obs2
21.06.09, 09:38
Ferment humanistycznie modyfikowanego przekazu marketingowego, jaki ostatnio
szczęśliwie pojawił się na tym forum, dał mi motywację do przemyśleń.
Było ciężko z tym myśleniem - organ nieużywany zanika - ale spróbowałem.
Przeczytałem mianowicie kolejny raz wnikliwie tekst przyrzeczenia lekarskiego:
on bowiem wydaje mi się tu kluczowy, jest co prawda lakoniczny, ale wyjątkowo
treściwy, a ponadto - jest przyrzeczeniem i jako taki wiąże nas i zobowiązuje.
I niewątpliwie pewne sprawy do myślenia dają.
"Służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu".
w powiązaniu np. z "według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i
zapobiegać chorobom" oraz "obowiązki te sumiennie spełniać".
Czy nie jest przypadkiem tak - pozwolicie, że odniosę się do powyższych
strzelistych deklaracji na konkretnym, znanym tu dobrze przykładzie - że
chirurga mającego do czynienia z opuchniętą ręką, przy podejrzeniu urazu
tejże, odsyłającego pacjentkę do innego lekarza, można i osądzić jako
łamiącego przyrzeczenie, jak i jako wypełniającego je bez zarzutu?
Nie chodzi mi przy tym o prosty, odwieczny i nierozwiązywalny problem
stwierdzeń ogólnych i uniwersalnych (a z takich stwierdzeń wyłącznie składa
się przyrzeczenie)- zawartych w danym akcie, a nie uszczegółowionych w innych,
albo uszczegółowionych tak, że w zasadzie (albo lepiej- biorąc literalnie)-
podważają akt wyższy, bowiem sprowadzają do poziomu życia, do poziomu
realności, nierealne a łatwe do napisania i ładnie brzmiące założenia aktu
ogólnego.
To też.
Niemniej jednak- na ile (wiem że są tu tacy, co powiedzą, że "na wiele") - na
ile zatem tzw. ludzka przyzwoitość może być tu wyznacznikiem? Oczywiście -
musi być, ale mi chodzi bardziej o wyznacznik oceny już zaistniałego
postępowania, niż o ogólnie wyznacznik jakim kierować się musi każdy lekarz w
spełnianiu niemożliwego (bo literalne spełnianie przyrzeczenia lekarskiego
jest niemożliwe, podobnie jak dla chrześcijanina niemożliwe jest literalne
wypełnianie przykazań boskich itp).
Mamy przyrzeczenie. Mamy tzw. przyzwoitość, zasady postępowania "godne
człowieka", wpojone nam tak czy inaczej. Każdy swoje, każdy inne. I tu nie ma
problemu. Bo każdy wg SWOICH, wpojonych zasad, wybiera drogę. Będzie rozliczony.
I tu problem. Moment rozliczenia.
Czy nie ma czegoś przerażającego w fakcie, że każdy będzie rozliczony przez
innych - tych którzy swoją interpretację tego samego ogólnego aktu - np.
przyrzeczenia lekarskiego - opierać będą na SWOICH systemach wartości, na
swoim widzimisię czym jest "godna postawa".