kalina81
01.10.06, 12:01
poradnia protetyki
na korytarzu meksyk, oba fotele w gabinecie zajęte, a opóźnienie już spore.
Postanawiam poszukać wolnego fotela w innym gabinecie, bo szkoda mi
czekających pacjentów. Wychodzę na korytarz i zaczynam sprawdzać gabinety,
otwieram drzwi, zajęty fotel, cofam się i zamykam. I tak kilkanaście razy. W
pewnym momencie słyszę damski głos "oo patrzcie jaka pijana, nie wie gdzie ma
iść, zatacza się, no tak ludzie czekają, a oni pewnie świętują sobie, szampana
popijają, a ty człowieku siedź i czekaj, aż cię pijana gó..ara przyjmie" robi
mi się niedobrze. Ale szukam dalej, na korytarzu zaczyna się już tzw. histeria
tłumu, pani ma talent do podburzania. Trafiam na wolny fotel, idę po pracę
protetyczną i kartę następnego pacjenta, wywołuję nazwisko, wstaje właśnie TA
pani. Minę ma niepewną, epitety innych pacjentów urywają się. Przyjmuję ją,
jestem miła i grzeczna. Nie słyszę przepraszam.
Kolejny ciężki dzień, na korytarzu atmosfera gęsta, połowa personelu na
urlopach, moja asystentka biega między gabinetami. Ciągle zaczepia ją starsza
pani domagając się przyjęcia w trybie natychmiastowym. Na tłumaczenia, że jak
tylko zwolni się fotel to ona siądzie, pani reaguje.....celnym silnym kopem w
kolano asystentki. Pani zostaje przyjęta jako następna. Moja asystentka
płacze w pokoju socjalnym.
Jestem z pacjetnką w gabinecie, wchodzi kolejny pacjent informujący mnie, że
już jest:
ja- witam, musi pan trochę poczekać
pan stoi w gabinecie i na mnie patrzy.
ja- proszę poczekać na korytarzu
pan- ale ja byłem na 10 i jest 10, a nie mam czasu
ja-przykro mi, ale muszę dokończyć pracę przy pacjentce, musi pan chwilę
poczekać, ale na korytarzu.
pacjent idzie złożyć skargę, że został wyrzucony z gabinetu.
Kolejny człowiek wchodzi do gabinetu "tylko o coś zapytać"
ja- przepraszam jestem zajęta, proszę poczekac na korytarzu, jak skończę to z
panem porozmawiam
on- ale ja tylko jedno pytanie
ja- proszę pana w tej chwili przyjmuję pacjenta, proszę wyjść i poczekać
on- o tak wielkie doktory, jakie ważne, już się zapytać nie wolno. tak znaj
człowieku swoje miejsce, czekaj przed drzwiami, jak ten pies itd itd itd.
Niestety z pacjentką muszę umówić się na inny termin, bardzo źle radzi sobie
psychicznie z utratą własnych zębów i koniecznością noszenia sztucznych.
Wstydzi się, denerwuje, gdy ktoś wchodzi do gabinetu, tego dnia już nic nie
zrobimy.
refleksję mam tylko jedną:
drodzy lekarze, więcej kultury do cholery!
kalina