coitusik
19.11.05, 09:39
Jedyny gastrolog w północnej części województwa wyjeżdża z kraju. -
alarmuje "Gazeta Lubuska". Gastrolog pracuje w gorzowskim szpitalu przy
Warszawskiej. Tylko do października, bo pracę znalazł w Niemczech, 240 km od
domu. W ofertach mógł przebierać jak w ulęgałkach: jest specjalistą wysokiej
klasy i biegle zna niemiecki. Wybrał szpital, który był najbliżej. - Jest
świetnie wyposażony - mówi lekarz (prosił, by nie podawać nazwiska). Ma 43
lata i 18-letni staż w zawodzie lekarza. Będzie zastępcą ordynatora. Już
czeka na niego mieszkanie, w umowie ma nawet zagwarantowaną pracę dla
bliskich. - Rok temu z Zielonej Góry do Danii pojechał lekarz o rzadkiej
specjalizacji neurologa dziecięcego. Był świeżo po obronie doktoratu - mówi
Mariusz Witczak, szef zielonogórskiej izby lekarskiej. Od kilku miesięcy we
Włoszech jest chirurg z gorzowskiego szpitala przy Dekerta, od czerwca w
Irlandii - lekarz ginekolog, w najbliższych tygodniach jedna z lekarek
pojedzie na Zachód, by sprawdzić, jakie warunki jej zapewnią. Lekarz
gastrolog mówi, że żal mu pacjentów. Gdyby miał normalne warunki do pracy,
nawet nie pomyślałby o wyjeździe. Tym bardziej, że wiele zawdzięcza swojemu
szpitalowi. - Teraz go likwidują, sprzęt z pracowni zaś nadaje się tylko do
wymiany. To niepewna przyszłość - tłumaczy. Podkreśla, że dopiero gdy zaczęli
o niego zabiegać łowcy głów, poczuł się doceniony. Pierwszy raz w karierze. -
U nas nie szanuje się wiedzy - uważa. Zdaniem M. Witczaka lekarze wyjeżdżają,
bo coraz trudniej pracuje się im w Polsce. - System jest dziurawy, na
wszystko brakuje pieniędzy, a pacjenci mają oczekiwania na poziomie Unii
Europejskiej. Zaświadczenie potwierdzające kwalifikacje z izb lekarskich
wzięło: 88 - z gorzowskiej (na 1,2 tys. lekarzy) 60 - z zielonogórskiej (na
1,7 tys. lekarzy)
www.gazetalubuska.pl/