alex44
27.05.02, 13:15
Demagogia zamiast faktów ?
W numerze 21 "Wprost" pojawił się zjadliwy artykuł "Magia zamiast nauki"
autorstwa pana Pawła Góreckiego, poświęcony "paranauce". Autor popisuje się
znajomością wyników badań statystycznych przeprowadzonych na ten temat zarówno
w USA, jak i w Polsce. To dobrze - dzięki temu dowiedziałem się, że nie tylko
nie jestem osamotniony w swoich poglądach, ale być może - przy zachowaniu
obecnych tendencji już wkrótce - znajdę się w większości.
Tenże sam autor wykazuje się jednocześnie zupełną nieznajomością opisywanego
przez siebie zagadnienia, co zakrawa na kpiny z czytelnika. Jedynymi "dowodami"
na słuszność jego tezy są wypowiedzi trójki osób w sposób zdecydowany
uprzedzonych do wszelkich przejawów paranauki. Zabrakło natomiast - co powinno
być naczelną zasadą przy omawianiu tak kontrowersyjnego tematu - choćby próby
przybliżenia stanowiska drugiej strony.
Autor zdaje się nie wiedzieć (co źle świadczy o jego przygotowaniu do tej
konkretnej publikacji), a jego rozmówcy starannie przemilczają fakt, iż ogromna
część współczesnej nauki wywodzi się właśnie z niegdysiejszej sfery magii,
herezji i paranauki.
"... merytorycznie tak zwana medycyna alternatywna to po prostu
ciemnota..." - twierdzi cytowany przez autora profesor Wiesław Jędrzejczak,
przemilczając jednocześnie, że to właśnie medycyna ma na swoim koncie
największą ilość "wyrwanych" paranauce technik i rozwiązań.
Pragnę więc przypomnieć, iż jeszcze stosunkowo niedawno za objawy "ciemnoty"
uznawano wiarę w skuteczność hipnozy, a jej orędowników obwoływano
hochsztaplerami. Prekursorka jej medycznego zastosowania w Polsce - profesor
Maria Szulc - przez niemal cały okres "realnego socjalizmu" była szykanowana
pomimo udanych prób analgezji (znieczulenia) hipnotycznej u tych pacjentów
poddawanych zabiegom chirurgicznym, którym z różnych względów nie można było
zaordynować narkozy. Także ona opracowała - rewolucyjną, jak na owe czasy -
metodę resocjalizacji opartą na elementach hipnozy oraz skutecznie pomagała w
leczeniu uzależnień. O ile mi wiadomo, jej zasługi na tym polu nie zostały
docenione do dziś. Tymczasem nie dalej, niż pięć lat temu polskie środowiska
lekarskie wystąpiły z żądaniem, aby prawo do posługiwania się hipnozą
przynależne było wyłącznie osobom z wykształceniem medycznym.
To medycyna, po wiekach leczenia wyłącznie ciała, zdała sobie nagle sprawę,
że są choroby fizyczne, dla powstawania i leczenia których kardynalne znaczenie
ma stan umysłu pacjenta. Konkluzja ta wydaje się o tyle dziwna, iż zależność
taka - głoszona przez rozmaitych uzdrowicieli różnych tradycji i kultur od
setek lat - była i nadal jest powszechnie wyśmiewana !
Innymi zaanektowanymi przez medycynę "magicznymi sztuczkami" są akupunktura
i akupresura, czyli sztuka nakłuwania bądź uciskania określonych punktów na
ciele pacjenta w celu poprawy jego funkcjonowania. Medycyna nie potrafi co
prawda jednoznacznie wyjaśnić mechanizmu jej działania (istnieje kilka teorii
związanych z przewodnictwem nerwowym lub równowagą chemiczną organizmu),
jednakże badania kliniczne nie pozostawiają cienia wątpliwości co do jej
skuteczności. Kiedy więc i mocą jakiego zaklęcia niemożliwe staje się możliwe,
a magia i zabobon stają się częścią medycyny akademickiej ?
Nie sposób nie wspomnieć tutaj także o nieszczęsnym różdżkarstwie, nad
którym wiele środowisk pastwi się do dziś, a które radiestetom (zweryfikowanym -
co należy wyraźnie podkreślić) w zachodniej i południowej Europie przynosi
spore zyski z tytułu określania położenia rozmaitych złóż i lokalizacji terenów
dogodnych do określonych inwestycji. Ja sam cieszę się wodą ze studni
wywierconej w miejscu wskazanym niezależnie przez dwóch radiestetów, pomimo iż
przy odwiercie próbnym zaledwie metr od wskazanego punktu wody już nie
znaleziono.
Astrologia - bez względu na jej faktyczną efektywność w próbach opisywania
świata, jest niezaprzeczalnie matką astronomii. Przy czym wypadałoby wspomnieć,
iż wpływ ciał niebieskich na organizm jest naukowo udowodniony - chodzi o
oddziaływanie Księżyca na wodę zawartą w naszych ciałach. Podobna relacja
zachodzi pomiędzy alchemią i chemią, a z medycyny ludowej wywodzi się olbrzymi
arsenał leków (dziś jednak w większości syntetyzowanych już sztucznie).
Przykłady można mnożyć długo, chciałbym jednak wspomnieć o jeszcze jednym,
za to bardzo znamiennym.
W 1772 roku Francuska Akademia Nauk wyznaczyła komitet do zbadania doniesień
o kamieniu, który spadł z nieba w miejscowości Luce, zaś jednym z członków
komitetu był słynny chemik Lavoisier. Przeprowadził on analizę kamienia z Luce.
Wierzono wówczas, że kamienie nie spadają z nieba, czego rzeczona
analiza "dowiodła absolutnie", a co skwitowane zostało przez tego, skądinąd
wielkiego, naukowca stwierdzeniem, iż "gdyby w niebie znajdowały się kamienie,
Biblia niechybnie by o tym wspominała". Jakiś czas później
dziennikarz "fachowego" pisma naukowego, opierając się na wspomnianym
autorytecie napisał: "Spadanie z nieba wielkich kamieni bez jakiejkolwiek
dającej się wyjaśnić przyczyny ich uprzedniego wyniesienia zdaje się być jakimś
cudem wykluczającym działanie znanych i naturalnych czynników." (Monthly Review
1796-426)
Najwięksi i najgenialniejsi uczeni mylili się, mylą i mylić się będą. Pomimo
chełpliwych zapewnień o naszej - niemal pełnej - wiedzy o otaczającej nas
rzeczywistości, ciągle jeszcze odkrywamy nowe prawa i zasady zastępujące to, co
jeszcze wczoraj uznawaliśmy za pewnik. Nie jest moim celem udowodnienie, iż
paranauka jest najdoskonalszą formą poznania. W istocie zdaję sobie sprawę, że -
jak w mało której dziedzinie - wielu tutaj zwykłych oszustów, fałszywych
informacji i błędnych wniosków. Ale jest to także winą środowisk naukowych,
które zamiast zburzyć swoje papierowe wieże "udowodnionych teorii" w obliczu
nowych faktów, wolą tych faktów nie dostrzegać i nieodmiennie utrzymywać, że
żaden kamień nie może spaść z nieba, w którym takowych przecież nie ma.
Chciałbym jedynie, aby publikacje dotyczące tego typu tematyki -
kontrowersyjnej, niepewnej, pełnej wewnętrznych sprzeczności - przygotowywane
były z zachowaniem elementarnej przyzwoitości, rzetelności i obiektywizmu.
Inaczej już tylko krok dzieli nas od obozów koncentracyjnych dla myślących
inaczej. Tym łatwiej uwierzyć mi w ten czarny scenariusz, że już pod koniec
ubiegłego, dwudziestego stulecia zdarzały się przypadki represji wobec osób
otwarcie wyznających i głoszących własną wizję świata i własne rozumienie praw
nim rządzących.
Chciałbym, aby kompetentni ludzie potrafili dostrzec w paranauce potencjał
odkrywczy i źródło nowych kierunków badań. Dokładnie tak, jak Schliemann
dostrzegł w homerowskiej Troi prawdziwe miasto, a Kopernik w pozornie bezładnym
ruchu planet - uporządkowane "obroty sfer niebieskich". Jak setki, a może
tysiące innych odkrywców - na przekór paradygmatom uprawomocnionym przez
establishment zbyt ciasnych umysłów bojących się odesłania do lamusa historii.
Czy tak trudno zrozumieć i przyznać się, że są jeszcze rzeczy na niebie i
Ziemi, o których nie śniło się naukowcom ?
alex44@bogowie.org
www.bogowie.org