swiatlo
10.02.06, 19:03
Wyobraźcie sobie że dopłynęliście do dziewiczej wyspy która nie jest
zarejestrowana w żadnych katalogach czy atlasach, więc zgodnie z
prawdopodobieństwem jesteście pierwszymi odkrywcami tej wyspy.
Wchodząc na piasek tej wyspy znajdujecie w piasku zegarek Rolexa.
Teraz jest zasadnicze pytanie:
1. Czy był na tej wyspie kiedyś jakiś człowiek? Rolex powinien być dowodem na
to że był.
2. Jednak chwileczkę. Z punktu widzenia matematycznego nie jest to żadnym
dowodem. Jest teoretycznie możliwe że sama przyroda uformowała tego Rolexa na
zasadzie czystego przypadku. Mało prawdopodobne, ale jednak matematycznie
możliwe.
3. Oczywiście zdrowo myślący człowiek tą możliwość odrzuca jako nierealną w
naszym rzeczywistym świecie i formułuje tezę że jednak była przed nami na tej
wyspie istota wyższa, na przykład inny człowiek, i tego Rolexa w piasku
zostawiła.
No i co z tego wynika? No to na przykład że co się stanie jak znajdziemy
takiego Rolexa gdzieś w naturze? Na przykład w naszym własnym genomie.
Znajdziemy pewną kombinację, na przykład jakąś sekwencję liczb pierwszych
bądź inny skomplikowany zapis który będzie realnie niemożliwy do stworzenia
przez naturę na przestrzeni tego miliarda lat, czyli czasu w jakim ten genom
ewoluował.
Na przykład jakie jest prawdopodobieństwo że jeśli dasz małpie maszynę do
pisania, to w ciągu miliarda lat napisze ona przypadkowo inwokację z Pana
Tadeusza? Zakładając że będzie ona przez ten miliard lat żyła.
Nawet w ciągu miliarda lat to prawdopodobieństwo będzie na tyle niskie, że z
punktu widzenia realnego świata można tą możliwość całkowicie odrzucić.
Jeśli więc znajdziemy takiego Rolexa w naszym genomie albo innej innej
strukturze uformułowanej przez naturę, to czy to nie będzie dowodem na zapis
od samego Boga?
Oczywiści cynicy zawsze znajdą sobie podstawę do drwin. No cóż, może to i
dobrze. Możę cynicy też odgrywają jakąś ważną rolę w tym kosmicznym teatrze...