dradam121
26.06.08, 21:09
Jak tam czytam postingi na tym forum to sie zastanawiam nad niektorymi
informacjami.
Nie moge zrozumiec skad sie one wziely, ani jakie jest uzasadnienie istnienia
pewnych zjawisk.
Wyjechalem z Polski wiele lat temu, od wielu lat pracuje za granica i jest
moze cos, co umyka mej uwadze w Polsce, albo po prostu ja juz wielu spraw nie
moge pojac.
Kilka przyklad :
-zupelnie nie rozumiem skad sie wzielo to dawanie pieniedzy lekarzom rodzinnym
na oplacenie badan dodatkowych. Skoro NFZ pokrywa koszta badan to dlaczego nie
robi tego bezposrednio, zawierajac umowe z laboratorium ( rentgenem,MRI czy US
lab itp.)i placac za wykonana robote. Tyle ile wynosi zawarta umowa.
Wlaczanie w ta afere lekarzy rodzinnych wyglada tak, jakby NFZ nie umial
ustalic "open budget financing" i nie wiedzial jak sie placi , robiac przelew
lub wypisujac czek.
Wlaczenie w ta ofere lekarzy rodzinnych jest conajmniej ryzykowne. I zupelnie
nie rozumiem dlaczego lekarze sie na to zgadzaja. Zarzuty, ze przechwytuja oni
jakies pieniadze z tej kwoty sa moze idiotyczne, ale niestety moga byc
wysuwane . I jak sie nie musi (ze wzgledu na dobro pacjenta) to lepiej dla
nich aby sie lekarze rodzinni w ta afere nie wlaczali.
-inna kwestia jest zrobienie z lekarzy "psow lancuchowych", wprowadzajac
specjalne recepty i zmuszanie lekarzy do pilnowania uprawnien pacjentow do
znizek i naleznych dofinansowan. Skoro NFZ placi aptekarzowi okreslone kwoty
to jest kwestia i aptekarza i NFZ aby kwestie dofinansowan wyjasniac bezposrednio.
Ja wypisuje na karteczce papieru z moim nazwiskiem recepte nazwe leku (jako
recepte) i na tym sie moj udzial w tej aferze konczy. Jak pacjent trafi do
apteki to aptekarz ustala z ubezpieczeniem ile ma za przepisane lekarstwo
pacjent zaplacic i zalatwiaja ten problem miedzy soba.
Jeden jedyny wyjatek od tej reguly wystepuje wtedy gdy przepisuje narkotyk
(lub inny ostro kontrolowany lek). Ale wtedy tez mnie nie interesuja
pieniazki, ale to, aby lek wypisac wlasciwej osobie i aby nikt inny rak na np.
morfinie nie polozyl . Poza tym co i jak ja przepisze to jest moja broszka.
Jak chce zapisac pigulki antykoncepcyjne to moge to zrobic na rok. Moge nie
wypisywac nawet recepty, ale po prostu zatelefonowac do aptekarza i tez taka
"recepta" dziala bez problemow. Nawet jezeli jest na lekarstwo z dofinansowaniem.
Inny problem to tak zwane druki ZLA. Takie druki w Kanadzie nie istnieja. Jak
pacjent jest chory to dzwoni to to do pracodawcy i bierze sobie dni "wolne"
(chorobowe). Moze miec za nie zaplacone (jak mu umowa o prace na to pozwala),
albo moze miec za darmo. Zaleznie od ukladu.
Jak pracownik zbyt czesto choruje to najczesciej mu pracodawca za wysilki
podziekuje , o ile nie moze tolerowac z innych wzgledow).
Ale jezeli pracodawca chce miec dokument papierowy, ze pracownik jest chory i
niezdolny do pracy to takowy moge wystawic. A jakze. Tylko, ze ktos za to musi
mi zaplacic. Konkretnie miedzy 20 i 30 dolarow.
Wyjatek stanowia wypadki (accidents) zwiazane z praca. Ktore pokrywa Workers
Compensation Board. Ale oni placa automatycznie za kazdy taki przypadek od $30
do $45 tak zwanego "reporting fee", niezaleznie od oplaty za leczenie takiego
pacjenta.
Zueplnie nie rozumiem dlaczego wiec polscy lekarze wystawiaja te druki , i to
na dokladke, jak slyszalem, za darmo...
Liste tych nonsensow moglbym ciagnac dalej ,ale mysle, ze jak narazie to
postawilem sporo pytan. Mam nadzieje, ze mi ktos wytlumaczy, czy jest jakies
racjonalne wytlumaczenie na to co sie dzieje w Polsce.
Pozdrawiam
dradam