Dodaj do ulubionych

Ku przestrodze...

22.02.06, 17:09
Czasem warto sluchac zaleceń lekarskich...
Przywieziono do nas chlopca , kilka lat wczesniej mial wszczepiona sztuczna
zastawkę , wczoraj był operowany ponownie -
oba dyski (z tego sklada się zastawka) byly zaklejone przez
skrzepline.Heroiczna walka , , tlenek
azotu , krązenie przez wiele godzin
Mama nie byla uprzejmna dawac dziecku acenokumarolu , bo uwazala ,ze
szkodzi , że ona zrobi po swojemu , ze lekarze pewno chcą na leku zarobic i
takie tam.... Nie kontrolowali tez poziomu INR
Bezpośrednia przyczyną niestabilnośc
hemodynamicznej byl zakrzep na zastawce z braku odpowiedniego leczenia.
Niestety ten eksperyment , brak wiary , niezrozumienie skonczyl się
tragicznie!
Nie modyfikujcie leczenia , pytajcie x razy i czasem uwierzcie lekarzowi...
Obserwuj wątek
    • p.atryk Cicho,jak makiem zasial... 23.02.06, 12:39
      Malo atrakcyjny temat dla pacjentow,nieprawdaz?

      Szkoda chlopca-zmarl przez glupote i zadufanie matki.Glupote obserwowana na
      tym forum jakze czesto.
    • frawik Re: Ku przestrodze... 23.02.06, 12:44
      a może żaden lekarz nie uświadomił matce dlaczego powinna podawać dziecku ten
      lek? i dlaczego to takie ważne? Lekarze przecież nie rozmawiają z pacjentami....
      smutne to i naprawde ku przestrodze, ale zarówno dla pacjentów jak i lekarzy.
      pozdrawiam wszystkich serdecznie
      • Gość: optymistka Re: Ku przestrodze... IP: 83.238.168.* 23.02.06, 12:54
        Wiesz nie jestem lekarzem. Ale zanim napisałeś ten post pomyślałam sobie, że
        zaraz na pewno ktoś odwróci kota ogonem i skończy się tak czy siak na winie
        lekarzy.
      • felinecaline Re: Ku przestrodze... 23.02.06, 13:01
        Jestem pewna, a pewnosc te buduje na wlasnej praktyce, ze lekarz informowal,
        objasnial i przestrzegal - napewno niedostatecznie. matka zapewne nie
        zrozumiala albo nie zrozumiala w pelni i pozwolila sobie na "margines" , ktory
        okazal sie fatalny. W kazdym razie dowodzi to zupelnej kleski dialogu lekarz -
        pacjent (rodzic pacjenta niepelnoletniego).
        Bardzo czesto taki niedostatek dialogu wynika z falszywego wstydu rodzica ("co
        bede pytal - zeby mnie uznal za glupka?"...wiec nie pyta, lekarz przekonany, ze
        rodzic zrozumial nie nalega a niedomowienia maja rozne skutki, od banalnych po
        tak tragiczne ja w tym przykladzie.Przypuszczam, ze od zabiegu wszczepienia
        zastawki dzieciak bywal na normalnych pooperacyjnych konsultacjach kontrolnych,
        na pewno tez bywal u pediatry/lekarza pierwszego kontaktu czy jak sie to w III
        Rzplitej zwie) Za kazdym razem nalezalo zapytac matke, czy podaje wszystkie
        zlecone leki i zwracac jej uwage na bezwzgledna koniecznosc informujac o
        konsekwencjach w przypadku nie stosowania sie do polecen. Matka tez powinna
        byla, jesli miala zastrzezenia co do wplywu lekow na dziecko (jesli to nawet
        byly tylko jej domnielmania) zwrocic na to uwage lekarza i zapytac, czy
        ewentualnie nalezy lek dalej podawac. Wtedy zapewne uslyszalaby, ze tak i czym
        grozi zaprzestanie. jesli nie wyrazala zastrzezen lekarz mial prawo
        przypuszczac, ze wszystko przebiega normalnie.
        Nie wiem jak Wy, ale ja bez porownania wole pacjentow wypytujacych o chocby
        najdrobniejsze duperele niz takich, co nie pytaja o nic. Nawet mam zwyczaj
        prowokowania pytan.
        • p.atryk Drogi(a) frawik 23.02.06, 13:08
          O ile wiem (connie o tym pisala w innym miejscu) matka nie podawala dziecku
          leku bo twierdzila,ze "mu szkodzi".
          Niestety, ja tez spodziewalem sie wlasnie takich wypowiedzi.Mentalnie polskich.
          • frawik Re: Drogi(a) frawik 23.02.06, 13:14
            pytanie tylko: dlaczego uważała, że szkodzi?
            najprawdopodobniej była po prostu niedoinformowana. A od kogo miała się
            dowiedzieć po co to lekarstwo jeśli nie od lekarza?
            Napiszę jeszcze raz do co w pierwszym poście:
            wypowiedź connie jest ku przestrodze
            i dla pacjentów (żeby stosowali sie do zaleceń lekarskich)
            i dla lekarzy (żeby rozmawiali ze swoimi pacjentami)
            Pozdrawiam
            • p.atryk Re: Drogi(a) frawik 23.02.06, 13:38
              frawik napisała:

              > pytanie tylko: dlaczego uważała, że szkodzi?

              A co matka ma do "uwazania" -ma zalecenie +niezbedne leki i ma je brac.Nie
              rozsmieszaj mnie tymi probami wybielania ludzkiej glupoty i tzw. chlopskiego
              rozumu. W osttecznosci (jesliby miala watpliwosci co do lekow) powinna sie
              skonsultowac z lekarzem ponownie.Ale ona "wiedziala lepiej" !
              > najprawdopodobniej była po prostu niedoinformowana.


              Jezeli zalecenia czarno na bialym na wypisie ze szpitala
              nazywasz "niedoinformowaniem"? Nie rozsmieszaj mnie-ze znakami drogowymi tez
              dyskutujesz?
              Przejedz na czerwonym swietle,a potem sie tlumacz "niedoinformowaniem" jak
              skonczysz na OIOM-ie-idealnie podobny tok myslenia.
              • Gość: Andersena Re: Drogi(a) frawik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.06, 21:46

                > A co matka ma do "uwazania"

                Gdybym ja nie "uważała", to moja córka miałaby marskość wątroby, bo do panów
                doktorów argumenty i lista objawów jakoś nie chciały dotrzeć... Nie wrzucaj
                wszystkich do jednego wora.
                • Gość: feline Re: Drogi(a) frawik IP: *.w81-250.abo.wanadoo.fr 01.03.06, 16:19
                  Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
      • Gość: optymistka Re: Ku przestrodze... IP: 83.238.168.* 23.02.06, 13:14
        Nie jestem matką, ale nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, nawet jeżeli
        dialog pomiędzy matką a lekarzem nie był taki jak powinien być, w której
        rezygnuję z podawania leku dziecku bez konsultacji z lekarzem (zwłaszcza przy
        tak poważnej chorobie).
        • Gość: am Re: Ku przestrodze... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.06, 15:14
          Przepraszam,nie będę pisała o chłopcu,poprostu
          nie znam wersji obydwu stron.Ale w czym rzecz
          ;od kilku lat choruję i do tej pory nie znam diagnozy.
          Były pobyty w szpitalu,była operacja,biorę leki
          tak jak zalecają lekarze 3specjalności.Objawy jak
          były tak są,a są b.uciążliwe.chodzę systematycznie
          na wizyty kontrolne i na tym się kończy.Jako,że mam
          dostęp do ks.medycznych sama próbowałam zasugerować
          lekarzom co może być tego przyczyną,owszem przyznaja
          rację,nie negują niczego,sugerują, iż należałoby
          wykonać w tym kierunku stosowne badania i znowu na tym
          się kończy.Są to dość kosztowne badania,od których wiele może
          zależeć,jak myślicie dlaczego ich nie zlecają?Mnie juz na nie
          nie stać,gdyz same wizyty pryw.,dojazdy,leki wiele kosztują
          Sami mówią,tego nie można lekceważyć,podają przykłady osób
          dla których pomoc okazała się zbyt póżna,więc pytam po raz
          wtóry,dlaczego nie dają skierowania na te badania?Ja ich nie
          lekceważe,szanuję,doceniam ich pracę,zresztą dla mnie również
          są ok.Boli mnie tylko ta jedna kwestia.
      • connie1 Re: Ku przestrodze... 23.02.06, 16:59
        Kazdy (dorosly ) leczony w moim miejscu pracy odbywa szereg rozmow pod haslem ,
        dlaczego musi zazywac antykoagulanty i ma czarno na bialym w wypisie , ktory
        jest wiążącym dokumentem.
        Calkowicie zgadzam się z Felinecaline-pytajcie i blagam miejcie spisane jakie
        leki bierzecie!!!!!
        To nie jest w końcu moje zdowie, chociaz po calonocnej walce (przegranej ) o
        zycie jest trudno przejśc do porządku dziennego
        • mmagda12 Re:Do connie1 23.02.06, 18:30
          Czy matka poniesie "jakies konsekwencje"? Bo przeciez byla swiadoma tego co
          robila,choc tu mam watpliwosci Glupota ludzka nie ma granic a dzieci niewinne
          placa za to najwieksza cene ,jaka jest zycie.Bo przeciez prawo karne dziala w
          dwie strony ,jakby to "zrobil "lekarz,byloby glosno.
          • sznupek1 Re:Do connie1 23.02.06, 19:49
            Niestety niektórzy pacjenci analizują każdą ulotkę - co tam jest napisane każdy
            wie; przerózne straszne działania uboczne. W ulotce acenokumarolu oczywiscie
            też. Niestety nigdy nie jest tam napisane jakie są konsekwencje odstawienia
            leku. Widziałem leki w USA - fiolka z naklejką z krótką inforamacją o leku i
            tyle. Nie ma epistoły na kilka stron z której jasno wynika że lek to trucizna.
            • aelithe Re:Do connie1 26.02.06, 22:14
              1. Sznupek, w stanach jeśi coś jest lekiem zarejstrowanym przez FDA to musi
              mieć wyczerpującą ulotkę dla chorego. Jeśli chory nie otrzyma takiej, a np.
              będzie go po leku boleć głowa, a w działaniach nieporządanych są bóle głowy, to
              może wygrac wysokie odszkodowanie. Tam są ludzie szukający okazji do kradzieży
              sądowych. ( patrz pamiętna sprawa poparzenia w Mac Donaldzie).
              2. W Polsce doktor jest tani i zbyt łatwo dostępny, więc go nikt nie słucha. W
              wiekszości krajów, albo za wizytę płacisz, albo czekasz w długich ( znacznie
              dłuższych) kolejkach. Jak wystoisz się 6 miesięcy do specjaliasty lub
              zapłacisz pieniądze, to nie po to by robić wszystko po swojemu.
              • Gość: Andersena Re:Do connie1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.06, 21:48
                No ciekawe ciekawe, to co, im wyższa cena za wizytę, tym bardziej mam słuchać
                pana doktora?
                • aelithe Re:Do connie1 01.03.06, 16:59
                  Nie, ale w rzyczywistości pacjent bardziej szanuje lekarza, któremu więcej
                  płaci. Tego nie zmienisz.
                  • Gość: optymistka Re:Do connie1 IP: 83.238.168.* 02.03.06, 08:24
                    No nie do końca tak jest. To zależy od człowieka. Ja chodzę do lekarzy, do
                    dobrych lekarzy i prywatnie i na kasę i nie jest tak, że tego do którego chodzę
                    prywatnie szanuję bardziej a tych pozostałych mniej. Szanuję lekarza za jego
                    fachowość, profesjonalizm bez względu czy płacę (i ile płacę)czy nie.
                    • aelithe Re:Do connie1 02.03.06, 19:30
                      Mam kilka lat praktyki, i z mojego dowiadczenia fakt zapacenia za lekarza
                      powoduje, że pacjent wierzy w niego. Niejednokrotnie kiepski lekarz samym
                      faktem wysokich opłat i dobrego blichtru robi karierę, mimo kiepskie
                      merytorycznie jakości usług, które świadczy.
                      Wystarczy posłuchać opinii w stylu, to bardzo dobry lekarz; bierze 100 złotych
                      za wizytę.
                      Druga sprawa, to fakt, że pacjent płacąc za wizytę prywatnie, zwykle realizuje
                      zalecenia lekarza. Społecznie często nie widzi potrzeby.
                      Z wykonych na IP 90% wykonanych społecznie badań daignostycznych nie zostaje
                      odebranych, jeśłi czas oczekiwaniana wynik przekraczał 2 dni. W przypadku badań
                      wykonanych prywatnie ich wyniki w prawie 100% były odebrane.
                      • Gość: optymistka Re:Do connie1 IP: 83.238.168.* 03.03.06, 08:24
                        Rozumiem, że to tak jak z psychoterapią. Psychoterapeuci twierdzą że płacenie
                        za sesję ma efekt terapeutyczny, bo pacjent bardziej się przykłada :-)
                        • aelithe Re:Do connie1 03.03.06, 17:36
                          Nie jestem psychologiem, tylko lekarzem. Wiem jedno pacjent najbardziej szanuje
                          lekarza, który go najwięcej kosztował lub który jest najmniej dostępny. Co do
                          innych nie mam własnych obserwacji.
                          Jak na razie lekarz w Polsce jest stanowczo za tani i zbyt łatwo dostępny.
                          Dlatego chorzy nie cenią jego opini.
                          • ewaggg Re:Do connie1 03.03.06, 21:19
                            Zaobserwowałam kiedyś coś takiego - w ramach " promocji " nowego gabinetu
                            porozdawałam lekarzom POZ trochę skierowań na bezpłatne konsultacje . Pacjenci
                            umawiali się i albo nie przychodzili, albo nie pojawiali się na kontrole ( też
                            miały być bezpłatne ). Pacjenci którzy płacili stosowali się do zaleceń,
                            zgłaszali się na kontrole, osiągnęli pożądany efekt terapeutyczny.
                            Jak pracowałam w POZ - zawsze zalecenia lekarza który udzielał porad prywatnie
                            dla pacjenta były ważniejsze niż moje, trochę było mi przykro ale rozumiem ten
                            efekt psychologiczny.
    • frawik Re: Ku przestrodze... 23.02.06, 21:33
      a ja będę obstawać przy swoim zdaniu: lekarze rzadko rozmawiają z pacjentami, a
      jak już rozmawiają, to często stawiają się na pozycji tego wszechwiedzącego.
      Taka rozmowa to nie dialog i rzetelna wymiana informacji, a ten nam, pacjentom
      jest również potrzebny.
      Pozdrawiam wszystkich lekarzy, naprawdę serdecznie
      • Gość: am Re: Ku przestrodze... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.06, 22:02
        Albo wstydzą się swojej niewiedzy i czegoś jeszcze...
        Sorry, ale już nie wytrzymuję,dlategopiszę w ten sposób.
    • iza42 Re: Ku przestrodze... 23.02.06, 22:17
      Jak uwazacie , kto jest odpowiedzialny za niestosowanie sie do zalecen
      lekarskich? Pacjent ? Lekarz ? A moze nikt - bo tak mialo byc ( zapisanie w
      gwiazdach) ?
      • Gość: am Re: Ku przestrodze... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.06, 22:20
        Nie obwiniajcie całego świata ,okarze się co było przyczyną .
        • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:33
          Przyczyna była dysfunkcja zastawki spowodowana skrzeplina , a ta najpewniej
          błedami w dawkowaniu acenokumarolu .
    • iza42 Re: Ku przestrodze... 23.02.06, 22:44
      Brak zaufania do lekarzy moze miec tragiczne konsekwencje, jak w tym przypadku.
      • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 11:05
        Dlatego o tym napisałam
      • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 26.02.06, 16:10
        Jak i odwrotnie.
        Mnie lekarz bez przeprowadzenia choćby podstawowej rozmowy, na podstawie
        jednorazowego skoku ciśnienie podwoił dawkę leków obniżających ciśnienie...
        Skończyło się to 40 minutowym zasłabnięciem z pobytem w szpitalu, kroplówką
        itp...
        Od tej pory nie ufam.
        Zawsze wszystko sprawdzam i pytam innych, by na podstawie diagnozy i zalecen
        debila nie pójść do piachu.
        Lekarz to tylko człowiek. Często niedouczony, zmęczony, znudzony tymi samymi
        pytaniami. Kierujący sie rutyną i wiarą we własną nieomylność i głupotę
        pacjenta.
        Jak do wszystkiego w życiu trzeba mieć do nich zaufanie... mocno ograniczone.
        • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 17:10
          Sorry ,ale w tym przypadku się nie zgodze .
          Bo akurat sztuczna zastawka = acenocumarol ( poza szczegolnymi przypadkami)
          Jak widac , szukanie "po swojemu " i mocno ograniczone zaufanie skonczylo sie
          tragicznie
          • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 26.02.06, 18:24
            To trzeba było tę kobietę na to uczulić.
            Powiedzieć, że bez tego dziecko umrze...
            Szczerze wątpię, że gdyby to usłyszała to przestałaby podawać dziecku
            lekarstwo...
            Nie wierzę w to, że lekarz ją na to uczulał.
            Sama mam 2 dzieci i ot tak, tylko dla kaprysu nie przestałabym podawać choremu
            dziecku lekarstwa bez przyczyny. Mimo mojego kompletnego braku zaufania do
            lekarzy.

            Ona nie musi się znać, lekarze tak. Odrobina empatii...
            Przecież każdy taki lekarz ma na studiach zajęcia z psychologii, powinien
            trochę wyczuć, czy pacjent ufa, czy nie.

            (może myślała, że jej dziecko to szczególny przypadek...)
            • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:27
              Może. Ale w każdej karcie informacyjnej pacjenta po operacji zastawkowej jest
              napisane: konieczność zazywania acenokumarolu i kontrolowania wskażnika INR
              Co jest bardziej werbalne niż slowo pisane?
            • malkontent_jeden Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:29
              Szczególny przypadek to chyba jednak matka nie dziecko- do qrwy nędzy- to sie
              zdarzyło w klinice kardiochirurgii gdzie setki rodziców JEST EDUKOWANYCH przez
              personel.
              Personel niestety jest bezsilny wobec osobników odpornych na edukację. I tyle.
              • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:32
                I dlatego powtarzanie o braku zaufania do lekarzy czasem doprowadza wlasnie do
                takich sytuacji.Dlatego napisalam o przekazie pisanym , bo slowny czasem ucieka.
                • jednataka1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:34
                  To Ty bylas tym lekarzem prowadzacym?
                  • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:35
                    Nie , my tylko probowalismy go ratować.Zreszta operowany byl poza granicami
                    naszego pieknego kraju
                    • Gość: felinecaline Re: Ku przestrodze... IP: *.w86-199.abo.wanadoo.fr 26.02.06, 18:45
                      A, to troche tlumaczy zachowanie matki. Pisze jasno: tlumaczy, a NIE
                      rozgrzesza. Tlumaczy w tym sensie, ze moze nie znala jezyka na tyle, by
                      dokladnie zrozumiec zlecenia i wskazowki lekarza, moze nie bylo tlumacza na
                      miejscu, ktory by je tluùmaczyl "na goraco", nie zostal przetlumaczony wypis
                      albo zostal przetlumaczony pobieznie, moze nieudolnie, niedokladnie a moze
                      nawet przyzwoicie przetlumaczony, ale matka schowala go jak relikwie do
                      szuflady i zawierzyla swojej pamieci a nikt z "krajowych" lekarzy jej
                      nie "uczulil", sadzac, ze byla juz uprzenio wlasciwie poinformowania i
                      poinstruowana. Zaistniala "dziura" informacyjna" i...stalo sie. Jeszcze raz
                      apeluje do wszystkich pacjentow/krewnych pacjentow: PYTAJCIE - i do kolegow:
                      czas przeznaczony na informacje pacjenta/rodzica poze zawazyc na jeo zyciu, nie
                      szczedzmy go dla informowania, oszczedzimy sobie tego rodzaju sytuacji
                      • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:48
                        Felinecaline!
                        Dlatego napisalam ten post i podpisuje sie pod apelem!
                        Wiem ,że lekarze maja malo czasu , wiem ,ze czasem rozmowy sa zdawkowe i
                        krotkie, ale jesli wychodzicie z gabinetu nie wiedząc jak i dlaczego to
                        wróccie , pytajcie !!!!!
                        A język w jakim napisano wypis byl językiem jednego z rodzicow , tak na
                        marginesie...
                        • Gość: felinecaline Re: Ku przestrodze... IP: *.w86-199.abo.wanadoo.fr 26.02.06, 20:12
                          Tuz ponizej masz wlasnie przyklad - cytuje:
                          Pacjent ma prawo być głupi, lekarz nie, bo wiele lat się uczy...

                          Człowiek przychodzący do lekarza jest zagubiony, cierpi, boi się, może nie
                          pamiętać co mówił lekarz... Nie zna terminologii, myśli o rzeczach ostatecznych.
                          Dla lekarza jest tylko numerkiem.
                          Pacjent ma prawo byc glupim i upierac sie, by nim pozostac - bo jakzez inaczej
                          wytlumaczyc sobie, ze kiedy mu cos tlumaczysz to on owszem, pokiwa glowa,
                          przewroci oczami, westchnie, znow pokiwa glowa ale nijak i za nic do swojej
                          glupoty sie nie przyzna, nie powie "stop! tego nie zrozumialem, prosze mi
                          wytlumaczyc; a czy nie mozna inaczej?; moze by...Nieee, bo jakze to przyznac
                          sie do swojej glupoty i to przed kim? Przed "byle konowalem" - wiec tak
                          potakujac, wzdychajac i podrygujac w uklonach wychodzi z gabinetu nie
                          wyjasniwszy swoich watpliwosci, niedoinformowany, "papiorek" wypisu wklada do
                          kieszeni a w domu na dno szuflady, byle szybciej zapomniec...
                          X razy mi ste zdarzylo zawracac takiego pacjenta (krewnego) tylko marzacego o
                          tym, by wreszcie wyjsc z mojego gabinetu, by sprawdzic, czy aby wszystko
                          zrozumial. Tak bowiem z wlasnego doswiadczenia jak i z prowadzonych na ten
                          temat badan naukowych wiem, ze zaledwie...25% pacjentow/krewnych rozumie od A
                          do Z informacje podane im przez lekarza w trakcie konsultacji od pierwszego
                          podejscia. Troche tu - i owszem - winy naszego zargony, ale niewspolmiernie
                          wiecej przedziwnej niecheci do zadawania pytan.
                          Ja nie pracuje z dziecmi, wiec nie mam przez to automatycznie kontaktu z
                          rodzicami, ale podobnych problemow dostarczaja nam ludzie w starszym wieku,
                          mniej obyci z technika i szybko ewoluujacym slownictwem techniczno-medycznym,
                          i ...zdziwicie sie o, polscy pacjenci- przyzwyczajeni do traktowania lekarza
                          jak "polboga" a w kazdym razie wyroczni. Takiego pacjenta wpierw informuje a
                          potem...odpytuje z tego, o czym poinformowalam i koryguje niedomowienia czy tez
                          zapomniane czy zle zrozumiane szczegoly. Tylko - majac jedno popoludnie
                          kkonsultacji w tygodniu i dysponujac dzieki temu NIEMAL wystarczajaca iloscia
                          czasu moge sobie na taki luksus pozwolic. Czy moglabym w polskich warunkach?..

                          ie postawe pacjenta:
                          • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 26.02.06, 21:37
                            Zabawny tekst...
                            Wiesz ile pytań można zadać i ile rzeczowych odpowiedzi uzyskać w ciągu 10
                            minut??? I te 10 minut włącznie z diagnozą, wypisaniem recepty i może jakims
                            badaniem.
                            Jak sądzisz???
                            Do praktyków pytanie... ile czasu czeka się na spotkanie ze specjalistą w
                            Polsce?
                            I ile casu trwa takie spotkanie?
                            :-) dalszego dobrego samopoczucia życze.
                            • felinecaline Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 21:58
                              A kto ci powiedzial, ze konsultacja u mnie trwa 10 minut? Moge sobie pozwolic
                              na luksus przeciagniecia jej nawet do 30, byc moze ktos z czekajacych na swoja
                              kolej bedzie nieco niezadowolony z opoznienia, ale tylko do momentu, jak sie
                              zorientuje, ze sam jest w moim gabinecie rownie dlugo.
                              I jesli tak sie "chwale" tym "u mnie" to z glebokim i zboznym zyczeniem, zeby i
                              moi polscy koledzy mogli sobie na to pozwolic - ku dobru polskich pacjentow i
                              ich ogolnemu zadowoleniu. Pytanie tylko: czy w ogole bylby mozliwy taki
                              gatunek: "zadowolony polski pacjent"? Pacjent, ktory rozumie, ze lekarz tobi
                              to, co w jego mocy, tym niemniej nie jest cudotworca - nie tylko polski.
                              • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 26.02.06, 22:12
                                Ale ja mówię o systemie polskim, w tzw. "publicznej służbie zdrowia"

                                I nie obrażaj prosze polskich pacjentów, bo po co? Znasz wszystkich?
                                Mnie nie chodzi o to, by lekarz robił co w jego mocy, ale by miał "moc"...
                                (czyli wiedzę, doświadczenie i warunki do wykorzystywania tego, czego się
                                nauczył)
                                • felinecaline Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:41
                                  Napewno nie znam wszystkich. I mam nadzieje, ze nie wszyscy sa tacy, jak tu z
                                  zapalem piszacy.A Ciebie prosze o nieobrazanie polskich lekarzy, bo jak
                                  wszedzie mozna zalozyc, ze jest powiedzmy 15% "czarnych owiec" roznego
                                  autoramentu, 5% swietych-Judymow, 5% geniuszy a 75% to dobrzy fachowcy i
                                  uczciwi ludzie. Medycyna niestety - nie jest nauka scisla i ZAWSZE moga zdarzyc
                                  sie rzeczy teoretycznie niemozliwe, dlatego lekarz moze tylko leczyc najlepiej
                                  jak umie ("robic wszystko, co jest w jego mocy"), ale nie moze - jak mechanik
                                  samochodowy czy hydraulik dac gwarancji na to, co zrobil, bo natura zawsze
                                  bedzie miala ostatnie slowo, mimo jak najlepszej wiedzy, staran i warunkow
                                  pracy lekarzy. Tam, gdzie ja - ateistka uzywam slowa "natura" Ty mozesz sobie
                                  wstawic slowa " Bog". Lekarz ma miec wiedze i mozliwosc pelnego jej
                                  zastosowania w praktyce, to fakt, ale ani jedno, ani drugie tez w pelni nie
                                  zaleza od niego mimo najlepszej woli z jego strony.
                                  • Gość: pacjent Re: Ku przestrodze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.06, 22:48
                                    Co raz jakiś lekarz deklaruje sie jako ateista. Ciekawe dlaczego...
                                    No i ciekawe dlaczego o tym publicznie wspominać...
                                    • felinecaline Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 23:17
                                      Na przyklad dlatego, zeby nie padl jeden z typowych zarzutow: uwazaja sie za
                                      boga".
                                      Uwazam sie jedynie za niezlego rzemieslnika, ale w odroznieniu od innych
                                      gwarancji nie udzielam. Z pokory w obliczu natury.
                                      • Gość: pacjent Anegdota: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.06, 23:44
                                        Spotykają się dwaj dyrygenci. Rosyjski mówi, że nie jest antysemitą i dlatego w
                                        jego orkiestrze jest 17 Żydów.
                                        Anglik odpowiada, że też nie jest antysemitą i dlatego wcale go nie interesuje
                                        kto jest kim...

                                        To tak a'propos opowiadania o ateizmie, by nie być posądzonym o bycie Bogiem...

                                        :PP
                            • felinecaline Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:01
                              A co do okresu oczekiwania na konsuktacje u specjalisty - " u mnie " zaleznie
                              od specjalnosci, w przypadkach nie zagrazajacych bezposrednio wyciu w
                              niektorych specjalnosciach 6-8 miesiecy w systemie "publicznym" NFZ), niewiele
                              mniej w prywatnym.
              • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 26.02.06, 18:53
                Czy prócz chamstwa coś sobą reprezentujesz jeszcze? malkontencie?

                W klinice kardiochirurgii nie powinno być ludzi bezsilnych. Nie sądzę, że tacy
                są. Myślę, że gdy ktoś czuje się bezsilny powinien zmienić zawód.
                Sposobów przekazania wiedzy jest wiele i tak jak napisałam po to są zajęcia z
                psychologii, by ją wykorzystywać w praktyce, a nie skarżyć się w koło jacy to
                pacjenci są głupi...
                Pacjent ma prawo być głupi, lekarz nie, bo wiele lat się uczy...

                Człowiek przychodzący do lekarza jest zagubiony, cierpi, boi się, może nie
                pamiętać co mówił lekarz... Nie zna terminologii, myśli o rzeczach ostatecznych.
                Dla lekarza jest tylko numerkiem.
                • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:58
                  Oczywiście ,że sa , niejednokrotnie, bezsilni wobec losu , wobec umierającego
                  chlopca, ktory czeka na serce...
                  Tym bardziej bola takie posty. To nie jest wina lekarza ,że pacjent nie rozumie
                  slowa mowionego czy pisanego i nie chodzi o psychologie , tylko czasem o
                  elementarne umiejętnosci skladania liter
                • malkontent_jeden Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 19:04
                  Gość portalu: Mi. napisał(a):

                  > Czy prócz chamstwa coś sobą reprezentujesz jeszcze? malkontencie?
                  >
                  Nic, jestem tylko zwykłym chamem.

                  > W klinice kardiochirurgii nie powinno być ludzi bezsilnych. Nie sądzę, że tacy
                  > są. Myślę, że gdy ktoś czuje się bezsilny powinien zmienić zawód.
                  > Sposobów przekazania wiedzy jest wiele i tak jak napisałam po to są zajęcia z
                  > psychologii, by ją wykorzystywać w praktyce, a nie skarżyć się w koło jacy to
                  > pacjenci są głupi...
                  > Pacjent ma prawo być głupi, lekarz nie, bo wiele lat się uczy...
                  >
                  > Człowiek przychodzący do lekarza jest zagubiony, cierpi, boi się, może nie
                  > pamiętać co mówił lekarz... Nie zna terminologii, myśli o rzeczach ostatecznych
                  > .
                  > Dla lekarza jest tylko numerkiem.

                  Pie..sz- tyle po chamsku powiem
            • iza42 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 18:46
              Gość portalu: Mi. napisał(a):

              > To trzeba było tę kobietę na to uczulić.

              > Sama mam 2 dzieci i ot tak, tylko dla kaprysu nie przestałabym podawać choremu
              > dziecku lekarstwa bez przyczyny. Mimo mojego kompletnego braku zaufania do
              > lekarzy.
              >
              W poprzednim poscie napisalas o braku zaufania do pewnego lekarza , ktory podal
              Ci za duza dawke lekow obnizajacychc cisnienie. Tutaj rozciagnelas swoj
              kompletny brak zaufania na wszystkich lekarzy.
              I to jest wlasnie ta krytyczna roznica. Mozna nie miec zaufania do lekarza ,
              ktory nas zawiodl i jest to zupenie zrozumiale. Moze sie zdarzyc , ze lekarz
              leczacy dziecko z roznych wzgledow nam sie nie podoba . W takiej sytuacji
              obowiazakiem matki jest udac sie do innego lekarza i poprosic o konsultacje
              a nie zostawiac dziecko bez leczenia. Takie zachowanie jest przykladen
              skrajnego niedbalstwa i braku odpowiedzialnosci ze strony matki a nie lekarzy .
              • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 26.02.06, 19:02
                Chyba nie zrozumiałaś tego co napisałam.
                Więc powtórzę:
                Gdyby kobietę poinformowano o konieczności graniczącej ze śmiercią podawania
                tego leku nie byłaby lekkomyślna.
                Tak jak i ja nie mająca zaufania do lekarzy - sprawdziłabym to wiele razy...i
                nie ryzykowałabym śmiercią dziecka.

                Nie wiesz czego przykładem jest to zachowanie, bo nie znasz przyczyny. Stawiasz
                diagnozę bez dokładnego zbadania przypadku...
                • iza42 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 19:39
                  Gość portalu: Mi. napisał(a):

                  > Gdyby kobietę poinformowano o konieczności graniczącej ze śmiercią podawania
                  > tego leku nie byłaby lekkomyślna.
                  > Tak jak i ja nie mająca zaufania do lekarzy - sprawdziłabym to wiele razy...i
                  > nie ryzykowałabym śmiercią dziecka.
                  >
                  > Nie wiesz czego przykładem jest to zachowanie, bo nie znasz przyczyny. Stawiasz
                  >
                  > diagnozę bez dokładnego zbadania przypadku...

                  Dobrze , ja nie wiem natomiast Ty wiesz ,ze nie byla poinformowana. Na jakiej
                  podstawie jest ta wiedza? Mialas mozliwosc dokladnego zbadania tego przypadku?
                  Wdrazajac tego typu leczenia z reguly informuje sie pacjentow o powiklaniach
                  wynikajacych z niestosowania leku. Zakladam ,ze matka byla poinformowana.
                  Ile zrozumiala - nie wiem. Dlatego jej obowiazkiem bylo pytac.
                  Tak notabene - jak bys sie czula gdyby lekarz straszyl Cie smiercia Twego
                  dziecka w razie niestosowania leku ? Czy wbudziloby to u Ciebie glebie
                  zrozumienia?
                  • jednataka1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 19:51
                    Dlaczego skaczecie sobie do oczu. Nikt nie chce zadnych wnioskow wyciagnac.
                    Ludzie czesto nie wiedza o co pytac, nie maja dostatecznej wiedzy.W tym wypadku
                    chyba lekarz powinien byc pewien, ze rodzice wiedza jakie znaczenie ma
                    przyjmowanie leku.
                    • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 20:42
                      Nikomu nie chce skakać do oczu-post zaczęłam dokladnie jak napisalam w tytule :
                      Ku przestrodze
                      • felinecaline Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 20:48
                        Wlasnie w tym rzecz, ze ludzie upieraja sie, ze jak Ty ich chcesz przestrzec to
                        jest to skakanie do oczu. Jak ludzie twierdza, ze lekarze nie przestrzegaja i
                        nie informuja to ich zdaniem jest to rzeczowa krytyka a nie zacietrzewienie.
                        Czy kiedys gatunek ludzki sklasyfikowany w kategorii "polonus + - sapiens
                        zrozumie, ze interesy pacjentow i lekarzy sa identyczne?
                        • connie1 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 20:49
                          No własnie ! ja kiedys pytałam : Pacjencie kto jest Twoim wrogiem?
                  • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 26.02.06, 21:24
                    Nie wiem.
                    Zakładam, że matka, zwłaszcza taka, która trafiła wcześniej z dzieckiem do
                    kliniki, a ono zostało zoperowane nie jest wyrodna i stan dziecka nie jest jej
                    obojętny.
                    Gdyby usłyszała, że musi, gdyby to do niej dotarło, to nie wyobrażam sobie, że
                    mogłaby nie podawać leku, czy też nie robić badań.

                    Co do mnie - informacja nie jest straszeniem i dobrze jest wiedzieć do czego
                    prowadzi zarówno leczenie jak i jego brak.
                    Głębię zrozumienia wzbudza we mnie czytanie opracowań na portalach medycznych,
                    poznawanie nowych wyników badań. Lubię wiedzieć...
                    Mam nadzieję, że lekarze czynią podobnie, dodatkowo mając (prócz stale
                    pogłębianej wiedzy teoretycznej) doświadczenia w stosowaniu swej wiedzy w
                    praktyce.
                    Ja lekarzem nie jestem. Mam nadzieję, że Ty też nie.
                    • wisienka36 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 21:36
                      Gość portalu: Mi. napisał(a):

                      > Nie wiem.
                      > Zakładam, że matka, zwłaszcza taka, która trafiła wcześniej z dzieckiem do
                      > kliniki, a ono zostało zoperowane nie jest wyrodna i stan dziecka nie jest
                      jej
                      > obojętny.
                      > Gdyby usłyszała, że musi, gdyby to do niej dotarło, to nie wyobrażam sobie,
                      że
                      > mogłaby nie podawać leku, czy też nie robić badań.

                      Tylko tak sobie wyobrażasz.Wielokrotnie spotykam się z sytuacją, kiedy dziecko
                      ma np. zapalenie oskrzeli, dostaje antybiotyk, matka przychodzi za kilka dni,
                      bo nic mu nie przechodzi, kaszle mocno i gorączkuje. Na pytanie, czy leki
                      wykupiła odpowiada, że antybiotyku nie chciała dać, bo one tak szkodzą, miała w
                      domu syropy i je podawała. A dziecko ma już zapalenie płuc. Albo zapisany lek,
                      dawka wyliczona na wagę dziecka, ale sąsiadka powiedziała, że dla takiego
                      małego dziecka to za dużo, lekarz się chyba pomylił. Więc dalsze leczenie idzie
                      zgodnie z zaleceniami sąsiadki z wiadomym skutkiem. To tylko 2 przykłady, a
                      wierz mi - jest ich cała masa. I najgorzej jak to kończy się jak w przypadku
                      opisanym przez Connie.
                      • Gość: Andersena Re: Ku przestrodze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.06, 21:54
                        nie zapominaj, że w polskich warunkach 90% świadomych matek dobrze robi nie
                        podając dzieciom antybiotyku, ponieważ zazwyczaj jest on wadliwie przepisany
                        • malkontent_jeden Re: Ku przestrodze... 01.03.06, 00:31
                          Gość portalu: Andersena napisał(a):

                          > nie zapominaj, że w polskich warunkach 90% świadomych matek dobrze robi nie
                          > podając dzieciom antybiotyku, ponieważ zazwyczaj jest on wadliwie przepisany


                          Wypowiedź echsperta powinna być nagradzana wytłuszczeniem i dodaniem czerwonego
                          wykrzyknika.
                        • Gość: barnaba Re: Ku przestrodze... IP: *.lodz.msk.pl 01.03.06, 15:20
                          To po cholerę zawracała d.. lekarzowi? Leki "na przeziębienie" są bez recepty.
            • aelithe Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:53
              Gość portalu: Mi. napisał(a):

              > To trzeba było tę kobietę na to uczulić.
              Trudno powiedzieć jak było. Poza tym jakiego rodzaju uczulenie masz na myśli.
              > Powiedzieć, że bez tego dziecko umrze...
              Kolejnego dnia byłaby skarga u dyrektora na straszenie mamy.
              > Szczerze wątpię, że gdyby to usłyszała to przestałaby podawać dziecku
              > lekarstwo...
              Słuchaj w Polsce sąsiadka wie więcej niż profesor. Powiedziałą Maślakowa, to se
              wzięłam lub przestałam brać.... wiesz ile razy to słyszałem.
              > Nie wierzę w to, że lekarz ją na to uczulał.
              Musiała być informowana zarówno przez kardiologa jak i kardiochiruga.
              > Sama mam 2 dzieci i ot tak, tylko dla kaprysu nie przestałabym podawać
              choremu
              > dziecku lekarstwa bez przyczyny. Mimo mojego kompletnego braku zaufania do
              > lekarzy.
              Za mało płacisz za lekarzy, Gdybyś płaciła więcej miałabyś większe zaufanie,
              Człowiek ufa temu komu więcej płaci. To jest pdstawowe prawo ludzkiej natury.
              > Ona nie musi się znać, lekarze tak. Odrobina empatii...
              Lekarz ma nie rozczuć się nad chorym ma profesjonalnie zająć sie chorym. Lekarz
              z nadmiarem empatii ląduje w Oddziale Psychiatrycznym.
              > Przecież każdy taki lekarz ma na studiach zajęcia z psychologii, powinien
              > trochę wyczuć, czy pacjent ufa, czy nie.
              Nie słyszałem o takowych. A co do rozmów z chorymi. To możesz się nagadać
              godzinami z chorym po czym oni idą do twojego szefa, ze skargą, że nic nie
              rozumieją, albo niestosują sie do zaleceń.
              > (może myślała, że jej dziecko to szczególny przypadek...)
              Jej dziecko to polska norma. Ciemnogród nowoczesny.
              • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 27.02.06, 07:07
                > Za mało płacisz za lekarzy, Gdybyś płaciła więcej miałabyś większe zaufanie,
                > Człowiek ufa temu komu więcej płaci. To jest pdstawowe prawo ludzkiej natury.

                Niestety zawsze płacę...
                Płace podwójnie, bo na nieudolną tak zwaną służbę zdrowia w której gdy się jest
                chorym prędzej się umrze nim się zostanie "zdiagnozowanym". I to płace nie
                mało, bo sporo zarabiam, więc procentowa składka od mojego wynagrodzenia jest
                spora, dodatkowo składka od działalności gospodarczej... I to niestety za nic,
                bo gdy jestem chora to niestety muszę zapłacić...
                Za dentystę, za badania i za wizytę u specjalisty, zawsze trzeba zapłacić, bo
                czekanie na przykład na wizytę do ortopedy przez pół roku, gdy teraz masz
                problem z kolanami nie ma sensu.
                Więc proszę bez gadania o leczeniu " zadarmo", bo kosztuje mnie to dużo za dużo.

                > Jej dziecko to polska norma. Ciemnogród nowoczesny.

                nie, bo dziecko było operowane za granicą i nie wiemy, czy było w Polsce
                leczone prócz tego przykrego wypadku.

                Spróbuj nauczyć się czytać ze zrozumieniem...
                • aelithe Re: Ku przestrodze... 27.02.06, 11:16
                  1. jakie pieniądze płacisz? W Anglii płaci się 8 % od kwot często większych niż
                  wynagrodzenia prezesów polskich gigantów , a i tak 1/5 całego społeczeństwa ma
                  dodatkowe ubezpieczenie. We Francji ma je 90% bo z obowiązkowego secu' pokkrywa
                  się tylko 20-80% ceny. Poza tym policz ile sa warte twoje pieniądze. Budżet NFZ
                  wynosi 38 mld i cały system generuje deficyt 20 mld złotych.
                  2. nie odnosze się do artykułu; ale do opini trolla powyżej.
                  • Gość: Mi. Re: Ku przestrodze... IP: *.acn.waw.pl 01.03.06, 06:21
                    1. Płacę kwoty wystarczająco duże, by mieć podwójny miesięczny, złoty pakiet
                    ubezpieczeniowy obejmujący leczenie stomatologicne. Płacę za nic.
                    W Polsce płaci się ponad 8%, a przykład z Anglią co najmniej nie logiczny.
                    Twoja wiedza na temat zasobności brytyjskiego społeczeństwa ma jakieś oparcie w
                    realnych liczbach??
                    Może wymień Szwecję, Niemcy, może Kanadę?? Jak tam jest?

                    A moje pieniądze warte są tyle, że tak jak napisałam prywatnej firmie opłaca
                    się zaryzykować, by zaproponować mi leczenie na właściwym poziomie, ze
                    szpitalem, dentystą i wszystkimi potrzebnymi badaniami.

                    To że budżet NFZ generuje defizyt (aczkolwiek 20 mld wydaje się przesadzone)
                    wynika ze złodziejstwa różnych podmiotów w tym uczestniczących. Na przykład
                    podwójnej ewidencji, leczenia martwych dusz, płacenia za fikcyjne zabiegi,
                    leki, niewykorzystany sprzęt... itp. Mamy jeszcze lewe zwolnienia...

                    2. Życzę Ci byś zaakcepotowała swój wygląd, więcej optymizmu...
                    • aelithe Re: Ku przestrodze... 01.03.06, 17:13
                      Gość portalu: Mi. napisał(a):

                      > 1. Płacę kwoty wystarczająco duże, by mieć podwójny miesięczny, złoty pakiet
                      > ubezpieczeniowy obejmujący leczenie stomatologicne. Płacę za nic.
                      > W Polsce płaci się ponad 8%, a przykład z Anglią co najmniej nie logiczny.
                      > Twoja wiedza na temat zasobności brytyjskiego społeczeństwa ma jakieś oparcie
                      w
                      >
                      > realnych liczbach??
                      > Może wymień Szwecję, Niemcy, może Kanadę?? Jak tam jest?
                      Szwecja oprócz składki płacisz za wizytę lekarską 150 koron ( czeka się 2
                      tygodnie), follow up 90 koron, specjalista z ubepieczenia (również płatny)
                      kilka miesięcy prywatny 4000 koron
                      Niemcy składna na algemaine versicherung wynosi 9,81 płacone przez pracownika,
                      + 9,81 % wynagrodznie płatnme przez pracodawcę, samozatrudnieni płaca prawie
                      20% dochodu. Istnieją kolejki do wielu świadczeń sie dopłaca. Np. wizyta u
                      lekarza rodziennego kosztuje 10 euro raz na kwartał.
                      Kanada małe składki kilkadziesiąt dolarów miesięcznie zależne od prowincji czas
                      oczekiwania na planowe zabiegu od 16 do 72 miesięcy. Lista dostępna w
                      internecie.
                      > A moje pieniądze warte są tyle, że tak jak napisałam prywatnej firmie opłaca
                      > się zaryzykować, by zaproponować mi leczenie na właściwym poziomie, ze
                      > szpitalem, dentystą i wszystkimi potrzebnymi badaniami.
                      Cena Xigrise wynosi 15 000 złotych. Całe elczenie poważnej posocznicy wynosi
                      ok. 25 tys złotych nie liczą c wynagrodzena lekarza i pielęgniarek. Ilośc
                      chorych, którzy powinni otrzymywac Xigrise w POlsce wysnosi ok. 25 tys /rocznie
                      ( oczywiście nie dostają). Jeśli weźmiesz abonamenty czy ubezpieczenia
                      zdrowotne, od razu się przekonasz, że skąłdki rzędu kilkuset złotych
                      miesięcznie na niewiele ci wystarczą, a nie są to ubezpieczenia kosztów
                      leczenia. Te są o wiele droższe. Najtańsze private versicherung w Niemczech to
                      conajmniej 400 euro dla 18 latka bez jakichkolwiek chorób ( po badaniach na
                      koszt ubezpieczonego - w których nie stwierdzi się żadnych odchyleń).

                      > To że budżet NFZ generuje defizyt (aczkolwiek 20 mld wydaje się przesadzone)
                      > wynika ze złodziejstwa różnych podmiotów w tym uczestniczących. Na przykład
                      > podwójnej ewidencji, leczenia martwych dusz, płacenia za fikcyjne zabiegi,
                      > leki, niewykorzystany sprzęt... itp. Mamy jeszcze lewe zwolnienia...
                      Co ma piernik do wiatraka. 20 mld to długi generowane przez szpitale wskutek
                      niedoszacowania opieki medycznej. Nie obejmuje to ani kosztów odnowienia bazy
                      medycznej, ani kosztów szkoleń personelu medycznego. Jeśli od wynagrodzęń
                      spzitalnych odejmiej lecznei martwych dusz, to uzyskasz jeszcze większy
                      deficyt. Zwolnienia płacą pracodawcy, a nie NFZ. Poza tym dzisiaj nikt nie chce
                      zwolenień , nawet tych uzsadnionych. Zbyt łatwo stracić pracę.
                      Jeśli leczysz chorego za 15- 25 czy 35 tysięcy złotych a dostaje za to 4
                      tysiace.; to bez względu na to co zrobisz i tak masz dług. Więc co ukradniesz z
                      długu??
    • reszka2 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:06
      Mam u siebie dwóch pacjentów po operacjach kardiochirurgicznych
      przeprowadzonych w szpitalu o którym pisze connie.
      Obaj ustawieni na acenokumarolu.
      Obaj - a więc podejrzewam że wszyscy inni też cos takiego dostali - zgłosili
      sie do mnie z pisemna informacja gdzie stoi jak byk - co to jest ack, dlaczego
      go zażywają oraz konsekwencje niezażywania, jaki ma byc wskaźnik INR, jakie
      leki i pokarmy moga wpływać na jego wielkość, jakie sa objawy przedawkowania.
      Prosto, bez problemów idzie rozumiec.
      Niestety, nie pomoże żadna informacja jak ktos ma zakuty łeb i ubrdał sobie że
      acenokumarol zażywa się celem otrucia oraz wcześniej wzbogacenia koncernów
      farmaceutycznych czyhających na kilka złotych nieszczęsnej matki.
      • Gość: pacjent Re: Ku przestrodze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.06, 22:18
        I ci dwaj nie biorą tego leku, tak? Pomimo ostrzeżeń lekceważą sprawę i nie biorą.
        No tak rozumiem - inaczej po co ten przykład.
        • aelithe Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:20
          aby co niekórzy na tym forum przjerzeli na oczy.
        • reszka2 Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:50
          Gość portalu: pacjent napisał(a):

          > I ci dwaj nie biorą tego leku, tak? Pomimo ostrzeżeń lekceważą sprawę i nie
          bio
          > rą.
          > No tak rozumiem - inaczej po co ten przykład.

          Ten przyład jest odpowiedzia na jeden z postów powyżej - bo lekarze nie
          powiedzieli, że dziecko miało zażywać acenokumarol, nie wytłumaczyli, no więc
          matka nie wiedziała, ze to takie ważne, wręcz kwestia życia i smierci. Sory,
          jak ktos nie umie skorzystać z informacji pisemnej ( memoria jest fragilis) to
          mu nic nie pomoże.
          • Gość: pacjent Re: Ku przestrodze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.06, 22:54
            Wiesz, ja rozumiem profesjonalny chłód i dystans: było napisane brac leki, to
            trzeba było brać. Śmierć spowodowana została zaniedbaniem ze strony matki.
            Rozumiem, że matce wytoczono proces o spowodowanie śmierci dziecka, tak?
            Taki powinien być koniec tej sprawy.
            • aelithe Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:55
              Jeśłi rodzina spowoduje zgon krewngo to włoczy się lekarza po sądach, a nie
              winowajców, patrz post o mamie gorączkującego dziecka.
          • aelithe Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:54
            Reszka dla prawników nie ma znaczenia co lekarz powiedział, dla prawników ma
            znaczenie co lekarz napisał. I jaką informację podał.
      • aelithe Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:19
        Z mojego doświadczenia 1/4 pacjentów, mających z różnych wskazań zalecony
        acenokumarol leku wcale nie przyjmuje. Jeśli u chory w ciagu 3 dni na dawce 2
        mg ma INR 3,5 to znaczy, że nie przyjmował zaleconego 1 mg w domu.

        Wielu pacjentów w Polsce wogóle w dupie ma doktorów i wie lepiej co ma zrobić.

        Niedawno w POZ miałem chorą, która wymusiła ode mnie skierowania do 3
        specjalistów, gdzie oczywiście ją wywalono, zanim zdecydowała się na
        diagnostykę pod moim kierunkiem. Zmarnowane 6 tygodni, bo chora wiedziała
        lepiej co jej potrzeba niż lekarz z 2 specjalizacji.
        • Gość: pacjent Re: Ku przestrodze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.06, 22:24
          Większość pacjentów ma w dupie swoje zdrowie póki jest. Nie ma to wiele
          wspólnego z lekarzami - nie bierz wszystkiego do siebie.
          • aelithe Re: Ku przestrodze... 26.02.06, 22:26
            Jeśli człowiek jest ambitny to chce pomóc chorym. Potem zaczyna zwieszać ręce.
            Patrzy co ci ludzie wyprawiają, jak im się w głowie przewraca.
    • Gość: barnaba Re: Ku przestrodze... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.06, 23:38
      Od kiedy pacjent wyciągnięty ze śpiączki cukrzycowej wyrzucił po wypisaniu ze
      szpitala recepty na insulinę do kosza (bo sąsiadka też ma cukrzycę i bierze
      tabletki, a w ogóle to boję się igły i zastrzyki szkodzą)- po czym oczywiście
      po tygodniu znowu zameldował się na oddziale- już niewiele jest mnie w stanie
      zdziwić.
      • maga_luisa Re: Ku przestrodze... 27.02.06, 09:39
        I każde z nas mogłoby całe dziesiątki takich sytuacji opowiedzieć...
        Oczywiście, że zdarzają się sytuacje, kiedy lekarz w biegu nie wytłumaczy
        choremu wystarczajaco dokladnie, jak przyjmować leki.
        Każde z nas jednak ma własne doświadczenia, kiedy wytłumaczyło tak jasno, jak
        było to możliwe, upewniło się, czy pacjent rozumie, po czym po kilku miesiącach
        zobaczyło ciężkie powikłania wynikające z zaniechania leczenia, lub
        nieprzestrzegania dawkowania itp itd.
        • Gość: gość Re: Ku przestrodze... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.02.06, 18:42
          Wizyta u lekarza specjalisty.Od dłuższego czasu mam problemy ze zdrowiem,przyjmuję na stale leki,które w połączeniu z innymi moa wywolac b.niepozadane reakcje.Ale pan doktor,ale p.doktor nie dopuszczał mnie do glosu,w końcu udało mi sie powiedziec w czym rzecz.Odp.lekarza,to zobaczymy co się bedzie działo.Zaznaczyłam,że już kilkakrotnie była zapasć.Boję sie brać to świństwo!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka