werraja
14.03.15, 15:16
Od początku... mam męża kochanego cudownego i 2 małych dzieci.. i żyło nam się jak w bajce, aż po urlopie wychowawczym nie wróciłam do pracy... i... GO zobaczyłam (1 mężczyzna od 12 lat, czyli jak poznałam męża na którego zwróciłam uwagę).. aż pewnego dnia nasze spojrzenia się spotkały i tak ... były iskry.. aż wybuchł ogień...
On żona, dziecko u drugie w drodze..(fuck). Zaczęło się od flirtu na gg, spojrzenia.. dłuuuggoo walczyliśmy jednak.. nie chcieliśmy razem wychodzić z pracy i iść na parking, nie chcieliśmy sami w kuchni zostawać... Aż nie wytrzymaliśmy.. po jakimś czasie nr telefonów, tysiące czułych miłosnych, gorących smsów, potem spotkania przed i po pracy w aucie.. i tak kilka miesięcy już... pieszczoty, pocałunki, ale normalnego seksu nie było.
Tak bym to chciała zakończyć i nie umiem.. bo codziennie go widzę.. nie chce zmieniać pracy bo drugiej takiej nie znajdę w mojej okolicy.. Już tyle razy próbowałam zakończyć.. ale jak tylko go widzę to wszystko wybucha, zapominam o całym świecie... wystarczy jego spojrzenie, czuły sms, mail słowo, przytulenie i po mnie!. jak jesteśmy we dwójkę na te krótkie momenty to czujemy że kradniemy czas rzeczywistości ze reszta przestaje istnieć.
Pisze tylko żeby się wygadać... nigdy w życiu nie podejrzewałabym ze ja kiedykolwiek jakiś romans... już ja tylko wiem co mówiłam o kochankach co niszczą rodziny.. a ja sama, teraz dość ze swoja to i jego... Qrwa..
Nie wiem po co to piszę, żeby tylko się chyba wygadać. Bez sensu to wszystko do góry nogami