anula1371
28.01.11, 22:22
Wczoraj było kolejne spotkanie...cudowne godziny razem spędzone.Był spacer,długie rozmowy i wojna na poduszki...A dzisiaj On wrócił do swojej rodziny, ja podobnie do męża i dzieci... i co??? I ryczę z tęsknoty za Nim,a On nawet nie odezwał się do mnie,nie zapytał jak mi minęła podróż...nic...cisza.Znamy się już dłuższy czas,spotykamy raz na kilka tygodni,na samym początku powiedzieliśmy sobie ,że nie planujemy zmieniać swoich drugich polówek i nie zakochujemy się w sobie... i przez jakiś czas było OK...ale ja złamałam te zasady i się zakochałam...głupio zakochałam.Wiem,że nie mam szans na wspólne życie z Nim,ale nie potrafię bez Niego funkcjonować...wystarczy krótka rozmowa,która jest dla mnie jak tlen...Brakuje mi Go bardzo...chociaż pewnie On teraz świetnie się bawi...a o mnie przypomni sobie jutro...