t0g
27.02.06, 10:19
Rozmawaiłem parę dni temu z jednym młodym Niemcem, który przyjechał do USA w
poszukiwaniu pracy. Twierdził, że w Niemczech jest w tej sprawie nietęgo.
Jego relacja była mniej więcej taka. Otóż, Niemcy jakis czas temu doszli do
wniosku, że ich system kariery wnauce, oparty w dużej mierze na schemacie
"uczeń-czeladnik-mistrz", już sie przeżył i dlate gonauka niemiecka stała
sie mało konkurencyjna w stosunku do amerykańskiej. W USA młody naukowiec,
zrobiwszy doktorat, juz po dwóch-trzech latach podoktorskiego stażu (czyli
pracy jako "postdoc") ma już szansę na osiągnięcie praktycznej samodzielności
naukowej (na tym etapie kariery ma już szansę zatrudnienia się na uczelni
jako "assistnt professor", co daje prawo do ubiegania sie o własne granty,
tudzież stworzenie własnego zesołu i rekrutowania własnych doktorantów,
magistrantów i postdoców do niego).
W Niemczech natomiast musi jeszcze zrobic habilitację, w tym celu dołaczając
się do "dworu" jakiegoś profesora, strawić następnych kilka lat na zbieraniu
materiału, no i dopiero po uzyskaniu tej habilitacji
moze zacząc rozglądac sie za samodzielną pozycją.
No więc Niemcy postanowili w ramach eksperymentu zrobić coś bardziej na wzór
amerykański i przeznaczyli duże fundusze na stypendia dla ludzi niedługo po
doktoracie. Taki stypendysta uzyskiwał pseudo-niezależność naukową, bo mógł
sam decydować, na co przeznaczyć srodki, i tak dalej.
No i własnie teraz dla "pierwszej generacji" tych stypendystów pięcioletni
okres, na który te stypendia były, dobiegł konca. No i jest - jak on twierdzi
- klops, bo powiedziano "A", czyli dano te stypendia, natomiast nie
powiedziano "Be", czyli nie pomyślanoo tym, że po pięciu latach z tymi
stypendystami trzeba będzie COŚ ZROBIĆ. No i pojawił się tłum młodych
szukających pracy, a posad dla nich kompletnie nie ma.
Mój rozmówca postanowił więc rozwiązać problem na własną rękę i przyjechał
szukac pracy do USA - i pewnie ja znajdzie, bo pracował w dziedzinie, która
jest bardzo "hot" i jego "CV" i lista apublikacji wyglądają znakomicie.
Z tym, że to pokazuje, ze Ameryka nie tyle "drenuje mózgi" z Europy, tylko te
mózgi raczej się same "drenują" z Europy do USA.