Dodaj do ulubionych

zrozumieć

21.06.09, 09:38
Ferment humanistycznie modyfikowanego przekazu marketingowego, jaki ostatnio
szczęśliwie pojawił się na tym forum, dał mi motywację do przemyśleń.
Było ciężko z tym myśleniem - organ nieużywany zanika - ale spróbowałem.
Przeczytałem mianowicie kolejny raz wnikliwie tekst przyrzeczenia lekarskiego:
on bowiem wydaje mi się tu kluczowy, jest co prawda lakoniczny, ale wyjątkowo
treściwy, a ponadto - jest przyrzeczeniem i jako taki wiąże nas i zobowiązuje.
I niewątpliwie pewne sprawy do myślenia dają.

"Służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu".
w powiązaniu np. z "według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i
zapobiegać chorobom" oraz "obowiązki te sumiennie spełniać".

Czy nie jest przypadkiem tak - pozwolicie, że odniosę się do powyższych
strzelistych deklaracji na konkretnym, znanym tu dobrze przykładzie - że
chirurga mającego do czynienia z opuchniętą ręką, przy podejrzeniu urazu
tejże, odsyłającego pacjentkę do innego lekarza, można i osądzić jako
łamiącego przyrzeczenie, jak i jako wypełniającego je bez zarzutu?
Nie chodzi mi przy tym o prosty, odwieczny i nierozwiązywalny problem
stwierdzeń ogólnych i uniwersalnych (a z takich stwierdzeń wyłącznie składa
się przyrzeczenie)- zawartych w danym akcie, a nie uszczegółowionych w innych,
albo uszczegółowionych tak, że w zasadzie (albo lepiej- biorąc literalnie)-
podważają akt wyższy, bowiem sprowadzają do poziomu życia, do poziomu
realności, nierealne a łatwe do napisania i ładnie brzmiące założenia aktu
ogólnego.
To też.
Niemniej jednak- na ile (wiem że są tu tacy, co powiedzą, że "na wiele") - na
ile zatem tzw. ludzka przyzwoitość może być tu wyznacznikiem? Oczywiście -
musi być, ale mi chodzi bardziej o wyznacznik oceny już zaistniałego
postępowania, niż o ogólnie wyznacznik jakim kierować się musi każdy lekarz w
spełnianiu niemożliwego (bo literalne spełnianie przyrzeczenia lekarskiego
jest niemożliwe, podobnie jak dla chrześcijanina niemożliwe jest literalne
wypełnianie przykazań boskich itp).

Mamy przyrzeczenie. Mamy tzw. przyzwoitość, zasady postępowania "godne
człowieka", wpojone nam tak czy inaczej. Każdy swoje, każdy inne. I tu nie ma
problemu. Bo każdy wg SWOICH, wpojonych zasad, wybiera drogę. Będzie rozliczony.
I tu problem. Moment rozliczenia.
Czy nie ma czegoś przerażającego w fakcie, że każdy będzie rozliczony przez
innych - tych którzy swoją interpretację tego samego ogólnego aktu - np.
przyrzeczenia lekarskiego - opierać będą na SWOICH systemach wartości, na
swoim widzimisię czym jest "godna postawa".
Obserwuj wątek
    • slav_ Re: zrozumieć 21.06.09, 10:08
      Przykro mi obs, ale po przeczytaniu powyższego tekstu jedyne co przychodzi mi do
      głowy to rosyjskie powiedzenie (przepraszam za brak czcionek):

      "Biez wodki nie razbieriosz".
    • maga_luisa Re: zrozumieć 21.06.09, 10:09
      obs2 napisał:

      Dziękuję Ci obs za ten post.
      Poruszyłeś w nim kwestię zwykłej ludzkiej przyzwoitości, o której czasem wstyd
      mówić, ale której niestety często niektórym z nas brakuje. Być może, można by ją
      zastąpić do pewnego stopnia szkoleniem w zakresie psychologii i technik
      marketingowych, ale niestety jak wiemy, nasze pokolenie tego nie dostąpiło i
      jeśli dostąpi, to za własne pieniądz. Raczej byliśmy zawsze obiektem zupełnie
      odwrotnego, podprogowego anty-szkolenia - pracuj jak najmniej, bo i tak nikt Cię
      za nadludzkie wysiłki w żaden sposób nie wynagrodzi. Trzeba było mieć dużo siły,
      żeby temu anty-szkoleniu się przeciwwstawić, jednocześnie pozostając w systemie
      (motywacja nieistotna) - i nieskromnie powiem, że udało się to i Tobie, i mnie.
      Mam jednak pełną świadomość, że mogłoby być w moim przypadku zupełnie inaczej,
      gdyby w swoim czasie mój mąż nie "sprzedał się" firmie farmaceutycznej i jako
      przedstawiciel medyczny nie zapewnił nam w miarę dobrych warunków życia.



      > I tu problem. Moment rozliczenia.
      > Czy nie ma czegoś przerażającego w fakcie, że każdy będzie rozliczony przez
      > innych - tych którzy swoją interpretację tego samego ogólnego aktu - np.
      > przyrzeczenia lekarskiego - opierać będą na SWOICH systemach wartości, na
      > swoim widzimisię czym jest "godna postawa".

      Trudno, Obs. Z tym się po prostu trzeba pogodzić, i traktować to z "dzikim tao";-)

      "Boże daj mi pokorę, żebym pogodził się z tym czego nie mogę zmienić"\

      I róbmy swoje.
      • obs2 Re: zrozumieć 21.06.09, 10:28
        > Trudno, Obs. Z tym się po prostu trzeba pogodzić, i traktować to z "dzikim tao"

        Zapewne. Pogodzony jestem, ale próbuję rozstrzygnąć czy rozłożenie akcentów jest
        prawidłowe. Próbuję odnieść do swojego systemu wartości tą wiedzę o innych
        systemach wartości (dotyczących tego samego - etyki lekarskiej), wiedzę którą
        powziąłem choćby na tym forum.
        Zestawienie takie nie daje optymistycznych wniosków co do możliwości zrozumienia
        tego. Sam fakt rozbieżności czy konfliktowości zestawienia nie jest niczym
        zaskakującym. Wnioski jednak wynikające z istnienia konfliktu - już tak.

        > Raczej byliśmy zawsze obiektem zupełnie odwrotnego, podprogowego
        > anty-szkolenia - pracuj jak najmniej, bo i tak nikt Cię
        > za nadludzkie wysiłki w żaden sposób nie wynagrodzi.

        A ja mam wrażenie że nie było ono podprogowe. Wręcz całkiem jawne.
        Pamiętam - i stale daję ten przykład- że na stażach do specjalizacji, im kto
        wyżej stał w hierarchii, tym bardziej uprawiał to co zostało nazwane tu
        ping-pongiem. Tyle że tam nie chodziło o odsyłanie do kolegów pacjenta pod
        jakimkolwiek pretekstem, żeby koledzy nabijali sobie pulę wizyt, tylko o to, by
        przedłużyć moment wypisu pacjenta. Nie zapomnę radości pani adiunkt na pewnej
        internistycznej klinice, gdy pacjent, hospitalizowany miesiąc, zgłosił ból głowy
        - a planowany był do wypisu. Pani adiunkt z rozpromienionym obliczem
        zaordynowała "no, doskonale. Proszę bardzo. TK głowy, neurolog". Tak naprawdę
        ból głowy był raczej z gatunku "zwykłego" bólu głowy i tabletka apapu pewnie by
        pomogła.
        Przykład szczególny, ale nie jedyny.
        Lekarz który próbuje robić inaczej, dostaje szereg dobrych rad, często dawanych
        z autentycznej troski. Rady te idą mniej więcej w tym kierunku: a weź go poślij,
        niech go jeszcze zobaczy kardiolog (neurolog, reumatolog, chirurg, dermatolog).
        Zobacz, pani adiunkt się nie pierniczy tylko konsultuje. Babka ma 3
        specjalizacje i habilitację w toku, uczy od lat, leczy od lat, a popatrz ile ona
        konsultuje, ile zleca.
        Takie wzorce idą od 3 roku studiów (początek zajęć klinicznych) przez studia,
        staż, specjalizację - a potem ? Potem to już się uczy tego innych.

        > Mam jednak pełną świadomość, że mogłoby być w moim przypadku
        > zupełnie inaczej, gdyby w swoim czasie mój mąż nie "sprzedał się"
        > firmie farmaceutycznej i jako przedstawiciel medyczny nie
        > zapewnił nam w miarę dobrych warunków życia.

        A ja - no cóż- samodzielnie utrzymuję rodzinę, planuję kolejną specjalizację, a
        na dodatek muszę jeszcze wysłuchiwać, że chirurg ogólny jest winien braku
        terminów u ortopedy ;-).

        • iza42 Re: zrozumieć 21.06.09, 13:07
          Obs, dobrze ze podjales ten nielatwy temat. Jak widac wbrew temu co sie pisze tu
          i gdzie indziej wsrod lekarzy nie brakuje ludzi z sumieniem. Kwestia samego
          problemu odpowiedzialnosci za pacjenta uswiadomila mi, ze w Polsce nie jest to
          sprawa prosta. Dlaczego tak jest nie rozumiem, chyba za bardzo odbieglam od
          tego co sie w kraju dzieje, nie bardzo wiem dlaczego takim wielkim problemem w
          Polsce jest wziecie na siebie odpowiedzialnosci za leczenie, nie wiem rowniez
          dlaczego piszesz, ze kazdy lekarz ma kierowac sie w decyzjach swoja wlasna
          etyka, zamiast na przyklad stosowac sie do standardow leczenia. Nie rozumiem
          tego wszystkiego. Mysle, ze takie problemy po prostu musza byc zglaszane przez
          lekarzy i musza byc przedmiotem odpowiedniego szkolenia po to aby system mogl
          funkcjonowac bardziej efektywnie i bezpiecznie dla pacjentow.
          • obs2 Re: zrozumieć 21.06.09, 13:13
            > nie wiem rowniez dlaczego piszesz, ze kazdy lekarz ma kierowac sie w
            > decyzjach swoja wlasna etyka, zamiast na przyklad stosowac sie do
            > standardow leczenia.

            Ja też nie wiem dlaczego tak piszę.
            Piszę tak, bo siedzę w kraju w którym nie ma standardów leczenia.
            Ale DLACZEGO muszę tak pisać - nie wiem więc Ci nie odpowiem.
            No chyba że lekarze poza tym że są odpowiedzialni za brak terminów u innych
            lekarzy, są odpowiedzialni również za brak standardów (mówię o szeregowych
            lekarzach).
            Wniosek: jedyne co odpowiedzialne, to wyjechać do krajów gdzie są standardy.
            Ale jak chcemy wyjechać, to słyszymy że mamy oddać za studia.

            Nie rozumiem wobec powyższego również i tego: dlaczego kiedy niewielki śladzik
            frustracji ze mnie lub z kogoś innego tu wypłynie, obserwowane jest wielkie
            zdziwienie i oburzenie (np. na brak kropkowania pewnych słów).
          • loraphenus Re: zrozumieć 21.06.09, 13:14
            iza42 napisała:


            > tego wszystkiego. Mysle, ze takie problemy po prostu musza byc zglaszane przez
            > lekarzy i musza byc przedmiotem odpowiedniego szkolenia po to aby system mogl
            > funkcjonowac bardziej efektywnie i bezpiecznie dla pacjentow.


            Ha ha ha - komu mają być zgłaszane niby?

            Izby lekarskie interesuje comiesięczny haracz 40zł od każdego lekarza i udawanie
            że cokolwiek się robi...poprzez wydawanie kolorowej gazetki, w której lekarz
            może dowiedzieć się, jak to lokalni towarzysze z Okręgowej Izby lekarskiej
            (lokalnego KC PZPR) mieli przy okazji zlotu prezydium turniej krykieta, w którym
            to podczas uroczystego gremium....

            Wydziały Zdrowia Urzędów Marszałkowskich czy NFZ albo Ministwerstwo -a pisz
            sobie Pani na Berdyczów.

            Żyjesz w odmiennej rzeczywistości, gdzie za brak standardów i anarchię poleciały
            by głowy. W Polsce jest wdupiemanizm i totalny tumiwisizm. Lekarze są od
            leczenia a nie od zmian urzędniczych i systemowych.

            • obs2 Re: zrozumieć 21.06.09, 13:16
              > Lekarze są od leczenia a nie od zmian urzędniczych i systemowych.

              A jednak, jeżeli chirurg odsyła do ortopedy pacjentkę z podejrzeniem urazu
              narządu ruchu, to zbiera cięgi za brak terminów u ortopedy.
          • slav_ Re: zrozumieć 21.06.09, 13:39
            > tego co sie w kraju dzieje, nie bardzo wiem dlaczego takim wielkim problemem w
            > Polsce jest wziecie na siebie odpowiedzialnosci za leczenie

            Wzięcie przez lekarza "odpowiedzialności za leczenie" to jednocześnie wzięcie (osobiście) odpowiedzialności za problemy wynikające ze złego funkcjonowania systemu. Poza tym polskie prawo jest tak skonstruowane że lekarz musi być NIEOMYLNY. Pomyłka diagnostyczna (nie wynikająca z zaniedbania) lub nawet jej podejrzenie może być ścigana przez prokuraturę jak przestępstwo przeciw zdrowiu i życiu. Tę drogę najczęściej wybierają pacjenci i ich rodziny. To nie jest postępowanie zawodowe czy odszkodowawcze tylko karne (kryminalne) prowadzone z urzędu przez prokuraturę.

            > dlaczego piszesz, ze kazdy lekarz ma kierowac sie w decyzjach swoja wlasna
            > etyka, zamiast na przyklad stosowac sie do standardow leczenia.

            To proste.
            Standardów nie ma a te wprowadzane pseudostandardy nie mają pokrycia finansowego i organizacyjnego.
            Na przykład piszemy że przy spełnionych kryteriach a, b i c należy wykonać MRI. Ale dajemy na to (przy szacowanych potrzebach) 25% potrzebnych pieniędzy. Decyzję o tym którym pacjentom wykonać badanie pozostawiamy "etyce lekarza". Zdecydowanie taniej wychodzi, gadanie o etyce nie kosztuje nic.
            • aristokratos Re: zrozumieć 25.06.09, 15:15
              no wlasnie... odpowiedzialnosc karna lekarzy za czyny nieumyslne
              jest skandaliczna: do paki razem z prawdziwymi kryminalistami,
              natychmiast!
              zreszta nawet i tak zwane sciganie korupcji nie powinno polegac na
              przesladowaniu lekarzy
              pewnego mojego kolege kosztowalo to zalamanie nerwowe: za niewinnosc
              (ostateczny zarzut opiewal na 40 zl) siedzial 2 tygodnie w areszcie
              towarzystwo kryminalistow - tych prawdziwych - tak na niego
              wplynelo, ze po tej przygodzie powiedzial i ja mu wierze, iz w razie
              nastepnego zatrzymania popelnilby samobojstwo
              dodam, ze w trakcie tych 2 tygodni nie byl ani razu przesluchiwany
    • slav_ Re: zrozumieć 21.06.09, 13:19
      > Czy nie ma czegoś przerażającego w fakcie, że każdy będzie rozliczony przez
      > innych - tych którzy swoją interpretację tego samego ogólnego aktu - np.
      > przyrzeczenia lekarskiego - opierać będą na SWOICH systemach wartości, na
      > swoim widzimisię czym jest "godna postawa".

      Nie sądzę by było to "przerażające".
      A może raczej - jeśli to jest "przerażające" to w zasadzie przerażające jest całe życie :-)

      Bo przecież takim - ułomnym (nie w sensie pejoratywnym) - ocenom podlegamy przez całe życie i to w każdym aspekcie.

      Być może ocena lekarzy jest specyficzna bo przykładana do jakiegoś niedoścignionego wzorca (a raczej wzorców) kreowanych dawniej przez tradycję i "tajemnicę" związaną z wykonywaniem tego zawodu a obecnie (bez likwidacji tych tych starych wzorców!) nakłada się na to ta cała papka generowana głównie przez media i specjalistów od reklamy sprzedających nieśmiertelność. Daje to niezłą mieszankę piorunującą - oczyścicie próba spełnienia opartych na tym oczekiwań jest całkowicie skazana na niepowodzenia. A oczekiwania te są z abstrakcyjnych wyobrażań przenoszone (czasem automatycznie wraz z oczekiwaniami) na jednostkową relacje lekarz - pacjent.

      Tylko czy rzeczywiście należy próbować je spełniać albo nadmiernie przejmować opinia o "niespełnianiu" ? Według mnie to droga donikąd, najwyżej do załamania psychicznego.

      Nie ma recepty, przynajmniej ja jej nie znam.
      Na swój własny użytek - uważam że trzeba się starać być DOSTATECZNIE DOBRYM lekarzem (zawodowo) i zachowywać się przyzwoicie względem innych według własnego sumienia.
      A ocena wystawiana przez innych ?
      Nigdy nie będzie taka dobra jak byśmy chcieli :-)
      • obs2 Re: zrozumieć 21.06.09, 14:18
        > A może raczej - jeśli to jest "przerażające" to w zasadzie
        > przerażające jest całe życie :-)

        niewątpliwie jest. Nikt się tu nie prosił, z zetknięcia dwóch - niby nie
        przypadkowych, ale różnie bywa- materiałów genetycznych powstaje istota, od
        której się od pierwszych lat czegoś wymaga, która doświadcza bólu i cierpienia,
        a w końcu umiera.
        I nie to jest najgorsze. Najgorsze, że nie wiadomo po co to wszystko?
        Mnie to przeraża gdzieś od 7, 8 roku życia.

        Mówiąc o przerażeniu, miałem na myśli także i to że wykonywanie zawodu lekarza
        to kłopoty kompletnie inne od tych jakich się spodziewa przeciętny adept zawodu.
        Otóż, większość ludzi idących na medycynę to albo dzieci lekarzy, albo ludzie
        dorastający w otoczeniu gdzie jest wielu lekarzy. U mnie było to drugie. Więc
        niby "dobrze wiedziałem". Lekarze przekazują swym młodszym kolegom, nawet na
        etapie dopiero co po egzaminie wstępnym na medycynę, wiele rad i ostrzeżeń. Ale
        te ostrzeżenia oscylują wokół trudnych pamięciowych studiów, niskich zarobków,
        niskiego prestiżu zawodu. Potem okazuje się, że problem leży gdzie indziej. I
        nie jest tak, że leży on gdzie indziej dla jednostek - nie, on jest wspólny dla
        środowiska. I środowisko o tym wie, a jednak straszy raczej podręcznikiem anatomii.
        Czemu?
        Czy dlatego, że 18 latek nie zrozumie?
        Czy dlatego, że lekarze sami choć czują że coś jest nie tak - nie potrafią tego
        nazwać, zwerbalizować?

        Nie nauka jest problemem. Nie noce i święta w pracy są problemem. Nie zmęczenie
        jest problemem. Nie małe zarobki są problemem.
        Problemem jest wszechogarniający burdel, sprzeczne przepisy bądź ich brak,
        sprzeczne wymogi bądź ich brak, brak systemowego umocowania podmiotowości
        pacjenta, i konieczność funkcjonowania w tym z dnia na dzień. O tym się nie mówi
        ani na studiach, ani po nich - tego się człowiek uczy dopiero w toku pracy.
        I tu przychodzi moment na wspomniane przerażenie.
        Bowiem, gdyby było to tak proste, że grupa ludzi ocenia lekarza, który - dajmy
        na to - zabił, to OK. Otóż jest bardzo silna i zakorzeniona norma moralna by nie
        zabijać. Jest niewiele wokół tego kontrowersji. System moralny większości się tu
        zdecydowanie pokrywa.
        Jest w ogóle jakakolwiek logiczna przesłanka do wyrokowania. Jest wspólna
        płaszczyzna. Łatwo o wspólne oceny.

        Ale to się zdarza rzadko.
        A teraz: lekarz "odsyła" pacjentkę do innego lekarza - w imię merytorycznej oceny.
        Jak sprowadzić ocenę tego na jedną płaszczyznę?
        Z punktu widzenia: pacjenta który zna uwarunkowania. Z punktu widzenia pacjenta
        który nie zna uwarunkowań bądź ma je gdzieś (i ma prawo). Z punktu widzenia
        lekarza - odźwiernego systemu, któremu system przeszkadza. Z punktu widzenia
        lekarza- odźwiernika systemu, któremu system przeszkadza częściowo. W
        większości. Całkowicie. Który jest wrogiem systemu i właśnie z niego odchodzi.
        Który jest wrogiem systemu ale nie odchodzi. Który jest wrogiem systemu ale nie
        widzi dla siebie innej szansy. Z punktu widzenia kontrolera NFZ. Z punktu
        widzenia recepcjonistki przychodni do której pacjent trafia.
        Z punktu widzenia kontrolera organu założycielskiego. Z punktu widzenia doradcy
        autorów rozporządzeń. Z punktu widzenia opiekuna klienta w towarzystwie
        ubezpieczeniowym. Z punktu widzenia lekarza orzecznika ZUS......

        Ej, panowie, ubrani na biało, czemu wkładacie moje ręce w taki dziwny kaftan????????

        • slav_ Re: zrozumieć 21.06.09, 15:04
          > Ej, panowie, ubrani na biało, czemu wkładacie moje ręce w taki dziwny kaftan???
          > ?????

          Spokojnie, po prostu na rollercoasterze trzeba być dobrze przymocowanym by nie
          wypaść gdy się wisi głowa w dół... :-)
        • iza42 Re: zrozumieć 21.06.09, 23:12
          obs2 napisał:

          >.
          > Problemem jest wszechogarniający burdel, sprzeczne przepisy bądź ich brak,
          > sprzeczne wymogi bądź ich brak, brak systemowego umocowania podmiotowości
          > pacjenta, i konieczność funkcjonowania w tym z dnia na dzień. O tym się nie mów
          > i
          > ani na studiach, ani po nich - tego się człowiek uczy dopiero w toku pracy.
          > I tu przychodzi moment na wspomniane przerażenie.

          az: lekarz "odsyła" pacjentkę do innego lekarza - w imię merytorycznej oce
          > ny.
          > Jak sprowadzić ocenę tego na jedną płaszczyznę?
          > Z punktu widzenia: pacjenta który zna uwarunkowania. Z punktu widzenia pacjenta
          > który nie zna uwarunkowań bądź ma je gdzieś (i ma prawo). Z punktu widzenia
          > lekarza - odźwiernego systemu, któremu system przeszkadza. Z punktu widzenia
          > lekarza- odźwiernika systemu, któremu system przeszkadza częściowo. W
          > większości. Całkowicie. Który jest wrogiem systemu i właśnie z niego odchodzi.
          > Który jest wrogiem systemu ale nie odchodzi. Który jest wrogiem systemu ale nie
          > widzi dla siebie innej szansy. Z punktu widzenia kontrolera NFZ. Z punktu
          > widzenia recepcjonistki przychodni do której pacjent trafia.
          > Z punktu widzenia kontrolera organu założycielskiego. Z punktu widzenia doradcy
          > autorów rozporządzeń. Z punktu widzenia opiekuna klienta w towarzystwie
          > ubezpieczeniowym. Z punktu widzenia lekarza orzecznika ZUS......

          Sytuacjia nie musi byc az tak skomplikowana. Nie mamy obowiazku brac na siebie
          wszystkich punktow widzenia raczej kierowac sie dobrem pacjenta i starac sie
          pracowac najlepiej jak mozna w danej sytuacji. Nikt nie dziala w idealnych
          warukach. Wiele decyzji wiec opiera sie na tym co mozna zrobic w tej sytuacji w
          jakiej jestesmy. Stad wymog aby dobrze orientowac sie w rzeczywistosci raczej
          niz martwic sie, ze ktos inny mysli inaczej.

          Mnie natomiast zastanowl ponizszy fragment.
          > Raczej byliśmy zawsze obiektem zupełnie odwrotnego, podprogowego
          > anty-szkolenia - pracuj jak najmniej, bo i tak nikt Cię
          > za nadludzkie wysiłki w żaden sposób nie wynagrodzi.

          A ja mam wrażenie że nie było ono podprogowe. Wręcz całkiem jawne.
          Pamiętam - i stale daję ten przykład- że na stażach do specjalizacji, im kto
          wyżej stał w hierarchii, tym bardziej uprawiał to co zostało nazwane tu
          ping-pongiem. Tyle że tam nie chodziło o odsyłanie do kolegów pacjenta pod
          jakimkolwiek pretekstem, żeby koledzy nabijali sobie pulę wizyt, tylko o to, by
          przedłużyć moment wypisu pacjenta. Nie zapomnę radości pani adiunkt na pewnej
          internistycznej klinice, gdy pacjent, hospitalizowany miesiąc, zgłosił ból głowy
          - a planowany był do wypisu. Pani adiunkt z rozpromienionym obliczem
          zaordynowała "no, doskonale. Proszę bardzo. TK głowy, neurolog". Tak naprawdę
          ból głowy był raczej z gatunku "zwykłego" bólu głowy i tabletka apapu pewnie by
          pomogła.

          Zakladajac, ze to co piszesz jest prawda skad sie bierze taki strach przed
          odpowiedzialnoscia i odbijanie pilki? czy jest to wzorzec postawy, ktora lekarz
          obowiazany jest wcielac w zycie?
          W imie czego? Nie pisze tego aby pietnowac, po prostu nie rozumiem tego.
        • aristokratos Re: zrozumieć 25.06.09, 15:17
          dobre,
          ludzie maja w ogole tendencje do sadzenia innych, a juz osadzanie
          lekarzy w Polsce jest szczegolnie trendy
          nic nie zastapi naszego indywidualnego osadu sumienia
    • andnow2 Takie pytanie na marginesie 22.06.09, 05:07
      obs2 napisał:

      > I tu problem. Moment rozliczenia.
      > Czy nie ma czegoś przerażającego w fakcie, że każdy będzie
      > rozliczony przez innych - tych którzy swoją interpretację tego
      > samego ogólnego aktu - np. przyrzeczenia lekarskiego - opierać
      > będą na SWOICH systemach wartości, na swoim widzimisię czym
      > jest "godna postawa".


      Czy tak fundamentalnych kwestii, jak znaczenie przysięgi lekarskiej,
      nie należałoby rozstrzygać przed jej złożeniem?
      • obs2 Re: Takie pytanie na marginesie 22.06.09, 14:56
        > Czy tak fundamentalnych kwestii, jak znaczenie przysięgi
        > lekarskiej, nie należałoby rozstrzygać przed jej złożeniem?

        Składa się ją przed rozpoczęciem pracy.
        I okazuje się, że fundamentalnie rozstrzygnięte kwestie trzeba
        fundamentalnie rozstrzygać na nowo, bo wszystko jest nie tak jak
        mówili rodzice lekarze, koledzy lekarze, asystenci lekarze,
        profesorowie lekarze....
        • andnow2 MożeTrzeba było wcześniej postawić sprawę naForum? 22.06.09, 20:00
          obs2 napisał:

          > I okazuje się, że fundamentalnie rozstrzygnięte kwestie trzeba
          > fundamentalnie rozstrzygać na nowo, bo wszystko jest nie tak jak
          > mówili rodzice lekarze, koledzy lekarze, asystenci lekarze,
          > profesorowie lekarze....


          To taka konkluzja na szybko.

          Ale ogólnie uważam, że wątek założyłeś ciekawy i chętnie tu wrócę
          przy odrobinie większej ilości czasu.
          • obs2 Re: MożeTrzeba było wcześniej postawić sprawę naF 22.06.09, 20:38
            kiedy zaczynałem pracę, kiedy składałem przyrzeczenie, nie istniało forum.
            Poza tym - gdyby naprawdę fundamentalnie przemyśleć przyrzeczenie i realia pracy
            w Polsce, nie wiem czy znalazłbyś pięciu lekarzy którzy mogą powiedzieć:
            1. przestrzegam przyrzeczenia.
            2. dalej pracuję w Polsce.
    • samanta5 Re: zrozumieć 22.06.09, 10:33
      Włos się po prostu jeży na głowie a oczy wychodzą z orbit ze
      zdumienia, gdy czyta się takie odkrywcze teksty jak Twój. Bo wynika
      z nich, że lekarz nie powinien leczyć tylko odsyłać i deliberować
      czy owe odsyłanie ma sens czy też nie.
      Rozumowanie jest tu proste i tego chyba należy się trzymać, że
      jeżeli wykonujesz zawód lekarza, czyli leczysz, to nabywasz praktyki
      i umiejętności oraz dochodzisz także do, wydaje się tutaj
      nieosiągalnej, sztuki stawiania diagnozy. Pacjenci walą do Ciebie
      drzwiami i oknami a Ty opływasz w dostatki oraz czerpiesz z pracy
      satysfakcję. Natomiast jeżeli nie leczysz, nie tylko nie edukujesz
      sie w swoim zawodzie ale jeszcze zapominasz to, co włożone Ci do
      głowy w czasie dość długiej nauki.
      Jeżeli natomist masz aspiracje zostać gwiazdą forum, to wprawiasz
      się w stylu górnolotnym, zawierającym max słow a min treści. Może on
      być zabawny dla lekarza, który ma aspiracje uchodzić za trefnisia
      ale dla nikogo więcej, no....chyba, że dla jemu podobnych.
      • maga_luisa Re: zrozumieć 22.06.09, 10:45
        omojboze
        Pozostaje nam trefnisiom podziękować ci za tę zwięzłą definicję właściwego
        wykonywania naszego zawodu
        Wreszcie ktoś otworzył mi oczy
        Teraz już będę uczciwie leczyć pacjentów a nie rozważać jakieś dwuznaczności

        A czym Ty się samanto zajmujesz?
        • samanta5 Re: zrozumieć 22.06.09, 10:52
          Cieszy mnie Mega_luiso Twoja gotowość do zrozumienia i przede
          wszystkim, działania. Z jakiej przyczyny załamujesz tak ręce?

          > A czym Ty się samanto zajmujesz?

          Nie śmiem wspomnieć o mojej plebejskiej profesji. Gdzież mi do
          światłych tego forum.
      • cccykoria Re: zrozumieć Samanto 22.06.09, 12:11
        Po krotce opisze.Mama hospitalizowana z powodu anemii(6,4)
        Wszystkie badania oki.Pobrano szpik(wczesniej podano
        krew) ,czekanie na wynik i wreszcie przyszedl-oki.Co jest
        przyczyna ?Gdy poprosilam dr ,aby zrobili rtg barku(jedynej
        sprawnej reki) uslyszalam odp ,dlaczego MY pracujemy za
        rodzinnych? Nie komentowalam tego ,tylko dalej prosilam

        Final taki odnosnie reki patologiczne zlamanie czy
        zwyrodnienia? ,a moze zmiany nowotworowe(bylo tez takie
        podejrzenia) ,oczywiscie konsultacja ortopedyczna -brak
        skirowania .Co bys zrobila? Dzwonila do rzecznik ,czy poszla
        prywatnie ,ja wybralam druga opcje i zaplacilam i wiem juz ...
      • obs2 Re: zrozumieć 22.06.09, 19:26
        > Włos się po prostu jeży na głowie

        odeślij się do:
        dermatologa, jeżeli jeżeniu towarzyszą zmiany skórne głowy
        neurologa, jeżeli towarzyszy ból głowy
        angiologa, jeżeli towarzyszy gra naczyniowa
        psychiatry jeżeli to objaw zespołu lęku napadowego

        > a oczy wychodzą z orbit

        dorzuć endokrynologa. Możesz mieć oftalmopatię tarczycową.

        > że jeżeli wykonujesz zawód lekarza, czyli leczysz,

        odważna konkluzja. Trudna do udokumentowania.

        > Jeżeli natomist masz aspiracje zostać gwiazdą forum, to wprawiasz
        > się w stylu górnolotnym, zawierającym max słow a min treści.

        Twoje problemy ze zrozumieniem słowa pisanego dają Ci prawo do takich wniosków,
        jednak zaręczam Ci że osoby z nieco większą umiejętnością rozumienia, wyciągnęły
        wnioski zgoła odmienne.

        > Może on
        > być zabawny dla lekarza, który ma aspiracje uchodzić za trefnisia

        Często jest tak że śmieszy nas to czego nie rozumiemy, ale równocześnie wydaje
        nam się, że rozumiemy.

        Ogólnie, dziękuję Ci za post.
        Dostarczył mi on na cały dzień sporej dawki radości i udowodnił niezbicie
        istnienie roszczeniowego pacjenta.
        W pośredni sposób, ale udowodnił. Jutro pójdę do pracy z bardziej podniesionym
        czołem, z czołem na którym mniej rysują się wątpliwości zasiane przez Casio.
        • casio69 znowu q..a casi o? zobacz wątek "zanim zrozumiesz" 23.06.09, 17:41
          Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka