sama nie wiem jak się czuję.... mój B. w piątek wyjechał na rodzinny urlop. w tamtym roku o tej samej porze i w tej samej sytuacji chodziłam po ścianach, nie chciałam o tym myśleć nawet, nie wyobrażałam sobie tego. teraz - jakoś zaskakująco łatwo przeszłam nad tym do porządku dziennego - pojechał to pojechał, zresztą są dzieci, więc druga podróż poślubna to nie będzie.. ale pod przymusem też nie pojechał

i sama nie wiem czy to dobrze,czy źle dla naszego "bycia"... z jednej strony cieszę się, że już nie jestem zakochana, a chyba byłam, z drugiej boje się, że może przestaje mi zależeć... a jemu w sumie albo zależy, albo cały czas utrzymuje, że tak jest...