Dodaj do ulubionych

Kochać żonatego...

18.07.05, 13:27
Prawdopodobnie kiedyś zrozumiemy, że dla nich to tylko gra... dobra zabawa...
szkoda tylko, ze Oni nie rozumieją - jak ich kochamy...
Obserwuj wątek
    • mon781 Re: Kochać żonatego... 26.07.05, 13:15
      brawosmile))nieszcęsliwe kochanki....głupie cipy i tyle..one cierpią i prawidłowo
      bo dzieki nim też ktoś cierpiał nie jedno dziecko płakało...a mozna na swiecie
      skrzywdzić wielu ale nie DZIECI!!!!!!!!Bladź która zabiera ojca z rodziny nie
      zasługuje na miano człowieka
      • kargo10 Re: Kochać żonatego... 30.07.05, 23:04
        Nie rozumiem agresji tych kobiet po drugiej stronie. Czy nie rozumiecie, że to
        Wasi ukochani mężowie są podli? To oni nie myślą o Was - żonach, o Waszych
        dzieciach. A kochanki? mhm... kochają i przez to cierpią. Nie każda wiedziała,
        że ten wyśniony książę z bajki, jest Panem Ropuchą, który w domu ma już swoją
        ropuchę!!!
        • goscinnie_ino Re: Kochać żonatego... 01.08.05, 11:54
          nic dobrego z tego forum nie wyszło, chociaż myślę, że założycielka miała dobre
          intencjie. Ehhh, żyletko, tylko ten kto sam się w to wpakuje może zrozumieć...
          sama się borykam z "moim" żonatym od jakiegoś czasu. najprościej jest wyzwać,
          zmieszać z błotem, nawymyślać... trudniej spróbować wysłuchać, nie wspomnę już
          o jakimkolwiek zrozumieniu! pozdrawiam serdecznie i życzę siły!!!!
          • olga12344 Re: Kochać żonatego... 09.09.05, 14:58
            a co jeśli ma się żonatego i też jest się żoną? Czy to nasza wina, że wcześniej
            na siebie nie trafiliśmy? I dopiero teraz widzimy jak bardzo pomyliliśmy się w
            swoich życiowych wyborach? A co jeśli do tego i w jednym i w drugim małżeństwie
            są dzieci? Czy faktycznie lepiej jest obumierać w nieudanych małżeństwach, w
            których dzieci wcale nie czują się dobrze? jest wiele pytań i wiele
            przerażających odpowiedzi. Co wybrać? Niestety ja nie wiem co w takie sytuacji
            zrobić sad
            • osdato Re: Kochać żonatego... 20.01.06, 22:00
              Co wybrać? Szczęście!! Dzieci nigdy nie będą szczęśliwe, jeśli nie będą
              widziały szczęśliwej matki bądź ojca wokół siebie!! Ostatecznie - dzieci kiedyś
              nas zostawią, zakładając swoje i tylko swoje życie, w którym my - rodzice
              będziemy tylko kochanym, ale dodatkiem!! A jeśli będą tkwiły w domu, w którym
              między rodzicami nie ma prawdziwej miłości- czy wyniosą prawdziwy i słuszny
              model rodziny??!! nie sądzę!! Dlatego - jeśli jesteś na tyle odważna, by wziąc
              życie w swoje ręce, jeśli masz na tyle odwagi, by przewartościować swoje życie
              w sposób, że na pierwszym miejscu są Twoje dzieci wraz z Tobą - zrób to!!
              najgorsze, to obudzić się w wieku, który nie pozwala już na zmiany i
              stwierdzić, że żałuje się tego jak przeżyło się własne życie, że żałuje się
              dokonanych wyborów!! ja nie miałam tyle odwagi.....
            • marzena10101 Re: Kochać żonatego... 06.11.06, 18:30
              Pytanie mojego życia...Mam 26 lat, jestem dopiero dwa lata po ślubie i teraz
              znalazłam tego jedynego..Żonaty. Co robić? Płakac mi się chcę, kiedy o tym
              myślę?
              • anna811 Re: Kochać żonatego... 11.11.06, 12:58
                Co robić? Wyplącz się z tej historii jak najprędzej, wiem jakie to trudne, ale
                naprawdę na początku jest łatwiej. Nie znam Twojej historii, może chciałabyś ją
                opisać, chętnie przeczytam i doradzę..Pozdrawiam
        • zakara Re: Kochać żonatego... 10.10.07, 14:31
          Witam jestem tu nowa,jedna uwaga wiele kobiet godzi sie z usmiechem na twarzy na
          takie zwiazki i nie przeszkadza im to iz ich kochankowie sa zonaci,przechodza nad
          tym do porządku dziennego,sama jestem w takiej sytuacji mój maż poznał młodą
          dziewczynę i jej przeszkadza zona i dzieci o nim nie wspomnę bo to nie wymaga
          komentarza.Maz pracuje w angli miałam dołączyć do niego ale chyba panienka mnie
          ubiegła zostałam sama z dziećmi
          • luna-es Re: Kochać żonatego... 10.10.07, 20:20
            to prawda godzimy sie ale z tym usmiechem to lekka przesada...
            bardzo Ci wspolczuje ale uwazam ze takie duze zaufanie do meza (w
            koncu pozwolilas by sam wyjechał) zawsze zle sie konczy. Faceci juz
            tacy po prostu sa! trzeba przy nich byc i czuwac. Nie chodzi mi o
            kontrolowanie kazdego kroku bo to tez prowadzi do katastrofy ale nie
            mozna zostawiac faceta samego sobie! chociaz jak bedzie chcial
            zdradzic to i tak znajdzie okazje...lepiej jednak mu tej okazji nie
            podawac na talerzu.
          • dasc71 Re: Kochać żonatego... 21.10.07, 16:00
            Znajdz sobie najlepszego meza na swiecie;CUDZEGO,bedziesz miala to
            co chcesz a gacie mu wypierze zona
            • luna-es Re: Kochać żonatego... 21.10.07, 23:59
              tak...bo ja zrobilam to z premedytacja! zawsze marzylam zeby facet
              ktory bedzie moim idealem mial juz zone... a co do tych gaci to ja
              chetnie przejelabym te i inne obowiazki szkoda tylko ze ktos nie
              chce mi ich oddac...
      • dasc71 Re: Kochać żonatego... 21.10.07, 15:58
        Wiesz moze jeszcze nie trafilas na taka sytuacje,nie jestesmy
        cipami,jak to okreslasz,po za tym ja tez zostalam z dwojka dzieci
        sama i dlugo bylam sama az do czasu kiedy poznalam zonatego,i wiesz
        niech ma se ta swoja zone ,ja juz sie hajtac nie bede a co mam to
        mam glupie zony jak nie potrafia utrzymac meza,mi sie to tez zdazylo
        bo go zaniedbywalam,a terz mam juz czas zajac sie najlepszym mezem
        pod sloncem bo nie jest moj,niech mu pierze sprzat itp,ja sie
        narescie dobrze bawie,i czuje sie kochana.
    • bamboha Re: Kochać żonatego... 31.08.05, 14:38
      ja mam takiego jednego żonatego i mimo że mam faceta którego kocham to przy tym
      drugim normalnie miękną mi nogi
      • necia100 Re: Kochać żonatego... 01.09.05, 11:28
        Bo mózg to już dawno Ci "wymiękł" i wypłynął przez vagine chyba.....
        • woman-in-love Re: Kochać żonatego... 24.10.05, 21:51
          czy ktoś moderuje to forum? żenada...
    • agnwil Re: Kochać żonatego... 08.09.05, 12:52
      Kochałam żonatego... ale to nie moja wina że zdradzał żonę... zaczeło się od
      przyjaźni... z mojej strony czysta przyjaźń... z jego strony czysta przyjaźń...
      ale to trwało ok 1 miesiąca... Później powiedział że mnie kocha... Uważaliśmy
      że jesteśmy dla siebie stworzeni... to trwało ok 6 miesięcy... ale ja go nie
      namawiałam do kłamstw.. nie kazałam mu przyjeżdżać do mnie 400 km w jedną
      strone co 2 tygodnie... Wielokrotnie mu podpowiadałam jak ma postępować z
      żona... co ona może czuć... (jak mieli jakies problemy) naprawde nie bylam
      złośliwa i rady dawałam mu z dobrego serca.. mimo ze w duszy czułam ze go
      kocham...
      W pewnym momencie poczułam ze go strasznie mocno kocham... i .... i poprostu
      musiałam odejść... on... on nie wierzył że jestem w stanie odejść... (a ja nie
      chciałąm stawiać go przed wyborem żona albo ja, nie chciałam żeby ona
      cierpiała... i tak bylo mi glupio ze ja oszukiwal...)
      powiedział że zostawi żonę i dziecko (które miało się dopiero narodzić)

      Odeszłam... uważam żę zrobiłam dobrze, bo wiem ze on NIGDY by mi nie powiedział
      chcę być z żoną i dzieckiem... NIGDY!!! chciał ze mna gdzieś uciec...
      Wiem że wybrałam dobrze...
      • natalyyes krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 09.09.05, 23:38
        Te wszystkie PANIE ATAKUJACE kochanki, idzcie sobie do forum ZON,bo was czytac
        nie mozna.Na kazdym forum kochanek te same panie wyzywaja dziewczyny,zalosne, a
        moze zdradzajacych panow tez ocenicie ta miara.Sama jestem szczesliwa zona od
        wielu lat.A w wieku mlodszym zdarzylo mi sie byc kochanka,zostawilam go,uwazam
        ze zwiazek ten byl bledem.Ale kazdy moze popelnic blad zwlaszcza w okresie
        kiedy jest tak mlodym ,ze nie mozna realnie oceniac ludzkich zwiazkow, kiedy
        brak doswiadczenia zyciowego.Zapewniam ,ze nie ma to nic wspolnego z mysleniem
        inna czescia ciala,poniewaz kochanki sa nimi bo w wiekszosci sa naiwnie
        zakochane w jakims Don Juanie,ktory to chetnie wykorzystuje.Zamiast wypisywac
        brednie na dziewczyny ,lepiej pilnujcie wlasnych mezow.Bo kazdy normalny
        mezczyzna(pomijam Don Juanow,ktorzy zawsze chetni do przygod zdradza nawet
        chodzacy ideal i beda to robic zawsze) nie sypia z innymi,jesli ma
        kochajaca,zadbana,normalna partnerke.Jesli pomimo to,zdradza bez powodu jest
        zwyklym ch...i wtedy nie obwinialabym o to panienki.
        • anapola Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 10.09.05, 23:16
          Kiedyś i Twój mąż może poczuć w Sobie Don Juana...
        • anula52 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 12.09.05, 17:42
          nie zbudujecie szczęścia na cudzym nieszczęściu!
          • agnwil Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 13.09.05, 08:41
            wcale nie zamierzalam budowac szczesnia na cudzym nieszczesniu... ale z drugiej
            strony jak by pomyslec to chyba bardziej logiczne jest zeby cierpiala 1 osoba a
            nie 2 prawda???
        • necia100 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 13.09.05, 14:07
          Natalyyes a gdzie jest teraz swój mąż ? Pilnujesz go? Chodzisz za nim 24 h na
          dobę? nie? Ja też nie mam zamiaru.Nie uważasz czasem ,że conajmniej nielogiczne
          stwierdzenie żeby ich pilnować ? Ja wiem ,ze faceci nie są bez winy ,pewnie są
          najbardziej winni w tej całej sprawie,ale jak czytam takie wynurzenia
          naiwnych ,a wręcz pustych dziewczyn to do cholery ! na co one liczyły? Mi
          rozsądek zawsze podpowiadał żeby sie nie qrwić i nie zadawć z żonatymi facetami
          i potrafiłam się jakos uchować, chociaz i owszem kusili...Więc jak do jasnej
          dupy mam zrozumiec takie biedne owieczki? Przy czym w większości się
          okazuje ,ze to niezłe wyrachowane baby? A jakbyś się czuła jak Ciebie zdradził
          by teraz mąż? I nie mów ,ze to nie możliwe - bo ja też tak twierdziłam!!!! Co
          wtedy ? Wziełabys na siebie winę? Nieupilnowałaś?
          • necia100 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 13.09.05, 14:09
            Miałałobyć oczewiscie Twój,a nie swój....
          • natalyyes Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 24.09.05, 23:59
            Moze zostalam zle zrozumiana.Chodzilo mi o to zeby pilnowac (nie 24 h na dobe
            kontrolowac)tylko zwyczajnie pielegnowac swoja milosc,raz w miesiacu gdzies
            razem wyjsc,dbac o to by namietnosc nie wygasla.Ja wcale nie twierdze, ze to
            latwe zwlaszcza po wielu latach malzenstwa.Nie chodzilo mi o to by
            usprawiedliwiac kochanki.W zadnym wypadku!Niektore z nich to wyrachowane baby,
            inne naiwne idiotki ale wyzywanie ich i tak nic nie zmieni,zdradzajacy mezowie
            tez ponosza czesc winy.Wiem jak sie czuje zdradzona kobieta, bo w poprzednim
            zwiazku doznalam tego,uwazam ,ze tak samo on byl winny jak i ja.Wtedy nie
            troszczylam sie o zwiazek,kariera byla wazniejsza,moze nie kochalam go
            wystarczajaco,nawet nie bywalam w domu.Tamtej nie winie, bo gdyby nie ona
            bylaby inna.Moj obecny partner- maz jest mi wierny ,ja to wiem po prostu choc
            wiele osob czytajac takie zapewnienie usmiechnie sie ironicznie.Poczatkowo
            majac uraz psychiczny kontrolowalam go,sprawdzalam,nawet o tym nie
            wiedzial.Dzis mam pelne zaufanie, bo jesli on ma do wyboru impreze z
            kumplami,wypad z przyjaciolmi a wieczor ze mna wybiera zawsze to drugie,kazda
            wolna chwile spedza ze mna ,dla mnie porzucil swoja ojczyzne.Oczywiscie to nie
            jest gwarantem niczego ale co nim jest.Gdzie jest moj maz?Siedzi na kanapie
            obok i spedza wieczor jak zwykle ze mna.Moze zostalam zle zrozumiana,chodzi mi
            o to ze wyzywanie kochanek nic nie zmieni.Zmieniac trzeba mezczyzn,z charakteru
            lub po prostu na LEPSZY MODEL>
            • necia100 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 29.09.05, 10:17
              Czasami aż trudno się oprzeć żeby nie skomentowac w taki sposób głupoty co
              poniektórych....
              • rura111 Re: kochanki!!! 21.10.05, 21:31
                włwsnie ostatnio przez jedną taką ... rozpadła się moja rodina. diecko przeżywa
                horror ja z nim . On jest szcęśliwy , wszystko ma w d. bo sobie wreszcie życie
                ułożył. Jakoś wcześniej póki JEJ nie było był całkiem szczęśliwy? Więc jak to
                jest?.
                • woman-in-love Re: kochanki!!! 22.10.05, 14:55
                  Po pierwsze, to mąż przyrzeka żonie wiernośc, a nie kochanka. Po drugie -
                  dzieci przeważnie cierpią dlatego, że opuszczone matki robia z ich zycia
                  horror: wrzeszczą, nie dopuszczają ojca-łajdaka, ciągle narzekaja, ot - i
                  piekiełko gotowe.
                  • anapola Woman in love 25.10.05, 00:36
                    Takie mądre stwierdzenie pochodzi od osoby,która sama miała romans z
                    żonatym.Według Niej jeśli mąz zdradza,zawsze winna jest żona.Naturalnie nie mąż
                    ani tym bardziej kochanka.Ale teraz, to przegięcie:obarczenie zdradzonej
                    kobiety winą za cierpienie dzieci po odejściu Tatusia do innej Pani,to poprostu
                    SKANDAL!!!Czy Ty byłaś kiedys zdradzoną ,opuszczoną żoną ?Na dodatek
                    pozostawioną z dziećmi,którymi Tatuś się interesuje?Czy masz pojęcie co czują
                    zdradzone kobiety?NIE.Więc nie wypisuj bzdur!I nie obrażaj Kobiet,które dzięki
                    takim jak TY wiele wycierpiały!
                    • woman-in-love Re: Woman in love 02.11.05, 20:07
                      własnie byłam zdradzona opuszczona zoną i wpadłam w taki rozstrój nerwowy, ze
                      krzyczałam na dzieci o byle co, dokładając im cierpienia. Kiedy sie
                      opamietałam, doszłam do wniosku, ze on nie był wart ani mojego bólu, ani -
                      tymbardziej cierpienia dzieci. Ja byłam megiera, on światecznym tatusiem raz na
                      dwa tygodnie sprawiajacym im przyjemność. takie "randki z dziecmi". To mnie
                      jeszcze bardziej irytowało. Wspólnie przepuszczaki pieniądze, a ja
                      zastanawiałam sie, jak przezyc. Znam dobrze temat i apeluję do opuszczonych
                      matek: wyluzujcie, poszukajcie pomoce psychologicznej, ponieważ dzieci
                      potrzebuja waszego wsparcia.
                      • naiwna52 Re: Woman in love 03.11.05, 16:46
                        masz rację Woman in love, zdradzone żony zostają z problemami a ich mężowie
                        odchodzą do nowego uczucia bez problemów, sporadyczne wizyty z dziećmi
                        dowartościowują ich - czują że nadal o nie dbają spełniając obowiązek ojcowski
                        od święta czują się rozgrzeszeni, ułatwiają sobie dalszą kontrolę nad byłą żoną
                        - stawia ich to w o wiele lepszej sytuacji niż byłe żony, nie dziwie się byłym
                        żonom że zdradzone i zostawione same sobie z problemami które wcześniej
                        rozwiązywało się (miniej lub bardziej) razem czują się źle-nawet bardzo,
                        rozumiem je i współczuję im (mnie zdrada też zabolała i boli nadal, ale w domu
                        nie ma już dzieci i tę zdradę odbieram bardzo osobiście- on zrezygnował ze mnie,
                        z moich uczuć, troski, przywiązania, przyjaźni, nie będę o niego walczyła, niech
                        ma to co chciał, nie mędę megierą dla moich dorosłych dzieci-ułatwiam i namawiam
                        do kontaktu z nim, ale gdy go widzę to mnie nosi i jako pociechę po takim
                        spotkaniu czytam niektóre posty, forum to miejsce gdzie można się wyżalić,
                        czegoś dowiedzieć, spojrzeć na życie oczyma innych, zdystansować się do tego co
                        mnie osobiście spotkało, nie mam pretensji do forumowiczek które z jadem piszą o
                        swoich rywalkach, być może jest we mnie za dużo empatii, mam za wiele lat życia
                        i w związku, rozumiem wszystkie zdradzone, staram się zrozumieć kochanki (mimo
                        że nigdy nią nie byłam ale rozumiem poczucie bycia kochaną, chęć doświadczenia
                        czułości, troski i przyjaźni, może kochanki z tego forum też się czegoś
                        dowiedzą. Zdrada zależy tylko od jednej osoby, jeśli ktoś jest uczciwy, wierny i
                        kocha to nie spojrzy na drugą kobietę, wina zawsze jest po stronie męża, jeśli
                        zdradził to moim zdaniem nie jest wart ani żony ani kochanki - obie oszukał, czy
                        dobrze żyć ze świadomością, że żyje się z oszustem - myślę że na dłuższą metę
                        nie - kochanki są zauroczone - tylko na jak długo - kochanka nie wie czy
                        wszystko co jej mówił było prawdą, żona nie wie co mówił kochance i jak długo ją
                        oszukiwał. Kochałam męża przez 30 lat- dziś nie umiem określić swoich uczuć, nie
                        umiałam żyć z oszustem któremu zdrada "tak jakoś wyszła, jakoś tak się stało",
                        żal mi tylko marzeń nie spełnionych i pustki którą czuję w sobie, nawet kochance
                        nie umiem źle życzyć - ona jeszcze nie wie kogo pokochała i co ją czeka, a ja
                        już wiem, jeszcze mam dołki i apatia nieraz mnie ogarnia ale wiedza nawet ta
                        najgorsza jest lepsza od niewiedzy
                        • woman-in-love Re: Woman in love 07.11.05, 19:46
                          własciwie, to najbardziej żal DOMU, świątecznego obrusa, niedzielnego spaceru,
                          nawet wspólnego nic-nie-robienia. Nie tyle samego męzczyzny. Skoro okazał się
                          kłamcą i draniem, to własciwie nie ma czego żałować. Ale cała budowla leży w
                          gruzach. Oczywiście otoczenie dkłada bez litosci. Mam to juz za sobą. Wniosek:
                          nie traktować małzeństwa ZBYT poważnie wink))
                          • rura111 Re: Woman in love 08.11.05, 10:30
                            Jak to nie traktować małżeństwa zbyt poważnie? Dla mnie to było coś
                            najważniejszego na świecie! Dawało motywację do pracy , do wszystkiego!Teraz
                            kiedy odszedł do innej wszystko straciło sens. Gdyby nie dzieci byłoby jeszcze
                            gorzej. To one nadają teraz sens wszystkiemu. Ale pozostaje ból , złość. A tak
                            do końca to nie rozumiem dlaczego to zrobił. Jak można poświęcić szczęście
                            własnych dzieci , które podobno bardzo kocha dla własnego poczucia ...
                            szczęścia? przecież to egoizm w najgorszym wydaniu. A tamta kobieta ? Czy może
                            być szczęśliwa z takim potworem? Ja bym nie była.
                            • woman-in-love Re: Woman in love 08.11.05, 20:25
                              no i co ci da ta złośc? czy nie lepiej spojrzeć inaczej, jako na przejściowy
                              etap, zamkniety rozdział? Po prostu: było, a teraz nie ma. Swiat się nie
                              skończył, show must go on..., i tak kiedyś dojdziesz do tego wniosku.
                              • necia100 Re: Woman in love 09.11.05, 09:24
                                Hmm,Woman - spotkałysmy się już nieraz na tym czy innym forum i zazwyczaj nie
                                podpisywałam się pod Twoim wypowiedziami - bo były one diametralnie różne od
                                moich.Ale...ale z tym,ze małżeństwa nie powinno sie traktować zbyt poważnie -
                                akurat sie zgadzam. Małżeństwo jak wiele rzeczy : młodość ,uczucie i inne jest
                                rzeczą ulotną.....Ja się o tym przekonałam.Utwierdzona w swojej miłości do męża
                                myślałam,ze już nic nie może się zdarzyć ,ze nasze małżeństwo będzie trwać
                                wiecznie ,do śmierci,że jest może nie idealne ,ale prawie.I tu się myliłam.W
                                idealnym małżęństwie raczej nie powinno się zdarzyć to co się jednak
                                zdarzyło : ( ? To było dla mnie dużym szokiem wręcz traumą,ale przeżyłam ....i
                                jestem silniejsza,mądrzejsza o jeszczo jedno doświadczenie i oczewiście nie
                                traktuje już swojego małżeństwa nazbyt poważnie.Męża zresztą też.Wiem,ze to co
                                jest dzisiaj niekoniecznie musi byc jutro....
                                A jeśli chodzi o potomstwo - to nie posiadamy więc nie było problemu który
                                poruszałyście....
                                Jesteśmy razem: ja i mój mąż i ....mamy sie świetnie smile To dziwne,ale to
                                zdarzenie wydobyło z nas nasze uczucie do siebie,które pod naporem różnych
                                spraw, problemów,obowiązków - przyblakło przez te lata....Miło jest usłyszeć,że
                                kocha , jest szczęśliwy i cieszy się ,ze jesteśmy razem. Cóż takie zycie:
                                jeden rozdział się zamyka drugi otwiera,a że podobny ? Przecież to ta sama
                                ksiązka......
                                • woman-in-love Re: Woman in love 09.11.05, 19:31
                                  Necia, miód na moje serce smile))) zawsze mnie boli, kiedy kobiety kłócą sie
                                  przez facetów. Warto wsłuchac sie w piosenke "on nie kochał zadnej z nas"
                                  śpiewanej przez Majke Jeżowską i Krystynę Prońko, które prywatnie miały za męża
                                  tego samego mężczyzne, niejakiego Janusza K., najpierw Krycha, potem Majka, ale
                                  zadne z mariaży sie nie ostało.
                                  • rura111 Re: Woman in love 13.11.05, 18:33
                                    A ja dalej jestem zła i wściekła. Obyście miały racje że to kiedyś minie , ale
                                    ile czasu musi upłynąć? A jak mają wyglądać kontakty między nami , przecież
                                    czasami trzeba pogadć o dzieciach? Dla mnie on i tak jest najgorszym co mogło
                                    mnie spotkać w życiu. Tylko co dalej?
                                    • woman-in-love Re: Woman in love 14.11.05, 19:19
                                      poszukaj sobie kogośna długie jesienne wieczory, złośc minie jak ręką odjąłsmile
                • i_renka Re: kochanki!!! 14.01.06, 13:35
                  rura111 napisała:

                  > włwsnie ostatnio przez jedną taką ... rozpadła się moja rodina. diecko
                  przeżywa
                  >
                  > horror ja z nim . On jest szcęśliwy , wszystko ma w d. bo sobie wreszcie
                  życie
                  > ułożył. Jakoś wcześniej póki JEJ nie było był całkiem szczęśliwy? Więc jak to
                  > jest?.


                  KOBIETO - ZASTANÓW SIE - CZY ZOSTAWIŁBY CIE GDYBY BYŁ SZCZESCLIWY?
                  MAŁO TO LOGICZNE...
      • anna811 Re: Kochać żonatego... 30.09.06, 22:20
        Mój ukochany owiedział mi o żonie na naszym drugim spotkaniu. Miał wtedy łzy w
        oczach, a już go pokochałam. Miałam 20 lat i uległam uczuciu. Miała to być tylko
        przyjaźń. I była przez pół roku. Potem oddałam mu całą siebie i straciłam szansę
        na szcęście. On mówił, że nigdy nie odejdzie od żony i dziecka, a ja że nawet
        jeśli będzie chciał nie pozwolę mu na to..Nie chciałam być kochanką, ale życie
        jest czasem orutne. Nasz związek nie polegał na seksie. Rzadko się kochaliśmy.
        Kradliśmy tylko sobie trochę czasu..Zrywałam i wracałam..Prosiłam go żeby to on
        skończył nasz związek..Powiedział,że nie otrafi i że nigdy o mnie ni
        zapomni.Szukałam ciągle wyjścia z sytuacji no i wmówiłam sobie nową miłość..W
        sumie to sama nie wiem czy kocham męża czy nie..Z moim żonatym sotkalam sie
        jeszcze kika razy i powiedziałam mu, że to koniec..Jeździł..dzwonił ale byłam
        silna..Wyszłam za mąż jestem z mężem 2 lata. Nigdy nie zapomnialam jednak o
        nim..Nie wiem czy dlatego , że był pierwszy? Znowu sie spotykamy..Po 3 latach
        rozłąki czujemy się, jakbyśmy byli ze sobą zawsze..Nigdy wcześniej chyba nie
        owiedział mi że mnie kocha..teraz pierwszy to powiedział..zwariuję chyba..bardzo
        ciężko tak żyć..
        • az_rr Re: Kochać żonatego... 30.09.06, 23:58
          Lzy w oczach, kradliśmy czas, nigdy nie odejdzie od żony i dziecka, nie
          chcialam być kochanką ... Prawie jak moja historia.Jestem od kilku lat mężatką.
          Półtora roku temu pojawił się KTOS. Nie chciałam tego ale uczucie wygrało. Nie
          możemy być razem ale bez siebie jest nam zle. W chwilach, kiedy jest mi zle
          zastanawiam sie czy warto cierpic, bo w życiu nalezy być odpowiedzialnym. Nie
          zostawię rodziny, bo to ja ją stworzyłem i nawet jezli cierpie to będę z
          dziecmi. Czy nie mamy prawa do szczęścia... Tak bardzo Cie rozumiem. Nie
          zapomnialas go nie dlatego, ze był pierwszy ale dlatego, ze nie można
          zapomnieć miłośći. Jak układa Ci się w małżeństwie? Bo tak trudno jest żyć z
          jednym a kochac drugiego sad(
          • anna811 Re: Kochać żonatego... 01.10.06, 21:24
            Czasami myślę że dla niego mogę wszystko, ale wtedy pojawia się krzywda mojego
            dziecka, a bardzo chcę żeby dorastało w dobrej atmosferze z ojcem...On obecnie
            zmienił zdanie. Powiedział że odejdzie od żony..Pierwszy raz usłyszałam Kocham
            Cię..nie wiem co o tym myśleć. Jedno jest pewne, czas pomoże nam to rozwiązać, a
            póki co jestem dobrą żoną.Czekam jak to się ułoży..mam nadzieje, że warto czekać
            na niego może kolejne 6 lat?
            • az_rr Re: Kochać żonatego... 01.10.06, 23:35
              Nie myslisz, ze szkoda zycia na czekanie? Masz sile na udawanie, ze jest
              dobrze? Wiem jak trudno jest tak zyc, jak boli kiedy ktos inny niz maz mowi, ze
              cie kocha a Ty czujesz to samo. Mnie jest cholernie zle z tym zyc. Po spotkaniu
              z nim przez caly dzien jestem wrakiem czlowieka. I chyba im dluzej to trwa tym
              jest gorzej. Jedyna ucieczka jest praca. Napisz co robisz, zeby nie myslec? Jak
              czesto sie spotykacie?
              • anna811 Re: Kochać żonatego... 03.10.06, 21:11
                Wiem, że szkoda czasu, a czy będę potrafiła tak udawać i jak długo..Tak to
                bardzo boli. Ja też wariuję po każdym naszym spotkaniu. Kiedyś spotykaliśmy się
                rzadziej a teraz niemal codziennie. Dzisiaj też go widziałam..Ta burza myśli po
                spotkaniu jest okropna..ale jest gorzej kiedy go nie widzę. Nie da się nie
                myśleć, cokolwiek robię, myślę o nim.
                Opowiedz mi o Twojej sytuacji rodzinnej. Czy Twój mąż jest czuły i jakie są
                wasze stosunki..
                • az_rr Re: Kochać żonatego... 03.10.06, 23:40
                  Pytając Cie o spotkania mialam na mysli to, jak sie spotykacie tylko we dwoje,
                  nie przez przypadek, tylko takie umowione spotkania.
                  Najgorsze jest jak po spotkaniu jak to nazwałas z "burza mysli" trzeba wrocic
                  do domu i zyc normalnie u boku meza. Nie da sie nie myslec sad(
                  Moja sytuacja rodzinna? Jestesmy razem juz kilka lat. Nie mamy dzieci. Dla
                  mojego meza jestem najwazniejsza osoba na swiecie i nie wyobraza sobie zycia
                  beze mnie. Gorzej jest ze mna. Dla mnie jakis czasu temu cos peklo w naszym
                  zwiazku. Probowalam mezowi sygnalizowac, ze cos jest nie tak, ale on moze
                  zaslepiony miloscia, nie dopuszcza do siebie takich mysli. Jemu jest ze mna
                  cudownie. Dla mnie to nie jest to co chcialabym miec. Staram sie stwarzac
                  pozory normalnosci i chyba mi to wychodzi. Ale gdyby ktos poznal moja dusze ...
                  Mysle, ze moze dziecko wiele by zmienilo? Moze daloby mi sile, zeby skonczyc
                  tamten zwiazek? Co o tym sądzisz?
                  • anna811 Re: Kochać żonatego... 04.10.06, 08:37
                    Też tak myślałam..bo ja mojego męża poznałam, kiedy już byłam w tym "chorym"
                    związku.Nawet wydawało mi się że go kocham..Chciałam po prostu żyć normalnie.
                    Zaszłam w ciążę i wzięliśmy ślub..Przez 2 lata wydawało mi się, że dziecko jest
                    dla mnie wszystkim. Jednak to nie jest tak..ciągle mi go brakuje. Może dla
                    Ciebie byłoby to jakieś wyjście, może Tobie właśnie tego dziecka brakuje. Teraz
                    tylko żałuję, że nie potrafiłam iść "po trupach do celu". A nasze spotkania są
                    dziwne. Po prostu wsiadam do jego auta i jedziemy w bezludne miejsa, jak para
                    gówniarzy. Nie wiem jak z tego wybrnąć,,a tak go Kocham
                    • az_rr Re: Kochać żonatego... 05.10.06, 23:04
                      Czasem sie zastanaiam jak dlugo tak mozna zyc ... Jesli naprawde sie kochacie
                      (i to kilka lat) i jestescie pewni tego uczucia to moze warto cos z tym zrobic.
                      Rozmawiacie o przyszlosci, o Was? Czy on odszedlby od zony i dzieci (jesli je
                      ma)? Z zasady takie zwiazki sa potepiane, ale ludzie ktorze tego doswiadczyli
                      nie maja pojecia jak to jest. Wydaje sie, ze ludzie zdradzaja dla seksu, dla
                      rozrywki, zeby zrobic komus na zlosc itd. Ale przeciez bardzo czesto zdarza
                      sie, ze zupelnie nieoczekiwanie pojawia sie ktos ... i swiat wywraca sie do
                      gory nogami. Z nieba robi sie pieklo. Ja jestem w innej sytaucji. Pznalam go
                      bedac mezatka i teraz nie moge nic z tym zrobic. Zadne z nas nie zostawi
                      rodziny. To jest chwilowe (pytanie ile ta chwila potrwa?)i oboje o tym wiemy.
                      Moj maz bardzo chce miec dziecko a ja probuje uwierzyc, ze jesli juz sie pojawi
                      to przeleje na nie uczucie. Poki co rzucilam sie w wir pracy i ona pomaga mi
                      przetrwac. Chyba tez troche uciekam od meza. Ale Ty odrzucilas to uczucie bo
                      chcilas dobrze tylko to obrocilo sie przeciwko Tobie.Ile bedziesz miala sil z
                      tym walczyc? Wiesz, zycie jest bardzo krotkie i czy warto cierpic? Wiem ze duzo
                      osob przed podjeciem decyzji o odejsciu od meza czy zony boi sie o dzieci. Ale
                      czy Twoje dziecko nie bedzie szczeslwsze widzac Ciebie usmiechnieta? Absolutnie
                      nie jestem za rozwodami i zmianami partnerów, ale kazdy z nas ma prawo do
                      szczescia smile
                      • anna811 Re: Kochać żonatego... 07.10.06, 13:33
                        Na razie postanowiliśmy zostawić wszystko jak jest. Zmusza nas do tega nasza
                        sytuacja materialna. Ja nie pracuję jeszcze i niemiałabym środków do życia..On
                        natomiast mieszka z rodzicami i ma tam swoje warsztaty samochodowe. Musiałby
                        pozbyć się wszystkiego no i znaleźć jakiś dom dla żony..To wszystko jest za
                        bardzo skomplokowane..Chora sytuacja, chory związek, ale jak powiedziałaś, życie
                        jest za krótkie i będziemy tak żyć..Jak długo, nie wiem.
                        Myślę że czas pokaże, poznamy się lepiej, dzieci podrosną i będą mogły to lepiej
                        zrozumieć. Zastanawia mnie tylko, czy jak już nasze uczucie nie będzie takie
                        mocne, będziemy chcieli zaczynać wszystko od nowa..
                        Mam takie mieszane uczucia. Jeszcze nigdy nie czułam takiej niepewności. Czasem
                        chcę z nim być, a czasem chciałabym uciec jak najdalej..
                        Nie tłumacz sobie, że to chwilowe..za dużo uczuć w to wkładasz. Ja też sobie tak
                        wmawiałam, uciekałam. Lecz przed milością nie da się uciec. Jeśli jeszcze nie
                        masz dziecka będzie Ci łatwiej odejść. Dziecko zmusza do wyżeczeń, łączy ludzi
                        na zawsze. Gdybym nie miała dziecka, to odeszłabym od męża.
                        • az_rr Re: Kochać żonatego... 11.10.06, 22:01
                          Ale ja nie moge zostawic meza... On jest dla mnie taki dobry, nigdy by mnie nie
                          skrzywdzil, wszystko co robi, robi z mysla o mnie, to mnie ma byc dobrze. Moj
                          kochanek nie zostawi zony i dzieci, bo jest odpowiedzialny za swoja rodzine.
                          Moze gdyby On zdecydowal sie byc ze mna wtedy moze zmienilabym zdanie, tylko
                          pytanie czy z nim byloby mi lepiej? Uczuciowo tak ale sama miloscia ciezko jest
                          zyc. Mam strasznie mieszane uczucia a poza tym nie wiem czy nie jestem w
                          ciazy ...
                          • anna811 Re: Kochać żonatego... 15.10.06, 23:57
                            Masz rację trudno zostawić swoje wygodne życie i rzucić się w nieznane..Ciągle
                            wystawiam mojego P. na próby..on chyba nie zauważył, jak bardzo dojrzałam i
                            teraz analizuję każdy jego ruch..
                            Widzieliśmy się dzisiaj i teraz mam głowę pełną różnych myśli. Napisałam mu smsa
                            żeby się wyrwał na godzinkę, bo ja mogę wyjść. Odpisał, że nie może..więc
                            ja(wredna franca), że wychodzę z domu..No i przyjechał. Strasznie był
                            wkurzony..pokłócił się z żoną..Dziwne były jego słowa,już się bałam że chce
                            skończyć..a on na to że boi się. Żadna go nie kocha..nie rozumiem. Potem
                            powiedział, że mnie Kocha. Chyba jestem jakaś chora. Mój mąż jest taki kochany
                            jak Twój Zapatrzony we mnie i cudowny..lecz może ja potrzebuję faceta, z którym
                            życie będzie ciekawsze? Zawsze miałam ciągoty do drani..bo mój P. jest draniem.
                            Jest szczery do bólu.dzisiaj na pytanie kiedy ostatnio kochał się z żoną
                            odpowiedział że dzisiaj. Zabolało..Wiem że faceci odbierają to
                            inaczej..Dowiedziałam się jednego że P. nie będzie mi wierny. Teraz budzi się we
                            mnie chęć zemsty..
                            To jest niesamowite, że można kogoś kochać i nienawidzieć jednocześnie..Dzisiaj
                            nienawidzę go..i mam nadzieję że tak już zostanie...
                            Życzę Ci powodzenia i daj znać czy będziesz mamą..
    • chocolateri Re: Kochać żonatego... 24.11.05, 02:03
      jeśli dajesz drugiej osobie szczęście nie będzie go ona szukać...
      co do dzieci.. lepiej dla nich jak rodzice są razem nieszczęśliwi czy osobno
      uśmiechnięci? jako dziecko miałam obie wersje wolę tą drugą. nie mam nic
      przeciwko kochankom one nic nikomu nie przysięgały. A co do Pań brzydko się
      wyrażających..zastanówcie się kto by z wami wytrzymał. Trochę klasy kobiety!
      Zamiast siedzieć na tym forum i obrażać innych lepiej zajmijcie się swoimi
      mężami i zadbajcie o siebie, bo nic mądrego nie dodałyście od siebie.
      • rura111 Re: Kochać żonatego... 26.11.05, 17:34
        Klasa? Duma ? Chyba nie widzisz mojego dziecka jak cierpi. Niedawno spotkał się
        z ojcem. Potem płacz , stres. Czy egoizm daje prawo do unieszczęśliwienia
        własnego dziecka? Czy bycie rodzicem nie każe nam na pierwszym miejscu stawiać
        własnych dzieci i żyć tak , aby przez nas nie płakały? To chyba wynika z
        miłości do nich i tzw odpowiedzialności. Ludzie, trochę więcej patrzcie na
        życie oczami swoich dzieci. Jaki przykład dajemy im na życie?
        • woman-in-love Re: Kochać żonatego... 27.11.05, 17:33
          rura, wyluzuj
    • sowa63 Re: Kochać żonatego... 28.11.05, 10:24
      Oni was ngdy nie zrozumieja bo maja mozgi wielkosci tik-taka ,albo kropki.a wy
      kochanki takie glupie jestescie ze nigdy tego nie zrozumiecie hi,hi .Oni
      kochaja zony zawsze do konca zycia bez wzgledu na to czy z nimi zostaja czy
      odchodza.zawsze bedziecie tymi drugimi.Beda was zawsze porownywac do zon. Taka
      to brytalna prawda.
      • doda-di Re: Kochać żonatego... 02.12.05, 10:24
        ...a nielepiej uważać to wszystko za sex koleżeński ... przecież faceci myśla
        tylko penisem , oni niestety nie maja innego rozumu ... cóż..
        • goscinnie_ino Re: Kochać żonatego... 03.12.05, 18:26
          o naiwności !!!!!!!!!
          • rura111 Re: Kochać żonatego... 03.12.05, 21:13
            Dzięki. Chuba macie racje. Czas wyluzować. Co ma być to będzie
    • limes8 Re: Kochać żonatego... 16.12.06, 13:01
      Problem w tym, ze w zyciu na nic nie ma gwarancji. Jedne z nas sa juz zonami i
      mysla, ze tak juz zostanie do konca zycia. Obrazaja te, ktore daja szczescie
      ich mezom. Sa takie pewne siebie a przy tym wulgarne. A to drogie kochanki
      strach je nakreca, ze w kazdej chwili one zostana same. Dzieci cierpia tylko
      wtedy, gdy rodzice nie potrafia sie dogadac. Zazwyczaj wina lezy po stronie
      matki, poniewaz nie umie pogodzic sie z odejsciem meza, wiec nastawia dzieciaki
      przeciwko niemu.Faceci odchodza od zon swoich, wtedy gdy:1) one sie nie
      rozwijają, nie maja swoich zainteresowan, uwsteczniaja sie do poziomu swojego
      dziecka, 2) nie dbaja o siebie, 3) traktuja swojego chlopa jak przedmiot czyli
      wlasnosc. Niestety drogie zony popelniacie te bledy nagminnie, nie potraficie
      sie do tego przyznac, wiec lepiej obrzucic blotem konkurencje - bardzo
      prymitywne. Kochanki cierpia, bo zazwyczaj nie potrafia postawic granicy. On
      wam mowi na poczatku jaki to bedzie uklad, co sie z tym laczy. Wy zgadzacie sie
      na to. Natomiast z waszej strony nie ma granicy, ktora przerwalaby wasze
      tesknoty i cierpienia. O tym sie nie mysli na poczatku, w po paru latach to
      jest za pozno. Kochanki! nie rezygnujcie ze swoich marzen, nie czekajcie
      wiecznie na niego, tylko wezcie swoje zycie w swoje rece, realizujcie swoje
      marzenia, swoje plany. Chcesz miec dom z ogrodkiem? To daz do tego sama. Zawsze
      milej jest czekac na niego w domku niz w kawalerce w bloku [to byl przyklad
      tylko]. Pamietajcie, ze nic w zyciu nie jest pewne. Za pare lat moze sie
      okazac, ze znow was ktos inny oczaruje, albo jego. Tego nie wie nikt. Wazne
      jest to, co jest tu i teraz. Cieszcie sie, ze kochacie i ze jestescie kochane.
      Pozdrule
      • anna811 Re: Kochać żonatego... 05.03.07, 14:29
        Ja mam już problem z głowy...on nie ma już dla mnie czasu. Jest takim dupkiem że
        nawet nie powie mi wprost, że to koniec. Zresztą pewnie boi się zemsty. Oni
        wszyscy są nic niewartymi thurzami i szkoda dla nich czasu.
        • natalialotosu Re: Kochać żonatego... 11.10.07, 10:03
          ja tylko napisać chciałam, że wystarczy tylko odrobina godności i
          poczucie własniej wartości żeby ową kochanką nie zostać. Bo chyba
          pełnowartościowa kobieta chce mieć pełnowartościowego mężczyznę?
          btw. ja bmy nie uzywała słowa kochanka ale szmata.
          • luna-es Re: Kochać żonatego... 12.10.07, 20:10
            a ja bym na Twoim miejscu walnela sie w czolo...obrazilas mnie tym
            wpisem stad moja dobra rada!
        • kiki76-1 Re: Kochać żonatego... 14.10.07, 23:21
          czesc masz racje ja tez calkiem niedawno zakonczylam taki zwiazek i
          tak jak napisalas to tchorzliwe dupki i trzeba omijac ich z daleka
          pozdrawiam
          • jasta0 Re: Kochać żonatego... 23.10.07, 11:48
            a ja dalej trwam w takim związku i nie umię się z niego wyrwac bo
            bardzo kocham swojego tchórza i nie umię z niego zrezygnować.
            • k_ropka czasami bywa inaczej.. 30.10.07, 09:43
              kiedyś tutaj zagladałam... kiedyś gdy byłam kochanką
              nie zawsze musi byc tak, że on nas okłamuje, okłamuje swoją żonę
              (byłam w tej dobrej sytuacji że nie było dzieci)
              tak naprawdę ostatnią osobą która dowiedziała sie że jest w
              trójkącie to byłam ja
              zona dowiedziała się od razu że jej mąż kogoś poznał..nie układalo
              się im.... Drogie żony prawda jest taka że jak mężowi jest z wami
              dobrze to nielicząć drani nie będzie sobie szukal tej drugiej...
              ale wracając.. ja nie byłam taka wyrozumiała.. nie chciałam byc ta
              trzecią... postawiłam sprawę jasno.. wybieraj.....

              teraz to ja jestem zoną,szczęsliwa.. czy boję się że i ja będę
              zdradzana.. nie, bo wiem że mój mąż jest szczęśliwy...

              a tamta kobieta, ma nowy związek, zapewne też jest szczęśliwa..
              więc nie zawsze to pierwsze małżeństwo jest właściwe..
              • luna-es Re: czasami bywa inaczej.. 02.11.07, 23:23
                zaraz,zaraz... tzn. że wybral Ciebie i teraz jest twoim mezem???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka