l.george.l
14.02.20, 02:26
Ręka do góry, kto odczuł ulgę po rozstaniu z kochanką. Nagle nie trzeba wymyślać nadgodzin, tłumaczyć się żonie z przychodzących smsów, bez stresu można dać jej do ręki telefon i pokazać śmieszny filmik. Wreszcie ma się czas na przyjemności, obejrzenie seriali na Netfliksie, przeczytanie książki, pieniędzy zaczyna przybywać na koncie, bo mniej idzie na dojazdy, na prezenty, na knajpy. Na razie widzę same plusy. A seks? Może i człowiek czuje się dowartościowany, kiedy jednego dnia zadowala i kochankę, i żonę, ale i to zaczyna męczyć, bo każda ma swoje nawyki. A najcenniejszy w tym wszystkim jest fakt, że nie trzeba już w dwóch domach naprawiać kranów, kontaktów, zacinających się rolet, bram itd., itp. Może trochę żal, że nie zobaczy się swojego siusiaka w ustach kochanki i że pewnie innemu jajca wyliże, ale wynagrodzeniem jest świadomość, że to on będzie wysłuchiwać marudzenia o niekończących się potrzebach. I nie mam tu na myśli potrzeb natury seksualnej, ale natury remontowej.