loorynka
23.09.12, 00:15
Zaczne od poczatku. Cztery lata temu zaczelam prace i spotkalam jego, byl moim przelozonym.od pierwszego dnia cos iskrzylo miedzy nami.on nie wiedzial ze mam meza, ja nie wiedzialam ze ma zone. Zaczelismy rozmawiac, opowiedzielismy sobie o swoich zwiazkach, dzieciach, nigdy nie mowil zle o swojej rodzinie, ja rowniez nie opowiadalam jaka to nieszczesliwa jestem z mezem tyranem. Zaczelismy spotykac sie po pracy, kawiarnie,parki,muzea na poczatku to byla taka bliska przyjazn,ktora niebawem przemienila sie w plomienny romans. Po paru miesiacach romansu zona jego wyjechala z dzieckiem do ich ojczyzny ( obydwoje jestesmy cudzoziemcami mieszkalismy za granica) , nasz romans zaczal sie rozkrecac na maxa,nie musielismy sie juz ukrywac. Moj maz niczego sie nie domyslal,nie pilnowal, ogolnie robilam co chcialam bo mojemu m wisialo co ja robie i gdzie ja bywam. Po jakims roku on dostal telefon od zony ze lekarze podejrzewaja u niej raka. On wachal sie co robic,przekonalam go aby pojechal do zony bo ona go wtedy bardzo potrzebowala, w myslach wymyslalm sobie od idiotek, bo moje szczescie wypychalam wrecz w ramiona obcej baby,cierpioc przy tym przeogromnie. W czasie przygotowan do jego wyjazdu zaczela mi sie spozniac miesiaczka, ja bylam przerazona on promienial i zastanawial sie co zrobic jechac czy zostawac. Na szczescie miesiaczka sie pojawila i bez zmarwien ciazowych moglismy sie pozeganac. Pozegnalismy sie na lotnisku, byly lzy, byly obietnice ze nigdy o sobie nie zapomnimy, ze kiedys znowu sie spotkamy itp. Wymienilismy sie adresami mailowymi i on wylecial ze slowami do zobaczenia. Mailowalismy do siebie regularnie przez pol roku. Zylam tylko tym by sprawdzic czy jest wiadomosc od niego, plakalam w poduszke z tesknoty. Jego zona wrocila do zdrowia, on znalazl prace wiem ze byl szczesliwy ale tez wiem ze tesknil tak samo jak ja. W miedzy czasie miedzy mna i mezem dzialo sie bardzo zle, mowilam mu o tym,chcial mnie sciagnac do siebie aby mnie ratowac. Wystraszylam sie i zastanawialam sie kim ja bym byla po przeprowadzce, nadal kochanka? Pewnego dnia postanowilam ze dam mu spokoj i nie odpowiedzialam na maile jakie nadchodzily , myslalam niech zyje szczesliwie z zona i niech mysli o przyszlosci z nia. Ja musialam naprawic swoje zycie, bo tak zyc sie nie dalo w ciaglym oczekiwaniu jego powrotu z mezem u boku ktorego nie kochalam. Po jakims czasie mezem jako tako zaczelo sie ukladac ( wczesniej bylam zdecydowana na odejscie od niego ale sie balam z tego wzgledu ze mieszkamy za granica i jestem tutaj naprawde sama z dzieckiem ) Urodzilam drugie dziecko , jestem szczesliwa matka, zona niestety nie. I znowu on sie pojawil , skontaktowal sie ze mna na fb , tydzien sie zastanawialam czy odpowiadac na jego widomosc. Odpowiedzialam . Znowu utrzymujemy ze soba kontakt, znowu sa zapewnienia ze kocha, ze teskni. Jego zona oczekuje dziecka, on powiedzial ze jest to skutek naprawiania zwiazku ( u mnie jest ten sam przypadek), tylko ze ja mam juz dziecko i wiem ze zwiazku mojego to nie naprawi). Wiele bledow popelnilam w zyciu, wielu rzeczy zaluje. Nie zaluje moich dzieci i tego romansu. Przez ten czas jak nie utrzymawilismy kontaktu codziennie zastanawialam sie czy on tam jest szczesliwy, i zyczylam mu szczescia z calego serca. Wiem ze on tez mi zyczy dobrze. Zazdrosci o jego zone nigdy nie odczuwalam, on o mojego meza tez, zawsze tak mowil i nie mam powodu aby mu nie wierzyc. Wiem ze to glupio brzmi ale ja naprawde kocham mojego kochanka i oczekuje dnia gdy sie znowu zobaczymy, i byc moze ( nie wierze w to do konca) zostaniemy razem. Z drugiej strony zycze mu aby te dzieciatko naprawilo jego zwiazek. Ja jestem szczeslliwa ze przezylam to co przezylam tylko nieraz zaluje ze nie powidzielismy sobie zegnaj na zawsze , bo wtedy bylo by mi latwiej zakonczyc ten etap. Nie ma go tutaj ze mna juz dwa i pol roku a ja mam wrazenie ze wyjechal wczoraj. Nie wiem po co to tutaj opisalam. Pewnie niejedna z was napisze ze glupia jestem, moze i macie racje ale ciezko mi zrezygnowac z niego, bo on jest jednym z moich marzen. Czy myslicie ze jest mozliwe ze kiedys naprawde sie spotkamy ( nie chce zeby dla mnie zony zostawial, ja jestem gotowa zostawic dla niego meza) . Zawsze sobie powtarzalismy ze nie wazne czy za rok, za dwa czy za dwadziescia, bedziemy czekac na siebie zeby zakonczyc to co zaczelismy cztery lata temu. Czy takie czekanie ma sens. Czy ja jestem tak niemadra i dalam sie nabrac na uczucia do faceta,ktory..... No wlasnie po co on do mnie pisze , po co szuka kontaktu? Co myslicie o tym? Ps przepraszam za bledy , pokretne zdania i ogolny chaos w tekscie.