Dodaj do ulubionych

Za bardzo akademicki

27.07.05, 05:51
Parę dni temu zwolniono w mojej firmie kolegę. Spotkało się to z dość dużym
szokiem wśrόd grona. Nie tylko dlatego że Alex był jedynym żywicielem
rodziny. Głόwnie dlatego że pracował więcej niż niemal wszyscy, był dobrze
wykształcony, bardzo inteligentny, wnikliwy i sprawny, teoretycznie i
praktycznie. W badaniu problemόw był dokładny, znacznie bardziej niż
ktokolwiek inny w naszym otoczeniu. Gdyby pracował na uczelni, jego
publikacje byłyby godne uwagi. W naszej grupie jednak jego wyniki nie wnosiły
wiele nowego, a przynajmniej w stopniu oczekiwanym od Ph.D. Alex pracował
sam, głόwnie dlatego że taki miał styl: własne pomysły i własny sposόb ich
realizacji. Tempo pracy naszej grupy jest dość szybkie z wieloma
eksperymentami, czasami nie do końca przemyślanymi, ale najczęściej wnoszącymi
coś nowego. Naukowość pracy polega głownie na stosowaniu metody naukowej ze
stosunkowo prostymi a nawet trywializowanymi konceptami chemii i naszej
dziedziny przemysłowej (“in the box”). Alex wychodził poza “box”.

W ocenie szefa, Alex był za bardzo akademicki, zbyt powolny. Jego wkład w
działalność grupy był za mały, niewspόłmierny z wysokością pensji. W naszym
języku można by powiedzieć: niski ROI (return on investment). W mojej własnej
ocenie, mimo że Alex był ponad grupą, w zasadzie był poniżej grupy, albo na
jej uboczu. Mimo dobrych zdolności komunikacyjnych, jego komunikacja z grupą
była słaba. W zasadzie można powiedzieć, że Alex z wyboru miał niską
"zdolność" komunikacji. Decyzja szefa, mimo że szokująca, wydaje się dobra
choćby dlatego że usprawniła grupę w sensie organizacyjnym. To że Alex był
dobry nie wystarczyło w środowisku gdzie liczy się zespόł. Wiem, że Alex
uważał że pewne nasze problemy naukowo-techniczne są o fundamentalnym
znaczeniu, że wymagają większej uwagi, i że to zaowocuje w przyszłości.
Odszedł z tą swoją racją.

Piszę o tym tak z refleksji, bo mi ten przypadek bardzo namacalnie pokazał
pewne rόżnice między badaniami na uczelni i w przemyśle. Jeszcze w szkołach
będąc słyszałem, że na uczelni raczej robi się dokładnie i tak długo jak
trzeba, a w przemyśle wystarczy w miarę dobrze byle szybko. Wiem, że to
zależy gdzie. Przemysł może rόwnież oznaczać badania podstawowe. W bardziej
pokrewnych mi dziedzinach są np. takie ośrodki jak IBM T.J. Watson Research
Center albo Lucent Bell Labs, ktόre bardzo przypominają ośrodki akademickie.
U nas z kolei jest tak, że eksperymenty w laboratorium mogą wpłynąć na kasę w
tym samym kwartale. Rolę Ph.D. widzę jako kogoś kto z jednej strony czuwa,
aby eksperymenty i projekty realizowane w grupie miały sens, wyłapuje istotne
szczegόly w wynikach, i uczestniczy w wytyczaniu kierunków na poziomie
technicznym (szef jest organizatorem, nie badaczem). Wszystko w ramach
działalności zespołu.
Obserwuj wątek
    • kot.behemot Re: Za bardzo akademicki 27.07.05, 06:59
      Wynika z tego, że szef świadomie odrzucił szansę na powstanie w jego zespole
      rozwiązań "out of the box". Cóż, jego sprawa (i akcjonariuszy), jeśli chce firmą
      robiącą biznes na nauce zarządzać jak Wal-Martem. O podobnych sprawach
      dyskutowaliśmy kiedyś w tym wątku:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15562&w=23645796&a=23889973
      • koekast Re: Za bardzo akademicki 27.07.05, 13:09
        Z opisu przypadek wyglada faktycznie na problem szefa, ktory nie
        umial "zagospodarowac" pracownika o innym podejsciu, temperamencie,
        tempie pracy, ale wartosciowego. Jesli wasza grupa moze sobie
        pozwolic na wysylanie takich ludzi w kosmos, bo beda nowi, to
        faktycznie cos nietypowego.
        Bo normalnie ludzi brakuje i szefowie robia rozne sztuczki
        (i od tego sa!) zeby doktorantow i postdokow odpowiednio "zaprzac"
        i motywowac.
    • ex-rak Re: Za bardzo akademicki 27.07.05, 13:44
      Za mna tez idzie taka fama. Za bardzo akademicki (robi to co nowe, interesujace
      dla niego rzeczy, ale nie bardzo zgodne z biezacymi potrzebami firmy). Lecz
      kolejni moi szefowie szybciutko przyznaja sie ze taka opinia to zupelna
      nieprawda. Fakt, ze lubie raczej pracowac szybko i praca na nowy pomyslami mnie
      znacznie bardziej motywuje. Zasadniczo nie jestem zaprzysieglym perfekcjonista.
      Czasami rzeczywiscie trzeba podejsc do problemu porzadnie, ale nie zawsze.
      Optymalizacje moge zostawic innym lub na deser. Chyba ze jest to optymalizacja
      typu efekt vs. czas.

      • kot.behemot Re: Za bardzo akademicki 27.07.05, 19:33
        Jeśli wyrzucili perfekcjonistę, to ma to pewien sens. Jeśli wyrzucili kogoś
        zdolnego do innowacji, choćby Z POZORU mniej produktywnego, to pożałują.
        Przykład: dr X samiutki natłucze 50 związków. Dr Y zrobi w tym czasie dwie
        syntezy, ale te syntezy to dopracowanie metod, z których potem korzystają młodsi
        pomagierzy. Który jest bardziej produktywny? Niestety, opinia, że X, jest
        spotykana całkiem często.

        • ex-rak Re: Za bardzo akademicki 27.07.05, 20:19
          Perfekcjonisci tez sa potrzebni i jest dla nich miejsce. Wszystko zalezy od
          problemu. I do kazdego problemu trzeba podchodzic indywidualnie. Czasami
          efektywniej jest natluc 50 zwiazkow niz optymalizowac asymetryczna synteze
          czegos, chocby bardzo wydumanego, ale z dosc znacznym prawdopodobienstwem
          nieaktywnego. A gdy jeden z tej 50 okaze sie godny uwagi, to wtedy powaznie
          trzeba pomyslec o wiekszym perfekcjonizmie.
          • kot.behemot Re: Za bardzo akademicki 27.07.05, 21:15
            Temat trochę dryfuje, ja w poprzednim poście byłem adwokatem podejścia: Y
            "przeciera szlaki" syntezując dwa związki, potem pomagierzy syntezują 200
            pochodnych. X syntezuje sam 50, więc, tak naprawdę, dla firmy to Y jest bardziej
            przydatny, mimo, że w liczbach X natworzył więcej.

            Ale, jak się rzekło, temat zdryfował, z powrotem w stronę podejścia do chemii
            medycznej.

            > efektywniej jest natluc 50 zwiazkow niz optymalizowac asymetryczna synteze
            > czegos, chocby bardzo wydumanego, ale z dosc znacznym prawdopodobienstwem
            > nieaktywnego.

            Frank Jensen, "Introduction to Computational Chemistry", Preface, p. xiv
            "There are an estimated 10^200 (dziesięć do potęgi 200) molecules with a
            molecular weight less than 850."
            Jeśli więc przywołujemy kwestię prawdopodobieństwa, to podejście typu
            synteza-screening jest najkrótszą drogą do czegos nieaktywnego. Z naukowego
            punktu widzenia bardziej się opłaca najpierw racjonalnie wydumać, co ma szansę
            działać, bo z syntezowaniem analogów do screeningu jest jak z wierszykiem
            Tuwima: "choćby przyszło tysiąc atletów, i choćby każdy zjadł tysiąc kotletów, i
            choćby nie wiem, jak się wytężał, to nie udźwigną, taki to ciężar!".

            Oczywiście, przemysł (choć nie tylko!) tkwi w paradygmacie zatrudniania 1000
            atletów i robienia analogów. Ale bądźmy szczerzy: syntezuje się to, co
            zsyntezować łatwo, a nie to, co zsyntezować warto. Wiem, bo mamy taką dyskusję o
            antybiotykach aminoglikozydowych z pewnym bardzo dobrym i bardzo sympatycznym
            chemikiem medycznym - szefem grupy. On jest zwolennikiem podejścia
            rozpowszechnionego w ciągu ostatnich kilkunastu lat: nasyntezować i
            przetestować. I Jego grupa produkuje, nie można powiedzieć. Związki i
            publikacje. Haczyk w odporności drobnoustrojów. Mają enzymy, które modyfikują i
            dezaktywują aminoglikozydy (kinaza kanamycyny, na przykład). Jak popatrzysz na
            strukturę kanamycyn, neomycyn itp., to są tam dwa pierścienie cukrowe neaminy i
            taki czy inny, konformacyjnie niestabilny "ogon". "Ogon" jest się w stanie
            dopasować i do RNA, i do kinazy. Moje rozwiązanie: rzucić w diabły syntezę
            kolejnych analogów z merdającym "ogonem", zsyntezować raz a dobrze cząsteczkę z
            usztywnioną konformacją, pasującą tylko do RNA. Rozwiązanie logiczne, ale
            niekompatybilne z paradygmatem, bo taka synteza jest trudniejsza i lepiej jednak
            nasyntezować analogów, bo a nuż...

            W taki sposób chemik medyczny zostaje sprowadzony do roli li tylko
            chemika-syntetyka. Jednego z "tysiąca atletów".
            • ex-rak Re: Za bardzo akademicki 27.07.05, 21:59
              kot.behemot napisał:

              > Temat trochę dryfuje, ja w poprzednim poście byłem adwokatem podejścia: Y
              > "przeciera szlaki" syntezując dwa związki, potem pomagierzy syntezują 200
              > pochodnych. X syntezuje sam 50, więc, tak naprawdę, dla firmy to Y jest
              bardzie
              > j
              > przydatny, mimo, że w liczbach X natworzył więcej.


              Nie tak nie jest. Bardziej przydatnym jest ten, ktory jest bardziej efektywny.
              I nie chodzi tu o liczbe zrobionych analogow. A i robienie tychze analogow
              (usztywnionych czy tez nie) nie zwalnia od myslenia.

              Ale na razie tyle, musze leciec bo mi basenisko zamkna i nie zdaze sie dzis
              utopic.
              • broch Re: Za bardzo akademicki 28.07.05, 21:10
                "Jeśli więc przywołujemy kwestię prawdopodobieństwa, to podejście typu
                synteza-screening jest najkrótszą drogą do czegos nieaktywnego. Z naukowego
                punktu widzenia bardziej się opłaca najpierw racjonalnie wydumać, co ma szansę
                działać, bo z syntezowaniem analogów do screeningu jest jak z wierszykiem
                Tuwima: "choćby przyszło tysiąc atletów, i choćby każdy zjadł tysiąc kotletów, i
                choćby nie wiem, jak się wytężał, to nie udźwigną, taki to ciężar!"."

                Obie metody sa (chyba) nieco przestarzale :)
                od tego sa bazy danych, pozwalajace na ustalenie struktury aktywnego zwiazku, w
                leczeniu okreslonej choroby. Tego typu db nie sa tanie, ale jesli firme stac na
                oplaty, zysk moze przewyzszac koszta znacznie.
                Dwa lata temu mielismy prezentacje takiego podejscia. W ciagu trzech lat firma
                zglosila kilkakrotnie wiecej nowych patentow aktywnych substancji (leczniczych)
                niz wynosi srednia ilosc takich zgloszen w Stanach i Europie. Ostatecznie wyszlo
                na to ze opisana metoda przynisi b. duze korzysci finansowe.

                Z jednej strony, opisany przez zalozyciela postu przypadek przypomina mi moja
                sluzbe wjskowa po AM. Po zadaniu kilu istotnych pytan na ktore nasz oficer
                odpowiedziec nie potrafil, uslyszelismy komentarz ze z tymi studentami to zawsze
                klopot.
                Z drugiej strony na Akademii mozna pozwolic sobie na "wyrzucanie" pieniedzy.
                Nikt nie mysli o wdrozeniach, liczy sie pomyslowosc. Przemysl poszedlby z
                torbami przy takiej gospodarce. Bez watpienia wiec, jest to kwestia kompromisu
                obu stron: przemysl to nie akademia, ale przemysl moze z akademii skorzystac.
                • ex-rak Re: Za bardzo akademicki 29.07.05, 02:22
                  Broch,

                  bazy danych kosztuja, patenty kosztuja. Gdzie te korzysci? Chyba ze to dla
                  licencji.

                  Moja firma musi rezygnowac z utrzymania czesci patentow, bo jest to za drogie.
                  Owszem, wysyla sie duzo roznych zgloszen, ale tylko w te co maja szanse
                  powodzenia inwestuje sie dluzej.


                  Wirtualny screening mniej kosztuje, a moze dawac wieksze prawdopodobienstwo
                  trafienia. Tyle, ze do tego potrzeba troche danych.
                  Jesli znasz strukture domeny wiazacej danej proteiny, struktury zwiazkow
                  aktywnych z literatury czy patentow to wydumanie (wyliczenie, wymodelowanie)
                  czegos aktywnego nie jest az takim problemem. Schody zaczynaja sie pozniej lub
                  w innym miejscu.

                  Roznica pomiedzy nami jest taka, ze ja mam dostep do danych ze screeningu i
                  wiem jak bogatym i uzytecznym zrodlem moze byc. Bo dostep do baz danych maja
                  wszyscy, literature wszyscy czytaja, wiec w efekcie wszyscy rozumowo dochodza
                  do podobnych rezultatow. Screening jest dodatkowym (ale nie jedynym)
                  narzedziem, dajacym z pewna doza szczescia dostep do czegos zupelnie nowego.
        • staua Behemot 28.07.05, 16:09
          czy moj post byl nieodpowiedni, uznales go za zaczepny?
          • kot.behemot Re: Behemot 28.07.05, 18:46
            staua napisała:

            > czy moj post byl nieodpowiedni, uznales go za zaczepny?

            ???
            Nie mam pojęcia, o co chodzi. Jaki post?
            • ex-rak Re: Behemot 28.07.05, 18:51
              Musial byc tak zaczepny, ze sam ze wstydu wyparowal.
              • kot.behemot Re: Behemot 28.07.05, 18:57
                Za działanie oprogramowania Forum nie odpowiadam. Ja, od początku, wywaliłem
                chyba tylko jeden spam, plus parę własnych postów, traktując to jako narzędzie
                edycji. Żeby zrobić porządek z mrocznymi podejrzeniami - staua, od teraz masz
                uprawnienia administratora. Po zalogowaniu widzisz wywalone posty (jako
                przekreślone tematy).
                • staua Re: Behemot 28.07.05, 19:00
                  Hej, nie musze, naprawde - tylko spytalam, bo nic w tym poscie nie bylo, oprocz tego, ze nie byl na
                  temat, w ktorym rozwinela sie dyskusja (powtorzylam tresc ponizej). Nie dawaj mi zadnych uprawnien,
                  sam jestes swietnym administratorem, a ja mam paranoje, przepraszam jeszcze raz!
                  • kot.behemot Re: Behemot 28.07.05, 19:03
                    A jak mnie ciężarówka z mlekiem przejedzie, to co? Niech będzie jeszcze jeden
                    admin, na wszelki wypadek. :)
                    • staua Re: Behemot 28.07.05, 19:10
                      Hm. Tez racja.
              • staua Re: Behemot 28.07.05, 18:59
                Sorry...
                napisalam cos w tym watku i widzialam to wczoraj, a teraz nie ma (?). Przepraszam za
                posadzenie o cenzure! Chodzilo mi o to, ze motywy do wyrzucenia Alexa mogly byc nie tylko takie, do
                jakich otwarcie przyznal sie szef, to byla jego oczywista wada (czy tez cecha), ta "akademickosc" i to
                zostalo wykorzystane, a kto wie, jak bylo naprawde. Dobry manipulator mogl tego po prostu uzyc jako
                pretekstu.
                No i jeszcze - zastanawiam sie, jakie byly motywy samego Alexa do pracy w przemysle, bo skoro byl
                inteligentny, chyba wiedzial, jakie ma predyspozycje... czyzby tylko pieniadze? Gdyby daleko zaszedl w
                akademii, tez moglby niezle zarabiac. A moze to idealista, ktory chcial zmienic biotech :-) No i ciekawe,
                co teraz z nim bedzie...
                Tak mi dala do myslenia ta historia....
                • kot.behemot Przemysł i predyspozycje 28.07.05, 19:12
                  > No i jeszcze - zastanawiam sie, jakie byly motywy samego Alexa do pracy w przem
                  > ysle, bo skoro byl
                  > inteligentny, chyba wiedzial, jakie ma predyspozycje... czyzby tylko pieniadze?

                  Naukę powinno się robić tak samo w przemyśle i na uniwersytecie. Pieniądze są
                  ważne, a dodatkowym czynnikiem jest brak obowiązku uczenia, co niektórzy uważają
                  za atrakcyjne (ja, na przykład). Nie to, że nie możnaby prowadzić jednego
                  wykładu, ale praktyka jest taka, że trzeba prowadzić kilka i jeszcze prace
                  studentów oceniać.
                  • staua Re: Przemysł i predyspozycje 28.07.05, 19:31
                    Lubie uczyc. Ale nie az tak, zeby z tego nie zrezygnowac, jak trafi sie cos atrakcyjnego...
                    Chodzilo mi o to, ze skoro Alex lubil wlasnie dlugo zastanawiac sie nad problemem nie przynoszacym
                    korzysci firmie (jak to rozwazacie wyzej) to dlaczego nie wybral do tego akademii (pytanie jest
                    retoryczne, oczywiscie, bo kto moze znac jego motywacje, moze wszystkim kierowal przypadek...)
                    • kot.behemot Re: Przemysł i predyspozycje 28.07.05, 19:40
                      Różne są korzyści. Są korzyści widoczne natychmiast (nasyntezowanie 50
                      analogów), są i korzyści długoterminowe (opracowanie nowej metody syntezy, na
                      przykład). Znając życie podejrzewam, że oceniono go używając kryterium
                      natychmiastowych korzyści. Oczywiście, uważam takie podejście za niekorzystne
                      dla firmy, choć rozpowszechnione.
                      • ex-rak Re: Przemysł i predyspozycje 29.07.05, 01:33
                        Pod warunkiem, ze pracownik firmy M nie spedza wiekszosci czasu opracowywujac
                        interesujaca synteze leku firmy P za pieniedze firmy M. Tutaj to raczej widze
                        straty dlugofalowe.

                        Czasami wpadasz na jakis pomysl. Pokusa typu nowa rekacyjka. Mozna zrobic pare
                        eksperymetow do tabelki, nasmarowac pare stron do czasopisma, spedzic z miesiac-
                        dwa pracujac nad tym. Zostac pierwszym autorem, byc cytowanym, zapraszanym itd.
                        Jesli ta reakcyjka w jakis sposob rozwiazuje palacy firmowy problem badawczy to
                        swietnie. Dostaniesz medal. Ale jesli robisz to wylacznie dlatego, ze jest dla
                        ciebie ''interesujace'', a nie ma przelozenia, to wtedy wywazanie korzysci
                        wyglada inaczej.


                        Problem moim zdaniem w tym, ze zadna firma mnie moze zajmowac sie wszystkim.
                        Trzeba sie skoncentrowac na celu, ktory chce sie osiagnac. Myslenie ''out of
                        box'' jest jak najbardziej w porzadku, o ile nie jest za bardzo odjazdowe (w
                        dziedziny zupelnie nie zwiazane). Trzeba uzywac innowacyjnego myslenia po to,
                        aby zamierzony cel osiagnac jak najszybciej, najlepiej, najtaniej i w
                        nowatorski sposob.

                        Odloty w odmienne stany naukowosci po prostu rozpaszaja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka