Dodaj do ulubionych

i jaki wniosek z tego kochankowania?

23.02.12, 09:21
kobiety sie do tego zwyczajnie nie nadają big_grin

no może jakieś 99% wink
pozdrawiam te zakochane i te odkochujace sie ,pozdrawiam tez żony, nie bądźcie takie wkur....e, dostałysmy juz za swoje wink
Obserwuj wątek
    • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 23.02.12, 16:24
      > kobiety sie do tego zwyczajnie nie nadają big_grin

      Nadają się nadają. Ale tylko takie, które rzeczywiście chcą być kochankami a nie takie, które naczytały się romansideł i innych takich smile
      • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 00:57
        Przede wszystkim jak to mowia:w tym wlasnie jest ambaras zeby dwoje chcialo naraz i tu jest sedno!
        To nie tylko kobiety sa winne,ze sie nie udaje,czasem i faceci nie wiedza czego chca!
        Mi trafil sie na przyklad taki egzemplarz co chcialby,ale sie boi i nie wie z czym to sie je!
        Poza tym kazdy raz jest inny i nigdy nie wiemy na kogo trafimy,poznajac sie nawzajem odkrywamy karty i czesto opada kurtyna...
        Czasem to wlanie kobiety chca,a facetowi nie tyle romans w glowie,co nic nie znaczaca przygoda i jak zaczyna sie zaangazowanie facet myka!
        Jak juz pisalam kazda historia jest inna jak kazdy z nas jest inny i nie ma co uogolniac i nie kazda kobieta zyje w swicie romansow,nie czytam takich tworczosci a jednak marzy mi sie cos wiecej niz "szybki sex",bo zona w domu z obiadkiem czeka....
        "Posiadanie" kochanki tez zoobowiazuje i nie mowie o wyrzekaniu sie rodziny na korzysc tej drugiej,ale minimum trzeba z siebie dac....to dotyczy obu stron,pozdrawiamsmile
        • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 11:38
          malutka_35 napisała:
          > Czasem to wlanie kobiety chca,a facetowi nie tyle romans w glowie,co nic nie zn
          > aczaca przygoda i jak zaczyna sie zaangazowanie facet myka!

          W romansie nie ma miejsca na zaangażowanie. Może być przyjemnie raz, może dwa a może to trwać latami. Lecz nie może w tym być zaangażowania. Właśnie o tym pisałem smile
          • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 12:50
            To meski pukt widzenia on99,my kobiety juz tak mamy,ze sie angazujemy mniej czy bardziej,juz taka nasza naturasmile
            Moze to dobrze,moze zle,ale gdyby nie nasze zaangazowanie nie byloby z naszej strony romansow...
            Tak widze to ja,pozdrawiamsmile
      • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 09:12
        Święta racja...smile Niewiele z nas wchodzi w romans z założeniem że to "tylko" romans. A nawet jeśli, to zwykle predzej czy później sie zakochujemy. Nie fair. smile
        • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 12:58
          Bo tu Sosna dziala czar slow i nie tylkosmile
          Oni nie rozumieja,ze nie byloby romansu gdyby nie zaangazowanie?
          Bo czy da sie byc z kims,sypiac i dzielic kazda wolna chwile tak "na zimno"?
          Da sie-po X latach malzenstwasmile i stad poszukiwanie czegos innego,lepszego,cieplego....
          I tu pozwol,ze Cie zacytuje:
          I wychodzi, że facet chciał być tylko miły a my,że huraaaaa!!! kocha mnie!!
          I nic dodac,nic ujac,tylko czepu oni nie potrafia pojac tej prawdy oczywistej?
          • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 13:23
            smile Czemu to tak trudno nam się zrozumieć...?
            Wiele razy czytałam,że przecież Pan powiedział Pani,że nie zostawi rodziny, mysląc ,że tym sposobem zabzpiecza się przed zaangażowaniem się tejże Pani...
            W jego pojęciu to "czysty" układ.
            Tylko to tak nie działa... pomomo najszczerszych chęci z obu stron.
            I nie ma nawet kogo winić... po prostu tak nie działa..
            • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 13:57
              No baaa Sosna a sprobuj inaczej zrozumiec jego slowa i intencje!
              Przeciez oni sa zawsze "czysci" idac z kochanka do lozka,a wracajac na obiadek do zoneczki...
              To tylko my glupie ludzimy sie,ze moze cos wiecej dla nich znaczymy niz tylna czesc naszego ciala,darmowy sex i odmiana...
              Przeciez oni sie nie angazuja,uprawiaja tylko sex,a kobiety nie powiem,ze wiekszosc (juz mi sie kiedys za to dostalo) zwykle nie potrafia "oddac" sie bez tego zaangazowania,wejsc w cos wiecej niz zwykla znajomosc...
              Czy dobrze mysle Sosna?
              Ale nie chce tu podwazac meskiej teorii i meskiego punktu widzenia,dlatego On99 napisz jak Wy na to patrzycie.
              Pozdrawiamsmile
              • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 14:27
                Tak sobie myslę, że nie winiłabym tak całkiem mężczyzn... W sumie pewnie nie moga tego pojąć.. że my kobiety nie potrafimy sie nieangażować.. myślą i czuja inaczej.
                Może gdybyśmy my tak potrafiły "przed" spojrzeć chłodnym okiem i ocenić sytuację, nie byłoby romansów wcale.
                Sama nie wiem smile
                • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 14:41
                  Sosna ja nikogo nie chce winic,winne jest nasze rozne do tego podejscie...tyle...
                  Oni nie moga zrozumiec nas i naszego emocjonalnego podejscia do wszystkiego,a my nie potrafimy pojac tego ich chlodu i wlasnie braku zaangazowania...stad zgrzyty...
                  I to juz dawno powiedzialam,ze gdyby nie nasze zaangazowanie panowie nie "pouzywaliby" na boku...tego jestem pewna.
                  A abstrachujac od sexu to nawet to szczerych rozmow,wspolnego spedzania czasu potrzeba zrozumienia,zaangazowania,tak mysle...
                  • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 14:45
                    Takie rozmowy często znaczą nawet więcej niż seks..
                    • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 14:55
                      Ja to wiem,Ty i my kobiety,ale czy oni tez tak czuja i mysla?
                      Czy mozliwe jest otworzyc sie przed kims tak szcegolnie bez zaufania i zaangazowania?
                      Jak Ty myslisz Sosna?
                      • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 16:40
                        Malutka, wyobrażam sobie tylko jedną taką możliwość.. terapeutycznie - przed psychologiem - szukając pomocy. Nie uczęszczam, bo mnie nie stać... ale ten jeden jedyny raz w życiu bardzo potrzebowałam pomocy i rozmowy. Wtedy mogłabym nawet to psychologa polecieć..smile
                        • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 16:48
                          Sosna tu masz racje...to jedyny wyjatkem,gdzie musi byc zaufanie,a nie trzeba sie angazowacsmile
                          Natomast inne rozmowy wymagaja zaangazowania,nie mowiac juz o innych dalszych krokachsmile
                          Myle sie?
                          Pozdrawiamsmile
                        • agus-ia76 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 16:48
                          dlatego zamiast psychologa mamy forum i juz nam coraz lepiej "w kupie"
                          • agus-ia76 malutka 24.02.12, 16:49
                            ale dałysmy w jednej minucie smile
                            • malutka_35 Re: malutka 24.02.12, 16:52
                              Nooo baaa Agusia,bo my niezly team jestesmysmile
                              Moze faktycznie zalozymy jakis biznes?
                              Widze tu kilka kandydatek i zagramy na nosie smutkowi...nie wspomne o facetachsmile
                              Hahahahsmile
                          • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 16:51
                            No i bardzo sie ciesze kochana!
                            Tak trzymajsmile
                            A jakbys chciala i miala potrzebe pogadac zapraszam na privsmile
                          • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 16:58
                            Zaglądam tu od dawna.. bardzo dawna, ale dopiero teraz zdecydowałam się odezwać.
                            Jak już jestem "po", znowu silna...

                            I myślę, że generalnie dobrze jest móc się wygadać.. smile
                            • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 17:19
                              Zawsze dobrzesmile
                              Czasem warto sie wygadac,podzielic emocjami,wyciagnac wnioski.
                              To pomagasmile
                              Cos wiem o tym....sama jestem gadulasmile
    • gabbie Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 23.02.12, 23:17
      Do tego nikt normalny sie nie nadaje. Kazdy wychodzi z tych historii potluczony. Ja tam zycze wszystkim aby umieli sie pozbierac po bledach, ranach I porazkach po to by byli silniejszymi I dojrzalszymi ludzmi.

      Zony czesto sa mega wkurw..., ja tez bylam I dobre dwa lata mi zajelo wyjscie z tego. Ale obseruwje tez, ze kochanki nie moga wybaczyc zonom, ze przyjmuja mezow z powrotem I tez sa wkurw....
      • agus-ia76 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 15:26
        >Do tego nikt normalny sie nie nadaje. Kazdy wychodzi z tych historii potluczony

        RACJA!!!!


        on99 a pewny jesteś, że te twoje kochanki co sie nadawały nie były zaangażowane? smile

        ...to tylko dobre aktorki były

        no chyba ,że ty o paniach z agencji myślisz,ale te tez cierpią i nienawidzą swojego ciała

        ciesz się ,że były zaangażowane (choćby po cichu) bo G byś dostał big_grin
        • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 15:31
          Noooo to pojechalas Agusiasmile
          Ale moze wytlumaczy nam On99 jak on to wszystko widzi,bo my chyba mamy zeza i inaczej widzimy co dziewczyny?
          A moze to oni sa slepi nie widza jak jest naprawde,badz nie chca widziec!
          I kolejna kobieta,ktora mysli,ze nie ma kochankowania bez zaangazowania!
          Czyli poki co Twoja teoria zdaje sie nie miec racji bytu On99?
          Co Ty na to?
          • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:39
            malutka_35 napisała:

            > Ale moze wytlumaczy nam On99 jak on to wszystko widzi,bo my chyba mamy zeza i i
            > naczej widzimy co dziewczyny?

            Chyba jasno to nakreśliłem. Obrazkowo nie będę ponieważ umiejętności brak smile

            > A moze to oni sa slepi nie widza jak jest naprawde,badz nie chca widziec!

            Raczej stawiam na Wasz brak wyobraźni i umiejętności spojrzenia na sprawę z innego niż własny punkt widzenia.

            > I kolejna kobieta,ktora mysli,ze nie ma kochankowania bez zaangazowania!

            Raczej kolejna na tym forum smile Czy naprawdę nie zauważyłyście Drogie Panie, że trafiają tu praktycznie same sfrustrowane kochanki, którym wydawało się, że wykradną misia a jak im się nie uda to muszę gdzieś odreagować ?? Takie kółeczko wzajemnej adoracji smile

            > Czyli poki co Twoja teoria zdaje sie nie miec racji bytu On99?
            > Co Ty na to?

            Ty mówisz o teorii ja o praktyce smile
            • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:48
              To,ze w praktyce trafiles na panie zimne i niezaangazowane nie znaczy,ze musisz sie wyzywac na nas,a jesli nie pasuje Ci "koleczko wzaemnej adoracji" to zawsze mozesz wyjsc z koleczka...
              Mam inne spojrzenie i oczekiwania i to sie nie zmieni i niekoniecznie czekamy na cieplego misiaczka,ale nie jestesmy tez paniami z agencji towarzyskich zeby umilac znudzonym mezom czas miedzy praca a obiadkiem,pozdrawiamsmile
              • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:56
                malutka_35 napisała:

                > To,ze w praktyce trafiles na panie zimne i niezaangazowane nie znaczy,ze musisz
                > sie wyzywac na nas,

                Pokaż mi miejsce, w którym się na kimkolwiek wyżywam smile

                > a jesli nie pasuje Ci "koleczko wzaemnej adoracji" to zawsz
                > e mozesz wyjsc z koleczka...

                Po co ? Przecież tutaj jest naprawdę fajna zabawa smile

                > Mam inne spojrzenie i oczekiwania i to sie nie zmieni i niekoniecznie czekamy n
                > a cieplego misiaczka,ale nie jestesmy tez paniami z agencji towarzyskich zeby u
                > milac znudzonym mezom czas miedzy praca a obiadkiem,pozdrawiamsmile

                Tak jak napisałem - nie jesteś w stanie przyjąć do wiadomości, że nie wszyscy są tacy jak Ty. Czy to jest złe ? Nie, ale potwornie ogranicza możliwość poznania i pojmowania smile

                Również pozdrawiam smile
                • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:01
                  Nie,to raczej Ty zarzucasz nas prawdami typu "nie ma zaangazowania" i nie przyjmujesz do wiadomosci,ze owszem jest.
                  Nie wiem na kogo trafiles,ze masz takie zdanie,ale dlaczego uogolniasz?
                  Widze,ze i Ty masz problem z przyjeciem i pojeciem innych opcji...

                  Potrafie przyjac do wiadomosci,ze mozna inaczej,ale to nie moj problem i przestanmy przeciagac ta line,bo to nie ma sensu.
                  • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:04
                    malutka_35 napisała:

                    > Nie,to raczej Ty zarzucasz nas prawdami typu "nie ma zaangazowania" i nie przyj
                    > mujesz do wiadomosci,ze owszem jest.

                    Wykaż się więc i pokaż dokładnie w którym miejscu napisałem, że nie ma zaangażowania.

                    > Nie wiem na kogo trafiles,ze masz takie zdanie,ale dlaczego uogolniasz?
                    > Widze,ze i Ty masz problem z przyjeciem i pojeciem innych opcji...

                    Ponawiam powyższą prośbę - w którym miejscu tak napisałem.

                    > Potrafie przyjac do wiadomosci,ze mozna inaczej,ale to nie moj problem i przest
                    > anmy przeciagac ta line,bo to nie ma sensu.

                    Nie przeciągam liny tylko stwierdzam fakt smile
                    • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:09
                      Ty piszesz pod wplywem,ze nie wiesz co piszesz?
                      Przejzyj sobie Twoje wpisy na kazdym watku,na ktorym sie udzielales...pozdrawiam i uciekam,bo faktycznie szkoda mi czasu na jalowe rozmowy.
                      Lubie rozmowy cos wnoszace,a tu wciaz bledne kolo i tkwimy w martwym punkcie...coz...
                      • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:16

                        Tak jak myślałem - ani jednego przykładu. Bo takowych nie ma - poczytaj więc to co pisałem - wolę założyć, że myli Cię pamięć niż to, że nie potrafisz zrozumieć słowa pisanego.

                        Na przeprosiny nie liczę smile
                        • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:20
                          Czlowieku odstaw to pod wplywem czego piszesz...
                          Czy to oby nie Twoje slowa i to z tego watku:

                          W romansie nie ma miejsca na zaangażowanie. Może być przyjemnie raz, może dwa a może to trwać latami. Lecz nie może w tym być zaangażowania. Właśnie o tym pisałem smile

                          Przepraszam zawsze jak jest za co,w tym przypadku nie masz na co liczyc,a wypowiedzi Twoich tego typu moznaby mnozyc...zamiast zasmiecac kolejny watek przeanalizuj to co piszesz!
                          • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:27
                            Proszę bardzo - czy zaprzeczyłem, że są osoby angażujące się ? Nie. Czy uogólniłem mówiąc, że nie ma romansów bez angażowania się ? Nie.

                            Napisałem, że w romansie na zaangażowanie nie ma miejsca. Bo nie ma i nie może być. Jak się zaangażowanie pojawia to romans zamienia się z związek na boku. A już najgorszą mieszanką jest chwila, w której zaangażowanie jest z jednej strony (w tym forum mamy świadectwo tego).

                            Co w tym skomplikowanego ?
        • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:31

          Tak, jestem pewien. Nawet zdarzyło się, że raz czy dwa się nie zdecydowałem bo panie w braku zaangażowania przebijały większość mężczyzn - średnio pewnie wychodziło im kilku kochanków miesięcznie z rzadkimi powtórkami. No ale skoro mówisz, że one się angażowały to pewnie masz rację big_grin

          Co do agencji to, argumentując na Twoim poziomie. mniemam, że mówisz z własnego doświadczenia smile
          • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:38
            Wbrew pozoro nie tylko On99 poczytaj inne posty na tym watku,ok a potem mozemy polemizowac.
            To,ze trafiles na panie z takim podejsciem nie uprawnia Cie do generalizowania i obrazania pozostalych!
            Juz przerabialismy watek zaangazowania na moim watku kiedys o ile pamietam...
            Pozdrawiamsmile
            • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:40
              Wypraszam sobie - nigdzie nikogo nie obrażam.
            • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:52
              Punkt widzenia zawsze zalezy od punktu siedzenia czyz nie?
              Nie generaliuj nas i nie zamykaj w jednym worku,bo jak ludzi sa rozni,tak i kochanki sie roznia,podobnie jak kochankowie,prawda?
              Chyba kazdy z nas nieciekawe trafil skoro wszyscy znalezlismy sie tu na tym forum.
              Jesli zabolalo,przepraszamsmile
              • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:00
                malutka_35 napisała:

                > Punkt widzenia zawsze zalezy od punktu siedzenia czyz nie?

                Oczywiście.

                > Nie generaliuj nas i nie zamykaj w jednym worku,bo jak ludzi sa rozni,tak i koc
                > hanki sie roznia,podobnie jak kochankowie,prawda?

                Ty generalizujesz a nie ja smile

                > Chyba kazdy z nas nieciekawe trafil skoro wszyscy znalezlismy sie tu na tym for
                > um.

                A to właśnie przykład generalizowania smile

                > Jesli zabolalo,przepraszamsmile

                ???
                • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:06
                  No fakt,my jestemy po dwoch stronach barykady,bo wchodzac tu i uzewnetrzniajac sie chcialysmy (zakladam my kobiety) podzielic sie emocjami,pogadac,a Ty jak sam piszesz niezle sie bawisz...zenada.

                  Co do generalizowanai to Ty uczepiles sie "opcji bez zaangazowania" choc ma ona wielu przeciwnikow na tym forum....
                  Moze zaloz prywatne forum np:pt:"jakie to zle kobiety byly" i tam nakladzcie dokladnie do pieca kazdej zlej kochance...

                  Kazdy ma swoje przejscia,ale to jeszcze swiata nie psuje...
                  • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:15
                    malutka_35 napisała:

                    > No fakt,my jestemy po dwoch stronach barykady,bo wchodzac tu i uzewnetrzniajac
                    > sie chcialysmy (zakladam my kobiety) podzielic sie emocjami,pogadac,a Ty jak sa
                    > m piszesz niezle sie bawisz...zenada.

                    Żenada ?? To jest forum publiczne. PUBLICZNE - teraz przeczytaj to co napisałaś i się zastanów kto jest bardziej żenujący (jeżeli koniecznie chcesz używać tego słowa).

                    > Co do generalizowanai to Ty uczepiles sie "opcji bez zaangazowania" choc ma ona
                    > wielu przeciwnikow na tym forum....

                    Ponawiam prośbę - napisz dokładnie gdzie.

                    > Moze zaloz prywatne forum np:pt:"jakie to zle kobiety byly" i tam nakladzcie do
                    > kladnie do pieca kazdej zlej kochance...

                    Ty aby na pewno do mnie piszesz ? Albom głupi albo coś przeoczyłem w naszej dyskusji.

                    > Kazdy ma swoje przejscia,ale to jeszcze swiata nie psuje...

                    Każdy ma. A jak lubi się uzewnętrzniać na publicznym forum to musi być gotowym na to, że ktoś będzie miał inne zdanie smile
                    • malutka_35 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:22
                      Miec inne zdanie nie znaczy bombardowac nim kazdegosmile
                      Wiekszosc z nas weszla tu "pogadac";Ty niezle sie tym bawisz czy to oby nie zenujace?
                      • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:34
                        malutka_35 napisała:

                        > Miec inne zdanie nie znaczy bombardowac nim kazdegosmile

                        Bombardować ? Poproś admina o statystykę - stawiam w ciemno, że bombardującymi jesteś Ty i Agusia smile Samokrytyka ?

                        > Wiekszosc z nas weszla tu "pogadac";

                        Kolejny błąd - większość weszła tutaj poobserwować. Nieliczni pogadać.

                        > Ty niezle sie tym bawisz czy to oby nie zen
                        > ujace?

                        Mnie każda dyskusja bawi i ciekawi (no może nie absolutnie każda ale to są wyjątki od wyjątków). Jak do tej pory osoby odpowiedzialne za forum nie zwracały mi uwagi (a kilku moim respondentom zwracały) tak więc, skoro jestem tu już kilka lat, to chyba znaczy, że słusznie pojmuję tego forum idee, nieprawdaż ? Co w tym żenującego ?

                        A jeżeli już w nutę żenady uderzasz - kto jest żenujący - ten, kto przedstawia swój punkt widzenia czy ten kto traktuje internetowe forum publiczne jako grupę wsparcia ?
          • agus-ia76 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:49
            >Takie kółeczko wzajemnej adoracji
            a więc co ty tu robisz? hehe

            >Co do agencji to, argumentując na Twoim poziomie. mniemam, że mówisz z własnego
            > doświadczenia smile

            no i pomalutku wychodzi twoje prawdziwe oblicze smile

            może jeszcze podrażnić czymś misia?
            • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 18:52
              agus-ia76 napisała:
              > a więc co ty tu robisz? hehe

              Bawię się smile Mam nadzieję, że tak samo jak Ty smile

              > no i pomalutku wychodzi twoje prawdziwe oblicze smile

              Przyznam - mój błąd - zapomniałem, że nie posiadłaś sztuki czytania ze zrozumieniem. Może następnym razem nie zapomnę smile

              > może jeszcze podrażnić czymś misia?

              Dziś mnie się nie da podrażnić taki mam doskonały humor smile
              • agus-ia76 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 19:01
                ignorancja to najlepszy sposób na takich jak ty (czyt. mój były tfu! kochanek)
                nie musisz sie wysilać i pisać już do mnie bo właśnie zgasiłam u siebie twój nick,nie bede juz musiała cie oglądać smile
              • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 20:03
                Ojojoj.. wybaczcie, że się wtrącę.
                On99, dość pogardliwie mówisz o kółeczku wzajemnej adoracji na tym forum.. albo lekceważąco. nie wiem ak to określić.. nieżyczliwie w każdym razie.
                A co, w takim razie, Cię tu bawi? Tak z ciekawości pytam.
                Myslę,że zazwyczaj interesuja nas wypowiedzi ludzi w podobnej sytuacji, przeżywających podobne dylematy, i nie po to, żeby napawać się ich infantylizmem, tylko poznać inny punkt widzenia.. może zrozumieć. To jest specyficzne forum, moim zdaniem.
                Zatem?
                • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 20:19
                  sosna_mloda napisała:

                  > Ojojoj.. wybaczcie, że się wtrącę.
                  > On99, dość pogardliwie mówisz o kółeczku wzajemnej adoracji na tym forum.. alb
                  > o lekceważąco. nie wiem ak to określić.. nieżyczliwie w każdym razie.

                  Ani nie pogardliwie ani lekceważąco - po prostu, tak jak napisałem, od wielu lat mamy tu podobny schemat - ona się zakochała, on "okazał się" draniem. I nawet po takim doświadczeniu nie dociera do kobiet czym kierują się faceci i czym powinny się kierować kobiety jeżeli chcą romansu bez tej rozpaczy. Te, którym się udało to zrozumieć bawią się dobrze, reszta rozdrapuje rany (w gorszym przypadku) lub stara się naprawić swoje małżeństwa (takie też tu się trafiają).

                  > A co, w takim razie, Cię tu bawi? Tak z ciekawości pytam.

                  Tak jak już tutaj pisałem - mnie bawi i ciekawi prawie każda dyskusja. Mam swoje poglądy, zwykle ugruntowane latami praktyki i lubię dyskutować (powiem nawet, że czasem zdarza mi się, że ktoś mnie przekona do ich weryfikacji).

                  > Myslę,że zazwyczaj interesuja nas wypowiedzi ludzi w podobnej sytuacji, przeżyw
                  > ających podobne dylematy, i nie po to, żeby napawać się ich infantylizmem, tyl
                  > ko poznać inny punkt widzenia.. może zrozumieć. To jest specyficzne forum, moim
                  > zdaniem.

                  Nie wiem jak długo tu jesteś - po kilku latach zobaczysz, że nie jest aż tak specyficzne (choć niektóre osoby tutaj są specyficzne).

                  smile
                  • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 20:41
                    >od wielu la
                    > t mamy tu podobny schemat - ona się zakochała, on "okazał się" draniem. I nawet
                    > po takim doświadczeniu nie dociera do kobiet czym kierują się faceci i czym po
                    > winny się kierować kobiety jeżeli chcą romansu bez tej rozpaczy.

                    Te błędy każdy musi popełnic sam.. gdybysmy, my kobiety, czerpały z doświadczeń innych kobiet,, wówczas nie byłoby "nie dociera do kobiet..." Do kazdej z nas musi dotrzeć z osobna, najczęściej nie mamy pojęcia jak bardzo schematyczne i typowe sa to scenariusze, aż do momentu kiedy spotkamy się - tak jak tu na forum - wiele nas w podobnej sytuacji.

                    I myslę, ze teraz to już dotarło, do mnie, nie moge powiedziec ,ze bawi mnie to.

                    A co ciekawego jest w czytaniu w kółko, tak bardzo podobnych do siebie historii... ?

                    • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 20:51
                      sosna_mloda napisała:

                      > Te błędy każdy musi popełnic sam.. gdybysmy, my kobiety, czerpały z doświadczeń
                      > innych kobiet,, wówczas nie byłoby "nie dociera do kobiet..." Do kazdej z nas
                      > musi dotrzeć z osobna, najczęściej nie mamy pojęcia jak bardzo schematyczne i t
                      > ypowe sa to scenariusze, aż do momentu kiedy spotkamy się - tak jak tu na forum
                      > - wiele nas w podobnej sytuacji.

                      Całkowicie przyznaję Ci rację ... tylko, że z wieloma osobami z tego forum mam/miałem kontakt przez dłuższy czas - niestety Twój optymizm w możliwość nauki na własnych błędach nie ma mocnego uzasadnienia w praktyce.

                      > I myslę, ze teraz to już dotarło, do mnie, nie moge powiedziec ,ze bawi mnie t
                      > o.

                      Nie powiedziałem, że bawią mnie opisane tutaj historię gdyż każda (no, może prawie) to oddzielny dramat ich bohaterów (jakkolwiek by się ich nie odbierało). Mnie bawi, ciekawi sama dyskusja.

                      > A co ciekawego jest w czytaniu w kółko, tak bardzo podobnych do siebie historii
                      > ... ?

                      Czasem są tutaj rzeczy, które nie śniły się filozofom (np. nie tak dawno, jedna pani, przedstawiająca się na osobę mocno po 30-tce, opisywała tutaj z dumą jak w ramach zemsty pisała po drzwiach windy byłego kochanka - wiem, że infantylizm też jest rodzajem dramatu (szczególnie w tym wieku) ale mnie, jako osobę mającą wyjątkowo czarne poczucie humoru, strasznie to rozśmieszyło i śmieszy do dziś). Dodatkowo, z kilku historii można wyciągnąć wnioski, które albo ugruntowują albo zmuszają do weryfikacji własne poglądy.

                      smile
                      • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 21:27
                        Wydaje mi się,że w całej wymianie zdan z dziewczynami poszło o definicje romansu..
                        Twoim zdaniem w romansie nie miejsca na zaangażowanie, jak jest owo zaangażowanie, to jest to już związek.
                        Jak zwał tak zwał.
                        Nie jestem pewna czy normalne przeciętne kobiety potrafią sie nie angażować... Piszesz jakbys wiedział, że są takie. Ja natomiast, kiedy patrzę na znane mi kobiety, na dziewczyny na tym forum.. wątpię,
                        • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 23:27
                          sosna_mloda napisała:

                          > Wydaje mi się,że w całej wymianie zdan z dziewczynami poszło o definicje romans
                          > u..
                          > Twoim zdaniem w romansie nie miejsca na zaangażowanie, jak jest owo zaangażowan
                          > ie, to jest to już związek.
                          > Jak zwał tak zwał.

                          Jeżeli to je ubodło to wystarczy napisać. Tylko tyle i aż tyle smile

                          > Nie jestem pewna czy normalne przeciętne kobiety potrafią sie nie angażować...
                          > Piszesz jakbys wiedział, że są takie. Ja natomiast, kiedy patrzę na znane mi ko
                          > biety, na dziewczyny na tym forum.. wątpię,

                          Przecież zgodziłem się z Agusią, bodajże, że większość kobiet się nie nadaje do romansowania smile Nigdy nie twierdziłem, że wszystkie kobiety potrafią się nie angażować. Twierdziłem (i twierdzę), że nie powinny one próbować romansować skoro dla nich równe jest to z angażowaniem się - odsetek udanych związków z romansu (udanych czyli nie tylko takich, w których misio opuścił rodzinę i zaczął nowy, poważny związek z nową towarzyską lecz takich, w których ten związek przetrwał a misio nie poszukał sobie kolejnej odskoczni (czo to oficjalnie czy nieco mniej), o przypadkach znalezienia odskoczni w ramionach eks żony nie wspominam) jest na tyle niski, że mieści się w granicach błędu statystycznego tak więc skórka wyprawki nie jest warta smile

                          A co do kobiet które potrafią się nie angażować lecz świetnie bawić to są takie smile smile smile
                      • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 21:53
                        Trzeba Ci przyznac rację
                        Rzeczywiście.. "są tutaj rzeczy, które nie śniły się filozofom".
                        nie spodziwałam się
                        • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 24.02.12, 23:27
                          Jakiś ciekawy przykład ?

                          smile
                          • tropical24 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 08:05
                            Witam
                            chcesz przykładu.... tak ? nonsensownego nie przystosowania do romansu , cechy posiadają również Panowie , czyli wg Ciebie Ci lepsi bardziej do romansowania uwarunkowani , znam z autopsji , a dotyczy to Mojego byłego Kochanka (choć tak się nazywać nie lubił) , Był piękny początek najpierw wstęp ....... rozwinięcie........ smutne zakończenie , tylko i wyłącznie z jego nie dojrzałości do być może przerastającej Nas sytuacji , tylko mała różnica sytuacja była dla Nas ciężka zarówno dla mnie jak i dla niego , łączyło Nas wielkie uczucie namiętność, wzajemne wsparcie o każdej porze dnia i nocy mógł na mnie liczyć w każdej sytuacji .
                            Jednak w jego chorą psychikę wkradł się demon zazdrości o wszystko i każdego , coś na zasadzie maniakalnej zaborczości nawet wobec mojej córki , o mężu nie wspomnę .
                            Tak sobie tłumaczę , że kierowało nim uczucie tyle , że z pięknego naszego świata pełnego naszych chwil zrobił piekło.........
                            W fazie amoku powierzył Nasz sekret mojemu mężowi .........................
                            Finiszem jego zachowania miało być tak bynajmniej wyjaśniał zaistniałą sytuacje bycie razem .
                            Co oznaczało by dla mojej i rodziny katastrofę , krzywdę dzieci mojej córki oraz jego dzieci.
                            Postąpił jak ostatni egoista myślący tylko o sobie , nie zapytał mnie o zdanie .............
                            Mimo wielkiego uczucia , które Nas łączyło swoim występkiem zniszczył wszystko.
                            Tutaj teoria z całym szacunkiem , dotycząca tego co wyżej piszesz legła w gruzach , ponieważ zarówno kochanki jaki kochankowie bywają różni ....
                            Pozdrawiam
                            • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 09:21
                              W każdej rodzinie trafi się czarna owca smile To jeżeli chodzi o faceta i jego zachowanie.

                              Nadal sądzisz, że jest miejsce na zaangażowanie w romansie ? Podałaś przepiękny przykład na to, że nie ma na nie miejsca. Co prawda z jego strony nie miało to nic wspólnego z miłością (raczej z kompleksami) lecz gdybyś się nie zaangażowała to kopnęłabyś go od razu jak poczułabyś zagrożenie.

                              smile
                              • tropical24 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 09:58
                                Witaj
                                Uwaga ponieważ dziś gryzęwink , mam gorszy dzień , noc w pracy nieco mnie wykończyła.......
                                a teraz odniosę się do tego co napisałeś , czyli jaki ma sens romans jeżeli nie istnieje uczucie?
                                dla samej więzi fizycznej ? jeżeli tak to gdzie ta chęć kochania i pragnienia bliskości z drugą osobą ? bez fazy totalnego oddania serca to dla mnie nie realne . Sam sex w sobie nie bywa rytuałem chęci bliskości bez totalnego angażowania pokładów uczuć , samo zbliżenie nie jest moim zdaniem pięknym wydarzenie czymś czego się nie zapomina...........
                                Ja jakaś inna jestem , być może.
                                Nie wyobrażam samej siebie w roli kochanki bez miłości , Ja tu piszę o mojej życiowej katastrofie .
                                Nie moim priorytetem jest teraz oceniać jego życzę mu dobrze , choć mam żal cóż bywa .......
                                Mam nadziej głęboko w duszy , że nie jest jak piszesz liczę na to że byłam dla niego kimś ważnym nie tylko lekiem na kompleksy.........choć zasiałeś zamęt , może masz racje ?
                                Oby tak nie było , ponieważ z mojej strony było całkowite zaangażowanie .
                                Pozdrawiam
                                • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 10:04
                                  Biedny ten Twój mąż ...

                                  No ale widzę, że dla Ciebie jest to dramat dlatego nie odpowiem na Twoje wątpliwości lecz wyślę do terapeuty - na pewno w Twoim mieście są tacy, znajdź więc jednego z nich i opowiedz mu wszystko. Będzie to dla Ciebie bezpieczniejsze i pozwoli spojrzeć na całą sprawę tak jak ona wygląda oraz pozwoli na dojrzałą decyzję n/t przyszłości Twojego małżeństwa.
                                  • tropical24 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 10:34
                                    Decyzję już podjęłam dla mnie na chwilę obecną jak piszesz ważny jest mąż i córka . A mąż biedny fakt dzień w dzień go biję smile , rada z terapeutą a i owszem czemu nie skorzystam......
                                    Tylko małe ale....... gdyby nie wyskok szczerości ze strony owego Pana moje i jego życie było można rzec piękne oraz spokojnie nie wykluczając uczuć . Wszystko zależy od dojrzałości , refleksji oraz poczucia tego co dla Nas ważne czyż nie ? . Co do męża jest człowiekiem mądrym mającym świadomość tego , że liczy się to co jest teraz ponieważ czasu cofnąć się nie da , a z mojej strony widzi szczere chęci , czara goryczy się przelała więc też robię wszystko aby było między nami pojawiały się pozytywne emocje .
                                    Mąż do końca nie jest przekonany do wersji którą usłyszał...........
                                    od Kochanka , musiałam wykorzystać wszelkie do tego metody i uzyskałam efekt całkowitej niewiarygodności osobnika .
                                    • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 23:40
                                      Dobrze, że podjęłaś decyzję i chcesz się jej trzymać.

                                      Daj znać za 2,3,5 lat co u Ciebie smile

                                      Pozdrawiam.
                              • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 11:52
                                > Nadal sądzisz, że jest miejsce na zaangażowanie w romansie ? Podałaś przepiękny
                                > przykład na to, że nie ma na nie miejsca. Co prawda z jego strony nie miało to
                                > nic wspólnego z miłością (raczej z kompleksami) lecz gdybyś się nie zaangażowa
                                > ła to kopnęłabyś go od razu jak poczułabyś zagrożenie.
                                >

                                Wiesz, myślę, że nawet możnaby się z Toba zgodzić, nie- nie powinno być miejsca na zaangażowanie, ułatwiłoby to wiele spraw. Tyle że to zaangażowanie jest. Myślę, że kobiety w takich związkach szukają głównie tego właśnie zaangażowania. No powiedzmy większość kobiet. a te które szukają tylko i wyłącznie rozrywki - bez zaangażowania. Myślę, że wiele z nich JUZ go nie szuka. Po paru nieudanych próbach/ związkach dochodzą do wniosku, że "jedyne co wart to upić sie warto" czyli czerpać przyjemmość... zapominając, albo zagłuszając potrzeby jak bliskość, wsparcie, etc.
                                Myslę,że to "kolejny etap wtajemniczenia" ...
                                • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 25.02.12, 23:43
                                  Przyczyny, dla których kobietom nie jest potrzebne zaangażowanie aby oddawać się cielesnym uciechom, to temat na zupełnie inną dyskusję. Ważne, że istnieją, że jest ich dość sporo (nawet tutaj było/jest kilka) oraz że nie jest im potrzebne zaangażowanie aby się świetnie bawić smile

                                  smile
                                  • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 26.02.12, 07:46
                                    Tyle,że to raczej smutne, w moim pojęciu, kiedy ludzi traktuja się jak "wibrator" lub "cacko z dziurką.."
                                    • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 16:11

                                      Wg mnie smutnym jest fakt, że ludzie angażują się emocjonalnie i drugi związek będąc w pierwszym. Zarówno zdrada czysto fizyczna jak i duchowa pozostaje zdradą czyli czymś negatywnym lecz łatwiej mi zrozumieć osoby, które zdradzają fizycznie niż takie, które "zakochują się" w kimś innym nie odchodząc od aktualnego partnera.
                                      • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 17:52
                                        A dla mnie nie ma żadnej róznicy.. w czym zdrada "fizyczna" jest "lepsza" od "emocjonalnej'?
                                        Ja natomiast jeszcze skłonna byłabym zrozumieć zdradę, jednorazową, która niejako się "przytrafiła" .. po pijaku, z potrzeby chwili, nie wiem.. Natomiast umawianie sie na seks przez wiele miesięcy/ lat ... brak zaangażowania emocjonalnego ma tu być jakimś rozgrzeszeniem? A czemu?
                                        • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 18:44

                                          Nie napisałem, że jakakolwiek zdrada podlega rozgrzeszeniu lecz, że łatwiej mi zrozumieć zdradę fizyczną niż emocjonalną.

                                          W sumie, mówienie o braku "rozgrzeszenia" w moim wykonaniu byłoby straszną hipokryzją, nieprawdaż ?

                                          smile
                                          • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 19:21
                                            No ok, ale czemu w takim razie łatwiej byłoby zrzumiec zdradę emocjonalną?
                                            Pytanie pozostaje pytaniem.. co to za różnica??
                                            • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 19:22
                                              miało być czemu łatwiej zrozumiec zdradę fizyczną....
                                              smile
                                              zamieszałam,ale chyba wiesz o co kaman
                                              • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 19:48
                                                Wiem wiem smile

                                                Mi łatwiej zrozumieć pewnie dlatego, żem facet - zdradę tylko fizyczną praktycznie nie uważamy za zdradę smile
                                                • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 20:22
                                                  Wiem o co chodzi.. nie rozumiem, ale chyba wiem o czym mówisz..
                                                  Jakby spojrzeć na umowę miedzy ludźmi jaką jest przysięga małżeńska, to jest to zwyczajne naruszenie tej umowy, takie samo jak czysto emocjonalna zdrada - czyt. niefizyczna.
                                                  Czyli moim zdaniem nie ma żadnej różnicy, niezależnie od płci i rodzaju zdrady... (zawsze sobie mogę powiedzieć,że kradzież jednego małego sukierka, to przecież żadna kradzieź...) bi narusza umowę, którą zawarłam. Koniec kropka.

                                                  Ja w sumie też moge powiedzieć, że zakochanie sie w komś to nie zdrada, bo nie poszłam z nim do łóżka...

                                                  Teraz to już dyskusja w tylu : "o wyższości..." smile
                                                  • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 20:23
                                                    Literówki znowu - sorry! Bede 2 razy czytać zanim coś wyślę smile
                                                  • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 20:28
                                                    sosna_mloda napisała:
                                                    > Ja w sumie też moge powiedzieć, że zakochanie sie w komś to nie zdrada, bo nie
                                                    > poszłam z nim do łóżka...

                                                    No widzisz smile A dla mnie zakochanie się w kimś to zdrada zdecydowanie bardziej niż przespanie się z nim "dla sportu" smile

                                                    > Teraz to już dyskusja w tylu : "o wyższości..." smile

                                                    Z powodu różnicy zasadniczej (Tyś niewiasta) pewnie w tej kwestii nie dojdziemy do porozumienia smile
                                                  • sosna_mloda Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 20:32
                                                    Tak czy siak .. umowa złamana
                                                    Masz rację., nie dojdziemy...
                                                    Pozdrawiam
                                                  • on99 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 23:14
                                                    Cóż ... smile

                                                    Również pozdrawiam smile
    • ladymama2828 moje podsumowanie 26.02.12, 10:58
      przeczytałam wasze posty i nasuwają mi się takie wnioski.
      Oczywiście każdy z nas jest inny i kieruje się innymi pobudkami i potrzebami. Wiem, że można oddzielić sex od kochania. I można uprawiać "beznamiętnie" sex, podsunąć się i odczekać 10 minut aż wszystko się skończy. Można uprawiać sex z czystych pobudek fizycznych "bo jak nas czasem najdzie ochota...". Ale jeśli tylko pojawia się uczucie i zaangażowanie przestajemy mówić o seksie tylko zaczynamy się kochać.
      Jak w łóżku myślisz o tej drugiej osobie, by jej było dobrze, albo zasypiasz i budzisz się rano i myślisz o nim.o niej to znaczy że się zakochałaś/eś. I wtedy juz jest problem. Bo czy nasze uczucia są takie same, czy jednostronne.
      Wiele w życiu przeżyłam, zarówno pięknych jak i bardzo przykrych chiwl i uwierzcie mi, że to wszystko sprawiło, że wreszcie (choć jestem po 30-stce) wiem czego chcę od życia, znam swoją wartość, swoje potrzeby.
      Ja potrzebuję być kochana, zrozumiana, wysłuchana, lubię czułość, namiętność, wspólne poczucie humoru.
      Co do postu dotyczącego rozmów...hmmm myślę, ze w dojrzałym emocjonalnie zwiążku pełnym zaufania i miłości czasem takie rozmowy to więcej niż najlepszy orgazm i bliskość fizyczna. Nawet ostatnio z Moim Misiem doszliśmy do wniosku, że on swoją żoną bardziej zdradza tymi przegadanymi dziennie godzinami, listami, smsami, tajemnicami, niż tym, że co kilka dni wylądujemy w łóżku. I choć całuje, kocha mnie namiętnie i jest fantastycznie to wiem, że jest ze mną nie z powodu mjej dupy, bo exciting po kilku miesiącach mija, motyle z brzucha wyfruwają ii wtedy musi zostać coś jeszcze... Wtedy zostaje miłość

      Trzymam kciuki abyście znalazły szczęście w życiu
      • malutka_35 Re: moje podsumowanie 26.02.12, 13:10
        Tak Ladymama,bo tego wlaasnie oczekujemy,potrzebujemy po prostu byc kochane i zrozumiane,tego szukamy...jak widac nie tylko ja mam takie zdanie....nie uzyje tu okreslenia "wiekszosc" kobiet,bo znow mi sie dostanie,ale jedak cos w tym jest....
        Ta potrzeba jest wieksza niz sex bez uczucia,bo to mozna miec w agencji towarzyskiej czy na dyskotece badz gdziekolwiek tylko nam nie o to chodzi...
        Sosna ma racje,to raczej przykre jak ludzi traktuja sie jak "zabawki z sex shop-u",bo po co wtedy wogole w cokolwiek sie pakowac?Wystarczy zakup owych cacek i jazda!
        To moje zdanie,ale ja nie moglabym oddzielic sexu od uczuc i potraktowac sex-u na zimno...
        Chyba bardziej zabolaloby mnie to,ze facet traktuje mnie jak sex-zabawke niz to co przeszlam,z reszta poniekad tak wlasnie zrobil i to byl koniec....
        Tak Ladymama ja myslac kiedys o nim nie myslalam w kategoriach seksu,ale tak "zwyczajnie" choc pewnie przez pryzmat serca i to wlasnie bolalo najbardziej-jego rozmowy z zona,ich codzinnosc i wiem,ze i on myslal podobnie....kiedys...
        Pozdrawiam cieplutko i milej niedzieli zyczesmile))
    • oli25-7 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 19:31
      Nadaja się te które albo sa nimfomankami,albo zimnymi....A te które sie zakochuja mają przerąbane,bo kochany wraca do żonki,i co go wtedy obchodzi kochanka, która była zabawką a że cierpi to jej problem.Ja juz nigdy nie chce popełnic tego błędu,bo to był ogromny błąd,minęły dwa lata od naszego romansu,a mi wciąż śni sie po nocach,i może mniej boli ale nadal boli gdy go widze i ta jego obojetność jakby nigdy nic nas nie łączylo.dlatego teraz wiem ze nie było warto
      • agus-ia76 Re: i jaki wniosek z tego kochankowania? 27.02.12, 21:32
        oj ja też nie mam zamiaru
        było fajnie ...czasami,ale nie warte to jest tego co trzeba przejśc później
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka