Dodaj do ulubionych

ciekawy artykuł

14.09.08, 17:14
miasta.gazeta.pl/krakow/1,42699,5687846,Prof__Julian_Aleksandrowicz__Nie_ma_nieuleczalnie.html

tym razem nie o lekarskich pensjach i furach, nie o pacjentach
którzy nie potrafią otworzyć drzwi do przychodni albo
szukają "jakiegoś" lekarza, nie o NFZ...

artykuł o postaci znanej, kontrowersyjnej. Kilka krakowskich, a
wręcz "krakówkowskich" smaczków.
Czy tez smaczków ogólnych, jak ten:

"Wierząc, że samopoczucie człowieka wpływa na jego zdrowie, leczył
swych pacjentów nie tylko farmaceutykami, ale również sztuką i
przyrodą. (...) Wokół swoich pacjentów skupił psychoterapeutów,
muzykoterapeutów, pedagogów, psychologów oraz wielu znanych
artystów - malarzy, rzeźbiarzy, aktorów. W tej Klinice aktorzy
czytali poezję i prozę, malarze wystawiali swe obrazy, odbywały się
koncerty kameralne. Chorzy także czynnie uczestniczyli w sztuce, na
miarę swych możliwości i uzdolnień, odbywały się zajęcia dla
pacjentów z zakresu estetyki, literatury, malarstwa, poezji. Sztuka
wydobywała chorych z izolacji, przywracała im nadzieję, łagodziła
cierpienie, wzmacniała do walki z chorobą (...)
Wiele się wówczas mówiło o tych niepospolitych metodach leczenia,
zresztą nie tylko w Krakowie, były na owe czasy bardzo nowoczesne.
Nie wszyscy jednak umieli docenić taką terapię i jej
twórcę, "dziwactwa" profesora Aleksandrowicza były też przedmiotem
ataków i kpin części środowiska medycznego"

Hehehe. NA OWE CZASY. One są nowoczesne i teraz, tzn. tzw.
holistyczne podejście nie jest żadnym novum, a liczne elementy
takiego paradygmatu są od dziesięcioleci uznane i udokumentowane,
ale w teorii. Praktyka jest inna.
Obecnie podobne dążenia też są przedmiotem ataków i kpin. Podobny
styl pracy istnieje owszem w placówkach Katedry i Kliniki
Psychiatrii, która też od dziesięcioleci wpisana jest w krakówkowsko-
mocno artystowski klimat z silną nutą bohemy i alternatywności; ale
tam łatwiej to przychodzi- same techniki terapeutyczne wręcz
zakładają kontakt z taką czy inną sztuką, oraz interdyscyplinarność.
Nowatorstwo metod profesora w działce somatycznej, jaką jest
hematologia, pozostaje nadal nowatorstwem.
Zastanawiam się - jak to jest? Bo Krakówek przecież sam wyznacza te
trendy niejakiej alternatywności i snobowania się na bohemę - tu
życie toczy się, a kontrakty, habilitacje, nominacje załatwiane są w
kłębach dymu tytoniowego w setkach knajp; tak było jest i będzie,
czasem poza rozmową w knajpie pomaga telefon z kurii. Profesorowie
to przyjaciele artystów (i to tych najbardziej niezależnych) itd.
itp. A równocześnie to samo środowisko jest bodaj najbardziej
skostniałe i konserwatywne. Iść na bibę z odjechanym artystą w
piątek wieczorem- to i panu profesorowi i pani docent się zdarza
(wręcz musi zdarzać do funkcjonowania w krakówku), ale
uznać "szerszy kontekst", w tym kontakt ze sztuką, jako metodę pracy
choćby z pacjentami, to i 50 lat temu, i teraz- rzadkość w krakówku.
Ciekawe.

Obserwuj wątek
    • maga_luisa Re: ciekawy artykuł 14.09.08, 17:52
      Trzeba być jednostką wybitną, żeby w naszej biologicznej medycynie funkcjonować
      w sposób holistyczny i prawdziwie humanistyczny.
      Lubię czytać Szczeklika , Katharsis polecam :-)
      • obs2 Re: ciekawy artykuł 14.09.08, 18:03
        > Lubię czytać Szczeklika

        dobry przykład na pozytywną "krakówkowość".
        Taką w najlepszym tego słowa znaczeniu. Postać wyjątkowa, bo łącząca
        krakowskie klimaty kawiarniano-kabaretowo-piwniczno-artystowskie z
        innowacyjnością, otwartością na świat. To rzadkie połączenie w
        ogóle, a w Krakowie wyjątkowe.
        I dobry przykład na poparcie moich tez z poprzedniej wypowiedzi.
        Też jest krytykowany i czasami wręcz małostkowo wyśmiewany. Za
        własnie ową szerokość spojrzenia i horyzontów.
        A przeciętny lekarz - przynajmniej w Krakowie - o "Katharsis" lub
        o "Kore" wypowiada się z nutką lekceważenia i z tym wściekle
        irytującym półuśmieszkiem, że to niby nie wiadomo o czym.
        Cieszę się Mago że wspomniałaś postać Pana Profesora.


        • maga_luisa Re: ciekawy artykuł 14.09.08, 19:26
          Smutne co piszesz... skojarzyło mi się z monologiem Salieriego w "Amadeuszu" :
          "Błogosławię wszystkie miernoty tego świata!"

          Niewykluczone, że sama jestem miernotą, ale szanuję takich, co ponad to wzlatują.
    • turpin może i ciekawy 14.09.08, 20:11
      Do leczenia nowotworów układu krwiotwórczego jest potrzebny 'szerszy kontekst',
      tylko trochę innego rodzaju: dobra diagnoza, właściwa decyzja, cytostatyki i
      czyste lub wręcz sterylne otoczenie. Blasty białaczkowe mnożą się niezleżnie od
      tego, co o nich myśli ich właściciel i jego lekarz. Albo od tego, że na ścianie
      wisi obrazek.

      Pamiętam dobrze krakowską Klinikę Hematologii z drugiej połowy lat
      osiemdziesiątych
      • maga_luisa Re: może i ciekawy 14.09.08, 20:27
        Nikt nie neguje znaczenia zaplecza diagnostycznego i terapeutycznego.
        Ale ja wcale nie jestem pewna, w przeciwieństwie do Ciebie, że : "Blasty
        białaczkowe mnożą się niezleżnie o
        > d
        > tego, co o nich myśli ich właściciel i jego lekarz."
      • obs2 Re: może i ciekawy 14.09.08, 20:37
        no właśnie.
        To "no właśnie" kieruję do tego, że Twoja Turpin wypowiedź jest
        klasyczną wypowiedzią z cyklu takich, co do których można na jednym
        oddechu odpowiedzieć: "masz rację. Ale nie masz racji".

        absolutnie się zgadzam z koniecznością technokratycznego postępu.
        Zgadzam się że Klinika Hematologii wyglądała tragicznie, i że
        Skotnickiemu zawdzięcza ona przyzwoity stan po remoncie.

        Ale: ten sam Skotnicki to również przede wszystkim
        zwolennik "szerokiego kontekstu".

        > lasty białaczkowe mnożą się niezleżnie od
        > tego, co o nich myśli ich właściciel i jego lekarz

        nie jestem pewien czy mamy wystarczające dowody na obronę takiej
        tezy. Nie głoszę tutaj modnych niegdyś tez o jakoby wyjątkowym
        wpływie kierunkowanej psychoterapii na funkcje limfocytów (miały one
        dostawać "kopa") czy innych komórek. Ale wiemy też że coś na rzeczy
        jest. To że się tego porządnie nie bada, to jeszcze nie powód by
        negować odwieczną obserwację, że pozytywne nastawienie pacjenta to
        ogromny atut w walce z chorobą i że statystycznie ci pozytywnie
        nastawieni przeżywają częściej. Owszem przełomu białaczkowego nie
        wyleczy anegdota profesora o jego niedawnym pijaństwie z jednym z
        czołowych malarzy, ani wystawa autorskich fotografii. Ale myślę że
        nie tylko nie przeszkodzi w leczeniu celowanym, ale może w nim pomóc.
        Nie wymagam od lekarza "anegdotyczności" umieszczonej w szerokim
        kontekście, nie wymagam żeby pacjentów po przeszczepie szpiku
        prowadzono w tanecznym korowodzie na krakowski rynek pod rzeźbę
        Skrzyneckiego, by w knajpce Vis-a-vis wychylili trzy kieliszki wina
        zaciągane fajeczką, prowadząc dyskusję o tym, czy tam gdzie teraz
        jest knajpa X, to przed wojną był skład Rosenbauma czy może jedna z
        piekarni Blumensteina, to wszystko oczywiście przy akompaniamencie
        nagrań muzyki z Piwnicy, z towarzyszącymi wspomnieniami prof. Orwid
        o tym jak awangardowo ubierała się młodzież z kliniki (prawie
        sąsiedniej) w latach 60.
        Ale tu i tam brakuje czasem takiego (no, prawie takiego) podejścia.

        > realny, nie kawiarniano-estradowy, postęp w hematologii dokonał
        > się gdzie indziej i do Krakowa przyszedł z opóźnieniem.

        to prawda.
        Tylko nie podoba mi się ta przeciwstawność.
        Nikt nie mówi, że klimat "kawiarniano-estradowy" w wykonaniu
        Aleksandrowicza, to był postęp w hematologii. Tak jak już dosłownie
        kawiarniano-estradowy aspekt życia profesora Szczeklika nikt przy
        zdrowych zmysłach nie nazywa postępem w internie, choć niewątpliwie
        nazwisko Szczeklika NALEŻY wiązać z postępem w internie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka