sithicus
18.09.07, 22:58
Za Esculapem:
"W szpitalach i karetkach brakuje anestezjologów! - ostrzega "Gazeta Prawna".
Jarosław Pinkas, wiceminister zdrowia, zapewnia, że anestezjologów obecnie
jeżdżących w karetkach zastąpią lekarze z zakresu medycyny ratunkowej.
W wyniku emigracji w szpitalach brakuje już prawie 20% anestezjologów. Lekarze
nie chcą być anestezjologami, mimo zwiększenia miejsc specjalizacyjnych Brak
specjalistów odczuwają oddziały ratunkowe i stacje pogotowia ratunkowego.
Z najnowszych danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że o zaświadczenia
potwierdzające prawo do wykonywania zawodu za granicą najczęściej występują
anestezjolodzy. Na ponad 4 tys. tych specjalistów 761 już wyjechało lub jest
gotowych do opuszczenia kraju. To ponad 18 proc. wszystkich aktywnych zawodowo
anestezjologów.
Dyrektorzy szpitali biją na alarm i twierdzą, że już teraz, zwłaszcza w małych
miejscowościach, brakuje tych specjalistów. Na oddziałach są przesuwane
terminy zabiegów planowych, bo brakuje lekarzy mogących znieczulać pacjentów.
W przyszłości będzie jeszcze gorzej, bo młodzi lekarze nie są zainteresowani
tą specjalizacją.
Za mało karetek
Brak anestezjologów jest szczególnie odczuwany w stacjach pogotowia
ratunkowego i na oddziałach ratunkowych. Wojewódzka Stacja Pogotowia
Ratunkowego w Łomży od zaraz chce przyjąć do pracy nawet dziesięciu
anestezjologów.
- Anestezjologów z drugim stopniem specjalizacji, którzy mogą jeździć w
karetkach i dysponujących odpowiednim doświadczeniem w systemie ratunkowym,
jest zdecydowanie za mało - podkreśla Grzegorz Wasilewski, dyrektor stacji w
Łomży.
Potwierdza to Stanisław Rybak, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia
Ratunkowego w Rzeszowie, gdzie funkcjonuje dziesięć karetek specjalistycznych.
- Jeżeli NFZ określi w warunkach kontraktowania świadczeń zdrowotnych na 2008
rok, że liczba karetek ma być większa, to będę mieć problem, bo nie znajdę
specjalistów chętnych do pracy w karetkach - mówi dyrektor pogotowia w Rzeszowie.
Taka sytuacja to nie tylko wynik dużej emigracji zarobkowej wśród
anestezjologów, ale także tego, że nie są on szczególnie zainteresowani pracą
w stacjach pogotowia.
- Większość anestezjologów jako główne miejsce zatrudnienia wybiera szpitalny
oddział, bo dodatkowa praca w karetce wiąże się z brakiem wolnego czasu i
bardzo dużym obciążeniem psychicznym - uważa Dariusz Kuśmierski,
przewodniczący Związku Zawodowego Anestezjologów.
Ratownik zamiast lekarza
Między innymi z powodu braku anestezjologów już obecnie w części województw
nie funkcjonuje wystarczająca liczba karetek specjalistycznych, w skład
których musi wchodzić lekarz.
Jarosław Pinkas, wiceminister zdrowia, uspokaja jednak, że docelowo w
karetkach specjalistycznych mają jeździć lekarze z zakresu medycyny
ratunkowej, a nie anestezjolodzy. Tych też jednak brakuje.
Związek Zawodowy Anestezjologów szacuje, że już obecnie w rodzimych placówkach
ochrony zdrowia brakuje nawet 20 proc. tych specjalistów.
- Lekarze anestezjolodzy najczęściej wyjeżdżają do Anglii, Szwecji i Holandii
- mówi Dariusz Kuśmierski. Dodaje, że będzie jeszcze gorzej, bo
zainteresowanie robieniem tej specjalizacji wśród młodych lekarzy jest bardzo
małe.
- Mimo, że czekają na nich wolne tzw. etaty rezydenckie - zauważa Dariusz
Kuśmierski.
W związku z tym starzeje się kadra anestezjologów. Już teraz na niektórych
oddziałach szpitali, gdzie brakuje młodych specjalistów, są zatrudniani
emerytowani lekarze.
- Taka sytuacja doprowadzi do tego, że będą kłopoty z zabiegami czy operacjami
- przestrzega Dariusz Kuśmierski.
Przychodnia na kółkach
Zgodnie z ustawą o ratownictwie medycznym stacje ratunkowe powinny mieć dwa
rodzaje karetek - podstawowe (z ratownikami medycznymi) i specjalistyczne (z
lekarzem). W tych ostatnich najczęściej pracują anestezjolodzy, interniści i
chirurdzy. Większość województw nie jest jednak w stanie zapewnić
odpowiedniego, do potrzeb mieszkańców, podziału tych zespołów. Albo mają tylko
karetki o składzie podstawowym, albo przeważają ambulanse, w których pracują
lekarze. To natomiast nie w pełni odpowiada wymogom ustawy o ratownictwie
medycznym, która funkcjonuje od początku tego roku.
- Problem polega na tym, że w jednych województwach brakuje lekarzy
specjalistów, a w innych ratowników medycznych, którzy mogą sami jeździć w
karetkach - mówi Maciej Polasik, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w
Chojnicach (woj. pomorskie).
Wprowadzenie karetek bez lekarzy miało ograniczyć liczbę nieuzasadnionych
wezwań ambulansów przez pacjentów. Nie udało się jednak tego osiągnąć. Wciąż
30 proc. z ogółu wezwań nie jest uzasadnione względami medycznymi.
- Pacjenci, którzy mają katar czy są przeziębieni, wolą zadzwonić po karetkę,
niż udać się do lekarza rodzinnego - mówi Ewa Michałowska, dyrektor szpitala w
Morągu (woj. warmińsko-mazurskie).
O tym, jaki zespół pojedzie do pacjenta, decyduje na podstawie
przeprowadzonego z nim wywiadu dyspozytor medyczny. W sytuacji braku
zagrożenia zdrowia lub życia wysyłana jest karetka z ratownikiem. Pacjenci
wciąż nie wiedzą, że nie może on wypisać leków czy zwolnienia.
Według danych NIL do końca sierpnia wydano ponad 6,1 tys. zaświadczeń
potwierdzających kwalifikacje zawodowe lekarzy. Najchętniej, oprócz
anestezjologów, wyjazdy za granicę wybierają: chirurdzy plastyczni (14,84
proc.), chirurgii klatki piersiowej (14,8 proc.) i specjaliści medycyny
ratunkowej (10,05 proc.). Podstawowym powodem wyjazdu wciążpozostają niskie
wynagrodzenia. Zarobki anestezjologa (w zależności do stopnia specjalizacji i
doświadczenia) w Anglii wynoszą od 35 tys. zł. Chirurg plastyczny w Niemczech
może zarobić ponad 80 tys. zł miesięcznie.("Gazeta Prawna")"