Dodaj do ulubionych

nauka vs religia

08.03.04, 04:30
zainspirowal mnie ten atrykul:
www.przekroj.com.pl/
a konkretnie zdanie, ze Koreanczyk z chorym synem ma szczescie, bo jest
buddysta. Bo moze skorzystac z odkrycia potepionego przez Papieza. I
pomyslalam sobie: czy naukowcom z roznych krajow ich religie
przeszkadzaja/nie przeszkadzaja/pomagaja? Jak sie ma swiatopoglad do pracy?

Niekoniecznie osobiste pytanie, ale chcialabym poznac Wasze poglady.
Obserwuj wątek
    • staua artykul :-) 08.03.04, 04:31

    • koekast Re: nauka vs religia 08.03.04, 09:44
      "... za kazdym krokiem w tajniki stworzenia
      coraz sie dusza ludzka rozprzestrzenia
      i wiekszym staje sie Bóg..."

      tak jakos tez wiersz z liceum lecial, prawda?
      Wiec chyba nie ma co przeciwstawiac :)
      Kk
      • staua Re: nauka vs religia 08.03.04, 15:18
        Bardzo ladny przyklad...
        Mnie sie wydaje, ze nie ma sensu w ogole przeciwstawiac wiary (jakiejkolwiek)
        swiatopogladowi naukowemu, bo wiara (przynajmniej dla mnie) nie jest pojmowana
        rozumowo. Znam naukowcow gleboko wierzacych, i sa oni na ogol dosc pokorni, ale
        znam tez zagorzalych ateistow i to oni (w wiekszosci) na ogol argumentuja za
        niemozliwoscia pogodzenia wiary i i pracy naukowej. Zwlaszcza w naukach
        przyrodniczych.
        Mam nadzieje, ze to nie jest zbyt osobisty temat i jeszcze podyskutujemy.
        Chociaz na prawdziwa dyskusje caly czas jest nas tutaj troche za malo...
        • ex-rak Re: nauka vs religia 08.03.04, 23:36
          staua napisała:

          > Bardzo ladny przyklad...
          > Mnie sie wydaje, ze nie ma sensu w ogole przeciwstawiac wiary (jakiejkolwiek)
          > swiatopogladowi naukowemu, bo wiara (przynajmniej dla mnie) nie jest
          pojmowana
          > rozumowo. Znam naukowcow gleboko wierzacych, i sa oni na ogol dosc pokorni,
          ale
          >
          > znam tez zagorzalych ateistow i to oni (w wiekszosci) na ogol argumentuja za
          > niemozliwoscia pogodzenia wiary i i pracy naukowej. Zwlaszcza w naukach
          > przyrodniczych.
          > Mam nadzieje, ze to nie jest zbyt osobisty temat i jeszcze podyskutujemy.
          > Chociaz na prawdziwa dyskusje caly czas jest nas tutaj troche za malo...
          >

          Dla mnie osobiscie Bog nie stanowi zadnego problemu, za to czlowiek i jego
          szeroko pojmowany system wartosci etycznych, na ktory czesto maja wplyw miedzy
          innymi religie, juz chyba tak. I na pewno sa dla mnie gdzies granice gdzie
          doswiadczenie i chec poznania natury zaczyna kolidowac z czlowieczenstwem i
          jego systemem watrosci moralnych.
          Gdzie to dokladnie jest nie wiem. To tak jak dyskutowac o plynnych granicach
          aborcji. Czy trzeci miesiac to juz tak, a 4 to juz nie. Czy z przyczyn
          spolecznych, czy rozrywkowych? Czesto sobie zadajac pytanie, czy to jest zycie,
          czy wegetowanie?
          Ale nauka i sama spolecznosc musi w jakis sposob do tych problemow sie odnoscic
          i starac regulowac, co przyznaje nie jest zadaniem latwym.
          A w dodatku eksperci szeroko pojetej biologii, biotechnologii, medycyny itd. z
          dnia na dzien coraz bardziej harcuja na tej obszarach tej granicy nie
          ulatwiajac zycia ani scholastykom, ani etykom, ani politykom.
          • staua Re: nauka vs religia 08.03.04, 23:46
            U mnie nie koliduje...ale moze dlatego, ze wiare pojmuje bardzo osobiscie, a z
            dekalogiem moja praca nie jest sprzeczna. Z naukami Kosciola - mozna by cos
            sprzecznego pewnie znalezc, ale nauke Kosciola katolickiego jednak uwazam za
            drugorzedna w stosunku do wiary (wydaje mi sie, ze jestem w stanie, bo zostalam
            wychowana w ateistycznej rodzinie i do wiary doszlam sama, a nie zostala mi ona
            wpojona - tak jest chyba troche latwiej).
            Problemy etyczne mozna rozpatrywac rownie dobrze w oderwaniu od religii,
            znajdujac przeciwnikow i zwolennikow opierajacych sie na argumentach
            niereligijnych. Nie wiem, dlaczego czesto zwlaszcza chrzescijanie uzasadniaja
            rozne zakazy Biblia, ktora przeciez moze byc w drobiazgach interpretowana na
            tysiace sposobow.
            I (jesli juz mamy przyklad aborcji) czy problemy etyczne sa problemami
            prawnymi? Trudne pytanie.
            • ex-rak Re: nauka vs religia 09.03.04, 00:01
              staua napisała:

              > U mnie nie koliduje...ale moze dlatego, ze wiare pojmuje bardzo osobiscie, a
              z
              > dekalogiem moja praca nie jest sprzeczna. Z naukami Kosciola - mozna by cos
              > sprzecznego pewnie znalezc, ale nauke Kosciola katolickiego jednak uwazam za
              > drugorzedna w stosunku do wiary (wydaje mi sie, ze jestem w stanie, bo
              zostalam
              >
              > wychowana w ateistycznej rodzinie i do wiary doszlam sama, a nie zostala mi
              ona
              >
              > wpojona - tak jest chyba troche latwiej).
              > Problemy etyczne mozna rozpatrywac rownie dobrze w oderwaniu od religii,
              > znajdujac przeciwnikow i zwolennikow opierajacych sie na argumentach
              > niereligijnych.

              Zgadzam sie, chcialem tylko powiedziec, ze nasze pojecia etyczne sa tez, chocby
              ze wzgledow historycznych, w jakis sposob ksztaltowane przez doktryny
              religijne. Taka juz jest ta nasza historia. I trudno od tego zupelnie uciec.

              Nie wiem, dlaczego czesto zwlaszcza chrzescijanie uzasadniaja
              > rozne zakazy Biblia, ktora przeciez moze byc w drobiazgach interpretowana na
              > tysiace sposobow.
              > I (jesli juz mamy przyklad aborcji) czy problemy etyczne sa problemami
              > prawnymi? Trudne pytanie.

              W jakis sposob sie ze soba przenikaja. Moze nie we wszystkich aspektach, ale
              dla mnie prawo jest sformalizowanym odzwierciedleniem postaw etycznych danej
              spolecznosci.
              • staua Re: nauka vs religia 09.03.04, 00:16
                Ale czy wszystkie sprawy, ktore raczej pod etyke podpadaja, sa (i musza) byc
                regulowane prawnie? Jasne, aborcja to sprawa wielkiej wagi w porownaniu z (na
                przyklad) obgadywaniem kolegow za ich plecami, ale moze powinna byc zostawiona
                matce? I badania komorek pnia (taka chyba jest nazwa stem cells) oraz
                korzystanie z ich wynikow, prawne regulowanie WSZYSTKIEGO jest moim zdaniem
                nadmierna kontrola wynikajaca wylacznie z checi zarobku pewnych wplywowych grup
                spolecznych.
                W sumie tak sobie tylko w tym watku glosno mysle...niekoniecznie sa to moje
                sprecyzowane poglady, troche jestem zmartwiona, bo HPLC cieknie, a jutro mam
                wazny eksperyment i musze to naprawic. Chyba w nocy bede naprawiac.
                • ex-rak Re: nauka vs religia 09.03.04, 00:36
                  staua napisała:

                  > Ale czy wszystkie sprawy, ktore raczej pod etyke podpadaja, sa (i musza) byc
                  > regulowane prawnie? Jasne, aborcja to sprawa wielkiej wagi w porownaniu z (na
                  > przyklad) obgadywaniem kolegow za ich plecami, ale moze powinna byc
                  zostawiona
                  > matce? I badania komorek pnia (taka chyba jest nazwa stem cells) oraz
                  > korzystanie z ich wynikow, prawne regulowanie WSZYSTKIEGO jest moim zdaniem
                  > nadmierna kontrola wynikajaca wylacznie z checi zarobku pewnych wplywowych
                  grup
                  >
                  > spolecznych.

                  Byc moze tak, ale do jakiego stopnia. Czy matka moze topic noworoki w beczce z
                  kapusta jak to robila pewna kobieta na Lubelszczyznie?

                  A co na przyklad z nieudanymi klonami ludzkimi w przyszlosci. W ktorym momencie
                  nieudany eksperyment zapakowac w woreczek i wrzucic do kosza z odpadkami?
                  Nie wszystkie doswiadczenia wychodza tak jakbysmy chcieli, nawet HPLC potrafi
                  na zlosc ciec.


                  > W sumie tak sobie tylko w tym watku glosno mysle...niekoniecznie sa to moje
                  > sprecyzowane poglady,

                  moje odpowiedzi, to tez takie sobie poznowieczorowe spekulacje.

                  troche jestem zmartwiona, bo HPLC cieknie, a jutro mam
                  > wazny eksperyment i musze to naprawic. Chyba w nocy bede naprawiac.

                  Ale masz przed soba romantyczna noc!!!
                  Baw sie dobrze. Ja jeszcze przejrze pare widm i nurkuje pod kolderke.
                  Do jutra.
                  • ex-rak Re: nauka vs religia 11.03.04, 00:27
                    ex-rak napisał:

                    > staua napisała:
                    >
                    > > Ale czy wszystkie sprawy, ktore raczej pod etyke podpadaja, sa (i musza) b
                    > yc
                    > > regulowane prawnie? Jasne, aborcja to sprawa wielkiej wagi w porownaniu z
                    > (na
                    > > przyklad) obgadywaniem kolegow za ich plecami, ale moze powinna byc
                    > zostawiona
                    > > matce? I badania komorek pnia (taka chyba jest nazwa stem cells) oraz
                    > > korzystanie z ich wynikow, prawne regulowanie WSZYSTKIEGO jest moim zdanie
                    > m
                    > > nadmierna kontrola wynikajaca wylacznie z checi zarobku pewnych wplywowych
                    >
                    > grup
                    > >
                    > > spolecznych.
                    >
                    > Byc moze tak, ale do jakiego stopnia. Czy matka moze topic noworoki w beczce
                    z
                    > kapusta jak to robila pewna kobieta na Lubelszczyznie?
                    >
                    > A co na przyklad z nieudanymi klonami ludzkimi w przyszlosci. W ktorym
                    momencie
                    >
                    > nieudany eksperyment zapakowac w woreczek i wrzucic do kosza z odpadkami?
                    > Nie wszystkie doswiadczenia wychodza tak jakbysmy chcieli, nawet HPLC potrafi
                    > na zlosc ciec.
                    >
                    >
                    > > W sumie tak sobie tylko w tym watku glosno mysle...niekoniecznie sa to moj
                    > e
                    > > sprecyzowane poglady,
                    >
                    > moje odpowiedzi, to tez takie sobie poznowieczorowe spekulacje.
                    >
                    > troche jestem zmartwiona, bo HPLC cieknie, a jutro mam
                    > > wazny eksperyment i musze to naprawic. Chyba w nocy bede naprawiac.
                    >
                    > Ale masz przed soba romantyczna noc!!!
                    > Baw sie dobrze. Ja jeszcze przejrze pare widm i nurkuje pod kolderke.
                    > Do jutra.


                    I z jutra zrobilo sie pare dni. Zawal pracy tym razem nie naukowej, lecz
                    menazerskiej.

                    Jak HPLC? Zatkalas wyciek i oznaczylas to stezenie cukru w cukrze?
                    • staua Re: nauka vs religia 11.03.04, 04:43
                      Naprawilam, zrobilam doswiadczenie, ktore bylo bardzo potrzebne szefowi na
                      dzis, a juz myslalam, ze przez przeciek sie nie uda... I jestem bardzo z siebie
                      dumna. Ale teraz mam w piatek Journal Club i wybralam zabojczy dla mnie artykul
                      (z biologii rozwoju, myszy itd, a ja jestem biochemik, struktura bialek,
                      enzymy, wiec niektore pojecia poznaje zupelnie od zera).
                      Ale zawsze tak jest w pracy naukowej - w sumie chyba dlatego ja lubie, ze
                      zawsze cos nowego sie znajdzie, nawet jak sie jedna rzecz skonczy...
                      pozdrawiam wieczorem
    • koekast cos ciekawego 23.03.04, 11:06
      Staua, znalazlem cos ciekawego zwiazanego z tym o czym pisalas.
      Zerknijcie na artukly na stronie prof Jacyny - Onyszkiewicza.
      main.amu.edu.pl/~zbigonys/
      Hmmm... Sa tam "fizyczne" dodody na istnienie Boga
      i modelowanie go za pomoca prosto wygladajacych wzorow
      z rekursja... Hmmm... Co myslicie?
      • ex-rak Re: cos ciekawego 23.03.04, 13:08
        koekast napisał:

        > Staua, znalazlem cos ciekawego zwiazanego z tym o czym pisalas.
        > Zerknijcie na artukly na stronie prof Jacyny - Onyszkiewicza.
        > main.amu.edu.pl/~zbigonys/
        > Hmmm... Sa tam "fizyczne" dodody na istnienie Boga
        > i modelowanie go za pomoca prosto wygladajacych wzorow
        > z rekursja... Hmmm... Co myslicie?

        Dla mnie obszary fizyki traktujace o ''glebokim'' mikroswiecie, zejscie w
        rejony kwarkow i dalej w glab, w glab..., teoria wszystkiego i zwiazne z nia
        wielowymiarowosci supergrawitacji czy czasu w kostkach. To dla mnie cos, co z
        niedowierzaniem przyjmuje na wiare. Taka religia w nauce.
      • staua Re: cos ciekawego 23.03.04, 16:49
        Fajne, wszystko (pobieznie przejrzane) mnie zainteresoalo. Na razie dokladnij
        przeczytalam artykul o Wszechwiedzy, ale bede tam zagladac, zrobilam sobie
        nawet zakladke!
    • broch Re: nauka vs religia 23.03.04, 14:28
      "Bog jest sfera ktorej srodek jest wszedzie a obwod nigdzie" czy jakos tak.
      Jesli Bog jest niedefiniowalny naukowo, to po prostu wiara nie stoi w
      sprzecznosci z nauka. Sa to tak bardzo rozne rzeczy ze nie wydaje mi sie aby
      istnial jakikolwiek konflikt miedzy wiara a nauka. Trzeba byc ekstremalnie
      zarozumialym aby zalozyc iz czlowiek w historii byl w stanie udowodnic fakt
      istnienia/nieistnienia Boga.
      Poniewaz nie dysponujemy narzedziami ktore moglyby defintywnie ustalic co jest
      tam w gorze, pozostaje wylacznie kwestia osobistego przekonania.
      Niezaleznie od istnienia Boga, na ziemskim padole jest On reprezentowany przez
      Kosciol. Poniewaz Kosciol jest ludzki ma wiec prawo to tylu pomylek do ilu ma
      prawo ludzkosc generalnie.
      • staua Re: nauka vs religia 23.03.04, 16:59
        No wlasnie, bardzo dobrze to ujales - dla mnie wiara to cos zupelnie nie-
        rozumowego (dlatego jest to WIARA i WIERZYMY, a nie udowadniamy).
        • jack39nyc Re: nauka vs religia 24.03.04, 16:53
          czesc staua... pozdrowionka

          ciekawy temat poruszylas...
          dodam swoje 2 grosze...
          im wyzsze wyksztalcenie, tym wiecej pytan, tym wiecej wiedzy ktora ogranicza
          slepa wiare...
          im nizsze wyksztalcenie, tym wiecej pytan odpowiadanych jest "Bog tak chcial",
          i tym bardziej ta wiara jest slepa i niedostepna a np polscy ksieza nie
          pomagaja w zrozumieniu wiary ale w robieniu jej bardziej tabu...
          (prosze nie interpretowac tego w ten sposob ze ludzie nie wyksztalceni sa
          glupi... )

          tak samo jak wymyslono raj, aby pewnie niektorym pokazac proces inicjacji ...
          to wszystko....
          ja wierze w Boga.. nie za bardzo wierze w religie ktore sa najwiekszymi
          przekretami w naszych cywilizacjach... to wlasnie podzialy religijne
          doprowadzily do wojen i ograniczen naukowych...
          mozna by dlugo ale nie chce zbytnio sie narazac ludziom...

          masz racje staua.. w wierze nie trzeba nic udowadniac, ale nie mozna zyc slepa
          wiara tez.. kazdy chce wiedziec wiecej, a to juz sama pewnie dobrze wiesz..;-)))
          • staua Re: nauka vs religia 24.03.04, 17:51
            Czesc Jacku, milo Cie tutaj widziec!
            Zgadzam sie, ze trudniej jest moze wierzyc, kiedy sie ma umysl stworzony do
            zadawania pytan, "drazenia" a wyksztalecenie pozwala znalezc odpowiedzi na
            wiele z nich...
            Wydaje mi sie, ze przychodzi w zyciu (powiedzmy - naukowca) moment, kiedy
            czlowiek wierzacy albo przestaje wierzyc - tzn, ze jego wiara byla zbyt slaba,
            zey oprzec sie racjonalizmowi, albo wierzy nadal, po przelomie swego rodzaju,
            kiedy zaczyna rozumiec, ze nie jest w stanie odpowiedziec na pewne pytania i
            wcale nie musi...
            Ale obecnoscia Boga nie wolno tlumaczyc sobie wszystkiego, co sie zdarza!
            Przeciez elementem wiary jest to, ze mamy wolna wole i zycie zalezy od nas!
            Dopiero to, co potem, nie...
            Pozdrawiam
            • broch Re: nauka vs religia 24.03.04, 18:36
              "Zgadzam sie, ze trudniej jest moze wierzyc, kiedy sie ma umysl stworzony do
              zadawania pytan, "drazenia" a wyksztalecenie pozwala znalezc odpowiedzi na
              wiele z nich..."

              Ja sie nie zgadzam. Jeden z ostatnich noblistow w dziedzinie fizyki jest osoba
              gleboko wierzaca. Mysle ze wiedza nie tylko nie przeszkadza w uznaniu Boga, ale
              moze pomoc.
              Obie Wasze wypowiedzi sa w paradoksalnej sprzecznosci z tym co oboje mowicie:
              albo wiara jest niezalezna od wiedzy, albo jest caraz trudniej wierzyc w miare
              osiagania kolejnego stopnia "wtajemniczenia" (sa doswiadczalne podstawy aby
              poddac w watpliwosc istnienie Boga).
              Czy fakt ze ktos umie plywac przeszkadza mu w czytaniu?
              Czy fakt ze ktos coraz lepiej czyta bedzie coraz bardziej przeszkadzal w
              czytaniu?
              Ktore to pytania bardziej wyksztalconego umyslu sprawiaja ze trudniej jest
              wierzyc?
              • staua Re: nauka vs religia 24.03.04, 19:40
                Mnie chodzi o to, ze w pewnym stadium edukacji (przynajmniej u mnie tak bylo, i
                u paru innych osob) moga pojawic sie watpliwosci. I one moga prowadzic do
                konkluzji, ze wiara nie zalezy od wiedzy (tak jak u mnie) lub do agnostycyzmu
                (znam pare innych osob, u ktorych tak sie skonczylo).
                I tez znam gleboko wierzacych naukowcow. Ale moze nie wiem, jaka byla ich droga
                do wiary, ktora maja teraz.
                Pytania: skad sie wzielismy, po co itd - sam wiesz.
                • broch Re: nauka vs religia 24.03.04, 20:06
                  ja sobie tak troszeczke zazartowalem.
                  Skad sie wzielismy? Albo droga jaka tlumaczy ewolucja (darwinisci do dzisiaj
                  nie dostarczyli dowodow na powstawanie nowych gatunkow choc teoria ewolucji
                  ladnie tlumaczy zmiany w obrebie gatunkow) albo metoda boska. Co gorsza
                  ewolucjonizm nie jest w sprzecznosci z Bogiem. Kto wie czy Bog zaczynal od
                  czlowieka czy od bialka (ewolucja jako reakcja chemczna ktorej wynik jest
                  znany).
                  Po co? Mozna zadac to pytanie inaczej: czy Bog ma poczuce humoru czy nie?
                  • jack39nyc Re: nauka vs religia 24.03.04, 20:26
                    stary to wlasnie powiedzialem wczesniej... kazdy wierzy tak jak potrafi..
                    jednym trzeba mowic o adamie i ewie drugim o inicjacji... itd..
                    wiara nie przeszkadza w mysleniu ani w poszukiwaniu wiedzy.. niewiedza tlumaczy
                    zjawiska w taki sposob ja je widzi i rozumie...
                    widza pozwala zadawac pytania, niewiedza nie wie nawet o co pytac...
                    staua masz racje ludzie w pewnym etapie zadaja sobie pytania... i kwestia
                    prywatnej odpowiedzi prowadzi ich dalej..
                    ja jednak powiedzialem cos innego na dodatek... nie wierze w religie.. co nie
                    znaczy ze nie wierze w Boga... ja wierze w Boga poniewaz wychowalem sie w
                    takiej a nie innej kulturze (katolickiej) gdzie babci pedzila mnie do kosciola
                    co niedziele... i nie mam jej tego za zle.. bo poznalem cos co powiekszylo moj
                    swiatopoglad.. poznalem cos co pozwala mi miec cel w zyciu... itd... ale tez
                    poznalem cos co pozwolilo mi zadawac pytania... i szukac na nie odpowiedzi....
                    sama droga do wiary jest juz wiara.... nie ma wiary uniwersalnej... jest wiara
                    prywatna i indywidualna dla kazdego...
                    a czy Bog istnieje czy nie to sie w sumie dowiemy jak juz bedziemy gryzli
                    piasek.. ale czy wtedy to bedzie wazne dla naszego cielesnego zycia?... bo
                    jesli jest takie wlasnie pytanie to po co wierzyc duchowe zycie i tak kiedys
                    nadejdzie... wiec?...
                    i tak mozna w nieskonczonosc.... ale po tych "ale" i "drog" i "pytan" nie mozna
                    miec bez odpowiedniego przygotowania... aby wiedziec o bialkach (nie tych z
                    jajka) i o inicjacji trzeba miec jakas tam wiedze im wiecej jej sie ma tym
                    wiecej pytan... i dochodzisz w fizyce do atomu i co dalej?.. rozbijesz atom ...
                    i co dalej?... i to wlsnie taka wiedza okresla nastepne pytanie, ktorego
                    czlowiek po szkole zawodowej nie zada bo nie ma pojecia o fotonach, atomach,
                    bialkach, mikrobach, bakteriach, wirusach, jonach.... itd...
                    napewno pamietasz "im wiecej wiesz tym mniej wiesz.. co dowolnie mozna
                    przetlumaczyc... tym wiecej pojawia sie pytan"


                    broch napisał:
                    > Kto wie czy Bog zaczynal od
                    > czlowieka czy od bialka (ewolucja jako reakcja chemczna ktorej wynik jest
                    > znany).
                    > Po co? Mozna zadac to pytanie inaczej: czy Bog ma poczuce humoru czy nie?
                    • ex-rak Re: nauka vs religia 25.03.04, 12:24
                      Widze, ze staracie sie rozwiazac problem nie dajacy sie rozwiazac od tysiecy
                      lat. Dla mnie samo pojecie Boga, czy wiary w jego istnienie, w zaden sposob nie
                      koliduje dociekliwoscia badacza. No chyba, ze sie wierzy w boskie deby. To
                      rzeczywiscie trudno listki do zielnika w celach naukowych mu obrywac.

                      Gorzej z religia. Postawami etycznymi, nakazami moralnymi i dogmatami jakie za
                      soba religia, a zarazem czlowiek sam w sobie niesie. I tutaj jest olbrzymi
                      obszar, gdzie wspolczesna nauka kreuje trudne pytania i dylematy sie rodza z
                      dnia na dzien.
          • koekast Re: nauka vs religia 25.03.04, 13:06
            jack39nyc napisał:

            > im nizsze wyksztalcenie, tym wiecej pytan odpowiadanych jest "Bog tak chcial",
            > i tym bardziej ta wiara jest slepa i niedostepna a np polscy ksieza nie
            > pomagaja w zrozumieniu wiary ale w robieniu jej bardziej tabu...
            > (prosze nie interpretowac tego w ten sposob ze ludzie nie wyksztalceni sa
            > glupi... )
            >
            A z iloma ksiezami rozmawiales, Jacek?
            Wez sobie przy okazji do poczytania cos np Bocheńskiego - tez byl ksiedzem :)
            Kk
            • jack39nyc Re: nauka vs religia 25.03.04, 14:44
              no coz byl okres kiedy pasjonowala mnie i religia i filozofia (dawne to czasy)
              i rozmawialem z wieloma ksiezami, niektorzy w szkole sredniej wywalali mnie z
              klasy za pytania... spotkalem tylko raz ksiedza ktory byl w stanie "wytrzymac"
              moje pytania i normalnie porozmawiac..
              co do ksiazek to ani bochenski ani inny ksiezulek niestety nie umieli
              sprecyzowac tego o chodzi czlowiekowi ktory ma wiecej pytan niz standarowe...
              tu stary trzeba samemu sobie zaczac szukac drogi...

              koekast napisał:
              > A z iloma ksiezami rozmawiales, Jacek?
              > Wez sobie przy okazji do poczytania cos np Bocheńskiego - tez byl ksiedzem :)
              > Kk
              • koekast Re: nauka vs religia 25.03.04, 16:43
                Ty wlasnie zaczales w swoim pierwszym poscie dosc standardowo -
                od twierdzenia, ze religia jest przyczyna wszystkiego zlego na swiecie.

                Czemu zabraniasz innym ludziom, ktorzy moze nie sa tak dzielni i samodzielni
                jak ty szukac pomocy - na przyklad u ksiezy?

                Kk
                • jack39nyc Re: nauka vs religia 25.03.04, 21:38
                  nikomu niczego nie zabraniam... kazdy zyje wlasnym zyciem i za nie odpowiada,
                  jesli chce wierzyc w slonce niech wierzy, ale to nie znaczy ze ja mam tak samo
                  wierzyc, to wlsnie tam jest napisane,
                  moim zdaniem religie sa przyczyna wielu zlych rzeczy na swiecie... popatrz na
                  wojujacy islam, wony krzyzowe... druga wojne swiatowa dziesiejsze wojenki na
                  swiecie, ile z nich to wojny na tle religijnym?... orientujesz sie w tym?
                  to wlasnie moje zdanie... moge je miec?...
                  i nie musisz byc czlowieku sarkastyczny i walic dzielnoscia i samodzielnoscia
                  we mnie, jeszcze raz kazdy zyje tak jak potrafi... Ty mozesz codziennie szukac
                  pomocy u ksiezy...immamow...rabbich... i innych...
                  czepiasz sie gosciu... to wszystko


                  koekast napisał:
                  > Ty wlasnie zaczales w swoim pierwszym poscie dosc standardowo -
                  > od twierdzenia, ze religia jest przyczyna wszystkiego zlego na swiecie.
                  • ex-rak Re: nauka vs religia 26.03.04, 09:51
                    jack39nyc napisał:

                    > nikomu niczego nie zabraniam... kazdy zyje wlasnym zyciem i za nie odpowiada,
                    > jesli chce wierzyc w slonce niech wierzy, ale to nie znaczy ze ja mam tak
                    samo
                    > wierzyc, to wlsnie tam jest napisane,
                    > moim zdaniem religie sa przyczyna wielu zlych rzeczy na swiecie... popatrz na
                    > wojujacy islam, wony krzyzowe... druga wojne swiatowa dziesiejsze wojenki na
                    > swiecie, ile z nich to wojny na tle religijnym?... orientujesz sie w tym?
                    > to wlasnie moje zdanie... moge je miec?...
                    > i nie musisz byc czlowieku sarkastyczny i walic dzielnoscia i samodzielnoscia
                    > we mnie, jeszcze raz kazdy zyje tak jak potrafi... Ty mozesz codziennie
                    szukac
                    > pomocy u ksiezy...immamow...rabbich... i innych...
                    > czepiasz sie gosciu... to wszystko
                    >
                    >
                    > koekast napisał:
                    > > Ty wlasnie zaczales w swoim pierwszym poscie dosc standardowo -
                    > > od twierdzenia, ze religia jest przyczyna wszystkiego zlego na swiecie.

                    Pokoj ludziom dobrej woli....
                  • koekast Re: nauka vs religia 26.03.04, 11:04
                    Tak, Jacek - to bylo sarkastyczne, bo dyskusja rozpoczeta przez Staue byla
                    bardzo sympatyczna zanim sie nie pojawiles ze swoimi napastliwymi
                    i dosc sztampowymi musze przyznac pogladami.

                    I przypominam - byla to dyskusja "nauka a religia" a ty zaczales
                    po prostu atakowac ksiezy i religie w ogolnosci. Wszyscy inni byli zbyt moze
                    grzeczni, zeby Ci o tym powiedziec.
                    Mnie ponioslo - troche niepotrzebnie, to fakt.
                    Mysl sobie dalej, ze jestes wyjatkowy.
                    Bez odbioru.
                    Kk
                    • jack39nyc Re: nauka vs religia 26.03.04, 14:50
                      no coz jakos ciezko tobie zaakceptowac zdanie innych co?..
                      jak sie nie moze powiedziec cos ciekawego to strzela sie wlasnie tak jak ty i
                      juz.. smieszny czlowiek jestes...
                      ja moge miec chba swoje zdanie co?... moge atakowac ksiezy za to co sie dzieje
                      czy nie?... nie zyje w wyidealizowanym swiecie..
                      mnie nie ponioslo...
                      nerwy mam dosc dobre tobie polecam prozac....



                      koekast napisał:
                      > Tak, Jacek - to bylo sarkastyczne, bo dyskusja rozpoczeta przez Staue byla
                      > bardzo sympatyczna zanim sie nie pojawiles ze swoimi napastliwymi
                      > i dosc sztampowymi musze przyznac pogladami.
                      >
                      > I przypominam - byla to dyskusja "nauka a religia" a ty zaczales
                      > po prostu atakowac ksiezy i religie w ogolnosci. Wszyscy inni byli zbyt moze
                      > grzeczni, zeby Ci o tym powiedziec.
                      > Mnie ponioslo - troche niepotrzebnie, to fakt.
                      > Mysl sobie dalej, ze jestes wyjatkowy.
                      > Bez odbioru.
                      > Kk
                      • staua Re: nauka vs religia 26.03.04, 16:56
                        Mysle, ze rzeczywiscie, Jacku, troche sie oddaliles od tematu!
                        Ja mysle, ze struktury koscielne, ktore w kazdej wierze i religii (jako religie
                        pojmuje zbior dogmatow i zasad przyjetych w danej wierze, a nie zachowanie
                        ksiezy), sa czesto bardziej zwiazane z polityka niz religia. Na przyklad,
                        nawiazujac do mojego poczatkowego postu, zobaczcie, co sie dzieje z wyborem
                        Dalaj Lamy i Panchen Lamy.
                        Polityka Kosciola nie rowna sie religii, a przynajmniej nie o to mi w pytaniu
                        chodzilo.
                        I tymi slowy chcialabym zamknac te czesc dyskusji i skupic sie na poczatkowym
                        pytaniu (o ile pozostalo jeszcze cos do powiedzenia na ten temat)
                        Pozdrawiam wszystkich
                        • jack39nyc Re: nauka vs religia 29.03.04, 15:06
                          no coz .. staua...
                          temat jest szeroki i w kazdym kraju religia jest powiazana z polityka i
                          wladzami w jednych krajach wiecej w innych mniej, wiec nie wiem czy cokolwiek
                          powiedziane na temat religii jest odaleniem sie od tematu... religia zawsze
                          byla zwiazana z wladza i zawsze miala wladze, wiec zadawanie pytan na temat
                          religii wiaze sie z (niestety) kazdym aspektem religii a nie wybranymi watkami,
                          bo niestety ale w religii nie dzieje sie nic przypadkowego, (np wybor dalai
                          lamy czy szefa polskich ksiezy ostatnio)...
                          a religia jako zbior dogmatow... no coz to juz dawno jest historia, ktora nie
                          ma nic wspolnego z nasza rzeczywistosci... no moze yanomani (bo oni tez maja
                          jakies tam bostwa wazne dla nich i to co wyznaja to tez forma religii) inaczej
                          to pojmuja... nie znam nikogo innego niestety...
                          podaj mi kraj w ktorym jest inaczej...
                          lubie krytyke konstruktywna i majaca sens, nie lubie krytyki dla krytyki..
                          poczytaj to co chcialas uslyszec i to co inni napisali, pozniej mnie skrytykuj,
                          moja wina to nazywanie rzeczy po imieniu, nie lubie sie cackac w ladna
                          nazywanie czegos co jest brzydkie...
                          pozdrowienia...

                          poniezej do co napisalas:
                          nauka vs religia
                          Autor: staua
                          Data: 08.03.2004 04:30 + dodaj do ulubionych wątków
                          --------------------------------------------------------------------------------
                          zainspirowal mnie ten atrykul:
                          www.przekroj.com.pl/
                          a konkretnie zdanie, ze Koreanczyk z chorym synem ma szczescie, bo jest
                          buddysta. Bo moze skorzystac z odkrycia potepionego przez Papieza. I
                          pomyslalam sobie: czy naukowcom z roznych krajow ich religie
                          przeszkadzaja/nie przeszkadzaja/pomagaja? Jak sie ma swiatopoglad do pracy?
                          Niekoniecznie osobiste pytanie, ale chcialabym poznac Wasze poglady.
                          staua napisała:
                          > Mysle, ze rzeczywiscie, Jacku, troche sie oddaliles od tematu!
                          > Ja mysle, ze struktury koscielne, ktore w kazdej wierze i religii (jako
                          religie


                          • ex-rak Kino vs religia 29.03.04, 15:19
                            A teraz bedzie temat na topie.

                            Kto z Was mial okazje ogladac ''Pasje'' wedlug sw. Mela G.

                            Jakie sa/byly wasze doznania. Mieszane, zachywyt nad kunsztem, zbrzydzenie,
                            oburzenie.

                            Ja jeszcze nie widzialem, wiec czekam na recenzje, przemyslenia, poglady.
                            • broch Re: Kino vs religia 29.03.04, 16:48
                              Moze bez recenzja z drugiej reki?
                              Moja zona widziala juz "Pasje". Wedlug niej film jest dobry. Jednak popularnosc
                              glownie zawdziecza oczywiscie tematowi i atmosferze skandalu. Bardziej niz w
                              innych filmach Gibsona widac fascynacje dzwiekiem rozrywanego ciala i lamanych
                              kosci. Film absolutnie nie jest antyzydwski. Nie jest to rowniez kandydat do
                              Oskara (ze wzgledu na jakosc, nie elementy anty). Ze statystyki dodam ze do tej
                              pory na zwal serca umarlo 5 osob w czasie seansu i jeden morderca przyznal sie
                              do winy w sprawie ktorej konkluzja bylo samobojstwo. Oczywiscie jest notowana
                              cala masa nawrocen. Warto pewnie obejrzec chocby dla obserwacji socjologicznej.

                              Film wg mojej zony rozczaruje kazdego kto na podstawie halasu wokol dziela
                              oczekuje filmu ktory powali na kolana.
                              W kazdym razie jak bede mial czas to sam sie wybiore.
                              • ex-rak Re: Kino vs religia 30.03.04, 10:50
                                broch napisał:

                                > Moze bez recenzja z drugiej reki?
                                > Moja zona widziala juz "Pasje". Wedlug niej film jest dobry. Jednak
                                popularnosc
                                >
                                > glownie zawdziecza oczywiscie tematowi i atmosferze skandalu. Bardziej niz w
                                > innych filmach Gibsona widac fascynacje dzwiekiem rozrywanego ciala i
                                lamanych
                                > kosci. Film absolutnie nie jest antyzydwski. Nie jest to rowniez kandydat do
                                > Oskara (ze wzgledu na jakosc, nie elementy anty). Ze statystyki dodam ze do
                                tej
                                >
                                > pory na zwal serca umarlo 5 osob w czasie seansu i jeden morderca przyznal
                                sie
                                > do winy w sprawie ktorej konkluzja bylo samobojstwo. Oczywiscie jest notowana
                                > cala masa nawrocen. Warto pewnie obejrzec chocby dla obserwacji
                                socjologicznej.
                                >
                                >
                                > Film wg mojej zony rozczaruje kazdego kto na podstawie halasu wokol dziela
                                > oczekuje filmu ktory powali na kolana.
                                > W kazdym razie jak bede mial czas to sam sie wybiore.

                                Wlasnie ten wszechobecny dzwiek rozrywaneggo ciala i lamanych kosci mnie
                                powstrzymuje. Jesli jest to element przewodni filmu i tak naprawde jedyna jego
                                watosc to chyba nie przetrzymam takiego widowiska.
                                I wlasnie zastanawiam sie dlaczego Gibson, osoba wierzaca (poza jego ciagotkami
                                do filmowego brutalizmu) zdecydowal sie na takie przedstawienie ostatniej drogi
                                Chrystusa.
                                1. Zimna kalkulacja. Stworzenie atmosfery skandalu aby przyciagnac ciekawskich
                                do kin?
                                2. Przedstawienie nagiej, nazwijmy to historycznej prawdy. Bez ogrodek. Takie
                                to byly okrutne czasy. Moze takie bylo zamierzenie, ale na podstawie tak
                                skapych zrodel jest to tylko nastepna prywatna interpretacja.
                                3. W antyzydowskie zagrywki nie wierze. Z bagazem historycznym z kazda w
                                przeszlosci uciskana grupa spoleczna trzeba sie teraz obchodzic jak z jajkiem,
                                aby nie byc posadzony o: antysemityzm, rasizm, meski szowinizm.

                                Ale ta ilosc nawrocen, o ktorej wspomniales dala mi do myslenia. Moze te
                                okrucienstwo w filmie nie jest wylacznie efektem fascynacji rezysera. Moze ma
                                ono nas znokautowac. Osobom wierzacym uzmyslowic, ze to kazdy bat, kazdy
                                kamien, kazdy gwozd rozrywajacy cialo to przeciez naszych, podlych, ziemskich
                                grzechow odkupienie. Ma nami wstrzasnac, nas oczyscic, nas odmienic.
                                Moze tutaj jest wlasnie ukryta wartosc tego przedstawienia.
                              • smia Re: Kino vs religia 30.03.04, 11:12
                                widzialam wczorej. Poszlam do kina pod wplywem impulsu (mialam fatalny dzien,
                                wiele mi sie waznych niezawodowych spraw zawalilo i potrzebowalam
                                jakiegos "kopa" zeby nie siedziec w czterech scianach, a jednoczesnie chcialam
                                byc sama), kino z dzwiekiem THX mam doslownie za rogiem, seans byl
                                poznowieczorny. to wszytsko na pewno sklada sie na moj odbior filmu, dlatego o
                                tym pisze.

                                film nie jest z kategorii takich, ktore mozna ocenic "podobalo sie lub nie".
                                jest historia, ktora wszyscy znamy, opowiedziany w sposob niby-
                                arcyrealistyczny, naturalistyczny wrecz. historia, ktora dla wielu z nas znaczy
                                bardzo duzo, ale... no wlasnie. po pierwsze: kicz! niestety, Mel Gibson ma
                                sklonnosc w te strone (i w innych filmach to popelnil rowniez), motyw diabla z
                                wezem byl moim zdaniem zenujacy, i to niebieskawe swiatlo w Gaju Oliwnym... po
                                co? po drugie: zgadzam sie z przedmowcami, lamane kosci mozna pokazac RAZ, ale
                                nie ciagle. wiemy, ze tak bylo, ale w pewnym momencie robi sie z tego
                                niesmaczny (bo szokujacy) spektakl. po trzecie: absolutnie nie jest to film
                                mogacy sluzyc jakiemukolwiek przezywaniu misterium, taki byl przynajmniej moj
                                odbior.
                                plusem jest to, ze jest to pierwszy tak bez ogrodek pokazany obraz meki Jezusa.
                                bo co innego czytac, ze upada pod krzyzem, co innego widziec, jego skrwawiona
                                postac etc. oszczedze Wam opisow, po to trzeba isc do kina, bo slowa nie
                                oddadza widoku.
                                przed seansem balam sie tego filmu, balam sie tego, co moge zobaczyc. bylo to
                                okrutne, fakt. ale w sumie jakos mnie AZ TAK nie zszokowalo, moze dlatego ze
                                bylam przygotowana nie wiadomo na jakie okrucienstwa.

                                z powodow wymienionych powyzej nie moge polecic tego fimu, tak samo jak nie
                                moge nie-polecic. jednak nie nastawiajcie sie na przezycie religijne idac do
                                kina.
                                • jack39nyc Re: Kino vs religia 30.03.04, 17:09
                                  widzialem film dwa razy, nie uwazam ze zobaczylem wiecej okrucienstwa niz ten
                                  swiat widzial, wszystko to moze troche pachnie kichem ale... no coz oparte jest
                                  na biblii i obraz moze niektorzy nazwa brutalny tak jest tam przedstawiony,
                                  czasy byly inne, dzis pewnie kulka w lep lub komora gazowa dawne czasy nie
                                  mialy tych wynalazkow i ludzie mieli swe "upodobania" co do zadawania bolu i
                                  zabijania innych, bylo to napewno brutalne ale na koniec dnia czy kulka w glowe
                                  czy ukrzyzowanie to konczy sie to smiercia... cierpienie napewno niesamowite
                                  musial przechodzic w tamtych czasach czlowiek..... ale samo cierpieinie w tym
                                  filmie pokazane jest wokolo ludzkich zyc, obludy i zdrady (samo zycie), i to
                                  tez jest widoczne... widoczne jest tez to ze jest nadzieja,...
                                  nie krytyuje filmu uwazam ze kazdy dorosly powinien sie odwazyc i zobaczyc ten
                                  film aby samemu go ocenic bo kazdy z nas zobaczy w nim cos innego, mimo ze film
                                  jest bardzo czytelny...
                                  co jest najlepszym efektem to uzywanie starozytnego jezyka bez tlumaczenia i
                                  tlumaczenie tylko zdan zwiazanych z biblia, ja zauwazylem ze wcale nie bylo mi
                                  potrzebne tlumaczenie bo to wszystko mi bylo znane z biblii...
                                  poza tym, mowiac o tym filmie jako o filmie antyzydowskim to juz kompletne
                                  przegiecie, bo ja tego nie zauwazylem, i nikt z moich znajomych tego nie
                                  zauwazyl...
                                  aha... kobiety wiekszosc filmu plakaly...
                                  plecam ten film... ale to moja opinia... to wszystko
    • psychoguru Religia i mozg 06.04.04, 08:00

      Skoro ludzie wierzyli i wierza we wszystkich kulturach i cywilizacjach
      to jest bardzo prawdopodobne ze zdolnosc do religijnosic jest przymiotem
      ludzkiego mozgu podobnym jak zdolnosc do muzykalnosci. Z tego by wynikalo
      ze nie ma znaczenia w co sie wierzy, to jest przyswojone ze srodowiska
      spolecznego podobnie jak tonacje muzyczne czy jezyk. Jakikolwiek zwiazek
      nauki z religia jest wiec totalnie absurdalny skoro biorac globalnie nie
      ma najmniejszego znaczenia w co sie wierzy.
      • zielka Re: Religia i mozg 31.05.04, 08:30
        o, wesoly post psychoguru:-)
        blizni drodzy, wstydze sie tu wypowiadac, bo frakcja ktora reprezentuje (filozofia) nie jest nauka, tedy
        dla was jestem jak sadze umiarkowanie ciekawym rozmowca.
        niemniej, temat wasz mnie rozbawil wielce, nie myslalam,ze pytania tego rodzaju zadawane sa wsrod
        mlodych naukowcow; u nas swiat jest nieco prostszy. wiec faktycznie, Bog jako cos zupelnie
        przezroczystego psychologicznie i antropologicznie, i tez nie wiem, w jaki sposob "wiara" mialaby
        przeszkadzac w nauce (czy tez tym, co ja sobie wyobrazam jako nauka).
        w. w. wiara jest tak zacnie skonstruowana, ze bedac niejako czescia systemu samozachowawczego
        czlowieka, oczywiscie, bedzie mu pozwalala na prawdopodobnie wszelki inny rozwoj ktory ma celu
        przetrwanie. wydaje sie ze praca naukowa jest tego rodzaju wlasnie dzialaniem.
        oczywiscie, nie ma to ze stanem rzeczywistym nic wspolnego; mozg czlowieka po prostu spontanicznie
        niejako szuka sprawcy tam, gdzie znajduje jakas konsekwencje.

        ale, mimo tej optymistycznej opinii, smuci mnie jedno: kiedys naukowcy (ci od nauk scislych) nie
        zadawali sobie jakos pytania, czy Bog przeszkadza czy pomaga. Zobaczcie, taki Kartezjusz, Arystoteles,
        by wymienic najslawniejszych, czy tez moj ulubiony w pewnym okresie Pierre Gassendi, jakos nigdy nie
        pozwolili swojej wierze/niewierze narzucic sie im, ale zawsze starali sie owa wiare/niewiare
        usprawiedliwic, podchodzac krytycznie do zastanych religii, antropomorfizmow, do zastanych
        systemow. ja wiec patrze z przerazeniem jak wy schylacie glowy, nie probujac nawet zastanowic sie nad
        natura owej wiary, nad powodem dla ktorego MOGLABY ona stanowic problem. wiekszosc powyzszych
        wypowiedzi jest po prostu dosc slaba linia obrony wiary w Boga wobec nauki. wiecie o co mi chodzi?

        (acha, ktos wymienil Dalaj Lame; wiec to jeszcze wiekszy paradoks: jesli chcecie sie panstwo bawic
        buddyzmem, zacznijcie nie od jakichs trybalnych interpretacji tegoz, bowiem lamaizm ma tyle
        wspolnego z Budda co Mistrz Eckhart z Jezusem)
        • staua Re: Religia i mozg 31.05.04, 16:53
          O, to moze nam cos powiedz? Jak widzisz, tutaj wiekszosc z nas filozofami NIE
          jest, wiec nie mamy zapewne Twojej wiedzy na ten akurat temat. Moje tytulowe
          pytanie zreszta z niewiedzy i watpliwosci sie wzielo...
          Czasem religia nauce przeszkadza, np. slynny zakaz nauczania teorii ewolucji w
          Teksasie.
          Aha, jeszcze jedno: nie czuje sie na tyle pewna siebie, zeby porownywac sie do
          Kartezjusza czy Arystotelesa. I ciesze sie, ze im sie udalo szukac i znalezc
          satysfakcjonujace Cie usprawiedliwienia swojej postawy zyciowej.
          • zielka Re: Religia i mozg 04.06.04, 09:15
            staua napisała:

            > Aha, jeszcze jedno: nie czuje sie na tyle pewna siebie, zeby porownywac sie do
            > Kartezjusza czy Arystotelesa. I ciesze sie, ze im sie udalo szukac i znalezc
            > satysfakcjonujace Cie usprawiedliwienia swojej postawy zyciowej.

            Nie, no przede wszystkim, biednemu Kartezjuszowi nic sie nie udalo. Tzn. nie udalo mu sie wesole
            przedseiwziecie ustanowienia pryncypiow metafizycznych na ktorych, bez wewnetrznych
            sperzecznosci, udaloby mu sie ustanowic nauke o "passions". Arystoteles, to nie jest juz chyba sprawa
            filozofii w tej dziedzinie, a raczej antropologii. Niemniej, jakos znajdowalam sie zawsze w tej czesci
            filozofii, co byla najpierw (pocz. XX wieku) zafascynowana matematyka i fizyka, a teraz sledzi z
            zapartym tchem poczynania neurobiologow, i biologow w ogole. i tedy tutaj, gdy czytam o niejako
            pokornym stanowisku niektorych z panstwa, zastanawia mnie skad ta skromnosc. bo nawet, jezeli
            wierzycie, to przeciez wy wlasnie, siedzacy w naukach naturalnych, macie najwieksze prawo do
            rewizjonizmu w tym, co proponuja religie. a prawa tego nie uzywacie. i ja nie wiem dlaczego, ale trudno
            mi brac to za pozytywne zjawisko.

            Pisalas, ze mam rzec cos wiecej, ale co? tzn. oprocz patrzenia i komentowania waszych wypowiedzi, nie
            moge przeciez powiedziec, czy religia przeszkadza mi w wykonywaniu moich doktoranckich
            przynaleznosci, bowiem religii nie posiadam.
            Moge rzec jeno, ze cale moje studia zostaly wykonane za granica, nie tylko te zabawy obecne znane
            jako doktorat, bowiem wydawalo mi sie, ze w Polsce religia ma zbyt wielki wplyw na wolnosc
            wypowiedzi (vide: do dzisiaj biednemu Kolakowskiemu sie wypomina jeog marksizm). I chociaz brzmi
            to jak obrzydliwy banal, widze dzieki spotkaniom na miedzynarodowych wystepach, prawda, filozofow,
            ze faktycznie, Polska jest reprezentowana bardzo czesto (nie, no nie zawsze, oczywiscie) przez ludzi
            ktorzy na mnie wrzeszcza, gdy, na przyklad, powoluje sie na jakiegos Marxa, ktorego teoria pracy ma
            kilka przezacnych punktow, itp. I faktycznie, nie ufam filozofom wierzacym w .. no, Boga, tak? czy jak
            to sie nazywa?
            klaniam sie
            • czajek76 Re: Religia i mozg 04.06.04, 13:44
              Hi :)

              Na wstepie musze powiedziec, ze dosc ciekawy sie ten watek robi.
              Ja generalnie nie lubie pisac wypracowan na forach i glownie dlatego nie
              odezwalem sie jeszcze. Moze sie zbiore w sobie i cos wygeneruje wkrotce, ale
              mam net tylko w pracy gdzie ostatnio urwanie glowy :(
              Chcilbym tylko krotko skomentowac Twoj post, a raczej poprosic o uscislenie:
              dlaczego to wlasnie biolodzy (neurobiolodzy) posiadaja wiedze pozawlajaca im
              na "rewizjonizm w tym, co proponuja religie"?
              Generalnie jest tak, ze kazdy myslacy czlowiek ma prawo i podstawy do
              zrewidowania ogromnej wiekszosci doktryn religijnych, a raczej ich elementow
              zwiazanych z obrzedami czy, nazwijmy to ogolnie, zasadami. Np nikt chyba nie
              wierzy juz, ze swiat zostal stworzony w 7 dni, etc etc. Mozna tez stosunkowo
              latwo dojsc do wniosku, ze wiekszosc wydarzen opisanych w Biblii to
              przetworzone przez ludzka fantazje rzeczywiste wydarzenia (potop, rozstepujace
              sie Morze Czerwone, gwiazda betlejemska itd). Oczywiscie potem rodza sie
              watpliwosci co do pewnych KANONOW religijnych (vide niepokalane poczecie).
              Oczywiscie w pewnym momencie takie podejscie powoduje to, ze czlowiek przestaje
              chodzic do kosciola bo wydaje mu sie (a raczej mu wmawiaja) ze jest
              grzesznikiem zatwardzialym i bluznierca.
              Ale to wcale jeszze nie oznacza, ze "uprawianie" nauki prowadzi w prostej linii
              do zanegowania istnienie BOGA (niezaleznie od religii) jako takiego. Generalnie
              jest przeciez tak, ze, pomimo ciaglego przesuwania granic naszego poznania,
              ciagle pewna (a tak naprawde fundamentalna) czesc wiedzy na temat wszechswiata
              jest dla nas na tyle niedostepna, ze wszelkie spekulacje na temat tego CO jest
              za tymi granicami sa bezcelowe. Dlatego tez wiara w BOGA jako wyzsza
              inteligencje (sorry za takie uproszczenie) ktora za tym stoi jest w zasadzie
              zupelnie rozsadna... Religie to tylko proba "przetworzenia" tej wiary na jezyk
              ludzi. Problem w tym, ze wiekszosc ludzi odbiera swiat w sposob
              nieskomplikowany, zatem i zasady i rozwiazania musza im byc przedstawiane w
              sposob prosty. I tu jest nasz problem (a dodac nalezy, ze znajdujemy sie w dosc
              doborowym towarzystwie: Galileusz, Bruno, Da Vinci) bo ludziom swiatlym ciezko
              jest zaakceptowac wizje BOGA prostackiego: nieudolnego garncarza, zmieniajacego
              co i rusz swoje koncepcje ;)
              A to, ze sie ciut wiecej wie na temat funkcjonowania ukladu nerwowego, to tylko
              pomaga w zyciu ale wcale a wcale nie musi wplywac na swiatopoglad (czy jak to
              tam chcecie nazywac).
              Uff. ALe sie rozpisalem. Sorry za moj prostacki jezyk, probowalem sprawe
              wylozyc w nieskomplikowany sposob - mam nadzieje, ze mi sie udalo.
              Pozdrawiam serdecznie :)

              PS Moja wypowiedz oparlem na przykladach z mojej wlasnej religii, ale
              oczywiscie wnioski maja charakter zupelnie generalny!
              • zielka Re: Religia i mozg 04.06.04, 14:58
                nie, no costy, przecie nie mowie, ze neurobiolodzy maja specjalne prawo. mowie, ze mnie ostatnio ta
                nauka cieszy wybitnie. mowie ze kazdy, a zwlaszcza naukowiec, ma prawo, rzeklabym, obowiazek,
                posiadac postawe rewizjonistyczna wobec danych religii, dokladnie tak jak to mowisz!!!

                nauka nie prowadzi do niewiary? o, na pewno nie prowadzi, tez masz racje. przykladow jest wiele. ale
                nie rozmawiamy tu o statystykach.

                nie, no rzecz jest prymitywnie prosta: "narodziny" Boga (bogow) sa przezroczyste jako zjawisko w
                historii czlowieka, tzn. nietrudno zrozumiec procesy pschologiczno-spoleczne ktore doprowadzily do
                powstania tegoz. Jego rozmaite antropomorfizacje wynikaja z prostych, niejako instynktowych potrzeb
                czlowieka. Tedy Bog personalny, zgadzamy sie chyba, jest wymyslem czlowieka, nie?
                bo jesli tak, a sadze po Twojej wypowiedzi ze sie z ta teza zgadzasz mowiac o "wyzszej inteligencji", to
                ja nie wiem czym moglby byc Bog jako owa wyzsza inteligencja? pardon, prosty ze mnie czlowiek, ale
                dla mnie duch mieszka w mozgu. tzn. istnienie duszy, prawda, jest absolutnie zalezne od istnienia
                takiej obrzydliwej szarej kulki w glowie.
                wiec: albo Bog jest super-czlowiekiem z niemala glowa (a udowodnilismy, ze nie jest), albo nie ma go
                wcale..

                Dobra, to co wyzej to w sumie zart, ba, mnie przynajmniej smieszy forma tych kilku ostatnich linijek.
                ale ona wynika z prostej rzeczy: ja NIE ROZUMIEM czym mialby byc ten Bog-wyzsza inteligencja.
                Czajku, nie mowi, ze chodzi o "wielka tajemnice wiaaaryyyyyyy"...:-)
                Ale w tym watku nie o to chodzilo, czy jest, jeno o to, czy przeszkadza.
                to co robimy?
                • staua Re: Religia i mozg 04.06.04, 23:14
                  No wlasnie, pytanie bylo: czy pomaga, czy przeszkadza. W zyciu, nie w pracy,
                  ale mimo/dzieki pracy, Badz co badz jest tez cos takiego, jak swiatopoglad
                  naukowy, np. malo znanych mi naukowcow wierzy w koltun, albo w pecha
                  przynoszonego przez czarnego kota. Choc moze sa i tacy, i wtedy dyskusja nie ma
                  sensu, bo wszystko sprowadza sie do osobistych pogladow niezaleznych od siebie
                  nawzajem, oddzielnych "szufladek" do ktorych upychamy rozne, nie laczace sie
                  zupelnie dziedziny zycia i sytuacje. W sumie wiekszosc z nas zdeklarowala
                  chyba, ze nasza wiara z pytaniami naukowymi, nawet tymi, nad ktorymi pracujemy,
                  niewiele ma wspolnego...
                  Wyglada na to, ze proby filozofowania gmatwaja wszystko jeszcze bardziej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka