andrew.wader
23.07.15, 13:57
W dodatku do Gazety Wyborczej "Nauka dla każdego" wydrukowano w dniu 14.07.2015 artykuł Piotra Stanisławskiego pt.: "Po co nam seks?" Tekst jest dostępny pod.:
wyborcza.pl/1,145452,18351103,do-czego-nam-seks.html
W. P.S. wklejam fragmenty tego artykułu.
Tytuł artykułu jest mylący. Artykuł dotyczy biologicznego znaczenia płciowości w rozmnażaniu się wszelakich organizmów żywych. Jest to ciekawe zagadnienie - gdyż - wg mnie - dotyczy funkcjonowania "ożywionej części przyrody jako całości". Jest to zagadnienie ważne dla tzw. systemowego oglądu świata.
Ostatnio najbardziej wyczerpująco owe systemowe widzenie świata omawia Fridjof Capra - w swojej ostatniej książce oraz np w trakcie wykładu dostępnego pod.:
www.youtube.com/watch?v=If2Fw0z6uxY
Cóż chcę jednak powiedzieć poprzez dzisiejszy post. Otóż chcę zwrócić uwagę, iż organizm żyjący - który - nagle przechodzi od rozmnażania bezpłciowego - do płciowego - - przemienia swoje działania "gruntownie". To nie to samo co zmiana struktury i/lub funkcji wywołana przez jakaś pojedyńczą mutację, albo insercję polinukleotydu wirusowego..
Przejście na rozmnażanie się płciowe - jest odwołaniem się do możliwości tkwiącej w "specjalnej budowie, strukturze", która jest oparta o dwa genomy i najczęściej jeszcze coś takiego jak "crosing-over". Organizmy nie mogłyby tak łatwo "zarządzać sobie" rozmnażanie płciowe .. gdyby taka możliwość nie leżała w naturze świata.. To wiąże się z dyskusją o "obiektywnym, niezależnym od ludzi istnieniu niektórych pojęć matematycznych" .. Gdyby "owe możliwości nie istniały systemowo - to nie można byłoby odnieść się do nich w wypadku zagrożenia. Ta idea wymaga dalszych objaśnień ... no ale nie wszystko naraz. ~ Andrew Wader
P.S.
["..Piotra Stanisławskiego pt.: "Po co nam seks?" Właściwie nie bardzo wiadomo, do czego służy. Nie, nie jesteśmy całkiem bezradni, pewne domysły mamy, ale sprawa naprawdę nie jest taka prosta.
Wystarczy policzyć. Jeśli decydujemy się na rozmnażanie bezpłciowe i każdy osobnik wyda na świat dwoje potomstwa, liczebność całej familii będzie rosła w ogromnym tempie. Potrzeba bowiem tylko jednego potomka, by zastąpił rodzica - drugi to już zysk.
Tymczasem do rozmnażania płciowego trzeba dwojga, więc pierwsza para dzieci zaledwie zastępuje rodziców. Dopiero trzecie zwiększy liczebność grupy. Aby osiągnąć efektywność taką jak rozmnażanie bezpłciowe, potrzeba aż czworga potomstwa.
A jednak płeć, nie dość, że powstała, to w dodatku utrzymała się w toku ewolucji i stała się "wyborem" organizmów o największym stopniu złożoności. Ba, można powiedzieć, że im organizm dalej od korzeni na darwinowskim drzewie życia, tym do płci bardziej przywiązany.
Panie, panowie i inni
U człowieka sprawa jest pozornie prosta - ona i on. Pozornie, bo w rzeczywistości stanów pośrednich jest całe mnóstwo. Najprostsze podejście - ma siusiaka/nie ma siusiaka - sprawdza się tylko w podstawowej warstwie. Ci, u których trudno było o jednoznaczną ocenę, w czasach greckich pakowani byli po urodzeniu w koszyk i wywożeni daleko w morze. Później, w czasach nieco większej tolerancji, arbitralnie przydzielano im płeć, z którą musieli żyć.
Ale prawdziwe zamieszanie zrobiło się, gdy w XX wieku zajęliśmy się genetyką i dowiedzieliśmy się, że za naszą płeć odpowiada 46. para chromosomów. Jeśli mamy tam zestaw XX, to jesteśmy kobietą, jeżeli XY - mężczyzną. Oznaczamy to jako 46, XX lub 46, XY, gdzie liczba na początku oznacza całkowitą liczbę chromosomów, oznaczenie po przecinku to zestaw chromosomów płciowych. Proste? Nie bardzo.
Bo im więcej badano, tym więcej odkrywano anomalii. Mamy więc wśród nas ludzi noszących chromosomy 45, X, 47, XXY, 48, XXYY, 48, XXXY, 49, XXXYY, 49, XXXXY czy 49, XXXXX. Na pierwszy rzut oka pewnie szybko przydzielilibyśmy ich do jednej z dwóch płci, ale to raczej kwestia kulturowej identyfikacji niż faktycznego stanu. A przecież mogą być też bardziej złożone układy. Może się zdarzyć, że u kobiety powstanie komórka jajowa o dwóch jądrach. Bywa, że zostaje zapłodniona przez dwa plemniki. Jeśli jeden z nich będzie niósł męski chromosom Y, a drugi żeński X i w czasie rozwoju obie linie komórek pochodzących z dwóch jąder połączą się, to powstanie efekt zwany mozaicyzmem - w jednym organizmie występują komórki męskie i żeńskie. Czy taki człowiek jest mężczyzną czy kobietą? Zewnętrzne cechy płciowe to czysta loteria - zależy, z której linii komórkowej wykształciła się która część ciała.
A na to wszystko u człowieka nakłada się kultura - ów prawdziwy gender, a nie pojęcie potworek, którym straszy się od dwóch lat. Mamy więc całe spektrum ludzi o różnej płci genetycznej, różnych zewnętrznych cechach płciowych i różnej identyfikacji płciowej. Do wyboru, do koloru. ... "] CDN