      Mark Twain
      • tamm Re: Rozprawa między sędzią a lekarzem... 24.07.05, 09:21

        Profesor, pięknie zacytował ... ale to tylko cytat, idealny na potrzeby lekarza...
        Przyszli lekarzy wpajane mają od pierwszj noty w indeksie, że pomagając innym,
        nie mogą się bać, że popełnią błąd. To ryzyko zawodowe. Co taka rozprawa miała
        na celu ? Uzmysłowienie adeptom sztuki lekarskiej, że jeśli nawet coś pójdzie
        nie tak to w sądzie wygra lekarz?
        A może by tak uczyć ich pokory, i odpowiedzialności za popełniony błąd ?
        Kultury... by umieć przyznać się do faktycznego błędu i powiedzieć choć
        przepraszam, nie miałem(łam) racji... Pomoć pacjentowi trafić do odpowiedniego
        specjalisty, zrobić konieczne badania, a nie zblokować zmową milczenia
        wszystkich lekarzy dookoła ???
        Czyż nie inny wizerunek by wystawiali całemu społeczeństwu lekarskiemu?
        Nie wszyscy tacy są zmanierowani, nie wszyscy, powtarzam to tutaj po raz enty są
        wspaniali lekarze i cierpią przez tych, którzy "mają plecy"


        Kończąc już powyższy wątek chcę przypomnieć jedno: Błąd w sztuce lekarskiej, a
        błąd w sztuce lekarskiej- z powodu zaniechania swoich obowiązków trzeba
        rozgraniczyć.

        Człowiek jest tylko człowiekem, kazdy z nas błedy popełnia...mniejsze lub
        wieksze... Ale kazdy szanujący sie człowiek potrafi powiedzieć: pomyliłem się,
        tu w tym przypadku rutyna wzięła górę, a nieomylność nie jest wyssana z mlekiem
        matki.

        tamm.blog.onet.pl
        • Gość: docuk Re: Rozprawa między sędzią a lekarzem... IP: *.server.ntli.net 24.07.05, 21:19
          > Kończąc już powyższy wątek chcę przypomnieć jedno: Błąd w sztuce lekarskiej, a
          > błąd w sztuce lekarskiej- z powodu zaniechania swoich obowiązków trzeba
          > rozgraniczyć.
          Właśnie temu miała slużyć rozprawa.Oskarżony wykonał niezbędne badania (EKG)
          ale zinterpretował je jako wariant normy co jest możliwe (wg biegłego
          kardiologa) w przypadku osoby nie mającej bardzo specjalistycznej wiedzy w
          dziedzinie kardiologii. Skierował pacjenta następnego dnia na konsultację
          kardiologiczną, ale ten nie zdążył na nią dotrzeć.Rozprawa ta miała właśnie na
          celu przedstawienie definciji błędu zaniedbania (stąd uniewinnienie chorego
          gdyż w tym przypadku zaniedbania nie było).
          Nie zmniejszyło to wcale reakcji "rodziny " w chwili ogłaszania wyroku. Czy
          myślisz, że przeciętny Kowalski jest w stanie rozgraniczyć te dwa pojęcia ???
          Czy przy istniejącej obecnie atmosferze polowania z nagonką (które zresztą ma
          kilka "zbożnych celów")możliwe jest poruszanie tego tematu bez oskarżeń o
          stronniczość i ulubioną solidarność zawodową???
          Co taka rozprawa miała
          > na celu ? Uzmysłowienie adeptom sztuki lekarskiej, że jeśli nawet coś pójdzie
          > nie tak to w sądzie wygra lekarz?
          No to właśnie najlepszy przykład na w/w podejście - zakładanie z góry złej woli
          i przestępstwa jednej ze stron. Tzw "sprawiedliwość ludowa".Jak to było w
          klasyku ?? "sąd sądem a sprawiedliwość i tak musi być po naszej stronie"
          > Kultury... by umieć przyznać się do faktycznego błędu i powiedzieć choć
          > przepraszam, nie miałem(łam) racji...
          Kultury nie nauczysz się na ćwiczeniach czy z książek.To wartość wyniesiona z
          domu przez wychowanie i przykład.Dotyczy ona obu stron (i lekarza i pacjenta).Z
          tym się zgadzam.
          Pomoć pacjentowi trafić do odpowiedniego
          > specjalisty, zrobić konieczne badania, a nie zblokować zmową milczenia
          > wszystkich lekarzy dookoła ???
          Wszystko to miało miejsce. Jeżeli chodzi Ci o ulubioną zmowę czy też
          solidarność to nie koledzy "oskarżonego" są od wysuwania hipotez czy
          potwierdzania błędu. Ich zadaniem jako świadków jest przedstawić prawdziwe
          wersje wydarzeń (uprzedzam że było to sytacja symulowana więc idealna) a nie
          wydawać opinię o winie lub nie.Dodam również, że był jeden kolega, który chcąc
          bronić kolegę kłamał przed sądem.Został on jedynym skazanym w tej rozprawie.
          Od tego jest opinia niezależnego biegłego, którą posłużył się sąd i ławnicy
          przy orzekaniu wyroku.
          > Czyż nie inny wizerunek by wystawiali całemu społeczeństwu lekarskiemu?
          Tu już kwestia co bardziej widoczne (olbrzymia rola mediów i ich etyki, które
          mogą kreować rzeczywistość).Postawa negatywna jest bardziej widoczna, głośna i
          emocjonalna.Dlatego jej nagłaśnianie znajduje żywy poklask.Zwłaszcza gdy
          ewentualna zmiana musiałaby zmusić co niektórych pacjentów do większej
          odpowiedzialności za swoje zdrowie i pozbawić ich raz otrzymanych przywilejów
          (nie spotykanych w stabilnych i funcjonujących systemach opieki zdrowotnej w
          innych krajach).
          > Nie wszyscy tacy są zmanierowani, nie wszyscy, powtarzam to tutaj po raz enty
          s
          > ą
          > wspaniali lekarze i cierpią przez tych, którzy "mają plecy"
          Absolutnie się z Tobą zgadzam.
          Przyznanie się do popełnionego błędu to sztuka tako samo wielka i trudna jak
          jego uniknięcie.
          • janka221 Re: Rozprawa między sędzią a lekarzem... 08.08.05, 14:45
            Jestem autorką tego forum. Pierwszą rozprawę mam za sobą. Opowiedziałam na
            rozprawie wszystko, po kolei, wszystko, co zdarzyło się podczas porodu, po nim
            i po wyjściu ze szpitala. Mówiłam, sędzina notowała. Ze szpitala nikt się nie
            stawił. Przyszedł tylko jego adwokat. Pan miał na ustach nieustannie ironiczny
            uśmieszek.
            Na pytanie sędziny, czy pozwany zgodzi się iść na ugodę, gdybym zmniejszyła
            wartość odszkodowania, kategorycznie, nie pozbywając się ironi, odpowiedział,
            że nie.
            Tu się chyba role pomnieszały, bo uważam, że to ja powinnam decydować, czy chcę
            iść na ugodę. To mnie dotknęła krzywda. Wyznaczono następny termin rozprawy we
            wrześniu. Tydzień temu dostałam sądowe zawiadomieniu, że rozprawa nie odbedzie
            sie w wyznaczonym terminie. Powodem jest niemożność stawienia się wszystkich na
            raz świadków, którzy koniecznie muszą być przesłuchani w jednym terminie. I
            ośmielam się stwierdzić, że druga rozprawa nigdy nie dojdzie do skutku, bo
            zawsze komuś nie będzie pasowało. A to urlop, a to choroba, a to coś jeszcze. I
            niech mi ktoś powie, że nie ma mafii.
            I niech mi ktoś powie, że jest to państwo prawa i można domagać się
            sprawiedliwości.
            Jeszcze dodam, ze obecnie trwają negocjacje tego szpitala z burmistrzem, bo
            decyzją tego drugiego, oddziay ginekologiczny i położniczy w tym szpitalu, w
            moim pięćdziesięciotysięcznym mieście, mają być zlikwidowane.
            Jeśli tak sie stanie, kobiety będą jeździły rodzić, na sygnale do innego
            powiatu. Oby zdążyły.
            • tricolour Zanim powiesz, że to mafia... 08.08.05, 15:42
              ... to poczekaj na drugą sprawę, na której nie będzie kompletu świadków. Bo z
              takim tekstem:
              "niech mi ktoś powie, że nie ma mafii. I niech mi ktoś powie, że jest to państwo
              prawa i można domagać się sprawiedliwości"
              narażasz sie na śmieszność... gdy świadkowie przyjdą...
              • janka221 Re: Zanim powiesz, że to mafia... 08.08.05, 15:58
                gdy przyjdą, to moze i tak. Jednak początek już zapowiada się "nieźle". Co stoi
                na przeszkodzie, by świadkowie stawili się w różnych terminach, jak było
                ustalone na początku? Teraz sędzina nagle zmienia zdanie. Czy to jest
                dopuszczalne? A może to gra na zwłokę, bo gdy szpital zostanie zamknięty,
                sprawa zostanie umorzona?- to akurat gdybanie, bo nie jestem prawnikiem. A może
                ktoś sędzinę nakłonił do zmiany zdania i do odwlekania? Ja pieniędzy nie mam,
                szpital owszem
            • Gość: barnaba Re: Rozprawa między sędzią a lekarzem... IP: *.lodz.msk.pl 09.08.05, 15:35
              > Jestem autorką tego forum. Pierwszą rozprawę mam za sobą. Opowiedziałam na
              > rozprawie wszystko, po kolei, wszystko, co zdarzyło się podczas porodu, po
              > nim i po wyjściu ze szpitala. Mówiłam, sędzina notowała. Ze szpitala nikt się
              > nie stawił. Przyszedł tylko jego adwokat.

              A kto miał się stawić? Lekarz? On miał do wykonania coś tak prozaicznego,
              banalnego, wręcz niewartego wzmianki- ratowanie ludzkiego życia.
              Dyrektor- on również nie miał nic istotnego do roboty. Ot, zapewnienie
              szpitalowi jeszcze kilkunastu dni działalności, drobiazg zapewne.
              • bozia2 Re: Rozprawa między sędzią a lekarzem... 09.08.05, 15:42
                Janiu,szpital i lekarze są ubezpieczeni od OC i stroną jest chyba
                ubezpieczyciel,a nie osobiście lekarz.
        • Gość: NFZ-fan do tamm - kawe na ławe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.08.05, 18:22
          Rozumiem, że postępująca choroba 33 letniego człowieka jest ogromnym
          nieszczęściem dla niego samego jak i dla jego najbliższych.
          Rozumiem też, że w takich chwilach wszyscy zadają sobie pytanie dlaczego to
          spotyka tak młodą pełną planów na przyszłość osobę. Tak to już niestety bywa,
          że choroba i nieszczęście spotyka człowieka w każdym wieku.

          Winą za to nieszczęście obarczacie lekarza.
          Pewnie wielu innych neurologów wykonałoby wcześniej badanie obrazowe mózgu. Ale
          sądząc po wyniku rezonansu magnetycznego to i tak niczego by to nie zmieniło.
          Wiedzielibyście tylko wcześniej o istnieniu zmian demielinizacyjnych i
          pozapalnych(?) w mózgu. Nikt nie ma wpływu na ich istnienie, nawet jeśli wie o
          nich wcześniej. Obawiam się, (sądząc po pojawieniu się padaczki, regresu
          umysłowego, pogarszania wzroku i innych podanych objawach), że u tego młodego
          człowieka występuje któreś z postępujących schorzeń ośrodkowego układu
          nerwowego, których medycyna leczyć skutecznie nie potrafi. Pierwszy napad
          padaczkowy był tylko początkowym objawem trwającego już wcześniej schorzenia.
          Pozostaje zwykle w takich przypadkach leczenie przeciwpadaczkowe (które
          obwiniany lekarz zastosował ) oraz w razie potrzeby leczenie objawowe (ew. też
          rehabilitacyjne).

          Piszesz ".... a człowiek sie kończy bo nikt nie chce go leczyć...".

          A może jest tak, że lekarze widząc roszczeniową postawę rodziny wolą trzymać
          się z daleka i nie rwą się do leczenia, bo sprawa jest beznadziejna i nikt nie
          jest w stanie go wyleczyć. Lekarze nie bez racji mogą obawiać się wciągnięcia
          ich w krąg roszczeń w razie jeśli nie dokonają cudu.

          Oskarżanie tego lekarza to działanie na zasadzie, że winny musi się znaleźć, bo
          wtedy rodzinie chorego łatwiej jest żyć. W poczuciu bezsilności wobec
          nieuleczalnej choroby mogą przynajmniej wyładować swoją złość na konkretnej
          osobie i nie ważne, że tak na prawdę jest to osoba Bogu ducha winna.

          Domyślam się jak zareagujesz na moje słowa, ale napisałem je po to abyś mogła
          spojrzeć na sprawę oczami lekarza, a nie po to aby dolewać oliwy do ognia.

          Czy sprawa ma szansę w sądzie ?
          Szczerze wątpię i to przy pełnym obiektywizmie biegłych.
          Ponieważ lekarz nie jest winny wystąpienia postępującej choroby. (Winny jest tu
          zły los i najpewniej cechy genetyczne chorego)
          Późniejsze wykonanie TK i MR mózgu nie spowodowało pogorszenia choroby i nawet
          wcześniejsze wykonanie badań nie miałoby wpływu na zastosowane leczenie i
          naturalny przebieg schorzenia.

          W sytuacji braku możliwości skutecznego leczenia można by nawet powiedzieć "im
          później dowiedzieliście się o ciężkości nieuleczalnej choroby, tym później
          zaczęliście się martwić i tym więcej szczęśliwych dni miał chory nieświadom
          powagi swojego schorzenia".
          Zabrzmiało boleśnie ? Prawda niestety taka bywa.
          • janka221 do NFZ-fan 09.08.05, 08:58
            proszę Pana o wypowiedź również w mojej sprawie.
            • Gość: NFZ-fan Re: do NFZ-fan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.05, 01:16
              Trudno jest mi się wypowiadać w przedstawionej przez Panią sprawie, ponieważ
              nie jestem położnikiem i nie potrafię ocenić prawidłowości postępowania lekarza
              podczas porodu, nawet gdybym poznał więcej faktów.

              Zgadzam się z przedmówcami, że wcześniej należało złożyć skargę w Izbie
              Lekarskiej, aby poznać przynajmniej opinię jakiegoś autorytetu w dziedzinie
              położnictwa.
          • Gość: aga Re: do tamm - kawe na ławe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.08.05, 12:34
            Tez mysle ze autorka sie pospieszyla z tym sadem. Mysle ze biegly sadowy nie bedzie mogl jednoznacznie stwierdzic z czego to wszystko wyniknelo. A w takim wypadku przegrasz, a zdaje sie ze przegrana kosztuje...Wszystko zalezy od sedziego-jesli tez mial albo ma pech ze zdrowiem i niemile doswiadczenia z brutalami-lekarzami to moze bedzie laskawy. Mysle ze jesli chodzi o zdrowie to nie warto sie sadzic jak sie nie ma 200% pewnosci (100% to za malo)-szkoda nerwow.Wiem po sobie:). Mam duzo prostrza sprawe niz Ty niby, poparcie lekarzy i bieglych i strasznie zaluje ze pozwalam.
            • janka221 Re: do tamm - kawe na ławe 10.08.05, 13:22
              Nie żałuję, że pozwałam. I nie pośpieszyłam się. A fakt- mogłam inaczej zacząć.
              Pozdrawiam
    • aelithe Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 10.08.05, 14:19
      Przykro mi, ale pekniecie obojczyka dziecka jest powiklaniem oczekiwanym w
      okresie porodu. Resztki lozyska moga pozostac nawet przy prawidlowym
      wylezeczkowaniu macicy. Bledem lekarskim byloby tylko nie rozpoznanie objawow
      resztek lozyska.
      Oczywiscie mozna zrozumiec twoje rozgoryczenie, ale w zakresie informacji
      medycznych, ktore podalas , trudno dopatrzec sie jakichkolwiek
      nieprawidlowowsci.
      • janka221 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 10.08.05, 15:15
        nie rozpoznano w szpitalu pozostawienia mi w macicy resztek łożyska i błon
        płodowych. Pół godziny po porodzie badano mnie i ani lekarz, ani położna, nie
        zobaczyli nic niepokojącego. Lekarz po porodzie zszywał mnie godzinę. Pęknięcie
        szyjki macicy i krocza było bardzo rozległe (można było dokonać nacięcia przy
        porodzie). Nikogo nie zaniepokoił stan gorączkowy- codziennie powyżej 38
        stopni, ani potworny ból, który zgłaszalam wielokrotnie. Ze szpitala wypisano
        mnie po 10- ciu dniach- z gorączką i anemią (wskaźnik hemoblobiny prawie 8),
        przepisując Augmentin, a gorączkę tłumacząc zapaleniem piersi, którego raczej
        nie miałam. Podejrzenia, co do mojego nieprawidłowego stanu, nabrała dopiero
        pielęgniarka środowiskowa, która przyszła dwa tygodnie po porodzie. Zdziwiło ją
        to, że nie potrafiłam siedzieć i funkcjonować, bo czułam wszędzie obecny ból.
        Nie potrafiłam karmić piersią mojego dziecka- o siedzeniu nie było mowy. Tylko
        pozycja leżąca, poprzedzona nadludzkim wysiłkiem i łzami niemocy- ale to osobny
        rozdział.
        Z pewnością ta pielęgniarka była pierwszą osobą, która uratowała mi życie.
        Dokonała wstępnych oględzin i jeszcze tego samego dnia zawiozła mnie do lekarza.
        Nacierpiałam się wiele i niepotrzebnie, zamiast cieszyć się narodzinami i
        obecnością mojego dziecka. A ja płakałam razem z nim i nie wiedziałam, jak
        sobie pomóc. Bo szpital pomóc mi nie potrafił. Tylko ja i moi bliscy wiedzą, co
        przeżyłam i ile wysiłku kosztowało mnie wykonanie najprostszych, codziennych
        czynności, choćby wyjście pod prysznic. Prawie straciłam życie, a moje dziecko
        matkę, bo ktoś był niekompetentny. To chyba nie jest normalne... Ufałam,
        wierzyłam, że oddaję sie pod fachową opiekę, że Tam wiedzą, co robić. Chciałam
        TYLKO urodzić dziecko
        • Gość: ina Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.chello.pl 10.08.05, 15:58
          Droga Janko!
          W trakcie pobytu w szpitalach w charakterze pacjentki, a także obserwując prace
          personelu szpitalnego nasuwają mi się pewne refleksje.
          Spotkałam się ze wspaniałymi lekarzami dzieki którym żyję.
          Straciłam bliską mi osobę z ewidentnej winy lekarzy- trudnej do udowodnienia.
          Byłam zbyt załamana by podjąć środki prawne, zresztą nie wierzyłam w ich
          skuteczność.
          Widziałam wiele drobnych nieprawidłowości w działaniach personelu medycznego,
          wiele niekompetencji, pazernosci, zwykłego chamstwa.
          Znam osobę która wywalczyła od szpitala odszkodowanie za błędy lekarza.
          Dużo zdrowia ją to kosztowało.Pomógł jej w tym adwokat który poprowadził sprawę
          nieodpłatnie.Umówili się że jeżeli wygra sprawę adwokat otrzyma pewien procent
          od kwoty odszkodowania.
          Cieszę się że niektóre kancelarie adwokackie zaczynają się specjalizować w tego
          typu sprawach.
          Jestem z Tobą Janko.
          ina
          • janka221 Re: Ina 10.08.05, 16:15
            Dziękuje za słowa otuchy i za wsparcie. Ja znalazłam podobnego adwokata. Czekam
            na finał i mam nadzieję, ze będzie pozytywny dla mnie. PS. Jeśli mozna,
            chciałabym nawiązać jakiś kontakt z tą osobą, której sie udało. Jest to dla
            mnie bardzo ważne. Pozdrawiam
            • aelithe Re: Ina 10.08.05, 18:50
              1. kazda goraczka po porodzie moze nasuwac podejrzenie residua placentaria, to
              jest fakt
              2. kazde dzialanie polega na rownowadze strachu. W kodeksie Hummurabiego lekarz
              powodujacy smierc chorego byl skazywany na smierc, ale za uratowanie zycia
              dostawal talent zlota ( dobrych kilka kilogramow)
              nie mozesz zadac ameryaknskiej odpowiedzialnosci stosujac polskie stawki
              wynagrodzenia, ponowne podniesienie stawki oc przez firmy ubezpieczeniowe i nie
              bedzie mial cie kto leczyc
              nikt nie podejmie pracy ponizej kosztow ubezpieczenia.
              • janka221 Do Athelite 11.08.05, 13:25
                1. Jeśli już pracować, to dobrze wykonywać swoje obowiązki
                2. To znaczy, że jeśli lekarz będzie czuł sie nie doceniony finansowo, ma prawo
                uśmiercać pacjenta?
                • aelithe Re: Do Aelithe 12.08.05, 12:41
                  1. lekarz zawsze powinien starannie wykonywac swoje obowiazku.
                  2. Lekarz nie ma prawa zabijac. Jesli cos takiego widzialas, powinnas to
                  natychmiast zglosic do prokuratury.
    • jozica Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 12.08.05, 20:43
      Nie tak dawno na łamach GW pojawiła się wzmianka o sprawie karnej przeciwko
      jednej z warszawskich klinik połozniczych (dokładniej przeciwko lekarce
      przyjmującej poród i włascicielowi kliniki). Obydwoje przegrali (zostali skazani
      na karę więzienia w zawieszeniu) do czego w głownej mierze przyczyniła się
      opinia biegłego, który stwierdził rażące zaniedbanie. Pamietam to, bo mimo że
      lekarka była wymieniona z imienia i pierwszej litery nazwiska to wiem o kogo
      chodziło. W tym przypadku chodziło o nie rozpoznane pekniecie macicy co w
      efekcie doprowadziło do jej usunięcia. Lekarka została oskarzona o "spowodowanie
      utraty mozliowści płodzenia" czy jakoś tak,
      Tak, ze jak widać wygrać mozna i chyba warto skorzystać z rad tych, którzy
      wspominali o zasiegnięciu opinii biegłego.
      Coż bardzo Ci wspólczuję tych przeżyć, mam nadzieję ze uda sie o tym zapomnieć.
      Czasem niestety mimo najlepszych checi i starań nie wszystko idzie tak jak
      powinno. Chociaż w Twoim przypadku warto sprawdzić czy nie miało tu miejsce
      zaniedbanie. Ja nie jestem połoznikiem, ale jakoś mi sie jeszcze tak kołacze, ze
      po porodzie nalezy sprawdzić i ocenić całość łozyska i skontrolowac błony płodowe.
      • aelithe Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 12:30
        Jozica. nawet jesli dokladnie sprawdzisz lozysko, zawsze istnieje ryzyko
        pozostania resztek lozyska w macicy.
        Bledem jest nie rozpoznanie objawow, a nie pozostawienie fragmentu lozyska.
        • jozica Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 20:31
          Co prawda, to prawda.
          Tak czy inaczej naprawdę Jance współczuję, przeszła cięzkie chwile
      • Gość: Vlad Re: Szpital- czy można z nim wygrać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.08.05, 21:12
        Nie znam opisywanego przypadku ale są sytuacje kiedy usunięcie macicy jest
        zabiegiem ratującym życie.
        Opowiadał mi kolega pracujący w UK takie zdarzenia. Do szpitala trafia kobitka
        po 3 cięciach, w 35 tyg ciąży, z podejrzeniem łozyska wrośniętego. Czeka na
        rezonans. W nocy czyje sie źle, połozna podlącza ktg, wzywa lekarza. Zapis
        patologiczny. pacjentka zostaje poinformowana o konieczności natychmiastowego
        cięcia i o ryzyku związanym z tym zabiegiem. Wyraża zgode na cięcie. Otwierają
        brzuch. Rozejście blizny po cc, płód częściowo uwodzony do brzucha. W trakcie
        zabiegu przyjeżdza konsultant. Łożysko przerasta macicę. Ku zdumieniu kolegi
        tenże konsultant próbuje oddzielic łozysko. W polu operacyjnym morze krwi.
        Idzie masa erytrocytarna, osocze, w końcu przy 6. worku anestezjolog mówi:
        panowie kończcie, bo mi sie pacjentka robi wstrząsowa. Konsultant podnosi głowę
        i mówi: panowie czy nie uważacie , że jest to teraz operacja ratująca życie?
        Obecni na sali zgadzają sie , operatur wykonuje kilka krytycznych wkłuć ,
        krwawienie ustaje , następnie macica zostaje usunięta.
        KObitka otarła sie o śmierc , wylądowała na IT choć można było uniknąc tego
        usuwając macicę od razu. ALE PACJENTKA NIE WYRAZIŁA NA TO ZGDODY! więc trzeba
        było doprowadzic do sytuacji, kiedy żaden adwokat nie będzie miał podstaw do
        pozwania szpitala o pzeprowadzenie zabiegu na który pacjentka nie wyraziła
        zgody. Bo zabieg był ratującym życie.
        Jeszcze jedna uwaga o opiniach biegłych. Parę miesięcy temu była w Wa-wie
        konferencja , gdzie jednym z tematów było cięcie ces. na życzenie. Opinie były
        skrajnie różne. Jeden z profów na długa tyradę innego profa odpowiedział tak:
        pan może takie rzeczy robić u siebie w klinice bo szanse na przegrany proces ma
        pan małe ale jeżeli tak będzie postępował lekarz w szpitalu rejonowym to opinia
        rzeczoznawcy będzei taka, że przegra proces. \W klinice można dziecku głowę
        urwać a opinia rzeczoznawcy będzie taka: nie dało się tego przewidzieć i
        uniknąć. A jak osoba pisząca opnię dla sądu będzie chciała kogoś zniszczyć to
        pozotawienie fragmentu łożyska zostanie zakwalifikowane jako bląd w sztuce (
        była i taka opinia).
        • jozica Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 21:41
          Ja też nie znam szczegółów tej sprawy, sam wiesz jak to jest opisywane w GW. Tam
          to było wiecej tak: lekarka przyjęła poród, wszystko było OK,lekarka wybyła a
          mąż znalazł połoznicę jakis czas po porodzie " w kałuży krwi". Ratowali ją jak
          mogli ale skończyło się niestety usunięciem macicy (co tu duzo gadać-uratowali
          jej życie!). Z tego co zrozumiałam zarzutem wobec lekarki było niedopełnienie
          obowiązów i kontroli po po porodzie. O ile pamietam mogą sie zdarzać takie
          "ciche" pekniecia i dla mnie to była troche dziwna sprawa, jakkolwiek tutaj
          pewnie mógłby sie z sensem wypowiedzieć tylko specjalista. Po GW nie spodziewam
          się zanadto sensownych informacji ( to chyba draconessa pisała jak to opisywali
          bakterie penicyliny w napoju).
          No, ale cóż-sensem mojego postu było, ze warto-tak ja w przypadku
          Janki-zwrócić się o opinie biegłego...

          Gość portalu: Vlad napisał(a):

          > Nie znam opisywanego przypadku ale są sytuacje kiedy usunięcie macicy jest
          > zabiegiem ratującym życie.
          > Opowiadał mi kolega pracujący w UK takie zdarzenia. Do szpitala trafia kobitka
          > po 3 cięciach, w 35 tyg ciąży, z podejrzeniem łozyska wrośniętego. Czeka na
          > rezonans. W nocy czyje sie źle, połozna podlącza ktg, wzywa lekarza. Zapis
          > patologiczny. pacjentka zostaje poinformowana o konieczności natychmiastowego
          > cięcia i o ryzyku związanym z tym zabiegiem. Wyraża zgode na cięcie. Otwierają
          > brzuch. Rozejście blizny po cc, płód częściowo uwodzony do brzucha. W trakcie
          > zabiegu przyjeżdza konsultant. Łożysko przerasta macicę. Ku zdumieniu kolegi
          > tenże konsultant próbuje oddzielic łozysko. W polu operacyjnym morze krwi.
          > Idzie masa erytrocytarna, osocze, w końcu przy 6. worku anestezjolog mówi:
          > panowie kończcie, bo mi sie pacjentka robi wstrząsowa. Konsultant podnosi głowę
          >
          > i mówi: panowie czy nie uważacie , że jest to teraz operacja ratująca życie?
          > Obecni na sali zgadzają sie , operatur wykonuje kilka krytycznych wkłuć ,
          > krwawienie ustaje , następnie macica zostaje usunięta.
          > KObitka otarła sie o śmierc , wylądowała na IT choć można było uniknąc tego
          > usuwając macicę od razu. ALE PACJENTKA NIE WYRAZIŁA NA TO ZGDODY! więc trzeba
          > było doprowadzic do sytuacji, kiedy żaden adwokat nie będzie miał podstaw do
          > pozwania szpitala o pzeprowadzenie zabiegu na który pacjentka nie wyraziła
          > zgody. Bo zabieg był ratującym życie.
          > Jeszcze jedna uwaga o opiniach biegłych. Parę miesięcy temu była w Wa-wie
          > konferencja , gdzie jednym z tematów było cięcie ces. na życzenie. Opinie były
          > skrajnie różne. Jeden z profów na długa tyradę innego profa odpowiedział tak:
          > pan może takie rzeczy robić u siebie w klinice bo szanse na przegrany proces ma
          >
          > pan małe ale jeżeli tak będzie postępował lekarz w szpitalu rejonowym to opinia
          >
          > rzeczoznawcy będzei taka, że przegra proces. \W klinice można dziecku głowę
          > urwać a opinia rzeczoznawcy będzie taka: nie dało się tego przewidzieć i
          > uniknąć. A jak osoba pisząca opnię dla sądu będzie chciała kogoś zniszczyć to
          > pozotawienie fragmentu łożyska zostanie zakwalifikowane jako bląd w sztuce (
          > była i taka opinia).
          • jozica Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 21:46
            A jeszcze co do cc na zyczenie-czytałam, czytałam. Opinie prof. Dębskiego i
            innych. To zawsze będzie "gorący" temat, łatwy tylko dla prywatnych klinik. Ale
            gdzieś wyczytałam, ze ma tzw. zachodzie rzecz jest coraz bardziej popularna
            właśnie, zeby unikąc ewentualnych pozwów.


            > Ja też nie znam szczegółów tej sprawy, sam wiesz jak to jest opisywane w GW. Ta
            > m
            > to było wiecej tak: lekarka przyjęła poród, wszystko było OK,lekarka wybyła a
            > mąż znalazł połoznicę jakis czas po porodzie " w kałuży krwi". Ratowali ją jak
            > mogli ale skończyło się niestety usunięciem macicy (co tu duzo gadać-uratowali
            > jej życie!). Z tego co zrozumiałam zarzutem wobec lekarki było niedopełnienie
            > obowiązów i kontroli po po porodzie. O ile pamietam mogą sie zdarzać takie
            > "ciche" pekniecia i dla mnie to była troche dziwna sprawa, jakkolwiek tutaj
            > pewnie mógłby sie z sensem wypowiedzieć tylko specjalista. Po GW nie spodziewam
            > się zanadto sensownych informacji ( to chyba draconessa pisała jak to opisywali
            > bakterie penicyliny w napoju).
            > No, ale cóż-sensem mojego postu było, ze warto-tak ja w przypadku
            > Janki-zwrócić się o opinie biegłego...
            >
            > Gość portalu: Vlad napisał(a):
            >
            > > Nie znam opisywanego przypadku ale są sytuacje kiedy usunięcie macicy jes
            > t
            > > zabiegiem ratującym życie.
            > > Opowiadał mi kolega pracujący w UK takie zdarzenia. Do szpitala trafia ko
            > bitka
            > > po 3 cięciach, w 35 tyg ciąży, z podejrzeniem łozyska wrośniętego. Czeka
            > na
            > > rezonans. W nocy czyje sie źle, połozna podlącza ktg, wzywa lekarza. Zapi
            > s
            > > patologiczny. pacjentka zostaje poinformowana o konieczności natychmiasto
            > wego
            > > cięcia i o ryzyku związanym z tym zabiegiem. Wyraża zgode na cięcie. Otwi
            > erają
            > > brzuch. Rozejście blizny po cc, płód częściowo uwodzony do brzucha. W tra
            > kcie
            > > zabiegu przyjeżdza konsultant. Łożysko przerasta macicę. Ku zdumieniu kol
            > egi
            > > tenże konsultant próbuje oddzielic łozysko. W polu operacyjnym morze krwi
            > .
            > > Idzie masa erytrocytarna, osocze, w końcu przy 6. worku anestezjolog mówi
            > :
            > > panowie kończcie, bo mi sie pacjentka robi wstrząsowa. Konsultant podnosi
            > głowę
            > >
            > > i mówi: panowie czy nie uważacie , że jest to teraz operacja ratująca życ
            > ie?
            > > Obecni na sali zgadzają sie , operatur wykonuje kilka krytycznych wkłuć ,
            >
            > > krwawienie ustaje , następnie macica zostaje usunięta.
            > > KObitka otarła sie o śmierc , wylądowała na IT choć można było uniknąc te
            > go
            > > usuwając macicę od razu. ALE PACJENTKA NIE WYRAZIŁA NA TO ZGDODY! więc tr
            > zeba
            > > było doprowadzic do sytuacji, kiedy żaden adwokat nie będzie miał podstaw
            > do
            > > pozwania szpitala o pzeprowadzenie zabiegu na który pacjentka nie wyraził
            > a
            > > zgody. Bo zabieg był ratującym życie.
            > > Jeszcze jedna uwaga o opiniach biegłych. Parę miesięcy temu była w Wa-wie
            >
            > > konferencja , gdzie jednym z tematów było cięcie ces. na życzenie. Opinie
            > były
            > > skrajnie różne. Jeden z profów na długa tyradę innego profa odpowiedział
            > tak:
            > > pan może takie rzeczy robić u siebie w klinice bo szanse na przegrany pro
            > ces ma
            > >
            > > pan małe ale jeżeli tak będzie postępował lekarz w szpitalu rejonowym to
            > opinia
            > >
            > > rzeczoznawcy będzei taka, że przegra proces. \W klinice można dziecku gło
            > wę
            > > urwać a opinia rzeczoznawcy będzie taka: nie dało się tego przewidzieć i
            > > uniknąć. A jak osoba pisząca opnię dla sądu będzie chciała kogoś zniszczy
            > ć to
            > > pozotawienie fragmentu łożyska zostanie zakwalifikowane jako bląd w sztuc
            > e (
            > > była i taka opinia).
            • idgie_t Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 22:12
              Dla prywatnych klinik jest łatwy , kiedy pacjentka jest czysta jak łza i zdrowa
              jak przysłowiowy koń . Trudniejsze pacjentki szefowie oddziałów państwowych
              zatrudnieni w tych klinikach biora na oddział państwowy (tez za opłatą) i mają
              zajęcie bezpłatne dla kilku kolegów innych specjalizacji.
              Własnie mi jedna z nabożnym skupieniem tłumaczyła , że ona chciała w (nazwy nie
              wymienię), ale pan docent prywatnie obiecał przyjąc do szpitala , to i
              znieczulenie darmo i sala pooperacyjna, a poza tym moga być komplikacje (juz
              pan docent nie powiedział , że woli w razie czego ze swojej puli nie dokładać,
              tylko niech koledzy darmo w nocy do jego prywatnych pacjentek na konsultacje
              latają...)
              • jozica Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 22:24
                No to byłby temat rzeka, jakby rozwinąć.
                Tylko ja moge być stronnicza :-))) Mój synek urodził się w prywatnym szpitalu i
                na dodatek przez cc :DDD

                idgie_t napisała:

                > Dla prywatnych klinik jest łatwy , kiedy pacjentka jest czysta jak łza i zdrowa
                >
                > jak przysłowiowy koń . Trudniejsze pacjentki szefowie oddziałów państwowych
                > zatrudnieni w tych klinikach biora na oddział państwowy (tez za opłatą) i mają
                > zajęcie bezpłatne dla kilku kolegów innych specjalizacji.
                > Własnie mi jedna z nabożnym skupieniem tłumaczyła , że ona chciała w (nazwy nie
                >
                > wymienię), ale pan docent prywatnie obiecał przyjąc do szpitala , to i
                > znieczulenie darmo i sala pooperacyjna, a poza tym moga być komplikacje (juz
                > pan docent nie powiedział , że woli w razie czego ze swojej puli nie dokładać,
                > tylko niech koledzy darmo w nocy do jego prywatnych pacjentek na konsultacje
                > latają...)
                • idgie_t Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 22:30
                  Wiesz, Twoje życie i nic mi do tego. Ktos wziął pieniądze i wykonał usługę ,
                  widac dobrze, skoro jestes zadowolona, a ja nie jestem z radia maryja. Dlatego
                  pytam przez czystą ciekawosc i bez osądzania ,nie bałaś się?? Na życzenie , czy
                  ze wskazań???Własciwie najpierw to drugie...
                  • jozica Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 22:39
                    Ze wskazań. A czy się bałam? Daj spokój ja całe dnie spędzałam czytając artykuły
                    z Medline, ACOG, BMJ naszej rodzimej MP i tym podobnych. I czym było bliżej to
                    tym bardziej spoko. Poszło dobrze, całokształt wspominam bardzo OK. A zdarzały
                    mi się strachy też już po. Ale daleka jestem od tego, żeby cc polecać jako
                    opytmalny sposób rozwiązania ciąży.
                    Ale tak naprawdę to w ogóle bałam sie porodu jak diabli....


                    idgie_t napisała:

                    > Wiesz, Twoje życie i nic mi do tego. Ktos wziął pieniądze i wykonał usługę ,
                    > widac dobrze, skoro jestes zadowolona, a ja nie jestem z radia maryja. Dlatego
                    > pytam przez czystą ciekawosc i bez osądzania ,nie bałaś się?? Na życzenie , czy
                    >
                    > ze wskazań???Własciwie najpierw to drugie...
                    • idgie_t Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 22:47
                      To dobrze ,bo sie troche bałam , że na życzenie. Ale jak koniecznosc , to
                      konieczność .
                      A z tymi cięciami na życzenie - to już dziewczyny nie mają piękniejszych
                      życzeń , niż sobie brzuch za pieniądze rozpłatać ?
                      PZDR i niech sie synek zdrowo chowa!
                      • jozica Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 13.08.05, 22:52

                        Dzięki! I też serdeczne podzrówka

                        idgie_t napisała:

                        > To dobrze ,bo sie troche bałam , że na życzenie. Ale jak koniecznosc , to
                        > konieczność .
                        > A z tymi cięciami na życzenie - to już dziewczyny nie mają piękniejszych
                        > życzeń , niż sobie brzuch za pieniądze rozpłatać ?
                        > PZDR i niech sie synek zdrowo chowa!
                        • wioleta89 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 07.01.15, 14:16
                          Janka221
                          Witam mam pytanie , jak zakończyła się się twoja sprawa?.Ją jestem w podobnej sytuacji i nie wiem co dalej robić.
                          Pozdrawiam
      • janka221 Re: do Jozica 18.08.05, 11:46
        Dziękuję za opinię. Mi też się tak wydaje.
        • janka221 Re: do Jozica 18.08.05, 11:59
          tzn. też mi sie wydaje, że lekarz powinien sprawdzić, co się z człowiekiem
          dzieje, gdy ten gorączkuje, jest blady jak ściana i prosi nieustannie o środki
          przeciwbulowe, bo bez nich ani rusz, a normalnie jest człowiekiem silnym i nie
          leci po tabletkę z byle przyczyny. A tam brak odzewu
    • janka221 Proszę o nowe głosy i opinie 30.08.05, 15:09
      Proszę o nowe głosy i opinie od osób, które chciałyby coś dodać od siebie...
    • daria.1605 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 22.05.25, 22:18
      Ja walczę ze szpitalem o błąd medyczny lekarza który zbagatelizował mój stan zdrowia po czym dostałam rozległego zawału serca. Sprawa jest w sądzie już 6 rąk w tym momencidd we jest opinia biegłego sądowego który wyraźnie stwierdził winę lekarza i szpitala. Szeptał ciagle przedłuża całą sprawę wimiguje się od odlowiedzilnosci podważa nawet zdanie biegłego sądowego. Na dodatek ubezpieczyciel szpitala którym jest PZU po otrzymaniu mojej dokumentacji medycznej dopuścił się udostępnienia jej osobom nie związanym ze sprawą nie zawężając na RODO.
      • chocolate_dog123 Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 22.05.25, 23:10
        Coś więcej?
    • 2030reset Re: Szpital- czy można z nim wygrać? 09.08.25, 23:28
      To naprawdę trudna i bolesna sytuacja — ogrom szacunku za to, że walczysz o sprawiedliwość dla siebie i swojej rodziny. Niestety, takie historie pokazują, jak ważne jest, by nikt nie był bezkarny, zwłaszcza gdy chodzi o zdrowie i życie najbliższych. Nie jestem prawnikiem, więc nie chcę się wypowiadać zbyt zdecydowanie, ale wiem, że coraz więcej osób korzysta z pomocy prawników, którzy pracują na zasadzie „success fee” — czyli wynagrodzenie po wygranej sprawie. To dobre rozwiązanie, jeśli brakuje środków na początkowe koszty. Może warto też poszukać wsparcia w organizacjach zajmujących się prawami pacjentów? Wsparcie psychiczne i merytoryczne bywa bardzo pomocne w takich sytuacjach. Trzymam kciuki i życzę, żeby Twoja walka zakończyła się sukcesem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka