obs2
18.10.08, 08:39
W czwartek nastąpił kolejny pogrom internistów na egzaminie specjalizacyjnym.
Oczywiście, 47 % ocen niedostatecznych świadczy o jakości testu (nota bene 6
pytań ze 120 zostało unieważnionych w dniu egzaminu!).
Oczywiście, wiem jaka atmosfera towarzyszy temu zdawaniu, egzamin ten też
kiedyś zdawałem.
Oczywiście współczuję tym którzy polegli.
Ale poczytajcie komentarze chociażby na
www.mp.pl/kurier/index.php?aid=34249&c_all=1
Rozżalenie jest zrozumiałe, ale zastanawia jego skala i forma.
Nie przypomina wam to trochę uwag Szlachcica (którego w dalszym ciągu uważam
za niezwykle kontrowersyjnego forumowicza, ale takiego, którego uwagi CZASAMI
wnoszą ożywcze i zdrowe spojrzenie?), uwag dotyczących nieustannego mękolenia
i biadolenia polskich lekarzy?
Tak, powody są. Oczywiście. Zaistniało tu coś co można nazwać skrzywdzeniem
zdających, i nie po raz pierwszy. Wszystko prawda.
Ale na litość, ci zdający to 30- czy 40-letni ludzie!!!
Wykonujący zawód wymagający ogromnej dojrzałości i siły.
Niezdanie egzaminu specjalizacyjnego to duża przykrość.
Ale co innego konstruktywne głosy o protestach, zainteresowaniu mediów sprawą
itp., co innego użalanie się w stylu "jak to, MI nie pozwolono zdać?".
Oczywiście to nie dosłowny cytat, ale taki jest wydźwięk niejednej wypowiedzi.
Niestety Szlachcic (i nie tylko on) ma czasem rację.
CZĘŚĆ (potwarzam, CZĘŚĆ) polskich lekarzy chce mieć wszystko podane na tacy z
argumentacją: bo tak, bo panu lekarzowi się należy.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem po stronie konstruktorów egzaminu.
Zdałem go, ale nie było łatwo a stres przekraczał miary akceptowalne dla
takich sytuacji (w końcu zdawałem w zyciu dziesiątki egzaminów i coś wiem o
sytuacji egzaminu). Niemniej jednak, wadliwość egzaminu to jedno, a przesadne
reakcje, to drugie.