barabara6
18.06.07, 21:19
Fragmenty artykułu z "Rzeczpospolitej"
(...)
Lekarze z warszawskich szpitali mówią, że coraz częściej muszą przyjmować pacjentów z prywatnych placówek. Często w prywatnych klinikach nie ma specjalistycznego sprzętu niezbędnego do udzielenia pomocy w przypadku komplikacji.
(...)
Bardzo drogie przypadki
Brak miejsc intensywnej opieki medycznej w Enel-Medzie nie jest niczym wyjątkowym. Szefowie niepublicznych lecznic wyjaśniają, że stworzenie takich stanowisk jest bardzo kosztowne. - Wystarczy, że mamy podpisane porozumienie z publiczną placówką, która ma taki oddział - wyjaśnia wiceprezes prywatnego Centrum Anin Marek Szufladowicz.
Dyrektorzy warszawskich publicznych szpitali szacują, że rocznie do ich placówek trafia średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu pacjentów prywatnych lecznic, u których doszło do powikłań w trakcie lub po leczeniu. Tylko wciągu jednego miesiąca do szpitala przy ul. Lindleya przyjęto aż 32 osoby z niepublicznych placówek. W tym samym czasie największa lecznica w kraju, przy ul. Banacha, miała prawie 40 takich przypadków. - Nie wszyscy trafiają do nas w ciężkim stanie - zaznacza dyrektor ds. lecznictwa placówki przy ul. Lindleya prof. Janusz Wyzgał. - Najwięcej takich pacjentów zgłasza się do nas z powikłaniami po zabiegach ortopedycznych, urologicznych bądź okulistycznych.
(...)
Dyrektorzy szpitali wielokrotnie mówili o tym, że kosztami leczenia takich pacjentów należałoby obciążyć prywatne przychodnie. - Leczenie jednego chorego z komplikacjami może nas kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych - mówi dr Agata Horanin-Bawor.
Publiczne szpitale nie mogą odmówić przyjęcia i leczenia pacjenta prywatnej placówki na własny koszt. W większości są to osoby ubezpieczone, a poza tym do udzielenia pomocy zobowiązuje lekarzy ustawa o szpitalach. ("Rzeczpospolita")
--------------------------------------------------------------------------------------