Dodaj do ulubionych

Poziom "edukacji medycznej" w Polsce.

10.09.06, 17:18
Jaka jest wasza opinia? Ja uwazam, ze BARDZO odbiega- zostaje w tyle za
poziomem edukacji w Ameryce. Jak to sie ma do Europy? Czy polscy lekarze maja
kompleksy z tego powodu?
Obserwuj wątek
    • konti7 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 17:31
      Zapewne masz jakies podstawy,by tak uwazac.Wskazniki ststystyczne,by teze
      wysnuc i poprzec.Doswiadczenia z medycyna w Polsce,Europie,Ameryce(Ameryke to
      jeszcze doprecyzuj-chodzi o USA,Kanade czy np. Wenezuele ?)? Tak?

      Rosnie nowy troll?
      • kivvi Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 21:35
        Czy mam podstawy, no moze mam. Popraweczki; zdac , zeby zdac; chamstwo
        wykladowcow.Nie wspomne o dostepie do najnowszej wiedzy(publikacje). A swoja
        droga ile polski student medycyny ma publikacji konczac studia?
        • marcinoit Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 22:25
          musze przyznac ze sie ubawiłem. :-)
          kivvi nie musisz sie martwic juz niedługo niedouczonych absolwentow polskich uczelni medycznych zastapia wybitni specjalisci z białorusi i innych wschodnich landow gdzie, jak wiadomo , poziom edukacji medycznej jest wrecz niewyobrazalny. a studenci konczacy studia maja na swoim kącie conajmniej po 2 grube ksiazki. Nasi słabo wykształceni studenci pojada do pracy na "zachód" gdzie , co rowniez jest powszechnie wiadome< wymagania sa znacznie mniejsze niz w Kaczogrodzie.
          pozdrawiam
          • kivvi Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 22:30
            Ubawilam cie? Porownywanie w dol, to tez "zaleta" polskich absolwentow. Sa
            gorsi. Musze przyznac, ze teraz ja sie ubawilam.
            • marcinoit Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 22:42
              zrobiłem dokładnie to co Ty. troche z przekory. Bo moze mi wyjasnisz co upowaznia Cie do patrzenia z gory , oceniania a przed wszystkim generalizowania? idac twoim tokiem rozumowania kiepskie uczelnie wypuszczaja kiepskich absolwentow a ci staja sie kiepskimi lekarzami.
              nie ma co dyskutowac , nie jestesmy medyczna elita jesli chodzi o badania i rozwoj medycyny. ale aby byc dobrym lekarzem nie trzeba koniecznie tworzyc medycyny, wystarczy znac jej najnowsze osiagniecia i umiec je stosowac. a to idzie nam coraz lepiej.
            • encorton1 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 22:46
              Skoro są tacy słabi to czemu coraz więcej z nich pracuje i radzi sobie całkiem
              dobrze za granicą?

              Pisałaś coś o dostępie do publikacji - wybacz, ale mając w domu komputer z
              internetem możesz mieć taki sam dostęp do nich jaki ma reszta cywilizowanego
              świata.
              • kivvi Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 22:52
                Wiesz dobrze, ze nie masz racji. Miec internet nie znaczy miec dostep do
                publikacji.Dostep trzeba kupic(abonament), Polski na to nie stac. To jest
                przerazajace.
                • encorton1 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 23:48
                  Dziwne ja poprosiłem uczelnianą bibliotekę o dostęp do interesujących mnie baz
                  czasopism i bez problemu go otrzymałem. Natomiast do tych baz publikacji do
                  których nie mogę mieć dostępu z komputera domowego mam dostęp z każdego
                  komputera podłączonego do sieci uczelnianej. W czym więc ma być problem???
        • konti7 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 22:43
          Czyli tylko ogolniki.
          Nie spodziewalem sie raczej niczego innego,bo teza sama w sobie plyciutka.

          kivvi napisała:
          > Czy mam podstawy, no moze mam.

          Albo masz,albo nie masz-"moze" to jest dobre na dyskusje u cioci na imieninach
          • kivvi Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 23:09
            Konti,jakie forum taka teza. Chyba nie spodziewasz sie publicznej spowiedzi.
            Tutaj nie ma dyskusji; tu jest atakowanie , ublizanie, ponizanie. Tu chyba nigdy
            zadna rozmowa do niczego nie doprowadzila.
            • marcinoit Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 23:17
              skarbie. mniej nerwow. nie warto.porobia Ci sie zmarszczki. jak na razie to nikt Cie nie atakuje nie poniza i nie ubliza. wrecz przeciwnie twoj oststni post jest obrazliwy dla uczestnikow forum. chetnie z toba podyskutuje jesli tylko doczekam sie merytorycznych argumentow ale poki co to wygłaszasz tylko ex katedra, ponadczasowe prawdy nie poparte zadnymi argumentami. wiec albo rozmawiajmy rzeczowo albo idz bawic sie w innej piaskownicy.
              • kivvi Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 23:24
                Wyglaszam >ponadczasowe prawdy<? Skarbie, strusiem jestes. Juz sie nie wali, juz
                sie zawalilo a ty glowe w piasek wkladasz. Ta, polska SZ, to orkiestra na
                Tytaniku. Co to mnie obchodzi!!!!!!!!!!!!!!!!
                • aneste Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 23:52
                  No to jak Cie nie obchodzi to po co zadajesz glupie pytania?
                • marcinoit Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 10.09.06, 23:56
                  odnosze wrazenie ze rozmowa z Toba to tak, jak mawiała moja Babcia ,"dyskusja ze ślepym o kolorach". najwidoczniej nie rozumiesz co sie do ciebie mowi , moze to kwestja poznej pory? w kazdym razie rzucasz histeryczne hasła , odkrywasz rzeczy dawno juz wszystkim wiadome . Czego oczekujesz? uwielbienia dla twojej " wnikliwej" analizy problemu? na to wyglada bo zaproszenia do konstruktywnej wymiany pogladow nie przyjełas. proponuje podyskutowac z Aronem , podobna mentalnosc. Ja odpadam. Coz moze po prostu jestem za głupi aby pojac wzniosłośc twoich przemyslen, wkoncu konczyłem polska uczelnie medyczna , czyli nie ten poziom.:-)
                  ps. daroj sobie odpowiedz. nie jestem juz zainteresowany tym co masz do powiedzenia. zegnam i zycze zdrowia głownie psyhicznego
                  • kivvi Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 11.09.06, 00:03
                    Ale co ty kotku wnosisz? Oprocz tego, ze jestem dno.
                  • kivvi Re: Marcinoit, 11.09.06, 00:19
                    masz racje, ze mna jest jak twoja Babcia mawiala. Tylko, ze to JA jestem tu. Ja
                    narzekam na warunki rezydencji w Stanach. Tobie tez zycze zdrowia i zadowolenia
                    z pracy.
                    • persistens Re: Marcinoit, 11.09.06, 00:41
                      No fakt - warunki w rezydencjach bywaja nieciekawe - karaluchy, szczury, innego
                      typu frustrujace robactwo... Nic dziwnego, ze pozniej taki czlowiek popada w
                      nerwice i zajadle atakuje innych na forum.
        • aelithe Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 12.09.06, 15:20
          Ilość publikacji nie świadczy o wiadomościach i jakości kształcenia. W Polsce
          nie am zwyczaju publikacji. Jest mało czasopism polskojęzycznych i czas
          publikacji jest często bardzo długi. Czasopisma zagraniczne nie za chętnie
          przyjmują publikacje z Polski.
          W Polsce publikacje traktuje się jako przywilej. Tutaj profesor potrafi
          przytrzymać 2 lata w szafce publikacje w temacie current, a potem wycofać druk
          przyjęty do druku; bo ma taki humor.
          Studenci nie dostają możliwości prowadzenia badań naukowych. Co najwyżej mogą
          przetrzepać historie chorób, by przygotować statystykę z działalności, która i
          tak często będzie opublikowana pod nazwiskiem Pani Profesor i kilku osób nie
          mających z tematem nic wspólnego.
          Co do swojej wiedzy ( z wyjątkiem jednego zakresu) to kompleksów nie mam.
          Porównywałem ją w Niemczech i Anglii, i szczerze mówiąc wypadam lepiej.
          Kompleks mam jedynie jeśli chodzi o diagnostykę. Nie umiem wykonywać usg,
          endosklopii, bronchofiberoskopii; które często wykonywane są przez lekarzy o
          dużo nizszych kwalifikacjach niż moje.
          CO do USA; okres szkolenia w USA jest dużo krótszy. Nie łudź się, że lekarz
          przed skonczeniem 5 lat pracy z chorym cokolwiek z medycyny rozumie. Zaletą w
          pracy i szkolenia w USA jest to, że mam wkute na pamięć i w odruchy schematy
          postępowania medycznego. Tak więc zrobi choremu mniejszą krzywdę, niż
          przeteoretyzowany polak.
          • oxygen35 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 12.09.06, 18:30
            aelithe napisał:

            > Ilość publikacji nie świadczy o wiadomościach i jakości kształcenia. W Polsce
            > nie am zwyczaju publikacji.


            A moze nie ma sie nic ciekawego do opublikowania? Stawiam raczej na te druga
            opcje :-)


            Jest mało czasopism polskojęzycznych i czas
            > publikacji jest często bardzo długi. Czasopisma zagraniczne nie za chętnie
            > przyjmują publikacje z Polski.


            Czasopisma zagraniczne kieruja sie kryterium jakosci pracy, a takie opowiesci o
            niecheci do publikowania polskich prac mozna miedzy bajki wlozyc. Z czego ta
            niechec mialaby wedlug ciebie wynikac? Jakas dyskryminacja moze ??? :-)


            > W Polsce publikacje traktuje się jako przywilej. Tutaj profesor potrafi
            > przytrzymać 2 lata w szafce publikacje w temacie current, a potem wycofać druk
            > przyjęty do druku; bo ma taki humor.


            Alez to jest wlasnie przyklad potwierdzajacy teze o niskim poziomie naukowym
            polskiej medycyny. Bo to niestety nie studenci czy mlodzi lekarze (czesto majacy
            fajne pomysly i mnostwo zapalu) o tym poziomie decyduja, ale wlasnie ta
            starszyzna, ktora broni swej pozycji "naukowej" z uporem godnym lepszej sprawy.


            > Studenci nie dostają możliwości prowadzenia badań naukowych. Co najwyżej mogą
            > przetrzepać historie chorób, by przygotować statystykę z działalności, która i
            > tak często będzie opublikowana pod nazwiskiem Pani Profesor i kilku osób nie
            > mających z tematem nic wspólnego.


            Dokladnie, ale to wlasnie kolejny przyklad "jakosci" polskich prac. Wcale sie
            nie dziwie, ze takich wypocin nie chca publikowac zagraniczne czasopisma, a
            ciebie to dziwi?


            > Co do swojej wiedzy ( z wyjątkiem jednego zakresu) to kompleksów nie mam.
            > Porównywałem ją w Niemczech i Anglii, i szczerze mówiąc wypadam lepiej.
            > Kompleks mam jedynie jeśli chodzi o diagnostykę. Nie umiem wykonywać usg,
            > endosklopii, bronchofiberoskopii; które często wykonywane są przez lekarzy o
            > dużo nizszych kwalifikacjach niż moje.


            Mam podobne obserwacje. Brakuje nam umiejetnosci praktycznych. Ja winie za to
            fatalny poziom nauczania, nie mam tu na mysli teorii, ale te praktyke wlasnie.
            Porownujac podejscie nauczycieli akademickich do studentow czy rezydentow w
            Polsce i kilku innych krajach, widze tutaj przepasc, niestety. Odnosze wrazenie,
            ze polscy wykladowcy wkladaja caly swoj wysilek w to, zeby jak najmniej
            umiejetnosci przekazac, zeby jak najmniej nauczyc, no nie potrafie tego inaczej
            wytlumaczyc. Czy osoba z naprawde duza wiedza, doswiadczeniem, autorytetem, i
            klasa do tego, obawialaby sie konkurencji ze strony studenta???


            > CO do USA; okres szkolenia w USA jest dużo krótszy. Nie łudź się, że lekarz
            > przed skonczeniem 5 lat pracy z chorym cokolwiek z medycyny rozumie. Zaletą w
            > pracy i szkolenia w USA jest to, że mam wkute na pamięć i w odruchy schematy
            > postępowania medycznego. Tak więc zrobi choremu mniejszą krzywdę, niż
            > przeteoretyzowany polak.


            Dokladnie. Ale nie o czas szkolenia tu chodzi, a o intensywnosc i jakosc, stad
            takie wnioski wlasnie.
            • aelithe Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 12.09.06, 21:48
              oxygen35 napisała:

              > A moze nie ma sie nic ciekawego do opublikowania? Stawiam raczej na te druga
              > opcje :-)

              A jeśli ma się materiał niedostępny gdzie indziej?

              > Czasopisma zagraniczne kieruja sie kryterium jakosci pracy, a takie opowiesci
              o
              > niecheci do publikowania polskich prac mozna miedzy bajki wlozyc. Z czego ta
              > niechec mialaby wedlug ciebie wynikac? Jakas dyskryminacja moze ??? :-)

              Prac mogących stanowić przełom w medycynie jest kilka rocznie i czasopisma
              oczywiście o nie walczą. Natomiast prac kwalifikujących się do publikacji w
              dobrych czasopismach jest więcej niż można publikować. Dlatego też łatwiej jest
              opublikowac pracę z kimś z wysokim IC, niż jako dr Kowalski ze szpitala św.
              Jerzego w Pcimiu Górnym. Jeśli porozmawiasz z edytorami sami ci to powiedzą.
              >
              > Alez to jest wlasnie przyklad potwierdzajacy teze o niskim poziomie naukowym
              > polskiej medycyny. Bo to niestety nie studenci czy mlodzi lekarze (czesto
              majac
              > y
              > fajne pomysly i mnostwo zapalu) o tym poziomie decyduja, ale wlasnie ta
              > starszyzna, ktora broni swej pozycji "naukowej" z uporem godnym lepszej
              sprawy.

              W Polsce nie możesz niczego opublikować sam. Zawsze wymaga to zgody profesora.
              Daje to takie paradoksy, że szef potrafi ściągnąć artykuł zaakceptowany do
              druku. Albo umieścić jako autorów ludzi nie mających nic z nim związanych.
              Co poziomu prac. Na pewno w polsce nie będzie możliwości prowadzenia badań w
              zakresie szeroko pojętej biologii molekularnej. To są gigantyczne fundusze.
              Możliwość byłaby przy badaniach klinicznych. Materiał do wielu badań jest
              niedostępny na zachodzie. Np. brak wzw typu B. W polsce kilku chorych, białych
              jeszcze zostało.
              > Dokladnie, ale to wlasnie kolejny przyklad "jakosci" polskich prac. Wcale sie
              > nie dziwie, ze takich wypocin nie chca publikowac zagraniczne czasopisma, a
              > ciebie to dziwi?
              >
              No wiesz mopje prace z czasów studiów były publikowne za granicą.

              > Mam podobne obserwacje. Brakuje nam umiejetnosci praktycznych. Ja winie za to
              > fatalny poziom nauczania, nie mam tu na mysli teorii, ale te praktyke wlasnie.
              > Porownujac podejscie nauczycieli akademickich do studentow czy rezydentow w
              > Polsce i kilku innych krajach, widze tutaj przepasc, niestety. Odnosze
              wrazenie
              > ,
              > ze polscy wykladowcy wkladaja caly swoj wysilek w to, zeby jak najmniej
              > umiejetnosci przekazac, zeby jak najmniej nauczyc, no nie potrafie tego
              inaczej
              > wytlumaczyc. Czy osoba z naprawde duza wiedza, doswiadczeniem, autorytetem, i
              > klasa do tego, obawialaby sie konkurencji ze strony studenta???

              Wszystko zależy od nauczyciela,na którego trafisz. Na pewno nie ma w zwyczaju
              prowadzenia chorych tak jak w Niemczech i UK. W czasie studiów więcej się
              nauczyłem z ginekologii w czasie 2 tygodniowego stażu w Niemieckiej Klinice;
              niż w czasie 3 miesiecy bloków. Abstrachując, że miałem w tym czasie więcej
              asyst do operacji, niż podczas całych studiów i stażu podyplomowego. Nota bene.
              W Polsce byłem tylko hakowym jako 3 przy stole. W Niemczech z wyjątkiem
              operacji Wertheima zwykle jako drugi.

              > Dokladnie. Ale nie o czas szkolenia tu chodzi, a o intensywnosc i jakosc, stad
              > takie wnioski wlasnie.

              Szczerze mówiąc, to jednak czas ma znaczenie. PO 5 latach pracy zaczynasz
              rozumieć medycynę, a nie robisz za małpę ślepo wykonującą rekomendacje (
              niestety w POlsce takich nie ma). Wtedy dopiero rozumiesz z jakiego powodu one
              wynikają i w jakich sytuacjach klinicznych możesz od nich odejść. (
              Rekomendacje nie mogą uwglądnić wszystkich możliwych kombinacji czynników jakie
              mozesz spotkać w praktyce klinicznej).
              Chociaż, tu muszę ci przyznać rację. Oprócz czasu szkolenia ma znaczenie
              również jego intensywność. Ja w czasie 8 lat pracy w KLinice byłem jedynie na 9
              zjazdach ( krajowych), dlatego że organizował je nasz zespół. Dodam, że zwykle
              w tym czasie prowadziłem samodzielnie Klinikę jako lekarz dyżurny.
    • piss.doff Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 13.09.06, 04:00
      zle uwazasz kiwi, masz nikle pojecie o medycynie poza polska.
    • iskierka43 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 20.09.06, 17:26
      Poziom edukacji w Polsce zostaje w tyle za poziomem w Ameryce??? Tak się
      składa, że uczę przyszłych lekarzy ( 1 i 2 rok studiów ). Generalnie staram się
      w życiu nie uogólniać, ale zauważyłam pewną prawidłowość: najbardziej
      przykładają się do nauki ludzie ze studiów dziennych - wieczorówka i studenci
      stypendialni ( mi.in.z USA )prezentują często ( nie wszyscy ) poziom równy
      zeru. Pierwsi, bo rodzice płacą za studia, więc z założenia się zda, drudzy, bo
      u nich w kraju program nie był tak obszerny a poza tym ten polski język taki
      trudny...to są cytaty. Program w USA przewiduje więcej praktyki, ale moim
      zdaniem za mało teorii, u nas jest może odwrotnie ( przynajmniej w zakresie
      mojego przedmiotu, chociaż jak rozmawiam z kolegami adj.mają podobne
      obserwacje ).Nie sądzę, żeby polscy lekarze mieli jakiekolwiek kompleksy. Jesli
      coś nas w kraju ogranicza to na pewno nie braki w wykształceniu, raczej brak
      funduszy na badania i opracowywanie nowych metod w zakresie medycyny.
      • kivvi Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 21.09.06, 00:44
        Iskierka, mam nadzieje, ze zdajesz sobie sprawe, ze na studia do Polski jada
        ludzie, ktorych tu(US) nie zaakceptuje zadna szkola medyczna.
        Aelithe, smieszny jestes, twierdzac, ze pisma zagraniczne
        niechetnie przyjmuja publikacje z Polski. One nie przyjmuja slabych,
        bezwartosciowych publikacji.
        • p.atryk "V.enessa: Reloaded?" n/t 21.09.06, 02:53
          • kivvi Re: "V.enessa: Reloaded?" n/t 22.09.06, 00:33
            Jaka odpowiedz Cie bardziej rozczaruje? Tak czy nie?
            • p.atryk Re: "V.enessa: Reloaded?" n/t 22.09.06, 02:06
              kivvi napisała:

              > Jaka odpowiedz Cie bardziej rozczaruje? Tak czy nie?

              To bylo raczej na poly stwierdzenie,na poly pytanie retoryczne.Zastanawialas
              sie kiedys,co Ci zalatwia tego typu tworczosc forumowa? Tak specyficznie
              dobierane tematy,tak stawiane pytania?
              • kivvi Re: "V.enessa: Reloaded?" n/t 22.09.06, 02:21
                Przemysle to; choc, ta cala "tworczosc forumowa" to dla mnie _naprawde_
                margines. Z drugiej strony, mam swoja bardzo ugruntowana opinie. Niepopularna.
                • p.atryk Re: "V.enessa: Reloaded?" n/t 22.09.06, 02:37
                  W tym watku postawilas pytanie w stylu "na ile inni sa zli"
                  (edukacja,przygotowanie merytoryczne,itd.)Kazdy,kto powaznie mysli o
                  jakiejkolwiek karierze w USA (medycznej czy innej) MUSI(!) pytac "na ile JA
                  jestem dobry"-nie sadzisz?
                  Inaczej emigracja jest jakas pomylka zyciowa.Pozdrawiam


                  • kivvi Re: "V.enessa: Reloaded?" n/t 23.09.06, 02:53
                    Czy tylko _powaznie_ myslacy o karierze w USA, musza zawracac sobie glowe
                    poziomem swoich umiejetnosci? Ci, ktorzy tylko strasza, ze wyjada, moga sobie
                    odpuscic wszelki stres? Znasz wiele osob, ktore w swoim mniemaniu nie sa perfekt
                    i nie zasluguja na specjalne traktowanie? Zycze milego weekendu.
                    • p.atryk Nie rozumiem.Mozesz jasniej?? 23.09.06, 04:42
                      Kto w koncu i dlaczego ma miec kompleksy? I w stosunku do kogo?
                      Zostajacy w kraju,wyjezdzajacy,straszacy wyjazdem?Pogmatwalas wszystko i nie
                      wiem o co Ci chodzi.A moze Ty wiesz :)?
                      A co do drugiej czesci-tak.Znam calkiem sporo normalnych,zdrowo myslacych
                      ludzi.To takie nienormalne?
                      Milego weekendu,wzajemnie.
                      • kivvi Re: Nie rozumiem.Mozesz jasniej?? 23.09.06, 20:36
                        OK. Powiem tak.
                        Sa programy rezydenckie bardzo oblegane, co decyduje jesli na jedno
                        miejsce w takim programie aplikuje 40+ kandydatow. Kto dostaje sie na taki
                        program w Polsce, a kto w US? W Polsce znajomosci graja decydujaca role(bardzo
                        czesto). W US "dorobek" decyduje, czyli praca naukowa, publikacje,
                        uczestnictwo(aktywne) w sympozjach, uczenie innych, i duzo, duzo wiecej. Czy to
                        nie swiadczy o roznicy w poziomie edukacji? Patryk, ja tez znam calkiem sporo
                        normalnych i zdrowo myslacych. Myslisz, ze jak troll, to juz musi byc otoczony
                        >frikami<? Milego popoludnia zycze.
                        • p.atryk Nie to jest tematem glownym watku... 25.09.06, 03:11
                          ...Ale i tak sie mylisz.W obu krajach decydujacy o przyjeciu (kryterium glowne-
                          preselekcja kandydatow) jest wynik USMLE lub LEP. W US jest to najwazniejsze
                          kryterium .Blisko polowa programow odrzuca z miejsca aplikantow,ktorzy choc raz
                          oblali test,spora czesc podaje minimum przy jakim w ogole zaczyna brac
                          kandydatow pod uwage.Dodatkowe elementy sylwetki kandydata (publikacje,itd.)
                          maja znaczenie przy interview.I tu sie mylisz...List polecajacy od tatusia-
                          kumpla z pokoju ze studiow dyrektora programu ma rownie silna moc,co i w Polsce.
                          O roznicy w poziomie edukacji swiadczyc moga inne cechy,ale jak dotad
                          przekonujacych argumentow w tym watku nie spotkalem.
                          • kivvi Re: Nie to jest tematem glownym watku... 25.09.06, 03:34
                            Ja sie nie myle? USMLE. To ,akurat jest dla mnie oczywiste i bardzo aktualne. A,
                            przepraszam, jakie cechy,( wal mi tu zaraz)? OK, jestem po bardzo "relksujacym"
                            dniu i napewno sama nie wiem co mowie(od paru godzn). Zyczy tobie (sobie tez)
                            slodkich snow.No w koncu, kiedys tam nie bede mogla poszalec, prawda. I.L.Y.
                • iskierka43 Re: "V.enessa: Reloaded?" n/t 22.09.06, 09:04
                  A ja myślę, że oprócz bardzo ugruntowanej opinii masz jednak trochę
                  kompleksów...nie wiem, jakiej natury...może się nie dostałaś kiedyś na
                  wymarzony kierunek:-)?? Może to była medycyna:-)?
        • iskierka43 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 21.09.06, 09:42
          Tak jak napisałam - nie lubię uogólnień. Mamy także wielu stypendystów z bardzo
          dobrymi wynikami. A co do publikacji to skąd u Ciebie takie zorientowanie w
          temacie? Ja sama publikuję z powodzeniem. A szef mojej katedry jest autorem
          wielu nowatorskich projektów. Dostajemy ze Stanów liczne maile z propozycjami
          dyskusji i spotkań. Dodam,że często bywa i tak, że poziom wiedzy osób które
          chciałyby z nami dyskutować na tyle odpiega od naszej normy,że rezygnujemy z
          tych spotkań.
          Nie mam zbyt wiele czasu ale opisałabym Ci to, co spotkało córkę moich
          znajomych ( dodam lekarzy )na wyjeździe zagranicznym. Złamała nogę i udała się
          po pomoc do przychodni ( była ubezpieczona ).Najpierw zbadał ją pielęgniarz (
          nie przesadzajmy z tym wysokim poziomem wiedzy tej grupy zawodowej w USA na
          temat leczenia ), następnie wprowadził dane przypadku do komputera i maszynka
          wypluła diagnozę, którą przeczytał i podbił lekarz. Ponieważ złamanie było
          skomplikowane i noga bolała, dziewczyna zadzwoniła do ojca do Polski. Ten lekko
          zaniepokojony:-)poprosił do telefonu lekarza dyżurnego i dowiedział się, że w
          tym zakresie ubezpieczenia nic więcej zrobione być nie może. Dodatkowo
          wyczuł,że lekarz nie bardzo wie o czym mówi, więc - ponieważ sam jest
          ortopedą "poprowadził go za rączkę" biorąc oczywiście koszt na swoje barki (
          nie tylko leczenia ale i rozmowy ). Summa summarum wszystko jakos się
          skończyło pozytywnie, tylko po miesiącu przyszedl ze Stanów rachunek za
          udzielenie fachowej porady przez telefon przez amerykańskiego
          specjalistę...Amerykanie w ogóle mają na swój temat zazwyczaj dobre zdanie, ale
          tym razem chyba trochę przesadzili:-). I to niestety nie jest dowcip...
        • aelithe Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 21.09.06, 15:35
          Wybitnych prac rocznie jest kilkanaście i o takie publikacje czasopisma
          konkurują. Niestety do napisania takiej pracy trzeba mieć portfel z kilkoma
          milionami dolarów.
          Jeśli czasopismo kwalifikuje materiał jako dobry do publikacji, to zwykle
          kryteria edytorskie spełnia 200 artykułów na 30 mozłiwych do opublikowania -
          Przy podobnej jakości artykułu pierszeńswto najuą artykuły które mają autorów
          na szczytach curent contest ; potem artykuły z najlepszych ośrodków .
          Artukuł z małego, nieznanego ośrodka, szczególnie podważający dotychcasowe
          dogmaty zostaje automatycznie odrzucany.
          Jełsi porozmawiasz z edytorami to powiedzią ci to samo.
          • extorris Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 21.09.06, 18:48
            nie wiem skad czerpiesz informacje o rzekomej "konkurencji" o najlepsze prace
            miedzy pismami
            to czy dana praca jest przelomowa okazuje sie z zasady po jej opublikowaniu i
            to zazwyzaj dluzszy czas po tym
            z polski da sie bez problemu opublikowac za granica w niezlych pismach nawet po
            kilka publikacji rocznie, raz na pare lat dzieki miedzynarodowej wspolpracy
            mozna miec nawet wspolautorstwo w czyms takim jak NEJM

            problemem nauki w polsce jest nie brak kadry jako pierwotna przyczyna
            wszystkich nieszczesc
            jest to brak pieniedzy, sprzetu, nizszej kadry (laborantow o dobrych
            kwalifikacjach) - czyli warsztatu
            efektem tego jest generalny odplyw kadry za granice, ale jest to efekt wtorny

            inny problem, ale dotyczacy tylko niektorych placowek to calkowity brak
            mechanizmow pozwalajacych usuwac zlych szefow katedr
            • aelithe Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 25.09.06, 18:41
              Extoris. Istnieje konkurencja między czasopismami o abonentów i czytelników
              oraz o reklamy. Oznacza to, że jakość artykułów i notowania czasopisma powinny
              byc jak najwyższe. O to walczy się latami.
              Owszem, o znaczeniu ertykułu dowiadujemy się nawet do kilku lat po publikacji,
              ale doświadczony edytor jest w stanie przewidzieć jakie artykuły mogą takimi
              być. Ostatecznie IF najlepszych czasopim medycznych nie powstały przez
              przypadek, nieprawdaż.
              Konkurencja o artykuły polegamnie na odbieraniu sobie artykulów, ale na fakcie,
              że najciekawsze artykuły autorzy starają się ulokować w pierszym rzędzie w
              najbardziej szanowanych czasopismach.

              Moja dyskusja nie dotyczyła polskiej nauki, swoją drogą ma krytyczny stosunek
              do niej, ale wykorzystania ilości opublikowanych prac jako miernika wyszkolenia
              lekarza. W wielu krajach zachodnich jest duża ilość czasopism, więc
              opublikowania case report czy artykułu przeglądowego może być miernikiem
              zaangażowania lekarza szkolącego; nie jego wiedzy.
              W Polsce nie słysząłem o przypadku, aby lekarz przychodzący na staż,
              gdziekolwiek opublikował jakiś artykuł. Więc jakby porównywanie takiego
              parametru nie am sensu.

              Jeśli chodzi o sprzęt i kadrę laborantów to wiele ośrodków je posiada,
              problemem pozostaje brak pieniędzy. Drugi problem to brak organizacji pracy.
              Miałem kilkoro kolegów konczących studia w Niemczech. Tam w zwyczaju jest
              bronienie doktoratu, przez oczywiście chcących tego studentów nawet kilka dni
              po zakończeniu studiów. W Polsce posiadanie doktoratu pozostaje dalej
              przecenianym przywilejem; chociaż w ostatnich latach łatwiej uzyskać stopien
              doktora nauk medycznych; niż specjalizację.
              • extorris Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 25.09.06, 19:30
                czym innym jest konkurencja rynkowa miedzy pismami, czym innym wieloletnie
                budowanie pozyji pisma, czym innym jednak jest zlozenie pracy do publikacji
                to raczej autorzy walcza o przyjecie papieru jak najwyzej, a nie pisma o autorow
                sam to zreszta teraz piszesz
                z cala reszta zgadzam sie zupelnie
                publikacje moga byc miernikiem pozycji naukowca, osrodka klinicznego, nie
                miernikiem wyksztalcenia absolwenta na stazu, czy rezydenta
                ze zla organizacja pracy zgadzam sie zupelnie
                faktycznie istnieje tez problem geograficzny:
                posylajac artykul do "organu" krajowego towarzystwa (czyli teoretycznie na ten
                sam poziom) amerykanin bedzie mial publikacie w JAMA, polak w przegladzie
                lekarskim...
                • aelithe Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 25.09.06, 19:36
                  extorris napisał:

                  > czym innym jest konkurencja rynkowa miedzy pismami, czym innym wieloletnie
                  > budowanie pozyji pisma, czym innym jednak jest zlozenie pracy do publikacji
                  > to raczej autorzy walcza o przyjecie papieru jak najwyzej, a nie pisma o
                  autoro
                  Wiesz, ale to dokładnie to samo. Autor walczy o jak najlepsze czasopismo,
                  czasopismo zabiega o jalepszych autorów. Oczywiście zabieganie o nich to nie
                  podkupowanie ich;)

                  W gruncie rzeczy stosując odmienną argumentację i mając odmienny punkt widzenia
                  doszliśmy do podobnych wniosków. Z którymi nam się trudno nie zgodzić.
          • iskierka43 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 22.09.06, 08:46
            DZiękuję za "pouczenie", ale jestem dziwnie spokojna, że w tej kwestii
            orientuję się jednak nieco lepiej od Ciebie... Nie zamierzam się "przerzucać" w
            internecie anglojęzycznymi określeniami, nawet jeśli są w danej dziedzinie jak
            najbardziej "na miejscu", nie zamierzam wypisywać czasopism w których ukazują
            się nasze artykuły. To nie ten poziom.A ponieważ nie bardzo mam czas na pseudo-
            dysputy, podpisuję się pod tym, co napisała osoba poniżej Twojej wypowiedzi.
            Acha, z edytorami rozmawiam sporadycznie. Najczęściej wydaję odpowiednie
            polecenia moim asystentom, co do wytycznych jakie mają omówić z edytorami.
            Wynika to niestety głównie z braku czasu.
            • aelithe Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 25.09.06, 18:55
              Na razie przerzucasz się z dyskusji merytorycznej na atak ad personam. W swojej
              wypowiedzi piszesz między wierszami skoro mam władzę to mam rację.
              Moją intencją nie bylo napisanie, że nie możliwe jest opublikowanie w
              czasopismach zagranicznych. Z mojego doświadczenia opublikowanie w czasopismach
              o podobnych rankingu jest znacznie łatwiejsze; niż w Polsce.
              W moich poprzednich postach nie pisałem, że nie można publikować jak na
              zachodzie, ale o fakcie, że ilość publikacji nie może być w tym kraju nie może
              być wyznacznikiem kwalifikacji zawodowych lekarza. Owszem na podstawie
              publikacji można oceniać dorobek osoby pracującej jako naukowiec, ale nie jako
              kwalifikacje lekarza praktyka.
              W USA publikuje się absolitnie wszystko, w Polsce spróbuj uzyskać zgodę na
              publikacje case report o śmierci chorego, na w skutek błędnej diagnozy
              lekarskiej.
    • moni3333 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 20.09.06, 20:33
      poziom wyksztalcenia lekarzy w Polsce jest bardzo wysoki i niestety doceniaja
      to za granica. A w ameryce wszystko jest duze...Mam porownanie, poziom jest
      nizszy ale jakze ogromne mozliwosci finansowe. lekarze mogliby tam wyjezdzac
      ale po tak ciezkich studiadach i specjalizacjach nikomu juz nie chce sie zdawac
      nostryfikacji zeby zarabiac jakies marne 200 tys $ rocznie, lepiej jechac do
      Anglii itp. We Francji np czas oczekiwania na wizyte u specjalisty to 9 m-cy!
      • felinecaline Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 20.09.06, 21:08
        przepraszam, gdzie we Francji i do jakiego specjalisty? prywatnie czy w
        sektorze panstwowym?
    • agawamala Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 21.09.06, 08:33
      Idę do okulisty. Na szczęście nic pilnego - badanie kontrolne. Zapisuą mnie do
      lekarki o obco brzmiącym nazwisku zakończonym na "-ew". Ignoruję to. Do czasu.
      Po mniej więcej miesięcznym oczekiwaniu przyjmuje mnie pani o wyglądzie babci
      klozetowej. Mówi "śpiewnie" po polsku(?), tak, że nie bardzo rozumiem jej
      polecenia. W końcu przechodzimy na język prawie migowy. Pani doktor(?) dobiera
      mi okulary. Nie baczy jednak na moje protesty, że słabo w nich widzę. Biorę
      receptę - szkła są o prawie 2 dioptrie silniejsze niż te, które dotąd nosiłam,
      no i pojawiły się "cylindry".
      Nie daję za wygraną, idę do kierowniczki przychodni. Miła, sympatyczna,
      laryngolożka. Przeprasza i mówi, że ostatni polski okulista pół roku temu
      złożył wymówienie i ma do wyboru - Ukrainkę albo nikogo. Wybrała Ukrainkę.
      Widzi, że to błąd. Jest jednak bezradna.
      Wzrok sprawdził mi okulita w spółdzielni ( za 80 złotych). Zaordynował szkła
      krańcowo różne niż lekarka zza Buga.
      Obawiam się, że jeśli lekarze, polscy lekarze, nie zostaną w końcu docenieni,
      będziemy skazani na takich właśnie fachowców. W moimi przypadku kosztowało to
      80 złotych i trochę nerwów. Innych "wysoki poziom edukacji medycznej" sąsiadów
      może kosztować życie.
      I dla jasności NIE JESTEM LEKARZEM.
      • ann1964 Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 23.09.06, 16:54
        Ten poziom u niektórych, zwłaszcza początkujących lekarzy
        jest tak wysoki, że aby nie rozchorować sie jeszcze bardziej,
        nie mieć przypisanej cudzej choroby , nie być karmionym lekami
        rujnującymi organizm,pacjent musi choć trochę orientować się w temacie.Przyznasz się że trochę wiesz,jestes przegrany.Traktuja
        to jako dowód zbytniej koncentracji na sobie,niewiary w ich wiedze,
        jednym słowem roszczeniowy pacjent.Kiedy z kolei pytasz ich o zdanie
        na temat schorzenia, próbujesz podsuwać co mogło być jego przyczyną ,
        każą milczeć, bo wolą snuć własne teorie prowadzące do błędnych diagnoz
        .W przypadku ich pomyłki, winę zawsze można zrzucić na pacjenta, bo
        przecież nie poinformował ich o wszystkim.Paranoja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • p.atryk Spamujesz. 23.09.06, 17:33
          ann1964 napisała:

          [...]

          Zalozylas wlasny watek na ten temat.Po co spamujesz na innym?
        • agawamala Re: Poziom "edukacji medycznej" w Polsce. 23.09.06, 20:32
          A wiesz, że jakoś tego nie zauważyłam. Pewnie, że początkujący lekarz wie mniej
          niż doświadczony kolega, ale za chwilę będziemy mieć tylko młokosów i fachmanów
          zza wschodniej granicy pokroju wspomnianej okulistki ( pani w wieku 40-50 lat).
          • kivvi Re: poczatkujcy, mlokos... 25.09.06, 02:28
            Nie narzekalabym. W koncu kto jest lepszy? Poczatkujacy, z "pelna glowa", czy
            "doswiadczony", znaczy star-y[(szy), wiedzacy WSZYSTKO najlepiej].
            • kivvi Re: poczatkujcy, mlokos... 25.09.06, 02:41
              ja szybciej mysle(niestety) niz pisze...Wiedzacy wszystko najlepiej, ale ta
              "wiedza" est sprzed 100 lat.
            • agawamala Re: poczatkujcy, mlokos... 25.09.06, 07:53
              Studia ( każde, nie tylko medyczne) uczą w minimalnym stopniu wiedzy
              praktycznej. Młody człowiek zaraz po uzyskaniu dyplomu ( obronie pracy
              magisterskiej w przypadku innych uczelni), ma wiedzę książkową, zna standardy,
              algorytmy itp.
              Z tym, że teoria to jedno, a życie drugie. Zwłaszcza w medycynie. Jest rzeczą
              niezwykle istotną, aby w umiejętny sposób połączyć wiedzę i doświadczenie.
              Gdybym miała być diagnozowana i operowana, wolałabym , żeby robił to lekarz,
              który już coś widział niż świeżo upieczony absolwent z głową naładowaną
              standardami i tabelami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka