Gość: doc
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.09.05, 20:26
Oto autentyczna sytuacja:
Pod pewną przychodnią POZ o godzinie 17:46 albo o bardzo zbliżonej porze,
dziecko zachłystuje się owocem, dajmy na to jabłkiem. Rodzice szukają pomocy
w tejże przychodni; okazuje się, że lekarza już nie ma. Jak wiadomo, kontrakt
NFZ dotyczący świadczeń POZ wśród warunków wymienia dostępność lekarza POZ w
godzinach 8-18 w dni robocze. Sprawa z dzieckiem zakończyła się dobrze,
sprawa z nieobecnością lekarza miała daleko idące skutki.
Oczywiście na pozór jest to sytuacja jasna i obciążająca przychodnię.
Pytanie, czy rzeczywiście. Dla mnie jasne jest to, że lekarza nie było, choć
być powinien. Jaki jednak można stawiać tu zarzut? Moim zdaniem, tylko
formalny, dotyczący owych paru minut do 18:00. Jak się jednak zapewne
domyślacie, zarzut dotyczy braku możliwości udzielenia pomocy.
I tu zaczyna się polskie piekło i problem kompetencji.
W moim odczuciu skoro POZ z definicji nie zajmuje się stanami nagłymi, to sam
fakt udzielenia pomocy przez lekarza w opisywanej sytuacji ma charakter
przypadkowy, nie różni się od udzielenia pomocy przez lekarza, który jest
przypadkowym świadkiem np. wypadku drogowego. To przypadek, że stało się to
tuz pod przychodnią, gdyby stało się kilometr dalej, na pewno nie w
przychodni należało szukać pomocy. Odwracając, gdyby stało się to pod stacją
pogotowia, to również miałoby to charakter przypadku, a przecież wszystkie
karetki mogłyby być na wyjeździe itd. itp. Chodzi mi o zasadę i o podstawy
formułowania takich a nie innych zarzutów. Bowiem: lekarz POZ na zmianie
popołudniowej mógł mieć rozpisanych pacjentów na godziny, np co kwadrans.
Pacjent z 17:45 mógł przyjść wcześniej, podobnie jak pozostali pacjenci tego
dnia był już zbadany i poszedł sobie. Lekarz nie miał juz tego dnia żadnych
zobowiązań (praca w POZ to praca planowa! Udzielanie pomocy w stanie nagłym
wynika z koincydencji obecności lekarza i miejsca zdarzenia, nic więcej).
Trudno przecież sobie wyobrazić, by rejestrowano jakiegoś jeszcze pacjenta o
17:50, 17:53, pozostawiając lekarzowi 5 minut na zajęcie się nim, a jeśli
nawet, to znów- lekarz POZ nie leczy stanów nagłych!
Nie neguję zarzutu opuszczenia miejsca pracy przed 18 przez owego lekarza,
ale POZ to nie dyżur pogotowia, SORU, oddziału szpitala, gdzie zabezpieczenie
każdej sekundy ma mieć miejsce. Stawianie lekarzowi, który przyjął wszytskich
swych pacjentów zarzutu, że przez nieobecność w POZ o 17:46 naraził
kogokolwiek na niebezpieczeństwo w związku z niezabezpieczeniem świadczeń
zdrowotnych, wydaje mi się absurdalne. Co sądzicie ?