Gość: Józef Wieczorek
IP: *.autocom.pl
01.10.04, 09:06
Zaproszenie do dyskusji na początek roku akademickiego:
Józef Wieczorek, Cezary Wójcik
PETRYFIKACJA CZY ZMIANA SYSTEMU?
Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego
Stan obecny - stan niepokoju
Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszym świecie sukces gospodarczy danego
kraju zależy w większym stopniu od zaawansowanych technologii, a w mniejszym
stopniu od wydobycia surowców i produkcji prostych dóbr materialnych. Za
sukcesem gospodarczym kryją się badania naukowe i ich umiejętne wdrażanie w
przemyśle. Świadomość tego faktu zaczyna docierać do coraz szerszego kręgu
obywateli. Jeżeli chcemy, aby nasz kraj był czymś więcej niż drugorzędnym
członkiem UE, źródłem taniej siły roboczej i rynkiem zbytu dla przestarzałych
technologii, to niezbędne jest odpowiednie inwestowanie w naukę. Jej
finansowanie w Polsce znajduje się obecnie na tragicznym poziomie - od wielu
lat są to ułamki procenta PKB, co stawia nas na samym końcu krajów UE. Na
dodatek, wiele z tych pieniędzy jest niestety marnotrawione, a system
organizacji nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce stanowi skansen PRL-u.
System ten jest co prawda korzystny dla korporacji profesorów
("belwederskich"), ale nie jest korzystny dla poziomu nauki i edukacji, a co
za tym idzie dla - rozwoju gospodarczego Polski.
W systemie edukacji rozpoczęto reformy, ale nie zreformowano głowy, czyli
pionu szkolnictwa wyższego i nauki, stąd poprawiła się nieco sytuacja na
poziomie przedszkolnym, ale im wyżej, tym gorzej. Mimo braku pieniędzy na
naukę, nadal istnieje PAN w postaci niezmienionej zasadniczo od czasów, kiedy
powołano ją do życia według narzuconych, sowieckich wzorców. Na istnienie
takich rozbudowanych struktur oderwanych niemal całkowicie od szkolnictwa
wyższego nie stać nawet bogatych krajów. Dubluje się całą infrastrukturę,
biblioteki, drogą aparaturę, która i tak często nie jest wykorzystana.
Korporacja profesorów, w niemałej części o miernych kwalifikacjach
intelektualnych i moralnych, broni dostępu do stanowisk, aparatury i
projektów badawczych.
Liczne rzesze nowych absolwentów ogromnej już liczby szkół wyższych
powiększają co prawda statystykę ludzi z wyższym wykształceniem, ale i
statystykę bezrobotnych. Coraz powszechniejsze stają się studia doktoranckie,
ale poziom doktoratów zdaje się niewiele odbiegać od poziomu dyplomów
magisterskich sprzed ćwierć wieku.
Obecne dyplomy magisterskie na ogół niewiele są warte, ponieważ profesorowie
rzadko są w stanie wykształcić dobrych absolwentów. Prowadzą niekiedy po
kilkaset prac dyplomowych, nie znając nawet ich treści. Prace dyplomowe można
zresztą kupić bez problemu za kilkaset złotych. System kształcenia, jak i
poziom opiekujących się pracami profesorów jest taki, że niemal nikt tego nie
jest w stanie wykryć, a przy tym mało kto tego chce.
Konkursy na obsadzanie etatów akademickich są najczęściej "ustawiane", a
kariery od studenta do profesora, a potem nawet dziekana lub rektora, na tej
samej uczelni, są wzorcowe dla naszego systemu. Wieloetatowość profesorów ma
zapewnić im jedynie lepszy byt materialny, ale jest katastrofalna dla
edukacji i poziomu badań naukowych.
W większości są "ustawiane" także konkursy na projekty badawcze, których
rezultaty są zresztą niejawne. Finansuje się mgliście zarysowane projekty o
nikłych szansach realizacji, a nie konkretne wyniki badań. Aby być
finansowanym, trzeba mieć osobowość prawną, ale osobowość naukowa nie jest
konieczna. Wykonawcy i recenzenci projektów badawczych stanowią często
zamknięte grono popierających się nawzajem osób, niekiedy z jednej rodziny.
Finansuje się obecnie wiele oderwanych od nauki, edukacji, jak i gospodarki
jednostek badawczo-rozwojowych, ale zarejestrowanie nowej, konkurencyjnej dla
już istniejących, placówki naukowej przez zespoły naukowców o dużych
osiągnięciach jest praktycznie niemożliwe.
Transformacja ustrojowa prawie zupełnie ominęła środowisko nauki i
państwowego szkolnictwa wyższego. W latach stanu wojennego wiele osób o
niezależnych poglądach zmuszonych było do odejścia z polskich uczelni,
podczas gdy awansowali ludzie usłużni wobec reżimu komunistycznego,
selekcjonowani według kryterium "mierni, bierni ale wierni". To oni i ich
lojalni wychowankowie stanowią niestety dalej trzon kadr naukowych hamujących
rzeczywiste przemiany, które by ten układ mogły naruszyć.
Pomimo tego w Polsce wciąż pracują wybitne osobistości naukowe i dobre grupy
badawcze. Niestety, panuje u nas tendencja do równania w dół, zamiast do
promowania tych najlepszych. Tendencji tej sprzyja hierarchiczny system
tytułów i stanowisk naukowych, w którym o jakości danego uczonego - w oczach
zarówno społeczeństwa, jak i władz - nie świadczy jego dorobek mierzony
publikacjami w recenzowanych czasopismach zagranicznych i efekty edukacyjne,
lecz ilość dożywotnio nadanych tytułów.
Z takim poziomem kadr "naukowych" nasze wejście do Europy będzie tylko
pozorne, a trzeba wiedzieć, że inne kraje europejskie, które posiadały system
podobny do naszego - jak np. Niemcy - wprowadzają obecnie reformy wzorowane
na brytyjskich i amerykańskich rozwiązaniach, gdyż i system panujący w wielu
krajach unijnych stanowi hamulec dla rozwoju nauki, pomimo dużo wyższego
poziomu jej finansowania.
Prezydencki projekt petryfikacji systemu
Niestety brakuje ogólnej przyszłościowej wizji systemu nauki i edukacji w
Polsce, a rektorzy nawołujący niekiedy do dyskusji na temat reform nauki i
edukacji - na ogół nie chcą dyskutować na szerszym forum, co najwyżej we
własnym gronie. Stan nauki i edukacji to problem dotyczący całego
społeczeństwa i taki monopol jednej korporacji jest niemożliwy do
zaakceptowania. Potrzebna jest ogólnospołeczna debata nad całościową reformą,
a nie podawanie wycinkowych rozwiązań do milczącej akceptacji.
Społeczeństwo jest informowane przez korporację profesorów, że w wyniku
konieczności dostosowania się do standardów unijnych opracowany został tzw.
prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym. A trzeba wiedzieć, że jest
to projekt niezgodny z tzw. kartą bolońską (Wielka karta uniwersytetów
europejskich - dokument ogłoszony we wrześniu 1988 roku przez rektorów
uczelni europejskich i podpisany także przez rektorów uczelni polskich
http://www.uni.torun.pl/uczelnia/dokumenty/statut/katra/ bo jest moralnie i
intelektualnie uzależniony od czynników politycznych. Zatem ewentualne
przyjęcie go w parlamencie może być zaskarżone do Trybunału Europejskiego.
Projekt zresztą petryfikuje dotychczasową hierarchię stopni i tytułów
naukowych tak odmienną od rozwiązań europejskich i amerykańskich, w tym taki
relikt ubiegłej epoki jak habilitacja czy takie kuriozum jak
profesor "belwederski". Pozostaje także w tym systemie umocowana przy
premierze od czasów komunistycznych Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów.
Zwiększona ma być i tak autokratyczna władza rektora oraz utrzymana
praktyczna nieusuwalność profesorów "belwederskich" ze stanowisk.
Projektowana ustawa nie wymaga od profesorów dalszej efektywnej pracy
naukowej, mimo że obecnie należą do rzadkości ci, którzy dalej uprawiają
naukę po uzyskanej profesurze. Projekt stanowi zwycięstwo korporacji
profesorów dobrze pilnującej swoich interesów. Interesy te zabezpieczają
ponadto Rada Główna Szkolnictwa Wyższego, która nie ma ochoty zajmować się
zgłaszanymi patologiami w szkołach wyższych i ponadto Państwowa Komisja
Akredytacyjna, której działania - zupełnie inaczej niż w krajach
europejskich - nie są do końca jawne. Zapomniano całkiem o potrzebie
instytucji mediatora akademickiego, znanego zarówno z USA, jak i z krajów
europejskich.
Istnieją co prawda rozbieżności między uczelniami państwowymi i
niepaństwowymi, ale niestety rektorzy uczelni niepublicznych walczą głównie o
utrwalanie patologii w postaci wieloetatowości profesorów, akceptując inne
systemowe m