vlad
12.06.08, 12:05
gorzej dla pacjentó.
Za Życiem warszawy:
O prawie 20% wzrosły ceny wizyt u prywatnych lekarzy. Jednocześnie
kolejka, by się do nich dostać, stale się wydłuża. Pryska mit, że za
pieniądze wyleczymy się szybciej i lepiej - ostrzega chorych "Życie
Warszawy".
Korzystam z prywatnej opieki, bo państwowo w ogóle nie mogę się
dostać do lekarza - mówi nam Janusz Rakowski, który czekał wczoraj
na wizytę u okulisty w Lux Medzie. - Ale tu także teraz terminy są
coraz dłuższe.
Sprawdzaliśmy. Na badanie USG nerwu ręki trzeba w prywatnej
przychodni przy ul. Bartniczej czekać sześć tygodni. Na
rehabilitację w przychodni przy Kijowskiej - miesiąc. - A jak
przegapiłam wizytę u mojego stomatologa przy ul. Ludnej, to zapisali
mnie dopiero na początek sierpnia - opowiada czytelniczka.
Oficjalnie nie najgorzej
Bartosz Kapczyński, jeden z dyrektorów Lux Medu, przyznaje, że
ostatnio klinika ma coraz więcej pacjentów.
- Dlatego uruchomiliśmy w Warszawie ósmą placówkę i zatrudniliśmy
dodatkowo stu lekarzy - mówi Kapczyński. - Na specjalistę nie czeka
się dłużej niż dziesięć dni. A do internisty czy ginekologa można
dostać się tego samego dnia.
Rejestratorka w Izisie przy Marszałkowskiej, która nie chce podawać
nazwiska, już podaje mniej optymistyczne terminy. - Przychodzi coraz
więcej osób, coraz więcej odbieramy telefonów. Np. na kardiologa,
oczywiście niekoniecznie wybranego przez pacjenta, czeka się ok.
trzech tygodni.
Jeszcze gorzej jest, jeśli chcemy leczyć się u specjalisty. - Chodzę
do konkretnego ginekologa na ul. Chmielną - mówi Maria Marcinkowska.
Teraz, w maju, zaproponowano mi termin na 14 sierpnia.
- Do pierwszego lepszego ortopedy trafić można w ciągu tygodnia, ale
na dobrego specjalistę czeka się nawet kilka miesięcy - skarży się
czytelnik, który nie chce podawać nazwiska. - Jak w państwowej
służbie zdrowia. I w dodatku coraz więcej trzeba płacić - narzeka.
O 20 proc. drożej
Ceny rzeczywiście wzrosły. Jak podaje GUS, od początku roku za
wizytę u lekarza z drugim stopniem specjalizacji płaci się prawie o
20 proc. więcej. W przychodniach potwierdzają, że wizyty zdrożały o
10 - 20 zł. Więcej też płaci się za badania specjalistyczne, np. o
20 zł za echo serca. Również duże sieciowe placówki, np. EnelMed,
podają, że ceny podstawowych usług są o 10 zł droższe. Wizyta
kosztuje ok. 80 - 110 zł.
Pula lekarzy się wyczerpuje - czy to prywatnych, czy państwowych
- Ale pacjentów nie ubywa, a wręcz przeciwnie - mówi rejestratorka z
przychodni Hit Medica. - I coraz częściej przychodzą ludzie starzy,
którzy wydają u nas ostatnie pieniądze. Ale mówią, że jeszcze jest
tu trochę lepiej. Do ortopedy np. dostaną się wcześniej niż
państwowo - za pół roku.
Szefowie przychodni zwracają uwagę na jeszcze jedną przyczynę
wzrostu liczby pacjentów. - Są coraz bardziej świadomi i szukają
rzadkich specjalności, np. androloga, immunologa. I do nich, mimo
wysokich cen, też kolejki rosną - mówi szef Medicusa Marek Jarosz.
- Pryska mit, że w prywatnej służbie zdrowia zostaniemy załatwieni
szybciej i lepiej. Pula lekarzy się wyczerpuje - czy to prywatnych,
czy państwowych - podsumowuje szefowa Federacji Konsumentów
Małgorzata Niepokulczycka. Ale zaraz dodaje, że wydłużone
oczekiwanie na wizytę i wyższe ceny nie są wykroczeniem przeciw
konsumentom. - Wiedzą, że muszą zapłacić, wiedzą, ile będą czekać.
Mają wolny wybór - wyjaśnia.
- A lepiej nie będzie, bo już właściwie doszliśmy do ściany - mówi
pesymistycznie Szef Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie Andrzej
Włodarczyk. - Z jednej strony prywatnych pacjentów napędza niedobór
lekarzy. A z drugiej, pacjent wie, że wizyta prywatna to często
szansa, by dostać się potem do szpitala. To niestety smutna prawda -
dodaje. ("Życie Warszawy")
Po podwyższzeniu stawek w gabinecie nie zauważyłem spadku ilości
pacjentek,wręcz przeciwnie...