Dodaj do ulubionych

Wielkie badanie lodu

IP: *.tpgi.com.au 02.03.07, 03:22
Ciekawe, czy gdyby nasza cywilizacja powstala w okresie najwiekszych
zlodowacen, tez chcielibysmy powstrzywac odwilz? :-)

Jedna stala w przypadku klimatu jest jego zmiennosc. Raz klimat zmienia sie
powoli, innym razem bardziej gwaltownie, raz sie ochladza, innym razem ociepla
- i tak to sie ciagnie od miliardow lat.

Na zmiany klimatu w bardzo malym stopniu ma wplyw ilosc CO2 w atmosferze,
glownymi sprawcami sa tu para wodna, nachylenie osi obrotu ziemi wzgledem
slonca, cykliczne zmiany w aktywnosci slonca oraz dryft kontynentow, a co za
tym idzie zmiany pradow oceanicznych. Do tego dochodzi pewnie wiele innych
czynnikow o ktorych jeszcze nie mamy pojecia.

Ciakaw jestem jak ekolodzy chca wplywac na te wszystkie czynniki, by
spowodowac zachowanie klimatu w stanie niezmiennym? :-)

Ponadto przypominam, ze zmiany klimatyczne sa tez podstawa procesow
ewolucyjnych. To dzieki nim gina jedne gatunki i powstaja nowe. Chec wplywania
na zmiany klimatu to dosc arogancka postawa twierdzaca posrednio, "ze my wiemy
lepiej ktore gatunki powinny przetrwac, a ktore nie powinny powstac". To
oczywiscie bardziej hipotetyczne zagadnienie, poniewaz nie mamy pojecia jakie
gatunki powstana w przyszlosci w wyniku obecnych zmian klimatu.

Konkludujac. Dobrze jest znac wlasne srodowisko i dobrze jest zyc w mniej
zanieczyszczonym swiecie, ale twierdzenie ze czlowiek powoduje zmiany klimatu
w skali globalnej jest zwyklym biciem piany sluzacym do wyciagniecia kasy.

Wiodomo, ze jak sie ludzi przestraszy to chetniej zaplaca wieksze podatki.
Jedni strasza swiatowym terroryzmem, a inni globalnymi zmianami klimatycznymi

Dbajmy o nasze srodowisko, ale nie dajmy sie zwariowac i zastraszyc!

Najgorsze co sie moze nam przydazyc, to ze rodzaj ludzki wyginie - to nie
bedzie w sumie nic nadzwyczajnego w historii ziemi, ze jakis gatunek wiginal :)

Ale pociesze "ekologow" - kosmos bedzie sobie dalej istnial jakby nigdy nic.
Obserwuj wątek
    • dark_crusader Ekolodzy oprotestują dryf kontynentow i inne takie 02.03.07, 08:02
      A czego żeś się człowieku spodziewał? ;-)
    • wesoly_siewca_pesymizmu Re: Wielkie badanie lodu 02.03.07, 09:15
      Od takich odwiertów zaczynało się "pojutrze" :(

      "Jak powstrzymać odwilż na biegunach i uspokoić rozszalały klimat?" To mnie
      najbardziej przeraża. Nic nie wiemy o klimacie, a już chcemy go zmieniać,
      naprawiać itp.
    • toja3003 A kto powiedział, że ten klimat, który mamy jest i 02.03.07, 09:54
      A kto powiedział, że ten klimat, który mamy jest idealny i nie wolno mu się
      zmieniać? W czasach Rzymian lodowce alpejskie były o wiele mniejsze niż teraz,
      bo było cieplej i komu to przeszkadzało? A co mieli powiedzieć nasi przdokowie
      w czasach zlodowacenia? Najśmniejsze są jednostronne „badania” takich firm jak
      WWF – niedawno opublikowali raport ilu ludzi wiącej rocznie zginie z powodu
      ocieplenia klimatu. Wyszło im 15 tysięcy. Nieważne jak to liczyli. Ważne, że
      nie uwzględnili, prostej zależności: jeśli gdzieś będzie za ciepło i ktoś
      dostanie zawału to gdzie indziej z kolei ktoś nie zamarznie, bo się tam też
      temperatura podniesie a poza tym ludzie bądą migrować i zasiedlać tereny gdzie
      jest teraz zbyt zimno.

      Polecam wyżej wyważony głos druida w tej sprawie.
      • agaj.agaj Re: A kto powiedział, że ten klimat, który mamy j 03.03.07, 15:41
        Ja tez przylaczam sie do glosu rozsadku druida. Olbrzymim zrodlem CO2 w
        przyrodzie sa wybuchy wulkanow - ciekawe jak pseudo-ekolodzy beda chcieli
        kontrolowac wulkany.

        Wulkany, trzesienia ziemi, od czasu do czasu tsunami, itp - to wszystko
        swiadczy, ze formowanie naszej malej planety nie jest zakonczone (i cale
        szczescie!). Jestesmy naocznymi swiadkami ksztaltowania sie ziemi. I zreszta
        nie tylko ziemi - calego wszechswiata, ktory nieprzerwanie sie rozszerza od
        Wielkiego Wybuchu. Jednym z przejawow tych zmian sa tez zmiany klimatu.

        Popieram glos druida - dbajmy o srodowisko, ograniczmy odpady i produkcje
        spalin, ale bez histerii w sprawie klimatu.
    • Gość: madras Wielkie badanie lodu IP: 212.244.186.* 02.03.07, 16:09
      Nie zaszkodzi jednak dowiedzieć się,
      jaka jest naprawdę nasza sytuacja?
      Czy już kiedyś w historii Ziemi były takie ocieplenia
      i jakie były ich przyczyny.
      Nie ma przecież 100% pewności czy czeka nas odwilż
      czy kolejne ziębienie klimatu.
      Ludzie są wciąż słabi w przewidywaniu zmian klimatu.

      • europitek Re: Wielkie badanie lodu 03.03.07, 01:53
        Ocieplenia były wielokrotnie - czy takie nie wiem, bo nie wiem, jakie jest to - dwa ostatnie w końcu ostatniej epoki lodowcowej. Ale też były równie silne ochłodzenia. Można właściwie powiedzieć, że cała historia Homo sapiens przebiegała w czasach dużych wahań klimatycznych. To one "wypędziły" część ludzi z Afryki, a póżniej "przeganiały" z jednego kąta świata w inny.
        Jedyny znany mi (dobrze zbadany) wyjątek stanowi holocen, w którym wahania klimatu były nikłe, mimo występowania optimów i minimów klimatycznych.
    • pavliktoja Wielkie badanie lodu 02.03.07, 16:09
      jak czytam te wszystkie artykuły to nasuwa mi sie jeden film.. wodny swiat czy
      cos takiego... ciekawe czy mnie tez wyrosna skrzela:D
    • Gość: mirren Wielkie badanie lodu IP: 212.244.186.* 02.03.07, 16:11
      Obszary polarne to chyba jedyne nie
      zrujnowane przez ludzi tereny na Ziemi!
      Oby nie przyszło do głwy, na przykład Amerykanom,
      żeby je w jakiś sposób "skolonizować",
      zmakdonaldyzować itd.
    • marekkozinski Hmmm, 02.03.07, 17:22
    • marekkozinski ciekawe! 02.03.07, 17:27
      Ale to są ciekawe rzeczy.

      Pomyśleć, że żyjemy niby w UE,
      a tak mało do nas dociera z tego,
      co ważnego się tam dzieje.

      Dzięki "GW" !
    • Gość: ryszard horominz wielkie reality show polarne :) IP: 212.244.186.* 02.03.07, 17:52
      Świetny pomysł z tymi blogami wypraw polarnych!wreszcie nauka wychodzi do ludzi.
      Tyle się działo na biegunach,
      a mało kto o tym wiedział.

    • Gość: klimat,yczny klimatycznie w GW IP: 212.244.186.* 02.03.07, 18:01
      To chyba jeden z ukochanych tematów ostatnio
      Ale ważny,
      bo rozpala nas do czerwoności jako Ludzi,
      że nad czymś nie panujemy,
      coś jest jeszcze nie skontrolowane.
      Klimat sobie z nas kpi.
      Jesteśmy jak te mróweczki, targane rozmaitymi żywiołami.
      Aha, ja tam nie chcę, żeby nasz gatunek wyginął i już!
      Badajcie te sprawy drodzy naukowcy, badajcie,
      byle byście zdążyli przed potopem nr 2!
    • jarus2007 śnieg nie jest biały 02.03.07, 18:09

      Czy wiecie, że Eskimosi mają z jakieś 40 określeń na kolor śniegu?

      A u nas tylko: <<biały>> i do widzenia
      • koczisss Re: śnieg nie jest biały 03.03.07, 14:00
        Nie kolor, a rodzaj śniegu!
    • Gość: gorkam białe nie może być białe;) IP: 212.244.186.* 02.03.07, 18:10
    • Gość: mam pytanie Jakiej nawigacji się używa aby dolecieć na biegun? IP: *.uznam.net.pl 03.03.07, 09:02
      Standardowa płaska mapa świata w GPS przy zbliżaniu się do biegunów pokazuje
      bzdury bo szerokość geograficzna 90o00'00'' to jest jeden punkt, który na
      płaskiej mapie jest rozciągnięty na całą jej szerokość. Dlatego ciekawi mnie
      jakiej nawigacji używają piloci lecący np. do bazy Amundsena-Scotta bo nie
      sądzę, żeby to była standardowa nawigacja używana w "normalnej" części świata,
      ani GPS ani VOR to VOR bo tam raczej nie ma radiolatarni. Ktoś zna odpowiedź na
      to pytanie?
      • petrucchio Re: Jakiej nawigacji się używa aby dolecieć na bi 03.03.07, 13:28
        Gość portalu: mam pytanie napisał(a):

        > Standardowa płaska mapa świata w GPS przy zbliżaniu się do biegunów pokazuje
        > bzdury bo szerokość geograficzna 90o00'00'' to jest jeden punkt, który na
        > płaskiej mapie jest rozciągnięty na całą jej szerokość. Dlatego ciekawi mnie
        > jakiej nawigacji używają piloci lecący np. do bazy Amundsena-Scotta bo nie
        > sądzę, żeby to była standardowa nawigacja używana w "normalnej" części świata,
        > ani GPS ani VOR to VOR bo tam raczej nie ma radiolatarni. Ktoś zna odpowiedź
        > na to pytanie?

        Pewnie są jakieś wersje GPS używające spółrzędnych biegunowych (nie znam się na
        tym, ale zdziwiłbym się, gdyby ich nie było). Wiem, że z innych systemów LORAN-C
        pokrywa sporą część Arktyki, ale nie Antarktydę; zresztą burze magnetyczne mogą
        zakłócać wszystkie rodzaje nawigacji elektronicznej. Samoloty mogą obyć się bez
        sygnałów zewnętrznych, używając samowystarczalnej nawigacji inercyjnej (mniej
        dokładnej i wrażliwej na błędy danych, ale lepszy rydz niż nic). Jeśli nie ma
        chmur, dobra jest nawigacja według gwiazd (astrokompas) lub Słońca. Dzięki
        polaryzacji można zlokalizować Słońce nawet za chmurami lub poniżej horyzontu
        (byle niezbyt głęboko).

    • Gość: kosmita Ah ten zwierzęcy instynkt przetrwania za każdą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 10:58
      cenę . Żałosne ludziki .
    • Gość: Jaro Wielkie badanie lodu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.07, 12:02
      Ja mam rozwiązanie problemu! Zrobić jeszcze ze 100 konferencji na temat
      globalnego ocieplenia, z darmowym żarłem i chlaniem i z noclegami w luksusowych
      hotelach. 100% gwarancji, że problem będziemy mieli z głowy.
    • Gość: Proofreader Koszmarna ignorancja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 13:58
      Gość portalu: druid napisał(a):

      > Na zmiany klimatu w bardzo malym stopniu ma wplyw ilosc CO2 w atmosferze

      Doprawdy?! Podobne stwierdzenie to szczyt ignorancji. Pozostałe wywody można sobie darować.

      Polecam film dokumentalny "An Inconvenient Truth" (Niewygodna prawda), Który nieprzypadkowo dostał w swojej kategorii Oscara. Al Gore, który jest osobą szczególnie kompetentną, bo od trzydziestu lat zajmuje się tą problematyką, zgodnie zresztą ze swoim wykształceniem, rozprawia się w nim z mitami szerzonymi przez różne przemysłowe lobbies (a szczególnie sektor paliwowy), które przy pomocy PR-ostytutek od public relations i "wolnej prasy", wciskają masom naiwnych tezę, jakoby wpływ człowieka na klimat był znikomy.
      A "wykształceni" podobno ludzie powtarzają bezmyślnie te twierdzenia, nie zadając sobie trudu by je zweryfikować.
      Twierdzenie jakoby rosnąca lawinowo emisja CO2 i innych zanieczyszczeń przemysłowych, nie wywierało wpływu na atmosferę Ziemi, jest piramidalnym nonsensem.

      Otóż w środowisku naukowym (z wyjątkiem dosłownie kilku skorumpowanych, cynicznych łobuzów jak np. Lomborg) nie ma żadnych kontrowersji co do tego, że na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat czynniki demograficzne (jest nas już 6,5 mlda) oraz nieodpowiedzialne zużywanie zasobów nieodnawialnych w energetyce powodują nie tylko bezprecedensowe niszczenie środowiska naturalnego, ale także mają - widoczny dosłownie gołym okiem wpływ - na zmiany klimatyczne.

      No, ale to nieważne, co widzimy - klęski żywiołowe, wzrost temeratur, etc. - ważne co napiszą w gazetach, prawda? I co tam klimatolodzy - wolimy słuchać "ekspertów" opłacanych przez wielkie korporacje.

      Obejrzyjcie sobie film, o którym wspomniałem wyżej - niedługo polska premiera, ale w sieci można znaleźć go już dziś.

      • koczisss Re: Koszmarna ignorancja 03.03.07, 14:06
        Oj te wredne dinozaury, tak pierdziały dużo, wydalając metan (gaz cieplarniany)
        i chuchały (CO2), że stopiły wszytki lód na ziemi, tak?
        Przypominam, 106 000 000 000 lat temu, tam gdzie teraz na Antarktydzie zalega
        kilku kilometrowa warstwa lądolodu, żyły sobie jaszczury w nieprzebytych lasach
        szpilkowych. Śnieg tam był tylko w trakcie nocy polarnej, czyli zimą!
        • Gość: Proofreader Re: Koszmarna ignorancja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 15:21
          koczisss napisał:

          > Oj te wredne dinozaury, tak pierdziały dużo, wydalając metan (gaz cieplarniany)
          > i chuchały (CO2), że stopiły wszytki lód na ziemi, tak?

          Krótko: analogia jest zupełnie chybiona. Czynniki, które decydują o skokowych zmianach klimatu mogą być różne, także pochodzenia pozaziemskiego (aktywność Słońca). Natomiast OBECNIE nie ulega najmniejszej wątpliwości, że pośród tych czynników, powodujących topnienie lodowców decydującą rolę odgrywa wzmożona emiosja CO2 i inne przejawy działalności człowieka - na skalę niewyobrażalną we wcześniejszej historii tej planety. Wycinanie i wypalanie lasów, obłąkańcze wręcz wykorzystywanie zasobów kopalnych (węgla, ropy i gazu ziemnego), rabunkowe eksploatowanie i zatruwanie zbiorników wodnych - przykłady można by mnożyć. Utrzymywanie, że nie wywiera to większego wpływu na zmiany zachodzące w atmosferze jest właśnie przykładem skrajnej ignorancji.

          Powtarzam: przyczyn zmian klimatycznych może być wiele, rzecz w tym, że w ostatnich kilku dekadach zachodzą one na skutek działalności naszego (podobno rozumnego) gatunku.
          • koczisss Re: Koszmarna ignorancja 03.03.07, 18:34
            Węgiel, który kiedyś został zatrzymany i przestał być dostępny w naturalnym
            obiegu, wraca teraz do atmosfery i tyle. A, że my trochę w tym pomagamy?
            Może tak sie stać, że paradoksalnie powodując globalne ocieplenie, przyczyniamy
            się tak naprawdę do kolejnej epoki lodowcowej, albo co jest bardziej
            prawdopodobne zwyczajnie odwlekamy jej nieuchronne nadejście.
            Jesteśmy teraz w schyłkowym okresie interglacjału i czas jest na glacjał.
            • europitek Re: Koszmarna ignorancja 04.03.07, 17:59
              A skąd pewność w kwestii nadchodzącego końca interglacjału - poprzednie miewały różną długość i głębokość (w sensie "siły" ocieplenia). Być może nasz obecny będzie taki jak 250000 lat temu, gdy lądolód grenlandzki wytopił się do cna. Równie dobrze jest możliwe, iż kończy się rzadki w ciągu ostatniego miliona lat okres długotrwałej stabilizacji klimatu ziemskiego i powrócimy do typowej "huśtawki".
              Gdybyś jednak miał rację, to nasza "gra na czas" niewiele da, ponieważ przyczyny powszechnych zlodowaceń mają skalę znacznie większą niż nasze działania. Jeśli rzeczywiście wchodzimy w koniec interglacjału, to powinny to potwierdzić dane astronomiczne dotyczące cykli Miljankovica (może je znasz lub wiesz, gdzie je można znaleźć). I wbrew temu, co się potocznie uważa możemy być bezradni, gdyż skala i szybokość zachodzących procesów przerasta nasz refleks i możliwości.
      • Gość: druid Dostal Oskara... IP: *.tpgi.com.au 03.03.07, 15:33
        ...ani chybi musi to byc prawda :-)))

        I oczywiscie Oskary nie sa przyznawane wcale w wyniku chwilowych trendow
        politycznych, podobnie zreszta jak pokojowe nagrody Nobla :-))

        A skoro to jest taka oczywista prawda i wszystko na 100% wiadomo, to poco robic
        te wszelakie konferencje i wydawac miliony dolarow na badania naukowe?

        Skoro jeden sredniej wielkosci trwajacy pare dni cyklon wytwarza wiecej energii
        niz Australia, bedaca jednym z najbardziej uprzemyslowionych krajow przez 5 lat,
        a takich cyklonow w sezonie w okolicach Australii jest zazwyczaj kilka, to latwo
        sie zorientowac jak wielki wplyw mamy na nasz klimat. I mowimy tu tylko o jednym
        zjawisku atmosferycznym w jednym regionie swiata.

        Ostania zima w Ameryce Polnocnej byla jedna z najchlodniejszych i najbardziej
        snieznych w ciagu ostatniego stulecia. Podobnie zreszta jak uplywajace lato w
        Australii - jedno z chlodniejszych. Czy to cos znaczy - pewnie nic, ale jakby
        ktos szukal taniej sensacji, to by o tym nakrecil paradokumentalny film z kims
        slawnym w roli narratora i postawil teze, ze klimat sie ochladza. I bylaby to
        taka sama bzdura jak "An Inconenient Truth", dzieki krotej promuje sie Al Gore.

        Mamy zebrane dane meteoroligczne z ostatniego wieku, moze 2 wiekow, a mowimy o
        procesach zachodzacych w czasie setek tysiecy lat. Ponadto mowimy o procesach z
        olbrzymia iloscia zmiennych. Nie mamy wiedzy na temat tego jak kazda z tych
        zmiennych wplywa na klimat i nie mamy pojecia w jakie interakcje wchodza te
        zmienne. A nawet gdybysmy w koncu posiedli taka wiedze, to osobiscie wolalbym by
        ludzie nie grzebali w tych procesach i niech natura sama sie rzadzi.

        Oczywiscie ciekawe jest poznawanie historii, ale na jej podstawie raczej nie
        bedzie mozna wywnioskowac jaki bedzie klimat w przyszlosci, bo moze sie okazac,
        ze jakis zupelnie nowy czynnik, nieznany wczesniej, wplynie na zmiane klimatu.

        A co do "widzianych golym okiem" wielkiej ilosci klesk zywiolowych, to
        powiedzialbym, ze nie widzisz ich golym okiem wiecej ani mniej ani wiecej niz w
        przeszlosci. Wisz je w TV, a szerzej w mediach, ktore karmia sie tania sensacja.

        Nalezy pamietac, ze w biznesie medialnym "zla wiadomosci, to dobra wiadomosc" -
        tylko takie wiadomosci podnosza ogladalnosc, a co za tym idzie rating reklamowy
        za ktorym idzie kasa reklamodawcow.

        Tak jak napisalem w poprzednim wpisie. Nalezy isc w kierunku oszczedzania
        energii i czystego srodowiska, chociazby ze wzgledow egoistyczny - bo taniej.
        Ale nie popadac w panike i nie dac sie okradac pod pozorem walki z globalnymi
        zmianami klimatu.

        Nalezy tez pamietac, ze zaden rzad nie bedzie promowac ekologicznego zrodla
        energii, ktore bedzie niezalezne od rzadowej/korporacyjnej sieci dystrybucji.

        Bo wyobrazmy sobie sytuacje: gdyby kazdy mial zainstalowana w domu
        niskotemperaturowa pompe ciepla jako zrodlo ogrzewania, energie do pompy ciepla
        i na potrzeby domu dostarczal z zainstalowanej na dachu baterii slonecznej lub
        turbiny wiatrowej, a samochod w garazu bylby napedzany sprezonym powietrzem
        (www.theaircar.com) - to co rzad mialby opodatkowac acyza? :-)

        Kto ma kontrole nad nosnikami energii, ten ma wladze.
        • Gość: Proofreader Re: Dostal Oskara... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 16:30
          Czcigodny adwersarzu, przyznanie Oscara dowodzi jedynie (jak w przypadku filmu Moore'a, który także miał rację), że nawet do tępych Amerykanów w końcu dociera rzeczowa argumentacja. Byłym bardzo rad, gdybyś obejrzał "Niewygodną prawdę" zanim postawisz zarzuty jej twórcom. Ja obejrzałem.

          Nie ulega dla mnie watpliwości, że jesteś mądrym, wykształconym i niepozbawionym poczucia humoru człowiekiem, którego - niektóre przynajmniej racje - zasługują na uwagę. Dlatego własnie zdumiało mnie twoje lekceważenie poziomu emisji CO2 jako czynnika wywierającego w ostatnich dekadach istotny, jeśli nie kluczowy wpływ na zmiany klimatyczne. I dałem temu wyraz, może zbyt obcesowo, przepraszam. Przygnębia mnie jednak właśnie to, że inteligentni i sensowni ludzie poddają się propagandzie korporacyjnych lobbies. Bo to nie jest wcale kwestia filmu z udziałem Gore'a. Przytoczyłem go jedynie dlatego, że bardzo dobrze popularyzuje on jednoznaczną opinię środowisk naukowych.

          Wystarczy zastanowić się nad ostatnim raportem ONZ w tej sprawie.

          I jeszcze kilka linków na ten temat (tylko z GW):

          www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3939302.html
          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34152,3058405.html
          www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3925293.html
          Piszesz (słusznie):
          > Kto ma kontrole nad nosnikami energii, ten ma wladze.

          Ale - jeśli w wyniku rywalizacji wewnątrzgatunkowej rolę samców "alfa" przejmują w stadzie osobniki zbyt ograniczone - stado ginie. A ja jakoś jestem do naszego gatunku - nie wiedzieć czemu - przywiązany ;-)
          Dlatego jestem za tym, byśmy robili użytek z tego - może nawet nadmiernie rozwiniętego - mózgu jakim obdarzyła nas ewolucja... I nie traktowali faktu, że rządzą dzis światem nafciarze jako czegoś nieodwracalnego. To, czy pozostawimy im władzę, zależy od nas samych.

          Pozdrawiam. I zachęcam do obejrzenia filmu - można znaleźć go np.tu:
          peb.pl/filmy-dokumentalne/69159-rapidshare-inconvenient-truth-dvdrip-xvid-diamond.html


          • Gość: druid Oskary, polityka i fizyka... IP: *.tpgi.com.au 04.03.07, 05:14
            Widze, ze musielibysmy podyskutowac nad tym jakie lobby rozdaje Oskary :-)

            A wiec jest to glownie lobby filmowe, ktorego znaczna czesc wspiera Demokratow i
            nie przepusci zadnej okazji by dokopac Konserwatystom - i nie jest to zadna
            tajemnica.

            Niechcialbym, abys po mojej krytyce dotyczacej Oskarow, czy pokojowej nagrody
            Nobla odniosl wrazenie, ze ja jestem zwolennikiem Konserwatystow w USA. Moim
            skromnym zdaniem obie te partie sa siebie warte.

            Jestem tez raczej jedna z ostatnich osob, ktora poddaje sie propagandzie
            korporacyjnego lobby, chociazby dlatego, ze sam ta propagande tworzylem i znam
            ja od podszewki :)

            Dlatego widze ja tez ze strony lobby klimatycznego - za tym tez stoja
            korporacje. Np. najnowsza ustawa w Australii zmusi ludzi do kupowania drozszych
            energooszczednych zarowek. Niby OK, ale trzeba zauwazyc, ze sa one nie tylko
            drozsze, ale maja tez krotsza zywotosc. Ciekaw jestem czy ktos obliczyl ile
            energii zostanie zużyte na wyprodukowanie wiekszej liczby zarowek
            energooszczednych i czy bilans energetyczny jest rzeczywiscie taki korzystny.

            Nastepnie lobby energii atomowej w Australii zaczyna grac karta ekologicznosci.
            Ale maja jeden problem - energia atomowa jest drozsza niz energia wytworzona ze
            spalania wegla i to nawet czystego spalania, kiedy CO2 pompowany jest spowrotem
            pod ziemie. Wiec lobby atomowe naciska na to, by podniesc ceny (podatki) energii
            produkowanej z paliw kopalnych - oczywiscie pretekstem jest walka z globalnym
            ociepleniem - wtedy energia atomowa stanie sie bardziej oplacalna.

            Kazdy rzad, cieszy sie kiedy ma pretekst do podniesienia podatkow, wiec ostatnio
            premiec Australii zaczyna wypowiadacac sie pozytywnie na temat energii atomowej,
            tym bardziej ze opozycja naciska na ochrone srodowiska.

            I to wszystko dzieje sie w kraju, ktory na liczbe dni slonecznych w roku cos
            kolo 330, i wiekszosc ludzi mieszka w domach - czyli az sie prosi o montowanie
            baterii slonecznych na dachach domow.

            To tylko 2 przyklady tego, ze parcie ekologiczne tez ma za soba okreslone grupy
            interesow i zawsze na koncu tego lancuszka powiazan stoi ktos kto zarobi na tym
            kase. I tylko nalezy swoja pazernoc dobrze sprzedac ubierajac ja w modne ciuszki
            - obecnie modna jest "ekologia".

            Pamietaj, ze za wszystki badania ktos placi. A ten kto placi, ten wymaga.

            ONZ takze nie jest tu specjalnie wiarygodne majac na uwadze wszystkie skandale
            korupcyjne, w ktore sa zamieszani biurokraci z tej organizacji.

            Nalezy tez pamietac, ze kazda biurokracja szuka usprawiedliwienia dla sensu
            swojego istnienia. Jezeli nie ma problemu, to go wymysla, byle tylko zostac przy
            korycie. "Bo nie chodzi o to by kroliczka zlapac, ale by go gonic, gonic, gonic,
            gonic...." :-)

            A teraz pozostawiajac sprawy natury politycznej i przejdzmy do fizyki.

            Co do udzialu CO2 w efekcie cieplarnianym moze powinienem napisac w taki sposob:
            ze wszystkich gazow cieplarnianych produkowanych przez czlowieka, CO2
            produkujemy najwiecej i wsrod wszystkich gazow produkowanych prez czlowieka, ten
            gaz pewnie mamy najwiekszy wplyw na temperature, ALE wsrod wszystkich gazow
            cieplarnianych wystepujacych w atmosferze to para wodna ma najwieksze znaczenie
            przy regulacji temperatury na ziemi, a nie CO2.

            A ta wiedza pochodzi z badan prowadzoych przez fizykow:
            "Liczy sie to badajac jaka ilosc energii pochlania powietrze i pozniej
            porownujac to do mieszaniny pozbawionej danego czynnika. Usuwajac np. caly
            dwutlenek wegla, pozostale skladniki pochlana 91% energii, ktora normalnie
            pochlania atmosfera. Ale jesli pozostawimy sam CO2 to pochlonie on 26% energii.
            Tak samo jest z woda (odpowiednio 64 i 85%) i nie da sie udzielic jednoznacznej
            odpowiedzi" - odpowiedzi, jaki wplyw na klimat globalny maja poszczegolne gazy.

            Poza tym jak napisalem wczesniej, gazy to nie wszystko. Wiec skoro CALE CO2
            wystepujace w atmosferze ma 9% wplywu, a do tego dochodza pozostale czynniki
            poza atmosferyczne, to ta czesc CO2 wyprodukowana przez czlowieka moze
            odpowiadac pewnie za jakies +/- 0,5% zmian klimatycznych. Czyli na granicy bledu
            statystycznego.

            Stad moje lekcewazenie znaczenia CO2 - bynajmniej nie z powodu, ze mam jakis
            uraz osobisty wobec tego gazu :-)

            P.S.
            Osobiscie jestem wielkim zwolennikiem alternatywnych zrodel energii i
            uniezaleznienia sie ludnosci od korporacji o rzadow.

            Dlatego interesuje mnie jak potocza sie sprawy samochodu napedzanego sprezanym
            powietrzem www.theaircar.com

            I czy niskotemperaturowe pompy ciepla stana sie coraz bardziej popularne - skoro
            moga pomoc zaoszczedzic 70% energii sluzacej do ogrzewania/klimatyzacji domow.

            Bo jakze wielki impakt na srodowiska mialby fakt, ze nagle zapotrzebowanie
            wszystkich gospodarstw domowych na energie spadloby o 70%!
            • Gość: Proofreader Dzięki za bardzo, bardzo ciekawy post IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.07, 11:18
              - twój punkt widzenia pozwolił mi ostrzej dostrzec pewne aspekty problemu.

              Masz niewątpliwie rację, że "proekologiczne" kampanie są elementem strategii
              wielkich korporacji i ich gier rynkowych (pierwszy z brzegu przykład to BP,
              który ostatnio wręcz dystansuje Grenpeace, by tylko poprawić sobie wizerunek).
              To prawda, wchłaniają one ze smakowitym mlaśnięciem wszelkie przejawy nostalgii
              za naturą i czynią z nich jeszcze jeden produkt. Inteligentni CEO doskonale
              wiedzą jak manipulować maluczkimi. I tak naprawdę najchętniej sprzedają
              złudzenia - to w zasadzie najważniejsza cecha dzisiejszej ekonomii, gdzie sam
              produkt przestaje być ważny. Naomi Klein miała rację - to jest targowisko
              znaków, symboli i iluzji. W gruncie rzeczy idzie o podporządkowanie sobie
              sposobu myślenia odbiorcy i identyfikowanie się przezeń z tymi symbolami, które
              stanowią dlań substytuty bądź to statusu społecznego, bądź to młodości,
              zdrowia, urody, nowoczesności, etc.

              A ponieważ lęk jest jedną z najsilniejszych emocji, przeto rzeczywiście
              eskaluje się wręcz poczucie zagrożenia, żeby wymusić pożądane zachowania
              konsumpcyjne. Ten specyficzny brainwashing zaprzęgnięto wprawdzie w służbę już
              nie ideologiom, a względom jak najbardziej pragmatycznym, ale czy swoisty
              totalitaryzm rynkowy jest przez to mniej odrażający i generuje mniejsze
              zniewolenie? Pęta (nawet z najdelikatniejszego jedwabiu) pozostają pętami...

              Wiem, wygląda to trochę na dygresję "out of blue", ale w gruncie rzeczy to
              sprawa istotniejsza od różnicy zapatrywań na emisję CO2, która nas poróżniła
              (tu jeszcze raz sumituję się z racji swojej wcześniejszej napastliwości).
              Przyznaję, że twoje wywody z punktu widzenia czystej fizyki są nader
              przekonujące i jestem skłonny uznać w sporej mierze zasadność tej argumentacji,
              co jednakowoż jedynie zmniejsza mój niepokój. Dlaczego? Dlatego, że jakkolwiek
              temu rozumowaniu niesposób właściwie nic zarzucić od strony metodologicznej, to
              pozostaje jeszcze empiria.
              A tu, niestety, tzw. twarde dane skłaniają do poważnej refleksji. Od czasu, gdy
              pół wieku temu, bo w roku 1957 profesor Roger Revelle zainicjował codzienne
              pomiary stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, stężenie to nieustannie wzrasta,
              co trudno uzasadnić względami innymi niż aktywność człowieka.
              Z drugiej strony to tylko mgnienie w dziejach naszej planety i trudno byłoby
              formułować wnioski dotczące klimatu na tak wątłej podstawie. Podobnie zresztą
              jak na podstawie pomiaru temperatur dokonywanych przez meteorologów, czy
              odnotowanych w kronikach. To wciąż zbyt krótki przedział czasu.
              Rzecz w tym, że dzięki wysiłkom naukowców możemy ostro weryfikować wszelkie
              spekulatywne teorie. Otóż glacjolodzy wespół z przedstawicielami wielu innych
              dyscyplin dostarczają nam ostatnio twardych danych nie budzących praktycznie
              watpliwości, a dotyczących już nie setek a tysięcy lat. Metoda jest prosta -
              dokonuje się odwiertów w antarktycznych lodowcach, a następnie - trochę jak w
              przypadku słojów drzew - badając bąbelki powietrza uwięzione w lodzie w czasie
              opadów śniegu są w stanie ustalić nie tylko poziom CO2 w atmosferze kilkaset
              lat temu, ale także wyodrębniając odpowiednie izotopy tlenu ustalić dokładnie
              ówczesną temperaturę. I wnioski są dość jednoznaczne. Niezależnie bowiem od
              wszystkich innych czynników, których wpływu nie można lekceważyć, korelacja
              między poziomem dwutlenku wegla a temperaturą jest widoczna na wykresach gołym
              okiem. "An Inconvenienth Truth" doskonale to skądinąd wizualizuje, podobnie jak
              i inne aspekty tej problematyki, która wcześniej już żywo zaprzątała moja
              uwagę. I tylko stąd pewna moja admiracja dla twórców tego filmu (natomiast Al
              Gore w wymiarze politycznym pozostaje mi najdoskonalej obojętny).

              Reasumując - twoje zdroworozsądkowe stanowisko czyli "dbajmy o środowisko, ale
              nie dajmy się zwariować i pamiętajmy, że możni tego świata zwykli nami
              manipulować" wydaje mi się bardzo sensowne i zasługujące ze wszechmiar na
              szacunek. Jedyne małe "ale" to fakt, iż niezależnie od tego jak bardzo jest
              dziś skorumpowana nauka, to jest wciąż jeszcze wielu uczciwych badaczy, którzy
              formułując pobrzmiewające nieco apokaliptycznie ostrzeżenia, nie czynią tego
              bezpodstawnie. Biorąc pod uwagę do czego zdolna jest "naga małpa" (wedle
              określenia Desmonda Morrisa) dysponująca brzytwą w postaci przerastających jej
              zdolność przewidywania technologii, nie byłbym skłonny tych ostrzeżeń
              bagatelizować...

              Wnioski: rachunki czysto ekonomiczne bywają z gruntu fałszywe. Ekonomia nie
              jest nauką ścisłą – jest dyscypliną akademicką, zajmująca się pewnym aspektem
              społecznych zachowań naszego gatunku, a mianowicie wymianą dóbr, czy to przezeń
              wytwarzanych czy to bez opamiętania rabowanych ze środowiska. Nic więcej.
              Ekonomia jest znacznie bliższa psychologii i socjologii (a przy obecnym kulcie
              bożka „wolnego rynku” specyficznie pojmowanej „teologii pieniądza”) niż naukom
              ścisłym. Rzekomo „niewzruszone prawa rządzące światem” jakie sobie
              wykoncypowali jej luminarze, próbując je traktować jakby chodziło o prawo
              grawitacji są zwykle banalnymi obserwacjami (często irracjonalnych) zachowań
              jednostek i społeczeństw, niczym więcej. Co gorsza, owe „prawa” rzeczywiście –
              na zasadzie podobnej co samospełniające się przepowiednie – niekiedy zaczynają
              rządzić życiem ogromnych zbiorowości.

              Owszem, w kwestiach dotyczących eksploatacji zasobów, wytwarzania dóbr i handlu
              dają się zauważyć pewne prawidłowości, ale wynikają one jedynie z naszych czy
              to naturalnych (wystarczy poczytac trochę prac z zakresu socjobiologii), czy to
              kulturowych uwarunkowań. To wszystko. Ekonomia jest zatem jedynie opisem
              pewnego skądinąd ważnego - fragmentu naszego behawioru, ale niczym ponadto.
              Zachowania zaś można (i trzeba) modyfikować. Homo economicus bywa bowiem istotą
              znacznie głupszą od homo sapiens...

              Serdecznie pozdrawiam.

              • Gość: druid to jeszcze moje 3 grosze :) IP: *.tpgi.com.au 04.03.07, 14:11
                Ciesze sie, ze udalo sie nam odstawic emocje na bok i przejsc do rzeczowej
                dyskusji :)

                Znane mi sa informacje na temat odwiertow lodu na Antarktydzie i wiem tez ze
                stezenie CO2 oraz tlemu mona na tej podstawie ustalic.

                Ale jeszcze pozostaje ustalic co jest przyczyna, a co skutkiem tych zmian - a na
                temat tego juz opinie sa podzielone.

                Bo jedna z teorii twierdzi, ze ustepowanie epoki lodowcowej powoduje zwiekszenie
                sie emisji CO2 do atmosfery, gdyz w wynkiu ocieplenia wiecej obszarow ziemi
                pokrywa sie roslinnoscia, a co za tym idzie intensyfikuje wegetacja w skali
                globalnej i zwieksza sie obieg wegla w amosferze = wiecej C02 w lodzie.

                W koncu rosliny takze produkuja CO2 podczas fazy ciemnej fotosyntezy.

                Wiec zwiekszenie sie iloscie CO2 w lodzie moze byc skutkiem, a nie przyczyna
                ocieplenia klimatu. Chociaz pewnie zaleznosc ta jest jeszcze bardziej
                skomplikowana i majac swiadomosc jak wiele czynnikow wplyna na klimat nie odwaze
                sie wysunac jadnoznacznych wnioskow.

                Problem ktory widze w badaniach klimatu, jest tez taki, ze naukowcy zasklepiaja
                sie w swoich waskich obszarach kompetencyjnych i kazdy - co poniekad zrozumiale
                - stara sie wytlumaczyc wszystko w ramach swojej dziedziny.

                Obawiam sie, ze klimat jest na tyle skomplikowana rzecza, ze takie podejscie
                jest z gory skazane na niepowodzenie.

                Jak sam napisales, nie jestesmy przewidywac tego jakie stworzymy technologie w
                przyszlosci, czyli czegos na co mamy bezposredni wplyw, dlatego podchodze z
                dystansem do wszystkich informacji majacyh przewidywac przyszlosc naszego
                klimatu. Powiedzialbym, ze to wszystko to luzne teorie i dywagacje, ktorym do
                twardch faktow dosc daleko.

                Ale z drugiej strony moze powstana takie technologie, ktore umozliwia nam
                dokladne zbadanie mechanizmow rzadzacych zmianami klimatyczymi na ziemi.

                Co do ekonomii to radzilym jej nie lekcewazyc, zwlaszcza jezeli chcesz przekonac
                wieksza liczbe osob do okreslonych zachowan.

                Tu proponuje zapoznac sie z teoria potrzeb pana o nazwisku Maslow - wsrod paru
                innych teori, ta z czasem wydaje mi sie dosc przekonujaca. Ludzie nie beda
                myslec na temat "wartosci wyzszych" takich jak ochrona srodowiska, tak dlugo jak
                nie zostana zaspokojone ich potrzeby podstawowe.

                Jak to sie przekalda na ekologie: nikt nie bedzie sie martwil tym, jak bedzie
                wygladac ziemia za 100 lat, jezeli nie wie czy bedzie mial co wlozyc do garnka
                za tydzien.

                A poniewaz zyjemy w demokracji, dopiero zapewniajac odpowiedniej ilosci ludzi
                odpowiednie warunki zycia, przez zdrowe machanizmy wolnorynkowe (ktorych w brew
                pozorom jest bardzo niewiele), mozemy spodziewac sie ze zaczna oni interesowac
                sie problemami globalnymi i zaczna wywierac naciski na firmy i korporacje w celu
                pro-ekologicznych zachowan.

                Biedni ludzie maja ekologie w glebokim powazaniu. (Chocia pewnie sa jakies wyjatki )

                Pozdrawiam
                • europitek Re: to jeszcze moje 3 grosze :) 04.03.07, 19:46
                  Serce rośnie, gdy się widzi piteków w akcji. I to w dodatku dwóch naraz!

                  Zostawię na boku kwestię danych z rdzeni lodowych (można je znaleźć w Sieci - są ciekawe i w miarę łatwe do pojęcia), gdyż zmiany zachodzące w "cieniutkiej skórce" Ziemi, jaką jest atmosfera można potraktować jako "dopust naturalny" niezależnie od ich prawdziwej przyczyny, jako jeden z nacisków środowiskowych jakich doświadcza świat żywy. Problemem najważniejszym jest nie samo występowanie takich nacisków, lecz sposób "odpowiedzi" na nie.
                  Koncepcja zaspokajania potrzeb podstawowych nie opisuje rzeczywistości wystarczająco dobrze jeśli nie zawiera stwierdzenia, iż najwyżej cenione są "dobra" najtrudniej dostępne (występujące w najmniejszej ilości). Jest to pewien mechanizm samoregulacji właściwych proporcji pomiędzy potrzebami. Mechanizm, który w dłuższych okresach czasu zawsze przywraca "właściwe" proporcje w skali społeczeństw niezależnie od usilnych działań jednostek lub grup ludzi. To swego rodzaju wolny rynek potrzeb, którego nie da się oszukać na dłuższą metę. I dlatego, o czym wspomniał druid, ludzie będą zmuszać instytuty społeczne do uwzględniania ich (ludzi) potrzeb w dziedzinie ekologii.
                  Ten sam mechanizm, moim zdaniem, wywindował na piedestał tzw. dobra materialne i sposób ogranizacji społecznej szczególnie sprzyjający ich produkcji i również on zepchnie je na drugi plan, wymuszając poważne zmiany w naszym życiu społecznym. I Proofreader będzie miał mniej powodów do niezadowolenia z nabożnej czci dla ekonomii, która obecnie jest udziałem większości ludzi. Ten mechanizm to taki walec, o którym śpiewał niegdyś Młynarski - przyjdzie i wyrówna.

                  PS. <druid> piszę małą literą zgodnie z oryginalną pisownią autora.
    • tadeusz542 zmniejszyć za wszelką cenę emisję CO2 03.03.07, 14:05
      czyli naprzykład nie wprowadzać obowiązku przymusowej całorocznej jazdy na
      światłach bo to w przypadku Polski są dodatkowe dwa miliony ton gazu w
      atmosferze lecz nawet znieść ten nakaz obecnie obowiązujący.
      Wprowadzić wzorem Australii tylko żarówki energooszczędne jako żródła światła
      szeregu podstawowego , co da oszczędność kilkudziesięciu milionów ton gazu
      /w Australii ponad cztery miliony ton /.
      Zakazać używania w pojazdach zestawów muzycznych o wielkich mocach co spowoduje
      spadek emisji gazu o pół miliona ton w przypadku Polski.
      Zakazać wypalania traw i słomy - ale zorganizować kompostowanie tego co da
      oszczędność około 16 milionów ton gazu w przypadku Polski.
      Myślę ,że to co się dzieje jest ostatnim dzwonkiem, nie ma co ryzykować
      sprawdzania tezy ,że to już było lepiej założyć ,że to wina ludzi i
      przeciwdziałać jak się da.


      • koczisss Re: zmniejszyć za wszelką cenę emisję CO2 03.03.07, 14:09
        >Zakazać wypalania traw i słomy - ale zorganizować kompostowanie tego co da
        >oszczędność około 16 milionów ton gazu w przypadku Polski.

        Chcesz więcej metanu w atmosferze?

        Odnosząc się do Twego wywodu, to może zakażmy jazdy samochodami, to rozwiąże
        problem, acha, jeszcze przestań korzystać z energii elektrycznej i centralnego
        ogrzewania, a to już zupełnie będzie gites!
        • Gość: Proofreader Re: zmniejszyć za wszelką cenę emisję CO2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 15:45
          koczisss napisał:

          > Odnosząc się do Twego wywodu, to może zakażmy jazdy samochodami, to rozwiąże
          > problem, acha, jeszcze przestań korzystać z energii elektrycznej i centralnego
          > ogrzewania, a to już zupełnie będzie gites!

          Według bardzo skrupulatnych badań naukowych i przeprowadzonych na ich podstawie symulacji wystarczy stopnienie Grenlandii by poziom mórz i oceanów podniósł się o (bagatela!) 6 metrów. To byłaby niewyobrażalna katastrofa. A lodowce na Ziemi topnieją w tempie, które przeraża nie tylko naukowców.

          Jesteśmy głupi - jako gatunek - bo nawet ostrzegani, nie potrafimy sobie wyobrazić zmiany stylu życia (american way of life - zobacz, co Amerykanie zrobili w ciągu dwustu lat z dziewiczym kontynentem).
          Ta cywilizacja jest narkotycznie uzależniona od ropy i może zapłacić za to straszliwą cenę. Samochód? Bardzo dobry środek transportu. Ale pod warunkiem, że rozwijamy transport publiczny, a nie uważamy, że posiadanie auta jest jakimś niezbywalnym prawem człowieka. A ładunki przewożone w ten sposób - trzeba czy nie trzeba? "TIR-y na tory" to mądre hasło, nawet ze względów czysto ekonomicznych, ale my wolimy rozwiązania irracjonalne. A te wszystkie "tanie" loty, gdzie hordy durniów latają sobie na drugi koniec Europy na piwo...

          A jeśli w Chinach i Indiach "rozwój" gospodarczy będzie opierał się nadal na modelu amerykańskim, to - żegnaj, planeto. Szybciej niż ci się zdaje.

          Rozwiązanie? Powiedzieć sobie uczciwie, co powinno być dziś nadrzędnym celem gospodarki. Odpowiedź brzmi - przetrwanie. A to oznacza pewne ograniczenia i wyrzeczenia. Niekoniecznie tak drastyczne, o jakich piszesz. Ale możemy racjonalnie godpodarować energią i zasobami naturalnymi, próbować - tam gdzie się da - przywrócić zachwianą przez nas równowagę środowiska naturalnego.
          To - a nie obłąkana konsumpcja - powinno być dziś priorytetem.



          • koczisss Re: zmniejszyć za wszelką cenę emisję CO2 03.03.07, 18:43
            Ja to wszystko wiem.
            Słowa te powinieneś kierować do Chińczyków, o których zresztą wspomniałeś,
            również do Hindusów.
            To tam tak naprawdę najbardziej się degraduje środowisko i tam najwięcej zużywa
            się paliw kopalnych.
            Nawet gdyby cała Europa z Ameryką jakimś cudem ograniczyła do minimum emisję
            gazów cieplarnianych, a nawet całkowicie zaprzestała, to i tak to nic nie da,
            Chińczycy za nas zrobią swoje.
            Może czas pomyśleć o jakimś sposobie usuwania CO2 z atmosfery?

            Teraz do czap lodowych.
            Największe skutki ocieplenia są widoczne w strefie okołobiegunowej, na wysokich
            szerokościach geograficznych.
            Brzegi Antarktydy są cieplejsze niż wcześniej, morze później zamarza i wcześniej
            odmarza, zasięg wietrznego lodu jest mniejszy, ale za to w głębi kontynenty
            temperatury spadły i opady śniegu są o kilka procent większe.
            Z jednej strony na wybrzeżu występuje większe topnienie, odrywają się góry
            lodowe, ale z drugiej strony w głębi kontynentu przyrost warstwy lodu jest
            większy, i bilans jest na im plus.
            Nie wiem jak jest na północy, ale może to samo zjawisko występować na Grenlandii.
            • Gość: Proofreader Re: zmniejszyć za wszelką cenę emisję CO2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 22:08
              Wydaje mi się, że wcale aż tak bardzo nie różnimy się zapatrywaniami. Nie mam
              też wątpliwości, że jesteś inteligentnym facetem o sporym zasobie wiedzy. I
              wierz mi, że ja też nie lubię katatroficznego sposobu myślenia. Ale obawiam się
              trochę fatalistycznej postawy: a co tam, po nas choćby potop. A zagrożenia są,
              niestety, aż nazbyt realne. Co nie znaczy, że nieodwracalne.

              Tzw. powrót do natury (czyli rezygnacja z osiagnięć nauki i nowych technologii)
              to postulat utopijny, jestem jak najdalszy od formułowania takich wniosków.
              Natomiast z pewnością możemy wybierać racjonalne rozwiązania właśnie
              korzystając z postępu technologicznego. Na przeszkodzie stoją tylko dogmaty
              ekonomiczne i interesy wielkich korporacji. Szans upatrywałbym np. w powrocie
              do bardziej autarkicznych form gospodarki, co bardzo ograniczyłoby dzisiejsze
              szaleństwa transportowe (a byłoby też i bardziej sensowne ze względów
              społecznych). Dwa anachroniczne dziś, bo dziewiętnastowieczne systemy -
              kapitalizm i komunizm wcale się od siebie aż tak bardzo nie różniły jeśli
              chodzi o stosunek do środowiska (sławetne "ujarzmić przyrodę") i to, co
              uznawały za wyznaczniki postępu i dobrobytu. Pora już chyba zacząć mysleć w
              innych kategoriach. E. Schumacher napisał "Małe jest piękne" trydzieści kilka
              lat temu, a ta książka jest dziś przeraźliwie aktualna. Lestera Thurowa, bądź
              co bądź prezesa Amerykańskiego Towarzystwa Ekonomicznego, także trudno uznawać
              za fantastę albo lewicowca, ale w "Przyszłości kapitalizmu" pisał on wyraźnie,
              że dążymy - jak lemingi - do zbiorowego samobójstwa...

              Co do danych - Chiny i Indie są POTENCJALNIE najbardziej niebezpieczne ze
              względów demograficznych i z uwagi na tempo wzrostu opartego o przestarzałe
              technologie, ale na dziś to USA (które odmówiły podpisania protokołu z Kyoto)
              są zdecydowanie największym trucicielem - 32% emisji CO2.
              Reczywiście, szybkość budowania elektrowni węglowych w Chinach zakrawa na
              szaleństwo, liczba samochodów zwiększa się tam w tempie niesamowitym, a smog
              nad Azją zagraża innym rejonom świata. Dlatego potrzebne są globalne
              rozwiązania. Ale to państwa najbardziej rozwinięte muszą zainicjować zmiany i
              wywierać presję na pozostałe.

              A trudno na to liczyć, dopóki sektor paliwowy i zbrojeniowy będzie decydował,
              kierując się swymi partykularnymi interesami. Ale nawet to nie wydaje sie
              najgroźniejsze. Otóż w Kongresie i Senacie USA zasiadają typy głupsze od konia
              Kaliguli, reprezentujące jeszcze głupszych wyborców.

              Na zakończenie dłuższy cytat z oficjalnej mowy, wygłoszonej 1 grudnia 2004,
              przez Billa Moyersa, odbierającego nagrodę Obrońcy Środowiska w Harwardzie.

              "Po raz pierwszy w ciągu naszej historii ideologia oraz teologia stały się
              monopolistyczną potęgą w Waszyngtonie. Niedawno pismo internetowe Grist.org
              przypomniało, jak James Watt, pierwszy Sekretarz Stanu prezydenta Reagana do
              Spraw Wewnętrznych, zakomunikował Kongresowi USA, że ochrona bogactw
              naturalnych nie ma istotnego znaczenia w świetle Drugiego Nadejścia Chrystusa.
              Dosłownie stwierdził on, że: „gdy wytnie się ostatnie drzewo, Chrystus
              powróci”.

              (…) W USA ogromna ilość ludzi jest przekonana, że Biblia jest dosłownie
              prawdziwa. Jest to aż jedna trzecia amerykańskiego elektoratu, w czasie
              ostatnich wyborów prezydenckich wiele milionów Amerykanów poszło do urn wierząc
              w „Indeks Żywcem Wniebowzięcia”. Tak, w Indeks Wniebowzięcia. Proszę sprawdzić
              w Google, że największe bestsellery to są książki wojowników religijnej
              prawicy. Ci fundamentaliści chrześcijańscy wierzą, że gdy Izrael zdobędzie
              wszystkie swe tereny wskazane przez Biblię, legiony Antychrysta zaatakują go,
              rozpoczynając „bój ostateczny” w dolinie Armageddonu. Ci, co naprawdę wierzą,
              zostaną bez szat w niebo wzięci, gdzie siedząc po prawej ręce Boga, będą się
              przyglądać swym politycznym i religijnym przeciwnikom, jak ci cierpią plagi
              wrzodów, szarańczy oraz żab w ciągu wielu lat „trybulacji”, czyli wielkich
              niepokojów, które nastąpią. (…) Z tego powodu atak na Irak był dla nich tylko
              rozgrzewką, przewidywaną w „Objawieniu” św. Jana, „kiedy to cztery anioły,
              które były uwięzione w wielkiej rzece Eufrat, zostaną wyzwolone by wyniszczyć
              trzecią część ludzkości.” (…)

              Gdy po raz ostatni sprawdzałem to w Google, Indeks Wniebowzięcia był już na
              144, zaledwie jeden punkt poniżej progu krytycznego, kiedy cały świat zostanie
              zniszczony, Syn Boży powróci, sprawiedliwi pójdą do nieba, zaś grzesznicy
              zostaną skazani na wieczny ogień piekieł. Miliony chrześcijańskich
              fundamentalistów uważają, że zniszczenia środowiska nie należy się bać, ale na
              odwrót: oczekiwać go z nadzieją i starać się je przyspieszać, jako znak
              nadchodzącej Apokalipsy. Bo któżby się troszczył o Ziemię, kiedy to susze,
              powodzie, głody i zarazy, wywołane załamaniem ekologicznym, są po prostu
              znakami nadchodzącej Apokalipsy? I kto będzie zawracał sobie głowę problemem
              przejścia od energii ropy naftowej do energii słonecznej, w sytuacji, gdy Bóg
              dokonał cudu rozmnożenia ryb oraz chleba, a zatem może On i stworzyć z niczego
              miliony baryłek z ropą za jednym swoim słowem? Chrześcijanin wie, że potęga
              Boga jest nieskończona i że nie ma braku środków."

              Racjonalizm większości Amerykanów jest bardzo powierzchowny, a nawet pozorny.
              Co do mnie, to nawet żyjąc w Kaczystanie, zapatrzonym ślepo w USA, pozostaję
              niepoprawnym optymistą. Europa moze odegrac rolę znacznie ważniejszą niż sie
              przypuszcza, a nawet i za oceanem nie brak ludzi rozsądnych.

              Pozdrawiam.




    • pavliktoja Wielkie badanie lodu 03.03.07, 15:00
      ja proponuje przeniesć sie na łono natury... pochwycmy kije i bambusowe
      sukienki! wolność dla tapiróóóóóów!!!!!!
    • Gość: martyna_woj o Polakach na biegunie IP: *.miks.uj.edu.pl 05.03.07, 12:57
      Polacy są wszędzie, nawet na biegunie :)))))
      Tylko dlaczego nikt o tym nie wie?????
    • Gość: centek Centkiewiczowie IP: *.miks.uj.edu.pl 05.03.07, 13:04
      Zwykle edukacja polarna kończy się na
      "Anaruku, chłopcu z Grenlandii" :(
      To jest jeszcze lekturą, ktoś wie?
    • Gość: darek_PAN Polski Dom pod Biegunem IP: *.miks.uj.edu.pl 05.03.07, 13:09
      Hejka,
      pozdrawiają was polarnicy
      z Hornsundu! Zapraszamy na stronkę:
      hornsund.igf.edu.pl/index.php
      Dzisiaj mamy minus 14 stopni. Ufff, jak gorąco!

    • Gość: mirren No to pozdrawiamy polarników! IP: *.miks.uj.edu.pl 05.03.07, 13:11
    • Gość: helenkamil co zrobić, żeby tam pojechać? IP: *.miks.uj.edu.pl 05.03.07, 13:13
      Ale co trzeba zrobić, żeby tam pojechać? Od czego zacząć?
      Hmmm?????
      • Gość: tartumi Re: co zrobić, żeby tam pojechać? IP: *.miks.uj.edu.pl 05.03.07, 14:19
        Wskazane jest ukończenie studiów geologicznych
        bądź oceanografii,upór, determinacja i staranie się o wyjazd naukowy
        albo worek pieniędzy.
        • Gość: leonard3 Re: co zrobić, żeby tam pojechać? IP: *.adsl.inetia.pl 05.03.07, 17:42
          W dyskusji nad klimatem dyskutanci dziela sie na dwa obozy:
          a) Panikarze
          b) Olewacze
          Prawda lezy po srodku:
          1) Gazow cieplarnianych do atmosfery wpuszczono NETTO bardzo malo poniewaz
          wiekszosc z nich zostala zwiazana przez ziemska biosfere (co prawda z trudem)
          2) Zagrozeniem sa nie srednie wzrosty temperatur ale wrazliwosc rozwinietej
          cywilizacji urbanistycznej na ekstremalne warunki temperatury ,ktore
          beda sie czesciej pojawialy. Nasze miasta to termiczne smiertelne pulapki.
          Temperatura 37 C to w warunkach miejskich 45 C albo i wiecej. A TO ZABIJA.
          Nalezy tworzyc siec schronow termicznych klimatyzowanych z niezaleznych
          generatorow energii. I jest to jedyna rekomendacja sluzb specjalnych
          zajmujacych sie szeroko rozumianym bezpieczenstwem narodowym USA.
          • Gość: ottonello pozostaje obserwować IP: *.in.ap.krakow.pl 06.03.07, 14:29
            Nie sądzę, żeby się nam przytrafiła jakaś gwałtowna przemiana klimatyczna.
            Naszym zadaniem najwidoczniej jest dostarczanie analiz bieżącej sytuacji
            dla przyszłych pokoleń, żeby mogli wyciągnąć odpowiednie wnioski.
            Prezydent USA nie zamierza redukować emisji CO2 w swoim kraju,
            zatem niech leci na Marsa ze swoimi rodakami
            i tam niech rozwija mak-cywilizację pod kloszem sztucznej atmosfery.
            Inne kraje są zgodne, że nie zaszkodzi zmniejszyć emisję CO2.
            Jednym z tych sposobów jest niestety rozwój energetyki jądrowej,
            która nie zanieczyszcza atmosfery dwutlenkiem węgla
            w przeciwieństwie do energetyki konwencjonalnej.


            • Gość: mirren przydała by się w Polsce partia eko IP: *.in.ap.krakow.pl 06.03.07, 14:35
              Polsce jest potrzebna partia eko z prawdziwego zdarzenia.
              Dołączymy do trzeźwo myślących z Partii Kobiet
              i już będziemy mieli jakieś zaplecze polityczne.
              Nie wykluczamy sojuszów z innymi mądrymi osobnikami z różnych opcji politycznych
              (nie trudno odgadnąc z których!)
              Poraża mnie obojętność rodaków w sprawie Rospudy.
              Kilku światłych odezwało się
              (m.in. Wajrak, młodzi gniewni, naukowcy z PAN, artyści),
              ale chyba trochę za późno!
              Najnowsza informacja jest taka-rozpoczęły się pomimo protestów prace geodezyjne
              nad Rozpudą w oprotestowanym miejscu!!!
              Nie siedźmy bezczynnie!


              • Gość: druid Re: przydała by się w Polsce partia eko IP: *.tpgi.com.au 08.03.07, 15:47
                Zaloz taka partie, napisz program i wystartuj w wyborach - proste.
      • Gość: dorota_misiewiczcz jedziemy tam! IP: *.in.ap.krakow.pl 06.03.07, 14:50
        Posłużę się cytatem z artykułu, o którym mowa:
        "The Polar Artists Group jest międzynarodową organizacją non profit oferującą
        artystom udział w półrocznej wyprawie polarnej oraz udział w zbiorowych i
        indywidualnych wystawach, również wirtualnych (szczegóły na:
        polarartists.com/opportunities.html)."
        Napisałam, czekam na odp. Jeśli należysz do twórców
        też się zgłoś.
    • Gość: ekolog123 szkoda misiów polarnych IP: *.in.ap.krakow.pl 06.03.07, 15:00
      A mnie jest szkoda misiów,
      które toną, bo ich lód odrywa się od lądu,
      wypływa na głębię,
      a potem one się z niego ześlizgują i ...
      szkoda takich pięknych, rzadkich zwierząt!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka