Dodaj do ulubionych

Habilitacje

20.03.06, 10:06
Czy habilitacja zniknie?
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3222096.html--
www.nfa.pl/index.php
Obserwuj wątek
    • Gość: xyz Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 10:20
      Pierwszy link nie działa. Ale mozecie zobaczyc też"czy habilitacja zniknie?" na
      wiadomości/kraj.
      • khmara Re: Habilitacje 20.03.06, 10:41
        Poprawny link w sygnaturce:
        • Gość: omikron3 Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 12:21
          Dwa stopnie: magister i doktor. Profesor -wyłącznie jako stanowisko na uczelni.
          PS.znam osoby, którze po doktoracie pozostały w Stanach. Robia wielką naukę, a
          nigdy habilitacji nie zrobiły...
          • Gość: xyz Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 12:23
            pod warunkiem,że doktoraty będą na poziomie.
            • nfa05 Re: Habilitacje 20.03.06, 12:52
              Warunkiem jest wprowadzenie jawności dorobku i rzeczywistych konkursów oraz
              otwarcia systemu na recenzentow i promotorow zagranicznych
              • node Re: Habilitacje 20.03.06, 13:06
                Zaraz zarac.. a co to znaczy jawnosc dorobku??? To w Polsce dorobek moze byc
                niejawny? Na stronie www danego profesora sa zwykle wszystkie publikacje..
                prawda? Albo mozna sprawdzic w bazach danych cytowan...

                • nfa05 Re: Habilitacje 20.03.06, 14:01
                  To Waćpan jest slabo zorientowany. Prosże poczytać co mowia na ten temat
                  fakty: www.nfa.pl/articles.php?id=59
              • osa5 Re: Habilitacje 20.03.06, 15:45
                habilitacje nie rozwijają nauki a hamują
            • pashow.von Re: Habilitacje 23.03.06, 01:00
              Gość portalu: xyz napisał(a):

              > pod warunkiem,że doktoraty będą na poziomie.

              Nie będą na poziomie, jeżeli powstaną w ramach obecnego układu, gdy profesorami
              zostają miernoty bez dorobku. Nie tędy droga. Trzeba zmienić system awansowania
              na stanowiska profesorskie, a doktoraty poprawią się automatycznie.
              Nie doktoranci są źródłem zła. Oni - przynajmniej na początku - nie są jeszcze
              zdemoralizowani i cyniczni. To system ich tak kształtuje.
              • Gość: Lucusia Re: Habilitacje IP: 212.244.186.* 23.03.06, 15:13
                No i gdy profesorowie w wieku emerytalnym będą wysyłani na emerytury. Teraz taki siedzi ile może - gdy juz się nie da na cały etat, to choćby ćwierć (to i tak więcej pieniędzy niż dostaje doktorant, czy nawet doktor). Zajmuje pokój, stanowisko, a zajmuje się zasadniczo blokowaniem młodszych i ambitniejszych, żeby dorobkiem nie przebili dyrektora. Oczywiście są wyjątki, ale potwierdzaja regułę.
          • Gość: omikron3 Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 13:59
            Problemem jest dośc niski pziom prac doktorskich, co jakby powoduje konieczność
            dodatkowego stopnia dla "prawdziwego" (mówi się samodzielnego) naukowca.
            • ewa9823 Re: Habilitacje 20.03.06, 17:35
              Gość portalu: omikron3 napisał(a):

              > Problemem jest dośc niski pziom prac doktorskich, co jakby powoduje
              konieczność
              > dodatkowego stopnia dla "prawdziwego" (mówi się samodzielnego) naukowca.


              to jest wnioskowanie typu: po stracie szóstej nogi pchła straciła słuch

              • krwawy.zenek Re: Habilitacje 02.04.06, 16:24
                Nie, to stwierdzenie oczywistego faktu. W tej chwili poziom doktoratów jest
                stanowczo zbyt niski (i zbyt nierówny) by doktorat był przepustką
                do "samodzielnej" kariery. To smutny fakt.
            • Gość: omikron3 Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 18:12
              powiedziałem "jakby", by się zdystansować. Ale co tam, niech bedzie,że bronię
              habilitacji z powodu niskiego poziomu doktoratów;) Co proponujemy?
            • pashow.von Przyczyna i skutek 23.03.06, 01:04
              Poziom prac doktorskich jest niski, bo jest niski poziom tych którzy ich
              prowadzą (tzn. właśnie habilitowanych). Na pewno nie dlatego że - akurat -
              młodzi Polacy zamiast mądrzeć, jak ich rówieśnicy na całym świecie - głupieją.
              • Gość: gość Re: Przyczyna i skutek IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 10:16
                Oczywiście, genetycznie jest bez zmian, potencjalnych geniuszy i idiotów mamy
                pewnie wśród młodzieży w podobnych proporcjach co kiedyś i w innych krajach.
                To, co bardzo się zmieniło, to zdolność naszej młodzieży do samodzielnego
                myślenia - najwyraźniej ktoś polskie dzieci od niego uporczywie oducza (a co
                najmniej - nie uczy) i to jeszcze na długo przed studiami. Świadomość własnych
                praw (ja bym to czasem nazwał roszczeniowością) za to rośnie. W rezultacie
                każdy jest winny tego, że student nie daje sobie rady - poza nim samym.
                • krwawy.zenek Re: Przyczyna i skutek 02.04.06, 16:25
                  Zgadza się.
            • ewa9823 habilitacje nie są lepsze od doktoratów 25.03.06, 20:00
    • Gość: k3k Re: Habilitacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.06, 14:33
      Przed wojną był sobie taki matematyk, Stefan Banach. Objął stanowisko profesora,
      choc nie miał magisterium. Pytanie za 1024 punkty: czy mozliwe byłoby to w
      Polcce dziś? To jako przyczynek do dyskusji, czy bardziej liczą się u nas
      "formalości", czy -sami wiecie co.
    • Gość: gosc Re: Habilitacje IP: *.molgen.mpg.de 20.03.06, 15:56
      Powtorze po raz kolejny

      Polska nie ma szans przyciagnac zadnego naukowca zza granicy - noblista
      amerykanski nie ma habilitacji, wiec u nas jest ponizej dr.hab. z uniwersytetu
      regionalnego. Habilitacja i profesura to iluzja, ze naukawiec, ktory nic nie
      zrobil od 20 lat, albo wcale, ma pozycje, bo ma napis habilitacja lub profesura.
      Jak gdyby nauka swiatowa stala w miejscu i dr.hab. na zawsze zostanie dobrym
      naukowcem.

      Habilitacja istnieje tylko w kilku krajach swiata - z czego w Niemczech juz sie
      odchodzi. Wiekszosc swiata, w tym dwa kraje o najbardziej rozwinietej nauce -
      USA i Wlk. Brytania habilitacji nie maja. Oceniaja naukowcow po pracach
      naukowych, nie ksiazce z napisem "habilitacja". USA i Wlk.Brytania maja lacznie
      20 z 20 najlepszych uniwersytetow swiata.

      Nowosc to ucieczka za granice prawie wszystkich zdolnych naukowcow polskich. Nie
      potrzebuja meczyc sie w bagnie towarzyskich ukladow, moga rozwijac swoja pasje
      za granica. A ich dorobek wzbogaca gospodarke Stanow Zjednoczonych, Wlk.
      Brytanii itp., a nie naszego kraju.

      To samo powtarza sie od 30 lat, przez ten czas zainteresowani naukowcy wyjechali
      za granice albo odeszli z nauki.
      • ewa9823 Re: Habilitacje 20.03.06, 17:37
        niezły pomysł
    • Gość: Carmen Sandiego Re: Habilitacje IP: *.dyn.centurytel.net 20.03.06, 16:26
      Polskiej nauce, tak jak i wielu innym dziedzinom zycia publicznego, potrzebny
      jest przede wszystkim rozum, rozsadek i poczucie odpowiedzialnosci. Dyskusja o
      habilitacji jest wyrazna dyskusja zastepcza. Mnie tez sie habilitacja nie
      podoba i tez uwazam ze jej zniesienie sporo zmieni, obawiam sie jednak ze cala
      energia i amunicja reformatorow moze sie w tej walce wyczerpac a wtedy system
      wroci kuchennymi dzwiami do stanu poprzedniego.

      Wyrwanie z systemu habilitacji spowoduje proznie, a natura prozni nie lubi.
      Jezeli do zniesienia habilitacji dojdzie, to pojawia sie glosy ze trzeba ja
      zastapic „ocena dorobku”. Zawsze niestety w zyciu spolecznym bywa ze percepcja
      spoleczna jest w opoznieniu do stanu rzeczywistego, to ma tez odniesienie do
      tzw. „dorobku publikacyjnego”. Patrzac na to co i w jakich ilosciach sie
      publikuje mozliwosci patologii sa nie mniejsze. Obecnie tyle jest papierowego
      chlamu ze strach na to wszystko nawet patrzec. Bywaja naukowcy co maja wiecej
      publikacji niz dziennikarze, i coraz bardziej upowszechnia sie przekonanie ze
      zapisywanie papieru jest sama esencja dzialalnosci naukowej. Wszystkie pomiary
      scientometryczne, wskazniki „H” czy jakies podobne dzialaja kiepsko i na krotka
      mete, bo caly system rozwija sie jedynie inflacyjnie. Produkuje sie tasmowo
      publikacje tylko dla publikacji. Otwiera sie nowe czasopisma po to aby ludzie
      mieli publikacje bo z tego ich sie rozlicza. Istniejace czasopisma sa tak
      napeczniale ze malo kto ma czas nawet przejrzec tytuly. Jest coraz bardziej
      oczywiste dla mnie ze to tez slepa uliczka.

      To co nalezaloby zrobic jest tym na co nikt sie nie odwazy. Nalezy mianowicie
      zniesc wszelkie akredytacje ministerialne, zniesc jakiekolwiek oceny stopni
      naukowych na szczeblu wyzszym niz sama uczelnia. Nalezy zniesc wszelkie limity
      profesorow, doktorow i innych przy otwieraniu kierunkow i nowych szkol
      wyzszych, a istniejacym pozwolic robic co sie chce. Spowoduje to tyle ze
      ranking edukacyjny uczelni bedzie ustalal rynek. Rynek niestety w sprawach
      spolecznych nie dziala za szybko i na poczatku bedzie spory chaos, ale od
      reform minelo juz 17 lat i gdyby to zrobiono w 90 roku byloby juz po bolu. W
      takim nowym systemie gdy uczelnia stwierdzi u nas sie pisze habilitacje to sie
      pisze, jak nie to nie, jak wydzial stwierdzi ze dla niego jest wazniejszy ktos
      co robi dobra dydaktyke niz ktos kto napisal 20 sztuk badziewia to tak
      stwierdzi. Uwazam ze po prostu nie da sie stworzyc uczciwego i sprawnego
      systemu metoda ustawowa gdy sie po cichu zaklada ze nauka rzadza oszusci,
      cynicy i malwersanci. Ci znajda swoja droge w kazdym systemie wiec system musi
      miec wbudowana konkurencje zewnetrzana. Jak mi sie moj Ford nie podoba do nie
      pisze skarg do Detroit tylko kupuje Honde i to wszystko. A konkurencja
      zewnetrzna aby powstala musi sie wyzwolic z recznego drygowania przez czynniki
      panstwowe. Tu jest prawdziwy problem z habilitacja i innym czynnikami awansu,
      pracy naukowej, polityki zatrudniania i tak dalej.
      • Gość: gosc Re: Habilitacje IP: *.molgen.mpg.de 20.03.06, 18:07
        Widze, ze problem zniesienia habilitacji probuje sie rozmydlic zadajac
        jednoczesnie wielu innych rzeczy. To nie jest jedyna potrzebna zmiana. Ale nie
        trzeba koniecznie laczyc jej z innymi, szczegolnie bardzo wydumanymi i trudnymi
        do wprowadzenia zmianami.

        Koledzy i kolezanki naukowcy mogliby znac chwyty erystyczne (sztuka prowadzenia
        sporow). Rozmydlanie problemu wsrod innych to typowa sztuczka erystyczna.
        • Gość: gość Re: Habilitacje IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 20.03.06, 18:38
          Tak... Szczytem natomiast uczciwości intelektualnej jest rozpatrywanie każdego
          problemu osobno, w całkowitym oderwaniu od jego związków z resztą
          rzeczywistości, nieprawdaż?

          Celem rozważań na temat skasowania/pozostawienia habilitacji jest poprawienie
          systemu badań naukowych i szkolnictwa wyższego. Jeśli chce się skasować jeden z
          filarów dotychczasowego systemu, to całkiem rozsądnie jest zastanowić się przy
          okazji, jakie to wywoła skutki, choćby po to, by tym negatywnym zapobiec.

          Carmen porusza ważną kwestię - kto i według jakich zasad będzie oceniać dorobek
          naukowy w nowym systemie. Dodam dla jasności, że w krajach przodujących w nauce
          nie bierze się w takiej sytuacji (promocji, konkursów na stanowiska, które
          zastępują habilitację) pod uwagę wyłącznie "tonażu" publikacji, choćby i w
          dobrych czasopismach; normą jest korzystanie z opinii fachowych recenzentów. Ci
          wszyscy, którzy narzekają na korupcję wśród obecnych elit naukowych (czasem
          pewnie słusznie, czasem - nie), powinni sobie zadać pytanie, czy przypadkiem
          ich recenzenci nie będą się wywodzić z tego samego grona. A jeśli zdawać by się
          miano na recenzentów zagranicznych - to kto ich będzie wyznaczać i oceniać ich
          kompetencje? W zdrowych środowiskach naukowych i nowy system pewnie działałby
          dobrze, skoro stary nie zdołał im zaszkodzić; w zesputych - być może wciąż
          byłoby źle. Nie twierdzę, że reforma jest niepotrzebna. Sądzę natomiast, że
          reforma źle przeprowadzona lub pozorna może być gorsza od braku reformy.
        • Gość: p. Re: Habilitacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.06, 19:14
          Gość portalu: gosc napisał(a):

          > Widze, ze problem zniesienia habilitacji probuje sie rozmydlic zadajac
          > jednoczesnie wielu innych rzeczy. To nie jest jedyna potrzebna zmiana.
          > Ale nie trzeba koniecznie laczyc jej z innymi, szczegolnie bardzo wydumanymi
          > i trudnymi do wprowadzenia zmianami.

          Czy analiza kontekstu tej zmiany przeprowadzona przez Carmen
          jest proba zamydlania ???

          Koniecznie to nic nie trzeba jesli nie chce sie zmian.
          Problem polega na zidentyfikowaniu patologii, czyli nazwania
          rzeczy po imieniu i okresleniu jakie zmiany najskuteczniej
          owe patologie wyeliminuja.

          > Koledzy i kolezanki naukowcy mogliby znac chwyty erystyczne (sztuka
          > prowadzenia sporow). Rozmydlanie problemu wsrod innych to typowa sztuczka
          > erystyczna.

          Typowym chwytem jest tez prowadzenie dyskusji zastepczej
          omijajac sedno wlasciwego problemu.
      • Gość: gosc Re: Habilitacje IP: *.molgen.mpg.de 20.03.06, 20:57
        > Patrzac na to co i w jakich ilosciac
        > h sie
        > publikuje mozliwosci patologii sa nie mniejsze. Obecnie tyle jest papierowego
        > chlamu ze strach na to wszystko nawet patrzec. Bywaja naukowcy co maja wiecej
        > publikacji niz dziennikarze

        Na swiecie istnieje od lat indeks cytowan. Mierzy cytowania, w dodatku nie swoje
        wlasne. Jest to metoda nie-idealna ale lepszej nie wynaleziono. Glowny opor
        polskiej nauki polega na tym, ze pokazalaby ze wiele polskich profesorow nie ma
        zadnych cytowan - naukowo nie istnieja.

        > naukowych na szczeblu wyzszym niz sama uczelnia. Nalezy zniesc wszelkie limity
        > profesorow, doktorow i innych przy otwieraniu kierunkow i nowych szkol
        > wyzszych, a istniejacym pozwolic robic co sie chce.

        Wydaje mi sie, ze probujesz wymyslac kolo drugi raz. Mozna przeniesc jeden do
        jednego system amerykanski lub brytyjski. Nie sa doskonale, ale dzialaja lepiej
        od polskiego czy niemieckiego. Z tym, ze bedzie to bolesne dla slabych "naukawcow".

        > spolecznych nie dziala za szybko i na poczatku bedzie spory chaos, ale od
        > reform minelo juz 17 lat i gdyby to zrobiono w 90 roku byloby juz po bolu.

        System rynkowy w edukacji juz dziala. W Polsce po 1990. sa uczelnie renomowane
        i slabe. Pracodawcy skutecznie rozpoznaja absolwenta Zaocznego Uniwerytetu Psiej
        Wolki od absolwenta SGH. Spoleczenstwo skutecznie wysmiewa magisteria na kolanie
        robione przez politykow. Ten system dziala i nie opiera sie na habilitacjach czy
        profesurach. Dlatego nie widze zadnej przeszkody.
        • Gość: Carmen Sandiego Re: Habilitacje IP: *.dyn.centurytel.net 21.03.06, 04:46
          Alez gosciu i gosciu. Oczywiscie ze kolo wymyslono i nie trzeba wymyslac
          ponownie ale od wymyslenia kola minelo juz troche czasu i warto isc naprzod, a
          nie siedziec na laurach w jaskini patrzac na swoje kolo.

          To co powiedzialam to jest wlasnie przeniesienie systemu amerykanskiego ale
          troche inna droga, roznimy sie w jaki sposob ten sytem trzeba wprowadzac.
          Uwazam ze nie ma duzych szans aby go wprowadzic w istniejacych strukturach, to
          znaczy formalnie mozna przemianowac adiunktow na „assistant profesor” ale co
          poza tym. Mozna zniesc habilitacje ale szybko sie okaze ze po dorobku trudno
          oceniac stosujac jedna ministerialna miare do wszystkich wydzialow i uczelni.
          Tu jest wiecej pola do patologii niz do merytorycznej poprawy, przy zlym
          ustawieniu wskaznikow jedni znowu beda mieli bonanze a inni okaze sie ze
          narobili sie za friko. W USA nie ma przeciez jednych wytycznych dla tenure na
          Berkeley i na Springfield Comunity College, istota systemu jest to ze kazda
          uczelnia decyduje sama, wedlug swoich ambicji, pieniedzy i pozycji. W naszym
          centralistycznym systemie jest to nieprawdopodobne do przeprowadzenia. Dlatego
          wazniejsza od walki o habilitacje jest walka o autonomie, a taka bedzie mozliwa
          tylko jak sie zniesie centralna kontrole nadawanych stopni. Naprawde nie widze
          nic zlego w tym ze University of Pacanow bedzie nadawalo profesure za artykul
          do Bravo Girl, nadawac nawet moze soltys jak sobie tak lubia. Co mnie to
          obchodzi, to powinno obchodzic tylko studentow. I nie ma tu co sie zaslaniac
          dbaniem o dobro klienta i „poziom” wyksztalcenia bo jak ktos nie potrafi sie
          tyle zorientowac to chyba po prostu na studia sie nie nadaje. Nadawanie
          doktoratow powinno najwyzej byc wynikiem oceny odpowiednich stowarzyszen
          naukowych, ale tez jedynie traktowane w sensie marketingowym, to znaczy
          uczelnia bedzie sie mogla oglaszac ze nasz program ma afiliacje towarzystwa, a
          jak nie ma to nie ma i juz. I wtedy jak doktor z Pacanowa bedzie szukal posady
          w Koziej Wolce to moze uslyszec za pan jest za slaby na nasze progi albo moga
          mu rozscielic czerwony dywan i najac orkiestre deta dla oddania honorow. To
          uczelnia ma „uznawac” dyplom nie panstwo, tak jak to robi kazdy inny
          pracodawca.

          System rynkowy w edukacji wcale w Polsce nie dziala. Te wyzsze szkoly w Wolkach
          Weglowych sa obslugiwane przez importowanych profesorow belwederskich. Czemu
          ten sam profesor tak swietnie uczy u siebie i ten dyplom ma sie tak cenic a juz
          na goscinnych wystepach uczy kiepsko. Uczy tak samo. Ale to system powoduje ze
          te prywatne szkoly nie moga sie dorobic swojej kadry bo sa ograniczone jakimis
          bezsensownymi limitami ministerialnymi.

          I jeszcze jedno. Nie mozna myslec o reformie wyzszej edukacji majac wizje
          uniwersytetu z czasow przedwojennych gdy na studia szlo mniej niz 1 % rocznika.
          Dzis idzie pewnie 50%. Niepowazne dlatego jest traktowanie
          wlasnie „nauczyciela” akademickiego jako kogos ktorego jedynym obowiazkiem jest
          odklepanie dwoch godzin wykladu i nic poza tym i placenie mu piec razy tyle co
          nauczycielowi w liceum ktory ma 10 razy takie obciazenie. To spowodowalo na
          razie tyle ze powstala kasta mandarynow-nierobow, ktorzy po zalapaniu sie na
          posadke juz tak moga sobie przebimbac do emerytury a jesli robia co innego to
          najwyzej dla sportu. Kiedys praca naukowa byla czym innym niz dzisiaj, wiedza w
          glowie byla wazna bo nie bylo ksiazek, a jak ksiazki byly to malo i trudno
          dostepne. Zdobycie takiej wiedzy bylo wielkim wysilkiem osobistym i takich
          ludzi bylo malo. Bylo za co placic. Dzis jest wszystko za jednym kliknieciem.
          System obciazen i obowiazkow trzeba do tego dostosowac. Ale to mozna zrobic
          efektywnie i sprawiedliwie tylko na dole nie w ministerstwie.

          Nie chcialabym aby jednak sprawy ktore przedstawiam zostaly wyjete z kontekstu
          i zeby przyjete rozwiazania byly czastkowe, to znaczy takie dajemy uczelniom
          wolna reke ale narzucamy takie formalne parametry ze nikt oprocz tych przy
          zlobie nie moze ich spelnic. Takie stawianie sprawy da tyle co sie stalo z
          zamknieciem korporacji prawniczych, albo efektami dzialania zwiazkow zawodowych
          w energetyce. Korporacje prawnicze trzeba bylo otwierac lomem. Na szczescie
          prawnikow zrobilo sie duzo i mieli poparcie spoleczne, naukowcy nie moga na to
          liczyc. Wiec trzeba bardzo uwazac i przede wszystkim nie sluchac tych co teraz
          maja sie bardzo dobrze, czyli rektorow wielkich uczelni panstwowych.

          Nie pisze tego w interesie osobistym, dla mnie juz za pozno, zwyczajnie nie te
          lata, jeszcze 10 moze nawet 6 lat temu by mi zalezalo, zal mi tylko ze kolejne
          pokolenie zostalo stracone na gadaniu wciaz o tym samym.
          • Gość: p. Re: Habilitacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.06, 07:42
            Gość portalu: Carmen Sandiego napisał(a):
            ...
            > System rynkowy w edukacji wcale w Polsce nie dziala. Te wyzsze szkoly w
            > Wolkach> Weglowych sa obslugiwane przez importowanych profesorow
            > belwederskich. Czemu ten sam profesor tak swietnie uczy u siebie i ten
            > dyplom ma sie tak cenic a juz na goscinnych wystepach uczy kiepsko. Uczy tak
            > samo. Ale to system powoduje ze te prywatne szkoly nie moga sie dorobic
            > swojej kadry bo sa ograniczone jakimis bezsensownymi limitami
            > ministerialnymi.

            To nie zadne limity ministerialne powoduja ze wyzsze szkoly w Wolkach
            ucza kiepsko. To powoduje brak konkurencji na rynku.
            Biednego studenta po prostu nie stac by mogl studiowac za granica,
            albo w jednym z nielicznych nowoczesnie wyposazonym osrodku akademickim.

            > I jeszcze jedno. Nie mozna myslec o reformie wyzszej edukacji majac wizje
            > uniwersytetu z czasow przedwojennych gdy na studia szlo mniej niz 1% rocznika.
            >
            > Dzis idzie pewnie 50%. Niepowazne dlatego jest traktowanie
            > wlasnie „nauczyciela” akademickiego jako kogos ktorego jedynym obowiazkiem
            > jest odklepanie dwoch godzin wykladu i nic poza tym i placenie mu piec razy
            > tyle co nauczycielowi w liceum ktory ma 10 razy takie obciazenie.

            Nie Carmen, to nie jest wina tych 50% tylko wina tych ktorzy
            pozbawili te 50% prawa do decydowania o tym na jakie wyklady chcieliby
            uczeszczac i na jakich laboratoriach sie uczyc.

            Myslisz ze jak sie z tych 50% wyselekcjonuje 1% to od tego
            wzrosnie poziom wykladow albo unowoczesnia programy studiow ???

            To co proponujesz to najkrotsza droga do zidiocenia spoleczenstwa.

            > To spowodowalo na
            > razie tyle ze powstala kasta mandarynow-nierobow, ktorzy po zalapaniu sie na
            > posadke juz tak moga sobie przebimbac do emerytury a jesli robia co innego to
            > najwyzej dla sportu. Kiedys praca naukowa byla czym innym niz dzisiaj, wiedza
            > w glowie byla wazna bo nie bylo ksiazek, a jak ksiazki byly to malo i trudno
            > dostepne. Zdobycie takiej wiedzy bylo wielkim wysilkiem osobistym i takich
            > ludzi bylo malo. Bylo za co placic. Dzis jest wszystko za jednym kliknieciem.

            I dlatego dzisiaj powinno i MUSI z tej wiedzy korzystac duzo wiecej
            niz 1% jesli nie mamy byc spoleczenstwem niewolnikow.

            > System obciazen i obowiazkow trzeba do tego dostosowac. Ale to mozna zrobic
            > efektywnie i sprawiedliwie tylko na dole nie w ministerstwie.

            A g prawda. Na dole to efektywnie mozna jedynie wyciagac kase jezeli
            nie isnieja mechanizmy kontroli pozwalajace porownywac efektywnosc
            nauczania na uczelniach i poziom przygotowania zawodowego ich studentow
            i absolwentow.

            Oczywiscie dla kogos kto studia traktuje jako gielde matrymonialna
            to nie ma wiekszego znaczenia.

            > Nie chcialabym aby jednak sprawy ktore przedstawiam zostaly wyjete z
            > kontekstu i zeby przyjete rozwiazania byly czastkowe, to znaczy takie dajemy
            > uczelniom wolna reke ale narzucamy takie formalne parametry ze nikt oprocz
            > tych przy zlobie nie moze ich spelnic.

            Ja caly czas o tym pisze, by parametry formalne mialy chronic dobro
            studentow, a nie tych co przy zlobie czy na katedrze.

            Ale by studentow chronic, to one musza powstac i byc egzekwowane centralnie.
            Pod pojeciem parametrow formalnych nie mam na mysli przepisow o
            ilosci osob z odpowiednimi tytulami by miec prawo utworzenia szkoly
            wyzszej, czy tez minimow programowych, ale przepisy ktore by pozwalaly
            weryfikowac stan warsztatu zawodowego studentow uczelni na danym kierunku.

            Tego rynek sam nigdy w tak biednym kraju nie zalatwi.
            • Gość: gość 1% IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 22.03.06, 12:48
              Otóż zapewniam Cię, drogi p., że inaczej prowadzi się zajęcia dla 1%, a inaczej
              dla 50% populacji. Obecnie zakres materiału omawianego w
              grupach "zaawansowanych" na Wydziale Matematyki UW jest raczej mniejszy niż
              kilkanaście lat temu w grupach "przeciętnych" (i to nie dlatego - bynajmniej -
              że w zamian uczy się tego samego dokładniej), do czego zresztą w olbrzymim
              stopniu, jak się wydaje, przyczyniła się tzw. reforma edukacji. Słabiej
              przygotowani studenci, ponieważ jest ich dużo, wymuszają obniżenie poziomu
              wymagań (to się łatwo mówi, że uczelnia powinna pilnować poziomu, ale jeśli na
              wielu egzaminach odsiew powinien w związku z tym mocno przekraczać 50%, to
              trochę trudno to przeprowadzić). Oczywiście wciąż jest dość uzdolnionych osób,
              których ani degrengolada szkolnictwa, ani tzw. wzrost wskaźnika skolaryzacji
              nie powstrzyma od rozwoju intelektualnego, ale jest im trudniej niż kiedyś.
              Wprowadzenie osobnej ścieżki kształcenia dla najlepszych (wewnątrz
              poszczególnych wydziałów lub przez elitaryzację niektórych wydziałów w całości,
              ale na to szanse chyba są mniejsze) wydaje się koniecznością, jeśli w ogóle
              chcemy zachować "zdolność odtworzeniową" polskiej nauki. Co nie oznacza, że
              owych 50% uczyć nie trzeba - owszem, trzeba, i to jak najlepiej się da, ale nie
              oszukujmy się, że w ten sam sposób, co najlepszych, bo i dla jednych, i dla
              drugich jest to strata czasu i energii.
              • Gość: p. Re: 1% IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.06, 15:46
                Gość portalu: gość napisał(a):

                > Otóż zapewniam Cię, drogi p., że inaczej prowadzi się zajęcia dla 1%, a
                > inaczej dla 50% populacji. Obecnie zakres materiału omawianego w
                > grupach "zaawansowanych" na Wydziale Matematyki UW jest raczej mniejszy niż
                > kilkanaście lat temu w grupach "przeciętnych" (i to nie dlatego - bynajmniej -
                > że w zamian uczy się tego samego dokładniej), do czego zresztą w olbrzymim
                > stopniu, jak się wydaje, przyczyniła się tzw. reforma edukacji.

                Milo mi drogi Gosciu, ze zechciales zabrac trzezwy glos w dyskusji.
                Nie chcialbym by to co teraz napisze zabrzmialo w mentorskim tonie.
                Uwazam jednak ze nie zrozumiales o czym ja pisalem, byc moze tez z mojej winy.

                > Słabiej przygotowani studenci, ponieważ jest ich dużo, wymuszają obniżenie
                > poziomu wymagań (to się łatwo mówi, że uczelnia powinna pilnować poziomu,
                > ale jeśli na wielu egzaminach odsiew powinien w związku z tym mocno
                > przekraczać 50%, to trochę trudno to przeprowadzić).

                Z powyzszych zdan juz widac jak bardzo tradycyjne prezentujesz spojrzenie
                na nauczanie akademickie.

                Ja chcialbym zauwazyc ze dzisiaj studenci nie sa gorzej przygotowani
                od tych ktorzy zaczynali studiowac 20 lat temu.
                Sa przygotowani inaczej - pod pewnymi wzgledami gorzej pod innymi
                o wiele lepiej. Po prostu zyjemy dzis w innych czasach niz przed 20 laty.

                > Oczywiście wciąż jest dość uzdolnionych osób, których ani degrengolada
                > szkolnictwa, ani tzw. wzrost wskaźnika skolaryzacji nie powstrzyma od rozwoju
                > intelektualnego, ale jest im trudniej niż kiedyś.

                Zgadzam sie ze jest im trudniej, lecz nie sa temu winne
                bynajmniej te pozostale 49%.

                > Wprowadzenie osobnej ścieżki kształcenia dla najlepszych (wewnątrz
                > poszczególnych wydziałów lub przez elitaryzację niektórych wydziałów w
                > całości,
                > ale na to szanse chyba są mniejsze) wydaje się koniecznością, jeśli w ogóle
                > chcemy zachować "zdolność odtworzeniową" polskiej nauki. Co nie oznacza, że
                > owych 50% uczyć nie trzeba - owszem, trzeba, i to jak najlepiej się da, ale
                > nie oszukujmy się, że w ten sam sposób, co najlepszych, bo i dla jednych, i
                > dla drugich jest to strata czasu i energii.

                W pelni zgoda tylko kto zmusza kadre akademicka by wszystkich pakowala
                do tego samego wora ?

                Ja uwazam ze robi sie to ze zwyczajnej wygody i checi zysku.
                I traci na tym ten 1% jak i te pozostale 49.

                Co wiecej uwazam ze te 49% rowniez zasluguje na dostep do indywidualnej
                sciezki rozwoju.
                Ze wsrod tych 49% bedzie tak wiele roznych osobowosci o tak roznych
                zainteresowaniach dotyczacych tej samej dyscypliny, ze wymaganie od nich
                tego samego rowniez bedzie strata czasu i energii.

                Zasadnicza moja mysl jest taka by selekcje przeprowadzac nie w oparciu
                o sztywny program, lecz na podstawie indywidualnych osiagniec studentow.

                Jesli chodzi o matematyke to posiada ona swoja specyfike w postaci
                olbrzymiej niezmiennej teorii i to ogranicza mozliwosci slabszym
                studentom korzystania z indywidualnej sciezki jesli musza obowiazkowo
                przetrawic obszerne minimum teoretyczne.

                Sa jednak dyscypliny gdzie wskazany jest wyzszy stopien specjalizacji
                niz na matematyce.

                Pod tym pojeciem rozumiem wezszy zakres podstaw teoretycznych
                za to glebsza znajomosc narzedzi praktycznych.

                pozdrawiam
                • Gość: gość co zmusza? IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 22.03.06, 18:19
                  Odpowiadam na pytanie, co zmusza kadrę akademicką, by wszystkich wrzucała do
                  jednego wora.

                  Po pierwsze, uwarunkowania zewnętrzne:

                  1. Ministerstwo, w ramach zewnętrznej, ujednoliconej "kontroli jakości"
                  wprowadza tzw. minima programowe, które określają, czego (co najmniej)
                  student ma się w określonym cyklu studiów nauczyć. Kiedyś odbywało się to tak,
                  że na lepszych uczelniach realizowało się ten program z nadwyżką, a na gorszych
                  - ledwo, ledwo, albo i to nie. Co więcej, na matematyce UW (notabene Wydział
                  jest Matematyki, Informatyki i Mechaniki, ale ja piszę o studiach
                  matematycznych, bo o tych wiem więcej) od studentów wymagało się ZROZUMIENIA
                  pojęć i umiejętności samodzielnego odtworzenia zdecydowanej większości podanych
                  na wykładach dowodów, co też wymagało ZROZUMIENIA. Obecnie, w każdym razie w
                  zakresie objętym ministerialnymi minimami, byłoby to po prostu niemożliwe, bo
                  80-90% naszych studentów nie podołałoby temu, nawet pod większą niż dziś presją;
                  co dopiero na wielu słabych wydziałach. W związku z tym realizacja minimów
                  programowych wszędzie się upodobniła - studenci uczą się co ważniejszych rzeczy
                  na pamięć, łącznie z rozwiązywaniem paru standardowych zadań, zdają jako tako,
                  a powierzchowność ich wykształcenia wyłazi na wierzch już rok, góra dwa lata
                  później, gdy okazuje się, że prawie wszystko zapomnieli. Trudno pamiętać
                  rzeczy, których się za bardzo nie rozumie. Nasz wydział usiłuje utrzymać
                  rzeczywistą edukację matematyczną, ale spora część naszych studentów
                  najzwyczajniej nie jest w stanie jej przyswoić. Pobieżne kontakty ze
                  studentami "wchłaniającymi" matematykę na innych warszawskich uczelniach
                  pozwalają mi domyślać się, że tam też nie jest lepiej (delikatnie mówiąc).
                  Carmen postuluje zniesienie zewnętrznego "nadzoru jakości", co budzi we mnie
                  bardzo mieszane odczucia (ja wolałbym raczej, by uległ on rozsądnej poprawie;
                  ale to w sferze nadziei), ale usunęłoby to przynajmniej jedną barierę.
                  Ty natomiast, p., sugerujesz jak rozumiem działania dokładnie odwrotne.

                  2. Studenci, którzy są teraz podmiotowi i samorządni, walczą zębami i pazurami,
                  by na ich dyplomach nie było śladu nawet po tym, czy kończą studia dzienne, czy
                  wieczorowe (nie oszukujmy się, zazwyczaj jest duża różnica w poziomie ich
                  absolwentów). Jeśli nie będzie można wskazać na dyplomie, że student szedł
                  specjalną, rozszerzoną ścieżką kształcenia, to czy łatwo będzie mu zdecydować
                  się na stawianie czoła podwyższonym wymaganiom (co może oznaczać niższą średnią
                  ocen i gorsze perspektywy znalezienia pracy)? Oczywiście, co w głowie mu
                  zostanie, też się liczy, ale bodźce zniechęcające są silne.

                  3. Na prowadzenie osobnych zajęć dla najlepszych trzeba sal, wykładowców itd.
                  Dopóki nie ma na to jasnej zachęty, a przynajmniej przyzwolenia z ministerstwa,
                  wydziały, które taką działalność prowadzą, czynią to niejako na własną
                  odpowiedzialność i nie liczy się to im (formalnie) za zasługę. Doceniana jest
                  natomiast działalność prowadząca do podniesienia poziomu skolaryzacji - tzn. w
                  praktyce przepuszczanie jak największej liczby studentów, a także liczny nabór
                  na studia doktoranckie. Zastanówmy się, czy ostatnio "klimat społeczny" sprzyja
                  elitaryzmowi? Nawet zanim okazało się, że w Polsce mamy łże-elity, poprzednie
                  rządy jechały na tej samej fali populistycznej urawniłowki. Trwa nieustanny
                  nacisk ograniczający funkcjonowanie najlepszych gimnazjów i szkół średnich,
                  pod hasłem zrównywania szans. Jak tu się dziwić, że w edukacji wyższej jest
                  podobnie? Zwłaszcza, że młodzieży, której długo "zrównywano szanse", często już
                  wiele na studiach pomóc nie można.

                  Po drugie, uwarunkowania wewnętrzne:

                  Często słyszy się, że środowisko naukowe jest zepsute, posiadanie habilitacji
                  czy profesury jest czymś co najmniej podejrzanym (i automatycznie
                  kwalifikującym się do lustracji, bo najwyraźniej i SB maczało w tym palce),
                  ogólnie atmosfera nie sprzyja wychodzeniu przed szereg, a robienie prawdziwej,
                  nie zaś pozornej, reformy nauczania wymaga dużo pracy i oznacza narażenie się
                  na nieuchronną krytykę (daj Boże, żeby tylko merytoryczną!). A pracownicy
                  wyższych uczelni, piszącego te słowa nie wyłączając, są tylko ludźmi. Kiedyś
                  można było przynajmniej powiedzieć sobie coś o misji inteligencji czy
                  odpowiedzialności przed społeczeństwem. Ale teraz społeczeństwo nie życzy sobie
                  żadnej inteligencji i samo wie lepiej, to niech tam sobie urządza wszystko po
                  swojemu, tak jak to robi dotąd. Społeczeństwo płaci, społeczeństwo -
                  reprezentowane przez swoich przedstawicieli - ustala reguły. Ze społeczeństwem
                  i tak nie wygrasz, a jak się już całkiem nie da wytrzymać, to zawsze można
                  wyjechać (w każdym razie do pewnego momentu). Społeczeństwo niechybnie wypomni
                  wtedy wyrodnemu naukowcowi, ileż to w niego wpakowało nadziei i pieniędzy, i
                  jak je potwornie zawiódł.

                  W wersji Carmen może być to społeczeństwo Koziej Wólki, a naukowiec wyjedzie do
                  pobliskiej Akademii Pacanowskiej lub nawet na Uniwersytet Koniński, czyli tam,
                  gdzie będzie doceniony i potrzebny, a przy tym wciąż w Polsce. To jednak jakiś
                  plus tej wizji, jakkolwiek zaistnienie Akademii Pacanowskiej może w pierwszym
                  momencie być szokiem kulturowym. Wtedy inne placówki, np. UW, spokojne o to, że
                  studenci mogą się nauczyć wszystkiego na pamięć w Pacanowie, mogłyby na własny
                  już rachunek zdyskontować fakt, że być może studia kończy na nich niewielu
                  studentów, ale za to dobrze rozumiejących to, czego się uczyli. Z czasem może
                  społeczeństwo doszłoby nawet do przekonania, że nie trzeba tych studentów
                  koniecznie lustrować.

                  Szczerze mówiąc, nie czuję przekonania do wizji Carmen, wolałbym, by rozsądnie
                  zreformowano istniejący system, ale zapewne nie ma na to jeszcze przez wiele
                  lat żadnych widoków, a i z pomysłów Carmen, gdyby miano je realizować, z
                  pewnością w praktyce zostałyby głownie wady - rzecz bowiem w tym, kto będzie te
                  zmiany przeprowadzać (mam tu na myśli nie tylko społeczność naukową, która
                  pewnie nie jest bez zarzutu, ale przede wszystkim społeczeństwo łykające
                  antyegalitarny populizm jak cukierki).

                  Pozdrawiam
                  • Gość: gość antyelitarny IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 22.03.06, 18:25
                    Oczywiście w ostatnim zdaniu miało być "antyelitarny" (bo egalitarny, w
                    najgorszym tego słowa znaczeniu, to ten populizm, jak pewnie każdy, z pewnością
                    jest).
                  • Gość: p. Re: co zmusza? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.06, 21:57
                    Gość portalu: gość napisał(a):

                    > Odpowiadam na pytanie, co zmusza kadrę akademicką, by wszystkich wrzucała do
                    > jednego wora.
                    >
                    > Po pierwsze, uwarunkowania zewnętrzne:
                    >
                    > 1. Ministerstwo, w ramach zewnętrznej, ujednoliconej "kontroli jakości"
                    > wprowadza tzw. minima programowe,
                    ...
                    > Carmen postuluje zniesienie zewnętrznego "nadzoru jakości", co budzi we mnie
                    > bardzo mieszane odczucia (ja wolałbym raczej, by uległ on rozsądnej poprawie;
                    > ale to w sferze nadziei), ale usunęłoby to przynajmniej jedną barierę.
                    > Ty natomiast, p., sugerujesz jak rozumiem działania dokładnie odwrotne.

                    Niezupelnie odwrotne.
                    Ja proponuje zniesienie sztywnych minimow programowych i zastapienie
                    ich wymaganiami stawianymi przez rynek pracy.

                    Jednak centralna kontrola powinna byc w takim systemie bardzo scisla
                    i surowa w odniesieniu do wladz uczelni pod tym wzgledem.
                    Tutaj jestem w calkowitej opozycji do Carmen.

                    > 2. Studenci, którzy są teraz podmiotowi i samorządni, walczą zębami i
                    > pazurami, by na ich dyplomach nie było śladu nawet po tym, czy kończą studia
                    > dzienne, czy wieczorowe
                    ...
                    > Oczywiście, co w głowie mu
                    > zostanie, też się liczy, ale bodźce zniechęcające są silne.

                    I slusznie ze walcza o to zebami i pazurami w obecnym systemie
                    gdzie studia nie zapewniaja im zdobycia przydatnego warsztatu
                    a daja im jedynie referencje.

                    Gdyby student mial mozliwosc specjalizowania sie w trakcie studiow
                    w jakims waskim obszarze to bez wzgledu jakim trybem studiuje dysponowalby
                    rzeczywistymi umiejetnosciami i wiedza w tym zakresie a nie jedynie
                    papierowymi referencjami.

                    W takim systemie studentowi nie groziloby obnizenie sredniej, a wrecz
                    przeciwnie. Jesli wybralby wlasciwy dla siebie obszar specjalizacji
                    wtedy jego referencje w tym zakresie bylyby bardzo wysokie.
                    Oczywiscie ci najwybitniejsi mogliby sie specjalizowac w szerszym
                    zakresie zwiekszajac tym samym swoje szanse na rynku pracy.

                    > 3. Na prowadzenie osobnych zajęć dla najlepszych trzeba sal, wykładowców itd.

                    Wykladowcow - owszem, sal juz niekoniecznie.

                    > Dopóki nie ma na to jasnej zachęty, a przynajmniej przyzwolenia z
                    > ministerstwa, wydziały, które taką działalność prowadzą, czynią to niejako na
                    > własną odpowiedzialność i nie liczy się to im (formalnie) za zasługę.
                    ...
                    I to nalezaloby zmienic.
                    W tym co jest istota mojej propozycji wydzialy bylyby rozliczane
                    wlasnie z tego jak przygotowywuja absolwentow do wymagan rynku pracy.
                    I nie mam tu na mysli tego jak dobre referencje wystawiaja
                    swoim absolwentom, a to w jaki warsztat ich wyposazaja i jak ich
                    studenci radza sobie na rynku pracy.

                    ...
                    > rządy jechały na tej samej fali populistycznej urawniłowki. Trwa nieustanny
                    > nacisk ograniczający funkcjonowanie najlepszych gimnazjów i szkół średnich,
                    > pod hasłem zrównywania szans. Jak tu się dziwić, że w edukacji wyższej jest
                    > podobnie? Zwłaszcza, że młodzieży, której długo "zrównywano szanse", często
                    > już wiele na studiach pomóc nie można.

                    I tutaj tez jest pole dla srodowiska akademickiego.
                    Studenci drugiegio i trzeciego roku mogliby opiekowac sie
                    licealistami z 2 i 3 klasy.
                    Przy dzisiejszym upowszechnieniu internetu nie stanowiloby to
                    najmniejszego problemu.
                    Wykladowcy jedynie sprawdzaliby okresowo rezultaty tej opieki.
                    I oczywiscie mogliby opracowywac pewne pomoce dydaktyczne.
                    Jesli na jednego studenta przypadaloby srednio po czterech
                    podopiecznych nie stanowiloby to dla niego specjalnego obciazenia.
                    Roznica trzech lat bylaby na tyle niewielka ze istnialby dobry
                    kontakt miedzy mlodymi ludzmi.

                    > Po drugie, uwarunkowania wewnętrzne:
                    >
                    > Często słyszy się, że środowisko naukowe jest zepsute, posiadanie habilitacji
                    > czy profesury jest czymś co najmniej podejrzanym (i automatycznie
                    > kwalifikującym się do lustracji, bo najwyraźniej i SB maczało w tym palce),
                    ...
                    > Ale teraz społeczeństwo nie życzy sobie żadnej inteligencji i samo wie
                    > lepiej, to niech tam sobie urządza wszystko po swojemu, tak jak to robi
                    > dotąd. Społeczeństwo płaci, społeczeństwo - reprezentowane przez swoich
                    > przedstawicieli - ustala reguły.

                    No to w tym miejscu sie nie zgadzamy.
                    To nie spoleczenstwo ustala reguly, ale to elity ustalaja
                    reguly dla spoleczenstwa.

                    Skoro tak bardzo obecne przepisy uwieraja rektorow
                    to dlaczego oni nie protestuja ???

                    Skoro one tak bardzo uwieraja Ciebie i twoich kolegow
                    to dlaczego nie protestujecie ???

                    > Ze społeczeństwem i tak nie wygrasz, a jak się już całkiem nie da wytrzymać,
                    > to zawsze można wyjechać (w każdym razie do pewnego momentu). Społeczeństwo
                    > niechybnie wypomni wtedy wyrodnemu naukowcowi, ileż to w niego wpakowało
                    > nadziei i pieniędzy, i jak je potwornie zawiódł.
                    >
                    > W wersji Carmen może być to społeczeństwo Koziej Wólki, a naukowiec wyjedzie
                    > do pobliskiej Akademii Pacanowskiej lub nawet na Uniwersytet Koniński, czyli
                    > tam, gdzie będzie doceniony i potrzebny, a przy tym wciąż w Polsce. To
                    > jednak jakiś
                    > plus tej wizji, jakkolwiek zaistnienie Akademii Pacanowskiej może w pierwszym
                    > momencie być szokiem kulturowym. Wtedy inne placówki, np. UW, spokojne o to,
                    > że studenci mogą się nauczyć wszystkiego na pamięć w Pacanowie, mogłyby na
                    > własny
                    > już rachunek zdyskontować fakt, że być może studia kończy na nich niewielu
                    > studentów, ale za to dobrze rozumiejących to, czego się uczyli.

                    Ja mysle ze wiekszym szokiem kulturowym mogloby byc gdyby student Pacanowa
                    zamiast uczyc sie wszystkiego na pamiec nauczyl sie ze zrozumieniem tego
                    czym chcialby konkurowac na rynku pracy i wygrywal na tym rynku
                    z omnibusami majacymi referencje z UW.

                    > Z czasem może społeczeństwo doszłoby nawet do przekonania, że nie trzeba
                    > tych studentów koniecznie lustrować.

                    A ja mysle ze z czasem spoleczenstwo by doszlo nawet do przekonania
                    ze lepiej wiecej pieniedzy zainwestowac w Akademie Pacanowska ktora
                    ksztalci choc nie omnibusow to jednak fachowcow ktorzy w zespole
                    moga dorownac niejednemu omnibusowi z UW.
                    Bo tak zainwestowane pieniadze zwroca sie z nawiazka w przeciwienstwie
                    do tych wyrzuconych na omnibusow po UW ktorzy yak czuja sie
                    pokrzywdzeni i stlamszeni przez spoleczenstwo, ze pragna zapomniec
                    o nim czym predzej.

                    > Szczerze mówiąc, nie czuję przekonania do wizji Carmen, wolałbym, by
                    > rozsądnie zreformowano istniejący system, ale zapewne nie ma na to jeszcze
                    > przez wiele lat żadnych widoków, a i z pomysłów Carmen, gdyby miano je
                    > realizować, z pewnością w praktyce zostałyby głownie wady - rzecz bowiem w
                    > tym, kto będzie te zmiany przeprowadzać (mam tu na myśli nie tylko
                    > społeczność naukową, która pewnie nie jest bez zarzutu, ale przede wszystkim
                    > społeczeństwo łykające antyegalitarny populizm jak cukierki).

                    Rozumiem ze Ty nie masz cukierkow dla spoleczenstwa.
                    Ze Twoim zdaniem elity powinny dbac wylacznie o swoje
                    wlasne interesy.

                    No to moze i dobrze ze nie ma perspektyw na zmiany w systemie
                    jakie by Cie mialy zadowolic ?
                    • Gość: gość Re: co zmusza? IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 08:31
                      Ponieważ konieczność odpowiadania na Twoje komentarze obciążałaby mnie w tempie
                      wykładniczym, a ja mam tylko ograniczoną ilość czasu, to odpowiem tylko na parę
                      kwestii, żeby było jasne, gdzie się różnimy.

                      Zaganianie studentów do opieki nad młodzieżą (mieliby to robić w przymusowym
                      czynie społecznym czu odpłatnie? kto miałby kontrolować jakość ich działalność?)
                      to jest jakiś absurd. Student sam ma się uczyć, póki umysł jeszcze chłonny. Od
                      uczenia powinna być wykwalifikowana i przyzwoicie opłacana kadra pedagogiczna.
                      W Polsce od dawna jednak króluje myślenie odmienne, czego skutki możemy oglądać.

                      Odnośnie protestowania przeciwko społeczeństwu, to można by tu mówić o kopaniu
                      się z koniem lub lepiej wspinaczce na osypujące się zbocze. Czasem rozsądniej
                      (bezpieczniej, a i łatwiej) położyć się i poczekać, aż przestanie zjeżdżać.

                      Student w Pacanowie być może dostanie tam świetne wykształcenie w jakiejś
                      wąskiej dziedzinie typu weterynaria, jeśli tamtejsza uczelnia skoncentruje się
                      na niej i będzie budować wydział cierpliwie przez lata. Pacanów ze względów
                      łatwych do pojęcia dla każdego przez długie lata nie będzie w stanie konkurować
                      z, powiedzmy, Koninem, a z Krakowem czy Warszawą zapewne nigdy, chyba że po
                      stuleciach zmian demograficznych. Wyjaśniać dokładniej nie zamierzam. Praca
                      czeka.
                      • Gość: p. Re: co zmusza? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 10:49
                        Gość portalu: gość napisał(a):

                        ...
                        > Zaganianie studentów do opieki nad młodzieżą (mieliby to robić w przymusowym
                        > czynie społecznym czu odpłatnie? kto miałby kontrolować jakość ich
                        > działalność?)
                        > to jest jakiś absurd. Student sam ma się uczyć, póki umysł jeszcze chłonny.

                        A kto tu mowi o zaganianiu ?
                        Czy wspolpraca z kilkoma mlodszymi kolegami czy kolezankami
                        o podobnych zainteresowaniach jest czyms tak obrzydliwym i nudnym
                        ze trzeba do tego byc na sile zaganianym ???

                        Pamietasz moze te czasy kiedy na rynku pojawily sie pierwsze komputerki
                        osmiobitowe ?
                        Wtedy nie bylo w szkolach nauczycieli ktorzy by byli przygotowani
                        do pomagania zainteresowanym w zaznajomieniu sie z tym sprzetem i
                        pozytecznym wykorzystaniu jego mozliwosci.
                        Internet tez wtedy w Polsce nie dzialal.

                        Czy ktos kontrolowal tych mlodych ludzi wtedy ?
                        Czy to czym sie zajmowali wowczas przeszkadzalo im sie
                        uczyc i studiowac?
                        Czy to czym sie wowczas pasjonowali to byl jakis absurd ?

                        Czy trzeba bylo ludzi zmuszac by dzielili sie ze soba swoja
                        wiedza i doswiadczeniami ?
                        Czy robili to odplatnie ?

                        Czy dla kadry akademickiej byloby zbyt duzym obciazeniem
                        zweryfikowac dwa razy w semestrze chocby przy pomocy prostego
                        testu wyboru na ile mlodzi ludzie pragnacy za rok czy dwa studiowac
                        zapoznali sie z pewnymi podstawami niezbednymi im podczas studiow ?

                        Nauczyciel z liceum nigdy nie bedzie zainteresowany tym by ucznia
                        zapoznawac z materialem przydatnym na studiach.
                        Jesli uczen zda mature i dostanie sie na studia to taki nauczyciel
                        uwaza ze wypelnil dobrze swoje zadanie.

                        Do tego potrzeba pasjonatow a nie etatowych leni mianowanych i treserow.

                        > Od uczenia powinna być wykwalifikowana i przyzwoicie opłacana kadra
                        > pedagogiczna. W Polsce od dawna jednak króluje myślenie odmienne, czego
                        > skutki możemy oglądać.

                        Kadra pedagogiczna to dzisiaj juz przezytek, w dobie internetu.
                        Zwlaszcza kadra etatowa.
                        Czy tak trudno obecnie byloby prowadzic nauczanie na odleglosc ?

                        Nauczanie powinno nyc wolnym zawodem funkcjonujacym na zasadzie
                        kontraktow.
                        Uczniowie sami by wybierali kto sie nimi bedzie opiekowal
                        w danym przedmiocie.
                        A swiadectwo jakie by otrzymywali byloby nie swiadectwem szkolnym
                        lecz swiadectwem ich wyborow i wynikow jakie osiagneli.

                        Oczywiscie obecna etatowa kadra leni nigdy by sie na to nie zgodzila.

                        Jedynie niewielki odsetek uczniow wymagalby bezposredniej opieki.
                        Obecnie celem szkoly nie jest nauczanie, a tresowanie ucznia
                        by byl pokorny.
                        Po co kogos nauczac jesli tego nawet nie robia potem na studiach ?
                        Celem szkoly jest selekcja i wmawianie uczniom ze sa do niczego
                        bo maja problem z opanowaniem szkolnego materialu.

                        Nie liczy sie to po co go maja opanowywac. Liczy sie to by mlodym
                        ludzi pozbawic wolnego czasu.
                        By nie mieli ochoty protestowac przeciwko takiemu bezsensownemu
                        systemowi zniewalania.
                        W koncu i tak ci mlodzi ludzie stana sie w wiekszosci bezrobotni.
                        A to funduje im system stworzony przez doroslych.
                        Przez elite tego spoleczenstwa.

                        Wiec lepiej ich tak wytresowac by pretensje mieli do siebie,
                        by ten system przyjeli jako naturalny niz by mieli oczekiwac
                        od nauczycieli ze oni maja im pomagac w ich rozwoju.

                        Elitom pragnacym panowac nad zniewolonym spoleczenstwem
                        taka sytuacja jest bardzo na reke.

                        Hermetyzacja srodowiska akademickiego jest jak najbardziej
                        w powyzszym duchu.

                        Korporacje prawnicze poszly nawet dalej i przyznaly sobie prawo
                        do decydowania o tym komu mozna przyznac prawo wykonywania zawodu.

                        > Odnośnie protestowania przeciwko społeczeństwu, to można by tu mówić o
                        > kopaniu się z koniem lub lepiej wspinaczce na osypujące się zbocze. Czasem
                        > rozsądniej (bezpieczniej, a i łatwiej) położyć się i poczekać, aż przestanie
                        > zjeżdżać.

                        Rektorzy, dziekani i wiekszosc habilitowanego towarzystwa juz od dawna
                        leza do gory j i zliczaja kaske ktora im wplywa na konta.
                        Staczanie sie polskiej nauki po tym zboczu nie robi na nich
                        wiekszego wrazenia, bo oni maja pewnosc ze kaske beda dostawac do smierci.

                        > Student w Pacanowie być może dostanie tam świetne wykształcenie w jakiejś
                        > wąskiej dziedzinie typu weterynaria, jeśli tamtejsza uczelnia skoncentruje
                        > się na niej i będzie budować wydział cierpliwie przez lata.

                        A to uwazaj zebys sie nie pomylil.

                        Jesli wladze Akademii Pacanowskiej nawiaza kontakty miendzynarodowe
                        chocby z Uniwerkiem z Bombaju albo jakiejs dziury w Rumunii czy Bulgarii ...

                        > Pacanów ze względów łatwych do pojęcia dla każdego przez długie lata nie
                        > będzie w stanie konkurować z, powiedzmy, Koninem, a z Krakowem czy Warszawą
                        > zapewne nigdy, chyba że po stuleciach zmian demograficznych.
                        ...
                        to w Twojej zapyzalej i zasciankowej Warszawie bedziecie sobie mogli
                        tylko pomarzyc o absolwentach o takim stopniu zawodowego profesjonalizmu
                        jak ci z Pacanowa ...

                        powodzenia w pracy
                        • Gość: gość po pracy IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 18:02
                          Dzięki. Poleżałem już sobie do góry brzuchem i zgarnąłem kasę, wzgardliwie
                          potraktowałem parę dzieci zainteresowanych matematyką i kilku studentów (tych,
                          którzy przyjechali z poza Warszawy, zwyzywałem przy okazji od prowincjuszy,
                          ależ mi ulżyło!). Teraz z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku pójdę się
                          trochę polenić w swoim zaścianku.
                          • Gość: gość spoza IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 18:09
                            Oczywiście "spoza", a nie "z poza". Z tego lenistwa całkiem już zdurniałem.
                            • Gość: p. Re: spoza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 18:51
                              Gość portalu: gość napisał(a):

                              > Oczywiście "spoza", a nie "z poza". Z tego lenistwa całkiem już zdurniałem.

                              W goglu naliczylo 189 000 'z poza', wiec nie przejmuj sie
                              tak bardzo ;-)


                          • Gość: p. Re: po pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 19:14
                            Gość portalu: gość napisał(a):

                            > Dzięki. Poleżałem już sobie do góry brzuchem i zgarnąłem kasę, wzgardliwie
                            > potraktowałem parę dzieci zainteresowanych matematyką i kilku studentów
                            > (tych,
                            > którzy przyjechali z poza Warszawy, zwyzywałem przy okazji od prowincjuszy,
                            > ależ mi ulżyło!). Teraz z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku pójdę się
                            > trochę polenić w swoim zaścianku.

                            Rozumiem ze pijesz do tego co napisalem.

                            Ale ja nie napisalem tego bys sie poczul urazony,
                            albo dlatego by sobie ulzyc, ale dlatego ze tak oceniam
                            dzisiaj takie myslenie o Pacanowie jakie zaprezentowales.

                            Dzisiaj i w najblizszej przyszlosci o sile uczelni nie
                            bedzie decydowala jej tradycja, a operatywnosc jej kierownictwa.

                            Dobry wykladowca akademicki nie powinien byc wlasnoscia
                            uczelni. Z jego inwencji w nauczaniu powinno korzystac jak
                            najwiecej studentow.
                            I obecnie jest to technicznie mozliwe.

                            Myslenie dzisiaj kategoriami sprzed 10 czy 20 lat uwazam
                            za zasciankowe.

                            Rozumiem ze dla Ciebie uczelnia to cos na ksztalt
                            feudalnego ksiestwa.
                            Jednak dla studentow moze sie to okazac czyms
                            na ksztalt folwarku.

                            Ja nie odmawiam Tobie pracowitosci, napisz jednak prosze
                            jaka rektor czy dziekan ponosi obecnie odpowiedzialnosc
                            za program studiow,
                            za to czego studenci sie ucza na laboratoriach ??
                            Za to w jakim zwiazku ze soba pozostaje material objety programem.
                            Oprocz tej oczywiscie przed Bogiem i historia.

                            Studenci i tak przeciez beda walic drzwiami i oknami.
                            • Gość: gość Re: po pracy IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.03.06, 20:01
                              Nie poczułem się jakoś szczególnie urażony, bo nawykłem do tego typu
                              sformułowań na internetowych forach; po prostu z tego typu wypowiedziami nie
                              sposób polemizować.

                              Co do Pacanowa i podobnych mu miejscowości, nie chodzi przecież o umysłowe
                              zasklepienie tamtejszych mieszkańców i ich paskudne zaściankowe obyczaje. Wielu
                              studentów naszego wydziału, może i połowa, przyjechało na studia spoza
                              Warszawy, część z małych miejscowości, a nie byłbym w stanie oddzielić
                              przyjezdnych od miejscowych po wyglądzie, zachowaniu czy, co najważniejsze,
                              po tym, co mają w głowach. Rzecz w tym (jednak muszę wyjaśnić, choć wydaje mi
                              się to całkiem oczywiste), że nie sposób w małej miejscowości skumulować masy
                              krytycznej niezbędnej do zaistnienia uniwersytetu z prawdziwego zdarzenia.
                              Pominę tu kwestię atrakcyjności dla kadry, bo mogę sobie wyobrazić uczelnie w
                              najgorszych nawet miejscach przełamujące tę barierę za pomocą bodźców
                              finansowych (tak jest często w USA). Jednak nawet w krajach, w których
                              mobilność i zdolność do zmiany miejsca zamieszkania jest znacznie większa niż w
                              Polsce, rzadko się zdarza, by w odludnym małym miasteczku był świetny
                              uniwersytet. Świetny jako całość - bo pojedyncze wydziały czasem udaje się tam
                              zbudować na niezwykle wysokim poziomie, właśnie dzięki temu, że w odpowiednim
                              momencie zapada właściwa decyzja, na co trzeba postawić. Oczywiście, będą czasem
                              całe miasteczka-kampusy, ale zwykle na obrzeżach wielkich metropolii, w zasięgu
                              godziny dojazdu (obrzeża też często wyglądają tak, że do centrum można się
                              dostać pieszo ani na chwilę nie opuszczając zwartej zabudowy). To nie jest
                              sytuacja Pacanowa i długo nie będzie, nie za mojego życia, ani paru następnych
                              pokoleń. Natomiast szkołę typu mydło i powidło, z jednym czy dwoma sensownymi
                              wydziałami pewnie dałoby się tam założyć i utrzymać, pod warunkiem bardzo
                              dobrego marketingu (bo o wiele łatwiej założyć taką w - trzymajmy się tego
                              przykładu - Koninie). Nie ma warunków dla koncentracji dobrej kadry i dobrych
                              studentów, a trzeba byłoby to jeszcze zgrać w czasie i podtrzymać przez parę
                              lat. Już na przykład Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku, z tego, co o niej
                              słyszę, ma spore szanse osiągnąć taki status i utrzymać go. No, ale Pułtusk to
                              bardziej Konin niż Pacanów, prawda?

                              Za feudalnym modelem nie tęsknię, u nas na wydziale jest zresztą bardzo
                              demokratycznie w sferze obyczaju, jak na polską naukę. Ale nauka ani edukacja
                              w sferze merytorycznej niestety niewiele mają wspólnego z demokracją.
                              Piszę "niestety", bo tak byłoby przyjemniej, ale nie jest, i już.

                              Co do reformy programów, to u nas na wydziale właśnie spora grupa osób w pocie
                              czoła nad tym pracuje, w granicach dopuszczonych przez ministerialne wytyczne i
                              zobowiązania wobec Unii Europejskiej.

                              Ci studenci, którzy będą chcieli się czegoś nauczyć, długo jeszcze będą ściągać
                              na nasz wydział matematyki (i kilka innych w Polsce), ale nie wiem, czy będzie
                              to walenie drzwiami i oknami. Nie wydaje się, by większości studentów w Polsce
                              zależało na czymś więcej niż podstawowa obsługa komputera i parę innych
                              prostych umiejętności, których z pewnością mogą się nauczyć w Pacanowie.
                              Większość pracodawców więcej też nie wymaga, więc nie jest to wielki problem
                              społeczny (albo i jest, bo to oznacza, że rynek pracy nie modernizuje się, ale
                              tego na bieżąco nikt nie czuje; czasem tylko ktoś zapsioczy na bezrobocie,
                              czemu oczywiście winien jest Balcerowicz, masoni i kosmici, natomiast z
                              codziennymi wyborami poszczególnych ludzi nie ma to żadnego, ale to żadnego
                              związku). Ci zaś pracodawcy, którzy chętnie wessą z rynku dowolną liczbę
                              absolwentów, ale szukają ich nie pod kątem dyplomowego świstka, lecz
                              inteligencji i zdolności do samodzielnego myślenia, skarżą się, że coraz
                              trudniej kogokolwiek znaleźć, gdziekolwiek. Wszyscy już gdzieś pracują, a
                              nowych jest za mało (dodam, że ci "wessani" niezależnie od pochodzenia wyższą
                              edukację w większości wypadków odbierali na kilku największych uczelniach, nie
                              zaś w Pacanowie).

                              Prawdę mówiąc, całkiem mi się już nie chce dyskutować. Będzie jak naród
                              zdecyduje, a partia pozwoli. Ja i tak będę robić swoje w granicach prawa,
                              a kraj będzie rósł w siłę i ludzie żyli dostatniej.

                              Dobranoc
                              • Gość: p. Re: po pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 21:54
                                Gość portalu: gość napisał(a):
                                ...
                                > Jednak nawet w krajach, w których mobilność i zdolność do zmiany miejsca
                                > zamieszkania jest znacznie większa niż w
                                > Polsce, rzadko się zdarza, by w odludnym małym miasteczku był świetny
                                > uniwersytet. Świetny jako całość - bo pojedyncze wydziały czasem udaje się
                                > tam
                                > zbudować na niezwykle wysokim poziomie, właśnie dzięki temu, że w odpowiednim
                                > momencie zapada właściwa decyzja, na co trzeba postawić.

                                Przyznam sie ze nie bardzo rozumiem co to jest takiego
                                swietny uniwesytet jako calosc.

                                Przeciez studiujac na danym wydziale i do tego na okreslonym kierunku
                                mnie dotyczy tylko to jaki jest program moich studiow.
                                Co ma do tego swietnosc uniwersytetu ???

                                > Oczywiście, będą
                                > czasem całe miasteczka-kampusy, ale zwykle na obrzeżach wielkich metropolii,
                                > w zasięgu
                                > godziny dojazdu (obrzeża też często wyglądają tak, że do centrum można się
                                > dostać pieszo ani na chwilę nie opuszczając zwartej zabudowy). To nie jest
                                > sytuacja Pacanowa i długo nie będzie, nie za mojego życia, ani paru
                                > następnych pokoleń.

                                To mam w takim razie prosbe o wyjasnienie w jakim celu
                                musialbym osobiscie sie udawac do Pacanowa by studiowac na ichniejszej
                                Akademii ??

                                Czy widok zmaterializowanego wykladowcy tak zbawiennie dziala na
                                studentow, ze inne metody nauczania akademickiego pozostaja
                                daleko w tyle ??

                                ...
                                > Już na przykład Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku, z tego, co o niej
                                > słyszę, ma spore szanse osiągnąć taki status i utrzymać go. No, ale Pułtusk
                                > to bardziej Konin niż Pacanów, prawda?

                                Dla mnie to niezbyt istotna roznica.

                                Natomiast zastanawia mnie jedna rzecz czy to o czym ja pisze
                                jest tak niedorzeczne ze przez delikatnosc nie raczysz mi o tym
                                napisac, czy tez po prostu boisz sie poruszyc ten temat by nie
                                obnazyc slabosci obecnego systemu szkolnictwa wyzszego.

                                > Za feudalnym modelem nie tęsknię, u nas na wydziale jest zresztą bardzo
                                > demokratycznie w sferze obyczaju, jak na polską naukę.

                                Ja piszac o feudalnym systemie nie mialem na mysli obyczaju,
                                tego jak kto komu u was nisko sie klania.

                                Co ja rozumiem pod pojeciem systemu feudalnego ?
                                Zalozmy ze jest u was profesor o ktorego wykladach chodza legendy
                                ze taki ma dar i warsztat ze bezblednie trafia do swoich studentow.

                                Wyobraz tez sobie ze Akademia z Pacanowa zaplacilaby waszemu
                                profesorowi grube pieniadze za to by swoje wyklady udostepnil im
                                w formie elektronicznej I raz na dwa tygodnie poswiecil dwie
                                godziny na konsultacje dla studentow rowniez przez siec.

                                Czy takiemu profesorowi byloby wolno zawrzec kontrakt z Pacanowem ?

                                Czy tez nie byloby mu wolno, bo jest on u was na etacie
                                i pracuje on na wasza slawe i legende a Pacanow niech sie
                                wypcha i szuka sobie dalej ?

                                > Ale nauka ani edukacja
                                > w sferze merytorycznej niestety niewiele mają wspólnego z demokracją.
                                > Piszę "niestety", bo tak byłoby przyjemniej, ale nie jest, i już.

                                Mnie wszakze nie idzie o sfere merytoryczna, a organizacyjna.

                                Czy tani dostep do edukacji na najwyzszym poziomie
                                jest sprzeczny z interesem srodowiska akademickiego ?

                                Ja jestem przekonany ze gdyby srodowisko akademickie
                                przyjelo taki kierunek zmian za priorytet to w stosunkowo
                                szybkim okresie czasu by wiele zyskalo.
                                Oczywiscie wczesniej zyskaloby na tym spoleczenstwo.

                                > Co do reformy programów, to u nas na wydziale właśnie spora grupa osób w
                                > pocie czoła nad tym pracuje, w granicach dopuszczonych przez ministerialne
                                > wytyczne i zobowiązania wobec Unii Europejskiej.
                                >
                                > Ci studenci, którzy będą chcieli się czegoś nauczyć, długo jeszcze będą
                                > ściągać na nasz wydział matematyki (i kilka innych w Polsce), ale nie wiem,
                                > czy będzie to walenie drzwiami i oknami.

                                > Nie wydaje się, by większości studentów w Polsce
                                > zależało na czymś więcej niż podstawowa obsługa komputera i parę innych
                                > prostych umiejętności, których z pewnością mogą się nauczyć w Pacanowie.

                                Wiekszosc chcialaby zdobyc takie umiejetnosci by dzieki nim
                                mogla znalezc prace.
                                Czy to sa proste umiejetnosci to juz rzecz wzgledna.

                                Czy to taki dyshonor dla nauczyciela akademickiego
                                by spelnic ich niewygorowane oczekiwania ??

                                Czy koniecznie zamiast tego trzeba ich testowac przy pomocy
                                nieprzydanej dla zdecydowanej wiekszosci z nich teorii ?


                                > Większość pracodawców więcej też nie wymaga, więc nie jest to wielki problem
                                > społeczny (albo i jest, bo to oznacza, że rynek pracy nie modernizuje się,
                                > ale tego na bieżąco nikt nie czuje; czasem tylko ktoś zapsioczy na
                                > bezrobocie,

                                Ale przeciez dzisiaj mamy gospodarke globalna, wiec wyksztalcenie
                                powinno byc dostosowane nie do tego czego wymagaja lokalni pracodawcy
                                lecz do tego czego sie wymaga na swiecie.
                                ...
                                > nowych jest za mało (dodam, że ci "wessani" niezależnie od pochodzenia wyższą
                                > edukację w większości wypadków odbierali na kilku największych uczelniach,
                                > nie zaś w Pacanowie).

                                Czy to ma byc argument ze w Pacanowie sie nie da ?
                                Czy tez tylko ze nie dalo sie do tej pory ?

                                > Prawdę mówiąc, całkiem mi się już nie chce dyskutować.
                                ...

                                A szkoda bo z ciekawoscia bym poznal jeszcze pare
                                odpowiedzi na nurtujace mnie ( i chyba nie tylko mnie ) pytania.

                                dobranoc
                                • Gość: gość koniec IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 27.03.06, 09:45
                                  Krótka odpowiedź na parę uwag na koniec:

                                  Ależ oczywiście, p., że rozumiesz, co to znaczy "świetny uniwersytet jako
                                  całość", co jasno wynika z Twojej odpowiedzi. Ty tylko uważasz, że to nie ma
                                  specjalnego znaczenia dla wyboru studiów, i z tym się zgadzam. Dlatego niech
                                  sobie małe placówki rozwijają to, co dadzą radę rozwinąć, a w wybranych wąskich
                                  kierunkach będą z czasem może i lepsze od dużych uniwersytetów z tradycjami.

                                  Co do pracy gdzie indziej - oczywiście, że nikt takowej oficjalnie nie
                                  zabrania, bo to pewnie byłoby sprzeczne z prawem pracy, choć ostatnio miały
                                  wejść w życie ograniczenia, żeby uniknąć sytuacji, w której co
                                  poniektórzy "uczyli" na parunastu uczelniach naraz. Natomiast w zrozumiały
                                  sposób taka konkurencja nie musi być mile widziana (to tak, jakbyś pracował na
                                  dwa etaty, w sklepiku i u jego konkurenta za rogiem). Jaki jest stan prawny w
                                  tej chwili, tego nie wiem. Ale skoro Pacanów ma te wielkie pieniądze, to czemu
                                  po prostu nie weźmie sobie tego profesora?

                                  Co do skryptów wykładów, to one często są dostępne w sieci (np. u wielu osób na
                                  naszym wydziale) albo wręcz wydrukowane w formie porządnie wydanych książek do
                                  kupienia na terenie kraju. Tak się jednak składa, że korzystanie z wykładu i
                                  ćwiczeń z wykładowcą "na żywo" ma swoje dodatkowe zalety - w przeciwnym razie
                                  czemuż by i UW nie miał odesłać studentów z sal wykładowych do książek, ileż
                                  kosztów by się zaoszczędziło! Barierą dla małomiasteczkowych uczelni jest
                                  przede wszystkim poziom "na wejściu" ich studentów. To, że napisałem, iż
                                  studenci spoza Warszawy nie odbijają od miejscowych, nie oznacza, iż edukacja
                                  wszędzie jest taka sama. Ich koleżanki i koledzy, którzy nie zdołali dostać się
                                  na studia na lepsze uczelnie, bo źle wypadli na maturze, są już inną,
                                  zdecydowanie odróżnialną statystycznie grupą.

                                  Nie, nie jest dyshonorem dla wykładowcy akademickiego uczenie obsługi komputera
                                  i jak dodać 2+2 w Excelu. Dla niektórych jest to stratą czasu, bo potrafią
                                  zrobić więcej, a taką edukację z powodzeniem może przekazać bystry wiejski
                                  nauczyciel czy nawet wielu bystrych nastolatków. Nie trzeba do tego ściągać
                                  fachowca z UW. Ale uczyć oczywiście trzeba.

                                  Nie, nie będę dalej dyskutować. Oczywiście, wymawiam się brakiem czasu, ale w
                                  rzeczywistości kieruje mną zła wola. Gdyby nie tacy jak ja, każdy w Polsce
                                  miałby wykształcenie co najmniej 20% wyższe od przeciętnej, ale skuteczne
                                  knowania moje i mnie podobnych udaremnią ten świetlany scenariusz.
          • t0g Re: Carmen: 21.03.06, 11:51
            Chciałem Ci powiedzieć, że zawsze czytam Twoje posty z wielką uwagą, na jaki
            temat by nie były.

            Równiez Twoje posty w tym wątku przeczytałem i muszę powiedzieć, ze mnie one
            nieco skłoniły do zmiany dotychczasowego stanowiska w sprawie habilitacji. Dotąd
            byłem zagorzałym przeciwnikiem. Teraz ta postawa jakoś we mnie osłabła. Chyba
            się wycofam na pozycje neutralne typu: "a niech tam sobie będzie, co będzie - ja
            jestem za głupi, żeby rozsądzać".

            To, że nie musiałem robić habilitacji, stanowiło dla mnie ważny element przy
            podejmowaniu decyzji "zostać w USA, czy wracać". No ale w końcu dotyczyło to
            tylko mojej skromnej osoby, nikogo więcej. Ale co do nauki w Kraju - może
            rzeczywiście masz racje? Sytuacja w Kraju jest ogromnie rozna odtej w USA, wiec
            przenoszenie modelu amerykanskiego do Polski moze nie byc dobrym pomyslem.
            • nfa05 Re: Carmen: 21.03.06, 12:15
              Konieczne są radykalne zmiany w szkolnictwie wyższym, bo inaczej nakłady na
              oświatę i naukę będą nadal marnotrawione www.nfa.pl/articles.php?id=187
              • wewel przykładowa habilitacja 21.03.06, 19:26
                To jest fragment przedmowy habilitacji prof. Dr-a hab. Szplita Andrzeja z
                Akademii
                Świetokrzyskiej w Kielcach. Podobno była wysoko przez różne
                gremia oceniana. Została obroniona w Hochschule fuer Oekonomie w
                enerdówkowskim Berlinie na poczatku listopada 1989 roku. Autor miał w dorobku
                naukowym 7 prac w lokalnym wydawnictwie uczelnianym jednej z polskich uczelni
                (po polsku), cztery p[race w geazecie „Słowo Ludu” (organ KW PZPR w Kielcach)
                oraz jeden maszynopis w języku niemieckim.

                To jest dosłowny cytat postu z forum dyskusyjnego GW w Kielcach

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=24536089&a=28391261
                gdzie sporo o tej pracy dyskutowano. Obrońca prof. Szplita i jego pracy
                twierdzi, ze praca ma duże walory naukowe.

                „Praca zaczyna się tak:
                >>Vorwort
                Die Beschluesse und Materialien des XI. Parteitages der SED, des X. Parteitages
                der PVAP sowie des XXVII. Parteitages der KPdSU verdeutlichen erneut; Der
                Hauptweg der weiteren Gestaltung der sozialistischen Gesellschaft ist
                gekennzeichnet von der Einheit von Wirtschafts- und Sozialpolitik. Von der
                Beherrschung dieses Wechselvarhaeltisses und der sich insbesondere aus der
                revolutionären Entwicklung der Produktivkräfte ergebenden wachsenden
                Komplexität des volkswirtschaftlichen Reproduktionsprozcese hängt es ab, in
                welchem Masse die Ziele, zur weiteren Erhöhung des materiellen und geistig-
                kulturellen Lebensniveaue der Bevölkerung auf der Grundlage eines
                kontinuierlichen und hohen Wirtschaftswachstums erreicht werden können.
                Die Wohnungspolitik ist ein wesentlicher Bestandteil der Sozialpolitik des
                sozialistischen Staates. Wohnungsbeduerfnisse auf sozialistische Weise zu
                befriedigen und sozialistische Wohnverhältnisse zu schaffen heißt gleichermaßen
                auch, gesellschaftliche Bedingungen zu gestalten.<<

                Przepraszam, jeśli skan nie jest najlepszy. A można to przetłumaczyć
                następująco:

                „Przedmowa. Postanowienia i materiały XI zjazdu SED, X zjazdu PZPR jak również
                XXVII zjazdu KPZR dobitnie przypominają (ponawiają):
                Główna droga (sposób) dalszego kształtowania socjalistycznego społeczeństwa
                jest scharakteryzowana przez jedność polityki gospodarczej i socjalnej. Od
                opanowania tych zmieniających się stosunków i wynikłej z otrzymywanego w
                szczególności z rewolucyjnego rozwoju sił produkcyjnych rosnącej złożoności
                ludowo –gospodarczych (spółdzielczych) procesów reprodukcyjnych zależy w jakim
                zakresie mogą zostać osiągnięte cele dalszego wzrostu materialnego i duchowo
                kulturalnego poziomu życia ludności na bazie ciągłego i wysokiego wzrostu
                gospodarczego.
                Polityka mieszkaniowa jest jedną z istotniejszych części składowych polityki
                socjalnej socjalistycznego państwa. Zaspakajać na socjalistyczny sposób
                potrzeby mieszkaniowe i tworzyć socjalistyczne stosunki mieszkaniowe oznacza
                również tworzyć [odpowiednie] warunki społeczne.”

                Niech mi ktoś powie, co to takiego "sozialistische Wohnverhältnisse"
                (socjalistyczne stosunki mieszkaniowe). To tłumaczenie jest bardzo toporne, ja
                nie mam ambicji bycia biegłym tłumaczem takich tekstów. Nie znam ani
                terminologii, ani sposobu prezentowania myśli w tym stylu. Nie mam też czasu
                ani ochoty, aby się do tego specjalnie przykładać. Generalnie praca jest, chyba
                nawet w porównaniu do prac powstałych w naszej rodzimej Akademii Nauk
                Społecznych przy KC PZPR, mocno „ideologiczna”.
                Tak np. słowo „sozialistisch” (socjalistyczny) występuje na pierwszej stronie
                przedmowy co najmniej 8 razy, zwrot VR Polen (PRL) na pierwszej stronie
                przedmowy dwa razy. Słowa „Polen” (Polska) bez skrótu VR (Volksrepublik) nie
                spotkałem, mimo, iż formalnie rzecz biorąc w chwili, gdy Szplit stopień
                uzyskiwał (nie wcześniej niż trzeciego listopada 1989, kiedy to odbyło się
                kolokwium) PRL już nie istniał(a)! Nie było więc potrzeby używania tej nazwy. A
                NRD istniała, tak naprawdę, jeszcze tylko sześć dni.
                Jesienią 1989 roku NRD wrzała, w Lipsku co dzień była jakąś demonstracja, a
                ludzie masowo zabezpieczali akta STASI (NRD-owski odpowiednik naszej Bezpieki).
                Bóg jeden wie, kto, jak i GDZIE miał te „nowe zadania” ze szplitowej
                habilitacji realizować. To są realia tej pracy. Autor cytuje np. wypowiedzi E.
                Honeckera i naszego W. Jaruzelskiego ze zjazdów SED i PZPR, jak zrozumiałem,
                jako źródła naukowe. Nie znam się na stylu uprawiania nauki pt. „ekonomia
                polityczna socjalizmu”, ale nie wydaje mi się by wypowiedzi te wnosiły
                cokolwiek do jakiejkolwiek nauki (nie dyskutuję np. o „nośności” ich treści,
                ale choć się na tym nie znam, to wiem, że takie hasła bywały bardzo nośne)”.

                A to jest życiorys profesora dr-a ha. A. Szplita w sygnowanej jego nazwiskiem
                książce.

                Pochodzi z książki "Leksykon przedsiębiorczości" pod redakcją profesora
                Andrzeja Szplita. Pozycja nie jest z lat zamierzchłego PRL-u, lecz sprzed
                kilku lat

                cytuję fragment:
                Szplit Andrzej odgrywa poważną rolę wśród grona współczesnych ekonomistów i
                działaczy zajmujących się problematyką organizacji i zarządzania.
                Urodził się 3 listopada 1942 r. W Kielcach w rodzinie inteligenckiej. Tutaj
                wychowywał się i ukończył szkołę średnią.
                W 1960 roku rozpoczął studia w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.
                Jego nauczycielem był Józef Kaleta, jeden ze zwolenników transformacji
                systemowej w Polsce, który wpajał mu nie tylko gruntowną wiedzę z ekonomii
                klasycznej, (J.A.Schumpetera, J. Burnhama, D. Bella i J.K. Galbraitha), ale i
                zasady funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej.
                Wpływ Józefa Kalety na Andrzeja Szplita był bardzo znaczący, gdyż nie tylko
                211; napisał pod jego kierunkiem pracę doktorską, ale i w pierwszym okresie
                swojej
                działalności naukowej przejął od swego mistrza poglądy na metodę badań i
                istotę zjawisk społeczno-gospodarczych.
                Uważa się za ucznia J. Kalety i jest zwolennikiem gospodarki rynkowej, szuka
                jednak dróg własnych.
                W 1967 r. Andrzej Szplit wrócił do Kielc. Przez 4 lata pracował jako
                nauczyciel ekonomii w szkole średniej, następnie awansował na stanowisko
                dyrektora przedsiębiorstwa produkcyjno-handlowego.
                W latach 1975-1980 pracował w służbach inwestycyjnych, pełniąc funkcję
                zastępcy dyrektora ds. ekonomicznych kieleckiego INWESTPROJEKTU. Pilnie
                obserwował życie gospodarcze i społeczne, dużo czytał, zapoznając się z
                dorobkiem światowej myśli ekonomicznej, filozoficznej i społecznej.
                Praca na stanowiskach kierowniczych w handlu i budownictwie stała się bodźcem
                do ukończenia Studium Podyplomowego z zakresu organizacji i zarządzania na
                Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.
                W 1980 r. Rozpoczął pracę w Politechnice Świętokrzyskiej, początkowo jako
                adiunkt w Instytucie Technologii i Organizacji Budownictwa, a następnie –
                zastępca dyrektora ds. dydaktycznych w instytucie Nauk Społecznych.
                W 1984 r. Odbył 5 miesięczny staż naukowy w Uniwersytecie w Lipsku, gdzie
                napisał „Studium o finansach w budownictwie”. Praca ta zrodziła się
                pod
                wpływem niedoskonałości zarządzania mieszkalnictwem w systemie nakazowo-
                rozdzielczym i była wstępem do przygotowywanej ogólnej teorii efektywności i
                rozwoju tego działu gospodarki.
                Dzięki znajomości języków obcych i dużemu dorobkowi naukowemu otrzymał
                stypendium habilitacyjne w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie, gdzie
                powstała obszerna praca habilitacyjna pod charakterystycznym dla tego okresu
                tytułem: „Porównywalne badania efektywności inwestycji mieszkalnictwa w
                krajach europejskich”. Był pierwszym Polakiem, który na tej berlińskiej
                uczelni zdobył tytuł doktora habilitowanego nauk ekonomicznych.
                Andrzej Szplit w pracy habilitacyjnej wykazał nie tylko ogrom erudycji i
                zdolności pisarskich, ale również dowiódł, że jest ekonomistą samodzielnym i
                zwolennikiem efektywnej gospodarki rynkowej. Przeciwstawiając się przeżytkom
                centralnego zarządzania i
                • wewel przykładowa habilitacja cd 21.03.06, 19:29
                  "ucięło", więc kończę.

                  "Przeciwstawiając się przeżytkom
                  centralnego zarządzania i planowania opowiedział się za rozwojem własności
                  prywatnej w budownictwie, zarówno w mieście jak i na wsi.
                  W czasie pobytu na stażu i stypendium habilitacyjnym w Niemczech wykładał na
                  Uniwersytecie w Lipsku, w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie i Hochschule
                  fuer Technik und Wirtschaft w Mittweidzie.
                  Po powrocie z Berlina w 1990 r. Był organizatorem dwóch zakładów w
                  Politechnice Świętokrzyskiej: na Wydziale Budownictwa Lądowego –
                  Samodzielnego Zakładu Ekonomiki i Marketingu w Budownictwie oraz
                  Ogólnouczelnianego – Samodzielnego Zakładu Ekonomii, Zarządzania i
                  Marketingu. W tym samym roku otrzymał nominacje na stanowisko profesora
                  nadzwyczajnego i wychodząc naprzeciw potrzebom kształcenia ustawicznego
                  utworzył w uczelni Szkołę Przedsiębiorczości i Biznesu. Doprowadził także do
                  pomyślnego stanu kształcenie podyplomowe
                  Jest jednym z inicjatorów opracowania założeń dydaktycznych i organizacyjno-
                  finansowych kierunku studiów Zarządzanie i Marketing. Ostatnio spełnia
                  statutowe obowiązki wynikające z zajmowanych stanowisk, m.in.: kierownika
                  Samodzielnego Zakładu Ekonomii, Zarządzania i Marketingu; prodziekana
                  Wydziału Mechanicznego, dyrektora Szkoły Przedsiębiorczości i Biznesu.
                  Współpracuje z uczelniami krajowymi i zagranicznymi. Jest autorem wielu
                  publikacji w opracowaniach krajowych i zagranicznych. Pełni funkcję
                  przewodniczącego Zarządu Oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w
                  Kielcach i jest członkiem Regionalnej Rady Naukowo – Gospodarczej przy
                  Wojewodzie Kieleckim.
                  Żonaty, ma dwoje dzieci, syn jest magistrem ekonomii, ukończył krakowską
                  Akademię Ekonomiczną, córka kończy medycynę w Akademii Medycznej w Warszawie.
                  Jest optymistą i ma duże poczucie humoru. Dla przedsiębiorczych rodaków w
                  warunkach gospodarki rynkowej upatruje ogromne możliwości rozwoju."

    • Gość: coto Re: Habilitacje IP: *.konst.silesianet.pl 23.03.06, 22:57
      Obiecujaca jest zapowiedz lustracji. Polskie uczelnie to skanseny komunizmu.
      • ewa9823 Re: Habilitacje 25.03.06, 20:03
        Gość portalu: coto napisał(a):

        > Obiecujaca jest zapowiedz lustracji. Polskie uczelnie to skanseny komunizmu.


        a UB i SBecy będą nadal pracować na uczelniach?? czy lustracja dotyczy tylko
        tych zmuszanych do współpracy z nimi??

    • bretko Re: Habilitacje 25.03.06, 14:12
      Prof. Zbigniew Olesiński, który pracuje w Akademii Pedagogicznej w Kielcach,
      jest przykładem bardzo przedsiębiorczego człowieka. Reprezentuje SLD, a którego
      listy startował w wyborach do Sejmu. Był wiceministrem Edukacji i szefem
      gabinetu politycznego Ministerstwa Kultury. Jest doktorem politologii
      Uniwersytetu Warszawskiego. Nie wiadomo jak jest z jego habilitacją. Ma
      nostryfikacje dyplomu Moskiewskiej Wyższej Szkoły Zarzadzania, ale nie wiadomo
      czy był to dyplom doktora habilitowanego czy tylko drugi doktorat. Jest to
      dyplom z poczatku lat 90 tych. Zdaje się, ze ta uczelnia nie miała wtedy
      uprawnień do habilitowania. Ponadto dyplomy uczelni rosyjskich nie trzeba było
      wtedy nostryfikować. Ta nostryfikacja obowiązuje dopiero od 2 albo 3 lat.
      Dyplom był z historii, a prof. Olesiński jest profesorem zarzadzania. Może ktoś
      się orientuje jak z sekretarza partyjnego uczelni zostać profesorem?
      • ewa9823 Re: Habilitacje 25.03.06, 20:02
        ja też chciałabym to wiedzieć!!
      • Gość: doktor Re: Habilitacje IP: *.183.udn.pl 28.03.06, 22:58
        Obowiązek nostryfikacji zabużańskich dyplomów został wprowadzony pod sam koniec
        UBIEGŁEGO roku. Do tej pory obowiązywała Konwencja Praska o wzajemnym uznaniu
        tytułów i stopni naukowych. A tak na marginesie - Czechy wypowiedziały tę
        konwencję natychmiast po odzyskaniu suwerenności - około 1990 roku. Polska - w
        2005.
        • nfa05 Re: Habilitacje 29.03.06, 13:19
          Nie bez przyczyny. Gdyby nastąpiło to wczesniej to niektore 'uczelnie' nie
          miałyby minimum kadrowego. Kadry zabużańskie to powazne wzmocnienie skansenow
          PRLu
    • Gość: B.T., Zabrze Polska potrzebuje użytecznych wyników badań... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.06, 09:37
      ... i ta użyteczność oceniana rynkiem (czyli pieniądzem) powinna być głównym
      kryterium awansu (zdobywania stopni i stanowisk w instytucjach N+B) pracowników
      N+B+R.
      Wszystko inne (w tym habilitacje - czy ich brak) prowadzi do takiego stanu jaki
      mamy w Polsce po 1990 kiedy to całkowitą i jedyną kontrolę nad sobą sprawują
      profesorowie uczelni i PAN-ów.
      A ten stan to biała plama naukowo-technologiczna od Bałtyku po Tatry i od Bugu
      do Nysy-Odry. Ta biała plama kosztuje nas rocznie kilkanaście miliardów złotych
      i brak oparcia życia gospodarczego, społecznego na działalności naukowo-
      badawczo-rozwojowej.

      • unicef123 Re: Polska potrzebuje użytecznych wyników badań.. 02.04.06, 17:45
        Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

        > ... i ta użyteczność oceniana rynkiem (czyli pieniądzem) powinna być głównym
        > kryterium awansu (zdobywania stopni i stanowisk w instytucjach N+B)
        pracowników
        >
        > N+B+R.
        > Wszystko inne (w tym habilitacje - czy ich brak) prowadzi do takiego stanu
        jaki
        >
        > mamy w Polsce po 1990 kiedy to całkowitą i jedyną kontrolę nad sobą sprawują
        > profesorowie uczelni i PAN-ów.
        > A ten stan to biała plama naukowo-technologiczna od Bałtyku po Tatry i od
        Bugu
        > do Nysy-Odry. Ta biała plama kosztuje nas rocznie kilkanaście miliardów
        złotych
        >
        > i brak oparcia życia gospodarczego, społecznego na działalności naukowo-
        > badawczo-rozwojowej.
        > zawsze można wymyśleć "inteligentny" temat ( jak ma się układy ) i brać dużą
        kasę!Ma się to do nauki tak jak..............ech!
        >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka