Dodaj do ulubionych

Największe rzeki świata umierają

22.03.07, 04:26
Wojny pierwszej połowy XXI wieku będą wojnami o ropę. Wojny drugiej połowy XXI
wieku będą wojnami o wodę. Aż ciekawość bierze, o co będą wojny w wieku XXII.
Nie dożyję, by się dowiedzieć, choć w takim zestawieniu to nie wiadomo, czy
się z tego smucić, czy cieszyć.
Obserwuj wątek
    • gleborzut_wytrawny Największe rzeki świata umierają 22.03.07, 08:34
      Rzeki czują się niepotrzebne, bo wynaleziono już skuteczniejsze środki do
      leczenia kaca niż czysta, świeża woda:(
    • Gość: wilkołek jaśniej proszę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 11:40
      Dlaczego rzekom szkodzą zarówno tamy, jak też niszczenie terenów zalewowych?
      • maruda.r Re: jaśniej proszę 22.03.07, 12:10
        Gość portalu: wilkołek napisał(a):

        > Dlaczego rzekom szkodzą zarówno tamy, jak też niszczenie terenów zalewowych?

        ******************************************

        Ma to jakiś związek z porami roku, naturalnymi wylewami, które podtrzymują
        gospodarkę wodną danego terenu, koniecznością stałego regulowania koryt rzek, na
        których budowane są tamy. Na skutek tego część okolic poniżej tam będzie
        wysychała - szczególnie istotne w okresach suchych, w których priorytetowo
        będzie traktowany zbiornik będący jednocześnie rezerwą dla elektrowni.
        Jednocześnie parowanie wody ze zbiornika o dużej powierzchni będzie chyba
        szybsze, niż z rzeki w jej naturalnym korycie. Zamiast więc w ziemię woda będzie
        szła do atmosfery.

        Regulacje rzek wałami daje podobny efekt - nurt rzeki jest szybszy i nie użyźnia
        brzegów. Znaczne opady w górze rzeki powodują zazwyczaj falę powodziową, która
        na uregulowanej rzece będzie szybsza i groźniejsza. Długość Renu przed regulacją
        fala powodziowa pokonywała w tydzień, po regulacji w dwa dni.

        Co pewien czas zdarzają się powodzie katastrofalne, które przełamują wały.
        Ludność traci domostwa i pola uprawne, a nadmiar wody zza wałów nie ma jak
        odpłynąć. Podawany jest przykład niektórych okolic Polski, gdzie ludzie
        przyzwyczajeni do rokrocznych powodzi budowali swoje domostwa na sztucznych
        wzniesieniach. Po obwałowaniu rzeki zaniechano budowania tego rodzaju
        zabezpieczeń. W przypadku powodzi, która przerwała wały, skutki są
        katastrofalne, a straty odpracowuje się po kilkanaście lat.

        Jest coraz mniej przesłanek (również czysto ekonomicznych) usprawiedliwiających
        ujarzmianie natury, a pojawia się coraz więcej wskazujących na korzyści
        wynikające z minimalnej ingerencji w środowisko wód śródlądowych.



        • Gość: ToKu Niezły post n/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 14:47
        • Gość: Lykos Bez doktrynerstwa, proszę IP: 150.254.85.* 27.03.07, 07:59
          maruda.r napisał:

          > Ma to jakiś związek z porami roku, naturalnymi wylewami, które podtrzymują
          > gospodarkę wodną danego terenu, koniecznością stałego regulowania koryt rzek,
          > na których budowane są tamy. Na skutek tego część okolic poniżej tam będzie
          > wysychała - szczególnie istotne w okresach suchych, w których priorytetowo
          > będzie traktowany zbiornik będący jednocześnie rezerwą dla elektrowni.
          > Jednocześnie parowanie wody ze zbiornika o dużej powierzchni będzie chyba
          > szybsze, niż z rzeki w jej naturalnym korycie. Zamiast więc w ziemię woda
          > będzie szła do atmosfery.

          Trzeba dokonać bilansu. Zwykle jednak zbiornik zatrzymuje wodę, która ucieka do
          morza. W naszej sytuacji zmniejszenie odpływu wody nie stanowi zagrożenia dla
          Bałtyku: więcej wody do niego wpływa rzekami niż paruje, najwięcej wody
          doprowadza Newa i sumarycznie - rzeki Szwecji. Regulacja rzek w dorzeczu Wisły
          i Odry nie grozi zmianami klimatycznymi, tak jak (być może) regulacja wielkich
          rzek syberyjskich, ani wyschnięciem zbiornika docelowego, jak tamy na Wołdze
          czy wyciąganie wody z Amu-Darii do celów irygacyjnych.

          Modelowym dobrym przykładem jest zbiornik w Jeziorsku, który praktycznie
          zlikwidował możliwość powodzi w środkowym i dolnym biegu Warty, umożliwia
          dodatkowy dopływ wody w okresie jej niedoboru (zwykle w czasie upalnego lata -
          pomaga to w procesie samooczyszczania się rzeki; od czasu gdy komuniści
          praktycznie zniszczyli żeglugę śródlądową, cele transportowe stały się
          marginesem, ale teoretycznie też może o to chodzić), a część wody można
          wykorzystać do nawadniania. Elektrownia w Jeziorsku ma skalę symboliczną
          (bodajże moc 6 MW) i jest celem trzeciorzędnym tej konstrukcji.

          Jednocześnie mamy przykład odwrotny: zaniedbanie tzw. małej retencji w dorzeczu
          Warty dokłada się do przyspieszenia procesu stepowienia Wielkopolski.
          >
          > Regulacje rzek wałami daje podobny efekt - nurt rzeki jest szybszy i nie
          > użyźnia brzegów.

          Nasze rzeki to nie Nil, którego wylewy przed budową Wielkiej Tamy rzeczywiście
          użyźniały duży obszar doliny. U nas może to dotyczyć tylko stosunkowo
          niewielkich łąk o marginalnym wykorzystaniu, a ładunek, jaki niosą nasze rzeki,
          trudno porównać do sytuacji Nilu, Gangesu, Jangcy czy stosunkowo niewielkiej,
          ale bardzo mulistej rzeki Rioni w Gruzji.

          > Znaczne opady w górze rzeki powodują zazwyczaj falę powodziową, która
          > na uregulowanej rzece będzie szybsza i groźniejsza. Długość Renu przed
          > regulacją fala powodziowa pokonywała w tydzień, po regulacji w dwa dni.
          > Co pewien czas zdarzają się powodzie katastrofalne, które przełamują wały.
          > Ludność traci domostwa i pola uprawne, a nadmiar wody zza wałów nie ma jak
          > odpłynąć. Podawany jest przykład niektórych okolic Polski, gdzie ludzie
          > przyzwyczajeni do rokrocznych powodzi budowali swoje domostwa na sztucznych
          > wzniesieniach. Po obwałowaniu rzeki zaniechano budowania tego rodzaju
          > zabezpieczeń. W przypadku powodzi, która przerwała wały, skutki są
          > katastrofalne, a straty odpracowuje się po kilkanaście lat.
          >

          To prawda (nie wchodząc w szczegóły), ale od tego są poldery, na które powinno
          się kierować wody powodziowe. Poza tym część wody powinny jednak zatrzymywać
          zbiorniki, tak przez Ciebie pogardzane. Większość strat spowodowanych powodzią
          to skutki niefrasobliwości budowlanej - nie powinno się budować na terenach
          zalewowych, jak to miało miejsce np. we Wrocławiu. A jeśli już budować, to na
          wzniesieniach naturalnych lub sztucznych, jak robiono to przez wieki na
          Żuławach.

          > Jest coraz mniej przesłanek (również czysto ekonomicznych)
          usprawiedliwiających
          > ujarzmianie natury, a pojawia się coraz więcej wskazujących na korzyści
          > wynikające z minimalnej ingerencji w środowisko wód śródlądowych.
          >

          Każdy przypadek należy rozważyć indywidualnie. Każde doktrynerstwo, abojętnie w
          jaką stronę, może być szkodliwe (wygląda na to, że np. zaniechanie budowy
          zbiornika w Nieszawie może doprowadzić do katastrofy zbiornika we Włocławku).
    • Gość: szymi Re: Największe rzeki świata umierają IP: *.srem.net 22.03.07, 21:02
      Nie będzie XXII wieku, bo w XXI wszyscy wyginą
      • billy.the.kid Re: Największe rzeki świata umierają 27.03.07, 20:46
        22 wiekowi do szczęścia my nie bedziemy potrzebni, on se sam poradzi.
    • Gość: ekolog normalny Re: Największe rzeki świata umierają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.07, 16:09
      To zieloni są przeciwni wałom koło miast? Rozwalcie je, to zmądrzejecie jak
      przyjdzie rok podobny do 1997 i rozwali pół Warszawy, Krakowa itd. Wały trzeba
      powiększyć gdzie to możliwe, ale nie wycinać łęgów w międzywalu, niech sobie są
      i ssają wodę, wręcz sadzić je mądrze, wprowadzać nowe stanowiska na wzór
      naturalnych, większosć naturalnych wycięto po II wojnie, przepisy są durne,
      prawo wodne to chwilami paranoja z PRL. Poldery tylko w dużych miastach, wtedy
      ekologów pierwsza powódź wytopi w 99%. Resztę zatłuką ludzie. Gdzie te poldery
      zrobicie? Niewiele jest takich miejsc i co powiecie tam ludziom? Jakby co to
      zginiecie w fali bo wojsko wysadzi wały czy puści śluzy? Co będą piły miasta bez
      zbiorników z wodą pitną? Pijcie to co wypuszcza Warszawa do Wisły bez
      oczyszczania. SMACZNEGO :) Ekologiczne miasto, stolyca ze śmierdzącym ściekiem
      zwanym tam żartobliwie Wisłą... taaaa ale poprzez liczbę, kasę organizacji
      pseudozielonych lewicowych hosztaplerów jesteście potęgą, zielony szantaż,
      terroryzm ekologiczny jest faktem.

      Co macie do zbiorników typu Czorsztyn, czy Solina, czy innych, np Świnna Poręba
      w budowie? One zmniejszają falę powodziową na tych rzekach, dadzą odnawialną
      energię, może w Wiśle niewiele falę zmiejszają globalnie, ale razem ten metr z
      kilku zapór niekiedy jest DECYDUJĄCY, zapór jest za mało na Wiśle, ot co, za
      mało na dopływach. Można być idiotą, a można ekologiem fanatycznym z dr przed
      nazwiskiem, to praktycznie to samo mimo różnicy w IQ. Też uważam się za
      zielonego, ale drogi budować trzeba, choćby kosztem przyrody. Przez Augustów
      drogi VIA Baltica w ogóle nie powinno być, od Łomży, na Grajewo, Ełk i w miarę
      możliwości na Suwałki po terenie najmniej cennym. Tylko że to miało być 15 lat
      temu zaklepane, realizowane wykupy, konsultacje, oswajanie ludzi. Czy rolnika
      nie przekona zmiana w życiu, zamiast domu willa dwa razy większa, trzeba tylko
      psychologa żeby szok łagodził. Im ktoś starszy tym większy. Przy budowie zapór
      też są wysiedlenia, tak być musi, w chinach 1 mln ludzi wysiedlono, pewnie
      zbytnio duszą rzekę, podobnie jak Hoover Dam. Nie ma innego sposobu żeby rzekę
      ujarzmić od systemu jezior zaporowych z wałami i awaryjnym systemem polderów,
      ale to należało 100 lat temu planować i realizować przygotowując takie tereny
      przed wielkimi miastami żeby je ratowac. Zalanie Krakowa byłoby tragedią
      narodową, czy wiele brakowało do tego kilka razy? Ratujmy Wisłę, rzeki Polski,
      niech ekolodzy pomogą gminom, sołectwom rozwiązywać kwestię ścieków, gnojowicy,
      odpadów, edukacja ekologiczna, zejdźcie do cholewki z drzew i DO ROBOTY na wsi,
      w miastach też niemało pracy, Warszawa to najbardziej parszywe miasto świata,
      nawet kot zakopuje ekologicznie to co zrobi, a Wy prosto do rzeki... jak w
      Azji... Hańba stolycy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka