zyletkaa 18.07.05, 13:27 Prawdopodobnie kiedyś zrozumiemy, że dla nich to tylko gra... dobra zabawa... szkoda tylko, ze Oni nie rozumieją - jak ich kochamy... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mon781 Re: Kochać żonatego... 26.07.05, 13:15 brawo))nieszcęsliwe kochanki....głupie cipy i tyle..one cierpią i prawidłowo bo dzieki nim też ktoś cierpiał nie jedno dziecko płakało...a mozna na swiecie skrzywdzić wielu ale nie DZIECI!!!!!!!!Bladź która zabiera ojca z rodziny nie zasługuje na miano człowieka Odpowiedz Link
kargo10 Re: Kochać żonatego... 30.07.05, 23:04 Nie rozumiem agresji tych kobiet po drugiej stronie. Czy nie rozumiecie, że to Wasi ukochani mężowie są podli? To oni nie myślą o Was - żonach, o Waszych dzieciach. A kochanki? mhm... kochają i przez to cierpią. Nie każda wiedziała, że ten wyśniony książę z bajki, jest Panem Ropuchą, który w domu ma już swoją ropuchę!!! Odpowiedz Link
goscinnie_ino Re: Kochać żonatego... 01.08.05, 11:54 nic dobrego z tego forum nie wyszło, chociaż myślę, że założycielka miała dobre intencjie. Ehhh, żyletko, tylko ten kto sam się w to wpakuje może zrozumieć... sama się borykam z "moim" żonatym od jakiegoś czasu. najprościej jest wyzwać, zmieszać z błotem, nawymyślać... trudniej spróbować wysłuchać, nie wspomnę już o jakimkolwiek zrozumieniu! pozdrawiam serdecznie i życzę siły!!!! Odpowiedz Link
olga12344 Re: Kochać żonatego... 09.09.05, 14:58 a co jeśli ma się żonatego i też jest się żoną? Czy to nasza wina, że wcześniej na siebie nie trafiliśmy? I dopiero teraz widzimy jak bardzo pomyliliśmy się w swoich życiowych wyborach? A co jeśli do tego i w jednym i w drugim małżeństwie są dzieci? Czy faktycznie lepiej jest obumierać w nieudanych małżeństwach, w których dzieci wcale nie czują się dobrze? jest wiele pytań i wiele przerażających odpowiedzi. Co wybrać? Niestety ja nie wiem co w takie sytuacji zrobić Odpowiedz Link
osdato Re: Kochać żonatego... 20.01.06, 22:00 Co wybrać? Szczęście!! Dzieci nigdy nie będą szczęśliwe, jeśli nie będą widziały szczęśliwej matki bądź ojca wokół siebie!! Ostatecznie - dzieci kiedyś nas zostawią, zakładając swoje i tylko swoje życie, w którym my - rodzice będziemy tylko kochanym, ale dodatkiem!! A jeśli będą tkwiły w domu, w którym między rodzicami nie ma prawdziwej miłości- czy wyniosą prawdziwy i słuszny model rodziny??!! nie sądzę!! Dlatego - jeśli jesteś na tyle odważna, by wziąc życie w swoje ręce, jeśli masz na tyle odwagi, by przewartościować swoje życie w sposób, że na pierwszym miejscu są Twoje dzieci wraz z Tobą - zrób to!! najgorsze, to obudzić się w wieku, który nie pozwala już na zmiany i stwierdzić, że żałuje się tego jak przeżyło się własne życie, że żałuje się dokonanych wyborów!! ja nie miałam tyle odwagi..... Odpowiedz Link
marzena10101 Re: Kochać żonatego... 06.11.06, 18:30 Pytanie mojego życia...Mam 26 lat, jestem dopiero dwa lata po ślubie i teraz znalazłam tego jedynego..Żonaty. Co robić? Płakac mi się chcę, kiedy o tym myślę? Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 11.11.06, 12:58 Co robić? Wyplącz się z tej historii jak najprędzej, wiem jakie to trudne, ale naprawdę na początku jest łatwiej. Nie znam Twojej historii, może chciałabyś ją opisać, chętnie przeczytam i doradzę..Pozdrawiam Odpowiedz Link
zakara Re: Kochać żonatego... 10.10.07, 14:31 Witam jestem tu nowa,jedna uwaga wiele kobiet godzi sie z usmiechem na twarzy na takie zwiazki i nie przeszkadza im to iz ich kochankowie sa zonaci,przechodza nad tym do porządku dziennego,sama jestem w takiej sytuacji mój maż poznał młodą dziewczynę i jej przeszkadza zona i dzieci o nim nie wspomnę bo to nie wymaga komentarza.Maz pracuje w angli miałam dołączyć do niego ale chyba panienka mnie ubiegła zostałam sama z dziećmi Odpowiedz Link
luna-es Re: Kochać żonatego... 10.10.07, 20:20 to prawda godzimy sie ale z tym usmiechem to lekka przesada... bardzo Ci wspolczuje ale uwazam ze takie duze zaufanie do meza (w koncu pozwolilas by sam wyjechał) zawsze zle sie konczy. Faceci juz tacy po prostu sa! trzeba przy nich byc i czuwac. Nie chodzi mi o kontrolowanie kazdego kroku bo to tez prowadzi do katastrofy ale nie mozna zostawiac faceta samego sobie! chociaz jak bedzie chcial zdradzic to i tak znajdzie okazje...lepiej jednak mu tej okazji nie podawac na talerzu. Odpowiedz Link
dasc71 Re: Kochać żonatego... 21.10.07, 16:00 Znajdz sobie najlepszego meza na swiecie;CUDZEGO,bedziesz miala to co chcesz a gacie mu wypierze zona Odpowiedz Link
luna-es Re: Kochać żonatego... 21.10.07, 23:59 tak...bo ja zrobilam to z premedytacja! zawsze marzylam zeby facet ktory bedzie moim idealem mial juz zone... a co do tych gaci to ja chetnie przejelabym te i inne obowiazki szkoda tylko ze ktos nie chce mi ich oddac... Odpowiedz Link
dasc71 Re: Kochać żonatego... 21.10.07, 15:58 Wiesz moze jeszcze nie trafilas na taka sytuacje,nie jestesmy cipami,jak to okreslasz,po za tym ja tez zostalam z dwojka dzieci sama i dlugo bylam sama az do czasu kiedy poznalam zonatego,i wiesz niech ma se ta swoja zone ,ja juz sie hajtac nie bede a co mam to mam glupie zony jak nie potrafia utrzymac meza,mi sie to tez zdazylo bo go zaniedbywalam,a terz mam juz czas zajac sie najlepszym mezem pod sloncem bo nie jest moj,niech mu pierze sprzat itp,ja sie narescie dobrze bawie,i czuje sie kochana. Odpowiedz Link
bamboha Re: Kochać żonatego... 31.08.05, 14:38 ja mam takiego jednego żonatego i mimo że mam faceta którego kocham to przy tym drugim normalnie miękną mi nogi Odpowiedz Link
necia100 Re: Kochać żonatego... 01.09.05, 11:28 Bo mózg to już dawno Ci "wymiękł" i wypłynął przez vagine chyba..... Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Kochać żonatego... 24.10.05, 21:51 czy ktoś moderuje to forum? żenada... Odpowiedz Link
agnwil Re: Kochać żonatego... 08.09.05, 12:52 Kochałam żonatego... ale to nie moja wina że zdradzał żonę... zaczeło się od przyjaźni... z mojej strony czysta przyjaźń... z jego strony czysta przyjaźń... ale to trwało ok 1 miesiąca... Później powiedział że mnie kocha... Uważaliśmy że jesteśmy dla siebie stworzeni... to trwało ok 6 miesięcy... ale ja go nie namawiałam do kłamstw.. nie kazałam mu przyjeżdżać do mnie 400 km w jedną strone co 2 tygodnie... Wielokrotnie mu podpowiadałam jak ma postępować z żona... co ona może czuć... (jak mieli jakies problemy) naprawde nie bylam złośliwa i rady dawałam mu z dobrego serca.. mimo ze w duszy czułam ze go kocham... W pewnym momencie poczułam ze go strasznie mocno kocham... i .... i poprostu musiałam odejść... on... on nie wierzył że jestem w stanie odejść... (a ja nie chciałąm stawiać go przed wyborem żona albo ja, nie chciałam żeby ona cierpiała... i tak bylo mi glupio ze ja oszukiwal...) powiedział że zostawi żonę i dziecko (które miało się dopiero narodzić) Odeszłam... uważam żę zrobiłam dobrze, bo wiem ze on NIGDY by mi nie powiedział chcę być z żoną i dzieckiem... NIGDY!!! chciał ze mna gdzieś uciec... Wiem że wybrałam dobrze... Odpowiedz Link
natalyyes krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 09.09.05, 23:38 Te wszystkie PANIE ATAKUJACE kochanki, idzcie sobie do forum ZON,bo was czytac nie mozna.Na kazdym forum kochanek te same panie wyzywaja dziewczyny,zalosne, a moze zdradzajacych panow tez ocenicie ta miara.Sama jestem szczesliwa zona od wielu lat.A w wieku mlodszym zdarzylo mi sie byc kochanka,zostawilam go,uwazam ze zwiazek ten byl bledem.Ale kazdy moze popelnic blad zwlaszcza w okresie kiedy jest tak mlodym ,ze nie mozna realnie oceniac ludzkich zwiazkow, kiedy brak doswiadczenia zyciowego.Zapewniam ,ze nie ma to nic wspolnego z mysleniem inna czescia ciala,poniewaz kochanki sa nimi bo w wiekszosci sa naiwnie zakochane w jakims Don Juanie,ktory to chetnie wykorzystuje.Zamiast wypisywac brednie na dziewczyny ,lepiej pilnujcie wlasnych mezow.Bo kazdy normalny mezczyzna(pomijam Don Juanow,ktorzy zawsze chetni do przygod zdradza nawet chodzacy ideal i beda to robic zawsze) nie sypia z innymi,jesli ma kochajaca,zadbana,normalna partnerke.Jesli pomimo to,zdradza bez powodu jest zwyklym ch...i wtedy nie obwinialabym o to panienki. Odpowiedz Link
anapola Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 10.09.05, 23:16 Kiedyś i Twój mąż może poczuć w Sobie Don Juana... Odpowiedz Link
anula52 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 12.09.05, 17:42 nie zbudujecie szczęścia na cudzym nieszczęściu! Odpowiedz Link
agnwil Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 13.09.05, 08:41 wcale nie zamierzalam budowac szczesnia na cudzym nieszczesniu... ale z drugiej strony jak by pomyslec to chyba bardziej logiczne jest zeby cierpiala 1 osoba a nie 2 prawda??? Odpowiedz Link
necia100 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 13.09.05, 14:07 Natalyyes a gdzie jest teraz swój mąż ? Pilnujesz go? Chodzisz za nim 24 h na dobę? nie? Ja też nie mam zamiaru.Nie uważasz czasem ,że conajmniej nielogiczne stwierdzenie żeby ich pilnować ? Ja wiem ,ze faceci nie są bez winy ,pewnie są najbardziej winni w tej całej sprawie,ale jak czytam takie wynurzenia naiwnych ,a wręcz pustych dziewczyn to do cholery ! na co one liczyły? Mi rozsądek zawsze podpowiadał żeby sie nie qrwić i nie zadawć z żonatymi facetami i potrafiłam się jakos uchować, chociaz i owszem kusili...Więc jak do jasnej dupy mam zrozumiec takie biedne owieczki? Przy czym w większości się okazuje ,ze to niezłe wyrachowane baby? A jakbyś się czuła jak Ciebie zdradził by teraz mąż? I nie mów ,ze to nie możliwe - bo ja też tak twierdziłam!!!! Co wtedy ? Wziełabys na siebie winę? Nieupilnowałaś? Odpowiedz Link
necia100 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 13.09.05, 14:09 Miałałobyć oczewiscie Twój,a nie swój.... Odpowiedz Link
natalyyes Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 24.09.05, 23:59 Moze zostalam zle zrozumiana.Chodzilo mi o to zeby pilnowac (nie 24 h na dobe kontrolowac)tylko zwyczajnie pielegnowac swoja milosc,raz w miesiacu gdzies razem wyjsc,dbac o to by namietnosc nie wygasla.Ja wcale nie twierdze, ze to latwe zwlaszcza po wielu latach malzenstwa.Nie chodzilo mi o to by usprawiedliwiac kochanki.W zadnym wypadku!Niektore z nich to wyrachowane baby, inne naiwne idiotki ale wyzywanie ich i tak nic nie zmieni,zdradzajacy mezowie tez ponosza czesc winy.Wiem jak sie czuje zdradzona kobieta, bo w poprzednim zwiazku doznalam tego,uwazam ,ze tak samo on byl winny jak i ja.Wtedy nie troszczylam sie o zwiazek,kariera byla wazniejsza,moze nie kochalam go wystarczajaco,nawet nie bywalam w domu.Tamtej nie winie, bo gdyby nie ona bylaby inna.Moj obecny partner- maz jest mi wierny ,ja to wiem po prostu choc wiele osob czytajac takie zapewnienie usmiechnie sie ironicznie.Poczatkowo majac uraz psychiczny kontrolowalam go,sprawdzalam,nawet o tym nie wiedzial.Dzis mam pelne zaufanie, bo jesli on ma do wyboru impreze z kumplami,wypad z przyjaciolmi a wieczor ze mna wybiera zawsze to drugie,kazda wolna chwile spedza ze mna ,dla mnie porzucil swoja ojczyzne.Oczywiscie to nie jest gwarantem niczego ale co nim jest.Gdzie jest moj maz?Siedzi na kanapie obok i spedza wieczor jak zwykle ze mna.Moze zostalam zle zrozumiana,chodzi mi o to ze wyzywanie kochanek nic nie zmieni.Zmieniac trzeba mezczyzn,z charakteru lub po prostu na LEPSZY MODEL> Odpowiedz Link
necia100 Re: krytykujace kochanki strazniczki moralnosci 29.09.05, 10:17 Czasami aż trudno się oprzeć żeby nie skomentowac w taki sposób głupoty co poniektórych.... Odpowiedz Link
rura111 Re: kochanki!!! 21.10.05, 21:31 włwsnie ostatnio przez jedną taką ... rozpadła się moja rodina. diecko przeżywa horror ja z nim . On jest szcęśliwy , wszystko ma w d. bo sobie wreszcie życie ułożył. Jakoś wcześniej póki JEJ nie było był całkiem szczęśliwy? Więc jak to jest?. Odpowiedz Link
woman-in-love Re: kochanki!!! 22.10.05, 14:55 Po pierwsze, to mąż przyrzeka żonie wiernośc, a nie kochanka. Po drugie - dzieci przeważnie cierpią dlatego, że opuszczone matki robia z ich zycia horror: wrzeszczą, nie dopuszczają ojca-łajdaka, ciągle narzekaja, ot - i piekiełko gotowe. Odpowiedz Link
anapola Woman in love 25.10.05, 00:36 Takie mądre stwierdzenie pochodzi od osoby,która sama miała romans z żonatym.Według Niej jeśli mąz zdradza,zawsze winna jest żona.Naturalnie nie mąż ani tym bardziej kochanka.Ale teraz, to przegięcie:obarczenie zdradzonej kobiety winą za cierpienie dzieci po odejściu Tatusia do innej Pani,to poprostu SKANDAL!!!Czy Ty byłaś kiedys zdradzoną ,opuszczoną żoną ?Na dodatek pozostawioną z dziećmi,którymi Tatuś się interesuje?Czy masz pojęcie co czują zdradzone kobiety?NIE.Więc nie wypisuj bzdur!I nie obrażaj Kobiet,które dzięki takim jak TY wiele wycierpiały! Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Woman in love 02.11.05, 20:07 własnie byłam zdradzona opuszczona zoną i wpadłam w taki rozstrój nerwowy, ze krzyczałam na dzieci o byle co, dokładając im cierpienia. Kiedy sie opamietałam, doszłam do wniosku, ze on nie był wart ani mojego bólu, ani - tymbardziej cierpienia dzieci. Ja byłam megiera, on światecznym tatusiem raz na dwa tygodnie sprawiajacym im przyjemność. takie "randki z dziecmi". To mnie jeszcze bardziej irytowało. Wspólnie przepuszczaki pieniądze, a ja zastanawiałam sie, jak przezyc. Znam dobrze temat i apeluję do opuszczonych matek: wyluzujcie, poszukajcie pomoce psychologicznej, ponieważ dzieci potrzebuja waszego wsparcia. Odpowiedz Link
naiwna52 Re: Woman in love 03.11.05, 16:46 masz rację Woman in love, zdradzone żony zostają z problemami a ich mężowie odchodzą do nowego uczucia bez problemów, sporadyczne wizyty z dziećmi dowartościowują ich - czują że nadal o nie dbają spełniając obowiązek ojcowski od święta czują się rozgrzeszeni, ułatwiają sobie dalszą kontrolę nad byłą żoną - stawia ich to w o wiele lepszej sytuacji niż byłe żony, nie dziwie się byłym żonom że zdradzone i zostawione same sobie z problemami które wcześniej rozwiązywało się (miniej lub bardziej) razem czują się źle-nawet bardzo, rozumiem je i współczuję im (mnie zdrada też zabolała i boli nadal, ale w domu nie ma już dzieci i tę zdradę odbieram bardzo osobiście- on zrezygnował ze mnie, z moich uczuć, troski, przywiązania, przyjaźni, nie będę o niego walczyła, niech ma to co chciał, nie mędę megierą dla moich dorosłych dzieci-ułatwiam i namawiam do kontaktu z nim, ale gdy go widzę to mnie nosi i jako pociechę po takim spotkaniu czytam niektóre posty, forum to miejsce gdzie można się wyżalić, czegoś dowiedzieć, spojrzeć na życie oczyma innych, zdystansować się do tego co mnie osobiście spotkało, nie mam pretensji do forumowiczek które z jadem piszą o swoich rywalkach, być może jest we mnie za dużo empatii, mam za wiele lat życia i w związku, rozumiem wszystkie zdradzone, staram się zrozumieć kochanki (mimo że nigdy nią nie byłam ale rozumiem poczucie bycia kochaną, chęć doświadczenia czułości, troski i przyjaźni, może kochanki z tego forum też się czegoś dowiedzą. Zdrada zależy tylko od jednej osoby, jeśli ktoś jest uczciwy, wierny i kocha to nie spojrzy na drugą kobietę, wina zawsze jest po stronie męża, jeśli zdradził to moim zdaniem nie jest wart ani żony ani kochanki - obie oszukał, czy dobrze żyć ze świadomością, że żyje się z oszustem - myślę że na dłuższą metę nie - kochanki są zauroczone - tylko na jak długo - kochanka nie wie czy wszystko co jej mówił było prawdą, żona nie wie co mówił kochance i jak długo ją oszukiwał. Kochałam męża przez 30 lat- dziś nie umiem określić swoich uczuć, nie umiałam żyć z oszustem któremu zdrada "tak jakoś wyszła, jakoś tak się stało", żal mi tylko marzeń nie spełnionych i pustki którą czuję w sobie, nawet kochance nie umiem źle życzyć - ona jeszcze nie wie kogo pokochała i co ją czeka, a ja już wiem, jeszcze mam dołki i apatia nieraz mnie ogarnia ale wiedza nawet ta najgorsza jest lepsza od niewiedzy Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Woman in love 07.11.05, 19:46 własciwie, to najbardziej żal DOMU, świątecznego obrusa, niedzielnego spaceru, nawet wspólnego nic-nie-robienia. Nie tyle samego męzczyzny. Skoro okazał się kłamcą i draniem, to własciwie nie ma czego żałować. Ale cała budowla leży w gruzach. Oczywiście otoczenie dkłada bez litosci. Mam to juz za sobą. Wniosek: nie traktować małzeństwa ZBYT poważnie )) Odpowiedz Link
rura111 Re: Woman in love 08.11.05, 10:30 Jak to nie traktować małżeństwa zbyt poważnie? Dla mnie to było coś najważniejszego na świecie! Dawało motywację do pracy , do wszystkiego!Teraz kiedy odszedł do innej wszystko straciło sens. Gdyby nie dzieci byłoby jeszcze gorzej. To one nadają teraz sens wszystkiemu. Ale pozostaje ból , złość. A tak do końca to nie rozumiem dlaczego to zrobił. Jak można poświęcić szczęście własnych dzieci , które podobno bardzo kocha dla własnego poczucia ... szczęścia? przecież to egoizm w najgorszym wydaniu. A tamta kobieta ? Czy może być szczęśliwa z takim potworem? Ja bym nie była. Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Woman in love 08.11.05, 20:25 no i co ci da ta złośc? czy nie lepiej spojrzeć inaczej, jako na przejściowy etap, zamkniety rozdział? Po prostu: było, a teraz nie ma. Swiat się nie skończył, show must go on..., i tak kiedyś dojdziesz do tego wniosku. Odpowiedz Link
necia100 Re: Woman in love 09.11.05, 09:24 Hmm,Woman - spotkałysmy się już nieraz na tym czy innym forum i zazwyczaj nie podpisywałam się pod Twoim wypowiedziami - bo były one diametralnie różne od moich.Ale...ale z tym,ze małżeństwa nie powinno sie traktować zbyt poważnie - akurat sie zgadzam. Małżeństwo jak wiele rzeczy : młodość ,uczucie i inne jest rzeczą ulotną.....Ja się o tym przekonałam.Utwierdzona w swojej miłości do męża myślałam,ze już nic nie może się zdarzyć ,ze nasze małżeństwo będzie trwać wiecznie ,do śmierci,że jest może nie idealne ,ale prawie.I tu się myliłam.W idealnym małżęństwie raczej nie powinno się zdarzyć to co się jednak zdarzyło : ( ? To było dla mnie dużym szokiem wręcz traumą,ale przeżyłam ....i jestem silniejsza,mądrzejsza o jeszczo jedno doświadczenie i oczewiście nie traktuje już swojego małżeństwa nazbyt poważnie.Męża zresztą też.Wiem,ze to co jest dzisiaj niekoniecznie musi byc jutro.... A jeśli chodzi o potomstwo - to nie posiadamy więc nie było problemu który poruszałyście.... Jesteśmy razem: ja i mój mąż i ....mamy sie świetnie To dziwne,ale to zdarzenie wydobyło z nas nasze uczucie do siebie,które pod naporem różnych spraw, problemów,obowiązków - przyblakło przez te lata....Miło jest usłyszeć,że kocha , jest szczęśliwy i cieszy się ,ze jesteśmy razem. Cóż takie zycie: jeden rozdział się zamyka drugi otwiera,a że podobny ? Przecież to ta sama ksiązka...... Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Woman in love 09.11.05, 19:31 Necia, miód na moje serce ))) zawsze mnie boli, kiedy kobiety kłócą sie przez facetów. Warto wsłuchac sie w piosenke "on nie kochał zadnej z nas" śpiewanej przez Majke Jeżowską i Krystynę Prońko, które prywatnie miały za męża tego samego mężczyzne, niejakiego Janusza K., najpierw Krycha, potem Majka, ale zadne z mariaży sie nie ostało. Odpowiedz Link
rura111 Re: Woman in love 13.11.05, 18:33 A ja dalej jestem zła i wściekła. Obyście miały racje że to kiedyś minie , ale ile czasu musi upłynąć? A jak mają wyglądać kontakty między nami , przecież czasami trzeba pogadć o dzieciach? Dla mnie on i tak jest najgorszym co mogło mnie spotkać w życiu. Tylko co dalej? Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Woman in love 14.11.05, 19:19 poszukaj sobie kogośna długie jesienne wieczory, złośc minie jak ręką odjął Odpowiedz Link
i_renka Re: kochanki!!! 14.01.06, 13:35 rura111 napisała: > włwsnie ostatnio przez jedną taką ... rozpadła się moja rodina. diecko przeżywa > > horror ja z nim . On jest szcęśliwy , wszystko ma w d. bo sobie wreszcie życie > ułożył. Jakoś wcześniej póki JEJ nie było był całkiem szczęśliwy? Więc jak to > jest?. KOBIETO - ZASTANÓW SIE - CZY ZOSTAWIŁBY CIE GDYBY BYŁ SZCZESCLIWY? MAŁO TO LOGICZNE... Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 30.09.06, 22:20 Mój ukochany owiedział mi o żonie na naszym drugim spotkaniu. Miał wtedy łzy w oczach, a już go pokochałam. Miałam 20 lat i uległam uczuciu. Miała to być tylko przyjaźń. I była przez pół roku. Potem oddałam mu całą siebie i straciłam szansę na szcęście. On mówił, że nigdy nie odejdzie od żony i dziecka, a ja że nawet jeśli będzie chciał nie pozwolę mu na to..Nie chciałam być kochanką, ale życie jest czasem orutne. Nasz związek nie polegał na seksie. Rzadko się kochaliśmy. Kradliśmy tylko sobie trochę czasu..Zrywałam i wracałam..Prosiłam go żeby to on skończył nasz związek..Powiedział,że nie otrafi i że nigdy o mnie ni zapomni.Szukałam ciągle wyjścia z sytuacji no i wmówiłam sobie nową miłość..W sumie to sama nie wiem czy kocham męża czy nie..Z moim żonatym sotkalam sie jeszcze kika razy i powiedziałam mu, że to koniec..Jeździł..dzwonił ale byłam silna..Wyszłam za mąż jestem z mężem 2 lata. Nigdy nie zapomnialam jednak o nim..Nie wiem czy dlatego , że był pierwszy? Znowu sie spotykamy..Po 3 latach rozłąki czujemy się, jakbyśmy byli ze sobą zawsze..Nigdy wcześniej chyba nie owiedział mi że mnie kocha..teraz pierwszy to powiedział..zwariuję chyba..bardzo ciężko tak żyć.. Odpowiedz Link
az_rr Re: Kochać żonatego... 30.09.06, 23:58 Lzy w oczach, kradliśmy czas, nigdy nie odejdzie od żony i dziecka, nie chcialam być kochanką ... Prawie jak moja historia.Jestem od kilku lat mężatką. Półtora roku temu pojawił się KTOS. Nie chciałam tego ale uczucie wygrało. Nie możemy być razem ale bez siebie jest nam zle. W chwilach, kiedy jest mi zle zastanawiam sie czy warto cierpic, bo w życiu nalezy być odpowiedzialnym. Nie zostawię rodziny, bo to ja ją stworzyłem i nawet jezli cierpie to będę z dziecmi. Czy nie mamy prawa do szczęścia... Tak bardzo Cie rozumiem. Nie zapomnialas go nie dlatego, ze był pierwszy ale dlatego, ze nie można zapomnieć miłośći. Jak układa Ci się w małżeństwie? Bo tak trudno jest żyć z jednym a kochac drugiego ( Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 01.10.06, 21:24 Czasami myślę że dla niego mogę wszystko, ale wtedy pojawia się krzywda mojego dziecka, a bardzo chcę żeby dorastało w dobrej atmosferze z ojcem...On obecnie zmienił zdanie. Powiedział że odejdzie od żony..Pierwszy raz usłyszałam Kocham Cię..nie wiem co o tym myśleć. Jedno jest pewne, czas pomoże nam to rozwiązać, a póki co jestem dobrą żoną.Czekam jak to się ułoży..mam nadzieje, że warto czekać na niego może kolejne 6 lat? Odpowiedz Link
az_rr Re: Kochać żonatego... 01.10.06, 23:35 Nie myslisz, ze szkoda zycia na czekanie? Masz sile na udawanie, ze jest dobrze? Wiem jak trudno jest tak zyc, jak boli kiedy ktos inny niz maz mowi, ze cie kocha a Ty czujesz to samo. Mnie jest cholernie zle z tym zyc. Po spotkaniu z nim przez caly dzien jestem wrakiem czlowieka. I chyba im dluzej to trwa tym jest gorzej. Jedyna ucieczka jest praca. Napisz co robisz, zeby nie myslec? Jak czesto sie spotykacie? Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 03.10.06, 21:11 Wiem, że szkoda czasu, a czy będę potrafiła tak udawać i jak długo..Tak to bardzo boli. Ja też wariuję po każdym naszym spotkaniu. Kiedyś spotykaliśmy się rzadziej a teraz niemal codziennie. Dzisiaj też go widziałam..Ta burza myśli po spotkaniu jest okropna..ale jest gorzej kiedy go nie widzę. Nie da się nie myśleć, cokolwiek robię, myślę o nim. Opowiedz mi o Twojej sytuacji rodzinnej. Czy Twój mąż jest czuły i jakie są wasze stosunki.. Odpowiedz Link
az_rr Re: Kochać żonatego... 03.10.06, 23:40 Pytając Cie o spotkania mialam na mysli to, jak sie spotykacie tylko we dwoje, nie przez przypadek, tylko takie umowione spotkania. Najgorsze jest jak po spotkaniu jak to nazwałas z "burza mysli" trzeba wrocic do domu i zyc normalnie u boku meza. Nie da sie nie myslec ( Moja sytuacja rodzinna? Jestesmy razem juz kilka lat. Nie mamy dzieci. Dla mojego meza jestem najwazniejsza osoba na swiecie i nie wyobraza sobie zycia beze mnie. Gorzej jest ze mna. Dla mnie jakis czasu temu cos peklo w naszym zwiazku. Probowalam mezowi sygnalizowac, ze cos jest nie tak, ale on moze zaslepiony miloscia, nie dopuszcza do siebie takich mysli. Jemu jest ze mna cudownie. Dla mnie to nie jest to co chcialabym miec. Staram sie stwarzac pozory normalnosci i chyba mi to wychodzi. Ale gdyby ktos poznal moja dusze ... Mysle, ze moze dziecko wiele by zmienilo? Moze daloby mi sile, zeby skonczyc tamten zwiazek? Co o tym sądzisz? Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 04.10.06, 08:37 Też tak myślałam..bo ja mojego męża poznałam, kiedy już byłam w tym "chorym" związku.Nawet wydawało mi się że go kocham..Chciałam po prostu żyć normalnie. Zaszłam w ciążę i wzięliśmy ślub..Przez 2 lata wydawało mi się, że dziecko jest dla mnie wszystkim. Jednak to nie jest tak..ciągle mi go brakuje. Może dla Ciebie byłoby to jakieś wyjście, może Tobie właśnie tego dziecka brakuje. Teraz tylko żałuję, że nie potrafiłam iść "po trupach do celu". A nasze spotkania są dziwne. Po prostu wsiadam do jego auta i jedziemy w bezludne miejsa, jak para gówniarzy. Nie wiem jak z tego wybrnąć,,a tak go Kocham Odpowiedz Link
az_rr Re: Kochać żonatego... 05.10.06, 23:04 Czasem sie zastanaiam jak dlugo tak mozna zyc ... Jesli naprawde sie kochacie (i to kilka lat) i jestescie pewni tego uczucia to moze warto cos z tym zrobic. Rozmawiacie o przyszlosci, o Was? Czy on odszedlby od zony i dzieci (jesli je ma)? Z zasady takie zwiazki sa potepiane, ale ludzie ktorze tego doswiadczyli nie maja pojecia jak to jest. Wydaje sie, ze ludzie zdradzaja dla seksu, dla rozrywki, zeby zrobic komus na zlosc itd. Ale przeciez bardzo czesto zdarza sie, ze zupelnie nieoczekiwanie pojawia sie ktos ... i swiat wywraca sie do gory nogami. Z nieba robi sie pieklo. Ja jestem w innej sytaucji. Pznalam go bedac mezatka i teraz nie moge nic z tym zrobic. Zadne z nas nie zostawi rodziny. To jest chwilowe (pytanie ile ta chwila potrwa?)i oboje o tym wiemy. Moj maz bardzo chce miec dziecko a ja probuje uwierzyc, ze jesli juz sie pojawi to przeleje na nie uczucie. Poki co rzucilam sie w wir pracy i ona pomaga mi przetrwac. Chyba tez troche uciekam od meza. Ale Ty odrzucilas to uczucie bo chcilas dobrze tylko to obrocilo sie przeciwko Tobie.Ile bedziesz miala sil z tym walczyc? Wiesz, zycie jest bardzo krotkie i czy warto cierpic? Wiem ze duzo osob przed podjeciem decyzji o odejsciu od meza czy zony boi sie o dzieci. Ale czy Twoje dziecko nie bedzie szczeslwsze widzac Ciebie usmiechnieta? Absolutnie nie jestem za rozwodami i zmianami partnerów, ale kazdy z nas ma prawo do szczescia Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 07.10.06, 13:33 Na razie postanowiliśmy zostawić wszystko jak jest. Zmusza nas do tega nasza sytuacja materialna. Ja nie pracuję jeszcze i niemiałabym środków do życia..On natomiast mieszka z rodzicami i ma tam swoje warsztaty samochodowe. Musiałby pozbyć się wszystkiego no i znaleźć jakiś dom dla żony..To wszystko jest za bardzo skomplokowane..Chora sytuacja, chory związek, ale jak powiedziałaś, życie jest za krótkie i będziemy tak żyć..Jak długo, nie wiem. Myślę że czas pokaże, poznamy się lepiej, dzieci podrosną i będą mogły to lepiej zrozumieć. Zastanawia mnie tylko, czy jak już nasze uczucie nie będzie takie mocne, będziemy chcieli zaczynać wszystko od nowa.. Mam takie mieszane uczucia. Jeszcze nigdy nie czułam takiej niepewności. Czasem chcę z nim być, a czasem chciałabym uciec jak najdalej.. Nie tłumacz sobie, że to chwilowe..za dużo uczuć w to wkładasz. Ja też sobie tak wmawiałam, uciekałam. Lecz przed milością nie da się uciec. Jeśli jeszcze nie masz dziecka będzie Ci łatwiej odejść. Dziecko zmusza do wyżeczeń, łączy ludzi na zawsze. Gdybym nie miała dziecka, to odeszłabym od męża. Odpowiedz Link
az_rr Re: Kochać żonatego... 11.10.06, 22:01 Ale ja nie moge zostawic meza... On jest dla mnie taki dobry, nigdy by mnie nie skrzywdzil, wszystko co robi, robi z mysla o mnie, to mnie ma byc dobrze. Moj kochanek nie zostawi zony i dzieci, bo jest odpowiedzialny za swoja rodzine. Moze gdyby On zdecydowal sie byc ze mna wtedy moze zmienilabym zdanie, tylko pytanie czy z nim byloby mi lepiej? Uczuciowo tak ale sama miloscia ciezko jest zyc. Mam strasznie mieszane uczucia a poza tym nie wiem czy nie jestem w ciazy ... Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 15.10.06, 23:57 Masz rację trudno zostawić swoje wygodne życie i rzucić się w nieznane..Ciągle wystawiam mojego P. na próby..on chyba nie zauważył, jak bardzo dojrzałam i teraz analizuję każdy jego ruch.. Widzieliśmy się dzisiaj i teraz mam głowę pełną różnych myśli. Napisałam mu smsa żeby się wyrwał na godzinkę, bo ja mogę wyjść. Odpisał, że nie może..więc ja(wredna franca), że wychodzę z domu..No i przyjechał. Strasznie był wkurzony..pokłócił się z żoną..Dziwne były jego słowa,już się bałam że chce skończyć..a on na to że boi się. Żadna go nie kocha..nie rozumiem. Potem powiedział, że mnie Kocha. Chyba jestem jakaś chora. Mój mąż jest taki kochany jak Twój Zapatrzony we mnie i cudowny..lecz może ja potrzebuję faceta, z którym życie będzie ciekawsze? Zawsze miałam ciągoty do drani..bo mój P. jest draniem. Jest szczery do bólu.dzisiaj na pytanie kiedy ostatnio kochał się z żoną odpowiedział że dzisiaj. Zabolało..Wiem że faceci odbierają to inaczej..Dowiedziałam się jednego że P. nie będzie mi wierny. Teraz budzi się we mnie chęć zemsty.. To jest niesamowite, że można kogoś kochać i nienawidzieć jednocześnie..Dzisiaj nienawidzę go..i mam nadzieję że tak już zostanie... Życzę Ci powodzenia i daj znać czy będziesz mamą.. Odpowiedz Link
chocolateri Re: Kochać żonatego... 24.11.05, 02:03 jeśli dajesz drugiej osobie szczęście nie będzie go ona szukać... co do dzieci.. lepiej dla nich jak rodzice są razem nieszczęśliwi czy osobno uśmiechnięci? jako dziecko miałam obie wersje wolę tą drugą. nie mam nic przeciwko kochankom one nic nikomu nie przysięgały. A co do Pań brzydko się wyrażających..zastanówcie się kto by z wami wytrzymał. Trochę klasy kobiety! Zamiast siedzieć na tym forum i obrażać innych lepiej zajmijcie się swoimi mężami i zadbajcie o siebie, bo nic mądrego nie dodałyście od siebie. Odpowiedz Link
rura111 Re: Kochać żonatego... 26.11.05, 17:34 Klasa? Duma ? Chyba nie widzisz mojego dziecka jak cierpi. Niedawno spotkał się z ojcem. Potem płacz , stres. Czy egoizm daje prawo do unieszczęśliwienia własnego dziecka? Czy bycie rodzicem nie każe nam na pierwszym miejscu stawiać własnych dzieci i żyć tak , aby przez nas nie płakały? To chyba wynika z miłości do nich i tzw odpowiedzialności. Ludzie, trochę więcej patrzcie na życie oczami swoich dzieci. Jaki przykład dajemy im na życie? Odpowiedz Link
sowa63 Re: Kochać żonatego... 28.11.05, 10:24 Oni was ngdy nie zrozumieja bo maja mozgi wielkosci tik-taka ,albo kropki.a wy kochanki takie glupie jestescie ze nigdy tego nie zrozumiecie hi,hi .Oni kochaja zony zawsze do konca zycia bez wzgledu na to czy z nimi zostaja czy odchodza.zawsze bedziecie tymi drugimi.Beda was zawsze porownywac do zon. Taka to brytalna prawda. Odpowiedz Link
doda-di Re: Kochać żonatego... 02.12.05, 10:24 ...a nielepiej uważać to wszystko za sex koleżeński ... przecież faceci myśla tylko penisem , oni niestety nie maja innego rozumu ... cóż.. Odpowiedz Link
rura111 Re: Kochać żonatego... 03.12.05, 21:13 Dzięki. Chuba macie racje. Czas wyluzować. Co ma być to będzie Odpowiedz Link
limes8 Re: Kochać żonatego... 16.12.06, 13:01 Problem w tym, ze w zyciu na nic nie ma gwarancji. Jedne z nas sa juz zonami i mysla, ze tak juz zostanie do konca zycia. Obrazaja te, ktore daja szczescie ich mezom. Sa takie pewne siebie a przy tym wulgarne. A to drogie kochanki strach je nakreca, ze w kazdej chwili one zostana same. Dzieci cierpia tylko wtedy, gdy rodzice nie potrafia sie dogadac. Zazwyczaj wina lezy po stronie matki, poniewaz nie umie pogodzic sie z odejsciem meza, wiec nastawia dzieciaki przeciwko niemu.Faceci odchodza od zon swoich, wtedy gdy:1) one sie nie rozwijają, nie maja swoich zainteresowan, uwsteczniaja sie do poziomu swojego dziecka, 2) nie dbaja o siebie, 3) traktuja swojego chlopa jak przedmiot czyli wlasnosc. Niestety drogie zony popelniacie te bledy nagminnie, nie potraficie sie do tego przyznac, wiec lepiej obrzucic blotem konkurencje - bardzo prymitywne. Kochanki cierpia, bo zazwyczaj nie potrafia postawic granicy. On wam mowi na poczatku jaki to bedzie uklad, co sie z tym laczy. Wy zgadzacie sie na to. Natomiast z waszej strony nie ma granicy, ktora przerwalaby wasze tesknoty i cierpienia. O tym sie nie mysli na poczatku, w po paru latach to jest za pozno. Kochanki! nie rezygnujcie ze swoich marzen, nie czekajcie wiecznie na niego, tylko wezcie swoje zycie w swoje rece, realizujcie swoje marzenia, swoje plany. Chcesz miec dom z ogrodkiem? To daz do tego sama. Zawsze milej jest czekac na niego w domku niz w kawalerce w bloku [to byl przyklad tylko]. Pamietajcie, ze nic w zyciu nie jest pewne. Za pare lat moze sie okazac, ze znow was ktos inny oczaruje, albo jego. Tego nie wie nikt. Wazne jest to, co jest tu i teraz. Cieszcie sie, ze kochacie i ze jestescie kochane. Pozdrule Odpowiedz Link
anna811 Re: Kochać żonatego... 05.03.07, 14:29 Ja mam już problem z głowy...on nie ma już dla mnie czasu. Jest takim dupkiem że nawet nie powie mi wprost, że to koniec. Zresztą pewnie boi się zemsty. Oni wszyscy są nic niewartymi thurzami i szkoda dla nich czasu. Odpowiedz Link
natalialotosu Re: Kochać żonatego... 11.10.07, 10:03 ja tylko napisać chciałam, że wystarczy tylko odrobina godności i poczucie własniej wartości żeby ową kochanką nie zostać. Bo chyba pełnowartościowa kobieta chce mieć pełnowartościowego mężczyznę? btw. ja bmy nie uzywała słowa kochanka ale szmata. Odpowiedz Link
luna-es Re: Kochać żonatego... 12.10.07, 20:10 a ja bym na Twoim miejscu walnela sie w czolo...obrazilas mnie tym wpisem stad moja dobra rada! Odpowiedz Link
kiki76-1 Re: Kochać żonatego... 14.10.07, 23:21 czesc masz racje ja tez calkiem niedawno zakonczylam taki zwiazek i tak jak napisalas to tchorzliwe dupki i trzeba omijac ich z daleka pozdrawiam Odpowiedz Link
jasta0 Re: Kochać żonatego... 23.10.07, 11:48 a ja dalej trwam w takim związku i nie umię się z niego wyrwac bo bardzo kocham swojego tchórza i nie umię z niego zrezygnować. Odpowiedz Link
k_ropka czasami bywa inaczej.. 30.10.07, 09:43 kiedyś tutaj zagladałam... kiedyś gdy byłam kochanką nie zawsze musi byc tak, że on nas okłamuje, okłamuje swoją żonę (byłam w tej dobrej sytuacji że nie było dzieci) tak naprawdę ostatnią osobą która dowiedziała sie że jest w trójkącie to byłam ja zona dowiedziała się od razu że jej mąż kogoś poznał..nie układalo się im.... Drogie żony prawda jest taka że jak mężowi jest z wami dobrze to nielicząć drani nie będzie sobie szukal tej drugiej... ale wracając.. ja nie byłam taka wyrozumiała.. nie chciałam byc ta trzecią... postawiłam sprawę jasno.. wybieraj..... teraz to ja jestem zoną,szczęsliwa.. czy boję się że i ja będę zdradzana.. nie, bo wiem że mój mąż jest szczęśliwy... a tamta kobieta, ma nowy związek, zapewne też jest szczęśliwa.. więc nie zawsze to pierwsze małżeństwo jest właściwe.. Odpowiedz Link
luna-es Re: czasami bywa inaczej.. 02.11.07, 23:23 zaraz,zaraz... tzn. że wybral Ciebie i teraz jest twoim mezem??? Odpowiedz Link