Dodaj do ulubionych

Do t0g w sprawie światła

11.05.05, 13:50
Wybacz, że post do Ciebie, ale:
1. jesteś kumaty,
2. udzielasz się społecznie :).
Do rzeczy.
Dawno do szkoły chodziłem, fizykiem nie jestem, to może i umknęła mi
informacja nt. wyjaśnienia natury światła. Wiem - ma naturę korpuskularno -
falową itd. Ale...
Czy są nadal prowadzone jakieś badania na ten temat, czy sprawę
zamknięto "naturą k-f".
Z tego co pamiętam, to coś tam w tych teoriach się chrzaniło.
Obserwuj wątek
    • t0g Drogi Felku, 11.05.05, 22:55
      Dobrze pamietasz. I to caly czas obowiazuje. Tylko moze w szkole powiedzieli Ci
      tylko "pol prawdy" - mianowicie, ze to dotyczy swiatla. A prawda jest taka, ze
      dotyczy to w takim samym stopniu "korpuskul", czyli mikroczastek. Jesli o
      swietle mowimy, ze ma nature falowo-korpuskularna, to o elektronie czy
      neutronie mozemy powiedziec, ze ma nature korpuskularno-falowa.

      Ja osobiscie od ponad 30 lat fedruje w neutronach i mierze efekty, w ktorych
      neutron objawia wybitnie falowa nature.

      Jednym z koronnych dowodow na falowa nature swiatla bylo doswiadczenie Younga z
      ok. ropu 1800. Na drodze wiazki swiatla postawil on dwie waskie szczeliny i
      zaonserwowal piekne prazki interferencyjne.

      Jakies 170 lat pozniej nierjaki Clifford Shull (niezyjacy juz noblista z 1995
      roku) ze swoimi studentami postawil podobny aparat na drodze wiazki neutronow i
      zaobserwowal prazki interferencyjne do zludzenia przypominajace te otrzymywane
      przy doswiadczeniu ze swiatlem. Moge zrobic kopie i umiescic te wyniki na moim
      portaliko groszek.741.com, tylko daj mi jeszcze dzien, bo jestem dzis POTWORNIE
      zalatany.

      Pozdrowienia, t0g
    • t0g Re: Ciag dalszy 12.05.05, 01:44
      kurna_felek napisał:


      > Czy są nadal prowadzone jakieś badania na ten temat, czy sprawę
      > zamknięto "naturą k-f".
      > Z tego co pamiętam, to coś tam w tych teoriach się chrzaniło.

      Basdania sa prowadzone caly czas, ale sprawa dualizmu korpuskolarno-falowego
      przestala po prostu ludzi bulwersowac. Problem byl spowodowany glownie chyba
      nasza intuaicja, ktora mowi nam, ze cos moze byc albo solidna brylka, albo fala.
      Jak zwierze: moze byc psem albo kotem, ale czy kto slyszal, zeby bylo raz psem,
      a za chwile kotem? Tymczasem, w mikroswiecie obowiazuja po prostu inne prawa i
      trzeba sie z tym oswoic.

      Chrzani sie caly czas i prawdopodobnie absolutnej wiedzy, czym jest swiatlo -
      jak rowniez jakakolwiek inna rzecz - nie osiagniemy nigdy, bo z wiedza tak juz
      jest, ze jak juz uporamy sie z jednym znakiem zapytania, to pojawia sie jeden
      lub nawet kilka nastepnych, no i tak mozna be zkonca. Ale chyba w tej chwili ze
      swiatlem nie ma takiej sytuacji, zebysmy musieli przyznawac otwarcie: "takiej to
      a takiej kwestii o naprawde fundamentalnym znaczeniu zupelnie nie rozumiemy...".

      (tego rodzaju sytuacja jest np. z tzw. nadprzewodnikami wysokotemperaturowymi -
      od prawie dwudziesu lat Matka Natura gra fizykom-teoretykom na nosie i mowi
      zyg-zyg-zyg marchewka! i teoria tych systemow nadal tkwi w powijakach).

      Byc moze w szkole miales nauczyciela, ktorego wiedza juz troszeczke "tracila
      myszka" i dlatego robil z tego dualizmu duzy dramat. Ale dramatu tak naprawde
      nie ma. Dualizm korpuskularno falowy dotyczy zarownio "fal" jak i "korpuskul",
      jak sie okazuje.

      Napisalem w poprzednim poscie o tym, ze neutrony wykazuja silne wlasnosci falowe
      i w doswiadczeniu Younga wytwarzaja dokladnie taki sam obraz interferencyjny,
      jak swiatlo. No i teraz Cie zaskocze czyms jeszcze bardziej zdumiewajacym:
      doswiadczenie Younga zrobiomno juz nie tylko z czastkami (neutronami i
      elektronami), ale roweniez z atomami i nawet ze sporymi molekulami, bo tymi
      slawnymi C60, ktore wygladaja jak pilka futbolowa. No i jesli chcesz sobie nad
      czyms lamac glowe, to tutaj masz okazje. Bo oto na drodze tych sporych obiektow
      (kazdy zawiera 60 atomow wegla!) rozpedzonych do duzej predkosci stawiasz dwie
      rownolegle szczeliny i rejestrujesz "cien" po drugiej stronie. Zdrowy rozsadzek
      Ci mowi, ze zobaczysz dwie rownolegle kreski. Tymczasem kresek jest wiecej! Otoz
      jedyne mozliwe wytlumaczenie tego doswiadczenia jest takie, ze kazda z molekul,
      ktora przeszla na druga strone, nie przechodzi przez jedna ze szczelin --
      musiala przejsc przez obie rownoczesnie! Kompletnie sprzeczne ze zdrowym
      rozsadkiem? Oczywiscie tak. Ale znow w "zdroworozsadkowy" sposob nie mozna nijak
      wytlumaczyc tych zjawisk interferencyjnych, ktore sie obserwuje!

      Wiec widzisz, ten caly duyalizm korpuskularno-falowy swiatla to male piwo -
      teraz sa znacznie "bardziej bulwersujace" rzeczy dla tych, ktorzy lubia sobie
      glowy lamac!

      Serdecznie pozdrawiam, t0g
      • kurna_felek thnx i jeszcze coś 12.05.05, 09:27
        Dziękuję i pozdrawiam.
        Pytałem, bo w niektórych dziedzinach nauki, choćby w kosmologii, traktuje się
        światło (promieniowanie)w sposób, jakby ludzkość doskonale poznała już jego
        naturę. Niektóre z tłumaczeń może i są powszechnie przyjęte, ale przy naszej
        wiedzy lepiej nie być tak pewnym.
        Najgorsze, że za wysokie progi na moje nogi i sam nie mogę sobie odpowiedzieć
        na takie pytania.
        Jeśli mogę Cię jeszcze pomęczyć, to jaki był obraz przy jednej szczelinie, i
        przy trzech? Może to głupie pytanie dla Ciebie, ale pierwsze co bym zrobił to
        porównałbym te obrazy, by sobie połamać głowę.
        • bonobo44 jeszcze coś 12.05.05, 13:08
          kurna_felek napisał:

          > Jeśli mogę Cię jeszcze pomęczyć, to jaki był obraz przy jednej szczelinie, i
          > przy trzech? Może to głupie pytanie dla Ciebie, ale pierwsze co bym zrobił to
          > porównałbym te obrazy, by sobie połamać głowę.


          kurna, felek, malo ze pozwalasz zeby Ci sciemniano, to jeszcze sam zaciemniasz
          sobie obraz dodatkowo ;) nic nie zmienia ilosc szczelin - swiatlo przechodzi
          przez nie jak fala (nawet pojedyncze fotony defiluja rzadkiem i KAZDY z nich
          ODDZIELNIE przelatuje NARAZ przez wszystkie dostepne im dziury - to istotnie
          potwierdzono eksperymentalnie dopiero w ostatnich dekadach); obraz
          interferencyjny zgadza sie dokladnie z tym, jaki wylicza sie dla okreslonej
          dlugosci fali emitowanej z 2-ch, 3-ch, czy ilu tam chcesz punktow... sorki za
          niepedagogiczna irytacje, ale to wprost nieprzystoi, zeby jakies bonobo
          wyjasnialo takie elementarne rzeczy - powszechnie dostepne w literaturze pop.-
          n. - homo sapiens ;)
      • bonobo44 ? 12.05.05, 09:39
        t0g napisał:

        > w tej chwili ze swiatlem nie ma takiej sytuacji,
        > zebysmy musieli przyznawac otwarcie:
        > "takiej to a takiej kwestii o naprawde fundamentalnym znaczeniu zupelnie nie
        rozumiemy...".

        wlasnie - nikt tego nie chce przyznac otwarcie, ze w przypadku swiatla ZUPELNIE
        nie rozumiemy ZADNEJ kwestii o naprawde fundamentalnym znaczeniu (i niczego tu
        nie zmienila elektrodynamika kwantowa, ktora przypomina najbardziej zgrabny
        opis Ptolemejski Ukladu Slonecznego za pomoca epicykli i epicyklikow, tzn.
        absolutnie niczego w rzeczonej kwestii nie wyjasnia, pomimo, ze pozwala na
        prowadzenie obliczen z fenomenalna dokladnoscia...)

        i... daruj tzg, ale przenoszenie problemu na C60 przypomina zabieg, ktory mowi,
        ze istota gory masla jest bardziej maslana niz jednej oselki
        (innymi slowy, dobrze wiesz, ze Twoj interlokutor raczej nie wymysli niczego
        wiecej na poziomie C60 niz fotonu czy neutronu, sadzisz natomiast, ze gdy mu
        sciemnisz w glowie, to mu szczeka opadnie, i przelknie to zamiast
        wyjasnienia ;) (zadziwiajace, z jakim maniakalnym uporem fizycy od stulecia
        utrzymuja, ze wszystko, co bylo do wyjasnienia w kwestii swiatla, zostalo juz
        uczynione, podczas gdy tak naprawde przez caly wiek nie nastapil zaden znaczacy
        postep w tej materii - a juz na pewno nie objawil sie tu zaden Kopernik nie
        wspominajac nawet o Keplerze 8(

        natura swiatla nadal pozostaje dla nas zagadka korpuskularno-falowa, co od
        wieku prezentuje sie rysujac na tablicy foton w postaci ?
        • t0g Bonobo, zwyczajnie sie czepiasz..... 12.05.05, 11:54
          Moze uzycie przeze mnie slowa "fundamentalny" bylo niewlasciwe, ale poza tym, co
          ja nieprawdziwego powiedzialem?

          Pytanie bylo o dualizm korpuskularno-falowy swiatla. No to ja odpowiedzialem, ze
          ta sprawa przestala nas juz bulwersowac o tyle, ze okazuje sie, iz caly
          mikroswiat jest dualny i swiatlo w tym przypadku nie jest niczym wyjatkowym.

          Gdyby Felek "glebiej drazyl" ze swoimi pytaniami i zahaczyl o cos, czego
          naprawde nie rozumiemy, to bym, oczywiscie, tak wlasnie odpowiedzial:tej sprawy
          nie rozumiemy.

          Felek jednak nie zapytal "dlaczego swiatlo ma dualna nature", tylko, o ile
          zrozumialem, "czy nadal tak sie uwaza".
          • bonobo44 ? 12.05.05, 12:38
            Przeciez ja w zadnym razie nie czepiam sie Ciebie personalnie.
            Konstatuje smutny fakt, w ktorym zamiast wyjasnienia, fizyka
            przyjela do wiadomosci ogolny wynik doswiadczalny i do dzis zdaje sie
            tym najzupelniej zadawalac...


            Nota bene pytanie dotyczylo
            > informacja nt. wyjaśnienia natury światła. Wiem - ma naturę korpuskularno -
            > falową itd. Ale...
            > Czy są nadal prowadzone jakieś badania na ten temat,
            > czy sprawę zamknięto "naturą k-f".


            zatem pytanie jest o odpowiedzi wykraczajace poza konstatacje faktu k-f,
            co oczywiscie nie jest istotne, bo Ty ustosunkowales sie wlasnie do tego, do
            czego chciales - do manifestowanej nie tylko przez swiatlo z najzupelniej
            niezrozumialych dla nas przyczyn dualnej natury... przeciez Ci tego nie
            zarzucam, ze ich nie znasz, ani ze najwyrazniej nikt nie zna tych mechanizmow
            lezacych u jej podstaw... irytuje mnie jedynie Twoje i innych znanych mi
            fizykow przekonanie, ze w istocie w ostatnich dekadach mial tu m-ce jakikolwiek
            zauwazalny postep...

            zauwaz, ze fizycy przyjeli (z racji ich powszechnego wystepowania)
            jako 'najzupelniej naturalne' zjawiska NAJZUPELNIEJ NIEMOZLIWE z punktu
            widzenia klasycznej logiki, dorobili do tego nowa 'logike kwantowa', co jest
            niczym innym, jak tylko wyrazem bezradnosci w opisie najsubtelniejszej osnowy
            tkaniny rzeczywistosci i... spoczeli na laurach w ogolnym poczuciu
            samozadowolenia z faktu, ze oto w wyniku tego zabiegu rzeczywistosc stala sie
            jeszcze mniej zrozumiala niz przed nim...
            • meehow1 Re: ? 12.05.05, 17:29
              O ile dobrze zrozumialem wywody Bonobo, twierdzi on, ze co prawda fizyka
              kwantowa swietnie wyjasnia (a nawet jest w stanie przewidywac) wszystkie
              dotychczas zbadane zjawiska, to jednak nie moze byc pelna odpowiedzia, gdyz
              jest sprzeczna z "logika klasyczna". Z tego wynika wniosek, ze musi byc jakas
              glebsza praprzyczyna lezaca u podstaw fizyki kwantowej.
              Oczywiscie nie bede sie upierac, ze tak z pewnoscia nie jest, ale mozliwa jest
              takze inna odpowiedz - mianowicie "logika klasyczna" ma tylko ograniczone
              zastosowanie. W koncu to wytwor naszych mozgow, ktore nie sa przeciez
              doskonale. Z logiki klasycznej wynikaja takie np. twierdzenia, ze zadna rzecz
              nie moze znajdowac sie rownoczesnie w dwoch miejscach. Ale logika klasyczna
              powstala z obserwacji obiektow makroskopowych. Podejrzewam, ze gdybysmy mieli
              rozmiary atomow, przechodzenie rownoczesnie przez dwie szczeliny byloby dla nas
              rzecza absolutnie naturalna; mielibysmy natomiast trudnosci ze zrozumieniem
              oddzialywan grawitacyjnych, gdyz na poziomie atomowym sa one absolutnie
              zaniedbywalne. Byc moze spadek jablka z drzewa bylby sprzeczny z nasza "logika
              klasyczna" ;)
              PS do Kurna Felka: na takim forum trudno w kilku zdaniach odpowiedziec na Twoje
              pytanie. Bonobo slusznie zauwazyl, ze jest sporo ksiazek szeroko omawiajacych
              ten temat. Polecilbym ksiazeczki Feynmana albo "Boska czastke" Ledermana i
              Teresiego.
              • bonobo44 Re: ? 12.05.05, 20:42
                meehow1 napisał:

                > zadna rzecz nie moze znajdowac sie rownoczesnie w dwoch miejscach.
                > Podejrzewam, ze gdybysmy mieli rozmiary atomow, przechodzenie rownoczesnie
                > przez dwie szczeliny byloby dla nas rzecza absolutnie naturalna;

                oto jak latwo rezygnujemy z samej mozliwosci proby wyjasnienia,
                zadawalajac sie w jego m-ce zwyklym absurdem; oto czasteczka juz niemal
                makroskopowa (ktora mozna zagrac w nano-football) o nienajgorzej okreslonych
                rozmiarach moze naszym zdaniem przejsc jednoczesnie przez 2 szczeliny odlegle
                od siebie o najzupelniej juz makroskopowa odleglosc; i nie wzdrygamy sie przed
                tym; nie odczuwamy wiekszego oporu, bo jak stwierdzil t0g w praktyce juz do tej
                mysli przywyklismy;
                prosze zauwazyc, ze oznacza to, iz nasza czastka przez wiekszosc czasu
                praktycznie pozostaje jednoczesnie w calej dostepnej jej przestrzeni...
                co wiecej wszystkie czasteczki Wszechswiata czynia to samo; takze foton, ktory
                10 mlr lat wedrowal przez ten Wszechswiat wypelnial w istocie kule o promieniu
                10 mlr lat swietlnych, ktora momentalnie zbiegla sie do receptora dna naszego
                oka zupelnie olewajac ograniczenia wlasnej predkosci propagacji... to tez juz
                nikogo nie dziwi?
                czy nikt sie juz dzis nie zastanawia, w jaki sposob niemozliwe staje sie
                obserwowanym faktem?
                • t0g Re: ? 12.05.05, 21:45
                  bonobo44 napisał:

                  > meehow1 napisał:
                  >
                  > > zadna rzecz nie moze znajdowac sie rownoczesnie w dwoch miejscach.
                  > > Podejrzewam, ze gdybysmy mieli rozmiary atomow, przechodzenie rownoczesni
                  > e
                  > > przez dwie szczeliny byloby dla nas rzecza absolutnie naturalna;
                  >
                  > oto jak latwo rezygnujemy z samej mozliwosci proby wyjasnienia,
                  > zadawalajac sie w jego m-ce zwyklym absurdem; oto czasteczka juz niemal
                  > makroskopowa (ktora mozna zagrac w nano-football) o nienajgorzej okreslonych
                  > rozmiarach moze naszym zdaniem przejsc jednoczesnie przez 2 szczeliny odlegle
                  > od siebie o najzupelniej juz makroskopowa odleglosc; i nie wzdrygamy sie przed
                  > tym; nie odczuwamy wiekszego oporu, bo jak stwierdzil t0g w praktyce juz do tej
                  >
                  > mysli przywyklismy;

                  To jest jedno mozliwe wytlumaczenie, a drugie istniejace opiera sie na koncepcji
                  tzw. "potencalu kwantowego" i wtedy czastka istotnie przechodzi przez tylko
                  jedna szczeline. Ale w teorii potencjalu kwantowego jest co najmniej tyle samo
                  "zagadkowosci" co w wykladni kopenhaskiej.




                  > prosze zauwazyc, ze oznacza to, iz nasza czastka przez wiekszosc czasu
                  > praktycznie pozostaje jednoczesnie w calej dostepnej jej przestrzeni...
                  > co wiecej wszystkie czasteczki Wszechswiata czynia to samo; takze foton, ktory
                  > 10 mlr lat wedrowal przez ten Wszechswiat wypelnial w istocie kule o promieniu
                  > 10 mlr lat swietlnych, ktora momentalnie zbiegla sie do receptora dna naszego
                  > oka zupelnie olewajac ograniczenia wlasnej predkosci propagacji... to tez juz
                  > nikogo nie dziwi?
                  > czy nikt sie juz dzis nie zastanawia, w jaki sposob niemozliwe staje sie
                  > obserwowanym faktem?

                  Nie, foton nie wypelnia tak wielkiej kuli. Jakis czas temu jeden Australijczyk
                  przy pomocy pomyslowych eksperymentow pokazal, ze fotony docierajace z
                  odleglych gwiazd sa jak kilkusetmetrowe nalesniki - pewnie sa nawet wieksze,
                  tylko temu gosciowi zabraklo juz zasiegu w interferometrze, zeby to
                  zademonstrowac. Ale 10 miliarow lat swietlnych to juz przesada.

                  Nie ma sie co dziwic, tylko trzeba gromadzic fakty. Dziwic sie faktom oznacza
                  tylko przyznanie sie do tego, ze nasze wyobrazenia byly oparte na iluzji.
                  Dualizm sprzeczny z logika? To znaczy, ze te logike trzeba wywalic do kosza.

                  Naukowy pragmatyzm nakazuje nam sie nie "zaslepiac w zadziwieniu", tylko - jesli
                  nie jestesmy w stanie czegos pojac - to pracowicie gromadzic fakty. No i to caly
                  czas robimy. Bo jak ktos wreszcie zakrzyknie "mam, rozumiem!" to wlasnie
                  osadzimy, czy ta teoria jest poprawna, na podstawie konfrontacji z tymi faktami.

                  A ja caly czas powtarzam: mowienie o korpuskularno-falowej naturze SWIATLA nie
                  jest rzecza wlasciwa, bo u niezorientowanemu kaze myslec, iz to dotyczy tylko
                  swiatla. Tymczasem juz w cwierc wieku po tym, jak zaczeto mowic o zagadkowym
                  dualizmie swiatla, uswiadomiono sobie, ze caly mikroswiat jest dualistyczny.

                  • bonobo44 Potencjał kwantowy Bohma 12.05.05, 22:39
                    "No cóż - (...) - to z pewnością bardzo interesująca teoria, niewątpliwie
                    bardzo, bardzo interesująca." 8)

                    azeby sprawa naszej zaby nie odeszla w mglistosc, warto ja tu zapewne
                    przystepnie wyjasnic:

                    "- Twierdzę - zaczął Mechanik Klasyczny, najwyraźniej ignorując uwagę Alicji -
                    że elektrony i inne cząstki zachowują się w zupełnie racjonalny i w istocie
                    klasyczny sposób, bardzo podobnie do cząstek, do których przywykłem w Świecie
                    Klasycznym. Jedyna różnica polega na tym, że tutaj oprócz zwykłych sił działa
                    na cząstki także specjalna siła kwantowa lub inaczej fala pilotująca. To
                    wywołuje te dziwne zjawiska, które interpretujecie jako skutek interferencji. W
                    moim pokazie z maszyną do gry elektronami każdy elektron rzeczywiście
                    przechodzi przez jedną lub drugą szczelinę. Porusza się potem po stole w
                    zupełnie przyzwoity i przewidywalny sposób. Wszelka przypadkowość w układzie
                    wynika z różnicy kierunków i wartości prędkości początkowych elektronów. Gdy
                    elektrony przechodzą przez zagłębienia w potencjale kwantowym, który tu
                    widzicie, wtedy siła kwantowa odchyli je, zupełnie jak koło rowerowe
                    zaklinowane w szynie tramwajowej, większość elektronów ląduje więc w stosikach.
                    W rezultacie macie to, co nazywacie efektami interferencyjnymi."
                    www.wiw.pl/biblioteka/alicja_gilmore/10.asp
                    --
                    ALICJA W KRAINIE KWANTÓW
                    Alegoria mechaniki kwantowej
                    www.wiw.pl/biblioteka/alicja_gilmore/11.asp
                    • t0g Re: Potencjał kwantowy - sam cimes! ja mawial 12.05.05, 23:22
                      pewien rabin, ktory czasem wstepowal do sklepu mojego dziadka w Dobromilu, bo u
                      dzadka byla najlepsza herbata.

                      Tylko na razie nie ma "praktycznych narzedzi", ktore pozwolilyby wykorzyrzywac
                      te teorie w rownie skuteczny sposob, jak Rownanie Schroedingera.
                  • bonobo44 FoR 12.05.05, 22:43
                    Interesujace obejscie - jak dotad jedyne, ktore wydaje sie byc do
                    zaakceptowania - problemu jednoczesnego wystepowania tego samego przedmiotu w
                    roznych m-cach znalezc mozna w 'Fabric of Reality' D.Deutscha.
                    Z tego, co wiem, ksiazka jest juz od paru lat przetlumaczona na polski,
                    niestety Pruszynski i S-ka odlozyli jej premiere na sw. Nigdydema...
                    pozostaje oryginal lub ogolnodostepna wersja dla swobodnie poslugujacych
                    sie 'krzeselkami':
                    lib.ru/FILOSOF/DOJCH/reality.txt
                    nawiasem mowiac ta ksiazka rowniez niewiele mowi o samej naturze swiatla,
                    stanowi jednak pewien postep, dostarczajac w miare zrozumialego
                    wyjasnienia jego i nie tylko (jak slusznie zauwazyl t0g) korpuskularno-falowej
                    natury...

                    --
                    Wiecej na Pograniczu Fizyki
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12172&w=7020805&a=7020805
          • bonobo44 Re: Bonobo, zwyczajnie sie czepiasz..... 12.05.05, 13:11
            zle uzylem slowa 'sciemniac'... powinienem byl napisac 'zaciemniac',
            (bo w istocie w zadnym punkcie nie minales sie z prawda)
            ale czego dzis sie nie robi, zeby utrzymac swoja korpuskulentnosc na fali 8)
    • arcykr Re: Do t0g w sprawie światła 12.05.05, 16:26
      Szanownego t0g proszę o odpowiedź na to:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=23445397&a=23775263
      • t0g Re: Do t0g w sprawie światła 12.05.05, 19:48
        Chyba sie "postawie" i zaczne odpowiadac tylko na pytania dotyczace scisle mojej
        dziedziny, a wiec badania fazy skondensowanej metoda rozpraszania neutronow. A
        poniewaz jest to dziedzina dosc "egzotyczna", pytan raczej nie bedzie i ja nie
        bede musial sie cztery razy zastanawiac nad uzyciem kazdego slowa.

        Co do tego fluoru: nie jestem tutaj zadnym ekspertem. Wiem tyle, ze molekuly
        organiczne latwo jest "oszukac" i wstawic im jeden lub kilka atomow chlorowcow
        w miejsce wodoru. Przypuszczalnie nasz organizm tez daje sie "oszukac" i bierze
        czasteczke glukozy "naznaczona" jednym atomem fluoru za "normalna" glukoze.
        Wiecej na ten temat juz nie umiem powiedziec, prosze Wysokiego Sadu.
    • t0g W sprawie pytania Felka rozpoczynajacego watek 12.05.05, 20:03
      Dobra, to ja wszystko odwoluje, co powiedzialem. Prosze polozyc fakt, iz
      powiedzialem tyle bzdur, na karb ogolnego przepracowania. Prowadze teraz kurs
      fizyki ciala stalego i akurat przechodze przez material bardzo odlegly od tej
      fizyki, z ktora jestem jako tako oswojony (chcialem napisac "obeznany", ale sie
      rozmyslilem - Bonobo moglby sie przyczepic, ze przeciez w ogole niczego nie
      rozumiemy, wiec co ja wyskakuje z "obeznaniem"
      • kurna_felek Re: W sprawie pytania Felka rozpoczynajacego wate 13.05.05, 10:45
        Wybacz t0g, że przeze mnie Ci się oberwało. Dziękuję Ci jeszcze raz, pomimo że
        to nie twój konik, to zdecydowałeś się mi odpowiedzieć. Zawsze mnie
        interesowało, czy coś w materii natury świata działają fizycy. Wybacz, ale nikt
        mi nie wytłumaczył CO sprawia, że soczewka działa jak działa. Dlaczego załamuje
        światło i dlaczego prędkość światła zmienia się z c (próżnia - powietrze) na v
        (szkło) - i znowu c. Teraz wiem, że nikt na razie odpowiedzi na te pytania nie
        zna. Myślełem, że może coś przeoczyłem. Dzięki jeszcze raz.
        Bonobo też.
        • lolita10 Wielki Ekran 13.05.05, 13:44
          Bonobo:
          >> prosze zauwazyc, ze oznacza to, iz nasza czastka przez wiekszosc czasu
          >> praktycznie pozostaje jednoczesnie w calej dostepnej jej przestrzeni...
          >> co wiecej wszystkie czasteczki Wszechswiata czynia to samo; takze foton, ktory
          >> 10 mlr lat wedrowal przez ten Wszechswiat wypelnial w istocie kule o promieniu
          >> 10 mlr lat swietlnych, ktora momentalnie zbiegla sie do receptora dna naszego
          >> oka zupelnie olewajac ograniczenia wlasnej predkosci propagacji... to tez juz
          >> nikogo nie dziwi?
          >> czy nikt sie juz dzis nie zastanawia, w jaki sposob niemozliwe staje sie
          >> obserwowanym faktem?

          T0g:
          >Nie, foton nie wypelnia tak wielkiej kuli. Jakis czas temu jeden Australijczyk
          >przy pomocy pomyslowych eksperymentow pokazal, ze fotony docierajace z
          >odleglych gwiazd sa jak kilkusetmetrowe nalesniki - pewnie sa nawet wieksze,
          >tylko temu gosciowi zabraklo juz zasiegu w interferometrze, zeby to
          >zademonstrowac. Ale 10 miliarow lat swietlnych to juz przesada.
          Przepraszam, że ośmielam się zapytać, ale na jakiej podstawie wyciągnięto
          wniosek, że “10 miliarow lat swietlnych to juz przesada.” Dlatego, że gościowi
          zabrakło zasięgu na zaobserwowanie więcej niż kilkusetmetrowych “naleśników”? To
          brzmi trochę tak, jakby prawa rządzące światem fizycznym określała "pojemność"
          aparatu.

          T0g:
          >A ja caly czas powtarzam: mowienie o korpuskularno-falowej naturze SWIATLA nie
          >jest rzecza wlasciwa, bo u niezorientowanemu kaze myslec, iz to dotyczy tylko
          >swiatla. Tymczasem juz w cwierc wieku po tym, jak zaczeto mowic o zagadkowym
          >dualizmie swiatla, uswiadomiono sobie, ze caly mikroswiat jest dualistyczny.
          To oczywiście bardzo cenna uwaga. Tylko czemu służy to powtarzanie?

          Bonobo:
          >azeby sprawa naszej zaby nie odeszla w mglistosc, warto ja tu zapewne
          >przystepnie wyjasnic:

          >"- Twierdzę - zaczął Mechanik Klasyczny, najwyraźniej ignorując uwagę Alicji -
          >że elektrony i inne cząstki zachowują się w zupełnie racjonalny i w istocie
          >klasyczny sposób, bardzo podobnie do cząstek, do których przywykłem w Świecie
          >Klasycznym. Jedyna różnica polega na tym, że tutaj oprócz zwykłych sił działa
          >na cząstki także specjalna siła kwantowa lub inaczej fala pilotująca. To
          >wywołuje te dziwne zjawiska, które interpretujecie jako skutek interferencji.
          Te fale pilotujące to prawdopodobnie fale grawitacyjne, które są sferyczne lub
          sferopodobne (czoła fal grawitacyjnych).
          Oddziaływania grawitacyjne na poziomie kwantowym są "zaniedbywalne"
          prawdopodobnie dlatego, że mają inną wymiarowość. Wyobraźcie sobie, że nasz
          świat klasyczny dzieli od świata kwantowego Wielki Ekran. Na tym ekranie
          obserwujemy cząstki jako punktowe, chociaż poza ekranem są one tworami
          czasoprzestrzennymi o domkniętej geometrii (sfero lub kulopodobne) czyli mają
          inną geometrię – różną od geometrii naszego Wielkiego Ekranu - więc
          oddziaływania grawitacyjne na poziomie kwantowym możemy co najwyżej obserwować
          jako zderzenia i rozpady cząstek punktowych, a nie obiektów wielowymiarowych. A
          to dlatego tylko, że te cząstki są punktowo styczne z naszym Wielkim Ekranem.

          Cząstki podstawowe są same w sobie “lokalnymi układami grawitacyjnymi” i
          oddziaływują między sobą poprzez współdziałanie sił pływowych ich “lokalnych
          układów grawitacyjnych” (LUG) oraz przez zmianę energii całkowitej tych wspólnie
          utworzonych “LUG-ów”. To tak w wielkim uproszczeniu.
          • mikronezja A może jest tak (lub podobnie) ... 13.05.05, 17:16
            nie ma dualizmu k-f a jest sobie foton czy elektron, którego ruchowi towarzyszy
            rozchodząca się fala którą obserwujemy (jak np. fala ciśnienia wywołana ruchem
            pocisku w powietrzu - nie ma pocisku nie ma fali - jest pocisk jest i fala) ot
            taka zmarszczka w otaczającej nas przestrzeni wywołana poruszającym się
            obiektem. W końcu przedmioty stałe poruszając się w ośrodkach ciekłych czy
            gazowych wywołują fale interferujące same nie będąc falą.
            Być może mamy znów do czynienia z jakimś fragmentem znanej teorii pominiętym
            przez przypadek, a dotyczącym zjawisk przyświetlnych i nietypowych obiektów o
            zerowej masie spoczynkowej.

            Tak sobie gdybię !
        • t0g Re: W sprawie pytania Felka rozpoczynajacego wate 13.05.05, 23:03
          Felus, skoro zaczalem Ci odpowiadac, to jednak czuje sie w obowiazku
          dopowiedziec "moja kwestie" do konca. Tylko daj mi troche czasu, prosze, bo mam
          teraz potworny nawal zajec. Dzialam na Forum "z doskoku" glownie.


          kurna_felek napisał:

          > Wybacz t0g, że przeze mnie Ci się oberwało. Dziękuję Ci jeszcze raz, pomimo że
          > to nie twój konik, to zdecydowałeś się mi odpowiedzieć. Zawsze mnie
          > interesowało, czy coś w materii natury świata działają fizycy.

          Czy dzialaja? No, najlepszy sposob, by odpowiedziec na to pytanie, to jest
          popatrzec na to, jak wygladala sytuacja 100 lat temu, 75 lat temu, 50 lat temu,
          25 lat temu i teraz. Fizycy dzialaja, moge Cier zapewnic, i to wcale
          intensywnie. Teraz jest nawet "boom" w badaniach optycznych zwiazany z szybkim
          rozwojem dziedziny zwanej fotonika. To taka "elektronika robiona przy pomocy
          swiatla".



          Wybacz, ale nikt
          >
          > mi nie wytłumaczył CO sprawia, że soczewka działa jak działa. Dlaczego załamuje
          >
          > światło i dlaczego prędkość światła zmienia się z c (próżnia - powietrze) na v
          > (szkło) - i znowu c.

          No to akurat calkiem dobrze rozumiemy i potrafimy obliczyc i nawet przewidziec
          pewne anomalne zachowania.


          Teraz wiem, że nikt na razie odpowiedzi na te pytania nie
          > zna.

          Bonobo nie jest chyba zawodowym naukowcem, lub moze tez jest mlodym radykalnym
          naukowym "twardzielem', ktory uwaza, ze mozna wiedziec "albo wszystko, albo
          nic". Tymczasem w nauce trzeba zachowac daleko idacy pragmatyzm. Napisze
          obszerniej, czym to jest podyktowane.

          Niestety, mamy pecha, ze zyjemy w obecnych czasach. Gdyby 500 lat temu odkryto
          fotony, to sprawa bylaby duzo prostsza. Jakis krol by po prostu wezwal
          odpowiedniego medrca, i polecil mu: "Wyjasnijcie no, czlowieku, dualizm
          falowo-korpuskularny swiatla". A polecenia monarchow traktowano w tamtych
          czasach bardzo powaznie. Wiec mielibysmy dzis to wyjasnienie. Niestety, krolow
          juz teraz nie ma i nikt nie moze wydac takiego monarszego rozkazu.
          • bonobo44 Jak od pol wieku dzialaja fizycy kwadrygowi? 14.05.05, 00:01
            t0g napisał:

            > Czy dzialaja? No, najlepszy sposob, by odpowiedziec na to pytanie, to jest
            > popatrzec na to, jak wygladala sytuacja 100 lat temu, 75 lat temu, 50 lat
            > temu, 25 lat temu i teraz.


            Lata 20-te i 30-te - moze...

            Jednak lata nastepne to niewiele ponad zero, odpowiednik tablicy Mendelejewa
            czastek elementarnych, zadowolenie z rozszerzenia elektrodynamiki kwantowej na
            slabe oddzialywania i pare fajerwerkow technicznych:
            pomimo ostrzezenia lat 40-tych (bomba atomowa ale i w efekcie watpliwej jakosci
            energetyka jadrowa) nadal bezkrytycznie prowadzi sie coraz szersze badania
            praktyczne nad czastkami elementarnymi, bez ogladania sie na kwestie etyczne.
            A skutki moga byc bez porownania bardziej katastrofalne niz
            najgorsze nawet skutki badan genetycznych, ktore przy poczynaniach
            wspolczesnych fizykow kwadrygowych wygladaja niczym dziecinne igraszki.

            Lata 50-te - H. Everett III - niezauwazony i wyklety na pol wieku zdominowanego
            przez szkole Kopenhaska.

            Lata 60-te laser i swiatlowody.

            Lata 70-te uporzadkowanie czastek elementarnych glownie dzieki chromodynamice
            kwantowej.
            Ta dziedzina najbardziej kojarzy sie ze sredniowieczna alchemia (nie tylko ze
            wzgledu na takie pojecia jak 'czar' czy 'dziwnosc' stawiane na rowni z masa,
            ladunkiem czy kreNtem)... Rownie jak ona przypomina poruszanie sie po omacku w
            poszukiwaniu sw. Graala teorii silnych oddzialywan.

            Unifikacja slabych i EModdzialywan (do Ptolemejskiego opisu planet
            wewnetrznych, wlaczono rowniez rownie Ptolemejski opis planet zewnetrznych,
            bo zauwazono wlasnie, ze jedne sa wewnatrz a drugie na zewnatrz czegos, o czym
            sie jeszcze nie wie, ze to orbita Ziemi)...

            M-teoria (teoria (super)strun) - najbardziej przypomina dzis koncepcje gry
            szklanych paciorkow H.Hessego, w ktora bawia sie wszyscy szukajacy w grajdolku
            tej cywilizacji prestizowej rozrywki zdolnej pochlanac bez reszty najbardziej
            utalentowane umysly epoki.

            Lata 80-te poczatek zastosowan pomyslow H.E.III:
            D.Deutsch proponuje budowe komputera kwantowego (patrz wyzej FoR)...
            potwierdzane sa kolejno efekty stanowiace podstawe tej koncepcji... jej efekty
            uboczne to teleportacja kwantowa, szyfrowanie kwantowe...
            Rok 2000 - pomimo aplikacji praktycznych, niemal nikt nie zauwaza potencjalu
            tkwiacego w pojeciu multiwersum.
            Fizycy nadal kreca sie wokol wlasnych ogonow, krecac nosami na sama koncepcje,
            co nie przeszkadza im czerpiac z tej idei skutkow praktycznych i... pozostawac
            przy utartych brakach wyjasnien (bo tak sie przyjelo w tym swiatku pracowac od
            czasow szkoly Kopenhaskiej).
            • t0g [...] 14.05.05, 01:29
              Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • t0g Drogi Felku, tu jest link do zbioru artykulow... 14.05.05, 03:29
      ..na temat natury swiatla. Artykulow dosc swiezej daty, bo z jesieni 2003, no i
      pisanych przez kompetentnych niewatpliwie ludzi. W oficjalnym czasopisnie
      Amerykanskiego Towarzystwa Optycznego (American Optical Society), do ktorego
      nalezy "kwiat" naukowcow zajmujacych sie swiatlem, optyka, etc.

      www.osa-opn.org/abstract.cfm?URI=OPN-14-10-49
      Ja chetnie bym dalej pokonwersowal, ale w jakims miejscu wolnym od Bonobo, bo
      przeciez on czlowieka moze do szewskiej pasji doprowadzic tym swoim ciaglym
      medrkowaniem. Myslalem, ze moze bedzie mozna po cichu przeniesc dyskusje na
      takie niewielkie forum "Pogranicze Fizyki" - niestety, Bonobo juz tam sie tez
      zalagl.

      Wiec te artykulu, ktore sa w tym linku, na pewno wiele Ci wyjasnia, o ile
      zdolasz sie przez nie "przgryzc". Pisza we wstepie, ze to jest niby popularny
      poziom, ale przy przegladaniu rzucilo mi sie w oczy cos, co wyraznie wygladalo
      jak operatory kreacji i anihilacji - zatem to juz poziom uniwesyteckiej fizyki i
      nawet nie z poczatkowych lat studiow. Ale byc moze niektore artykuly sa na
      bardziej "ludzkim" poziomie.

      Serdecznosci, t0g.
      • bonobo44 Przejaw tolerancji0g czy stan niewazkosci umyslu ? 14.05.05, 10:20
        t0g napisał:

        > Ja chetnie bym dalej pokonwersowal, ale w jakims miejscu wolnym od Bonobo, bo
        > przeciez on czlowieka moze do szewskiej pasji doprowadzic tym swoim ciaglym
        > medrkowaniem. Myslalem, ze moze bedzie mozna po cichu przeniesc dyskusje na
        > takie niewielkie forum "Pogranicze Fizyki" - niestety, Bonobo juz tam sie tez
        > zalagl.


        Juz nawet nie chce wiedziec, co t0g (te0g? to0g? tolerancja0g, czyli stan
        niewazkosci umyslu?) napisal o mnie nocna pora w:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=23776247&a=23901327

        Czymzez to takim tak laskawego naczelnego zdenerwowalo zwykle bonobo?
        Tym, ze utrzymuje, ze w ciagu wieku bez mala nie pojawilo sie nic, co rzuciloby
        jakosciowo nowe swiatlo na nature tegoz?
        Czy moze tym, ze nie pieje tu peanow pochwalnych na temat ilosciowej i
        czestokroc nie-odpowiedzialnej roboty fizykow kwadrygowych, ktora przy tym
        nijak nie zamierza im przejsc w owa nowa jakosc (czyli, ze uwazam, ze cala para
        grozaca nawet wybuchem kotla idzie im jak na razie szczesliwie w gwizdek)?
        Czy tym wreszcie, ze metoda stawiania niewygodnych pytan jest nazbyt irytujaca
        dla szanownego naczelnego, aby nie dokonac na niej swoistego zabiegu nie(?)
        cenzuralnego?

        Jesli Waszeci tak doskwiera moja obecnosc na tym watku, juz zabieram stad
        wszystkie 44 swoje litery - pas sie Wasc dowoli swoim tryjumfem. To moj ostatni
        post w nim, niezaleznie od tego, czy zostanioe skreslony przez cenzora czy nie.

        Jesli Waszmosc uwazasz, ze ja tylko bruzdze na Pograniczu Fizyki, zaloz tam
        specjalny watek opiniotworczy najlepiej w postaci petycji o wywalenie stamtad
        bonobo. A jesli tylko znajdziesz jeszcze 2 osoby, ktore podziela Waszeci
        opinie, gwarantuje, ze znikne i stamtad.

        Czy Waszec istotnie myslisz, ze mi zapelnianie luk w mysleniu takich jak Wacpan
        0-tolerancyjnych osobnikow naczelnych sprawia li tylko czysta przyjemnosc i
        przychodzi bez jakiegokolwiek wysilku z mojej strony? Grubo sie Acan mylisz.

        Lacze serdecznosci i zyczenia oby pogon za zimnymi neutronami nie wychlodzila
        Wacpanu mozgu do temperatury nadprzewodnictwa,

        8(44
        • lolita10 Re: Przejawy tolerancji 14.05.05, 20:52
          Bonobusiu,
          wiesz, że Cię uwielbiam, ale mógłbyś zauważyć już do tej pory, że t0g mimo, że
          jest dosyć otwartym i uczynnym naczelnym, ma problem z poczuciem własnej
          wartości przejawiającym się dużą nadwrażliwością na swój temat. Za bardzo bierze
          sobie do serca ogólne uwagi i przyjmuje je zbyt osobiście. Ty z kolei ostatnio
          wyostrzyłeś znacznie ciętość swojego języka (jakieś problemy w stadzie?), a w
          konsekwencji swoje wystąpienia, więc niektórzy nadwrażliwcy mogą je odczytywać
          jako napastliwe.
          Tym niemniej dla obu panów przesyłam wyrazy życzliwości i sympatii (mimo, że tak
          konsekwentnie obaj omijacie moje wystąpienia na forum, ale ja się nie gniewam)
          oraz
          całuski
          Lola
        • Gość: Lajkonik Czyście się Waszmoście szaleju opili...!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.05, 21:09
          > Bonobo 44

          > Jesli Waszeci tak doskwiera moja obecnosc na tym watku, juz zabieram stad
          > wszystkie 44 swoje litery - pas sie Wasc dowoli swoim tryjumfem. To moj
          ostatni post w nim, niezaleznie od tego, czy zostanioe skreslony przez cenzora
          czy nie.

          Po prostu tego się nie da przyjąć do wiadomości. Dobra bonobo, unisłeś się,
          trzasnąłeś pięścią w stół, ale na Boga, miej litość! Za długo siedzisz na tym
          forum, żeby jednym postem się wylogować. Przecież to nie tylko ty piszesz, ale
          kopa ludzi cię czyta! Po prostu nie miałeś prawa tak powiedzieć.

          Macie, tezerog'u i bonobo, tyle wyrozumiałości i dobrotliwości dla laików (ci
          nieraz niezłą brednię chlapną), czy musicie mieć laika za dyskutanta, żeby te
          naczelne lub bonobiane wartosci uzewnętrzniać?

          Bonobo, nie zegnam się z tobą.
          Tezerog, jednak musiałeś coś chlapnąć ponad nieprzystojne "mędrkowanie" w tym
          skasowanym poście, ze aż erstera obudziło (ps. b. się na Pograniczu nie zalągł,
          jest na nim od początku).

          Lajkonik



    • t0g Konferencja "Photon2005": akurat bedzie w Polsce 14.05.05, 06:30
      szukajac po webie materialu na temat fotonow, natknalem sie na niezwykle ciekawa
      informacje: odbywajaca sie regularnie co dwa lata miedzynarodowa konferencja
      poswiecona fotonom odbedzie sie w tym roku w Warszawie, na przelomie sierpnia i
      wrzesnia.

      Z nazwisk na liscie plenarnych wykladowcow wylowilem kilka mi znanych. Np.
      Andrzeja Burasa z Monachium, ktorego dobrze znam, bo robilem magisterium i pol
      doktoratu pod kierunkiem jego Ojca, prof. Bronislawa Burasa (od 10 lat
      niezyjacego). Andrzej to ponoc teraz duza slawa w swojej branzy. Tak wiec to
      jest na pewno wazna konferencja. Maja gadac o strukturze fotonu, kolizjach
      pomiedzy fotonami, i paru takm jeszcze waznych pono rzeczach.

      Zatem, jak widac, nad fotonami sie niewatpliwie pracuje.

      Mozna by zawczasu wystosowac apel do p. Piotra Cieslinskiego, by tak waznemu
      wydarzeniu zapewnil odpowiednia "oprawe medialna" w GW. Tym bardziej, ze
      przeciez organizatorem tegorocznej konferencji jest Wydzial Fizyki UW, ktorego
      Pan Piotr jest absolwentem!

      Na Webie tez chyba mozna znalezc streszczenia referatow z ostatniej konferencji,
      Photon 2003, ktora odbyla sie wiosna 2003 roku we Wloszech we Frascati. Stamtad
      mozna sie chyba najlepiej zorientowac na temat tego, co sie wspolczesnie robi w
      teorii fotonu i o "state-of-the-art" w badaniach doswiadczalnych w tym temacie.
      • t0g Link do "Photon2005" - zapomnialem podac 14.05.05, 06:41
        photon2005.fuw.edu.pl/photon2005/
      • nordpol Re: Konferencja "Photon2005": akurat bedzie w Pol 14.05.05, 09:08
        dalsze info o konf.i sympozjach 2005
        r.ilc.desy.de/international/upcomingevents/index_eng.html
    • t0g Droga Lolito i inni: 15.05.05, 00:18
      Lolito, być może znasz niejakiego prof. Łukasza Turskiego? Mam wrażenie, że
      media "lubią go" i dlatego dośc czesto mozna go zobaczyć w TV. Otóz Turski był
      moim o kilka lat starszym kolegą na Wydziale Fizyki UW i dlatego go nieco
      bliżej znam. Na dodatek moge Ci zdradzić, że Turski znany jest ze swojego nader
      cholerycznego temperamentu. W TV może tego sie nie daje zauważyć. Ale w
      bardziej "kameralnych" warunkach potrafi wybuchnąc jak wulkan! Niewykluczone,
      że przez lata przebywania z nim na codzień w jednym budynku ja się jakos od
      niego "zaraziłem" ta cechą i stąd te moje tantrumy, których, zdaje się, miałaś
      okazję widziec juz kilka.

      Co zaś do Kolegi Bonobo. Otóz każdy, kto się zajmuje dydaktyką, zna takie
      zjawisko nazywane "student from hell". Człowiek sobie przygotowuje jakiś temat
      do wyłozenia w klasie w sposób systematyczny. Uklada sobie mateiał tak, by
      stopniowo wprowadzać studentów w meritum. A jak zacznie, to ten "student from
      hell" co chwila ma raczkę w górzy i co by człowiek nie powiedział, to on
      natychmiast musi dodać jakis komentarz - bardzo często jest to komentarz a
      propos tematu, ale dotyczący kwestii, którą człowiek chciałby poruszyć dopiero
      za 10 czy 15 minut, po skonczeniu omawiania tego zagadnienia, o którym własnie
      mówi w danej chwili. Taki wymądzrający sie jegomośc potrafi człowiekowi
      kompletnie zrujnować zaplanowany tok przedstawiania materiału!

      No i tu własnie cos takiego miało miejsce. Felek zwraca się do mnie z pytaniem.
      Jako dydaktyk "z powołania" czuje się w obowiązku odpowiedzieć tak dobrze, jak
      umiem. Akurat jestem potwornie zalatany, bo teraz jest końcówka roku
      akademickiego. No więc nie mogę znaleźc tyle czasu, by usiąsc i "za jednym
      zamachem" na wszystko odpowiedzieć. Więc pisze cos, co ma być wstępem do
      dłuzszego wywodu, w kilku kolejnych postach. No i tu wkracza na scenę Bonobo i
      przyczepia się do każdego słowka, które dopiero co zdążyłem wypowiedzieć!

      Felek w szkole dowiedział sie o dualixmie światła, ale najwyraźniej nikt mu już
      nie powiedział, że dualizm obejmuje znacznie szerszy obszar - cząstki też mają
      dualistyczna nature. Pozxwól, że użyję tu takiego militarystyczno-historycznego
      porównania. Mnie sie wydaje, że gdy mówimy, na przykład, o przebiegu działań
      wojennych w lecie 1944 roku, to nie należy się ograniczać wyłacznie do walk
      Zachodnich Aliantów we Francji - trzeba przedstawić sytuacje na WSZYSTKICH
      frontach w tym okresie, bo inaczej słuchacz będzie miał "zawężoną perspektywę"
      i może wynieść bardzo nieprawidłowy obraz. Tak samo więc, przy omawiania
      dualizmu, należy wpierw wyjaśnić, że dualizm światła to tylko jeden
      z "frontów" w całej tej "wojnie o zrozumienie dualizmu".

      Byłoby jeszcze pół biedy, gdyby Bonobo się czepiał ze szlachetnych pobudek.
      Niestety, wyraźnie widać, że on "szuka dziury w całym" i pobudki jego są
      złosliwe. To zdradza zarówno jego język - epitety wyraźnie mające wyrazić
      pogardę dla środowiska fizyków - jak i całkiem absurdalne pretensje, które
      zgłasza.

      Absurdalne pretensje - wyjaśnię, co mam na myśli: wyobraźmy sobie, na
      przykład, że nasza dyskusja dotyczy nie fizyki, tylko chorób nowotworowych. No
      i któryś z dyskutantów co chwila wyskakuje z "argumentem" typu: "Hi, hi, hi,
      durne onkologi, konowały jedne, udają, że sa takie mądre i uczone, a bęcwały od
      pół wieku próbuja znaleźć lekarstwo na raka i co? Przecież to trzeba byc
      kompletnym idiotą, żeby przez 50 lat nie umieć sobie poradzić z takim
      problemem".

      No więc "argumenty" Bonobo idą według podobnej "linii": bęcwaly fizyki, mydlą
      oczy, że coś wiedzą i cos robią, a z takim zagadnieniem jak dualizm
      korpuskularno-falowy nie umieja sobie poradzić, hi, hi!"

      Takie zarzuty, owszem, byłyby "fair" w przypadku, gdyby osobnik natrząsający
      sie sam doszedł do rozwiązania problemu i obserwował z politowaniem innych,
      którzy tego samego nie potrafią zrobić.

      A zagadnienie nie należy do tych prostych. Żeby ruszyć z miejsca z
      wyrtłumaczeniem czegoś, potrzebujemy jakiegoś "clue", z angielska mówiąc, czyli
      wskazówki. Jakis "punkt zaczepienia", z którego mozna by ruszyć. A Matka Natura
      czegoś złosliwie nie chce nam tego "clue" podsunac.

      Bez takiego "clue" nie możemy stworzyć nowej, lepszej teorii. Wiec z
      konieczności posługujemy sie istniejącą - z której nie jesteśmy zadowowoleni,
      ale przynajmniej spełnia ona jedno, wymaganie, to jest, wymaganie skuteczności.
      A nieprawdą jest, że nic sie nie robi, bo nieustannie poszukujemy tego "punktu
      zaczepienia", który pozwoli nam wreszcie ruszyć z miejsca. Ale, gdybysmy
      wiedzieli, gdzie on jest, to pewnie już byśmy z miejsca ruszyli! Niestety, nie
      wiemy, i dlatego na razie wysiłki cokolwiek przypominają grę w ciuciubabke, w
      której uczestnicy dodatkowo zachowuje kamienne milczenie. Nie mozna jednak
      robic z tego zarzutu, że na razie jeszcze nic nie wyszło - podobnie, jak
      onkologom nie można robic zarzutu z tego, że do tej pory nie uwolnili ludzkości
      od chorób nowotworowych.

      Ja tam "osobiście dotknięty" sie nie czuję, bo sam nie zajmuje sie takim
      fundamentalnymi zagadnieniami, w tej dzidzxinie badań, która uprawiam - można
      powiedzieć, że to jest obszar fizyki mający sporo wspólnego z chemią - brak
      totalnego zrozumienia dualizmu korpuskularno-falowego wcale w niczym nie
      przeszkadza. Dyskusje dotyczace przewag "Szkoly Kopenhaskiej" nad teoria Bohma,
      czy vice versa, obserwuję tylko jako "kibic". De facto, probabilistycznej
      interpretacji kopenhaskiej nie lubie i wcale bym sie nie zmartwił, gdyby ona w
      końcu poległa - ale to sa raczej "gut feelings", jak mówia Amerykanie.

      Natomiast czuję solidarnosc z moim środowiskiem zawodowym i dlatego czepialstwo
      Bonobo, wystepujęcego z pozycji "kanapowego geniusza", irytuje mnie i wkurza.

      No, Droga Lolito, już chyba teraz nie będziesz miec pretensji, że Cie ignoruję?
      Po tak długasnym poście?

      Serdeczności, t0g
      • t0g Ciekawy link do "Bohmian Mechanics" 15.05.05, 02:22
        plato.stanford.edu/entries/qm-bohm/#com
        Sa tez odnosniki do oryginalnych prac Bohma.
    • t0g Przyczyny tego, na co Bonobo wybrzydza, można 15.05.05, 07:35
      prawdopodobnie nieźle zrozumieć, przeczytawszy sławna książke amerykańskiego
      filozofa, Thomasa Kuhna (Kuhna Olek?), pt. "Struktura rewolucji naukowych".
      Teraz mi to przyszło do głowy.

      Schizofrenicznośc istniejącej teorii (jak ja czasem nazywam dualizm
      korpuskularno-falowy) istotnie jest frustrująca. Podobnie, jak niemożnosc
      wytłumaczenia wszystkich czterech oddziaływań nagruncie jednej zunifikowanej
      teorii.

      Tym nie mniej, przelom w teh sprawie może nastąpic tylko w drodze rewolucji. Nie
      poprzez poprawianie istniejącej teorii, a rozwalenie jej i zbudowanie całkiem nowej.

      Do wywołania rewolucji potrzebna jest jednak "przedrewolucyjna sytuacja". A
      takich nastrojów w tej chwili nie ma.Istniejąca teoria, mimo, że
      schizofreniczna, z rozdwojoną jaźnią i tyźnią jeszcze na dodatek, jest mimo
      wszystko... zbyt dobra! Porównywanie z modelem Ptolemeusza, które Bonobo
      przedstawił, jest bardzo nietrafne. Model Ptolemeusza to nie był zaden tam
      model. To był fit wieloparametrowej funkcji do sciśle określonego przypadku!
      (Ptolemeusz nie miał komputera ani programu "minfit" z biblioteki cernowskiej,
      ale to był fit, tyle, że zrobiony ręcznie!). Tymczasem mechanika falowa... lista
      jej tryumfów w jakosciowym i ilościowym opisie najróznorodniejszych układów i
      sytuacji fizycznych moze zapełnić grubaśny tom.

      Jeśli pracownik wzorowo wykonuje swoją robote, to go się nie zwalnia - nawet,
      jeśli pracodawca wie, iz cierpi on na schizofrenie.

      Ktos powiedział, że to, co fizycy robia od 75 lat, to jest po prostu nieustanne
      sprawdzanie równania Schroedingera przy pomocy coraz to wymyslniejszych testów.
      I na razie wychodzi ono jakoś onbronną ręka z tych wszystkich tortur. Znalazł
      ktoś gdzieś jakies zjawisko, w którym Równanie Schroedingera wyraźnie daje
      fałszywe rozwiazanie?
      • lolita10 Re: Przyczyny tego, na co Bonobo wybrzydza 15.05.05, 14:48
        Drogi t0gu,
        czuję się zaszczycona Twoją odpowiedzią, jednakże
        odnoszę wrażenie, że minąłeś się ze zrozumieniem intencji bonoba.

        Zastanawiam się, dlaczego uzurpujesz :-) sobie prawo do wypowiadania się
        w imieniu wszystkich fizyków? Mówisz, że bonobo ich zaatakował, a Ty stanąłeś
        w ich obronie. Ejże, czy nie jest jednak tak, że wystąpiłeś w roli obrońcy,
        ponieważ sam odczuwasz niemoc i dlatego jednak coś Ciebie osobiście ukłuło
        w postach bonobo? Nie odpowiadaj mi, tylko szczerze sam sobie zadaj to pytanie.

        Jeśli chodzi o ten "missanderstandig", to ja rozumiem, że bonobo w niektórych
        hipotezach (bynajmniej nie moich, ale bardziej poważnych) dostrzega spory
        potencjał i szansę na znalezienie złotego Graala fizyki. Niestety fizycyprzez
        dużeF, którzy mogliby zainteresować się tymi ciekawymi hipotezami z punktu
        widzenia bonobo (a bonobo nie jest to żaden kiep, lecz światły facet), olewają
        te hipotezy, choć mogłyby one zainspirować ich lub natchnąć do wielkich odkryć.
        Niestety Oni w swojej pysze nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że mogliby
        czymś takim się zainteresować.

        Podobno milczenie jest złotem. Rozumiem to w ten sposób, że milczenie bije
        najjaśniejszym blaskiem wtedy, gdy milczeniem pomijamy emocje, zwłaszcza te
        negatywne, a ustosunkowujemy się do meritum sprawy. Jeśli nawet pozwalamy sobie
        na emocjonalne wystąpienia, to bądźmy świadomi, że porozumienie jest niemożliwe,
        najpierw trzeba zawrzeć rozejm.
        A potem ustawimy trybuny i wysoka figura powie tak:
        "wspólnym wysiłkiem ządu i społeceństwa
        pozbyliśmy się zabiego bezeceństwa.
        Panowie, do góry głowy i syje!

        Całuski
        Lola

        p.s. Angielskiego nie znam na tyle, by czytać artykuły o fizyce. Strasznie żałuję.
        • meehow1 w obronie t0g 15.05.05, 15:54
          Przepraszam, ze wtracam sie nieproszony w dyskusje, ale widze, ze nadal
          wystepuja w niej spore nieporozumienia.
          We wczesniejszym poscie
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=23776247&a=23834908
          napisalem, ze, jesli chodzi o dualizm korpuskularno-falowy (czy - ogolniej -
          fizyke kwantowa), mozliwe sa dwa scenariusze. Albo jest on przejawem jakiejs
          glebszej "prawdy", albo tej glebszej prawdy nie ma, a tylko nasz mozg nie jest
          w stanie zwizualizowac procesow mikroswiata. W tej chwili nikt z rozsadnie
          myslacych nie odrzuca zadnej z tych hipotez - wbrew temu, co pisze Bonobo. O
          pracach na ten temat mozna przeczytac w wielu miejscach; dla nieznajacych
          jezyka angielskiego polecam np. artykul ze Swiata Nauki z pazdziernika 2004
          pt. "Czy Einstein mial racje".
          www.swiatnauki.pl/?q=art&n=200410a
          Natomiast Bonobo - w odroznieniu od t0g - kurczowo trzyma sie pierwszej
          mozliwosci, w ten sposob dajac wyraz swemu (przepraszam za wyrazenie)
          doktrynerstwu.
          Upieranie sie, ze cos musi byc zle, bo nie zgadza sie z ludzkim "zdrowym
          rozsadkiem", jest przejawem skrajnego antropocentryzmu, wyrazonego w
          idei: "jezeli ludzki umysl nie potrafi czegos pojac albo zwizualizowac, to to
          cos NA PEWNO musi byc nieprawdziwe" ;) A niby dlaczego?!...
          t0g ma racje twierdzac, ze fizyka kwantowa jest czyms o wiele wiekszym niz
          system epicykli Ptolemeusza. Za pomoca tego systemu mozna bylo przewidywac
          WYLACZNIE polozenia znanych wczesniej cial niebieskich na niebie, natomiast
          dzieki teorii kwantow przewidziano wielu zupelnie nowych zjawisk, jak chocby
          antymaterie. O jej istnieniu nikomu sie nie snilo przed powstaniem fizyki
          kwantowej. Co rownie waznego mozna - zdaniem Bonobo - przewidziec uzywajac
          epicykli Ptolemeusza?
          Kiedy Bonobo robi wyliczanke roznych odkryc i stwierdza, ze zadne z nich to nic
          takiego, przypomina mi sie XIX-wieczna anegdota o goralu, ktoremu pokazano
          rower. Goral popatrzyl na niego, po czym powiedzial: "panocku, toz to zaden
          wynalazek, bo ino d... siedzi, a nogi i tak sie krecom" ;)) W ten sposob mozna
          zdezawuowac kazde osiagniecie naukowe. Ogolna teoria wzglednosci? Przeciez to
          TYLKO rozszerzenie teorii Newtona na silne pola grawitacyjne. Poznanie
          struktury DNA? To TYLKO wytlumaczenie dziedzicznosci wsrod zywych organizmow. I
          tak dalej...
          Na zakonczenie - zeby nie bylo nieporozumien - jeszcze raz podkreslam, ze wcale
          nie twierdze, iz fizyka kwantowa JEST ostateczna odpowiedzia. Jak ogromna
          wiekszosc fizykow dopuszczam jedynie mozliwosc, ze tak MOZE byc.
          Pozdrawiam, Meehow
      • lolita10 Przedsmak rewolucyjnego fitu 15.05.05, 15:23
        Drogi t0g-u,
        masz całkowitą rację (!!!) przytaczając te światłe myśli:
        > Schizofrenicznośc istniejącej teorii (jak ja czasem nazywam dualizm
        > korpuskularno-falowy) istotnie jest frustrująca. Podobnie, jak niemożnosc
        > wytłumaczenia wszystkich czterech oddziaływań nagruncie jednej zunifikowanej
        > teorii.
        > Tym nie mniej, przelom w teh sprawie może nastąpic tylko w drodze rewolucji. Ni
        > e
        > poprzez poprawianie istniejącej teorii, a rozwalenie jej i zbudowanie całkiem n
        > owej.

        Wiesz, ja jednak widzę wielką szansę w rozbudowaniu OTW w oparciu o pewien
        fragment Teorii Strun. Otóż teoria strun przewiduje istnienie sześciu wymiarów,
        które są "zwinięte" i upycha te sześć wymiarąw do przestrzeni poniżej wielkpości
        Plancka. Próbuję już od pewnego czasu zwrócić uwagę na fakt, że jeśli piątym
        wymiarem jest wymiar kołowy, to istnieje on bez względu na skalę - poza
        przestrzenią wielkości Plancka również. Mało tego, uważam , że szóstym wymiarem
        jest wymiar krzywizny kołowej. Pozostałe cztery to nasze zwykłae trzy
        przestrzenne oraz czas domknięte do rozmaitości sześciowymiarowej przez wymiar
        kołowy, a "kwantowane" przez wymiar krzywizny kołowej.
        Bo czym jest na przykład wielkość 8 pi?

        Mymy dwa obiekty o geometrii 4 pi rr. Suma ich geometrii to 8 pi rr, ale, co ten
        wyraz 8 pi znaczy? Znaczy, że w wymiarze kołowym mamy wielkość 8 pi, a w
        wymiarze krzywizny kołowej mamy wielkość K = 2. Jednakże liczby wymiaru kołowego
        są liczbami "urojonymi" czyli oba obiekty mają wielkość geometryczną w wymiarze
        kołowym 4 pi, ale każdy z nich może mieć taką samą lub różną krzywiznę. Taką
        samą znaczy na przykład dodatnią, a różną na przykład dodatnią jeden, a ujemną
        drugi. Mało tego każdy z tych dwóch obiektów oprócz takiej samej lub różnej
        krzywizny (K plus lub K minus) może posiadać różną wielkość własnej krzywizny
        (na przykład jeden K=0, a drugi K plus 2).
        Nie będę sią rozpisywać dalej, żeby nie zanudzać. Zresztą i tak nikt nie jest
        zainteresowany moimi rewolucyjnymi odkryciami, bo brzmią one jak bełkot wariata.
        A szkoda.
        Moc serdeczności
        Lola

        p.s.
        piszesz:
        > Do wywołania rewolucji potrzebna jest jednak "przedrewolucyjna sytuacja". A
        > takich nastrojów w tej chwili nie ma.Istniejąca teoria, mimo, że
        > schizofreniczna, z rozdwojoną jaźnią i tyźnią jeszcze na dodatek, jest mimo
        > wszystko... zbyt dobra! Porównywanie z modelem Ptolemeusza, które Bonobo
        > przedstawił, jest bardzo nietrafne. Model Ptolemeusza to nie był zaden tam
        > model. To był fit wieloparametrowej funkcji do sciśle określonego przypadku!
        > (Ptolemeusz nie miał komputera ani programu "minfit" z biblioteki cernowskiej,
        > ale to był fit, tyle, że zrobiony ręcznie!). Tymczasem mechanika falowa... list
        > a
        > jej tryumfów w jakosciowym i ilościowym opisie najróznorodniejszych układów i
        > sytuacji fizycznych moze zapełnić grubaśny tom.
        Mimo to ten ptolomeuszowski fit był natchnieniem dla Galileusza, Kopernika i
        kilku innych, czyż nie?
        • arcykr Re: Przedsmak rewolucyjnego fitu 15.05.05, 17:27
          lolita10 napisała:

          Mymy dwa obiekty o geometrii 4 pi rr. Suma ich geometrii to 8 pi rr,
          Co to jest suma geometrii?
          • lolita10 Re: Przedsmak rewolucyjnego fitu 17.05.05, 12:46
            arcykr napisał:

            > lolita10 napisała:
            >
            > Mymy dwa obiekty o geometrii 4 pi rr. Suma ich geometrii to 8 pi rr,
            > Co to jest suma geometrii?

            Pierwszy przykład
            Wytnij cienki pasek z papieru i go sklej tak, aby otrzymać okrąg o geometrii 2
            pi r. Zrób drugi okrąg taki sam. Jeden włóż w drugi pod kątem 90 stopni (jak
            równik i południk) i je sklej. Gdy dodamy obie geometrie 2 pi r + 2 pi r
            otrzymasz inną geometrię nowego tworu równą 4 pi r.

            Przykład drugi
            Weź jeden taki pojedyńczy papierowy okrąg i skręć go tak, by utworzył dwa małe
            okręgi. Dwa małe mają co prawda o połowę mniejszy promień (każdy) niż jeden
            duży, ale powstały z jednego wielkiego o geometrii 2 pi r i mają obecnie postać
            o geometrii dodanej 2pir + 2pir = 4 pi r.

            Przykład trzeci
            Weź dwie piłeczki pinpongowe, każda o geometrii 4 pi rr. Sklej je ze sobą.
            Otrzymasz twór o gemometrii 4 pi rr + 4 pi rr równy 8 pi rr.

            Przykład czwarty
            Wyprodukuj dwie bańki mydlane i spróbuj je połączyć. Ich geometrie 4 pi rr mogą
            być dodawane do siebie w różny sposób. Na przykład mogą stworzyć bańkę
            składającą się z dwóch bąbli, wtedy ich geometria zostanie dodana jako 4 pi rr +
            4 pirr = 8 pi rr. Albo utworzą jedną bańkę o geometrii 4 pi rr.
            Wtedy ich geometria też jest dodatna, ale nie zmienia się wielokrotność liczby
            pi, lecz promień.

            Jak widać zmienia się albo wielokrotność liczby 2 pi albo wielkość promienia.
            Uważam, że te wszystkie “przetworzenia geometii stanów”, których dokonałeś w
            doświadczeniach ze wszystkimi czterema przykładami zachodzą dzięki zmianie w
            wymiarze kołowym geometrii tych obiektów.
            Dlatego też uważam, że pojęcie "krzywizny" wymiaru kołowego powinno zostać
            rozwinięte. Przykład drugi – skręconego okręgu wielkiego do dwóch małych okręgów
            pokazuje, że "krzywizna kołowa" okręgu wielkiego uległa zmianie z 2 pi r do 4 pi
            r. Tak samo ulegnie zmianie "krzywizna kołowa" dwóch małych jeśli je
            poprzecinasz i skleisz tworząc jeden okrąg wielki.

            Stąd widać jak dwie podrozmaitości mogą współtworzyć jedną rozmaitość i
            odwrotnie: jak jedna rozmaitość może rozpaść się na sumę wielu podrozmaitości. A
            wszystko to dzięki zmianom "krzywizny kołowej" geometrii tych obiektów. Zmiany
            te byłyby niezauważalne, gdyby zachodziły w sposób ciągły, ale stają się
            zauważalne gdy obserwujemy ich „kwantowość”. Pomiedzy dwoma stanami o geometrii
            na przykład 2 pir oraz 4 pi r zmiany następują w dodatkowych wymiarach. Wtedy
            mamy do czynienia ze “zmiennymi ukrytymi”.

            Poza tym liczby stanowiące wielokrotności liczby pi mogą być liczbami urojonymi
            i na przykład taki rozpad rozmaitości o geometrii 2 pi r do stanu dwóch
            podrozmaitości o łącznej geometrii 4 pi r może oznaczać, że geometrie jednego
            okręgu małego należałoby zapisać jako 2 pi r, a geometrię drugiego jako minus 2
            pi r.

            (Oprócz tego wydaje mi się, że przy okazji rozwinięcia pojęcia "krzywizny
            kołowej" - a przypominam, że proponuję, aby uznano ją jako szósty wymiar -
            należałoby także przyjąć, że "krzywizna kołowa" okręgu o geometrii 2 pi r nie
            jest wcale zerowa, ponieważ jest określona przez "zakrzywiającą" dowolny odcinek
            prostej liczbę pi – jedna jednostka dla 2 r lub dwie jednostki dla r gdy
            następuje "zakrzywienie" domykające dany odcinek. Ale na takie „rewolucje” być
            może jeszcze za wcześnie.)

            Lola





    • t0g Droga Lolito: 16.05.05, 00:41
      Napisałaś, cytuję:
      ==============================
      Drogi t0gu,
      czuję się zaszczycona Twoją odpowiedzią, jednakże
      odnoszę wrażenie, że minąłeś się ze zrozumieniem intencji bonoba.

      Zastanawiam się, dlaczego uzurpujesz :-) sobie prawo do wypowiadania się
      w imieniu wszystkich fizyków? Mówisz, że bonobo ich zaatakował, a Ty stanąłeś
      w ich obronie. Ejże, czy nie jest jednak tak, że wystąpiłeś w roli obrońcy,
      ponieważ sam odczuwasz niemoc i dlatego jednak coś Ciebie osobiście ukłuło
      w postach bonobo? Nie odpowiadaj mi, tylko szczerze sam sobie zadaj to pytanie.
      ====== Koniec cytatu ====================

      Oj, Droga Lolito, nie pogniewaj sie - ale psycholog z Ciebie trochę taki, jak
      ten na tym zdjęciu (skomponowanym przeze mnie z własnoręcznie wykonanych zdjęć):

      groszek.741.com/AAA/psycholog.jpg
      Prawa sobie żadnego nie uzurpuję, ale będąc fizykiem z zawodu, nauczycielem
      akademickim przekazujacym młodym ludziom wiedzę zdobytą przez krocie innych
      fizyków, i dotego członkiem kilku organizacji zawodowych zrzeszających fizyków
      (np. American Physical Society - której członkiem nie tak trudno zostac, nota
      bene, więc to nie żaden specjalny splendor), czuje sie tym środowiskiem
      związany, i tyle.

      A co do niemocy, którą rzekomoodczuwam: tu się akurat grubo mylisz. Ja jestem
      fizykiem-doświadczalnikiem i niemoc odczuwam tylko wtedy, kiedy chce cos
      zmierzyć, a mi sie to nie udaje - lub kiedy otrzymuję jakiś wynik, którego nie
      potrafię zinterpretować. Ale akurat o dualizm korpuskularno-falowy te rzeczy,
      które robię, w najmniejszym stopniu nie zatrącają. Innymi słowy - w tych
      sprawach to akurat "moja chata z kraja". Niech sobie uczeni meżowie deliberiują,
      czy z dualizmem sprawy mają sie tak, czy siak - a w zależnosci od tego, czy
      wyciągną taki, czy inny wniosek, to przecież to widmo rozproszonych neutronów,
      które ja mierzę, nic a nic się nie zmieni. Zatem ja sytuacje na polu dualizmów i
      innych BARDZO WAŻNYCH RZECZY obserwuję z pozycji kibica raczej.

      ==== Piszesz dalej, cytuję: =====================
      Jeśli chodzi o ten "missanderstandig", to ja rozumiem, że bonobo w niektórych
      hipotezach (bynajmniej nie moich, ale bardziej poważnych) dostrzega spory
      potencjał i szansę na znalezienie złotego Graala fizyki. Niestety fizycyprzez
      dużeF, którzy mogliby zainteresować się tymi ciekawymi hipotezami z punktu
      widzenia bonobo (a bonobo nie jest to żaden kiep, lecz światły facet),

      (**** z tym się akurat zgadzam, zakres jego wiedzy o wielu sprawach istotnie
      wprawia człowieka w podziw - mój wtręt ******)

      olewają
      te hipotezy, choć mogłyby one zainspirować ich lub natchnąć do wielkich odkryć.
      Niestety Oni w swojej pysze nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że mogliby
      czymś takim się zainteresować.

      ============== Koniec cytatu ==============

      Mówisz: "Bonobo dostrzega potencjał, a 'Oni' to olewają" (nie dokładnie tymi
      słowami, ale ja tak to odbieram).

      "Olewanie" moze być z dwóch powodów:

      (a) Zła wola. Z jakis nieznanych powodów mafii "Onych" zależy na tym, by
      wstrzymywac postęp.

      (b) Ci "Oni" są głupi - nie sa w stanie dostrzec tego potencjału, choc Bonobo go
      wyraźnie widzi.

      Wariant (a) to jest wyraźnie myślenie w kategoriach "spiskowej teorii nauki".
      Otóz mogę Cię zapewnić na podstawie mojej znajomosci środowiska fizyków, że
      takich zjawisk w nim nie ma. Wśród młodych ludzi rozpoczynających naukowąkariere
      w fizyce jest spory odsetek takich, którzy marzą o tym, żeby zostać Zwiesteinem
      (Zweistein - drugi Einstein, bo "ein" to po niemiecku "jeden", a "zwei" to dwa).
      Jeśli realny potencjał istnieje, to gwarantuję Ci, że któryś z nich sie na niego
      rzuci. I żadna "mafia staruchów" go nie powstrzyma.

      Wariant (b): Jeśli Bonobo widzi ten potencjał i widzi też sposób, w jaki go
      wykorzystać, to czemu sam tego nie pokaże? Skoro widzi niewykorzystane
      mozliwości, to znaczy, że musiał w te sprawy sie wgłebić i posiadł juz sporą
      wiedzę. To czemu wyrzeka, że inni nic nie robią, tylko sam nie zacznie działać?
      Dlaczego koniecznie chce sie wyręczać innymi?

      Z badaniami na polu fizyki teoretycznej związane sa niewielkie koszty. De facto,
      niewiele więcej potrzeba, niż pewnego zapasu papieru, kilku ołówków i
      temperówki. A pracę mozna opublikowac nawet w prestiżowym czasopiśmie (np.w
      "Physical Review") za friko, o ile zostanie ona tylko uznana za dobra. Tutaj na
      Forum GW pisuje jeden pan, który właśnie napisał pracę naukową w swoim własnym
      mieszkaniu (na jeden z tematów, nota bene, którym Einstein się też kiedyś
      zajmował - Einstein działał na bardzo wielu róznych polach, ale szeroka
      publiczność na ogół o wszytkich jego pracach nie wie,tylko o tych najbardziej
      spektakularnych).

      ======= Dalej piszesz: =========
      Podobno milczenie jest złotem. Rozumiem to w ten sposób, że milczenie bije
      najjaśniejszym blaskiem wtedy, gdy milczeniem pomijamy emocje, zwłaszcza te
      negatywne, a ustosunkowujemy się do meritum sprawy.
      ===== Koniec cytatu ==========

      Tu masz rację, oczywiście. Sposób, w jaki naslkkoczyłem na Bonobo (w poście,
      który Eraster bardzo słusznie usunał) był, oczywiście, karygodny. Ale,widzisz...
      ja jestem tylko człowiekiem....

      p.s. Angielskiego nie znam na tyle, by czytać artykuły o fizyce. Strasznie żałuję.

      Well... To "niedociągniecie" daje się naprawić, poprzez odpowiednie wysiłki,
      które na pewno warto podjąć.

      Kiedy byłem młodym człowiekiem raczkującym dopiero w fizyce, uśmiechnęło sie raz
      do mnie szczeście i uzyskałem stypendium na dwumiesięczny pobyt w znanym
      ośrodku reaktorowym w Danii. Wszyscy Duńczycy mówia po angielsku tak samo
      dobrze, jak po swojemu. Ja ze swoim angielskim ze szkoły i lektoratu na studiach
      czułem sie potwornie onieśmielony. Gdy tylko próbowałem cos powiedzieć,
      natychmiast brakowało mi słow. Więc najchętniej w ogóle unikałem rozmów, co
      było, oczywiście, nader głupie.

      Ale później pracowałem nad tym angielskim i jaki jest rezultat? Jedna z
      najczęstszych krytycznych uwag ze strony swoich studentów dotyczy mojego
      nadmiernego gadulstwa.

      Jeden z dobrych sposobów nauki angielskiego "na własną rękę" jest czytanie
      kryminałów i innej podobnej literatury - ale z tym, że po słownik sięgamy tylko
      w ostateczności. Jak czegoś nie rozumiemy, próbujemy sie domyśleć znaczenia. I
      lecimy dalej. Taka literatura ma naogół bardzo prościutka fabułe, więc domyślec
      sie naogół łatwo. To bardzo wzbogaca słownik, bo z każdej przeczytanej książki
      zapamiętuje sie kilka słow. A równolegle z tym mozna próbować czytać proste
      teksty naukowe. Jest ich na Webie zatrzesienie. Przez to człowiek się oswaja z
      terminologią.

      Zycze powodzenia na tym polu i serdecznie pozdrawiam,

      t0g
      • lolita10 Re: Droga Lolito: 17.05.05, 13:02
        t0g napisał:

        > Oj, Droga Lolito, nie pogniewaj sie - ale psycholog z Ciebie trochę taki, jak
        > ten na tym zdjęciu (skomponowanym przeze mnie z własnoręcznie wykonanych zdjęć)
        > :
        >
        > groszek.741.com/AAA/psycholog.jpg
        Zdjęcie fajne, ale twierdzenie, że ze mnie taki psycholog jak "z koziej dupy
        trąba" jest chyba trochę przesadne:( Ja i tak się nie gniewam. Rozumiem też, że
        to właściwie pretekst, by pochwalić sią tym zabawnym, własnoręcznie przez Ciebie
        skomponowanym obrazkiem. Każdemu można powiedzieć na przykład: a psycholog, a
        fizyk, a artysta, a człowiek itd... (wstawić, co się chce) jak z koziej...itd.
        Pewna pani Dziekan pewnego Wydziału Psychologii bardzo ubolewała nad tym, że nie
        studiuję psychologii, bo jak twierdziła - byłabym jej najlepszą studentką.
        Widać, że ona bardzo się myliła.
        Chociaż w zasadzie, to ja tak bardzo się nie myliłam, bo jednak przyznałeś, że
        czasami odczuwasz niemoc. To bardzo szlachetnie, że się przyznałeś i bardzo
        szlachetnie, że odczuwasz czasami tę niemoc, bo to znaczy, że nie jesteś
        troglodytą, który uważa, że jest doskonały pod każdym względem :)
        > Prawa sobie żadnego nie uzurpuję, ale będąc fizykiem z zawodu, nauczycielem
        > akademickim przekazujacym młodym ludziom wiedzę zdobytą przez krocie innych
        > fizyków, i dotego członkiem kilku organizacji zawodowych zrzeszających fizyków
        > (np. American Physical Society - której członkiem nie tak trudno zostac, nota
        > bene, więc to nie żaden specjalny splendor), czuje sie tym środowiskiem
        > związany, i tyle.
        Wiem, wiem, czytałam o tobie, również to, co wcześniej o sobie pisałeś.


        >
        > ======= Dalej piszesz: =========
        > Podobno milczenie jest złotem. Rozumiem to w ten sposób, że milczenie bije
        > najjaśniejszym blaskiem wtedy, gdy milczeniem pomijamy emocje, zwłaszcza te
        > negatywne, a ustosunkowujemy się do meritum sprawy.
        > ===== Koniec cytatu ==========
        >
        > Tu masz rację, oczywiście. Sposób, w jaki naslkkoczyłem na Bonobo (w poście,
        > który Eraster bardzo słusznie usunał) był, oczywiście, karygodny. Ale,widzisz..
        > .
        > ja jestem tylko człowiekiem....
        który bardzo szlachetnie teraz postąpił.

        > p.s. Angielskiego nie znam na tyle, by czytać artykuły o fizyce. Strasznie żału
        > ję.
        >
        > Well... To "niedociągniecie" daje się naprawić, poprzez odpowiednie wysiłki,
        > które na pewno warto podjąć.

        >
        > Ale później pracowałem nad tym angielskim i jaki jest rezultat? Jedna z
        > najczęstszych krytycznych uwag ze strony swoich studentów dotyczy mojego
        > nadmiernego gadulstwa.
        >
        > Jeden z dobrych sposobów nauki angielskiego "na własną rękę" jest czytanie
        > kryminałów i innej podobnej literatury - ale z tym, że po słownik sięgamy tylko
        > w ostateczności. Jak czegoś nie rozumiemy, próbujemy sie domyśleć znaczenia. I
        > lecimy dalej. Taka literatura ma naogół bardzo prościutka fabułe, więc domyślec
        > sie naogół łatwo. To bardzo wzbogaca słownik, bo z każdej przeczytanej książki
        > zapamiętuje sie kilka słow. A równolegle z tym mozna próbować czytać proste
        > teksty naukowe. Jest ich na Webie zatrzesienie. Przez to człowiek się oswaja z
        > terminologią.
        >
        > Zycze powodzenia na tym polu i serdecznie pozdrawiam,
        > t0g
        Dzięki za to wsparcie. Nie mam już nic do dodania, prócz tego może, że pana
        Turskiego spotkałam osobiście dwa razy. Ten drugi raz na zawodach wędkarskich
        (zdobyłam wtedy czwarte miejsce) i zrobił On na mnie wtedy miłe wrażenie.

        Moc serdeczności
        Lola
        • t0g Re: Droga Lolito: 17.05.05, 21:17
          lolita10 napisała:


          > Zdjęcie fajne, ale twierdzenie, że ze mnie taki psycholog jak "z koziej dupy
          > trąba" jest chyba trochę przesadne:( Ja i tak się nie gniewam. Rozumiem też, ż
          > e
          > to właściwie pretekst, by pochwalić sią tym zabawnym, własnoręcznie przez Ciebi
          > e
          > skomponowanym obrazkiem.

          Niezupelnie. Ten obrazek pokazywalem juz ze dwdziescia razy. Ja go skomponowalem
          specjanie na takie wlasnie okazje.


          > Chociaż w zasadzie, to ja tak bardzo się nie myliłam, bo jednak przyznałeś, że
          > czasami odczuwasz niemoc.

          Niemoc, Droga Lolitko, to ja odczuwam, owszem, ale glownie w kontaktach z
          Paniami - i nie mam sie czego wstydzic, bo w koncu moj wiek jest juz tutaj
          zrozumialym dlakazdego usprawiedliwieniem....


          > Dzięki za to wsparcie. Nie mam już nic do dodania, prócz tego może, że pana
          > Turskiego spotkałam osobiście dwa razy. Ten drugi raz na zawodach wędkarskich
          > (zdobyłam wtedy czwarte miejsce) i zrobił On na mnie wtedy miłe wrażenie.

          No nie dziwie sie, bo to przeciez facet na najwyzszym poziomie i owielkim uroku
          osobistym!

          (tylko nie daj Boze go czyms wkurzyc!
          Ja raz mial;em z nim taka przygode, kiedy, juz jako asystent na Wydziale Fizyki
          UW bralem udzial w egzaminach wstepnych, a Turski byl szefem calej komisji. Ze
          wzgledu na moj wonczas "chlopaczkowaty" wyglad, wzial mnie on za kandydata na
          studia, ktory wszedl w niewlasciwe drzwi. Okropnie na mnie naskocztyl, a ja,
          bedac osobnikiem (wonczas) niesmialym, kompletnie nie bylem w stanie wyjakac
          slowa. Dopiero po chwili jakis inny czlonek komisji mu wyjasnil, ze przeciez ja
          tez jestem wlasnie w tej komisji. No i wtedy dopiero mi siedostalo od Turskiego,
          ze jak ja moglem sobie takie "zarty" z niego stoic i nic nie mowic! A mnie wtedy
          autentycznie odebralo mowe.

          No, ale ja tamten incydent wspominalem zawsze tylko z rozbawieniem, bo na
          Turskiego sie nie mozna gniewac - no chyba, ze ktos jest glupi.
          )


          >
          > Moc serdeczności
          > Lola

          Wzajemnie, t0g
    • t0g System Ptolemejski: może "fit" to niewłaściwe... 16.05.05, 11:16
      ...określenie?

      Trochę myślałem o systemie ptolemejskim. No i zacząłem sobie wyobrażac tego
      rodzaju sytuację: mianowicie, jakiś dowcipny czarownik przenosi mnie do XIII czy
      XIV wieku, wraz z moim laptopem z kompletem moich ulubionych programów "Gnu" i
      jakims jeszcze czarodziejskim układem zasilania - tak, ze mogę sobie tego
      laptopa w tej przeszłosci używać.

      No i w tej przeszłosci zostaję nagle zawezwany przed oblicze miejscowego króla
      czy cesarza. Mówi mi on: "Słuchaj, człowieku, nasi astronomowie od ponad wieku
      systematycznie obserwują ruchy planet i mają wszystkie pozycje w tym okresie
      dokładnie spisane. Ale wciąż nie potrafia wymyśleć, jak na podstawie tych danych
      przewidywać przyszłe ruchy planet. Dobry człowieku, weź ty sie za to i opracuj
      taki model, który by tę sprawę rozwiązał. I żeby niktci w myśleniu nie
      przeszkadzał, zostaniesz zamkniety w wieży aż do czasu, gdy się z zadaniem uporasz".

      No więc jedną z metod, której mógłbym wtedy spróbować,to postarać się odtworzyć
      z pammięci system Kopernikańsko-Keplerowski i dopasować z danych okresy
      obiegu,ekscentryczność orbit, etc., i w końcu napisać odpowiedni program.

      No, ale wymyślanie na nowo całego systemu Keplera to byłaby bardzo żmudna
      robota. Więc ja prawdopodobnie bym zastosował metodę prostszą - w ogóle bym w
      mechanikę nie wchodził, tylko bym wbił te dane do komputera, po czym poddał bym
      je po prostu zwykłej analizie fourierowskiej, i tyle. Dostałbym z tego funkcje,
      które mozna by było "przedłużyc w przyszłosć", i sprawa by została rozwiązana.

      Po czym pomysłałem sobie, ze ten system ptolemejski to była w gruncie rzeczy
      taka pierwotna wersja analizy fourierowskiej. Ptolemeusz i jego nastepcy nie
      znali ani teorii szeregów czy transformat Fouriera - nawet funckji
      trygonometrycznych jeszcze nie znali - ale jednak zrobili cos w podobnym duchu.
      Ponoc z biegiem lat dodawali coraz to nowe koła, doskonaląc stopniowo opis. Po
      tysiącu lat tych kół juz bylo ponoc w modelu ponad osiemdziesiąt! Czy to nie
      było cos, jakby się zaczęlo od użycie tylko kilku pierwszych harmonik danej
      funcji, a potem dodawało się stopniowo kolejne harmoniki, żeby uzyskac coraż to
      lepszą zgodnośc "zsyntetyzowanej" funkcji z funkcja obserwowaną?

      Co myslicie o takiej interpretacji Ptolemeusza? "Flintstone Fourier analysis"?
    • kurna_felek Do mikronezji 17.05.05, 15:04
      A może jest tak (lub podobnie) ...
      Autor: mikronezja
      Data: 13.05.2005 17:
      --------------------------------------------------------------------------------
      nie ma dualizmu k-f a jest sobie foton czy elektron, którego ruchowi towarzyszy
      rozchodząca się fala którą obserwujemy (jak np. fala ciśnienia wywołana ruchem
      pocisku w powietrzu - nie ma pocisku nie ma fali - jest pocisk jest i fala) ot
      taka zmarszczka w otaczającej nas przestrzeni wywołana poruszającym się
      obiektem. W końcu przedmioty stałe poruszając się w ośrodkach ciekłych czy
      gazowych wywołują fale interferujące same nie będąc falą.
      Być może mamy znów do czynienia z jakimś fragmentem znanej teorii pominiętym
      przez przypadek, a dotyczącym zjawisk przyświetlnych i nietypowych obiektów o
      zerowej masie spoczynkowej.

      Tak sobie gdybię !
      -----------------------------------------------------------------------------
      Ciekawy i prosty sposób. Główny obiekt - korpuskularny i obok niego wywołana
      nim fala. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, bo ta fala oczywiście musi
      rozchodzić się z prędkością światła. Tylko jak tak dłużej myślę nad tym to mi
      wychodzi, że nie może ona pochodzić bezpośrednia z tej korpuskuły, bo ta by
      traciła bardzo szybko energię. To musiałby być jakiś rodzaj indukcji albo
      czegoś takiego.



      • meehow1 Re: Do mikronezji 17.05.05, 17:24
        kurna_felek napisał:

        > A może jest tak (lub podobnie) ...
        > Autor: mikronezja
        > Data: 13.05.2005 17:
        > ------------------------------------------------------------------------------
        -
        > -
        > nie ma dualizmu k-f a jest sobie foton czy elektron, którego ruchowi
        towarzyszy
        >
        > rozchodząca się fala którą obserwujemy (jak np. fala ciśnienia wywołana
        ruchem
        > pocisku w powietrzu - nie ma pocisku nie ma fali - jest pocisk jest i fala)
        ot
        > taka zmarszczka w otaczającej nas przestrzeni wywołana poruszającym się
        > obiektem. W końcu przedmioty stałe poruszając się w ośrodkach ciekłych czy
        > gazowych wywołują fale interferujące same nie będąc falą.
        > Być może mamy znów do czynienia z jakimś fragmentem znanej teorii pominiętym
        > przez przypadek, a dotyczącym zjawisk przyświetlnych i nietypowych obiektów o
        > zerowej masie spoczynkowej.
        >
        > Tak sobie gdybię !
        > -----------------------------------------------------------------------------
        > Ciekawy i prosty sposób. Główny obiekt - korpuskularny i obok niego wywołana
        > nim fala. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, bo ta fala oczywiście
        musi
        > rozchodzić się z prędkością światła. Tylko jak tak dłużej myślę nad tym to mi
        > wychodzi, że nie może ona pochodzić bezpośrednia z tej korpuskuły, bo ta by
        > traciła bardzo szybko energię. To musiałby być jakiś rodzaj indukcji albo
        > czegoś takiego.
        >
        >
        >
        >
        >
        Jest to fajna, choc dosyc oczywista proba wytlumaczenia efektu. Ma jednak spora
        wade: nie zgadza sie z doswiadczeniem.
        Klasyczne doswiadczenie z dwoma szczelinami i elektronami wyglada tak:
        wystrzeliwujemy elektrony w kierunku przegrody, w ktorej zrobiono dwie
        szczeliny. Za przegroda znajduje sie ekran, na ktorym umieszczono detektory.
        Gdyby pojedynczy elektron byl wylacznie fala (albo indukowal jakas fale
        wtorna), po jego wystrzeleniu i przejsciu fali przez szczeliny zareagowaloby
        wiele detektorow. W rzeczywistosci ZAWSZE reaguje tylko jeden detektor!
        Swiadczy to o tym, ze elektron jest malutenka czastka. Z drugiej strony, po
        wystrzeleniu wielu elektronow, detektory, ktore zareagowaly, ukladaja sie we
        wzor interferencyjny, typowy dla fali. Dlatego elektron jest jednoczesnie i
        czastka i fala.
        To samo dotyczy zreszta fotonow.
        PS. Juz polecalem na tym forum ksiazke Ledermana i Teresiego "Boska czastka".
        Czynie to jeszcze raz - mozna w niej bardzo wiele przeczytac o tym i podobnych
        efektach, a takze o stanie naszej wiedzy na temat czastek elementarnych.
        Ksiazka jest jasno i dowcipnie napisana - naprawde czyta sie bardzo dobrze.
        Polecam tez ksiazki Feynmana, a w kontekscie tej dyskusji szczegolnie broszure
        pod tytulem "QED" (chyba tak sie nazywala - nie mam jej pod reka).
        • t0g Re: Do mikronezji - Meehow dobrze mowi 17.05.05, 23:26
          Ja tez chcialem Ci zwrocic uwage na pewne wady tego modelu "pocisku wywolujacego
          fale" (choc mi sie koncepcja podoba, bo bylem na Studium Wojskowym UW szkolony
          an artylerzyste, no i z tego calego szkolenia tylko jedna jedyna rzecz mi sie
          podobala, mianowicie, sama czynnosc strzelania z armaty).

          W tym modelu, pocisk wywoluje fale, czyli jest "odpowiedzialny" za powstanie
          fali. Natomiast fala juz w zadnym stopniu nie jest "odpowiedzialna" za lot
          pocisku - nie wplywa na jego ruch, a jezeli, to w jakims minimalnym tylko
          stopniu (w przypadku pocisku armatniego, to polega glownie na hamowaniu, poprzez
          odbieranie energii kinetycznej).

          Tymczasem wszystko wskazuje na to, ze w przypadku czasetk to ta fala, ktora jest
          z ruchem czastki zwiazana, nie tylko wplywa, ale w ogole "sprawuje decydujacy
          udzial w rzadach" dotyczacych tego ruchu.

          Teraz jeszcze jedna dodatkowa uwaga. Dominujaca doktryna, ktora usiluje
          wytlumaczyc dualizm korpuskularno-falowy, jest obecnie tzw. "szkola kopenhaska".
          Tak na okao z 80% fizykow mado niej miejsze lub wieksze zastrzezenia i powazne
          watpliwosci, ale "godzi" sie na nia - czesto na zasadzie "najmniejszego zla",
          bo wszystkie inne doktryny, ktore proponowane, tez maja swoje bardzo, bardzo
          "metne" elemanty.

          Szkola Kopenhaska w wielkiej mierze powstala na gruncie mechaniki falowej,
          ktorej jednym z zasadniczych "narzedzi" jest Rownanie Schroedingera (w mechanice
          kwantowej ma ono taka sama mniej wiecej range jak rownanie F=ma w mechanice
          newtonowskiej). No i glownym "zrodlem sily" Szkoly Kopenhaskiej jest fakt, ze
          rownanie to odnosi fenomenalne sukcesy w ilosciowym opisie eksperymentow!

          Z tego wynika chyba babrdzo prawdopodobny wniosek, ze rownanie Schroedingera
          jest OK, a "jadrem problemu" jest raczej rozumienie tego, co ono samo oznacza i
          co oznaczaja wyniki otrzymywane z jego rozwiazania.

          Gdyby budowac calkowicie nowa wykladnie "od zera", to musiala by ona
          zaproponowac jakies rownanie, ktore byloby co najmniej tak samo skuteczne w
          matematycznym opisie rzeczywistosci, jak Rownanie Schroedingera.
          Jak dotad, nikomu to sie chyba jescze nie udalo (ale nie wiem, czy ktos w ogole
          probowal).

          Inna metoda - uznac, ze Rownanie Schroedingera jest OK, zaakceptowac je jako
          "skladnik fundamentu" nowej proponowanej wykladni, i probowac ja budowac na tym
          fundamencie inaczej, niz zbudowano Szkole Kopenhaska. W tym kierunku poszedl
          Bohm ze swoja "Bochmowska mechanika" (co do Everetta i jego "teorii wielu
          rownoleglych swiatow", ktora m. in. Bonobo bardzo lansuje, to nie za bardzo sie
          orientuje, jak ona sie odnosi do Schroedingera).

          (ja uzywam terminu "rownanie Schroedingera" w sensie umownym, bo w
          rzeczywistosci nalezy mowic o czyms ogolniejszym, co sie po polsku chyba nazywa
          "zagadnienie stanu wlasnego" - np. do spinow i momentu pedu w ogole w mechanice
          kwantowej juz sie z rownaniem Schroedingera jako takim nie podchodzi, tylko robi
          sie to troche inaczej. Rownanie Schroedingera to w istocie tylko rownanie stanow
          wlasnych operatora energii, czyli tzw. Hamiltonianu, ale jest jeszcze masa
          innych waznych operatorow w calej mechanice kwantowej).

          Nawiasem mowiac, "spojrzenie z boku" na fizyke przez kogos, kto jest
          nie-fizykiem moze czasem przyniesc bardzo ciekawe owoce. Tak bylo np. z panem
          onazwisku Dirac, jednym z najwybitniejszych "ojcow" mechaniki kwantowej. Dirac
          szkolil sie na inzyniera-mechanika bodajze, fizykiem wcale ponoc zostac nie
          zamierzal. Nadmiar rak do pracy w jego dziedzinie inzynierii tylko sklonilgo
          dopojscia na studia doktoranckie z fizyki. No i wtedy wpadly mu w reke artykuly
          mlodego adeprta fizyki z Niemiec, niejakiego Wernera Heisenberga, ktory
          dopatrzyl sie jakichs prawidlowosci matematycznych w stanach energetycznych
          atomu wodoru i cos usilowal z tego wymodzic. Dirac natychmiast zobaczyl, co
          "jest grane" - to, z czym Heiseberg nieporadnie sie babral, to byly dialania na
          macierzach po prostu. Dowcip polegal na tym, ze 100 lat temu uwazano, ze
          fizykowi algebra macierzy jest zupelnie niepotrzebna, bo i do czego? Wiec jej w
          ogole nie uczono na wydzialach fizyki. Tymczasem, w owym czasie juz istniala
          bardzo rozbudowana teoria sprezystosci i wytrzymlasci materialow, wktorej
          zasadnicza role odgrywaja tensory, a to przeciez sa takie macierze. Wiec
          studenci na wydzialach mechanicznych politechnik przechodzili przez bardzo
          porzadne kursa algebry macierzy!

          Jak powiadasz, Mikronezjo, jestes inzynierem-elektronikiem - wiec opowiedzialem
          tu o Diracu, by cie zachecic do rozmyslan o fizyce. Moze tez, dzieki swemu
          "swiezemu spojrzeniu z boku", tez cos ciekawego dostrzezez, jak kiedys Dirac?

          Serdeczne pozdrowienia, t0g
          • meehow1 Strasznie sie ciesze, ze mnie doceniono ;-)) 18.05.05, 19:07
            No, wreszcie mnie ktos docenil ;-) Mam jednak jeszcze kilka dodatkowych
            komentarzy.

            > Inna metoda - uznac, ze Rownanie Schroedingera jest OK, zaakceptowac je jako
            > "skladnik fundamentu" nowej proponowanej wykladni, i probowac ja budowac na
            tym
            > fundamencie inaczej, niz zbudowano Szkole Kopenhaska. W tym kierunku poszedl
            > Bohm ze swoja "Bochmowska mechanika"

            O ile sie orientuje, malo ktory z fizykow akceptuje obecnie poglady Bohma. Bohm
            twierdzil, ze w rzeczywistosci kazda czastka ma dokladnie okreslone parametry -
            polozenie, predkosc itp. - czyli tzw. "zmienne ukryte", a tylko obserwator nie
            moze ich wyznaczyc za pomoca zadnego doswiadczenia. Wydaje mi sie (choc moge
            sie mylic - nie jestem specem od kwantow), ze eksperyment Wheelera z opoznionym
            wyborem daje wyniki niezgodne z pogladami Bohma, natomiast zgodne z
            interpretacja szkoly kopenhaskiej - a moze jeszcze dalej idace...

            > Nawiasem mowiac, "spojrzenie z boku" na fizyke przez kogos, kto jest
            > nie-fizykiem moze czasem przyniesc bardzo ciekawe owoce. Tak bylo np. z panem
            > onazwisku Dirac, jednym z najwybitniejszych "ojcow" mechaniki kwantowej. Dirac
            > szkolil sie na inzyniera-mechanika bodajze, fizykiem wcale ponoc zostac nie
            > zamierzal. Nadmiar rak do pracy w jego dziedzinie inzynierii tylko sklonilgo
            > dopojscia na studia doktoranckie z fizyki. No i wtedy wpadly mu w reke
            artykuly
            > mlodego adeprta fizyki z Niemiec, niejakiego Wernera Heisenberga, ktory
            > dopatrzyl sie jakichs prawidlowosci matematycznych w stanach energetycznych
            > atomu wodoru i cos usilowal z tego wymodzic. Dirac natychmiast zobaczyl, co
            > "jest grane" - to, z czym Heiseberg nieporadnie sie babral, to byly dialania
            na
            > macierzach po prostu.

            Z tego, co wiem, sens fizyczny z mechaniki macierzowej Heisenberga zrobil nie
            Dirac, ale Max Born. Dirac natomiast, stosujac przeksztalcony przez siebie
            formalizm Heisenberga, uczynil rownanie Schrodingera zgodne ze szczegolna
            teoria wzglednosci. Z rownania Diraca wynika wiele konsekwencji, np. istnienie
            antymaterii. Pisalem o tym na tym forum w innym poscie
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=23776247&a=23943286
            ale przeszedl czegos zupelnie niezauwazony ;((
            Nie dezawuowalbym tak Heisenberga - z tego, co wiem, do swojej zasady
            nieoznaczonosci doszedl zupelnie sam! A zasada nieoznaczonosci dla "normalnie
            myslacych" to dopiero pelna schizofrenia - przy niej dualizm korpuskularno-
            falowy to maly pikus ;)
            Niestety, musze na teraz skonczyc rozwazania i wyjsc na miasto.
            Pozdr.
            • t0g Re: Strasznie sie ciesze, ze mnie doceniono ;-)) 18.05.05, 23:06
              meehow1 napisał:

              > .... - nie jestem specem od kwantow), ...

              Tosmy sie dobrali. Ja zdecydowanie tez nie. "Znam sie" na kwantach o tyle, ze
              musialem pare razy, z powodu brakow kadrowych w naszym wydziale, zastepczo
              uczyc kursu podobnego do "Pierwszych Kwantow", ktory bralem na studiach na
              Wydziale Fizyki UW w zamierzchlej przeszlosci. Gdyby nie to, to kto wie, czy
              bym w ogole do podrecznikow pozniej zagladal?


              > ze eksperyment Wheelera z opoznionym
              > wyborem daje wyniki niezgodne z
              > pogladami Bohma, natomiast zgodne z
              > interpretacja szkoly kopenhaskiej – a
              > moze jeszcze dalej idace...
              >
              A wiesz, to ciekawe, ze przypomniales o tym - moze warto by ludziom
              opowiedziec, bo nie kazdy moze wie o tym "opoznionym wyborze"?
              Jakis czas temu pytalem moich kolegow, ktorzy robia interferometrie neutronowa,
              czy przypadkiem nie mysleli o takim samym eksperymencie z neutronami. Bylby
              moim zdaniem zdecydowanie bardziej "spektakularny", niz ten ze swiatlem.
              Powiedzieli wtedy, ze owszem ,planuja, tylko nie zaraz. Bylo to z 7-8 lat temu.
              Musze teraz zapytac, czy cos zrobili, bo to byloby niezmiernie ciekawe!

              Interferometria neutronowa (podobnie jak z promieniami X) jest o tyle ciekawa,
              ze, jesli przyjac interpretacje kopenhaska, to jeden i ten sam neutron "leci po
              dwoch torach" ktore sa odlegle od siebie o cale centymetry, a nie o mikrony,
              jak w przypadku dwoch szczelin. Jest to jednak dziedzina bardzo "egzotyczna" i
              nawet niewielu fizykow o niej cos blizszego wie. Ja wiem tylko dlatego, ze
              swoje rzeczy robie przy reaktorze, a zaraz obok ludzie robia interferometrie.


              > Z tego, co wiem, sens fizyczny z mechaniki macierzowej Heisenberga zrobil nie
              > Dirac, ale Max Born.

              Bardzo mozliwe, ja pisalem "z glowy", moglem cos pokrecic.

              > Nie dezawuowalbym tak Heisenberga -

              Absolutnie nie mialem takiej intencji - dla Heisenberga mam przeogromny
              szacunek, to jedna z najjasniejszych gwiazd na firmamencie kwantowej fizyki. A
              jedna z formul, ktore ja najczesciej wypisuje, jest slynny Heisebergowski
              Hamiltonian opisujacy oddzialywania wymienne pomiedzy atomami magnetycznymi.
              Bo magnetyzm (w substancjach) to moja dziedzina, a dopoki Heisenberg sie nie
              pojawil, pochodzenie magnetyzmu materialow pozostawalo zagadka. Nic dziwnego -
              tych zjawisk nie mozna po prostu wytlumaczyc na gruncie fizyki klasycznej.

              Co do zasady nieoznaczonosci, to w wielu podreczniakch QM, nawet takich na dosc
              zaawansowanym poziomie, to pojawia sie ona tak troche na zasadzie: "Jak
              stwierdzili uczeni radzieccy..." (oczywiscie to przenosnia! Nawiazalem tylko do
              stylu, w ktorym podawano w latach wczesnego PRL-u informacje, ktore uczen czy
              student mial przyjac "na wiare"). Nam na studiach Birula-Bialynicki pokazal,
              jak to sie wyprowadza "z zasad pierwszych" i to zrobilo na mnie ogromne
              wrazenie, pamietam. Wiec jak przyszlomi samemu uczyc tych kwantow, to
              odszukalem to wyprowadzenie (co nie bylo wcale latwe - znam tylko dwa
              podreczniki, gdzie autorzy uznali za stosowne je przytoczyc) i pokazuje
              studentom.

              A wracajac do Heisenberga - byl niewatpliwie geniuszem, raz tylko mu sie
              zdarzyla powazna pomylka, kiedy oszacowal mase krytyczna U235 na ok. 1000 kg.
              Nigdy sie jednak juz nie dowiemy, czy to byl rzeczywiscie blad, czy "blad"
              popelniony z rozmyslem.

              Pozdrowienia, t0g
              • meehow1 Re: Strasznie sie ciesze, ze mnie doceniono ;-)) 19.05.05, 01:16
                t0g napisał:

                >"Znam sie" na kwantach o tyle, ze
                > musialem pare razy, z powodu brakow kadrowych w naszym wydziale, zastepczo
                > uczyc kursu podobnego do "Pierwszych Kwantow", ktory bralem na studiach na
                > Wydziale Fizyki UW w zamierzchlej przeszlosci. Gdyby nie to, to kto wie, czy
                > bym w ogole do podrecznikow pozniej zagladal?

                To i tak "w tym temacie" (jak mowia polscy politycy) jestes o wiele lepszy ode
                mnie. Ja przez pewien czas grzebalem sie w astrofizyce teoretycznej -
                wewnetrzna struktura gwiazd i te rzeczy (nawet osiagnalem na tym polu jakies
                sukcesy, ale rozne zakrety zyciowe spowodowaly, ze juz sie tym bezposrednio nie
                zajmuje). Kiedy musialem uwzglednic jakis proces kwantowy, bralo sie gotowy
                wzor z ksiazeczki ;)
                Na studiach mialem bardzo negatywny stosunek do mechaniki kwantowej.
                Podejrzewam, ze nie dojrzalem wtedy jeszcze do pozbycia sie nalecialosci
                myslenia klasycznego. W kazdym razie do egzaminu z kwantow podchodzilem kilka
                razy ;) Guess who was my teacher?...


                > A wiesz, to ciekawe, ze przypomniales o tym - moze warto by ludziom
                > opowiedziec, bo nie kazdy moze wie o tym "opoznionym wyborze"?

                Na pewno warto rozpropagowac informacje o tym eksperymencie, bo malo kto - poza
                specjalistami - o nim slyszal. A konsekwencje sa rzeczywiscie nadzwyczaj
                ciekawe... Nie jestem tylko pewien, czy nalezy to zrobic na tym forum, bo cos
                czuje, ze wszyscy inni dyskutanci jakos "wymiekli" i poza nami dwoma nikt juz
                tego nie czyta.

                > Musze teraz zapytac, czy cos zrobili, bo to byloby niezmiernie ciekawe!

                Zrob to koniecznie!

                > A wracajac do Heisenberga - byl niewatpliwie geniuszem, raz tylko mu sie
                > zdarzyla powazna pomylka, kiedy oszacowal mase krytyczna U235 na ok. 1000 kg.
                > Nigdy sie jednak juz nie dowiemy, czy to byl rzeczywiscie blad, czy "blad"
                > popelniony z rozmyslem.

                Rzeczywiscie, trudno powiedziec. Chociaz wiadomo, ze Heisenberg wyglaszal
                wyklady dla wysoko postawionych osobistosci w rezimie hitlerowskim o mozliwosci
                wytworzenia w reaktorze jadrowym plutonu potrzebnego do skonstruowania bomby
                atomowej. Niektorzy swiadkowie jego wizyty u Bohra w Kopenhadze w 1941 roku
                twierdza, ze chelpil sie niemieckimi zwyciestwami.

                Pozdrawiam, Meehow
                • t0g Prof. Werle? 19.05.05, 03:08
                  meehow1 napisał:

                  > W kazdym razie do egzaminu z kwantow podchodzilem kilka
                  > razy ;) Guess who was my teacher?...
                  >

                  Jeśli mówisz "Guess who?" to chyba dajesz do zrozumienia, ze też studiowałes na
                  Hożej?

                  No to ja zgaduję:
                  Nieboszczyk prof. Werle?

                  To było w jego stylu.
                  O zmarłych nie należy mówić źle, ale on miał lekkiego.... no, już nie mówmy
                  dokładnie co miał lekkiego. Jeden z moich młodszych kolegów załamał sie po
                  siódmym razie. Był wybitnie uzdolnionym eksperymentatorem. Na szczęście to w
                  nim doceniono.

                  Ja miałem szczęście, bo Werle wykładał co drugi rok i ja trafiłem w okienko
                  akurat. Potem brałem Drugie Kwanty i wykładał nieboszczyk Białkowski, który
                  wyśrubował kurs na niebotycznie wysoki poziom, ale nie robił złosliwości.

                  >
                  > > A wiesz, to ciekawe, ze przypomniales o tym - moze warto by ludziom
                  > > opowiedziec, bo nie kazdy moze wie o tym "opoznionym wyborze"?
                  >
                  > Na pewno warto rozpropagowac informacje o tym eksperymencie, bo malo kto -
                  poza
                  >
                  > specjalistami - o nim slyszal. A konsekwencje sa rzeczywiscie nadzwyczaj
                  > ciekawe... Nie jestem tylko pewien, czy nalezy to zrobic na tym forum, bo cos
                  > czuje, ze wszyscy inni dyskutanci jakos "wymiekli" i poza nami dwoma nikt juz
                  > tego nie czyta.
                  >
                  > > Musze teraz zapytac, czy cos zrobili, bo to byloby niezmiernie ciekawe!
                  >
                  > Zrob to koniecznie!
                  >
                  > > A wracajac do Heisenberga - byl niewatpliwie geniuszem, raz tylko mu sie
                  >
                  > > zdarzyla powazna pomylka, kiedy oszacowal mase krytyczna U235 na ok. 1000
                  > kg.
                  > > Nigdy sie jednak juz nie dowiemy, czy to byl rzeczywiscie blad, czy "blad
                  > "
                  > > popelniony z rozmyslem.
                  >
                  > Rzeczywiscie, trudno powiedziec. Chociaz wiadomo, ze Heisenberg wyglaszal
                  > wyklady dla wysoko postawionych osobistosci w rezimie hitlerowskim o
                  mozliwosci
                  >
                  > wytworzenia w reaktorze jadrowym plutonu potrzebnego do skonstruowania bomby
                  > atomowej. Niektorzy swiadkowie jego wizyty u Bohra w Kopenhadze w 1941 roku
                  > twierdza, ze chelpil sie niemieckimi zwyciestwami.
                  >
                  > Pozdrawiam, Meehow
                  • t0g Re: Prof. Werle? 19.05.05, 03:09
                    Przepraszam, wysłało mi się za wczesnie. Tego tekstu ponizej mojego juz mialo
                    nie byc.

                    Serdecznie pozdrawiam, t0g.
                  • meehow1 Re: Prof. Werle? 19.05.05, 17:32
                    Nie, nie Werle - wlasnie Birula! ;) Jego wyklad byl dla mnie zbyt abstrakcyjny.
                    Od razu zaczal od wypisywania jakichs operatorow, hamiltonianow, a mnie trudno
                    w tym bylo odnalezc zwiazek z fizyka. Natomiast rok pozniej (w koncu trzeba
                    bylo te kwanty zaliczyc!) chodzilem na wyklad Pokorskiego. Ten wykladal
                    mechanike kwantowa "po bozemu" zaczynajac od prostokatnej studni potencjalu i
                    atomu wodoru. Potem, rzecz jasna, tez doszedl do tych hamiltonianow i macierzy.
                    Z jego ujecia lepiej widzialem, po co sie to wszystko robi.
                    Pozdrawiam, Meehow
                    • t0g Sam pamietam szok, ktory przezylem na samym pocza- 19.05.05, 20:15
                      tku wykladow Biruli.

                      Jak ja bralem te kursa, to bozyszczem wszystkich fizykow, "zywa ikona", byl
                      Feynman i kazdy ambitny teoretyk chcial zostac nie tyle moze Zweisteinem (drugim
                      Einsteinem), ale Drugim Feynmanem to na pewno.

                      Wyklad Biruli byl przematematyzowany i czlowiek w ogole slabo rozumial, jaki to
                      ma kontakt z fizyczna rzeczywistoscia.

                      Birula osiagnal pozniej apogeum rozpasania w ksiazce wlasnie poswieconej
                      feynmanowskiej elektrodynamice kwantowej. Wzniosl sie na takie wyzyny i tak
                      szastal matematyka najciezszego kalibru, ze ksiazka ta zostala uznana za prawie
                      nieczytelna... Przez kogo? Przez fachowcow w dziedzinie. Dla niefachowcow byla
                      zdecydowanie nieczytelna.

                      Szkoda, ze Birula, ktory mial tyle kultu dla Feynmana, nie mial szansy sie
                      dowiedziec, jak Feynman UCZY. Slynne "Wyklady z Fizyki" pojawily sie dopiero
                      jakis czas po tym, jak on wykladal nam kwanty.

                      Ja gdzies w Warszawie mam jeszcze notatki z tamtego wykladu, musze odszukac.

                      Jednak chyba mimo wszysdtko Birula (zwany przez nas "Piwo") byl lepszy od Werlego.

                      Z Pokorskim mialem raz cwiczenia - on byl jeszcze magister wtedy, ale zaraz
                      potem obronil doktorat. Bardzo szybko tez zlozyl prace habilitacyjna. Na
                      pierwszym kolokwium habilitacyjnym polegl... Za czyja sprawa? Biruli wlasnie.
                      Ten go rozlozyl pytaniami i Rada orzekla, ze kandydat nie odpowiedzial na nie
                      poprawnie. Przebieg kolokwiow habilitacyjnych nie byl jawny, ale nie wszyscy
                      profesorowie "trzymali buzie na klodke" i sprawa stala sie publiczna tajemnica
                      na drugi dzien. Pamietam, ze bylo mi Pokorskiego zal, bo pamietalem go z cwiczen
                      jako osobnika wymagajacego, ale przyzwoitego wobec studentow.

                      Pokorski pozniej wyrosl na duza gwiazde. Jego porazka przy pierwszym podejsciu
                      do kolowium habilitacyjnego (po roku byla powtorka i zdal) to dla mnie jeszcze
                      jeden argument, ze habilitacja jest szkodliwym reliktem przeszlosci i jak
                      najszybciej nalezy z tego archaizmu zrezygnowac.


                      • meehow1 Re: Sam pamietam szok, ktory przezylem na samym p 20.05.05, 00:29

                        > Wyklad Biruli byl przematematyzowany i czlowiek w ogole slabo rozumial, jaki
                        to
                        > ma kontakt z fizyczna rzeczywistoscia.

                        Mialem dokladnie takie samo wrazenie. Obawiam sie, ze "przematematyzowanie" to
                        ogolna bolaczka nauczania fizyki na polskich uczelniach. Kilka razy zaczynalem
                        chodzic na wyklady z ogolnej teorii wzglednosci (na moim kierunku nie byl to
                        przedmiot obowiazkowy, ale chcialem sie czegos wiecej na ten temat dowiedziec).
                        Za kazdym razem wymiekalem po kilku wykladach, bo byla to czysta matematyka,
                        ktora miala sie dopiero przydac gdzies pod sam koniec calego cyklu. Myslalem,
                        ze tak trzeba i to tylko ja jestem zbyt tepy, by cokolwiek z tego zrozumiec,
                        dopoki nie zobaczylem podrecznika Misnera, Thorne'a i Wheelera "Gravitation".
                        Autorzy caly czas mowia o fizyce, a formalizm matematyczny wprowadzaja
                        stopniowo w miare potrzeb.


                        > Szkoda, ze Birula, ktory mial tyle kultu dla Feynmana, nie mial szansy sie
                        > dowiedziec, jak Feynman UCZY. Slynne "Wyklady z Fizyki" pojawily sie dopiero
                        > jakis czas po tym, jak on wykladal nam kwanty.

                        Kiedy ja sluchalem Biruli, wyklady Feynmana juz byly przetlumaczone na polski.
                        Jak widac, niewiele mu to pomoglo ;) Rzeczywiscie, wyklady Feynmana to klasyka.
                        Podobno jego audytorium stanowili glownie doktoranci i mlodzi pracownicy
                        naukowi, a nie studenci pierwszych dwoch lat, dla ktorych formalnie ten cykl
                        byl przeznaczony. Wcale sie temu nie dziwie - dzieki wykladom Feynmana mozna
                        znacznie glebiej spojrzec na fizyke.

                        > Pokorski pozniej wyrosl na duza gwiazde. Jego porazka przy pierwszym
                        podejsciu
                        > do kolowium habilitacyjnego (po roku byla powtorka i zdal) to dla mnie jeszcze
                        > jeden argument, ze habilitacja jest szkodliwym reliktem przeszlosci i jak
                        > najszybciej nalezy z tego archaizmu zrezygnowac.

                        To jest bardzo typowe podejscie - starac sie przygwozdzic doktoranta lub
                        habilitanta za wszelka cene... Na moim egzaminie doktorskim w komisji byli
                        specjalisci z roznych dziedzin i kazdy z nich zadawal szczegolowe pytania ze
                        swojej, mimo ze zagadnienia te z tematem rozprawy wiazaly sie bardzo luzno (lub
                        wcale). Pamietam, ze po tym egzaminie mialem straszny niesmak. Byl to jeden z
                        powodow, dla ktorych postanowilem dalsza kariere naukowa robic za granica (co
                        mi sie przez pewien czas zupelnie niezle udawalo), zeby tylko uniknac kolejnych
                        nieprzyjemnosci zwiazanych z procedura habilitacyjna.

                        Pociesza mnie troche fakt, ze podobno Wilhelm Wien (ten od prawa przesuniec
                        Wiena) chcial na egzaminie doktorskim oblac Heisenberga, gdyz ten nie znal
                        szczegolow dzialania baterii elektrycznej ;)

                        Na takich egzaminach najlepiej wypadaja osoby blyskotliwe, a glebsza wiedza nie
                        zawsze jest potrzebna. Kiedys na dzien przed swoim egzaminem doktorskim
                        przyszla do mnie kolezanka z prosba, bym jej krotko opowiedzial o rzeczach,
                        ktorymi sie wowczas zajmowalem. Nie miala o tym zadnego pojecia, a nie
                        wiedziala, o co beda ja pytac. Strescilem jej temat w jakichs pieciu zdaniach.
                        Nastepnego dnia jeden z egzaminatorow zachwycal sie, jak wspaniale wypadla.
                        Zorientowalem sie, ze ona po prostu powtorzyla te kilka zdan, ktore dzien
                        wczesniej ode mnie uslyszala! Wplotla je inteligentnie w odpowiedz, mimo ze
                        pytanie dotyczylo czegos zupelnie innego. Chyle czola przed jej blyskotliwoscia!
                        • t0g No tak, Drogi Meehowie, teraz zaraz się doszukamy 20.05.05, 10:26
                          ...kroci wspólnych znajomych! Tak, żeby zacząć, to ja kończyłem w niesławnym
                          roku 1968... A poźniej na Hożej dotrwalem aż do stanu wojennego.
                • kurna_felek Re: Strasznie sie ciesze, ze mnie doceniono ;-)) 19.05.05, 10:14
                  >>Nie jestem tylko pewien, czy nalezy to zrobic na tym forum, bo cos
                  czuje, ze wszyscy inni dyskutanci jakos "wymiekli" i poza nami dwoma nikt juz
                  tego nie czyta.<<
                  Czytają, czytają! A przynajmniej ja czytam. Uświadamiacie mi moją ignorancję,
                  więc co ja mam się odzywać, ale ciekawie jest. I czytam. :)
      • t0g Felku: osoczewce i wspolczynniku zalamania 18.05.05, 01:23
        ...o ktorych wspomniales. Akurat niezle te sprawy rozumiemy na grucie teorii
        falowej i umiemy dobrze policzyc i wspolczynnik zalamania i to, jak on sie
        zmienia z dlugoscia fali. Tu trzeba zastosowac Rownania Maxwella, to raz, a po
        wtore, teorie wibracji sieci krystalicznej, o ile sie to robi dla ciala
        krystalicznego. Bo siwatlo, fala elektromagnetyczna, rozchodzi sie w osrodku, w
        ktorym rozchodza sie z kolei fale mechaniczne, zwane "fononami". I ich tez
        dotyczy dualizm korpuskularno-falowy, zeby bylo smieszne! W szkle matematyczne
        "ugryzienie" problemu jest trudniejsze, bo z tymi drganiami machanicznymi sprawa
        sie komplikuje, ze wzgledu na brak dobrze uporzadkowanej struktury atomowej. Ale
        tez sie to robi.

        Problem jest taki, ze jedne rzeczy potrafimy zrozumiec na gruncie teorii
        falowej, a inne na gruncie teorii korpuskularnej. Czyli musimy, w zaleznosci od
        sytuacji, "przeskakiwac" z jednego modelu na drugi. Sek jednak w tym, ze
        zasadniczo to przeskakiwanie nie prowadzi do sprzecznosci. Na przyklad takiej,
        ze jakies zagadnienie daje sie "ugryzc" na OBA sposoby i otzymujemy wtedy dwa
        zasadniczo rozne rozwiazania. NIESTETY, tak sie nie dzieje!

        Dlaczego niestety? Bo gdyby tak bylo, to byloby dobrze - dawalo by to jakis
        "punkt zaczepienia". Mozna by sie wtedy zaczac zastanawiac, co jest zrodlem
        takiej rozbieznosci i byc moze z doglebnej analizy takiego zjawiska by wynikl
        wreszcie jakis spojny model, ktory by oba, k i f, polaczyl. Niestety,
        Matka-Natura jest zlosliwa i nie chce nam podsunac takiego "kaska".

        (Dygresja: zauwaz, ze nawet pojedyncze zjawisko moze stac sie nader obfitym
        zrodlem nowej wiedzy: tak bylo z promieniowaniem ciala doskonale czarnego.
        Ludzie sobie lamali nad nim glowe i lamali, az w koncu Max Planck zastosowal
        pewna sztuczke w obliczeniach, ktora przyniosla nieoczekiwanie bogaty plon - od
        niej sie zaczela cala mechnika kwantowa! Planck, nota bene, poswiecil potem ze
        dwadziescia lat zycia, probujac sie wyprzec ojcowstwa, bo uwazal, ze to byl
        "bekart". Koniec dygresji).

        Taka "schizofrenia" z pewnoscia jest irytujaca. Ale gdy sie obcuje z fizyka prze
        dluzszy czas, to czasem czlowiek osiaga taki stan, ze "umie z tym zyc". Innymi
        slowy, nabiera sie wprawy w decydowaniu o tym, czy dane zagadnienie trzeba
        "ugryzc" od "strony korpuskularnej", czy od "strony falowej". No dobrze - mozna
        powiedziec, ze to jest tylko "rzemieslnicza bieglosc". Tak - ale ta bieglosc
        zdecydowanie pomniejsza irytacje.

        Ja to mniej wiecej chcialem powiedziec, kiedy na poczatku sie wyrazilem, ze
        dualizm k-f juz tak bardzo nie bulwersuje fizykow, jak kiedys. No i nich bedzie,
        ze tylko przez to, ze osiagnelismy bieglosc w "rzemiosle", a nie w rozumieniu.

        Serdecznie pozdrawiam, t0g
        • kurna_felek Re: Felku: osoczewce i wspolczynniku zalamania 18.05.05, 11:57
          Czyli nie pozostaje dla takich jak ja nic innego, jak pochylić głowę i pójść
          czytać romanse. ;)
          (co do tej soczewki to chodziło mi o to ,co sprawia, że światło się załamuje,
          siły jakieś, oddziaływania)
          PS. Powoli (niektórzy powiedzą, że za wolno) czuję się jak ten gość, co nie
          wiedział, gdzie te kunie siedzą w lokomotywie co pociąg ciągną.
          • t0g Re: Felku: osoczewce i wspolczynniku zalamania 18.05.05, 18:58
            kurna_felek napisał:

            > Czyli nie pozostaje dla takich jak ja nic innego, jak pochylić głowę i pójść
            > czytać romanse. ;)
            > (co do tej soczewki to chodziło mi o to ,co sprawia, że światło się załamuje,
            > siły jakieś, oddziaływania)
            > PS. Powoli (niektórzy powiedzą, że za wolno) czuję się jak ten gość, co nie
            > wiedział, gdzie te kunie siedzą w lokomotywie co pociąg ciągną.

            Sam fakt zalamania mozna akurat bardzo prosto wytlumaczyc i na gruncie falowym,i
            korpuskularnym. Bede tylko potrzebowal zrobic pare prosciutkich szkicow,
            wskanowac je, i wsadzic na portal groszek.741.com, zeby Ci to jasno pokazac. Daj
            mi prosze dzien na to, bo dzis akurat mam potworny "mlyn".

            Jest przy tym taka smieszna sprawa, ze teoria falowa prawidlowo tlumaczy
            obserwowane efekty w szkle, wodzie etc. przy zalozeniu, ze swiatlo w tych
            osrodkach porusza sie wolniej, niz w prozni czy powietrzu. Korpuskularna teoria
            na odwrot - zeby swiatlo sie zalamywalo "w dobra strone", to swiatlo musialo by
            w tych osrodkach ZWIEKSZYC predkosc. Dlaczego - stanie sie to dla Ciebie
            oczywiste, jak zobaczysz moje rysunki.

            Kiedy w XIX wieku zdolano zmierzyc predkosc swiatla w w wodzie i szkle i okazala
            sie ona mniejsza niz w powietrzu, to byl to jeden z kolejnych "powaznych
            knock-downow" dla teorii korpuskularnej w wydaniu Newtona.
          • lolita10 Re: Felku: osoczewce i wspolczynniku zalamania 19.05.05, 14:38

            Do kurna_felka!

            kurna_felek napisał:
            > (co do tej soczewki to chodziło mi o to ,co sprawia, że światło się załamuje,
            > siły jakieś, oddziaływania)

            Znalazłam ciekawy wykład z optyki. Chyba wiele wyjaśnia.

            www.phys.uni.torun.pl/~andywojt/wyklady/wyklad1/wyklad1.html
          • t0g Felus, tu jest,jak KORPUSKULARNA teoria... 21.05.05, 06:01
            ...tlumaczy zlamanie na granicy osrodkow. Na trzech stronach z rysunkami.

            groszek.741.com/Fizyka/felek1.JPG
            groszek.741.com/Fizyka/felek2.JPG
            groszek.741.com/Fizyka/felek3.JPG
            Zabawne jest to, ze tak samo, jak w teorii falowej, otrzymuje sie, ze stosunek
            sinusow kata padania i zalamania jest rowny stosunkowi predkosci w w obu osrodkach.

            Tyle, ze jest drobny szkopul...
            Przy padaniu z powietrza do wody, teoria falowa mowi:

            sinus(kat padania)/sinus(kat zalamiania) = (V w powietrzu)/(V w wodzie).

            Z teorii korpuskularnej, jak wyjasnione jest na tych rysunkach, wynikalo by cos
            wrecz odwrotnego:

            sinus(kat padania)/sinus(kat zalamiania) = (V w wodzie)/(V w powietrzu).

            Poniewaz kat zalamaniea jest w takim przypadku, jak wiadomo, mniejszy od kata
            padania - teoria korpuskularna utrzymywalaby, ze predkosc swiatla w wodzie jest
            WIEKSZA niz w powietrzu.

            Newtona to nie bulwersowalo, bo nie mial zadnego sposobu na to, by zmierzyc
            predkosc swiatla w wodzie. A w jego teorii, opartej w calosci na mechanice,
            mozna bylo wymyslec doskonale argumenty na to, ze swiatlo w osrodku PRZYSPIESZA.

            Rysunek wyjasniajacy zalamanie na gruncie teorii falowej zamieszcze wktrotce,
            jak go... narysyje.

            Serdecznie pozdrawiam, t0g
    • t0g Swietny artykul o fotonach 21.05.05, 06:18
      W tym linku, ktory podalem wczesniej:

      www.osa-opn.org/abstract.cfm?URI=OPN-14-10-49
      naprawde bardzo warto przeczytac piaty z kolei artykul (na str. 18).

      Jest tam bardzo duzo ciekawych faktow. M. in. autorzy wyjasniaja, co sie daje
      wytlumaczyc na gruncie teorii falowej, bez potrzeby wprowadzania pojecia fotonu.
      Jednym z tych zjawisk jest... efekt fotoelektryczny! Podreczniki ugruntowaly
      nas w przekonaniu, ze zjawisko fotoelektryczne to koronny dowod na istnienie
      fotonu i w ogole to przypadek, kiedy swiatlo ukazuje wylacznie swa
      "korpuskularna twarz". Einstein tak to zinterpretowal. Ale nie mail racji, bo
      zjawisko fotoelektyczne znakomicie daje sie wyjasnic przy zalozeniu, ze fala
      elektromagnetyczna jest ciagla. Robi sie to przy pomocy tzw. teorii zaburzen w
      mechanice kwantowej, w jej wariancie "zaburzenia zaleznego od czasu". Jest to
      calkiem proste i standardowo robi sie to jako cwiczenie na kursie tzw.
      "Pierwszych kwantow".

      Einstein po prostu tej teorii jeszcze nie mogl znac, bo rozwiniweto ja ze
      dwadziescia lat pozniej...

      Z tym, ze oczywiscie fotony istnieja - Einstein po prostu uznal za dowod ich
      istnienia cos, co JESZCZE dowodem nie bylo. Po prostu mial nosa! "Prawdziwy"
      dowod to chyba bylo dopiero Zjawisko Comptona.
      • kurna_felek Re: Swietny artykul o fotonach 25.05.05, 14:58
        Ooooooooo jeszcze raz dzięki Ci za zaangażowanie. Rysuneczki i tłumaczenie są
        bardzo fajne. Teraz przebijam się przez ten artykuł. Trochę mi to zajmnie, bo
        mój angielski jest taki sobie. Ale o dziwo nie taki najgorszy skoro czytam i
        rozumiem. Tylko trwa to trochę długo.
        A wracając do rysunków. Na studiach z fizyki miałem dwóch wykładowców - jeden
        tłumaczył jak w podstawówce - rysunki były na tablicy od przymiaru, dokładne i
        kolorową kredą. Uważaliśmy to za potwarz. W następnym semestrze dostaliśmy
        innego. Tego najlepiej scharakteryzowałaby jedynie teoria chaosu. Nie dość, że
        tłumaczył mętnie (i tylko białą kredą ;) ) to jeszcze mnóstwo dygresji było po
        drodze. Twoje rysunki i pismo przypomniały mi tego pierwszego.
        Jeszcze raz dzięki.
        • t0g Drogi Felku: 26.05.05, 08:50
          Ciesze sie, ze moj elaborat okazal sie pozyteczy. Druga czesc, o wytlumaczeniu zalamania na gruncie
          teorii falowej, jest juz gotowa, jutro to wskanuje i tez zawiesze na Groszku.

          Co do rysunkow - jest takie madre chinskie powiedzenie: jeden rysunek moze powiedziec tyle, co
          tysiac slow. Ja uwazam to za bardzo madre. Dodalem jeszcze od siebie: jeden dobry ANIMOWANY
          rysunek potrafi powiedziec tyle, co 10 000 slow. Ja swego czasu bylem entuzjasta stosowania
          animowanej grafiki komputerowej w nauczaniu fizyki, a poniewaz nie bylo do tego programow, sam je
          robilem. Niestey dzis juz ten entuzjazm we mnie opadl. W tej chwili juz sa dobre programy, ale trzeba
          sie nauczyc, jak je uzywac - a ja juz na to nie zdolalem wygospodarowac czasu.

          Gdyby te moje rysunki dotyczace zalamania jeszcze "zaanimowac", to bylyby na pewno jeszcze duzo
          fajniejsze!

          Serdecznie pozdrawiam, t0g
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka