Gość: r39
IP: *.ifpan.edu.pl
16.11.05, 20:16
Mam nadzieję, że na tym kongresie zajmowano się także
poważniejszymi problemami. A przynajmniej, że zaprezentowano
także drugą stronę medalu: można w sobie przecież wyhodować
brak tej mitycznej empatii. Świadomie i celowo. Jesteśmy
na dobrej drodze: wiele matek dobrze wiedząc,że maluch się
cokolwiek potłukł, i nawet widząc, że starł sobie kolano do
krwi mówi mu, żeby przestał płakać, bo przecież "nic wielkiego
się nie stało". Zamiast bezsensownie roztkliwiać się nad
sobą i ofiarą łapią się raczej za bandaż i coś do dezynfekcji.
Wcale nie dlatego, że odczuwają ten ból, tylko dlatego, żeby
zaoszczędzić przede wszystkim sobie (ale w drugiej kolejności
także ofierze) kłopotów w przyszłości z zaropiałą raną.
Pewnie dla niektórych wydam się potworem i degeneratem, czy
jednak ta samolubna postawa opisanej wyżej mamusi nie jest
w gruncie rzeczy lepsza od działań (zaniechań?) sterowanych
empatią? Jeśli tak, to do diabła z empatią; nie warto nawet
uczyć się tego słowa.
Czy przypadkiem nie jest tak, że ludzie cywilizowani już dawno
przestali kierować się w swoim postępowaniu prymitywnymi
odruchami i głosem instynktu?