Dodaj do ulubionych

etykieta jezykowa

18.05.05, 18:51
Mam pytanie.
Jak odbieracie rozmowy po polsku czy w innym niepowszechnie zrozumialym
jezyku wsrod ludzi w pracy? Glupio mi troche bylo jak zamienilem kilka zdan z
koleznaka, ktora pozniej przepraszala anglojezycznych ludzi dookola za to ze
rozmawialismy tak, ze inni nas nie rozumieli.
Mysle, ze inna sprawa to rozmowy na jakims oficjalnym spoktaniu, seminarium,
etc - wtedy uzycie polskiego czy jakiegos innego niepowszechnego jezyka moze
byc odbrane jako niegrzeczne. Ale na korytarzu, mimo ze wobec innych, chyba
nie. Jak uwazacie?
pozdr,
Kk
Obserwuj wątek
    • kot.behemot Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 19:05
      Uważam, że należy używać angielskiego zawsze, jeśli w zasięgu słuchu mamy ludzi
      których znamy, z którymi pracujemy, a którzy polskiego nie znają. Głupio bym się
      czuł wyłączając ich.
      • broch Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 19:14
        zgadza sie, dobre wychowanie nakazuje aby rozmawiac po angielsku w miejscu pracy.
        • staua Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 20:16
          Zgadzam sie. Niemniej zlapalam sie na tym, ze o ile w Szwajcarii rozmowy toczyly sie glownie po
          angielsku (a inne jezyki to byl niemiecki i francuski, ktore kazdy i tak znal, na tyle, ze rozmawiajacy w
          nich wiedzieli, ze zrozumie, czy nie mowia przypadkiem o nim), to tutaj, wsrod mowiacych bez ustanku
          po chinsku Chinczykow i Hindusow w hindi, zaczynam mowic po polsku do tych paru polskich
          znajomych, ktorych spotykam, po prostu dlatego, ze widze, ze nikogo to nie obchodzi.
          • broch Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 21:17
            hmmm.. podejrzewałem że "chiński" argument się pojawi.
            Tyle że ja nie robię tego dla Chińczyków. Z przerażeniem parzę na moich polskich
            kolegów jedzących z stylu amerykańskim (tzn jedna ręka pod stołem (nie dociekam
            co tak robi)). Nie krytykuję kultury amerykańskiej bo jest po prostu inna, dle
            mnie jednak takie naśladownictwo świadczy o dość cienkiej warstewce kultury
            wyniesionej z Polski (domu/szkoły/itp). W wypadku Chińczyków warto podkreślić
            dwie rzeczy:
            1. wielokrotnie zniszczyli własną kulturę (ostatnio Rewolucja Kulturalna)
            2. Ci którzy przyjechali z Chin to ludzie właśnie bez kultury (parz pt. 1), nie
            z ich własnej winy, ale nie uznam ich za przykład.

            Dla mnie ważna jest pewna tradycja i nawet jeśli żaden
            Amerykanin/Chinczyk/Hindus tego nie rozumie, ja nie postępuję w określony sposób
            dla nich, tylko dla siebie (z szacunku dla tego czego nauczono mnie w
            domu/Polsce). Oczywiście jedna rzecz jest istotna: moje obyczaje kulturalne nie
            powinny obrażać moich gospodarzy (Amerykanów).
            • ex-rak Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 22:22
              Po polsku, gdy nie ma innych osob, ktore moga brac udzial w rozmowie lub czuc
              sie w jakis sposob nieswojo. A poniewaz nie mam zbyt duzo takich okazji w
              pracy, wiec po anielsku. Tylko jeden kolega pochodzenia polskiego tutaj
              urodzony. Z nim po angielsku, ale od czasu do czasu pare zdan po polsku. Tak
              dla odgrzania korzeni i rozbudzenia swiadomosci.
            • kot.behemot Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 22:39
              > 1. wielokrotnie zniszczyli własną kulturę (ostatnio Rewolucja Kulturalna)
              > 2. Ci którzy przyjechali z Chin to ludzie właśnie bez kultury (parz pt. 1), nie
              > z ich własnej winy, ale nie uznam ich za przykład.

              Potwierdzam. Kontynent to, generalnie, straszne buractwo. Ale uwaga: warto się
              oprzeć generalizowaniu. Spotkałem parę osób z Tajwanu i Hong Kongu - trudno
              byłoby znaleźć sympatyczniejszych i lepiej wychowanych ludzi.
              • staua Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 23:29
                Potwierdzam z kolei ten Tajwan. Bardzo duza roznica w kulturze, Tajwanczykow znam bardzo dobrze
                wychowanych i grzecznych.
            • staua Re: etykieta jezykowa 18.05.05, 23:27
              No wlasnie u mnie takie obyczaje nie obrazaja nikogo :-) To raczej ja jestem nieustannie zszokowana
              sposobem jedzenia (amerykanski juz opisales, ostatnio kolega z Kanady powiedzial mi, ze wie, ze jak
              pojedzie do Europy, to bedzie musial przytrzymac sobie kotlet widelcem w lewej rece, pokroic nozem
              trzymanym w prawej, potem ODLOZYC noz i PRZELOZYC widelec do reki prawej; chinskim z
              mlaskaniem, jak smaczne, ogolnym glosnym odbijaniem sie wszystkim po jedzeniu itd.). W
              laboratorium nie rozmawiam po polsku (mam jedna kolezanke z Polski i moglabym, teoretycznie), ani
              na spotkaniach, towarzyskich takze, oczywiscie, w mieszanym towarzystwie, ale jesli spotkam kogos z
              Polski na korytarzu czy przed budynkiem, to tak (za rzadko sie to zdarza i mam malo okazji, zeby
              porozmawiac z kims we wlasnym jezyku - przypomne, ze w domu takiej okazji nie mam).
              Staram sie nie obrazac nikogo, ale czasem chyba obrazaja sie za to, ze ja sie czuje urazona, jak ktos
              udaje, ze mnie na korytarzu nie widzi, a jak cos potrzebuje, to tego samego dnia przychodzi i jest mily.
              To jest dla mnie hipokryzja, z ktora spotkalam sie tylko tu.
              Ten temat (obyczajowych roznic) mozna dlugo ciagnac, chyba jest to zreszta roznica Europa vs reszta
              swiata, choc Koekast pytal tylko o jezyk i o Anglie :-)
              • broch Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 00:06
                Mnie nie szło o widelce i obyczaje (napisałem wcześniej że nie krytykuję, dodam
                że nie krytykuję ponieważ sznuję innych obyczeje) tylko o "Naszych" którzy się
                "amerykanizują" a było to w kontekscie faktu iż Chińczycy często (bez reguły,
                ale Ci kontynentalni) źle się zachowują, a "Nasi" robią czsto podobnie. Taka
                hmmm "parabola" :)
                Mam ewentualnie pretensje do "Naszych". "Niewidzenie" idzie pewnie w parze.

                W związku z czym ciąg myślowy jest nastepujący:
                mowienie po polsku w towarzystwie -> brak kultury -> przejmowanie złych (bo
                powinno się pielęgnować własne, a nie dlatego że generalnie złe) obyczajów =
                brak kultury. Ergo mówienie po polsku w towarzystwie które jest objawem braku
                kultury. Stąd diagram ... ufff :)
                • staua Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 00:10
                  A ja chcialam swoim postem przekazac glownie, ze jestem szczesliwa, majac mozliwosc porozmawiania
                  po polsku. Zgadzam sie z Toba, ze lepiej nie odchodzic od norm kulturalnych i tego, co nam w domu
                  wpojono, szanujac wlasne zasady. Niemniej sa chwile, kiedy odstepstwo od zasad przynosi radosc :-)
                  • broch Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 02:05
                    "Niemniej sa chwile, kiedy odstepstwo od zasad przynosi radosc"
                    Pewnie, grzeszki są zawsze przyjemne :)
    • kot.behemot Wyjątek 18.05.05, 23:00
      Ale kusi mnie, przyznam, żeby dać kiedyś seminarium po łacinie. A co, naukowcy
      powinni łacinę znać i gał nie wytrzeszczać! Sęk w tym, że sam jej nie znam.
      Burak ze mnie, liceum zrobiło ze mnie technokratę. Ale kiedyś się może nauczę,
      jak nie będę miał nic innego do roboty, bo pomysł na dowcip szkoda by było
      zmarnować. :)
      • koekast Re: Wyjątek 19.05.05, 10:25
        Wiesz, Behemot, moi koledzy w Belgii dziwili sie, ze ja traktuje lacine jak
        zabytek - wszysy tam mieli ja w szkole i uwazali zgodnie, ze jest przydatna jako
        podstawa uczenia sie jezykow nowozytnych.
        A pomysl na dowcip jest niezly - jak bedziesz mial to seminarium daj znac... :)
        Kk
    • koekast Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 10:20
      Dziekuje za odpowiedzi. Troche "wyszedlem na buraka" jak to sie w Stolycy mowi
      ;) , no ale sama moja rozmowczyni juz to mi swoim zachowaniem na miejscu
      zasugerowala. Wiem, ze gdzies jest granica luznych kontaktow do ktorej wypada
      mowic po polsku, moze ja mam ja troche obnizona. Choc srodowisko naukowe jest na
      tyle luzne, ze ludzie sie nie obrazaja - i bdb.

      A co do przykladu Chinczykow i Hindusow radosnie rozmawiajacych po swojemu w nie
      rozumiejacych ich towarzystwie - ja spotkalem sie raczej z tym w wykonaniu
      Francuzow, Wlochow czy Niemcow...
      pozdrowienia,
      Kk
      • staua Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 16:24
        Dla mnie europejskie jezyki sa OK, ale tamtych po prostu nie rozumiem zupelnie, a jednak przykre jest
        uczucie, ze ktos mowi o tym, ze jestem beznadziejna, a ja siedze metr od niego i sie milo usmiecham
        :-)
        Z chinskiego nauczylam sie dwoch slow przez dwa lata, sluchajac tych rozmow. Z francuskiego
        naprawde w takim samym czasie skorzystalam duzo wiecej (nie uczac sie formalnie, bo zaczelam duzo
        pozniej i wtedy docenilam, jak duzo sie nauczylam sluchajac mojego owczesnego technika :-))
    • smia Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 19:17
      powiem tak, krotko i zwiezle:
      przyjedzcie, Panie i Panowie, do Niemiec.
      wtedy zobaczycie, jaka tu panuje etykieta.
      na poczatku nie mowilam i nie rozumialam po niemiecku (teraz tylko "nie
      mowie" ;-)), i bywaly okazje, nie tylko towarzyskie, kiedy NIKT nie powiedzial
      slowa w jezyku Szekspira.
      no i co?
      teraz mam z kim pogadac po polsku, w pracy i jak najbardziej o pracy. i robie
      to. szczerze mowiac, ani przez chwile nie przyszlo mi do glowy, zeby poczuc sie
      nieswojo z tego powodu...
      gdyby przy mnie mowiono po angielsku, nie byloby sprawy, ja tez bym na ten
      jezyk przechodzila, a tak, coz, ja tez chce miec cos z zycia, nawet jesli jest
      to 10 minut rozmowy w ojczystym jezyku.
      • staua Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 19:25
        Slyszalam o tym, ze w Niemczech Niemcy mowia po niemiecku i chca, zeby cudzoziemcy najlepiej jak
        najszybciej sie niemieckiego nauczyli (slyszalam to akurat od osoby, ktora bardzo dobrze sie w koncu
        nauczyla, wiec nie byla to pretensja, a obserwacja)
        • smia Re: etykieta jezykowa 20.05.05, 09:02
          cos w tym jest.
          dla mnie to jest przejawem braku szacunku. bo jesli ja jedna nie rozumiem, i
          jade z grupa na letnie retreat, i po kolacji gramy w gry ...jezykowe (a te jak
          wiadomo wymagaja pewnej gimnastyki nawet od native speakerow), to jest
          oczywiste, ze (a)ja jestem z tego wylaczona, bez wzgledu na to, co by inni nie
          mowili (graj, graj, nauczysz sie), (b)kompletnie sie mnie lekcewazy jako osobe.
          dodam, ze nie mam tendencji do bycia pepkiem swiata.
          mam nature przekorna, jesli potraktowano mnie w taki sposob kilka razy, to
          mowienie po niemiecku bedzie ostatnia rzecza, jaka zrobie w tym labie. (i
          zrobie, jak juz sie obronie, he he, mam czas...)
          moim zdaniem "oni" sa w wiekszosci, wiec to ze nie rozumieja, kiedy rozmawiam z
          kolezanka po polsku przez 10 minut, to jest nic, w porownianu z tym, jak ja sie
          czulam, kiedy bylam jedyna osoba, ktora nie brala udzialu we wspomnianej grze.
          dodam, ze bez mozliwosci wstania od stolu (bo by sie obrazili, i mowili ze sie
          izoluje).

          akurat trafilo na moj wrazliwy punkt, czyli sprawy jezykowe... wczesniej tak
          tego nie postrzegalam, dopiero po przyjezdzie do niemiec.
    • true_blue Re: etykieta jezykowa 19.05.05, 19:50
      Wystarczy, ze ktos kto nie mowi po polsku zbliza sie do mnie i moich polskich
      znajomych przechodzimy na inny jezyk. Wlasciwie nie mamy z tym problemu. No
      chyba, ze rozmawiamy na nasze sprawy osobiste, przez chwile (na przyklad ktos
      wpada do kogos do labu zamienic 3 slowa). Wszystko to bierze sie z chyba z tego,
      ze kazdy z nas przezyl dosc ciezko pierwsze chwile, gdy Szwajcarzy rozmawiali
      sobie po francusku nie zwracajac na nas uwagi. No ale nie musimy popelniac ich
      bledow, prawda?
      Pozdr.
    • mssm81 Re: etykieta jezykowa 02.07.05, 08:48
      U mnie powszechnie rozumianym jezykiem w pracy jest japonski i rownie powszechnie uzywanym. To,
      co mozna wybaczyc studentom (bo jakos nie wyobrazam sobie na przyklad, zeby na polskich
      uczelniach studenci mowili po angielsku), w przypadku wykwalifikowanej kadry naukowej jest
      nietaktem conajmniej. A tym bardziej, jesli wszystkie seminaria sa w jezyku dla nas niezrozumialym.
      Rozumiem, ze nalezy szanowac obca i w tym wypadku dosc orientalna kulture, jednak jesli angazuje sie
      zagranicznych postdocow, czy badaczy ogolnie, jezyk angielski jest koniecznoscia! Poza tym wedlug
      mnie powinien byc to jedyny uzywany jezyk w tzw. komunikacji naukowej. Oczywiscie, moge nauczyc
      sie i japonskiego, co robie z przyjemnoscia, ale praca naukowa powinna byc priorytetem. A co maja
      zrobic niektorzy postdocy, ktorzy srednio co 2 lata zmieniaja kraj i miejsce pracy?!
      • ex-rak Re: etykieta jezykowa 02.07.05, 15:06
        Biorac pod uwage aktywnosc naukowa (liczba publikacji i patentow), nie wiem czy
        to my nie powinnismy zaczac wladac chinskim lub japonskim.
        Takze uwazam, ze wewnetrzne dyskusje, seminaria, wyklady powinny byc
        prowadzone w jezyku narodowym. Nic w tym zlego. Chocby ze wzgledu na studentow.

        A postdocy? Oni przeciez wybieraja sobie dany kraj i to oni w wyborze powinni
        to przewidywac i sie dostosowac. Nie w odwrotna strone.

        Co innego z publikowaniem prac na forum miedzynarodowym. Tak tutaj angielski.
        Jak ktos chce moze w jezyku wlasnym, ale to chyba strata czasu (mialem kiedys
        taka dyskusje na forum).

        Postdocy nie powinny srednio co 2 lata zmieniac kraju, tylko po 2 latach
        osiasc. Zaczac wlasna kariere naukowa, lub zaprzedac dusze ''diablu''.

        • lukasz97 Re: etykieta jezykowa 05.07.05, 04:59
          ex-rak napisał:
          >
          > Postdocy nie powinny srednio co 2 lata zmieniac kraju, tylko po 2 latach
          > osiasc. Zaczac wlasna kariere naukowa, lub zaprzedac dusze ''diablu''.

          chemik po tych 2 latach wylazi... ;o) na biologiach molekularnych i
          wszelkich im pokrewnych takie tempo jest raczej niespotykane. na
          tzw patrzy sie jeszcze krzywym okiem, ale 3-4 letnie postdoczenie
          to normalka. a formalnie uczelnie pozwalaja status postdoca utrzymac
          przez nawet 5 lat...

          l

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka