khmara 20.03.06, 10:06 Czy habilitacja zniknie? serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3222096.html-- www.nfa.pl/index.php Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: xyz Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 10:20 Pierwszy link nie działa. Ale mozecie zobaczyc też"czy habilitacja zniknie?" na wiadomości/kraj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: omikron3 Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 12:21 Dwa stopnie: magister i doktor. Profesor -wyłącznie jako stanowisko na uczelni. PS.znam osoby, którze po doktoracie pozostały w Stanach. Robia wielką naukę, a nigdy habilitacji nie zrobiły... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xyz Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 12:23 pod warunkiem,że doktoraty będą na poziomie. Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Habilitacje 20.03.06, 12:52 Warunkiem jest wprowadzenie jawności dorobku i rzeczywistych konkursów oraz otwarcia systemu na recenzentow i promotorow zagranicznych Odpowiedz Link Zgłoś
node Re: Habilitacje 20.03.06, 13:06 Zaraz zarac.. a co to znaczy jawnosc dorobku??? To w Polsce dorobek moze byc niejawny? Na stronie www danego profesora sa zwykle wszystkie publikacje.. prawda? Albo mozna sprawdzic w bazach danych cytowan... Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Habilitacje 20.03.06, 14:01 To Waćpan jest slabo zorientowany. Prosże poczytać co mowia na ten temat fakty: www.nfa.pl/articles.php?id=59 Odpowiedz Link Zgłoś
pashow.von Re: Habilitacje 23.03.06, 01:00 Gość portalu: xyz napisał(a): > pod warunkiem,że doktoraty będą na poziomie. Nie będą na poziomie, jeżeli powstaną w ramach obecnego układu, gdy profesorami zostają miernoty bez dorobku. Nie tędy droga. Trzeba zmienić system awansowania na stanowiska profesorskie, a doktoraty poprawią się automatycznie. Nie doktoranci są źródłem zła. Oni - przynajmniej na początku - nie są jeszcze zdemoralizowani i cyniczni. To system ich tak kształtuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lucusia Re: Habilitacje IP: 212.244.186.* 23.03.06, 15:13 No i gdy profesorowie w wieku emerytalnym będą wysyłani na emerytury. Teraz taki siedzi ile może - gdy juz się nie da na cały etat, to choćby ćwierć (to i tak więcej pieniędzy niż dostaje doktorant, czy nawet doktor). Zajmuje pokój, stanowisko, a zajmuje się zasadniczo blokowaniem młodszych i ambitniejszych, żeby dorobkiem nie przebili dyrektora. Oczywiście są wyjątki, ale potwierdzaja regułę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: omikron3 Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 13:59 Problemem jest dośc niski pziom prac doktorskich, co jakby powoduje konieczność dodatkowego stopnia dla "prawdziwego" (mówi się samodzielnego) naukowca. Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Habilitacje 20.03.06, 17:35 Gość portalu: omikron3 napisał(a): > Problemem jest dośc niski pziom prac doktorskich, co jakby powoduje konieczność > dodatkowego stopnia dla "prawdziwego" (mówi się samodzielnego) naukowca. to jest wnioskowanie typu: po stracie szóstej nogi pchła straciła słuch Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy.zenek Re: Habilitacje 02.04.06, 16:24 Nie, to stwierdzenie oczywistego faktu. W tej chwili poziom doktoratów jest stanowczo zbyt niski (i zbyt nierówny) by doktorat był przepustką do "samodzielnej" kariery. To smutny fakt. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: omikron3 Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 18:12 powiedziałem "jakby", by się zdystansować. Ale co tam, niech bedzie,że bronię habilitacji z powodu niskiego poziomu doktoratów;) Co proponujemy? Odpowiedz Link Zgłoś
pashow.von Przyczyna i skutek 23.03.06, 01:04 Poziom prac doktorskich jest niski, bo jest niski poziom tych którzy ich prowadzą (tzn. właśnie habilitowanych). Na pewno nie dlatego że - akurat - młodzi Polacy zamiast mądrzeć, jak ich rówieśnicy na całym świecie - głupieją. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Przyczyna i skutek IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 10:16 Oczywiście, genetycznie jest bez zmian, potencjalnych geniuszy i idiotów mamy pewnie wśród młodzieży w podobnych proporcjach co kiedyś i w innych krajach. To, co bardzo się zmieniło, to zdolność naszej młodzieży do samodzielnego myślenia - najwyraźniej ktoś polskie dzieci od niego uporczywie oducza (a co najmniej - nie uczy) i to jeszcze na długo przed studiami. Świadomość własnych praw (ja bym to czasem nazwał roszczeniowością) za to rośnie. W rezultacie każdy jest winny tego, że student nie daje sobie rady - poza nim samym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: k3k Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 14:33 Przed wojną był sobie taki matematyk, Stefan Banach. Objął stanowisko profesora, choc nie miał magisterium. Pytanie za 1024 punkty: czy mozliwe byłoby to w Polcce dziś? To jako przyczynek do dyskusji, czy bardziej liczą się u nas "formalości", czy -sami wiecie co. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Habilitacje IP: *.molgen.mpg.de 20.03.06, 15:56 Powtorze po raz kolejny Polska nie ma szans przyciagnac zadnego naukowca zza granicy - noblista amerykanski nie ma habilitacji, wiec u nas jest ponizej dr.hab. z uniwersytetu regionalnego. Habilitacja i profesura to iluzja, ze naukawiec, ktory nic nie zrobil od 20 lat, albo wcale, ma pozycje, bo ma napis habilitacja lub profesura. Jak gdyby nauka swiatowa stala w miejscu i dr.hab. na zawsze zostanie dobrym naukowcem. Habilitacja istnieje tylko w kilku krajach swiata - z czego w Niemczech juz sie odchodzi. Wiekszosc swiata, w tym dwa kraje o najbardziej rozwinietej nauce - USA i Wlk. Brytania habilitacji nie maja. Oceniaja naukowcow po pracach naukowych, nie ksiazce z napisem "habilitacja". USA i Wlk.Brytania maja lacznie 20 z 20 najlepszych uniwersytetow swiata. Nowosc to ucieczka za granice prawie wszystkich zdolnych naukowcow polskich. Nie potrzebuja meczyc sie w bagnie towarzyskich ukladow, moga rozwijac swoja pasje za granica. A ich dorobek wzbogaca gospodarke Stanow Zjednoczonych, Wlk. Brytanii itp., a nie naszego kraju. To samo powtarza sie od 30 lat, przez ten czas zainteresowani naukowcy wyjechali za granice albo odeszli z nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen Sandiego Re: Habilitacje IP: *.dyn.centurytel.net 20.03.06, 16:26 Polskiej nauce, tak jak i wielu innym dziedzinom zycia publicznego, potrzebny jest przede wszystkim rozum, rozsadek i poczucie odpowiedzialnosci. Dyskusja o habilitacji jest wyrazna dyskusja zastepcza. Mnie tez sie habilitacja nie podoba i tez uwazam ze jej zniesienie sporo zmieni, obawiam sie jednak ze cala energia i amunicja reformatorow moze sie w tej walce wyczerpac a wtedy system wroci kuchennymi dzwiami do stanu poprzedniego. Wyrwanie z systemu habilitacji spowoduje proznie, a natura prozni nie lubi. Jezeli do zniesienia habilitacji dojdzie, to pojawia sie glosy ze trzeba ja zastapic „ocena dorobku”. Zawsze niestety w zyciu spolecznym bywa ze percepcja spoleczna jest w opoznieniu do stanu rzeczywistego, to ma tez odniesienie do tzw. „dorobku publikacyjnego”. Patrzac na to co i w jakich ilosciach sie publikuje mozliwosci patologii sa nie mniejsze. Obecnie tyle jest papierowego chlamu ze strach na to wszystko nawet patrzec. Bywaja naukowcy co maja wiecej publikacji niz dziennikarze, i coraz bardziej upowszechnia sie przekonanie ze zapisywanie papieru jest sama esencja dzialalnosci naukowej. Wszystkie pomiary scientometryczne, wskazniki „H” czy jakies podobne dzialaja kiepsko i na krotka mete, bo caly system rozwija sie jedynie inflacyjnie. Produkuje sie tasmowo publikacje tylko dla publikacji. Otwiera sie nowe czasopisma po to aby ludzie mieli publikacje bo z tego ich sie rozlicza. Istniejace czasopisma sa tak napeczniale ze malo kto ma czas nawet przejrzec tytuly. Jest coraz bardziej oczywiste dla mnie ze to tez slepa uliczka. To co nalezaloby zrobic jest tym na co nikt sie nie odwazy. Nalezy mianowicie zniesc wszelkie akredytacje ministerialne, zniesc jakiekolwiek oceny stopni naukowych na szczeblu wyzszym niz sama uczelnia. Nalezy zniesc wszelkie limity profesorow, doktorow i innych przy otwieraniu kierunkow i nowych szkol wyzszych, a istniejacym pozwolic robic co sie chce. Spowoduje to tyle ze ranking edukacyjny uczelni bedzie ustalal rynek. Rynek niestety w sprawach spolecznych nie dziala za szybko i na poczatku bedzie spory chaos, ale od reform minelo juz 17 lat i gdyby to zrobiono w 90 roku byloby juz po bolu. W takim nowym systemie gdy uczelnia stwierdzi u nas sie pisze habilitacje to sie pisze, jak nie to nie, jak wydzial stwierdzi ze dla niego jest wazniejszy ktos co robi dobra dydaktyke niz ktos kto napisal 20 sztuk badziewia to tak stwierdzi. Uwazam ze po prostu nie da sie stworzyc uczciwego i sprawnego systemu metoda ustawowa gdy sie po cichu zaklada ze nauka rzadza oszusci, cynicy i malwersanci. Ci znajda swoja droge w kazdym systemie wiec system musi miec wbudowana konkurencje zewnetrzana. Jak mi sie moj Ford nie podoba do nie pisze skarg do Detroit tylko kupuje Honde i to wszystko. A konkurencja zewnetrzna aby powstala musi sie wyzwolic z recznego drygowania przez czynniki panstwowe. Tu jest prawdziwy problem z habilitacja i innym czynnikami awansu, pracy naukowej, polityki zatrudniania i tak dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Habilitacje IP: *.molgen.mpg.de 20.03.06, 18:07 Widze, ze problem zniesienia habilitacji probuje sie rozmydlic zadajac jednoczesnie wielu innych rzeczy. To nie jest jedyna potrzebna zmiana. Ale nie trzeba koniecznie laczyc jej z innymi, szczegolnie bardzo wydumanymi i trudnymi do wprowadzenia zmianami. Koledzy i kolezanki naukowcy mogliby znac chwyty erystyczne (sztuka prowadzenia sporow). Rozmydlanie problemu wsrod innych to typowa sztuczka erystyczna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Habilitacje IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 20.03.06, 18:38 Tak... Szczytem natomiast uczciwości intelektualnej jest rozpatrywanie każdego problemu osobno, w całkowitym oderwaniu od jego związków z resztą rzeczywistości, nieprawdaż? Celem rozważań na temat skasowania/pozostawienia habilitacji jest poprawienie systemu badań naukowych i szkolnictwa wyższego. Jeśli chce się skasować jeden z filarów dotychczasowego systemu, to całkiem rozsądnie jest zastanowić się przy okazji, jakie to wywoła skutki, choćby po to, by tym negatywnym zapobiec. Carmen porusza ważną kwestię - kto i według jakich zasad będzie oceniać dorobek naukowy w nowym systemie. Dodam dla jasności, że w krajach przodujących w nauce nie bierze się w takiej sytuacji (promocji, konkursów na stanowiska, które zastępują habilitację) pod uwagę wyłącznie "tonażu" publikacji, choćby i w dobrych czasopismach; normą jest korzystanie z opinii fachowych recenzentów. Ci wszyscy, którzy narzekają na korupcję wśród obecnych elit naukowych (czasem pewnie słusznie, czasem - nie), powinni sobie zadać pytanie, czy przypadkiem ich recenzenci nie będą się wywodzić z tego samego grona. A jeśli zdawać by się miano na recenzentów zagranicznych - to kto ich będzie wyznaczać i oceniać ich kompetencje? W zdrowych środowiskach naukowych i nowy system pewnie działałby dobrze, skoro stary nie zdołał im zaszkodzić; w zesputych - być może wciąż byłoby źle. Nie twierdzę, że reforma jest niepotrzebna. Sądzę natomiast, że reforma źle przeprowadzona lub pozorna może być gorsza od braku reformy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Habilitacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.06, 19:14 Gość portalu: gosc napisał(a): > Widze, ze problem zniesienia habilitacji probuje sie rozmydlic zadajac > jednoczesnie wielu innych rzeczy. To nie jest jedyna potrzebna zmiana. > Ale nie trzeba koniecznie laczyc jej z innymi, szczegolnie bardzo wydumanymi > i trudnymi do wprowadzenia zmianami. Czy analiza kontekstu tej zmiany przeprowadzona przez Carmen jest proba zamydlania ??? Koniecznie to nic nie trzeba jesli nie chce sie zmian. Problem polega na zidentyfikowaniu patologii, czyli nazwania rzeczy po imieniu i okresleniu jakie zmiany najskuteczniej owe patologie wyeliminuja. > Koledzy i kolezanki naukowcy mogliby znac chwyty erystyczne (sztuka > prowadzenia sporow). Rozmydlanie problemu wsrod innych to typowa sztuczka > erystyczna. Typowym chwytem jest tez prowadzenie dyskusji zastepczej omijajac sedno wlasciwego problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Habilitacje IP: *.molgen.mpg.de 20.03.06, 20:57 > Patrzac na to co i w jakich ilosciac > h sie > publikuje mozliwosci patologii sa nie mniejsze. Obecnie tyle jest papierowego > chlamu ze strach na to wszystko nawet patrzec. Bywaja naukowcy co maja wiecej > publikacji niz dziennikarze Na swiecie istnieje od lat indeks cytowan. Mierzy cytowania, w dodatku nie swoje wlasne. Jest to metoda nie-idealna ale lepszej nie wynaleziono. Glowny opor polskiej nauki polega na tym, ze pokazalaby ze wiele polskich profesorow nie ma zadnych cytowan - naukowo nie istnieja. > naukowych na szczeblu wyzszym niz sama uczelnia. Nalezy zniesc wszelkie limity > profesorow, doktorow i innych przy otwieraniu kierunkow i nowych szkol > wyzszych, a istniejacym pozwolic robic co sie chce. Wydaje mi sie, ze probujesz wymyslac kolo drugi raz. Mozna przeniesc jeden do jednego system amerykanski lub brytyjski. Nie sa doskonale, ale dzialaja lepiej od polskiego czy niemieckiego. Z tym, ze bedzie to bolesne dla slabych "naukawcow". > spolecznych nie dziala za szybko i na poczatku bedzie spory chaos, ale od > reform minelo juz 17 lat i gdyby to zrobiono w 90 roku byloby juz po bolu. System rynkowy w edukacji juz dziala. W Polsce po 1990. sa uczelnie renomowane i slabe. Pracodawcy skutecznie rozpoznaja absolwenta Zaocznego Uniwerytetu Psiej Wolki od absolwenta SGH. Spoleczenstwo skutecznie wysmiewa magisteria na kolanie robione przez politykow. Ten system dziala i nie opiera sie na habilitacjach czy profesurach. Dlatego nie widze zadnej przeszkody. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen Sandiego Re: Habilitacje IP: *.dyn.centurytel.net 21.03.06, 04:46 Alez gosciu i gosciu. Oczywiscie ze kolo wymyslono i nie trzeba wymyslac ponownie ale od wymyslenia kola minelo juz troche czasu i warto isc naprzod, a nie siedziec na laurach w jaskini patrzac na swoje kolo. To co powiedzialam to jest wlasnie przeniesienie systemu amerykanskiego ale troche inna droga, roznimy sie w jaki sposob ten sytem trzeba wprowadzac. Uwazam ze nie ma duzych szans aby go wprowadzic w istniejacych strukturach, to znaczy formalnie mozna przemianowac adiunktow na „assistant profesor” ale co poza tym. Mozna zniesc habilitacje ale szybko sie okaze ze po dorobku trudno oceniac stosujac jedna ministerialna miare do wszystkich wydzialow i uczelni. Tu jest wiecej pola do patologii niz do merytorycznej poprawy, przy zlym ustawieniu wskaznikow jedni znowu beda mieli bonanze a inni okaze sie ze narobili sie za friko. W USA nie ma przeciez jednych wytycznych dla tenure na Berkeley i na Springfield Comunity College, istota systemu jest to ze kazda uczelnia decyduje sama, wedlug swoich ambicji, pieniedzy i pozycji. W naszym centralistycznym systemie jest to nieprawdopodobne do przeprowadzenia. Dlatego wazniejsza od walki o habilitacje jest walka o autonomie, a taka bedzie mozliwa tylko jak sie zniesie centralna kontrole nadawanych stopni. Naprawde nie widze nic zlego w tym ze University of Pacanow bedzie nadawalo profesure za artykul do Bravo Girl, nadawac nawet moze soltys jak sobie tak lubia. Co mnie to obchodzi, to powinno obchodzic tylko studentow. I nie ma tu co sie zaslaniac dbaniem o dobro klienta i „poziom” wyksztalcenia bo jak ktos nie potrafi sie tyle zorientowac to chyba po prostu na studia sie nie nadaje. Nadawanie doktoratow powinno najwyzej byc wynikiem oceny odpowiednich stowarzyszen naukowych, ale tez jedynie traktowane w sensie marketingowym, to znaczy uczelnia bedzie sie mogla oglaszac ze nasz program ma afiliacje towarzystwa, a jak nie ma to nie ma i juz. I wtedy jak doktor z Pacanowa bedzie szukal posady w Koziej Wolce to moze uslyszec za pan jest za slaby na nasze progi albo moga mu rozscielic czerwony dywan i najac orkiestre deta dla oddania honorow. To uczelnia ma „uznawac” dyplom nie panstwo, tak jak to robi kazdy inny pracodawca. System rynkowy w edukacji wcale w Polsce nie dziala. Te wyzsze szkoly w Wolkach Weglowych sa obslugiwane przez importowanych profesorow belwederskich. Czemu ten sam profesor tak swietnie uczy u siebie i ten dyplom ma sie tak cenic a juz na goscinnych wystepach uczy kiepsko. Uczy tak samo. Ale to system powoduje ze te prywatne szkoly nie moga sie dorobic swojej kadry bo sa ograniczone jakimis bezsensownymi limitami ministerialnymi. I jeszcze jedno. Nie mozna myslec o reformie wyzszej edukacji majac wizje uniwersytetu z czasow przedwojennych gdy na studia szlo mniej niz 1 % rocznika. Dzis idzie pewnie 50%. Niepowazne dlatego jest traktowanie wlasnie „nauczyciela” akademickiego jako kogos ktorego jedynym obowiazkiem jest odklepanie dwoch godzin wykladu i nic poza tym i placenie mu piec razy tyle co nauczycielowi w liceum ktory ma 10 razy takie obciazenie. To spowodowalo na razie tyle ze powstala kasta mandarynow-nierobow, ktorzy po zalapaniu sie na posadke juz tak moga sobie przebimbac do emerytury a jesli robia co innego to najwyzej dla sportu. Kiedys praca naukowa byla czym innym niz dzisiaj, wiedza w glowie byla wazna bo nie bylo ksiazek, a jak ksiazki byly to malo i trudno dostepne. Zdobycie takiej wiedzy bylo wielkim wysilkiem osobistym i takich ludzi bylo malo. Bylo za co placic. Dzis jest wszystko za jednym kliknieciem. System obciazen i obowiazkow trzeba do tego dostosowac. Ale to mozna zrobic efektywnie i sprawiedliwie tylko na dole nie w ministerstwie. Nie chcialabym aby jednak sprawy ktore przedstawiam zostaly wyjete z kontekstu i zeby przyjete rozwiazania byly czastkowe, to znaczy takie dajemy uczelniom wolna reke ale narzucamy takie formalne parametry ze nikt oprocz tych przy zlobie nie moze ich spelnic. Takie stawianie sprawy da tyle co sie stalo z zamknieciem korporacji prawniczych, albo efektami dzialania zwiazkow zawodowych w energetyce. Korporacje prawnicze trzeba bylo otwierac lomem. Na szczescie prawnikow zrobilo sie duzo i mieli poparcie spoleczne, naukowcy nie moga na to liczyc. Wiec trzeba bardzo uwazac i przede wszystkim nie sluchac tych co teraz maja sie bardzo dobrze, czyli rektorow wielkich uczelni panstwowych. Nie pisze tego w interesie osobistym, dla mnie juz za pozno, zwyczajnie nie te lata, jeszcze 10 moze nawet 6 lat temu by mi zalezalo, zal mi tylko ze kolejne pokolenie zostalo stracone na gadaniu wciaz o tym samym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: Habilitacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.06, 07:42 Gość portalu: Carmen Sandiego napisał(a): ... > System rynkowy w edukacji wcale w Polsce nie dziala. Te wyzsze szkoly w > Wolkach> Weglowych sa obslugiwane przez importowanych profesorow > belwederskich. Czemu ten sam profesor tak swietnie uczy u siebie i ten > dyplom ma sie tak cenic a juz na goscinnych wystepach uczy kiepsko. Uczy tak > samo. Ale to system powoduje ze te prywatne szkoly nie moga sie dorobic > swojej kadry bo sa ograniczone jakimis bezsensownymi limitami > ministerialnymi. To nie zadne limity ministerialne powoduja ze wyzsze szkoly w Wolkach ucza kiepsko. To powoduje brak konkurencji na rynku. Biednego studenta po prostu nie stac by mogl studiowac za granica, albo w jednym z nielicznych nowoczesnie wyposazonym osrodku akademickim. > I jeszcze jedno. Nie mozna myslec o reformie wyzszej edukacji majac wizje > uniwersytetu z czasow przedwojennych gdy na studia szlo mniej niz 1% rocznika. > > Dzis idzie pewnie 50%. Niepowazne dlatego jest traktowanie > wlasnie „nauczyciela” akademickiego jako kogos ktorego jedynym obowiazkiem > jest odklepanie dwoch godzin wykladu i nic poza tym i placenie mu piec razy > tyle co nauczycielowi w liceum ktory ma 10 razy takie obciazenie. Nie Carmen, to nie jest wina tych 50% tylko wina tych ktorzy pozbawili te 50% prawa do decydowania o tym na jakie wyklady chcieliby uczeszczac i na jakich laboratoriach sie uczyc. Myslisz ze jak sie z tych 50% wyselekcjonuje 1% to od tego wzrosnie poziom wykladow albo unowoczesnia programy studiow ??? To co proponujesz to najkrotsza droga do zidiocenia spoleczenstwa. > To spowodowalo na > razie tyle ze powstala kasta mandarynow-nierobow, ktorzy po zalapaniu sie na > posadke juz tak moga sobie przebimbac do emerytury a jesli robia co innego to > najwyzej dla sportu. Kiedys praca naukowa byla czym innym niz dzisiaj, wiedza > w glowie byla wazna bo nie bylo ksiazek, a jak ksiazki byly to malo i trudno > dostepne. Zdobycie takiej wiedzy bylo wielkim wysilkiem osobistym i takich > ludzi bylo malo. Bylo za co placic. Dzis jest wszystko za jednym kliknieciem. I dlatego dzisiaj powinno i MUSI z tej wiedzy korzystac duzo wiecej niz 1% jesli nie mamy byc spoleczenstwem niewolnikow. > System obciazen i obowiazkow trzeba do tego dostosowac. Ale to mozna zrobic > efektywnie i sprawiedliwie tylko na dole nie w ministerstwie. A g prawda. Na dole to efektywnie mozna jedynie wyciagac kase jezeli nie isnieja mechanizmy kontroli pozwalajace porownywac efektywnosc nauczania na uczelniach i poziom przygotowania zawodowego ich studentow i absolwentow. Oczywiscie dla kogos kto studia traktuje jako gielde matrymonialna to nie ma wiekszego znaczenia. > Nie chcialabym aby jednak sprawy ktore przedstawiam zostaly wyjete z > kontekstu i zeby przyjete rozwiazania byly czastkowe, to znaczy takie dajemy > uczelniom wolna reke ale narzucamy takie formalne parametry ze nikt oprocz > tych przy zlobie nie moze ich spelnic. Ja caly czas o tym pisze, by parametry formalne mialy chronic dobro studentow, a nie tych co przy zlobie czy na katedrze. Ale by studentow chronic, to one musza powstac i byc egzekwowane centralnie. Pod pojeciem parametrow formalnych nie mam na mysli przepisow o ilosci osob z odpowiednimi tytulami by miec prawo utworzenia szkoly wyzszej, czy tez minimow programowych, ale przepisy ktore by pozwalaly weryfikowac stan warsztatu zawodowego studentow uczelni na danym kierunku. Tego rynek sam nigdy w tak biednym kraju nie zalatwi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość 1% IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 22.03.06, 12:48 Otóż zapewniam Cię, drogi p., że inaczej prowadzi się zajęcia dla 1%, a inaczej dla 50% populacji. Obecnie zakres materiału omawianego w grupach "zaawansowanych" na Wydziale Matematyki UW jest raczej mniejszy niż kilkanaście lat temu w grupach "przeciętnych" (i to nie dlatego - bynajmniej - że w zamian uczy się tego samego dokładniej), do czego zresztą w olbrzymim stopniu, jak się wydaje, przyczyniła się tzw. reforma edukacji. Słabiej przygotowani studenci, ponieważ jest ich dużo, wymuszają obniżenie poziomu wymagań (to się łatwo mówi, że uczelnia powinna pilnować poziomu, ale jeśli na wielu egzaminach odsiew powinien w związku z tym mocno przekraczać 50%, to trochę trudno to przeprowadzić). Oczywiście wciąż jest dość uzdolnionych osób, których ani degrengolada szkolnictwa, ani tzw. wzrost wskaźnika skolaryzacji nie powstrzyma od rozwoju intelektualnego, ale jest im trudniej niż kiedyś. Wprowadzenie osobnej ścieżki kształcenia dla najlepszych (wewnątrz poszczególnych wydziałów lub przez elitaryzację niektórych wydziałów w całości, ale na to szanse chyba są mniejsze) wydaje się koniecznością, jeśli w ogóle chcemy zachować "zdolność odtworzeniową" polskiej nauki. Co nie oznacza, że owych 50% uczyć nie trzeba - owszem, trzeba, i to jak najlepiej się da, ale nie oszukujmy się, że w ten sam sposób, co najlepszych, bo i dla jednych, i dla drugich jest to strata czasu i energii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: 1% IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.06, 15:46 Gość portalu: gość napisał(a): > Otóż zapewniam Cię, drogi p., że inaczej prowadzi się zajęcia dla 1%, a > inaczej dla 50% populacji. Obecnie zakres materiału omawianego w > grupach "zaawansowanych" na Wydziale Matematyki UW jest raczej mniejszy niż > kilkanaście lat temu w grupach "przeciętnych" (i to nie dlatego - bynajmniej - > że w zamian uczy się tego samego dokładniej), do czego zresztą w olbrzymim > stopniu, jak się wydaje, przyczyniła się tzw. reforma edukacji. Milo mi drogi Gosciu, ze zechciales zabrac trzezwy glos w dyskusji. Nie chcialbym by to co teraz napisze zabrzmialo w mentorskim tonie. Uwazam jednak ze nie zrozumiales o czym ja pisalem, byc moze tez z mojej winy. > Słabiej przygotowani studenci, ponieważ jest ich dużo, wymuszają obniżenie > poziomu wymagań (to się łatwo mówi, że uczelnia powinna pilnować poziomu, > ale jeśli na wielu egzaminach odsiew powinien w związku z tym mocno > przekraczać 50%, to trochę trudno to przeprowadzić). Z powyzszych zdan juz widac jak bardzo tradycyjne prezentujesz spojrzenie na nauczanie akademickie. Ja chcialbym zauwazyc ze dzisiaj studenci nie sa gorzej przygotowani od tych ktorzy zaczynali studiowac 20 lat temu. Sa przygotowani inaczej - pod pewnymi wzgledami gorzej pod innymi o wiele lepiej. Po prostu zyjemy dzis w innych czasach niz przed 20 laty. > Oczywiście wciąż jest dość uzdolnionych osób, których ani degrengolada > szkolnictwa, ani tzw. wzrost wskaźnika skolaryzacji nie powstrzyma od rozwoju > intelektualnego, ale jest im trudniej niż kiedyś. Zgadzam sie ze jest im trudniej, lecz nie sa temu winne bynajmniej te pozostale 49%. > Wprowadzenie osobnej ścieżki kształcenia dla najlepszych (wewnątrz > poszczególnych wydziałów lub przez elitaryzację niektórych wydziałów w > całości, > ale na to szanse chyba są mniejsze) wydaje się koniecznością, jeśli w ogóle > chcemy zachować "zdolność odtworzeniową" polskiej nauki. Co nie oznacza, że > owych 50% uczyć nie trzeba - owszem, trzeba, i to jak najlepiej się da, ale > nie oszukujmy się, że w ten sam sposób, co najlepszych, bo i dla jednych, i > dla drugich jest to strata czasu i energii. W pelni zgoda tylko kto zmusza kadre akademicka by wszystkich pakowala do tego samego wora ? Ja uwazam ze robi sie to ze zwyczajnej wygody i checi zysku. I traci na tym ten 1% jak i te pozostale 49. Co wiecej uwazam ze te 49% rowniez zasluguje na dostep do indywidualnej sciezki rozwoju. Ze wsrod tych 49% bedzie tak wiele roznych osobowosci o tak roznych zainteresowaniach dotyczacych tej samej dyscypliny, ze wymaganie od nich tego samego rowniez bedzie strata czasu i energii. Zasadnicza moja mysl jest taka by selekcje przeprowadzac nie w oparciu o sztywny program, lecz na podstawie indywidualnych osiagniec studentow. Jesli chodzi o matematyke to posiada ona swoja specyfike w postaci olbrzymiej niezmiennej teorii i to ogranicza mozliwosci slabszym studentom korzystania z indywidualnej sciezki jesli musza obowiazkowo przetrawic obszerne minimum teoretyczne. Sa jednak dyscypliny gdzie wskazany jest wyzszy stopien specjalizacji niz na matematyce. Pod tym pojeciem rozumiem wezszy zakres podstaw teoretycznych za to glebsza znajomosc narzedzi praktycznych. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość co zmusza? IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 22.03.06, 18:19 Odpowiadam na pytanie, co zmusza kadrę akademicką, by wszystkich wrzucała do jednego wora. Po pierwsze, uwarunkowania zewnętrzne: 1. Ministerstwo, w ramach zewnętrznej, ujednoliconej "kontroli jakości" wprowadza tzw. minima programowe, które określają, czego (co najmniej) student ma się w określonym cyklu studiów nauczyć. Kiedyś odbywało się to tak, że na lepszych uczelniach realizowało się ten program z nadwyżką, a na gorszych - ledwo, ledwo, albo i to nie. Co więcej, na matematyce UW (notabene Wydział jest Matematyki, Informatyki i Mechaniki, ale ja piszę o studiach matematycznych, bo o tych wiem więcej) od studentów wymagało się ZROZUMIENIA pojęć i umiejętności samodzielnego odtworzenia zdecydowanej większości podanych na wykładach dowodów, co też wymagało ZROZUMIENIA. Obecnie, w każdym razie w zakresie objętym ministerialnymi minimami, byłoby to po prostu niemożliwe, bo 80-90% naszych studentów nie podołałoby temu, nawet pod większą niż dziś presją; co dopiero na wielu słabych wydziałach. W związku z tym realizacja minimów programowych wszędzie się upodobniła - studenci uczą się co ważniejszych rzeczy na pamięć, łącznie z rozwiązywaniem paru standardowych zadań, zdają jako tako, a powierzchowność ich wykształcenia wyłazi na wierzch już rok, góra dwa lata później, gdy okazuje się, że prawie wszystko zapomnieli. Trudno pamiętać rzeczy, których się za bardzo nie rozumie. Nasz wydział usiłuje utrzymać rzeczywistą edukację matematyczną, ale spora część naszych studentów najzwyczajniej nie jest w stanie jej przyswoić. Pobieżne kontakty ze studentami "wchłaniającymi" matematykę na innych warszawskich uczelniach pozwalają mi domyślać się, że tam też nie jest lepiej (delikatnie mówiąc). Carmen postuluje zniesienie zewnętrznego "nadzoru jakości", co budzi we mnie bardzo mieszane odczucia (ja wolałbym raczej, by uległ on rozsądnej poprawie; ale to w sferze nadziei), ale usunęłoby to przynajmniej jedną barierę. Ty natomiast, p., sugerujesz jak rozumiem działania dokładnie odwrotne. 2. Studenci, którzy są teraz podmiotowi i samorządni, walczą zębami i pazurami, by na ich dyplomach nie było śladu nawet po tym, czy kończą studia dzienne, czy wieczorowe (nie oszukujmy się, zazwyczaj jest duża różnica w poziomie ich absolwentów). Jeśli nie będzie można wskazać na dyplomie, że student szedł specjalną, rozszerzoną ścieżką kształcenia, to czy łatwo będzie mu zdecydować się na stawianie czoła podwyższonym wymaganiom (co może oznaczać niższą średnią ocen i gorsze perspektywy znalezienia pracy)? Oczywiście, co w głowie mu zostanie, też się liczy, ale bodźce zniechęcające są silne. 3. Na prowadzenie osobnych zajęć dla najlepszych trzeba sal, wykładowców itd. Dopóki nie ma na to jasnej zachęty, a przynajmniej przyzwolenia z ministerstwa, wydziały, które taką działalność prowadzą, czynią to niejako na własną odpowiedzialność i nie liczy się to im (formalnie) za zasługę. Doceniana jest natomiast działalność prowadząca do podniesienia poziomu skolaryzacji - tzn. w praktyce przepuszczanie jak największej liczby studentów, a także liczny nabór na studia doktoranckie. Zastanówmy się, czy ostatnio "klimat społeczny" sprzyja elitaryzmowi? Nawet zanim okazało się, że w Polsce mamy łże-elity, poprzednie rządy jechały na tej samej fali populistycznej urawniłowki. Trwa nieustanny nacisk ograniczający funkcjonowanie najlepszych gimnazjów i szkół średnich, pod hasłem zrównywania szans. Jak tu się dziwić, że w edukacji wyższej jest podobnie? Zwłaszcza, że młodzieży, której długo "zrównywano szanse", często już wiele na studiach pomóc nie można. Po drugie, uwarunkowania wewnętrzne: Często słyszy się, że środowisko naukowe jest zepsute, posiadanie habilitacji czy profesury jest czymś co najmniej podejrzanym (i automatycznie kwalifikującym się do lustracji, bo najwyraźniej i SB maczało w tym palce), ogólnie atmosfera nie sprzyja wychodzeniu przed szereg, a robienie prawdziwej, nie zaś pozornej, reformy nauczania wymaga dużo pracy i oznacza narażenie się na nieuchronną krytykę (daj Boże, żeby tylko merytoryczną!). A pracownicy wyższych uczelni, piszącego te słowa nie wyłączając, są tylko ludźmi. Kiedyś można było przynajmniej powiedzieć sobie coś o misji inteligencji czy odpowiedzialności przed społeczeństwem. Ale teraz społeczeństwo nie życzy sobie żadnej inteligencji i samo wie lepiej, to niech tam sobie urządza wszystko po swojemu, tak jak to robi dotąd. Społeczeństwo płaci, społeczeństwo - reprezentowane przez swoich przedstawicieli - ustala reguły. Ze społeczeństwem i tak nie wygrasz, a jak się już całkiem nie da wytrzymać, to zawsze można wyjechać (w każdym razie do pewnego momentu). Społeczeństwo niechybnie wypomni wtedy wyrodnemu naukowcowi, ileż to w niego wpakowało nadziei i pieniędzy, i jak je potwornie zawiódł. W wersji Carmen może być to społeczeństwo Koziej Wólki, a naukowiec wyjedzie do pobliskiej Akademii Pacanowskiej lub nawet na Uniwersytet Koniński, czyli tam, gdzie będzie doceniony i potrzebny, a przy tym wciąż w Polsce. To jednak jakiś plus tej wizji, jakkolwiek zaistnienie Akademii Pacanowskiej może w pierwszym momencie być szokiem kulturowym. Wtedy inne placówki, np. UW, spokojne o to, że studenci mogą się nauczyć wszystkiego na pamięć w Pacanowie, mogłyby na własny już rachunek zdyskontować fakt, że być może studia kończy na nich niewielu studentów, ale za to dobrze rozumiejących to, czego się uczyli. Z czasem może społeczeństwo doszłoby nawet do przekonania, że nie trzeba tych studentów koniecznie lustrować. Szczerze mówiąc, nie czuję przekonania do wizji Carmen, wolałbym, by rozsądnie zreformowano istniejący system, ale zapewne nie ma na to jeszcze przez wiele lat żadnych widoków, a i z pomysłów Carmen, gdyby miano je realizować, z pewnością w praktyce zostałyby głownie wady - rzecz bowiem w tym, kto będzie te zmiany przeprowadzać (mam tu na myśli nie tylko społeczność naukową, która pewnie nie jest bez zarzutu, ale przede wszystkim społeczeństwo łykające antyegalitarny populizm jak cukierki). Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość antyelitarny IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 22.03.06, 18:25 Oczywiście w ostatnim zdaniu miało być "antyelitarny" (bo egalitarny, w najgorszym tego słowa znaczeniu, to ten populizm, jak pewnie każdy, z pewnością jest). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: co zmusza? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.06, 21:57 Gość portalu: gość napisał(a): > Odpowiadam na pytanie, co zmusza kadrę akademicką, by wszystkich wrzucała do > jednego wora. > > Po pierwsze, uwarunkowania zewnętrzne: > > 1. Ministerstwo, w ramach zewnętrznej, ujednoliconej "kontroli jakości" > wprowadza tzw. minima programowe, ... > Carmen postuluje zniesienie zewnętrznego "nadzoru jakości", co budzi we mnie > bardzo mieszane odczucia (ja wolałbym raczej, by uległ on rozsądnej poprawie; > ale to w sferze nadziei), ale usunęłoby to przynajmniej jedną barierę. > Ty natomiast, p., sugerujesz jak rozumiem działania dokładnie odwrotne. Niezupelnie odwrotne. Ja proponuje zniesienie sztywnych minimow programowych i zastapienie ich wymaganiami stawianymi przez rynek pracy. Jednak centralna kontrola powinna byc w takim systemie bardzo scisla i surowa w odniesieniu do wladz uczelni pod tym wzgledem. Tutaj jestem w calkowitej opozycji do Carmen. > 2. Studenci, którzy są teraz podmiotowi i samorządni, walczą zębami i > pazurami, by na ich dyplomach nie było śladu nawet po tym, czy kończą studia > dzienne, czy wieczorowe ... > Oczywiście, co w głowie mu > zostanie, też się liczy, ale bodźce zniechęcające są silne. I slusznie ze walcza o to zebami i pazurami w obecnym systemie gdzie studia nie zapewniaja im zdobycia przydatnego warsztatu a daja im jedynie referencje. Gdyby student mial mozliwosc specjalizowania sie w trakcie studiow w jakims waskim obszarze to bez wzgledu jakim trybem studiuje dysponowalby rzeczywistymi umiejetnosciami i wiedza w tym zakresie a nie jedynie papierowymi referencjami. W takim systemie studentowi nie groziloby obnizenie sredniej, a wrecz przeciwnie. Jesli wybralby wlasciwy dla siebie obszar specjalizacji wtedy jego referencje w tym zakresie bylyby bardzo wysokie. Oczywiscie ci najwybitniejsi mogliby sie specjalizowac w szerszym zakresie zwiekszajac tym samym swoje szanse na rynku pracy. > 3. Na prowadzenie osobnych zajęć dla najlepszych trzeba sal, wykładowców itd. Wykladowcow - owszem, sal juz niekoniecznie. > Dopóki nie ma na to jasnej zachęty, a przynajmniej przyzwolenia z > ministerstwa, wydziały, które taką działalność prowadzą, czynią to niejako na > własną odpowiedzialność i nie liczy się to im (formalnie) za zasługę. ... I to nalezaloby zmienic. W tym co jest istota mojej propozycji wydzialy bylyby rozliczane wlasnie z tego jak przygotowywuja absolwentow do wymagan rynku pracy. I nie mam tu na mysli tego jak dobre referencje wystawiaja swoim absolwentom, a to w jaki warsztat ich wyposazaja i jak ich studenci radza sobie na rynku pracy. ... > rządy jechały na tej samej fali populistycznej urawniłowki. Trwa nieustanny > nacisk ograniczający funkcjonowanie najlepszych gimnazjów i szkół średnich, > pod hasłem zrównywania szans. Jak tu się dziwić, że w edukacji wyższej jest > podobnie? Zwłaszcza, że młodzieży, której długo "zrównywano szanse", często > już wiele na studiach pomóc nie można. I tutaj tez jest pole dla srodowiska akademickiego. Studenci drugiegio i trzeciego roku mogliby opiekowac sie licealistami z 2 i 3 klasy. Przy dzisiejszym upowszechnieniu internetu nie stanowiloby to najmniejszego problemu. Wykladowcy jedynie sprawdzaliby okresowo rezultaty tej opieki. I oczywiscie mogliby opracowywac pewne pomoce dydaktyczne. Jesli na jednego studenta przypadaloby srednio po czterech podopiecznych nie stanowiloby to dla niego specjalnego obciazenia. Roznica trzech lat bylaby na tyle niewielka ze istnialby dobry kontakt miedzy mlodymi ludzmi. > Po drugie, uwarunkowania wewnętrzne: > > Często słyszy się, że środowisko naukowe jest zepsute, posiadanie habilitacji > czy profesury jest czymś co najmniej podejrzanym (i automatycznie > kwalifikującym się do lustracji, bo najwyraźniej i SB maczało w tym palce), ... > Ale teraz społeczeństwo nie życzy sobie żadnej inteligencji i samo wie > lepiej, to niech tam sobie urządza wszystko po swojemu, tak jak to robi > dotąd. Społeczeństwo płaci, społeczeństwo - reprezentowane przez swoich > przedstawicieli - ustala reguły. No to w tym miejscu sie nie zgadzamy. To nie spoleczenstwo ustala reguly, ale to elity ustalaja reguly dla spoleczenstwa. Skoro tak bardzo obecne przepisy uwieraja rektorow to dlaczego oni nie protestuja ??? Skoro one tak bardzo uwieraja Ciebie i twoich kolegow to dlaczego nie protestujecie ??? > Ze społeczeństwem i tak nie wygrasz, a jak się już całkiem nie da wytrzymać, > to zawsze można wyjechać (w każdym razie do pewnego momentu). Społeczeństwo > niechybnie wypomni wtedy wyrodnemu naukowcowi, ileż to w niego wpakowało > nadziei i pieniędzy, i jak je potwornie zawiódł. > > W wersji Carmen może być to społeczeństwo Koziej Wólki, a naukowiec wyjedzie > do pobliskiej Akademii Pacanowskiej lub nawet na Uniwersytet Koniński, czyli > tam, gdzie będzie doceniony i potrzebny, a przy tym wciąż w Polsce. To > jednak jakiś > plus tej wizji, jakkolwiek zaistnienie Akademii Pacanowskiej może w pierwszym > momencie być szokiem kulturowym. Wtedy inne placówki, np. UW, spokojne o to, > że studenci mogą się nauczyć wszystkiego na pamięć w Pacanowie, mogłyby na > własny > już rachunek zdyskontować fakt, że być może studia kończy na nich niewielu > studentów, ale za to dobrze rozumiejących to, czego się uczyli. Ja mysle ze wiekszym szokiem kulturowym mogloby byc gdyby student Pacanowa zamiast uczyc sie wszystkiego na pamiec nauczyl sie ze zrozumieniem tego czym chcialby konkurowac na rynku pracy i wygrywal na tym rynku z omnibusami majacymi referencje z UW. > Z czasem może społeczeństwo doszłoby nawet do przekonania, że nie trzeba > tych studentów koniecznie lustrować. A ja mysle ze z czasem spoleczenstwo by doszlo nawet do przekonania ze lepiej wiecej pieniedzy zainwestowac w Akademie Pacanowska ktora ksztalci choc nie omnibusow to jednak fachowcow ktorzy w zespole moga dorownac niejednemu omnibusowi z UW. Bo tak zainwestowane pieniadze zwroca sie z nawiazka w przeciwienstwie do tych wyrzuconych na omnibusow po UW ktorzy yak czuja sie pokrzywdzeni i stlamszeni przez spoleczenstwo, ze pragna zapomniec o nim czym predzej. > Szczerze mówiąc, nie czuję przekonania do wizji Carmen, wolałbym, by > rozsądnie zreformowano istniejący system, ale zapewne nie ma na to jeszcze > przez wiele lat żadnych widoków, a i z pomysłów Carmen, gdyby miano je > realizować, z pewnością w praktyce zostałyby głownie wady - rzecz bowiem w > tym, kto będzie te zmiany przeprowadzać (mam tu na myśli nie tylko > społeczność naukową, która pewnie nie jest bez zarzutu, ale przede wszystkim > społeczeństwo łykające antyegalitarny populizm jak cukierki). Rozumiem ze Ty nie masz cukierkow dla spoleczenstwa. Ze Twoim zdaniem elity powinny dbac wylacznie o swoje wlasne interesy. No to moze i dobrze ze nie ma perspektyw na zmiany w systemie jakie by Cie mialy zadowolic ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: co zmusza? IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 08:31 Ponieważ konieczność odpowiadania na Twoje komentarze obciążałaby mnie w tempie wykładniczym, a ja mam tylko ograniczoną ilość czasu, to odpowiem tylko na parę kwestii, żeby było jasne, gdzie się różnimy. Zaganianie studentów do opieki nad młodzieżą (mieliby to robić w przymusowym czynie społecznym czu odpłatnie? kto miałby kontrolować jakość ich działalność?) to jest jakiś absurd. Student sam ma się uczyć, póki umysł jeszcze chłonny. Od uczenia powinna być wykwalifikowana i przyzwoicie opłacana kadra pedagogiczna. W Polsce od dawna jednak króluje myślenie odmienne, czego skutki możemy oglądać. Odnośnie protestowania przeciwko społeczeństwu, to można by tu mówić o kopaniu się z koniem lub lepiej wspinaczce na osypujące się zbocze. Czasem rozsądniej (bezpieczniej, a i łatwiej) położyć się i poczekać, aż przestanie zjeżdżać. Student w Pacanowie być może dostanie tam świetne wykształcenie w jakiejś wąskiej dziedzinie typu weterynaria, jeśli tamtejsza uczelnia skoncentruje się na niej i będzie budować wydział cierpliwie przez lata. Pacanów ze względów łatwych do pojęcia dla każdego przez długie lata nie będzie w stanie konkurować z, powiedzmy, Koninem, a z Krakowem czy Warszawą zapewne nigdy, chyba że po stuleciach zmian demograficznych. Wyjaśniać dokładniej nie zamierzam. Praca czeka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: co zmusza? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 10:49 Gość portalu: gość napisał(a): ... > Zaganianie studentów do opieki nad młodzieżą (mieliby to robić w przymusowym > czynie społecznym czu odpłatnie? kto miałby kontrolować jakość ich > działalność?) > to jest jakiś absurd. Student sam ma się uczyć, póki umysł jeszcze chłonny. A kto tu mowi o zaganianiu ? Czy wspolpraca z kilkoma mlodszymi kolegami czy kolezankami o podobnych zainteresowaniach jest czyms tak obrzydliwym i nudnym ze trzeba do tego byc na sile zaganianym ??? Pamietasz moze te czasy kiedy na rynku pojawily sie pierwsze komputerki osmiobitowe ? Wtedy nie bylo w szkolach nauczycieli ktorzy by byli przygotowani do pomagania zainteresowanym w zaznajomieniu sie z tym sprzetem i pozytecznym wykorzystaniu jego mozliwosci. Internet tez wtedy w Polsce nie dzialal. Czy ktos kontrolowal tych mlodych ludzi wtedy ? Czy to czym sie zajmowali wowczas przeszkadzalo im sie uczyc i studiowac? Czy to czym sie wowczas pasjonowali to byl jakis absurd ? Czy trzeba bylo ludzi zmuszac by dzielili sie ze soba swoja wiedza i doswiadczeniami ? Czy robili to odplatnie ? Czy dla kadry akademickiej byloby zbyt duzym obciazeniem zweryfikowac dwa razy w semestrze chocby przy pomocy prostego testu wyboru na ile mlodzi ludzie pragnacy za rok czy dwa studiowac zapoznali sie z pewnymi podstawami niezbednymi im podczas studiow ? Nauczyciel z liceum nigdy nie bedzie zainteresowany tym by ucznia zapoznawac z materialem przydatnym na studiach. Jesli uczen zda mature i dostanie sie na studia to taki nauczyciel uwaza ze wypelnil dobrze swoje zadanie. Do tego potrzeba pasjonatow a nie etatowych leni mianowanych i treserow. > Od uczenia powinna być wykwalifikowana i przyzwoicie opłacana kadra > pedagogiczna. W Polsce od dawna jednak króluje myślenie odmienne, czego > skutki możemy oglądać. Kadra pedagogiczna to dzisiaj juz przezytek, w dobie internetu. Zwlaszcza kadra etatowa. Czy tak trudno obecnie byloby prowadzic nauczanie na odleglosc ? Nauczanie powinno nyc wolnym zawodem funkcjonujacym na zasadzie kontraktow. Uczniowie sami by wybierali kto sie nimi bedzie opiekowal w danym przedmiocie. A swiadectwo jakie by otrzymywali byloby nie swiadectwem szkolnym lecz swiadectwem ich wyborow i wynikow jakie osiagneli. Oczywiscie obecna etatowa kadra leni nigdy by sie na to nie zgodzila. Jedynie niewielki odsetek uczniow wymagalby bezposredniej opieki. Obecnie celem szkoly nie jest nauczanie, a tresowanie ucznia by byl pokorny. Po co kogos nauczac jesli tego nawet nie robia potem na studiach ? Celem szkoly jest selekcja i wmawianie uczniom ze sa do niczego bo maja problem z opanowaniem szkolnego materialu. Nie liczy sie to po co go maja opanowywac. Liczy sie to by mlodym ludzi pozbawic wolnego czasu. By nie mieli ochoty protestowac przeciwko takiemu bezsensownemu systemowi zniewalania. W koncu i tak ci mlodzi ludzie stana sie w wiekszosci bezrobotni. A to funduje im system stworzony przez doroslych. Przez elite tego spoleczenstwa. Wiec lepiej ich tak wytresowac by pretensje mieli do siebie, by ten system przyjeli jako naturalny niz by mieli oczekiwac od nauczycieli ze oni maja im pomagac w ich rozwoju. Elitom pragnacym panowac nad zniewolonym spoleczenstwem taka sytuacja jest bardzo na reke. Hermetyzacja srodowiska akademickiego jest jak najbardziej w powyzszym duchu. Korporacje prawnicze poszly nawet dalej i przyznaly sobie prawo do decydowania o tym komu mozna przyznac prawo wykonywania zawodu. > Odnośnie protestowania przeciwko społeczeństwu, to można by tu mówić o > kopaniu się z koniem lub lepiej wspinaczce na osypujące się zbocze. Czasem > rozsądniej (bezpieczniej, a i łatwiej) położyć się i poczekać, aż przestanie > zjeżdżać. Rektorzy, dziekani i wiekszosc habilitowanego towarzystwa juz od dawna leza do gory j i zliczaja kaske ktora im wplywa na konta. Staczanie sie polskiej nauki po tym zboczu nie robi na nich wiekszego wrazenia, bo oni maja pewnosc ze kaske beda dostawac do smierci. > Student w Pacanowie być może dostanie tam świetne wykształcenie w jakiejś > wąskiej dziedzinie typu weterynaria, jeśli tamtejsza uczelnia skoncentruje > się na niej i będzie budować wydział cierpliwie przez lata. A to uwazaj zebys sie nie pomylil. Jesli wladze Akademii Pacanowskiej nawiaza kontakty miendzynarodowe chocby z Uniwerkiem z Bombaju albo jakiejs dziury w Rumunii czy Bulgarii ... > Pacanów ze względów łatwych do pojęcia dla każdego przez długie lata nie > będzie w stanie konkurować z, powiedzmy, Koninem, a z Krakowem czy Warszawą > zapewne nigdy, chyba że po stuleciach zmian demograficznych. ... to w Twojej zapyzalej i zasciankowej Warszawie bedziecie sobie mogli tylko pomarzyc o absolwentach o takim stopniu zawodowego profesjonalizmu jak ci z Pacanowa ... powodzenia w pracy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość po pracy IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 18:02 Dzięki. Poleżałem już sobie do góry brzuchem i zgarnąłem kasę, wzgardliwie potraktowałem parę dzieci zainteresowanych matematyką i kilku studentów (tych, którzy przyjechali z poza Warszawy, zwyzywałem przy okazji od prowincjuszy, ależ mi ulżyło!). Teraz z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku pójdę się trochę polenić w swoim zaścianku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość spoza IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 18:09 Oczywiście "spoza", a nie "z poza". Z tego lenistwa całkiem już zdurniałem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: spoza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 18:51 Gość portalu: gość napisał(a): > Oczywiście "spoza", a nie "z poza". Z tego lenistwa całkiem już zdurniałem. W goglu naliczylo 189 000 'z poza', wiec nie przejmuj sie tak bardzo ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: po pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 19:14 Gość portalu: gość napisał(a): > Dzięki. Poleżałem już sobie do góry brzuchem i zgarnąłem kasę, wzgardliwie > potraktowałem parę dzieci zainteresowanych matematyką i kilku studentów > (tych, > którzy przyjechali z poza Warszawy, zwyzywałem przy okazji od prowincjuszy, > ależ mi ulżyło!). Teraz z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku pójdę się > trochę polenić w swoim zaścianku. Rozumiem ze pijesz do tego co napisalem. Ale ja nie napisalem tego bys sie poczul urazony, albo dlatego by sobie ulzyc, ale dlatego ze tak oceniam dzisiaj takie myslenie o Pacanowie jakie zaprezentowales. Dzisiaj i w najblizszej przyszlosci o sile uczelni nie bedzie decydowala jej tradycja, a operatywnosc jej kierownictwa. Dobry wykladowca akademicki nie powinien byc wlasnoscia uczelni. Z jego inwencji w nauczaniu powinno korzystac jak najwiecej studentow. I obecnie jest to technicznie mozliwe. Myslenie dzisiaj kategoriami sprzed 10 czy 20 lat uwazam za zasciankowe. Rozumiem ze dla Ciebie uczelnia to cos na ksztalt feudalnego ksiestwa. Jednak dla studentow moze sie to okazac czyms na ksztalt folwarku. Ja nie odmawiam Tobie pracowitosci, napisz jednak prosze jaka rektor czy dziekan ponosi obecnie odpowiedzialnosc za program studiow, za to czego studenci sie ucza na laboratoriach ?? Za to w jakim zwiazku ze soba pozostaje material objety programem. Oprocz tej oczywiscie przed Bogiem i historia. Studenci i tak przeciez beda walic drzwiami i oknami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: po pracy IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 20:01 Nie poczułem się jakoś szczególnie urażony, bo nawykłem do tego typu sformułowań na internetowych forach; po prostu z tego typu wypowiedziami nie sposób polemizować. Co do Pacanowa i podobnych mu miejscowości, nie chodzi przecież o umysłowe zasklepienie tamtejszych mieszkańców i ich paskudne zaściankowe obyczaje. Wielu studentów naszego wydziału, może i połowa, przyjechało na studia spoza Warszawy, część z małych miejscowości, a nie byłbym w stanie oddzielić przyjezdnych od miejscowych po wyglądzie, zachowaniu czy, co najważniejsze, po tym, co mają w głowach. Rzecz w tym (jednak muszę wyjaśnić, choć wydaje mi się to całkiem oczywiste), że nie sposób w małej miejscowości skumulować masy krytycznej niezbędnej do zaistnienia uniwersytetu z prawdziwego zdarzenia. Pominę tu kwestię atrakcyjności dla kadry, bo mogę sobie wyobrazić uczelnie w najgorszych nawet miejscach przełamujące tę barierę za pomocą bodźców finansowych (tak jest często w USA). Jednak nawet w krajach, w których mobilność i zdolność do zmiany miejsca zamieszkania jest znacznie większa niż w Polsce, rzadko się zdarza, by w odludnym małym miasteczku był świetny uniwersytet. Świetny jako całość - bo pojedyncze wydziały czasem udaje się tam zbudować na niezwykle wysokim poziomie, właśnie dzięki temu, że w odpowiednim momencie zapada właściwa decyzja, na co trzeba postawić. Oczywiście, będą czasem całe miasteczka-kampusy, ale zwykle na obrzeżach wielkich metropolii, w zasięgu godziny dojazdu (obrzeża też często wyglądają tak, że do centrum można się dostać pieszo ani na chwilę nie opuszczając zwartej zabudowy). To nie jest sytuacja Pacanowa i długo nie będzie, nie za mojego życia, ani paru następnych pokoleń. Natomiast szkołę typu mydło i powidło, z jednym czy dwoma sensownymi wydziałami pewnie dałoby się tam założyć i utrzymać, pod warunkiem bardzo dobrego marketingu (bo o wiele łatwiej założyć taką w - trzymajmy się tego przykładu - Koninie). Nie ma warunków dla koncentracji dobrej kadry i dobrych studentów, a trzeba byłoby to jeszcze zgrać w czasie i podtrzymać przez parę lat. Już na przykład Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku, z tego, co o niej słyszę, ma spore szanse osiągnąć taki status i utrzymać go. No, ale Pułtusk to bardziej Konin niż Pacanów, prawda? Za feudalnym modelem nie tęsknię, u nas na wydziale jest zresztą bardzo demokratycznie w sferze obyczaju, jak na polską naukę. Ale nauka ani edukacja w sferze merytorycznej niestety niewiele mają wspólnego z demokracją. Piszę "niestety", bo tak byłoby przyjemniej, ale nie jest, i już. Co do reformy programów, to u nas na wydziale właśnie spora grupa osób w pocie czoła nad tym pracuje, w granicach dopuszczonych przez ministerialne wytyczne i zobowiązania wobec Unii Europejskiej. Ci studenci, którzy będą chcieli się czegoś nauczyć, długo jeszcze będą ściągać na nasz wydział matematyki (i kilka innych w Polsce), ale nie wiem, czy będzie to walenie drzwiami i oknami. Nie wydaje się, by większości studentów w Polsce zależało na czymś więcej niż podstawowa obsługa komputera i parę innych prostych umiejętności, których z pewnością mogą się nauczyć w Pacanowie. Większość pracodawców więcej też nie wymaga, więc nie jest to wielki problem społeczny (albo i jest, bo to oznacza, że rynek pracy nie modernizuje się, ale tego na bieżąco nikt nie czuje; czasem tylko ktoś zapsioczy na bezrobocie, czemu oczywiście winien jest Balcerowicz, masoni i kosmici, natomiast z codziennymi wyborami poszczególnych ludzi nie ma to żadnego, ale to żadnego związku). Ci zaś pracodawcy, którzy chętnie wessą z rynku dowolną liczbę absolwentów, ale szukają ich nie pod kątem dyplomowego świstka, lecz inteligencji i zdolności do samodzielnego myślenia, skarżą się, że coraz trudniej kogokolwiek znaleźć, gdziekolwiek. Wszyscy już gdzieś pracują, a nowych jest za mało (dodam, że ci "wessani" niezależnie od pochodzenia wyższą edukację w większości wypadków odbierali na kilku największych uczelniach, nie zaś w Pacanowie). Prawdę mówiąc, całkiem mi się już nie chce dyskutować. Będzie jak naród zdecyduje, a partia pozwoli. Ja i tak będę robić swoje w granicach prawa, a kraj będzie rósł w siłę i ludzie żyli dostatniej. Dobranoc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p. Re: po pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 21:54 Gość portalu: gość napisał(a): ... > Jednak nawet w krajach, w których mobilność i zdolność do zmiany miejsca > zamieszkania jest znacznie większa niż w > Polsce, rzadko się zdarza, by w odludnym małym miasteczku był świetny > uniwersytet. Świetny jako całość - bo pojedyncze wydziały czasem udaje się > tam > zbudować na niezwykle wysokim poziomie, właśnie dzięki temu, że w odpowiednim > momencie zapada właściwa decyzja, na co trzeba postawić. Przyznam sie ze nie bardzo rozumiem co to jest takiego swietny uniwesytet jako calosc. Przeciez studiujac na danym wydziale i do tego na okreslonym kierunku mnie dotyczy tylko to jaki jest program moich studiow. Co ma do tego swietnosc uniwersytetu ??? > Oczywiście, będą > czasem całe miasteczka-kampusy, ale zwykle na obrzeżach wielkich metropolii, > w zasięgu > godziny dojazdu (obrzeża też często wyglądają tak, że do centrum można się > dostać pieszo ani na chwilę nie opuszczając zwartej zabudowy). To nie jest > sytuacja Pacanowa i długo nie będzie, nie za mojego życia, ani paru > następnych pokoleń. To mam w takim razie prosbe o wyjasnienie w jakim celu musialbym osobiscie sie udawac do Pacanowa by studiowac na ichniejszej Akademii ?? Czy widok zmaterializowanego wykladowcy tak zbawiennie dziala na studentow, ze inne metody nauczania akademickiego pozostaja daleko w tyle ?? ... > Już na przykład Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku, z tego, co o niej > słyszę, ma spore szanse osiągnąć taki status i utrzymać go. No, ale Pułtusk > to bardziej Konin niż Pacanów, prawda? Dla mnie to niezbyt istotna roznica. Natomiast zastanawia mnie jedna rzecz czy to o czym ja pisze jest tak niedorzeczne ze przez delikatnosc nie raczysz mi o tym napisac, czy tez po prostu boisz sie poruszyc ten temat by nie obnazyc slabosci obecnego systemu szkolnictwa wyzszego. > Za feudalnym modelem nie tęsknię, u nas na wydziale jest zresztą bardzo > demokratycznie w sferze obyczaju, jak na polską naukę. Ja piszac o feudalnym systemie nie mialem na mysli obyczaju, tego jak kto komu u was nisko sie klania. Co ja rozumiem pod pojeciem systemu feudalnego ? Zalozmy ze jest u was profesor o ktorego wykladach chodza legendy ze taki ma dar i warsztat ze bezblednie trafia do swoich studentow. Wyobraz tez sobie ze Akademia z Pacanowa zaplacilaby waszemu profesorowi grube pieniadze za to by swoje wyklady udostepnil im w formie elektronicznej I raz na dwa tygodnie poswiecil dwie godziny na konsultacje dla studentow rowniez przez siec. Czy takiemu profesorowi byloby wolno zawrzec kontrakt z Pacanowem ? Czy tez nie byloby mu wolno, bo jest on u was na etacie i pracuje on na wasza slawe i legende a Pacanow niech sie wypcha i szuka sobie dalej ? > Ale nauka ani edukacja > w sferze merytorycznej niestety niewiele mają wspólnego z demokracją. > Piszę "niestety", bo tak byłoby przyjemniej, ale nie jest, i już. Mnie wszakze nie idzie o sfere merytoryczna, a organizacyjna. Czy tani dostep do edukacji na najwyzszym poziomie jest sprzeczny z interesem srodowiska akademickiego ? Ja jestem przekonany ze gdyby srodowisko akademickie przyjelo taki kierunek zmian za priorytet to w stosunkowo szybkim okresie czasu by wiele zyskalo. Oczywiscie wczesniej zyskaloby na tym spoleczenstwo. > Co do reformy programów, to u nas na wydziale właśnie spora grupa osób w > pocie czoła nad tym pracuje, w granicach dopuszczonych przez ministerialne > wytyczne i zobowiązania wobec Unii Europejskiej. > > Ci studenci, którzy będą chcieli się czegoś nauczyć, długo jeszcze będą > ściągać na nasz wydział matematyki (i kilka innych w Polsce), ale nie wiem, > czy będzie to walenie drzwiami i oknami. > Nie wydaje się, by większości studentów w Polsce > zależało na czymś więcej niż podstawowa obsługa komputera i parę innych > prostych umiejętności, których z pewnością mogą się nauczyć w Pacanowie. Wiekszosc chcialaby zdobyc takie umiejetnosci by dzieki nim mogla znalezc prace. Czy to sa proste umiejetnosci to juz rzecz wzgledna. Czy to taki dyshonor dla nauczyciela akademickiego by spelnic ich niewygorowane oczekiwania ?? Czy koniecznie zamiast tego trzeba ich testowac przy pomocy nieprzydanej dla zdecydowanej wiekszosci z nich teorii ? > Większość pracodawców więcej też nie wymaga, więc nie jest to wielki problem > społeczny (albo i jest, bo to oznacza, że rynek pracy nie modernizuje się, > ale tego na bieżąco nikt nie czuje; czasem tylko ktoś zapsioczy na > bezrobocie, Ale przeciez dzisiaj mamy gospodarke globalna, wiec wyksztalcenie powinno byc dostosowane nie do tego czego wymagaja lokalni pracodawcy lecz do tego czego sie wymaga na swiecie. ... > nowych jest za mało (dodam, że ci "wessani" niezależnie od pochodzenia wyższą > edukację w większości wypadków odbierali na kilku największych uczelniach, > nie zaś w Pacanowie). Czy to ma byc argument ze w Pacanowie sie nie da ? Czy tez tylko ze nie dalo sie do tej pory ? > Prawdę mówiąc, całkiem mi się już nie chce dyskutować. ... A szkoda bo z ciekawoscia bym poznal jeszcze pare odpowiedzi na nurtujace mnie ( i chyba nie tylko mnie ) pytania. dobranoc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość koniec IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 27.03.06, 09:45 Krótka odpowiedź na parę uwag na koniec: Ależ oczywiście, p., że rozumiesz, co to znaczy "świetny uniwersytet jako całość", co jasno wynika z Twojej odpowiedzi. Ty tylko uważasz, że to nie ma specjalnego znaczenia dla wyboru studiów, i z tym się zgadzam. Dlatego niech sobie małe placówki rozwijają to, co dadzą radę rozwinąć, a w wybranych wąskich kierunkach będą z czasem może i lepsze od dużych uniwersytetów z tradycjami. Co do pracy gdzie indziej - oczywiście, że nikt takowej oficjalnie nie zabrania, bo to pewnie byłoby sprzeczne z prawem pracy, choć ostatnio miały wejść w życie ograniczenia, żeby uniknąć sytuacji, w której co poniektórzy "uczyli" na parunastu uczelniach naraz. Natomiast w zrozumiały sposób taka konkurencja nie musi być mile widziana (to tak, jakbyś pracował na dwa etaty, w sklepiku i u jego konkurenta za rogiem). Jaki jest stan prawny w tej chwili, tego nie wiem. Ale skoro Pacanów ma te wielkie pieniądze, to czemu po prostu nie weźmie sobie tego profesora? Co do skryptów wykładów, to one często są dostępne w sieci (np. u wielu osób na naszym wydziale) albo wręcz wydrukowane w formie porządnie wydanych książek do kupienia na terenie kraju. Tak się jednak składa, że korzystanie z wykładu i ćwiczeń z wykładowcą "na żywo" ma swoje dodatkowe zalety - w przeciwnym razie czemuż by i UW nie miał odesłać studentów z sal wykładowych do książek, ileż kosztów by się zaoszczędziło! Barierą dla małomiasteczkowych uczelni jest przede wszystkim poziom "na wejściu" ich studentów. To, że napisałem, iż studenci spoza Warszawy nie odbijają od miejscowych, nie oznacza, iż edukacja wszędzie jest taka sama. Ich koleżanki i koledzy, którzy nie zdołali dostać się na studia na lepsze uczelnie, bo źle wypadli na maturze, są już inną, zdecydowanie odróżnialną statystycznie grupą. Nie, nie jest dyshonorem dla wykładowcy akademickiego uczenie obsługi komputera i jak dodać 2+2 w Excelu. Dla niektórych jest to stratą czasu, bo potrafią zrobić więcej, a taką edukację z powodzeniem może przekazać bystry wiejski nauczyciel czy nawet wielu bystrych nastolatków. Nie trzeba do tego ściągać fachowca z UW. Ale uczyć oczywiście trzeba. Nie, nie będę dalej dyskutować. Oczywiście, wymawiam się brakiem czasu, ale w rzeczywistości kieruje mną zła wola. Gdyby nie tacy jak ja, każdy w Polsce miałby wykształcenie co najmniej 20% wyższe od przeciętnej, ale skuteczne knowania moje i mnie podobnych udaremnią ten świetlany scenariusz. Odpowiedz Link Zgłoś
t0g Re: Carmen: 21.03.06, 11:51 Chciałem Ci powiedzieć, że zawsze czytam Twoje posty z wielką uwagą, na jaki temat by nie były. Równiez Twoje posty w tym wątku przeczytałem i muszę powiedzieć, ze mnie one nieco skłoniły do zmiany dotychczasowego stanowiska w sprawie habilitacji. Dotąd byłem zagorzałym przeciwnikiem. Teraz ta postawa jakoś we mnie osłabła. Chyba się wycofam na pozycje neutralne typu: "a niech tam sobie będzie, co będzie - ja jestem za głupi, żeby rozsądzać". To, że nie musiałem robić habilitacji, stanowiło dla mnie ważny element przy podejmowaniu decyzji "zostać w USA, czy wracać". No ale w końcu dotyczyło to tylko mojej skromnej osoby, nikogo więcej. Ale co do nauki w Kraju - może rzeczywiście masz racje? Sytuacja w Kraju jest ogromnie rozna odtej w USA, wiec przenoszenie modelu amerykanskiego do Polski moze nie byc dobrym pomyslem. Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Carmen: 21.03.06, 12:15 Konieczne są radykalne zmiany w szkolnictwie wyższym, bo inaczej nakłady na oświatę i naukę będą nadal marnotrawione www.nfa.pl/articles.php?id=187 Odpowiedz Link Zgłoś
wewel przykładowa habilitacja 21.03.06, 19:26 To jest fragment przedmowy habilitacji prof. Dr-a hab. Szplita Andrzeja z Akademii Świetokrzyskiej w Kielcach. Podobno była wysoko przez różne gremia oceniana. Została obroniona w Hochschule fuer Oekonomie w enerdówkowskim Berlinie na poczatku listopada 1989 roku. Autor miał w dorobku naukowym 7 prac w lokalnym wydawnictwie uczelnianym jednej z polskich uczelni (po polsku), cztery p[race w geazecie „Słowo Ludu” (organ KW PZPR w Kielcach) oraz jeden maszynopis w języku niemieckim. To jest dosłowny cytat postu z forum dyskusyjnego GW w Kielcach forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=24536089&a=28391261 gdzie sporo o tej pracy dyskutowano. Obrońca prof. Szplita i jego pracy twierdzi, ze praca ma duże walory naukowe. „Praca zaczyna się tak: >>Vorwort Die Beschluesse und Materialien des XI. Parteitages der SED, des X. Parteitages der PVAP sowie des XXVII. Parteitages der KPdSU verdeutlichen erneut; Der Hauptweg der weiteren Gestaltung der sozialistischen Gesellschaft ist gekennzeichnet von der Einheit von Wirtschafts- und Sozialpolitik. Von der Beherrschung dieses Wechselvarhaeltisses und der sich insbesondere aus der revolutionären Entwicklung der Produktivkräfte ergebenden wachsenden Komplexität des volkswirtschaftlichen Reproduktionsprozcese hängt es ab, in welchem Masse die Ziele, zur weiteren Erhöhung des materiellen und geistig- kulturellen Lebensniveaue der Bevölkerung auf der Grundlage eines kontinuierlichen und hohen Wirtschaftswachstums erreicht werden können. Die Wohnungspolitik ist ein wesentlicher Bestandteil der Sozialpolitik des sozialistischen Staates. Wohnungsbeduerfnisse auf sozialistische Weise zu befriedigen und sozialistische Wohnverhältnisse zu schaffen heißt gleichermaßen auch, gesellschaftliche Bedingungen zu gestalten.<< Przepraszam, jeśli skan nie jest najlepszy. A można to przetłumaczyć następująco: „Przedmowa. Postanowienia i materiały XI zjazdu SED, X zjazdu PZPR jak również XXVII zjazdu KPZR dobitnie przypominają (ponawiają): Główna droga (sposób) dalszego kształtowania socjalistycznego społeczeństwa jest scharakteryzowana przez jedność polityki gospodarczej i socjalnej. Od opanowania tych zmieniających się stosunków i wynikłej z otrzymywanego w szczególności z rewolucyjnego rozwoju sił produkcyjnych rosnącej złożoności ludowo –gospodarczych (spółdzielczych) procesów reprodukcyjnych zależy w jakim zakresie mogą zostać osiągnięte cele dalszego wzrostu materialnego i duchowo kulturalnego poziomu życia ludności na bazie ciągłego i wysokiego wzrostu gospodarczego. Polityka mieszkaniowa jest jedną z istotniejszych części składowych polityki socjalnej socjalistycznego państwa. Zaspakajać na socjalistyczny sposób potrzeby mieszkaniowe i tworzyć socjalistyczne stosunki mieszkaniowe oznacza również tworzyć [odpowiednie] warunki społeczne.” Niech mi ktoś powie, co to takiego "sozialistische Wohnverhältnisse" (socjalistyczne stosunki mieszkaniowe). To tłumaczenie jest bardzo toporne, ja nie mam ambicji bycia biegłym tłumaczem takich tekstów. Nie znam ani terminologii, ani sposobu prezentowania myśli w tym stylu. Nie mam też czasu ani ochoty, aby się do tego specjalnie przykładać. Generalnie praca jest, chyba nawet w porównaniu do prac powstałych w naszej rodzimej Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR, mocno „ideologiczna”. Tak np. słowo „sozialistisch” (socjalistyczny) występuje na pierwszej stronie przedmowy co najmniej 8 razy, zwrot VR Polen (PRL) na pierwszej stronie przedmowy dwa razy. Słowa „Polen” (Polska) bez skrótu VR (Volksrepublik) nie spotkałem, mimo, iż formalnie rzecz biorąc w chwili, gdy Szplit stopień uzyskiwał (nie wcześniej niż trzeciego listopada 1989, kiedy to odbyło się kolokwium) PRL już nie istniał(a)! Nie było więc potrzeby używania tej nazwy. A NRD istniała, tak naprawdę, jeszcze tylko sześć dni. Jesienią 1989 roku NRD wrzała, w Lipsku co dzień była jakąś demonstracja, a ludzie masowo zabezpieczali akta STASI (NRD-owski odpowiednik naszej Bezpieki). Bóg jeden wie, kto, jak i GDZIE miał te „nowe zadania” ze szplitowej habilitacji realizować. To są realia tej pracy. Autor cytuje np. wypowiedzi E. Honeckera i naszego W. Jaruzelskiego ze zjazdów SED i PZPR, jak zrozumiałem, jako źródła naukowe. Nie znam się na stylu uprawiania nauki pt. „ekonomia polityczna socjalizmu”, ale nie wydaje mi się by wypowiedzi te wnosiły cokolwiek do jakiejkolwiek nauki (nie dyskutuję np. o „nośności” ich treści, ale choć się na tym nie znam, to wiem, że takie hasła bywały bardzo nośne)”. A to jest życiorys profesora dr-a ha. A. Szplita w sygnowanej jego nazwiskiem książce. Pochodzi z książki "Leksykon przedsiębiorczości" pod redakcją profesora Andrzeja Szplita. Pozycja nie jest z lat zamierzchłego PRL-u, lecz sprzed kilku lat cytuję fragment: Szplit Andrzej odgrywa poważną rolę wśród grona współczesnych ekonomistów i działaczy zajmujących się problematyką organizacji i zarządzania. Urodził się 3 listopada 1942 r. W Kielcach w rodzinie inteligenckiej. Tutaj wychowywał się i ukończył szkołę średnią. W 1960 roku rozpoczął studia w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Jego nauczycielem był Józef Kaleta, jeden ze zwolenników transformacji systemowej w Polsce, który wpajał mu nie tylko gruntowną wiedzę z ekonomii klasycznej, (J.A.Schumpetera, J. Burnhama, D. Bella i J.K. Galbraitha), ale i zasady funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej. Wpływ Józefa Kalety na Andrzeja Szplita był bardzo znaczący, gdyż nie tylko 211; napisał pod jego kierunkiem pracę doktorską, ale i w pierwszym okresie swojej działalności naukowej przejął od swego mistrza poglądy na metodę badań i istotę zjawisk społeczno-gospodarczych. Uważa się za ucznia J. Kalety i jest zwolennikiem gospodarki rynkowej, szuka jednak dróg własnych. W 1967 r. Andrzej Szplit wrócił do Kielc. Przez 4 lata pracował jako nauczyciel ekonomii w szkole średniej, następnie awansował na stanowisko dyrektora przedsiębiorstwa produkcyjno-handlowego. W latach 1975-1980 pracował w służbach inwestycyjnych, pełniąc funkcję zastępcy dyrektora ds. ekonomicznych kieleckiego INWESTPROJEKTU. Pilnie obserwował życie gospodarcze i społeczne, dużo czytał, zapoznając się z dorobkiem światowej myśli ekonomicznej, filozoficznej i społecznej. Praca na stanowiskach kierowniczych w handlu i budownictwie stała się bodźcem do ukończenia Studium Podyplomowego z zakresu organizacji i zarządzania na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. W 1980 r. Rozpoczął pracę w Politechnice Świętokrzyskiej, początkowo jako adiunkt w Instytucie Technologii i Organizacji Budownictwa, a następnie – zastępca dyrektora ds. dydaktycznych w instytucie Nauk Społecznych. W 1984 r. Odbył 5 miesięczny staż naukowy w Uniwersytecie w Lipsku, gdzie napisał „Studium o finansach w budownictwie”. Praca ta zrodziła się pod wpływem niedoskonałości zarządzania mieszkalnictwem w systemie nakazowo- rozdzielczym i była wstępem do przygotowywanej ogólnej teorii efektywności i rozwoju tego działu gospodarki. Dzięki znajomości języków obcych i dużemu dorobkowi naukowemu otrzymał stypendium habilitacyjne w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie, gdzie powstała obszerna praca habilitacyjna pod charakterystycznym dla tego okresu tytułem: „Porównywalne badania efektywności inwestycji mieszkalnictwa w krajach europejskich”. Był pierwszym Polakiem, który na tej berlińskiej uczelni zdobył tytuł doktora habilitowanego nauk ekonomicznych. Andrzej Szplit w pracy habilitacyjnej wykazał nie tylko ogrom erudycji i zdolności pisarskich, ale również dowiódł, że jest ekonomistą samodzielnym i zwolennikiem efektywnej gospodarki rynkowej. Przeciwstawiając się przeżytkom centralnego zarządzania i Odpowiedz Link Zgłoś
wewel przykładowa habilitacja cd 21.03.06, 19:29 "ucięło", więc kończę. "Przeciwstawiając się przeżytkom centralnego zarządzania i planowania opowiedział się za rozwojem własności prywatnej w budownictwie, zarówno w mieście jak i na wsi. W czasie pobytu na stażu i stypendium habilitacyjnym w Niemczech wykładał na Uniwersytecie w Lipsku, w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie i Hochschule fuer Technik und Wirtschaft w Mittweidzie. Po powrocie z Berlina w 1990 r. Był organizatorem dwóch zakładów w Politechnice Świętokrzyskiej: na Wydziale Budownictwa Lądowego – Samodzielnego Zakładu Ekonomiki i Marketingu w Budownictwie oraz Ogólnouczelnianego – Samodzielnego Zakładu Ekonomii, Zarządzania i Marketingu. W tym samym roku otrzymał nominacje na stanowisko profesora nadzwyczajnego i wychodząc naprzeciw potrzebom kształcenia ustawicznego utworzył w uczelni Szkołę Przedsiębiorczości i Biznesu. Doprowadził także do pomyślnego stanu kształcenie podyplomowe Jest jednym z inicjatorów opracowania założeń dydaktycznych i organizacyjno- finansowych kierunku studiów Zarządzanie i Marketing. Ostatnio spełnia statutowe obowiązki wynikające z zajmowanych stanowisk, m.in.: kierownika Samodzielnego Zakładu Ekonomii, Zarządzania i Marketingu; prodziekana Wydziału Mechanicznego, dyrektora Szkoły Przedsiębiorczości i Biznesu. Współpracuje z uczelniami krajowymi i zagranicznymi. Jest autorem wielu publikacji w opracowaniach krajowych i zagranicznych. Pełni funkcję przewodniczącego Zarządu Oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Kielcach i jest członkiem Regionalnej Rady Naukowo – Gospodarczej przy Wojewodzie Kieleckim. Żonaty, ma dwoje dzieci, syn jest magistrem ekonomii, ukończył krakowską Akademię Ekonomiczną, córka kończy medycynę w Akademii Medycznej w Warszawie. Jest optymistą i ma duże poczucie humoru. Dla przedsiębiorczych rodaków w warunkach gospodarki rynkowej upatruje ogromne możliwości rozwoju." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: coto Re: Habilitacje IP: *.konst.silesianet.pl 23.03.06, 22:57 Obiecujaca jest zapowiedz lustracji. Polskie uczelnie to skanseny komunizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Habilitacje 25.03.06, 20:03 Gość portalu: coto napisał(a): > Obiecujaca jest zapowiedz lustracji. Polskie uczelnie to skanseny komunizmu. a UB i SBecy będą nadal pracować na uczelniach?? czy lustracja dotyczy tylko tych zmuszanych do współpracy z nimi?? Odpowiedz Link Zgłoś
bretko Re: Habilitacje 25.03.06, 14:12 Prof. Zbigniew Olesiński, który pracuje w Akademii Pedagogicznej w Kielcach, jest przykładem bardzo przedsiębiorczego człowieka. Reprezentuje SLD, a którego listy startował w wyborach do Sejmu. Był wiceministrem Edukacji i szefem gabinetu politycznego Ministerstwa Kultury. Jest doktorem politologii Uniwersytetu Warszawskiego. Nie wiadomo jak jest z jego habilitacją. Ma nostryfikacje dyplomu Moskiewskiej Wyższej Szkoły Zarzadzania, ale nie wiadomo czy był to dyplom doktora habilitowanego czy tylko drugi doktorat. Jest to dyplom z poczatku lat 90 tych. Zdaje się, ze ta uczelnia nie miała wtedy uprawnień do habilitowania. Ponadto dyplomy uczelni rosyjskich nie trzeba było wtedy nostryfikować. Ta nostryfikacja obowiązuje dopiero od 2 albo 3 lat. Dyplom był z historii, a prof. Olesiński jest profesorem zarzadzania. Może ktoś się orientuje jak z sekretarza partyjnego uczelni zostać profesorem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktor Re: Habilitacje IP: *.183.udn.pl 28.03.06, 22:58 Obowiązek nostryfikacji zabużańskich dyplomów został wprowadzony pod sam koniec UBIEGŁEGO roku. Do tej pory obowiązywała Konwencja Praska o wzajemnym uznaniu tytułów i stopni naukowych. A tak na marginesie - Czechy wypowiedziały tę konwencję natychmiast po odzyskaniu suwerenności - około 1990 roku. Polska - w 2005. Odpowiedz Link Zgłoś
nfa05 Re: Habilitacje 29.03.06, 13:19 Nie bez przyczyny. Gdyby nastąpiło to wczesniej to niektore 'uczelnie' nie miałyby minimum kadrowego. Kadry zabużańskie to powazne wzmocnienie skansenow PRLu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Polska potrzebuje użytecznych wyników badań... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.06, 09:37 ... i ta użyteczność oceniana rynkiem (czyli pieniądzem) powinna być głównym kryterium awansu (zdobywania stopni i stanowisk w instytucjach N+B) pracowników N+B+R. Wszystko inne (w tym habilitacje - czy ich brak) prowadzi do takiego stanu jaki mamy w Polsce po 1990 kiedy to całkowitą i jedyną kontrolę nad sobą sprawują profesorowie uczelni i PAN-ów. A ten stan to biała plama naukowo-technologiczna od Bałtyku po Tatry i od Bugu do Nysy-Odry. Ta biała plama kosztuje nas rocznie kilkanaście miliardów złotych i brak oparcia życia gospodarczego, społecznego na działalności naukowo- badawczo-rozwojowej. Odpowiedz Link Zgłoś
unicef123 Re: Polska potrzebuje użytecznych wyników badań.. 02.04.06, 17:45 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > ... i ta użyteczność oceniana rynkiem (czyli pieniądzem) powinna być głównym > kryterium awansu (zdobywania stopni i stanowisk w instytucjach N+B) pracowników > > N+B+R. > Wszystko inne (w tym habilitacje - czy ich brak) prowadzi do takiego stanu jaki > > mamy w Polsce po 1990 kiedy to całkowitą i jedyną kontrolę nad sobą sprawują > profesorowie uczelni i PAN-ów. > A ten stan to biała plama naukowo-technologiczna od Bałtyku po Tatry i od Bugu > do Nysy-Odry. Ta biała plama kosztuje nas rocznie kilkanaście miliardów złotych > > i brak oparcia życia gospodarczego, społecznego na działalności naukowo- > badawczo-rozwojowej. > zawsze można wymyśleć "inteligentny" temat ( jak ma się układy ) i brać dużą kasę!Ma się to do nauki tak jak..............ech! > Odpowiedz Link Zgłoś