Gość: Stanisław Remuszko
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.04.06, 18:39
Mam dyplom nauczyciela matematyki i fizyki. Jako dziennikarz, sprawą
zajmowałem się od samego początku (kwiecień 1986). Przypuszczam, iż wśród
pismaków jestem w kwestii polskich aspektów Czarnobyla osobą najlepiej
zorientowaną.
Najpierw (w prasie podziemnej) wieszałem na Urbanie zdechłe azory. Potem
nawiązałem kontakt z przebywającym wówczas w Norwegii prof. Zbigniewem
Jaworowskim. Rozmawialiśmy telefonicznie i wymieniliśmy obszerną papierową
korespondencję (mam ją do dziś). Po nastaniu wolności "byłem blisko"
oficjalnego śledztwa, jakie w tej sprawie zostało przeprowadzone na zlecenie
nowego prezesa Polskiej Agencji Atomistyki prof. Romana Żelaznego. Znam
ustalenia tego śledztwa (raport dra Andrzeja Wierusza). W piątą rocznicę
Czarnobyla (1991) w "Czasie Krakowskim" opublikowałem na ten temat serię
artykułów. Ujawniłem w nich, że za błędy i zaniedbania w polskiej reakcji na
Czarnobyl nie odpowiadają najwyższe władze PRL, lecz wyspecjalizowani
urzędnicy niższego szczebla. Gdy pięć lat później w "Wiedzy i Życiu" ukazał
się tekst o katastrofie fałszujący rzeczywisty przebieg wydarzeń, próbowałem z
nim polemizować, ale redakcja miesięcznika odmówiła druku i nie pomogła nawet
moja osobista interwencja u właściciela pisma Mieczysława Prószyńskiego. Wobec
tego w piętnastą rocznicę Czarnobyla (2001) syntetyczne wyniki swoich dociekań
pod tytułem "Jak to z Czarnobylem było" zamieściłem jednocześnie w "Tygodniku
Solidarność" oraz w nowojorskim "Naszym Dzienniku". Proponuję Państwu lekturę
zaktualizowanej wersji tego artykułu i gorąco polecam - jako niezwykłe pendant
- świeżutki wywiad z prof. Jaworowskim ("Polityka" z 15 kwietnia 2006).
Tej prawdy nie znajdą Państwo nigdzie indziej. Oto link:
www.remuszko.pl/czarnobyl/
Pozwalam sobie na koniec wyrazić głęboką nadzieję, że dzisiejsze służby
ochrony radiologicznej kraju w przypadku, nie daj Boże, promieniotwórczego
zagrożenia Polski tym razem staną na wysokości zadania.
Stanisław Remuszko