Dodaj do ulubionych

Zaklinacz koni

24.12.09, 16:09
- Co mi powiesz, mój koniku, dzisiaj?
Że jesteś właściwie na poziomie inteligencji ludzkiego dziecka w
wieku 3 lat? Mądry, wrażliwy, ciekawy, łatwo się zrażający do kogoś,
kto go krzywdzi?


Kto ukocha zwierzęta w dowolnej postaci, ten zobaczy w nich ...
dziecko swe.
Zobaczy, kiedy jego pies, kot, koń czy inny żółw :) się uśmiecha,
jak do niego zagada stuleniem uszu, wysunięciem główki ze skorupki :)

- Tak, człowieku!
Chcesz mnie usłyszeć i zrozumieć nie tylko w Ten Wieczór?
To zrozum, żem ja też stworzenie z duszą.
Że pomogę ci zrozumieć twe duszne tajemnice - tylko się postaraj ...

Zaklinam cię, człowieku
!

***

Tak, moja kotko. Pamiętam, kiedy gadałaś do mnie swymi stęknięciami.
Odpowiadałem ci, ty dalej coś mówiłaś.
Brak mi ciebie dziś.

Teraz czas z siekierą w sad pójść, postraszyć nasze drzewa w tę
prawdziwą Noworoczną Noc ...
- O! Widzisz? Już czas, już czas...
Obserwuj wątek
    • rinva Re: Zaklinacz koni 25.12.09, 11:14
      Zaklinacz czlowieka tez by sie nam przydal.
      • nit21 Re: Zaklinacz ludzi 25.12.09, 15:16
        Tak. By szkoła rozwijała ciekawość, a nie ją niszczyła, by uczyła mysłeć i działać, i uczyła komunikować się z innymi, by uczyła kochać i nienawidzić, bo teraz jesteśmy domorosłymi samoukami.
    • dzioucha_z_lasu Re: Zaklinacz koni 25.12.09, 13:58
      A Monthy Roberts? Człowiek, który pierwszy przywrócił naturalną metodę układania
      koni? Który był pierwowzorem "Zaklinacza"? Który wyszkolił tysiące zaklinaczy i
      dopracował metodę, na której opiera się szanowny bohater tego artykułu??
      Wypadało by chociaż wspomnieć, bo artykuł bez tego jest zwyczajnie nieszczery.
      Wygląda na to, że Robert Miller sam to wszystko odkrył i stworzył, a tak na
      prawdę gdy Monthy Roberts uczył dogadywania się z końmi, dr Miller jeszcze sikał
      w pieluszki. Noe podważam jego zasług, bo jest świetnym fachowcem i wielkim
      autorytetem, ale pominięcie w tym kontekście Monthyego Robertsa, to jak pisanie
      o teorii względności bez napomknięcia nawet o Einsteinie.
      • zmijka_wodna Re: Zaklinacz koni 25.12.09, 14:54
        > prawdę gdy Monthy Roberts uczył dogadywania się z końmi, dr Miller >jeszcze
        sikał w pieluszki.

        to co napisałaś, świadczy, że pieluszki to ty sama jeszcze nosisz

        > Noe podważam jego zasług, bo jest świetnym fachowcem

        no właśnie nieudolnie próbujesz to robić nie mając zupełnie racji i obnażając
        swój brak wiedzy i brak rozumienia przeczytanego tekstu.

        poza tym to nie jest artykuł tylko wywiad.

        --
        • dzioucha_z_lasu Re: Zaklinacz koni 25.12.09, 17:11
          A jakieś bardziej merytoryczne argumenty, czy to już za trudne, szanowna żmijko?
          • zmijka_wodna Re: Zaklinacz koni 25.12.09, 20:48
            A sama nie potrafisz ich znaleźć? Obaj równolegle zajmowali się końmi: jeden tresurą i startami w rodeo a drugi weterynarią i wspomnianym imprintingiem, do czego doszli to kto chce wiedzieć to wie ale stawianie jednego na piedestale pisząc jednocześnie o drugim w kontekscie sikania do pieluch to jakaś żałosna dziecinada.

            W USA za ojca jeździectwa naturalnego uważa się Toma Dorrance'a a pierwsze szkolenia z tym podejściem robił Ray Hunt w latach 70-tych i to jego uważa się za osobę mającą największy wpływ na popularyzację naturala. Na Montym świat się nie kończy, gorzej... wcale nie od niego się to zaczeło, w dodatku ŻADEN z nich nie przypisuje sobie "odkrycia ameryki".
            • dzioucha_z_lasu Re: Zaklinacz koni 25.12.09, 22:21
              No widzisz, jak chcesz, to potrafisz wyprodukować w miarę sensowną wypowiedź :)
              • zmijka_wodna Re: Zaklinacz koni 26.12.09, 14:54
                Ktoś musi :P
            • grey_hound Re: Zaklinacz koni 27.12.09, 00:58
              Ten cały imprinting i tresura, to coś, co przerabiają właściciele zwierzaków na co dzień próbując je socjalizować. Nie potrzeba żadnych specjalnych technik. Potrzeba cierpliwości.
    • europitek Re: Zaklinacz koni 25.12.09, 14:35
      Cytat z artykułu:
      - Broniono natury, którą uważano za prawdziwą. Narzucamy zwierzętom nasze wyobrażenia, które niekoniecznie są zgodne z rzeczywistością. To naprawdę cud, że w ciągu ostatnich 25 lat podejście zwyczajnych, niezbyt wykształconych kowbojów zmieniło się diametralnie. Także oni zaczęli stosować metody miękkie, choć wcześniej korzystali z twardych. Jeszcze nie tak dawno na dużych ranczach konie ujarzmiano bardzo brutalnie, wiążąc je i siłą zmuszając do pracy. Właściciel jednego z największych rancz w Meksyku powiedział mi kiedyś: "To, że nauczyliśmy się w nowy sposób pracować z końmi, całkowicie zmieniło nasze relacje z dziećmi, współpracownikami i... krowami. To zmieniło nasze życie".


      "To naprawdę cud, że w ciągu ostatnich 25 lat podejście zwyczajnych, niezbyt wykształconych kowbojów zmieniło się diametralnie."
      Czy doczekamy się takiego "cudu" również wśród nie-kowbojów, również tych wykształconych?
    • grey_hound Zaklinacz koni 25.12.09, 18:39
      No bez jaj. Każdy co bardziej świadomy właściciel zwierzaka wie, że metodą kar i terroru niczego się nie uzyska. Że żrebak inaczej podchodzi do ludzi, gdy ma z nimi kontakt od dzieciństwa... ? Co za odkrycie...

      Mam mieszane odczucia na temat tego artykułu. Świetnie, że propaguje 'ludzkie' podejście do zwierząt. Szkoda, że w idiotycznym stylu 'odkryłem Amerykę'.
      • grba Opowieści dziwnej treści... 25.12.09, 19:48
        Klacz dziadka miała źrebaka, a my z moim młodszym bratem wychowywaliśmy się, jak
        u nas się mówi z łoszakiem od jego urodzenia. Nasz łoszak był mocno przywiązany
        do nas, my mocno do niego. Był wypieszczony, zadbany. Dawał nam radość i zabawę,
        skakał przez przez nas, kładł nam przednie kopyta na ramionach i wyjmował
        marchewkę trzymaną w ustach... Dzisiaj, gdy ktoś mnie zapyta, co jest największą
        przyjemnością związaną z końmi odpowiadam pławienie.

        Autor niestety nic nie wie o tatarskim, kozackim i tradycyjnie polskim
        wychowaniu dzieci ze źrebakami, o wspólnym dorastaniu, przywiązywaniu się.

        Mój wuj stary ułan, kiedy córki w trosce o jego zdrowie bo był już stary i nie
        miał siły i sprzedały mu konia nie przeżył tego...

        • grey_hound Re: Opowieści dziwnej treści... 25.12.09, 21:09
          Świetna opowieść. :)

          A całe to 'zaklinanie' koni sprowadza się do przyjażni...
          • europitek Re: Opowieści dziwnej treści... 26.12.09, 00:49
            Wytłumacz to ludkom, którzy za jedyne zwierzę mieli w domu muchę i kotlet na talerzu.
          • mondego1 Re: Opowieści dziwnej treści... 26.12.09, 13:49
            masz racje do przyjazni,szacunku i empatii, opowiesc naprawde super:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka