Dodaj do ulubionych

Nie daję już rady...

28.01.11, 22:22
Wczoraj było kolejne spotkanie...cudowne godziny razem spędzone.Był spacer,długie rozmowy i wojna na poduszki...A dzisiaj On wrócił do swojej rodziny, ja podobnie do męża i dzieci... i co??? I ryczę z tęsknoty za Nim,a On nawet nie odezwał się do mnie,nie zapytał jak mi minęła podróż...nic...cisza.Znamy się już dłuższy czas,spotykamy raz na kilka tygodni,na samym początku powiedzieliśmy sobie ,że nie planujemy zmieniać swoich drugich polówek i nie zakochujemy się w sobie... i przez jakiś czas było OK...ale ja złamałam te zasady i się zakochałam...głupio zakochałam.Wiem,że nie mam szans na wspólne życie z Nim,ale nie potrafię bez Niego funkcjonować...wystarczy krótka rozmowa,która jest dla mnie jak tlen...Brakuje mi Go bardzo...chociaż pewnie On teraz świetnie się bawi...a o mnie przypomni sobie jutro...
Obserwuj wątek
    • on99 Re: Nie daję już rady... 28.01.11, 22:26
      Niemal jak dziecko ... ech ... ustaliłaś zasadę więc się jej powinnaś trzymać ... a tak spaprzesz życie sobie i jemu ...
      • anula1371 Re: Nie daję już rady... 28.01.11, 22:48
        on99 napisał:

        > Niemal jak dziecko ... ech ... ustaliłaś zasadę więc się jej powinnaś trzymać .
        > .. a tak spaprzesz życie sobie i jemu ...

        wiem...były ustalone reguły,ale czasami coś nas zaczyna przerastać i serce dochodzi do głosu. U mnie złamanie zasad nastąpiło po pół roku,bo po porostu zakochałam się ,jak głupia nastolatka.Wiem,że ranię wiele osób,ale nie potrafię zerwać , nie umiem bez Niego żyć .Niestety.
        • on99 Re: Nie daję już rady... 28.01.11, 23:37
          No to zacznij sobie planować życie na nowo - bez niego i bez swojej rodziny ... Wcześniej czy później (raczej wcześniej) tak właśnie będzie.

          Albo jest się dorosłym i trzyma się ustalonego układu albo się potem cierpi ...
          • anula1371 Re: Nie daję już rady... 28.01.11, 23:50
            życie bez Niego...nie umiem sobie tego wyobrazić.Wiem,że jestem wykorzystywana przez faceta,dostał to co chciał,teraz dochodzi do siebie w pieleszach rodzinnych,a jutro się odezwie,normalne.A ja czekam jak głupiutka dziewczynka na Jego jedno miłe słowo...dlaczego kobiety są tak naiwne??
            • on99 Re: Nie daję już rady... 28.01.11, 23:59
              Naiwne ? Raczej facet w tym przypadku jest naiwny - umówiliście się na coś, było fajnie, miło, każdy był zadowolony i nagle Ty złamałaś ten układ ...
            • leptosom Re: Nie daję już rady... 25.06.11, 11:36
              dlaczego kobiety są tak naiwne??

              haha, naiwne. dobre. wyrachowane suki!
          • kapselodtymbarka Re: Nie daję już rady... 25.06.11, 11:52
            "Albo jest się dorosłym i trzyma się ustalonego układu albo się potem cierpi"

            ...albo jest się dorosłym, tkwi się w ustalonym układzie i cierpi się jeszcze bardziej
        • mars255 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 10:54
          jeżeli nie potrafisz sama zerwać, powiedz mężowi o tym on już będzie miał okazję zerwać kontakt z odpowiednią osobą.
          już zbyt wiele miesięcy stracił na związek z kimś kto go nie szanuje i olewa, daj mu żyć z kimś kto go przynajmniej będzie szanował!
          przestań myśleć o własnym tyłku tylko pomyśl o innych, dzieciach czy mężu w pierwszej kolejności bo to im swoim zachowaniem niszczysz życie a potem rób za "zbiornik na nasienie" tego pana bo jak sama widzisz jesteś tylko tym "zbiornikiem"...
          • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 12:06
            O rany, strasznie to egzaltowane.
            Ale zmęczyłam.
            Zerwij.
            Nie z jakichś tam radiomaryjnych pobudek, ale po prostu szkoda czasu, który tracisz.
            Bo to, że nic z Was nie będzie, jest jasne jak słońce.
            • anula1371 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 12:28
              Wiem,że to bez sensu,ale ta bezsensowna miłość jest silniejsza od rozsądku,a może ja jestem za słaba.
              • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 12:58
                Wydaje mi się, że za bardzo tego faceta idealizujesz.
                Spotykacie się raz na kilka tygodni i już jesteś przekonana, że to miłość?
                Przecież nie wiesz, jaki facet jest na co dzień. Każdego mężczyznę stac na to, by być czułym, ciepłym i opiekuńczym raz na kilka tygodni przez 2-3 godziny.
                • mars255 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 13:02
                  paulina7171 napisała:

                  > Każdego mężczyznę stac na to,
                  > by być czułym, ciepłym i opiekuńczym raz na kilka tygodni przez 2-3 godziny.

                  dokładnie tak!
                  dla zaliczenia można poopowiadać piękne słówka tak aby kobieta poczuła że się zauroczyła itd
                  i przestań pisać że jesteś za słaba, bo jakoś aby wskoczyć z nim do łóżka i zdradzić męża już słaba nie byłaś, więc skoro byłaś mocna aby zdradzić to bądź mocna i zakończ jeden ze "związków". a jeżeli nie możesz odejść od kochanka to przynajmniej daj żyć mężowi i daj mu wolną rękę w poszukiwaniu innej na boku, no ale tego nie zrobisz bo mąż musi być tak na wszelki wypadek aż tamtemu się znudzi i znajdzie nową chętną.

    • berenika.5 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 16:53
      "Wczoraj było kolejne spotkanie...cudowne godziny razem spędzone.Był spacer,dług
      > ie rozmowy i wojna na poduszki.."

      ojejku jejku, wzruszyłam się. A tak nawiasem seksiku nie było? no nie wierze.

      "A dzisiaj On wrócił do swojej rodziny, ja podo
      > bnie do męża i dzieci... i co??? I ryczę z tęsknoty za Nim,a On nawet nie odezw
      > ał się do mnie,nie zapytał jak mi minęła podróż...nic...cisza."

      szok.


      blabla, pierniczysz jak 12, która przeczytała filipinkę. Kobieto obudź się, i spójrz szerzej niż na własną doopę. Rozwalasz swoją rodzinę, nie wstyd ci? Lubisz zadawać cierpienie bliskim ludziom? Co przysięgałaś? Ty cierpisz na własne życzenie a co zrobił ci twój mąż i twoje dziecko? weź miej trochę honoru i jak chcesz się szlajać, zostaw swojego męża w spokoju, niech sobie ułoży życie z kimś kto go nie będzie oszukiwał.
      • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 21:19
        Twój przykład jest dowodem na prawdziwość tezy, że do romansu trzeba mieć jaja. I ogromną odporność psychiczną w dodatku.
        Ty nie masz ani jednego, ani drugiego.
        Skoro twierdzisz, że jesteś za słaba na zerwanie wszelkich kontaktów z kochankiem, to jak zamierzasz psychicznie przetrwać piekło, jakie się wytworzy w domu po tym, jak Kolega Małżonek się dowie? a jak sprawę rozwodową? sprawę o podział majątku? i - oczywiście - utratę kochanka? Bo nie wątpię, że pan odwróci się na pięcie od Ciebie...
        Życie...
        • on99 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 22:30
          paulina7171 napisała:
          > Twój przykład jest dowodem na prawdziwość tezy, że do romansu trzeba mieć jaja.
          > I ogromną odporność psychiczną w dodatku.

          Dokładnie. No ale człowiek podobno uczy się na błędach więc autorka wątku, przy kolejnym romansie może będzie silniejsza smile
    • basia8.93 Re: Nie daję już rady... 29.01.11, 22:22
      uczuć chyba się nie da zaplanować.. lepiej wcześniej o tym wiedzieć, ale cóż, stało się. Anulko, nie spotykaj się już z nim, zakochaj się znowu we własnym mężu, póki jeszcze czas (a jest jeszcze czas); uciekaj...
    • nowa_miriam Re: Nie daję już rady... 30.01.11, 13:15
      A ja napiszę coś zupełnie innego, świadoma tego, że się na mnie zaraz wszyscy rzucą. Anulko, nie kończ znajomości ze swoim kochankiem, bo te klika chwil szczęścia jest ważniejsze niż wszystkie monotonne dni i wieczory z twoją rodziną. Ciesz się z każdej chwili spędzonej z tym jedynym i z każdej myśli, którą mu posyłasz, z każdego jego uśmiechu do Ciebie, bo nie ma nic piękniejszego od uczucia, które jest w Tobie. Co z tego, że złamałaś zasady, co z tego, że teraz Ci ciężko. Ale jednocześnie wspaniale, prawda? Oby Twoje uczucie przetrwało jak najdłużej i pokonało wszystkie przeciwności. Jak Ci ciężko, to pisz na priva. A innych nie słuchaj, tylko im wybacz, bo oni albo nie trafili jeszcze na swoją miłość życia, albo wogóle nie są zdolni do miłości.
      • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 30.01.11, 14:21
        A innych nie słuchaj, tylko im wybacz, bo oni albo nie trafili jeszcze na swoją miłość życia, albo w ogóle nie są zdolni do miłości.

        Czyli Twoim zdaniem trzeba zostać kochanką żonatego, żeby być zdolną do "miłości życia"? A krytycy to na pewno sfrustrowane, zdradzone żony, nie?

        Anulu, faktycznie, rób tak dalej, nie zrywaj z kochankiem. Co z tego, że już teraz masz z tej znajomości więcej łez niż radości. Potem będzie ich jeszcze więcej, ale co z tego. Skrupulatnie wybieraj TYLKO TE fragmenty rzeczywistości, które pasują do tezy o "miłości życia".

        Tylko bądź, Koleżanko, przygotowana na sytuację, że gdy się sprawa rypnie, nie pstrykniesz palcami jak gdyby nigdy nic. Nie zwalisz wszystkiego na "misiu, bo PMS, bo zegar biologiczny, bo monotonne wieczory, bla bla bla...". Po prostu poniesiesz - jak każdy - konsekwencje swoich obecnych wyborów. Ich wielkość zależy również od Twojego kochanka, niemniej rozumiem, że ze ślepym i głuchym półgłówkiem się nie związałaś...

        A potem, jeśli będzie źle, to... zapraszam tutaj, serio. Mam nadzieję, że nie tylko ja spróbuję pomóc. Tylko uprzedzam, że na rozwodowym nikt Cię nie pogłaszcze. Dzieciom też się przecież nie wypłaczesz, bo niby jak?

        Ręczę natomiast za to, że po klakierkach typu nowa_miriam, szukających tylko i wyłącznie lustra dla siebie i stawiających wzniosłe tezy o ważności "kilku chwil szczęscia" i "piękności uczucia, które jest w Tobie" śladu tu nie zobaczysz.
        • nowa_miriam Re: Nie daję już rady... 30.01.11, 14:39
          Ale przecież ona i tak będzie płakała. Teraz płacze, bo już nie może sobie poradzić. Ale jeszcze jest choć trochę szczęśliwa, takim szczęściem złudnym, oczywiście. A jak zerwie z kochankiem, to też będzie płakać, tylko będzie nieszczęśliwa. To co lepsze?
          • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 30.01.11, 14:50
            Ale lepiej zerwać z kochankiem teraz i sobie w zaciszu domowym popłakać, póki romans się nie wydał. A mam wrażenie, że Anula przestała juz myśleć i wpadnie przez jakąś głupotę. A jak wpadnie to sssrrruuu!!! To dopiero będzie płacz. Bo posypie się i małżeństwo, i romans.
            • nowa_miriam Re: Nie daję już rady... 30.01.11, 15:01
              Tu masz rację. Ale może gdyby sobie zrobiła małą przerwę z kochankiem, nie rezygnując całkowicie z niego i ze szczęścia, które daje jej ta znajomość (pomimo wszystko), to by się jej polepszyło. Nie wpadłaby przez głupotę, nikt "oficjalnie" nie zostałby skrzywdzony, a złudne szczęście trwałoby dalej. Oczywiście łatwo mi pisać, bo sama właśnie wychodzę (mam nadzieję) z romansu, który na szczęście nie zabrnłą za daleko. Ale rozumiem jej uczucia, bo sama się tak czułam: jednocześnie szczęśliwa i nieszcześliwa przez całą sytuację.
              • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 30.01.11, 15:24
                Skoro przekonujesz Anulę, że postępuje słusznie, to po co sama wychodzisz z romansu? Czyżby coś jednak było niehalo? No przecież to Twoja miłość życia, do której ja jestem taka niezdolna...

                Żadnych "małych przerw". Radykalnie cięcie - to jedyne rozsądne rozwiązanie sytuacji. Wiem, to boli jak cholera. Ale to nic w porównaniu z tym, co się stanie, jak sprawa się wyda.

                Moja droga Miriam, decydując się na kolejne spotkania, będziesz musiała się przygotować na wielkie rozczarowanie i kolejne łzy. Bo to będzie rozdrapywanie rany.

                A to szczęście, o którym piszesz, to tak naprawdę łapanie ochłapów, zrzucanych z pańskiego stołu. Niech kundelek łapie, jeśli jest w stanie.
                • nowa_miriam Re: Nie daję już rady... 30.01.11, 15:29
                  Wychodzę z romansu, bo kocham mojego kochanka bardziej niż siebie. Robię to dla niego. Aby nie niszczyć jego rodziny i jego pozycji społecznej, jeżeli wszystko się wyda. Ale kocham dalej i będę kochać, bo to moja Miłość życia.
                  • anula1371 Re: Nie daję już rady... 31.01.11, 14:20
                    Teraz wiem,że życie nie zawsze jest piękne i kolorowe,ale staram się łapać te krótkie szczęśliwe chwile,a że kogoś może ranię przy okazji,cóż nie da się pogodzić wszystkiego. A tak na marginesie,to mój mąż świętoszkiem nie był i pewnie nigdy Mu nie dorównam w podbojach.
                    • mars255 Re: Nie daję już rady... 31.01.11, 14:35
                      tak jasne, usprawiedliwiaj się zwalając winę na męża.
                      czy naprawdę jesteś aż tak żałosną istotą że nie możesz choć raz winy wziąć na siebie tylko teraz wypisujesz że mąż nie był lepszy? sama w innym temacie pisałaś że mąż Ciebie kocha itd więc czy ktoś kto kocha romansowałby sobie na boku z innymi?
                      • anneh Re: Nie daję już rady... 01.02.11, 11:32
                        mars - Ty chyba jestes zdradzanym mezem. smile Twoje zaslepienie meska niewinnoscia,az wali po oczach. Jasne...zasada jest taka,ze wszyscy zdradzaja z nudow i dla zabicia czasu. Mezowie i zony to ucielesnienie dobra,wiernosci i milosci...wcale ale to wcale polowki tych zdradzajacych nie przyczynily sie do tego, ze ktos szuka czegos,czego brakuje. Ale nie brakuje bo naprawde cos sie wypalilo, ktos zawiodl,zdradzil,zdeptal czy zniszczyl, tylko brakuje bo tak sobie kochankowie wymyslili, bo zdradzajacy za swoje polowki maja wzory i idealy, a nie zapyziale i zapuszczone siedzace na kanapie z pilotem w reku idealy smile)...
                        Nie twierdze ze bycie kochanka/kochankiem to cos cudownego i dobrego, oczywiscie ze moralnie jest zle...ale na litosc boska !! NIC SIE NIE DZIEJE bez POWODU ! Oczywiscie waga powodu jest indywidualna ...ale nie watpie ze kazdy go ma. W moim odczuciu nie nam oceniac, a tym bardziej w tak prymitywny i buraczany sposob jakim Ty sie legitymujesz.
                        Autorka postu ma problem, powinna podjac jakas decyzje...czy ublizanie jej jest najlepsza rada jaka potrafisz udzielic ? Powiem ci tak - Twoj poziom ,myslenie i swiatopoglad mnie przerazaja i wiesz...zal mi Ciebie. Bardzo zal.

                        Anula- wrabalas sie w niezly kanal, ale pamietaj po drugiej stronie tez jest czlowiek, twoj kochanek tez mysli...najlepiej wiec,porozmawiajcie. Czasem rozmowa pomaga.
                        Pamietaj! Prawdziwi faceci nie jedza miodu, prawdziwi faceci zuja pszczoly! Dla takiich warto tracic glowe,reszta to... Zuczki smile
                        i wiesz co... Nie rozpaczaj bo nie zmusisz go do niczego, a zranisz - najbardziej siebie...
                        • mars255 Re: Nie daję już rady... 01.02.11, 12:45
                          anneh napisała:


                          > Autorka postu ma problem, powinna podjac jakas decyzje...czy ublizanie jej jest
                          > najlepsza rada jaka potrafisz udzielic ?

                          autorka dostała rady i co? i nic z nimi nie zrobi bo tak jej wygodnie.

                          dalsza wypowiedź cóż żałosna jest tak jak Twoje myślenie, no ale cóż gwałciciel do gwałtu miał także powód bo jak piszesz nic nie dzieje się bez przyczyny. przypadki odmienne ale jedno je łączy osoba poszkodowana nic nie zawiniła, bo jeżeli coś było nie tak ze związkiem autorki (zauważmy że sama w innym temacie napisała że MĄŻ JĄ KOCHA) to należało odejść, nie zrobiła tego więc do zdrady doszło tylko z jej własnej woli do której mąż się nie przyczynił bo gdyby tak było odeszłaby.
                          no ale cóż jak facet zdradza to jest świnią ale gdy to robi kobieta to zaraz musiała mieć powód i facet jest świnią bo nie zadbał o kobietę...
                          • anneh Re: Nie daję już rady... 01.02.11, 20:14
                            > autorka dostała rady i co? i nic z nimi nie zrobi bo tak jej wygodnie.

                            jesteś przekonany że jest Jej wygodnie...i już ? smile - z tematu samego wątku wynika, że jest dziewczynie ciężko, że nie daje sobie rady, że nie ma siły na zakończenie tej znajomości. I to jest dla Ciebie za mało ?

                            Twoim zdaniem powinna natychmiast po przeczytaniu "dobrych rad" i mądrości, sięgnąć po telefon...
                            ... sorry, ale dla mnie takie myślenie jest cienkie jak...smile

                            > [...] no ale cóż gwałciciel > do gwałtu miał także powód bo jak piszesz nic nie dzieje się bez przyczyny.
                            Czy Ciebie przypadkiem ktoś nie zgwałcił ? -w ocenie innych osób lub sytuacji bardzo często posługujesz się tym przykładem - hmmmm zastanawiające...

                            > poszkodowana nic nie zawiniła, bo jeżeli coś było nie tak ze związkiem autorki (zauważmy że sama w innym temacie nap> isała że MĄŻ JĄ KOCHA) to należało odejść,

                            Odpowiem więc tak:
                            po 1. autorka w odpowiedziach pisze, że jej małżonek ma na sumieniu znacznie więcej niż Ona. Powiem szczerze, że nie jestem pewna czy aby na pewno jej mąż jest aż tak bardzo poszkodowany,

                            po 2. - czy aby na pewno to TY masz mówić obcej osobie co należałoby zrobić z taką sytuacją ??? a skąd możesz wiedzieć jak jest w jej życiu. Kto czym zawinił i czy zawinił...
                            Tak naprawdę należałoby najpierw oceniać siebie, a dopiero wziąć się za ocenianie innych

                            po 3. - i co z tego, że mąż Ją kocha ? - to zamyka całość tematu ? kocha ją i... już ?, a Ona powinna sobie głowę obciąć, że go zdradza ?
                            Tak naprawdę to skąd Ty masz pewność, że mąż nie popchnął Ją w tym kierunku [czyt "po 1."], przecież tego nie wiemy...

                            a po 4. ostatnie - jeśli ktoś zdradza - to jest osobą nieuczciwą, bez względu na płeć i na powód . Zdrada to zdrada ...ale ...przecież, nic co ludzkie nie jest nam obce. smile.

                            Wiesz co mnie zastanawia...czy dla Ciebie to jakaś forma terapii...siedzenie na forum dla kochanków ,krytykowanie i obrzucanie wyzwiskami tych którzy już i tak "nagrabili" sobie w życiu. To takie fajne ? czujesz że po porcji wyzwisk, Twoje życie staje się lepsze, a Ty jesteś fajniejszym człowiekiem...?

                            ps. czy Twoja kobieta to też "zbiornik na Twoją spermę" ?
                            • anula1371 Re: Nie daję już rady... 01.02.11, 21:12
                              anneh - DZIĘKUJĘ...nie chciałam tu pisać o swoim małżeństwie,ale widzę,że muszę.Przez wiele lat byłam pokorną żoną,zajmowałam się domem,dziećmi a mój mąż robił karierę i zmieniał kochanki co chwilę,wiele nocy przepłakałam w samotności.Trwałam w tym ,bo rodzina była dla mnie ważna i dzieci były małe.Teraz kiedy podrosły i nie trzymają się już mojej spódnicy,zaczęłam myśleć o sobie,stałam się bardziej pewna,zaczęłam wychodzić z domu,mam swoich znajomych,nie jestem uzależniona od męża.I od momentu kiedy On zauważył ,że się zmieniam,że mężczyźni oglądają się za mną na ulicy,stal się kochanym mężem...ale nie wiem czy nie za późno.Bo ja tej jego miłości potrzebowałam wcześniej ,a nie teraz kiedy czuje się zagrożony...To czego mi brakowało znalazłam w moim kochanku,nie wiem czy chcę tego od męża.
                              • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 01.02.11, 22:00
                                A sądzisz, że Twój kochanek będzie miał podobne dylematy, gdy dowie się o Was jego żona?
                                • anneh Re: Nie daję już rady... 02.02.11, 11:54
                                  paulina - obawiam sie,ze kochanek jak to kochanek, zawinie kiece i z pokora wroci do cieplego domowego gnizadka. Bedzie cudownym mezem,wspanialym kochankiem dla swojej zony...do czasu...az sprawa przycichnie, albo zona zacznie przyprawiac mu rogi (wtedy zbudzi sie dawno skopana milosc).
                                  Powiem Wam dziewczyny ze - jesli mezczyzna ma ulozone zycie, to nie ma takiej sily sprawczej, ktora zmusilaby go do zmian. Owszem sa wyjatki (nieliczne), ale dla wiekszosci kochankow jestesmy tylko chwilowa odskoczna, zapomnieniem...ktora z czasem blaknie.

                                  Nie ma co rozpaczac...dziewczyny, za autobusem i facetem sie nie goni - bedzie nastepny smile))
      • ma_dre Re: Nie daję już rady... 24.08.11, 11:00
        a przyszlo ci do glowy droga miriam, ze niektorzy jak najbardziej trafili na swoją miłość życia, są zdolni do miłości a na dodatek są uczciwi bo przysiegali jej wiernosc milosc i uczciwosc malzenska i jak do tej pory udalo im sie slowa dotrzymac???

        Autorce zycze uczciwosci i odwagi, by przerwac to co obecnie robi, bo nie jest to nic innego jak wulgarne puszczanie sie za plecami malzonka, a dopisywanie do tego ideologii milosci to pomylka. Myslalas ze da sie tak na zimno gzic dla kilku chwil zwierzecej rozkoszy ? Los cie pokaral. Tak to juz jest, los zazwyczaj uczy pokory.
        • daria_nowak Re: Nie daję już rady... 24.08.11, 17:39
          Przeczytałam kilka Twoich postów i mam prośbę o większą dbałość o formę.
    • justynabal Re: Nie daję już rady... 02.02.11, 14:09
      Zastanawiałaś się nad tym, kim dla niego jesteś? Byłabym w stanie zrozumieć, że ludzie samotni( z wyboru czy przymusu) mają potrzeby seksualne, co za tym idzie muszą( chcą) jakoś je zaspokajać, a że akurat nie mają partnera to realizują je z kimś, kto ma podobne problemy/oczekiwania- czyli seks dla seksu- i tyle. Napisałaś jednak, że oboje jesteście w związkach.... Wiem, że życie bywa skomplikowane i- o ile łatwo się mówi, czy pisze, to gorzej robi- ale( mimo wszystko)- jeśli coś między ludźmi wygasa; nie układa się, itp. to albo próbuje się to ratować( terapie, itp.), albo podejmuje decyzję o rozstaniu( wtedy można decydować, czy seks bez zobowiązań, czy nowy związek, czy cokolwiek innego...). Wiem, że w tej chwili jesteś nie fair względem i Twojego męża, i dzieci, i jego żony i najważniejsze- względem siebie. On zresztą podobnie.... Tym bardziej, że piep_rzy Ci jakieś głupoty o niezakochiwaniu się( uważa się za jakiegoś boga czy maga co najmniej żeby o tym decydować, przecież uczucia sama się pojawiają i ludzie nie mają na nie wpływu!????!!!!).

      Jeśli facet ma honor to kończy co ma skończyć( a on chyba w ogóle nie widzi problemu w posiadaniu żony i pani do seksu/przyjaciłki seksualnej), więc sorry- ale zwykły dupek z niego!!!!
      Jesteś jedną z milionów kochanek i.... niestety, ale pierwsze co musisz zrobić( musisz- dla samej siebie)- to go odstawić na bok, a raczej wykopac ze swojego życia. To, że ma wiele pozytywnych cech jeszcze nic nie znaczy. Ma żonę, od której nie odejdzie..... brrr, wiadro zimnej wody należy mu się na głowę( Tobie zresztą też)!!!!!!! Jak juz zakończysz ten chory układ( a jak znam życie, to nie zakończysz i będziesz nadal cierpieć i czekać jak głupia na chwile radości z tym... panem) to zastanów się co z Twoim małżeństwem, ale to już na spokojnie....

      Aha- on nie jest dla Ciebie jak tlen, nie jest wspaniały, wcale nie jest tak cudownie- wmawiasz to sobie- nie dość, że nie umrzesz bez niego, to wyjdzie Ci to tylko na lepsze( mimo, że łatwo nie będzie niestety).

      Dla jasności- nie jestem ani żoną, ani kochanką- patrzę na to zupełnie obiektywnie, bo z boku i bez żadnych uprzedzeń. Trzymam generalnie za WAS kochanki kciuki, bo- jak widać- facet potrafi nieźle kobiecie w głowie naprzestawiac i sprawić, że pojmuje świat w chory sposób( coś jak z narkotykami- cierpi się, gdy nie można wziąć, a dla chwili radości zrobi się nawet największą głupotę, zmarnuje sobei( i bliskim) życie, zdrowie, itd....

      W każdym razie- ja życzę powodzenia i tzrymam kcuki, że jakoś się ułoży....
      • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 02.02.11, 21:18
        Anula, czyli uważasz za cechę moralnie naganną wiarołomstwo Twojego męża, ale wiarołomstwo Twojego kochanka moralnie naganne juz nie jest? Innymi słowy facet, zdradzający swoją żonę jest skończona szują - no chyba, że zdradza tę żonę z Tobą? Wtedy zdrada jest w pełni usprawiedliwiona? Dobrze Cię zrozumiałam?
        • anula1371 Re: Nie daję już rady... 03.02.11, 21:42
          Każdy z nas jest tylko człowiekiem i każdy z nas może błądzić...ale to mąż a nie kochanek przyrzekał mi na ślubie i to on złamał i podeptał wszystkie wartości ,które przez wiele lat były dla mnie najważniejsze...wierność i miłość.Teraz wiem...przysięga to tylko słowa,a życie i tak pisze swój scenariusz...niestety...
          • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 03.02.11, 22:19
            Anula, brniesz w coraz bardziej niedorzeczne usprawiedliwienia, dlaczego warto ciągnąć ten romans. Trochę na zasadzie "na złość mamie odmrożę sobie uszy", gdyż najbardziej poszkodowaną osobą będziesz tylko Ty. Bo gdybyś nawet Ty się w jakiś cudowny sposób szybko rozwiodła (w co nie wierzę), to stawiam każde pieniądze, że pan ani myśli się rozwodzić z żoną.

            Mam wrażenie, że na podstawie własnych doświadczeń stworzyłas sobie ILUZJĘ, że życie z kochankiem byłoby o niebo lepsze, niz życie z mężem. Ty sobie tylko marzysz - jak 10-latek, który wyobraża sobie, że u babci na strychu jest ukryty skarb...

            Ale za kilka miesięcy feromony opadną i okaże się, że pan ma takie same wady, jak Twój mąż: na przykład lubi zdradzać żony. Zgadnij, skąd to wiem?

            Wątpię, czy w imię bzykania warto stawiac na szali całe dotychczasowe życie.
            • anula1371 Re: Nie daję już rady... 03.02.11, 22:34
              Wiem,że brnę..i wiem,że to ja kiedyś będę cierpieć najbardziej...wiem...i nie potrafię tego przerwać,po prostu.To ,że mój kochanek nie zostawi rodziny to wiem,ale wiem też,że z żoną nie łączą Go żadne uczucia prócz tego ,że mają dziecko.Dziecko ,które kocha nad życie, i ja podziwiam Go jako ojca...a dlaczego???...bo jest naprawdę wspaniałym człowiekiem i dla swojej córki poświęci wszystko...za to Go kochamsmile
              • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 03.02.11, 22:41
                wiem też,że z żoną nie łączą Go żadne uczucia prócz tego ,że mają dziecko

                No teraz to już pojechałas po całości. Skąd wiesz, że nie łączą go z żoną żadne uczucia? Bo Ci powiedział? Jak sobie facet szuka kochanki na boku, na 100% "nie kocha żony".
              • anneh Re: Nie daję już rady... 04.02.11, 00:46
                anula1371 napisała:

                > Wiem,że brnę..i wiem,że to ja kiedyś będę cierpieć najbardziej...wiem...i nie
                > potrafię tego przerwać,po prostu.To ,że mój kochanek nie zostawi rodziny to wie
                > m,ale wiem też,że z żoną nie łączą Go żadne uczucia prócz tego ,że mają dziecko.

                Anula...posłuchaj - nie wierz w to. Mowie Ci to Ja, kochanka. Nie wierz, że NIC go nie łączy z żoną poza dzieckiem. Nie ma takiej szansy.
                Instytucja kochanków z góry skazana jest na przegraną...bo przy pierwszym potknięciu, Twój ideał potulnie pobiegnie do żony, po czym dowiesz się, że zrozumiał jak bardzo Ją kocha...
                Takie są realia, niestety.

                Zakochałaś się ? - doskonale znam ten ból. Naprawdę współczuję.

                Dla nas, Nasz Kochanek jest ideałem - tak, bo MY z potrzeby usprawiedliwienia własnej niemoralności i krzywdy jaką sobie wyrządzamy, przerysowujemy, idealizujemy "bo On jest taki czuły i troskliwy...nie to co mój mąż".
                Tak naprawdę, podświadomie, każda z Nas zdaje sobie sprawę, że Oni pokazują Nam tylko swoje najlepsze strony... no ale gdyby było inaczej, to "kochankowanie" nie miałoby najmniejszego sensu.
    • kristanowa Re: Nie daję już rady... 03.02.11, 23:51
      Cóz to ja opowiem ze strony zdradzanej zony i byłej kochanki.
      Moj obecny maż kiedyś był moim kochankiem i odszedł od żony do mnie ( nie proszony - sam proponował)
      Poźniej zdarzyło sie mnie zdradził. nie wiem na ile była owa pani w nim zakochana, ale powiedzieliśmy sobie, że nasz związek kosztował nas za dużo pracy i wysiłku, żeby przez jakiś tam sex się rozpadł. Maz zapytał czego mi trzeba, żeby było OK, powiedziałam, dostałam.. po jakimś czasie jest znów dobrze... Niestety owa pani to odchorowała. przykro, ale to jest ryzyko związku z żonatym. też kiedys takie ryzyko ponosiłam...
      Maz twierdzi, że sporo się nauczył. jest teraz miedzy nami lepiej niż było kiedy byliśmy kochankami, i lepiej niż zaraz po ślubie. M mawia, ze wszystko ma swój czas, teraz mamy czas na nasze szczęście.
      nasz związek przetrwał romans i jednocześnie jest efektem romansu...
      lata juz od tej historii minęły i jest coraz lepiej, wiec maż miał rację smile


      • anula1371 Re: Nie daję już rady... 19.04.11, 23:14
        i znów dopadły mnie ciężkie chwile,nieprzespane noce i łzy które nie proszone pojawiają się w moich oczach...a jeszcze kilka dni temu byłam taka szczęśliwa...cały weekend z Nim...chłonęłam każdą chwilę,każdą minutkę...dlaczego nie można zatrzymać czasu??
        • formoza13 Re: Nie daję już rady... 20.04.11, 11:58
          anula, harlequin wysiada przy tobie. smile
          • paulina7171 Re: Nie daję już rady... 20.04.11, 21:43
            Może na początek, w ramach terapii zohydzającej, zacznij pisać o nim z małej litery.
            • anula1371 Re: Nie daję już rady... 20.04.11, 23:55
              paulina7171 napisała:

              > Może na początek, w ramach terapii zohydzającej, zacznij pisać o nim z małej li
              > tery.

              a co to zmieni...
              • mars225 Re: Nie daję już rady... 21.04.11, 17:05
                to nic nie da akurat, ale ja znam inny świetny sposób i w 100% skuteczny!
                powiedz mężowi prawdę i od razu będziesz miała sprawę załatwioną, bo skoro męża nie kochasz, nie szanujesz to zwróć mu wolność i przy okazji uwolnij dzieci z chorego układu pomiędzy Tobą a mężem.
                • fiolkaa Re: Nie daję już rady... 24.06.11, 21:48
                  jedyne co mogę napisać, mój mi powtarzał " jesteś jedyna miłoscią mojego zycia smile" a dzis.... wakacje z żona, do ktorej nidy nie wroci, ktorej nie kocha i ozenil się z nią bo rodzina naciskala... i on nie wiedzial co zrobie...a ze jest dziecko... to... smiechu warte... ja jestem smiechu warta... nie popełnij tego samego błędu... wszystkie historie kochanek są takie same...
        • cantucci Re: Nie daję już rady... 25.06.11, 10:32
          odejdż czym pręzdej. To standardowa historia. Nic z tego nei bedzie a Ty bedziesz coraz bardziej umęczona i sfrustrowana sytuacją. Zwiewaj czym prędzej. On nie jest tlenem tylko trucizną. Nie wierz mu za grosz. Piszę z autopsji.
          • leptosom Re: Nie daję już rady... 25.06.11, 11:40
            Piszę z autopsji.

            ty też z nim? smile))
            • anula1371 Re: Nie daję już rady... 25.06.11, 22:45
              Tyle głosów z różnych stron...skończ z Tym...nie warto...będziesz cierpieć...I wszyscy macie rację,bo pewnie nie warto,bo jak można porównać kilkanaście godzin szczęścia z tygodniami płaczu,nieprzespanych nocy i tego bólu gdzie wiem,że On jest teraz z żoną,a ja gryzę palce z bezsilności i upijam się winem by móc usnąć...Wiem to bez sensu,ale nadal nie umiem z tym skończyć i brnę w to mocniej...niestety
              • mijo81 Re: Nie daję już rady... 26.06.11, 21:04
                To miejmy nadzieję, że mu się znudzisz. Wtedy sobie jeszcze trochę popłaczesz, ale napewno ci przejdzie
            • cantucci Re: Nie daję już rady... 27.06.11, 09:37
              Autopsja = to własne doświadczenie.
    • ja.i.ona Re: Nie daję już rady... 12.07.11, 07:02
      Rozumiem Ciebie bardzo dobrze. Mam to samo, dziś wybieram się do psychologa, bo ten stan, w którym jestem mnie zabija. Jestem w takim związku już 4 lata, obydwoje mamy własnych małżonków. Od ponad roku nie kochałem się z nią, ale jest między nami to uczucie, którego nie ma w domu. Szanujemy się, szanujemy swoich bliskich, których moja dotychczasowa żona nie szanuje. Mam nadzieję, że psycholog dziś mi pomoże, bo tak samo jak Ty tęsknie gdy jestem w domu, płaczę i powoli się staczam, a jednak nie umiem żyć bez niej.
      • anna-maria-1 Re: Nie daję już rady... 12.07.11, 19:33
        Duzo nas tutaj na tym forum,tez mam to samo...mam meza...i kochanka od 5 lat..tez chce skonczyc...ale nie wiem jak?
        • anula1371 Re: Nie daję już rady... 12.07.11, 22:37
          Ciężko skończyć z kimś kto powoduje, że świat jest piękniejszy, że są motylki w brzuchu...mnie chwile kiedy jestem z Nim...dodają energii na wiele dni,kiedy jesteśmy razem to nawet oczy mi się śmieją....ale taki stan nie będzie trwał wiecznie,trzeba coś zdecydować,bo takie rozdarcie między dwiema rodzinami nie skończy się Happy Endem...nie w moim przypadku...wiem to,a mimo to nie umiem powiedzieć PAS...
          • ki-c-ia Re: Nie daję już rady... 14.07.11, 22:04
            anula jestem tu pierwszy raz, bo jestem taka jak ty, rozumiem cię , jestem w podobnej sytuacji, ale się boję , muszę to skończyć ,ale nie wiem jak...tak jak ty nie wiem
            • mars225 Re: Nie daję już rady... 15.07.11, 10:45
              iść do łóżka z innym - odwagę miałaś, ryzykować rozpad rodziny przez romans - odwagę miałaś a teraz nie masz odwagi powiedzieć - koniec? tu nie chodzi o brak odwagi, tu chodzi o brak szacunku do partnera i po prostu wygodę, nic więcej, bo przecież lepiej mieć i kochanka i męża, a przy okazji co ludzie powiedzą jak sprawa się wyda, jesteście dorosłe a zachowujecie się jak małe dzieci i jeszcze żądacie aby was zrozumieć, to tak jakby próbować zrozumieć człowieka który będąc pod wpływem siada za kierownicę samochodu, wie że robi źle ale mimo robi swoje...
          • neecia Re: Nie daję już rady... 15.07.11, 12:53
            Anula,
            z Twoich postów jasno wynika że na własne życzenie nie zakończysz tego związku. A wiesz dlaczego? Bo tak naprawdę nie masz nic do stracenia jeżeli romans wyjdzie na jaw (nie zależy Ci na mężu, który Cię skrzywdził i wobec którego już nie czujesz potrzeby bycia lojalną). Natomist paniczne boisz się tego, że nowy facet Cię odsunie na boczny tor, zlekceważy, znajdzie sobie nową "bratnią duszę" czy też zakończy Wasz iluzoryczny związek dla żony i rodziny. Dlaczego więc na własne życzenie miałabyś ten najgorszy scenariusz przyspieszać?? Zawsze tli się nadzieja, że to jednak przetrwa i Ty okażesz się dla niego najważniejsza. Jest więc oczywiste jest, że z tych powodów będziesz trzymała się tego związku, żyjąc nadzieją, aż do momentu którego tak bardzo się boisz... Od siebie powiem tylko, że budujesz swoje życie na iluzji, że jesteś dla niego ważna- owszem, potrzebuje Cię bo zaspokajasz jakieś jego potrzeby (czułości, podziwu, seksu), czego być może nie doświadcza już w relacji z żoną- ale kiedy Ty pzrestaniesz być dla niego pod tymi względami atrakcyjana- prawdopodobnie poszuka sobie nowej kandydatki..i bądż tego świadoma.
    • hanulllka Re: Nie daję już rady... 15.07.11, 14:32
      Wiem,że nie mam szans na wspólne życie z Nim,ale nie potrafię
      > bez Niego funkcjonować...wystarczy krótka rozmowa,która jest dla mnie jak tlen
      > ...Brakuje mi Go bardzo...chociaż pewnie On teraz świetnie się bawi...a o mnie
      > przypomni sobie jutro...

      Zrób eksperyment: przestań się z nim widywać, nie dzwoń, nie pisz i zobacz co się wydarzy. Myślisz, że umrzesz, że zatrzymasz akcję serca? Mało prawdopodobne...

      Wiesz, że nie masz szans na wspólne życie, ale jest dla Ciebie jak tlen - czyli wiesz, że nie masz szans na tlen, czyli skazałaś się samowolnie na śmierć? Kompletny brak logiki. Pozwól, że zwrócę Ci uwagę na pewną myśl, która od dawna powinna pojawić się w Twojej głowie - to ona zrobiła Ci fiku-miku. To tylko taki sposób myślenia, który można zmienić, jeśli się zechce, wystarczy odrzucić egoizm i przywrócić prawidłowe funkcjonowanie szarych komórek. Gwarantuję Ci, że możesz bez niego oddychać, ba pójdę dalej, możesz bez niego normalnie funkcjonować, o ile zrobisz porządek ze swoją głową. Zmierz się z rzeczywistością, oceń realne szanse, zrób bilans zysków i strat a uświadomisz sobie, że teraz tylko się coraz głębiej pogrążasz i nic Ci dobrego z tego nie wyjdzie.
      • anna-maria-1 Re: Nie daję już rady... 16.07.11, 20:24
        Dla was to wszystko wydaje sie bardzo proste..a ja siedzie...wiem ,ze jest z nia..nie moge nawet napisac SMS-a.......popijam tabletki alkoholem ,zawsze tak bedzie? nie umiem skonczyc....nie daje rady ,,,,,,
        • daria_nowak Re: Nie daję już rady... 16.07.11, 20:32
          Idź do psychologa. Romanse nie dla Ciebie, za dużo Cię to kosztuje psychicznie.
          • anna-maria-1 Re: Nie daję już rady... 17.07.11, 22:00
            Anulka......moze razem wsolnie pokonamy to...???? wspierajac sie?
            • anula1371 Re: Nie daję już rady... 27.07.11, 22:57
              anna-maria-1 napisała:

              > Anulka......moze razem wsolnie pokonamy to...???? wspierajac sie?

              podaj jakieś namiary do siebie...to pogadamy...smileja jestem po kolejnym wspaniałym weekendzie z Nim i nie wyobrażam sobie ,że to miałoby się kiedyś skończyć...
              • mars225 Re: Nie daję już rady... 28.07.11, 22:38
                masz odwagę na weekendy z kochankiem to miej odwagę na zakończenie małżeństwa.
                • daria_nowak Re: Nie daję już rady... 29.07.11, 07:32
                  Sztampowo.
                  Nie zawsze życie jest czarno białe i zero jedynkowe.
                  A takie posty zwracają uwagę jedynie na płytkość myślenia. Brzmi to jako tako tylko w ustach bardzo młodych ludzi, którzy 20 lat później sami śmieją się z tego typu bezdyskusyjnych opinii, choć to smutny śmiech - bo mimo wszystko fajnie mieć złudzenia i prosty pomysł na świat.
                  • formoza13 Re: Nie daję już rady... 29.07.11, 08:36
                    "Nie zawsze życie jest czarno białe i zero jedynkowe. "

                    No nie zawsze, tylko do momentu jak się nie zacznie kłamać, zdradzać i oszukiwać, bo wtedy robi się nagle strasznie skompilkowane i zagmatwane, na własne życzenie.
                    • daria_nowak Re: Nie daję już rady... 29.07.11, 09:32
                      Nie. Życie ma różne odcienie - choćby w pracy, czy jakiejkolwiek dziedzinie życia.
                      Ogólne zasady mają to do siebie, ze ich ogólność czyni je ideałem. A ideał nie zawsze da się odnieść do życia.
                      Starszym się ustępuje miejsca w autobusie? No tak. Ale - jeśli starszy człowiek leci przez pół autobusu z dziką werwą celem zdobycia miejsca, waląc laską po nogach współwsiadaczy - patrzy się na tą ogólną zasadę inaczej. To samo, gdy siedzący młody ma rękę w gipsie, albo młoda dziewczyna ma bolesny okres - znów ogólna zasada ma się nijak.
                      Ogólnie wiadomo, ze młode małżeństwa powinny żyć "na swoim". Dobra, sensowna, ogólna zasada. Ale czasem życie nie jest takie śliczne i przez lata siedzą teściom na łbie, bo nie mają kasy. A później bardziej niż uczucie zaczyna ich wiązać wspólny kredyt.

                      "Plac Zbawiciela" oglądałaś? Plajta dewelopera też była na własne życzenie bohaterów, czy sami ściągnęli ją sobie na głowę. A nawet jeśli - to co? Coś to zmienia? Pewne rzeczy się "toczą". Min. dlatego gdzieś pisałam o tym, ze najważniejsze jest decydowanie o sobie, a nie bycie przedmiotem wydarzeń.

                      W każdej dziedzinie życia są równe "chyba" i "ale". I nie ma to nic wspólnego z własnym życzeniem.
              • stokrotka17.live Re: Nie daję już rady... 29.08.11, 08:04
                Jestem w bardzo podobnej sytuacji tylko w przeciwieństwie do Ciebie trwam w tym już 4 lata jak chcesz pogadać,odezwij sie to moje gg 6577837
                • anula1371 Re: Nie daję już rady... 26.09.11, 22:50
                  I znów jestem po kolejnym spotkaniu z Nim....chłonęłam każdą minutę ...w nocy nie zmrużyliśmy oczu...bo szkoda było czasu na sen...było dużo rozmów,dużo przytulania,wspólna kawa w łóżeczku...cieszyłam się jak dziecko z każdej minuty spędzonej z Nim... teraz zostały wspomnienia i czekanie na kolejne spotkanie...od wielu miesięcy moje życie to jedno wielkie czekanie na tych kilka chwil z Nim....taki jest los kochanki...niestety
                  • oli25-7 Re: Nie daję już rady... 27.09.11, 19:28
                    doskonale cie rozumiem,choc zazdroszcze troche,ciesz sie tym dopóki to trwa,ja nie mialam tyle szczescia,tez zakochałam sie a on wtedy mnie zostawil,mimo iz minely 2 lata nadal boli.widujemy sie dosc czesto,boli jak cholera,a tez byłam taka szczesliwa!!!!!
                  • leao84 Re: Nie daję już rady... 27.09.11, 21:09
                    Życie nie jest usłane różami... Człowiek potrzebuje szczęścia... nawet jeśli to szczęście trwa kilka chwil... Ja mam swoje chwile szczęścia, od pięciu lat, co trzy tygodnie w piątki... i do niedawna myślałam że to tylko sex... ale nie możemy bez siebie żyć... kocham go i wiem że on też mnie kocha... cieszmy się tym co mamy....pozdrawiam
                  • olga25369 Re: Nie daję już rady... 21.10.11, 19:49
                    Witaj anula1371 Doskonale wiem jak się czujesz czekając na niego i co czujesz będąc z nim!...ja czuje dosłownie to samo....tylko że u mnie trwa to już kilka lat
                    • kocurka1 Re: Nie daję już rady... 21.10.11, 20:20
                      Widzę, ze jest coraz więcej osób, które ma podobny problem. Ja też w to lgnę. Trwa to od stycznia. Czekam z niecierpliwością na każde następne spotkanie. Pomimo tego, ze wiemy, że jest to związek bez przyszłości nie chcemy tego kończyć. To jest silniejsze od nas. Najgorsze jest to, że nie ma z kim pogadać o tym. No bo jak się przyznać do romansu.
    • mandarynka.1 Re: Nie daję już rady... 28.09.11, 16:14
      kubel zimnej wody na glowe!!!! a co Ty niby chcesz???
      przeciez to chyba jasne,ze nie bedziecie razem.
      Tylko stac ciebie i jego na chwile spedzone razem?to do niczego dobrego nie prowadzi niestety.
      On postawil sprawe jasno.Ty sie zakochalas.Daj spokoj i zerwij ten kontakt.W ten sposob niszczysz swoje zycie(jakie to zycie jest tak naprawde?) i jego.
      czy warto dla paru chwil az tak ryzykowac????


      zastanow sie,ale chyba mam racje...a facet raczej i tak zrobi tak jak juz mysli...bedzie z rodzina.Zreszta rzadko zdarza sie ,aby mogl zerwac swoje rodzinne wiezi dla ciebie.
      Zuzywa Cie i poniza.A Ty sie cieszysz z chwili!!!
      WAKE UP!~!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • anula1371 Re: Nie daję już rady... 29.09.11, 22:50
        Nie oczekuję, że On dla mnie zostawi rodzinę....zresztą ja też mam męża i dzieci i również nie chcę tego rozbijać...ale dlaczego mam rezygnować z tych kilku chwil szczęścia. Tak się ułożyło nasze życie,spotkaliśmy się trochę za późno,ale wydzieramy te chwile szczęścia ,bo życie jest jedno...
        • mandarynka.1 Re: Nie daję już rady... 04.10.11, 13:59
          eee...wydaje ci sie...
          a gdybys z nim byla kto wie jakby bylo...
          chwile sa piekne,ale tylko chwile .Prawdziwe zycie wyglada inaczej niestety.Dochodza problemy i wyglada ono szaro i nieciekawie.zastanow sie nad tym.
          pozdrawiamsmile
        • kocurka2 Re: Nie daję już rady... 05.10.11, 07:18
          Anula mam podobny problem do Twojego. Znamy się od stycznia. Też tęsknię, myślę i czekam na spotkanie. Codziennie rozmawiamy, ale wiadomo to nie jest to samo jak te krótkie chwile szczęscia - spotkanie. Również mamy rodziny. Ja swoją, On swoją. Wiemy, że je krzywdzimy, ale to jest silniejsze od nas. Poprostu chyba tak musi być. Jest to strasznie trudne, ale uczucie i chęć sędzenia tych paru chwil razem jest mozniejsze.
          • agnieszkamoja Re: Nie daję już rady... 14.10.11, 00:06
            jak chcesz możemy pogadać na priwa, mam ten problem od prawie 10 lat, z nikim o tym nie rozmaiwam, jest trudno, czasem wątpię, rozchodzimy się dość systematycznie a potem z tęsknoty wracamy do siebie, nie usprawiedliwiam się, jestem podła dla naszych rodzin, żedne z nas nie chce rozwodu, żadne z nas nie chce zakończyć tej znajomości. Dla mnie to po prostu życie. Społeczeńswo wyklucza takie osoby i nazywa dość wulgarnie. Ale to się dzieje i trudno zaprzeczać
            • kocurka1 Re: Nie daję już rady... 19.10.11, 20:44
              Witam! Agnieszkamoja możemy pogadać na priwa. U mnie powolutku zaczyna się ten problem. Ale obawiam sie, ze to wszystko jest silniejsze ode mnie. Pozdrawiam i czekam na wiadomość.
            • kocurka1 Re: Nie daję już rady... 24.10.11, 20:01
              Cześć Agnieszka. Chciałabym z Tobą pogadać na gazetowej poczcie na ten temat. Mam podobny problem i tak jak Ty nie mam z kim o tym pogadać. Jak będziesz chciała to odeziwj się. Pozdrawiam.
              • agus-ia76 Re: Nie daję już rady... 24.10.11, 20:54
                możesz do mnie napisac
                odpiszę
                • agnieszkamoja Re: Nie daję już rady... 25.10.11, 07:50
                  aktywowałam już gazecianą pocztę, ale osoby do których chcemy się odezwać też muszą mieć aktywne kontasmile
              • agnieszkamoja Re: Nie daję już rady... 25.10.11, 07:32
                nie odzywałam się, bo jestem na takim etapie, że po "widzeniu" nie odzywa się do mnie od ponad tygodnia, straciłam zapał, staram się olewać, jak przejść na coś mniej widocznego niż forum?
                • agus-ia76 Re: Nie daję już rady... 25.10.11, 09:02
                  mam aktywną pocztę
                  nie wiem dlaczego nie możesz tam wskoczyć

                  moje gg 5260427
                  jestem teraz
                  • agus-ia76 Re: Nie daję już rady... 25.10.11, 09:04
                    możesz też zapukać na zamkniete forum: tylko dla kochanek
            • blue181 Re: Nie daję już rady... 25.10.11, 10:10
              Agnieszko mam podobną sytuacje od kilku lat ,chętnie pogadam o tym na gg 36973775
    • marcepanna Re: Nie daję już rady... 05.10.11, 10:08
      Mars

      Szacun! Hahahah to co piszesz dobre, nic dodać nic ująć

      Anula odpowiedz MArsowi, chyba możesz nie...?
    • marcepanna Re: Nie daję już rady... 05.10.11, 10:17
      Anula

      Nie odejdziesz od męża bo zapewnił ci stabilizację finansową a kochanek nie ma zamiaru robic sobie z zycia bagna i rozwodzić się , mężczyzni są wygodni

      Mnie Cię nie żal

      To histeria i nuda w życiu. Mąż ci zapewnił dostatek i możesz teraz brykać udając cierpienia młodego wertera ....hahaha podczas kiedy masz się i twoja d...całkiem dobrze i żadnego współczucia nie wymagasz
      • spadlyliscie Re: o marcepannie 14.10.11, 13:52
        poziom wypowiedzi niejakiej marcepanny jest wyjątkowo słaby. przebija przez nie gorycz i wsciekłość. chyba szanowny małzonek poszedł w tzw sina dal...ale to jeszcze nie powód żeby za to winić innych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka