nikodem123
06.04.13, 01:59
Diabeł tkwi w przedziale ufności
Najnowszy numer New England Journal of Medicin (NEJM) publikuje wyniki badania dotyczącego postępowania w przypadku raka prostaty.
Przyznam się szczerze, że zdziwiłem się, że NEJM wziął to badanie do publikacji. Może dlatego, że trwało 9 lat, więc lepsze nie będzie szybko powtórzone?
Trochę marudzenia medycznego.
Rak prostaty jest rakiem hormonozależnym. Zależnym od testosteronu. Nie ma testosteronu - rak rośnie wolniej.
Słowem potrzebna kastracja.
Rak prostaty jest rakiem bardzo wolno rozwijającym się, więc pozbawianie faceta jego klejnotów rodowych byłoby nieludzkie, dlatego opracowano kastrację farmakologiczną.
Kastracja farmakologiczna
Bardzo ciekawy temat bo sprzeczna na pozór ze zdrowym rozsądkiem.
Podwzgórze uwalnia hormon LH-RH. Ten działając na przysadkę uwalnia LH. LH działa na jądra, więc te zaczynają produkować testosteron.
Proste? Proste.
OK! Ale w jaki sposób zahamować uwalnianie z przysadki LH i w ten sposób zahamować uwalnianie testosteronu?!
Proste! Zahamować uwalnianie LH-RH z podwzgórza!
Super, ale jeśli jest to niewykonalne?
Wielkie dzięki za udział w konkursie.
Ponieważ nie padła żadna prawidłowa odpowiedź, więc następuje kumulacja.
W kumulacji wygrałaby odpowiedź: zalać przysadkę podawanym zewnętrznie LH-RH!
I tak jest właśnie w rzeczywistości. Gdy przysadka zostanie ZALANA LH-RH, to najpierw wydziela LH w ilościach niemożebnych, co powoduje wzrost uwalniania testosteronu pod niebiosa. Po około miesiącu przysadka mówi: mam dość takiego traktowania i zaprzestaje wydzielania LH w ogóle. Stężenie testosteronu spada. Pacjent został farmakologicznie wykastrowany.
Ciekawe jak by to objaśniła majka_monacka w kontekście lansowanej przez nią teorię elktro-neuro-dynamiczną?
Niestety następuje selekcja komórek raka, których wzrost zależy od testosteronu i tych nie zależnych.
Jedne i drugie będą konkurować ze sobą o miejsce do życia. Może więc warto utrzymywać populację tych hormonozależnych, nad którymi mamy kontrolę, aby one hamowały wzrost tych hormononiezależnych nad, którymi kontroli nie mamy?
Stąd się wzięła idea terapii hormonalnej przerywanej.
Nareszcie do rzeczy. Ćwiczenia ze statystyki
Różnica między dwoma ramionami: terapia ciągła versus terapia przerywana okazała się nieznamienna statystycznie. Nawet osiągnięto poprawę jakości życia - mniej kłopotów ze wzwodem.
Czyżby?
Diabeł tkwi w przedziale ufności
Ten niestety wygląda nieciekawie: 0.99 - 1,22. Chodzi o wzrost ryzyka zgonu.
Co oznacza, że nie można wykluczyć, że terapie przerywana może powodować wzrost ryzyka zgonu o 20%.
Moje zdziwienie
Zdziwiłem się, że NEJM wziął to badanie. To badanie to takie bardziej dla The Lancet. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zostało źle spoweryzowane.
Abstrakt:
www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa1212299
Pełny tekst za free:
Się... skończył - chyba to jest jednodniówka. Ciekawy sposób komercjalizowania swoich artykułów.