Dodaj do ulubionych

depresja, bo...

18.03.12, 09:43
zima -> lato. nie ma przedwiośnia, wiosny, jest: wku*w, przygnębienie, chęć zaszycia się i poczekania aż samopczucie unormuje się. usiłuję nie zazdrościć ludziom teraz budzącym się do życia. ktoś również tak ma?
Obserwuj wątek
    • panna.m.igotka Re: depresja, bo... 18.03.12, 11:57
      A ja tak nie mam. Dla mnie wiosna to najlepszy moment. Zimy nie cierpię, a w szczególności później jesieni. Wiosną jest inaczej, cieplej, słoneczniej. Może nie jestem szczęśliwa do końca, ale dostaje lekkiego przypływu energii i zamieniam każdy beznadziejny dzień w aktywność fizyczną. A ludziom nie zazdroszczę, bo niby czego. Na zewnątrz pięknie, a we wnętrzu także życiowa pustka. 39.a wyjdź z domu na spacer. Pooddychaj świeżym powietrzem. Ja się właśnie do tego zmuszam i jest mi znacznie lepiej. Trzymaj się
            • eydur8791 Re: depresja, bo... 19.03.12, 16:16
              U mnie nie ma reguły: depresja może mnie dopaść zimą, latem, gdy ciepło, zimno, pada albo nie.
              Jedyna prawidłowość jaką wychwytuję to spadek nastroju w okolicach lutego (czasem trochę wcześniej, czasem później).
        • panna.m.igotka Re: depresja, bo... 19.03.12, 16:14
          Rzadko słyszę te słowa, bo moi znajomi raczej nie wiedzą co mi dolega. Ale podobnie jak Ty. Są chwile, kiedy mam ochotę po pracy jak najszybciej zamknąć się w czterech ścianach i przeleżeć resztę dnia do rana. Takie przeczekanie na jutrzejszy dzień. Ale są momenty gdy sama w myślach sobie powtarzam, że to minie i będzie wszystko dobrze. Do ludzi też staram się wychodzić czasem z przymusu. Z uśmiechaniem bywa gorzej sad Wiem, że zabrzmi to egoistycznie, ale jestem sama i nie mam wokół siebie zbyt dużo osób, które będą mi wstanie pomóc w najgorszych chwilach. A ci co są to przychodzą i odchodzą, prędzej czy później. Odkąd dowiedziałam się o chorobie, jak wygląda, czym się u mnie objawia staram się walczyć sama z nią na ile potrafię. Choć nie zawsze to mi wychodzi tak jak bym chciała. Staram się nie użalać nad sobą i jakoś trzymać w ryzach, ale czasem rozpadam się zupełnie. Nigdy też nie zatraciłam woli życia na tyle, żeby to życie skończyć ostatecznie. Co nie znaczy, że takich myśli nigdy nie miałam w głowie. Myślę bardziej zadaniowo, tworzę sobie jakieś cele, do których chcę dążyć i jakoś wypełniam ten swój czas w życiu. Ale jak nie jest różowo to pozwalam sobie na rozklejenie, płacz, sen i pustkę, która temu towarzyszy. Ot takie depresyjne życie sad
    • drugikoniecswiata Re: depresja, bo... 20.03.12, 09:45
      nie tyle szczęśliwości zazdroszczę, co nie umarłego elan vital. młodzieńcy na rowerach i gruchające gołąbki zdają się nadążać za rytmem przyrody, nawet staruszki na ławkach w parku robią takie wrażenie. ja nie nadążam. wiosną ta dysproporcja w cholerę daje po oczach. nie potrafię już na hasło upajać się słońcem (a kiedyś potrafiłam, ho ho, tak tak), a ono jest w cholerę nachalne, uchachane i wszędobylskie jak w manii. Ogólnie wiosennej pogodzie należałby się jakiś stabilizator. tymniemniej wszystko się jakoś kręci i świat nie kończy w psychiatryku. tak, zazdroszczę.

      czy mój post rozumie się z twoim, ann?
      • 39.a Re: depresja, bo... 20.03.12, 13:30
        Tak.
        Dziękuję.

        Strasznie mi źle. Doceniam wiosnę, bo poszła w kierunku strasznego wiatru, jasno, ale bez słońca, można odsłonić trochę okna. Miałam wyjść, wykąpałam się, odwołałam wizytę (staram się tak ostatnio robić, ludzie nie muszą się wkurzać z powodu mojego afektu), weszłam z powrotem do łóżka. Zwyczajnie poleżę, może skądś ta energia sobie przyjdzie... Dodatkowo problem ze zdrowiem, konieczne badania i nie mogę pić kawy, ból.
        • waters123456 Re: depresja, bo... 21.03.12, 20:57
          Dlaczego nie możesz pić kawy?
          Pobudz Cię za bardzo, czy jakieś inne problemy.
          Ja przy garści leków, które musze zażywać wspomagam się esentile - taki lek na watrobę, ale przyznam się, że boje sie zrobić badania. Hehe, może coś wyjdzie następnego złwgo. Wolę nieświadomość.

          A wiosna niby piękna odkrywa wszelkie niedoskonałości człowiecze, nie lubie wiosny. Nie mogę wyleźć z szli, czapek, golfów. jak widzę siebie, swoją twarz, to płakać się chce - jak tu do ludzi.
          A oni wcale niby nie są doskonalsi, ale nie czują takiej krempacji swojej osoby smile
          • avi_co Re: depresja, bo... 22.03.12, 09:12
            waters123456 napisała:

            > A wiosna niby piękna odkrywa wszelkie niedoskonałości człowiecze, nie lubie wio
            > sny. Nie mogę wyleźć z szli, czapek, golfów. jak widzę siebie, swoją twarz, to
            > płakać się chce - jak tu do ludzi.
            > A oni wcale niby nie są doskonalsi, ale nie czują takiej krempacji swojej osoby
            > smile
            Moją optykę zmieniły nieco głupawe programy o przeistaczaniu przeciętnych kobiet poprzez strój, makijaż, itd. Dla siebie wybrałam jedno: wyglądam jak przeciętna kobieta w moim wieku. Podbudowałam się także, gdy pokazywano nagie kobiety. Niewiele się różnię od innych pań w mojej kategorii wiekowej. Mieszczę się w normie, więc nie powodu do szczególnych narzekań.
          • 39.a Re: depresja, bo... 14.04.12, 18:30
            Psychiatra ma rację mówiąc, że czterema kawami dziennie można się nieźle nakręcić. Lepsze to niż nie wiadomo co zawierające napoje energetyczne, no ale. Ograniczyłam. No i sama sobie zdiagnozowałam "zespół jelita nadwrażliwego" big_grin USG jamy brzucha wykluczylo inne przypadlosci czy nowotwór ktorego się boję jak ognia (kancerofobia). I teraz wystarcza mi b. slaba kawa, polowa to spienione mleko.
    • 39.a Re: depresja, bo... 14.04.12, 18:25
      jak można?

      po raz trzeci ktoś z domowników wywalił mi moje zaznaczam nieprzeterminowane, dopiero kupione jedzenie. sprawdziłam dziś jak to jest i wylałam do zlewu świeżo zrobioną galaretkę z borówkami amerykańskimi. wyłącznie własną porcję. straszne uczucie. jakbym bezpośrednio uderzała w kogoś.
      musztarda rosyjska "my nie będziemy tego jeść, za ostra", a ja...?
      frytki, zamrożone, bo chyba za długo sobie leżały w zamrażarce
      masa krówkowa w puszce, żadna rewelacja, ale ot tak po prostu wyrzucić do śmieci?
      skoro nie nadawala się do mazurka (a krówki ze sklepu "wyszły"), kupilam zastępczo. do przekladania wafelkow się nadają. może i piszę głupoty, ale z czegos takiego robi mi sie depresja.

      zapytałam dziś "dlaczego" - ironiczne "będziesz jeść ten badziew?"
      poprawiłoby mi się samopoczucie, gdyby komuś było chociaż odrobinę nieswojo (tak), gdyby powiedzial, że odkupi. odkupię sobie sama.
      czuję się jak Nic, bo już nawet nie jak Nikt

    • 39.a ... 09.09.12, 02:55
      nie chcę namnażać wątków, w depresji jestem już długo. albo: mam depresję, ona mnie ma.
      żyję głównie nocą, przyjemność sprawia mi nocne gotowanie. czyszczenie, mycie warzyw, ich zapach, kolory, gotuję nocą zupy. czuję się jak całkowity świr. jeszcze panujący nad myślami, ale nad nawykami juz nie. a potem sny, barwne. przyjemne. to nie jest Życie................................................
    • 39.a marchewka i biegi? 10.09.12, 22:39
      znam swoją stomatolog już długo. cenię. - ciągle bierze pani te prochy? pokazałam na palcach, że 9 lat. po tragedii rodzinnej brała antydepy i uspokajacze pół roku. później odstawiła, zna przykry zespół odstawienia. zaczęła jeździć na kursy, analiza włosa, minerały, dostałam adres do laboratorium analizy włosa (piszę skrótowo), na tej podstawie ustalają dietę i suplementację. mówiła o dystansie, o chęci wyjścia z dołu, o tym, że żaden lekarz psychiatra nie wyciągnie nas z problemów. bo nie. mój lekarz w czwartek znów będzie pytał o fakty, które sobie zapisuje. no cóż. wiem, że schudnięcie spowoduje u mnie zmianę samopoczucia. nie zamierzam (boję się...) odstawić leków. ona miała po prostu depresję (żałoba to nie depresja, ale pewnie wiele osób w żałobie trafia do psychiatry). może to głupie, ale ta godzinna wizyta otworzyła mi jakieś nowe miejsce w głowie, to takie światełko, którego potrzebuję, rodzaj inspiracji, zaczyn. nic na hurra, dostałam 2 karteczki z adresami, głównie www., poczytam, spróbuję się do tego przymierzyć. sukcesem będzie ograniczenie przyjmowanych leków. wspominała o kwasach omega3, o których tu czytałam. zobaczymy.
      • ergo_pl Re: marchewka i biegi? 11.09.12, 01:03
        to nie głupie...
        fajnie, że się zgadałyście.
        fajnie, że Ty też żyjesz nocą /na zasadzie spotkania bliźniaka/
        bo mnie nikt w to nie wierzy, choć życzę Ci normalnej doby...
        daj znać, co i jak wyjdzie.
        pozdr.

      • a0a0a0 Re: marchewka i biegi? 14.09.12, 10:17
        Czesciowo miala racje. Leki to tylko proteza tymczasowa (w depresji, nie w chad) ktore trzeba pozniej odstawicc. Leki daja wytchnienie na to zeby poukladac sobie w glowie, rozwiazac palace sprawy formalne, zyciowe na ktore nie mialo sie sily, odwagi a ktore jak w blednym kole wpedzaly w wiekszy dol. Same leki nie zmienia czlowieka i jego zycia na super, piekne i idealnie
        ALE...zadne kwasy omega, mineraly itd. nie pomoga. Nie spotkalem sie z zadnym przypadkiem, zeby komus pomoglo. Jest to poza medycyna konwensjonalna.
        A CHAD wiadomo jestesmy na stablizatorach a okresowo wlaczane antydepresanty maja wlasnie sluzyc jak pisalem wyzej wyjsciu na prosta.
        • avi_co Re: marchewka i biegi? 14.09.12, 13:56
          a0a0a0 napisał:

          > A CHAD wiadomo jestesmy na stablizatorach a okresowo wlaczane antydepresanty m
          > aja wlasnie sluzyc jak pisalem wyzej wyjsciu na prosta.
          Mnie antydep służy jako stabilizator, skutecznie chroni mnie przed lękami. Kiedy odstawię, budzę się sparaliżowana lękiem.
              • 39.a Re: marchewka i biegi? 15.09.12, 17:42
                Avi, mam podobnie. I pewnie takich nas więcej. Leki, ten antydepresant też trzymają w szachu, w pionie, a jeśli nawet w poziomie - jest znośniej niż "na trzeźwo" (mam na myśli, że bez chemii, bez leków). Miałam ostatnio zmniejszone przymusowo dawki leków, wczoraj zrealizowałam recepty, Boże, jaka ulga, gdy uzupełniłam te kawałeczki tabletek. Dziś czuję lekką hipo-, jak zawsze w takich przypadkach, biegam, wychodzę z domu, działam, gotowałam w nocy też, grzybową )) Psia mać, bez leków nie umiem.

                A lęki są straszne, utrata kontroli nad sobą. Telepało mną raz, więcej nie chcę.
        • breaker03 Re: mam chęć 15.09.12, 18:35
          Dlaczego tylko kobiety?
          Czy mężczyźni nie chorują na CHAD? Jestem wyjątkiem?
          Nadwrażliwy? Owszem.
          Stany mieszane poniewierają mną okrutnie, tyle że królowa depresja częściej zasiada na tronie...
          • 39.a Re: mam chęć 15.09.12, 18:54
            kobiety bardziej dbają o zdrowie?
            łatwiej im wyartykułować "tak, choruję"?
            szukają dla siebie pomocy?

            witaj w gronie i pisz, fajnie jak pisze mężczyzna na sfeminizowanym forum
            cenny jest każdy głos
            • breaker03 Re: mam chęć 15.09.12, 19:08
              Chyba tak, najgorzej ma się sprawa z szukaniem pomocy.
              Sam nie jestem do końca przekonany czego oczekuję po swoim "objawieniu" się na forum.
              Dużo czytam.
              Może i dobrze będzie napisać od czasu do czasu o swoim obecnym samopoczuciu.
    • 39.a Re: depresja, bo... 27.09.12, 01:13
      cytuję znajomego "chcę tylko, żeby dni mijały..."

      ja też chcę podobnie. spoglądam na drzewa, czerwienieją, ucieka mi kolejna piękna pora roku.
      zasypiam o 6.
      dziś wzięłam podwójny dyżur, żeby nie wyć w nocy.
      wykąpałam się (po 2 dniach, to strasznie brzmi, wiem), zmieniłam prześcieradło, śpię sobie jak dziwak, pod ciepłym kocem. dziwka brzmiałoby ładniej...
      ugotowałam pyszną zupę z soczewicy i pomidorów, z trudem, ale ugotowałam.
      mam świeżą bagietkę, zrobię coś dobrego do jedzenia później. kolejna kawa latte, dzedlajga miała rację, można się tak odżywiać.
      byle do wiosny.
      • 39.a nadzieja 02.11.12, 21:56
        po wielu miesiącach jest w końcu lepiej. mogę myśleć o ponaprawianiu wielu spraw/rzeczy, które z powodu braku sił do życia zostały na jakiś czas odłożone ad acta. byle nie zapeszyć.
        w końcu odczuwam jakąś przyjemność. nawet jeśli jest to odczucie wiatru na twarzy, poczucie się dobrze w ładnych ubraniach (depresja to często nieubranie i chowanie się przed ludźmi) i obudzenie się w ciepłym mieszkaniu (czułam zimno, ciepła nie) i zapach kawy unoszący się w powietrzu. niemal jak w reklamie. znowu normalnie zasypiam. czyli raczej 2., nie 7 a.m.
        schudłam sporo, bo stres. ale nie zamierzam nadrabiać. trwaj chwilo, oby długo.

        pozdrowienia
        • avi_co Re: nadzieja 02.11.12, 22:51
          39.a napisała:

          > trwaj chwilo, oby długo.
          Może wchodzisz właśnie w kilkuletnią remisję?smile Niechby się ziściło moje życzenie.

          • 39.a Re: nadzieja 05.11.12, 00:36
            Zmiana sytuacji życiowej.
            Najpierw kompletne dno, od którego mogłam się już tylko odbić...

            Nie. Leki nie mają kompletnie nic do rzeczy smile Ten sam zestaw od kilku m-cy.
              • 39.a Re: nadzieja 08.11.12, 12:56
                bardzo dziękuję

                zaczyna się powoli układać. jak mówił mój psychoanalityk jest "sięganie po więcej" niż dotąd. są plany, rozsądne, to nie jest hipomania. złapałam się na tym, że potrzebuję terminarza, aby nie pogubić różnych spraw, zajęć. jest bardzo spokojnie, z gorszym nastrojem np. w zimne, deszczowe dni. cieszy głupie zrobienie sieci domowej przy czyjejś pomocy, męczyłam się miesiąc z nieskonfigurowanym routerem; zaczęłam czytać, radość ogromna, czytałam b. mało przez ostatnie lata. wróciłam do normalnego dbania o siebie, kąpieli, pielęgnacji. ciągnie mnie jak do złego do służbowej Wigilii (rok temu wróciłam nad ranem z lekka upojona, upalona papierosami i trawką - na after party było wesoło, śmieję się teraz sama z siebie - mam alergię na dym tytoniowy, na co dzień nie palę), już teraz wymyślam, co założyć. trwaj, piękna chwilo.

                bardzo pomogła mi bliska koleżanka, spędzając ze mną bardzo dużo czasu. dając pozwolenie na telefony nawet w środku nocy, pisząc kochane, stawiające na nogi sms-y. łapię się na tym, że bardzo dużo kosztuje mnie oddawanie tego dobrego światu, jej przede wszystkim. jestem egoistką. po trosze z powodu ChAD, po trosze po prostu. przykra konstatacja. nie umiem (nie chcę, prawda?) podtrzymywać kontaktów (przyjaźni?). korzystam z dobrego czasu, aby kupić obiecane książki siostrzenicy (już na nią ładnie zapakowane czekają), rozmawiać z bliskimi, przytulić, odwiedzić, podarować, porozmawiać, być. chwilo, trwaj.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka