Dodaj do ulubionych

fizyka kwantowa/podręcznik

19.04.07, 22:18
witam wszystkich

jestem studentem filozofii, a więc raczej humanistą i szukam podręcznika z
fizyki kwantowej, który komuś takiemu jak ja czyli nie dysponującemu stosownym
wykształceniem, pozwoliłby zgłębić podstawy fizyki kwantowej. polecano mi
wichmana, ale nieco odstręcza mnie data powstania tej publikacji - ponad 20
lat temu. czy ktos może mi coś polecić? w jeżyku polskim oczywiście.

pzdr
Obserwuj wątek
    • Gość: robak Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: *.arc.nasa.gov 20.04.07, 00:52
      > ale nieco odstręcza mnie data powstania tej publikacji - ponad 20

      a to niby dlaczego? Fizyka kwantowa (przynajmniej na twoim poziomie) nie
      zmienila sie w ciagu ostatnich 70 lat. Czy chodzi ci ze obrazki dzis bylyby lepsze?
      • zbig44 Re: fizyka kwantowa/podręcznik 20.04.07, 10:34
        No nie wiem: historia mechaniki kwantowej, to od czasów jej powstania
        głównie historia jej interpretacji (zatem tego, co zapewnia lucifera,
        a nie tylko spektakularne na przestrzeni jej rozwoju fructifera Bacona).
        A właśnie w ciągu ostatnich 20 lat miała miejsce niejaka repolaryzacja
        stanowisk fizyków kwantowych w tym względzie.
        Dlatego, jeśli nie chcesz utkwić w agnocystycznych jej interpretacjach
        dominujących umysły fizyków ubiegłym wieku, polecałbym lekturę książki
        napisanej kilka lat temu przez luminarza współczesnej mechaniki kwantowej,
        w znakomitej swej części łączącej popularny wykład tej królowej dyscyplin
        wpółczesnej fizyki z pozornie najbardziej (do nie tak dawna jeszcze)
        offtopową jej interpretacją filozoficzną:
        www.proszynski.pl/asp/recenzjecd.asp?recenzja_id=879
        • Gość: you-know-who Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: *.scar.utoronto.ca 24.04.07, 00:29
          dokladnie, dick feynman rulez.

          a jesli chodzi o tekscik (z okladki ksiazki? czy recenzja?)
          to znalazlem tam troche glupot.

          zadnego jaja kolumba nie bylo, przynajmniej nie takie o ktorym mysli recenzent.

          pan autor i/lub recenzent proponuja idiotycznie niemozliwa wizje
          demona Laplace'a ktory moze wyliczyc przeszlosc i przyszlosc swiata.
          autor i jego zachwycony recenzent zapomnieli o takiej drobnostce jak
          wykladniki Liapunowa, chaos deterministyczny, i wielu innych.
          pora wrocic do lawki uczelnianej i wziac wyklad z tych rzeczy.
          albo zobaczyc jak swietnie umiemy przewidziec deszcz za miesiac (nie umiemy i
          nigdy nie bedziemy umieli). wiec te jazdy dowolne nie prowadza w dobra strone.
          na podstawie recenzji, odradzilbym stanowczo czytanie tej ksiazki.

          aby pisac o teorii wszystkiego, trzeba zaczac od wiedzy o czymkolwiek.
          • zbig44 Re: fizyka kwantowa/podręcznik 24.04.07, 13:33
            No, (nadal :-) nie wiem...

            Oczywiście to tylko recenzja (z Dziennika, z 9 lutego 2007, o czym świadczy
            adnotacja na dole strony pod podanym linkiem) - uważam, że przy tym całkiem
            niezła, gdyż niemal w ogóle nie zdradza ani intrygi "powieści", ani jej
            rozwązania :-)

            Lecz - co ważniejsze - nie mija się też wg mnie z prawdą "objawioną".

            Szkoda, że nie miał Pan najwyraźniej okazji do przejrzenia tej książki przed
            wspominanym przez siebie wykładem dla 6-klasistów. Zwłaszcza, że przypuszczam,
            iż wielu z nich warto by tę książke polecić, chociażby po to, żeby im dać
            szansę zapoznania się z "innym punktem widzenia". (Być może zaniechałby Pan
            podówczas jej "zaocznego" dyskredytowania z pozycji mechaniki klasycznej.
            Zwłaszcza, że rozmawiamy tu wszak o kwantowej.)

            A { mówiąc - Ryś F. podłożył podwaliny pod ową interpretację.
            Jego całki po trajektoriach

            (implementujące opis kwantowy świata - w odróżnieniu od trajektorii, do
            numerycznych obliczeń których używa się wykładników Liapunowa w opisie
            klasycznie mechanicznym, a więc z założenia obarczonym błędem sui generis et
            sui genetics;
            przestrzeni fazowej mały kawałek do przestrzeni Hilberta, nie sądzi Pan?
            podobnie klasyczne - nawet nieliniowe - r.ruchu dzieli od r. Schrodingera
            pewien rodzący chaos w głowach dystans; czyż nie mam racji?)

            uzyskują w niej jasne odniesienie ontologiczne.
    • Gość: pioc Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: *.agora.pl 20.04.07, 11:24
      polecam odowiedni tom ”Feynmana wykładów z fizyki”. Im są starsze, tym lepsze,
      jak wino :)
      • winoman Re: fizyka kwantowa/podręcznik 20.04.07, 17:27
        Gość portalu: pioc napisał(a):

        > polecam odowiedni tom ”Feynmana wykładów z fizyki”. Im są starsze,
        > tym lepsze,
        > jak wino :)

        Zgadzam się co do Feynmana (ale jeden tom nie wystarczy, polecam komplet),
        natomiast nie zgadzam się w sprawie wina. Tylko niektóre butelki tak pięknie
        się starzeją :-(

        Pozdrawiam!

      • Gość: robak Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 20.04.07, 18:39
        > polecam odowiedni tom ”Feynmana wykładów z fizyki”.

        zgadzam sie ze Feynman jest genialny, sam te ksiazki czytalem od deski do deski
        ale to nie jest odpowiednia lektura dla studentki filozofi.
        • Gość: abx Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: 217.197.79.* 20.04.07, 19:16
          Co prawda, to nie fizyka, ale może jednak - "Chemia kwantowa sposobem
          niematematycznym wyłożona".
        • winoman Re: fizyka kwantowa/podręcznik 20.04.07, 19:22
          > zgadzam sie ze Feynman jest genialny, sam te ksiazki czytalem od deski do deski
          > ale to nie jest odpowiednia lektura dla studentki filozofi.

          Ośmielę się nie zgodzić z tą opinią. Oczywiście wszystko zależy od celu, jaki
          będzie przyświecał czytelnikowi, na pewno nie jest to książka, którą da się
          wykorzystać by przygotować się do jakiegokolwiek egzaminu. Jeśli jednak młoda,
          ambitna osoba chce czegoś więcej, niż są w stanie dostarczyć świetne skądinąd
          książki popularno-naukowe, ma zapał i nie boi się trudności, książki Feynmana
          będą najlepsze. Wykłady przygotowywano dla osób nie mających żadnego
          przygotowania matematycznego i fizycznego i choć oczywiście nie wszystko da się
          zrozumieć, uważna lektura doskonale uświadomi czym jest fizyka kwantowa i jak
          bardzo różni się od klasycznej. Nie ma książki (a w każdym razie nie znam
          takiej), która lepiej nauczyłaby fizycznego myślenia, a to jest przecież
          najważniejsze. Może nie jestem typowym przykładem, ale zacząłem czytać książki
          Feynmana mając 15 lat, czytam je do dziś (a minęło już lat 35 od tamtych dni) i
          wciąż odkrywam w nich coś nowego. Jestem pewien, że i student (studentka)
          filozofii znajdzie tam wiele ciekawych tematów do przemyśleń. Powtórzę jednak:
          trzeba być przygotowanym na ciężką pracę. Gdy jednak utkniemy na czymś
          przekraczającym nasze aktualne możliwości, możemy przejśc do następnego
          rozdziału i znów wszystko będzie jasne, przynajmniej do czasu :-))

          Pozdrawiam!
          • Gość: fifion Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: *.kalisz.mm.pl 20.04.07, 21:24
            dzięki wszystkim, a dla robaka : stan układu zwanego moim ciałem jest stabilny i
            odkąd pamiętam pozostaje w formie osobnika płci męskiej
          • saturn5 Re: fizyka kwantowa/podręcznik 21.04.07, 09:09
            > Wykłady przygotowywano dla osób nie mających żadnego
            > przygotowania matematycznego i fizycznego

            O Boze co za bdzura. Czy mowa o tym samych ksiazkach Feynamna?

            Mam przed soba "Feynmana Wyklady z Fizyki" Tom III (Mechanika Kwantowa),
            Warszawa 1972, i juz na 3-ciej stronie zaczyna sie ostry aparat matematyczny z
            amplitudami prawdopodobienstwa. Dla kogos kto nie przeczytal pierwszych 2 tomow
            i dla kogos kto nie jest jako tako oblatany w matematyce (wyobrazam sobie ktos
            po filozofii marnie z tym stoi) to bedzie calkowita klapa.

            Wogole twierdzenie ze wyklady Feynamna zostaly przygotowane dla kogos kto nie ma
            przygotowania matematycznego jest strasznie mylace same w sobie. Jakkolwiek
            Feynam rzeczywiscie sam wprowadza potrzebny aparat z matematyki to trzeba
            czytelnikow uzdolnionych matematycznie aby to przyswoic i brnac dalej. To NIE
            jest lektura dla pierwszego lepszego studenta filozofi. Sam Feynam sie przyznal
            ze jego wyklady trafily tylko do ograniczonego grona sposrod jego sluchaczy w
            CALTECH - a to bardzo prestizowa szkola gdzie wymagania przyjecia sa bardzo wysokie.
            • winoman Re: fizyka kwantowa/podręcznik 21.04.07, 23:14
              > > Wykłady przygotowywano dla osób nie mających żadnego
              > > przygotowania matematycznego i fizycznego
              >
              > O Boze co za bdzura. Czy mowa o tym samych ksiazkach Feynamna?

              O tych samych, ale przecież ja piszę o całości, nie o samym tomie III. Znam
              kilka osób, które już w liceum z dużym pożytkiem te książki czytały (i
              nieskromnie powiem, że sam się do nich zaliczam). Owszem, pewnie przesadziłem
              pisząc o "żadnym przygotowaniu", ale wiedza wyniesiona z dobrego liceum powinna
              wystarczyć, jeśli nie do pełnego zrozumienia (to jest przecież oczywiste), to do
              uzyskania poprawnego wyobrażenia o co w tym wszystkim chodzi.

              > Dla kogos kto nie przeczytal pierwszych 2 tomow
              > i dla kogos kto nie jest jako tako oblatany w matematyce (wyobrazam sobie ktos
              > po filozofii marnie z tym stoi) to bedzie calkowita klapa.

              Nie trzeba przeczytać całych pierwszych dwóch tomów, by zrozumieć o co chodzi w
              dużej części trzeciego.

              >
              > Jakkolwiek
              > Feynam rzeczywiscie sam wprowadza potrzebny aparat z matematyki to trzeba
              > czytelnikow uzdolnionych matematycznie aby to przyswoic i brnac dalej. To NIE
              > jest lektura dla pierwszego lepszego studenta filozofi.

              Przecież nie polecam tej lektury "pierwszemu lepszemu studentowi", zakładam, że
              samo wyrażenie chęci poważnego postudiowania podstaw mechaniki kwantowej
              dowodzi, że nie mamy do czynienia z kimś "pierwszym lepszym". A póki ktoś nie
              podejmie poważnej próby zapoznania się z jakąś dziedziną wiedzy, nie będzie
              wiadomo, czy nie ma w tym kierunku żadnych uzdolnień. Sądzę też, że nawet dla
              osób bez szczególnych uzdolnień uważna lektura pewnych fragmentów wszystkich
              trzech tomów może być fascynującym doświadczeniem.

              Pozdrawiam!
              • Gość: robak Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 22.04.07, 00:45
                > Przecież nie polecam tej lektury "pierwszemu lepszemu studentowi", zakładam, że
                > samo wyrażenie chęci poważnego postudiowania podstaw mechaniki kwantowej
                > dowodzi, że nie mamy do czynienia z kimś "pierwszym lepszym

                Facet pisze wyraznie u gory ze jest humanista, bez "stosownego wyksztalcenia" to
                raczej pachnie mi na kogos nie nadajacego sie do czytania Feynmana. Jak inni
                slusznie zauwazyli sa duzo lepsze ksiazki od "popularyzcji" mechaniki kwantowej.
    • pies_na_teorie Re: kwantówka/podręcznik? 21.04.07, 02:04
      Kilka lat temu kupiłem w hipermarkiecie "na wagę"
      "Encyklopedię Fizyki Kwantowej" Johna Gribbina
      Wyd. Amber Sp. z o.o. 1998r.
      Niezły afrodyzjak ;[)
    • t09 Re: Tylko Morrison!!! 21.04.07, 03:11
      Tylko Morrison, "Understanding Quantum Physics: user's manual".

      Swietna ksiazka, na calkiem wyskim poziomie i do tego napisana z fantastycznym
      poczuciem humoru.

      D. Griffith - akurat jest nowe wydanie.

      Po polsku - Bialynicki, Cieplak, i jeszszcze ktos, "Teoria kwantow".

      Argument, ze 20 lat to nic jest sluszny. Na podstawowym poziomie nic sie juz od
      dawna nie zmienia, nowe rzeczy w fizyce kwantowej dzieja sie juz na bardzo
      zaawansowanym poziomie. Ale zmienia sie SPOSOB UCZENIA fizyki kwantowej, caly
      czas on ewoluuje.

      Radzilbym tez "W poszukiwaniu kota Schroedingera", to ksiazka na popularnym
      poziomioe, ale napisana przez doskonalego znawce przedmiotu. No i na pewno jest
      po polsku. Jesli ktos nie byl dotychczas "wystawiony" na kwanty, to dobra
      strategia jest najpierw przeczytac "Kota", a dopiero pozniej zaczac od czegos,
      co juz jest podrecznikiem sensu stricte.
      • t09 Re: Tylko Morrison!!! - link 21.04.07, 03:16
        www.amazon.com/Understanding-Quantum-Physics-Users-Manual/dp/0137479085
        Gdyby nie ta cena, to bym kupowal znajomym i przyjaciolom w charakterze
        prezentu. Niestety, na wlasnosc sobie sam nawet nie kupilem (mam egzemplarz
        sluzbowy).
        • saturn5 Re: Tylko Morrison!!! - link 21.04.07, 10:15
          Zgadzam sie z tym 100%.
        • Gość: pioc Re: Tylko Morrison!!! - link IP: *.agora.pl 23.04.07, 11:39
          Ale ta cena! To musi być spora cegła?

          pioc
          • Gość: t0g Re: Cena Morrisona IP: *.science.oregonstate.edu 23.04.07, 22:43
            Wysoka cena ksiazki wynika z dwoch czynnikow. Raz, bo wydano ja przed ok. 15
            laty i drugiego wydania juz nie bylo, wiec istniejace jeszcze nowe egzemplarze
            poszly bardzo w gore w cenie. Po wtore, dlatego, ze ksiazka nie miala duzego
            nakladu. Wszycy wykladowcy mechaniki kwantowej gremialnie sie zgadzaja co do
            tego, ze ksiazka stanowi swietna lekture uzupelniajaca, natomiast nie nadaje sie
            na zasadniczy podrecznik do kursu.

            Glownym celem ksiazki jest, by czytelnik ZROZUMIAL podstawy mechaniki kwantowej.
            Ale z tego powodu pewne rzeczy, bardzo istotne dla systematycznie prowadzonego
            kursu, sa pominiete. Na przyklad, formalna struktura matematyczna nie jest
            dostatecznie szeroko omowiona, notacja Diraca jest uzyta w zbyt skapym zakresie.
            A podrecznik kursowy powinien to wszystko zawierac. Tym nie mniej, dla kogos
            studiujacego samodzielnie, a nier w ramach zorganizowanego uczelnianego kursu
            mechaniki kwantowej, to nie sa istotne wady - a to, co jest w ksiazce
            przedstawione, istotnie daje sie doskonale zrozumiec.
        • bonobo44 Re: Nie tylko Morrison 27.04.07, 10:04
          t09 napisała:

          > www.amazon.com/Understanding-Quantum-Physics-Users-Manual/dp/0137479085
          > Gdyby nie ta cena, to bym kupowal znajomym i przyjaciolom w charakterze
          > prezentu. Niestety

          Coś cieńko przędziesz... 8-)

          $122.44 za taAaką książeczkę?

          6-cm grubości "The Road to Reality" - Penrose'a
          która "normalnie" kosztuje u was $16.44 (!)
          www.amazon.com/Road-Reality-Complete-Guide-Universe/dp/0679776311

          w polskim tłumaczeniu jako "Droga do rzeczywistości" rozeszła się jak ciepłe
          bułeczki po... 102.44 zł
          wysylkowa.pl/ks721266.html

          336 zeta za Morrisona (po kursie 2,75 zeta za waszego dolca)
          bi.gazeta.pl/wykresynowe/waluty/USD_93_93_182x130.gif
          to ledwie 3x więcej...
          przy waszych dochodach średnio 6x większych
          oznacza to, że ten Toni;) Morrison powinien być
          2-krotnie tańszy dla was niż Wielkie Różowe Pióro dla nas...

          a w takiej cenie można już u nas bez trudu dostać np.:

          ============================================

          Nie tylko humanistom (także - bez urazy - 'temu filozofu' - to tylko taki
          drobny żart językowy 8-) polecam "Palec Galileusza" Atkinsa.
          wysylkowa.pl/ks496878.html
          Na zaledwie 20 kartkach rozdziału "tego palica" poświęconego mechanice kwantowej
          laik ma istotne szanse dowiedzieć się niemal wszystkiego, co dla niej
          kluczowe...
          fizyk, aby osiągnąć ten poziom zrozumienia jest na ogół zmuszany
          do 2-letnich studiów, które z reguły gruntownie zaciemniają treści pokazane tu
          owym palicem...
          a tenże laik, jeśli będzie niedowartościowany, zawsze może sięgnąć po DOWOLNY
          podręcznik (a najlepiej ich mozliwie różnorodny zestaw), aby... pogłębić swe
          wątpliwości w nurtującym go względzie, hi...hi...
          po dowolny poza Wichmanem z Kursu Berkeleyowskiego i Wykładami
          R.Feynmana, rzecz jasna... oba one gotowe są wprowadzić totalny mętlik
          w głowie każdego studenta, już nie mówiąc o humaniście...
          o czym najdobitniej świadczy to, co robak - bez urazy, to taki semiżart ;) -
          wyniósł z tej lektury ;-)
          zapewniam, że kurs Feynamna, nad którym tu się parę osób rozpływa, a który
          stanowi niespójny, megalomańsko przypadkowy zlepek pisanych przez autora na
          kolanie wykładów pod poziom amerykańskich studentów po collegu (podobnie jak
          Wichman) nie wniesie nic nowego do lektury Atkinsa...
          polecałbym raczej "Mechanikę kwantową" Landaua i Lifszica, gdzie na ca. 650
          stronach A4 znaleźć można gruntowną analizę wielu podstawowych zagadnień
          kwantowomechanicznych... wzbogaconą o "Relatywistyczną teorię kwantów" (drugie
          tyle). Wszystko podane w rzetelnie dopracowany, typowy dla leniwie wylegującego
          się podczas pracy na amerykance Lwa (ten skubany to miał łatwość ;-)...

          wasz oddany atomowy bombowiec kwantowy 8)bonobo44

          z życzeniami udanego najdłuższego weekendu (w) nowocześnie skwantowanej Europy
          (ie)
          • cs137 Re: Bonobo, sam powinienes napisac ksiazke! 27.04.07, 19:42
            To nie jest zaden zlosliwy zart, mowie zupelnie powaznie. Masz duzy talent
            literacki, co piszesz na Forum, przepadnie, a jakbys napisal ksiazke, to byłby
            pozytek na długo.

            Co do kosztów Morrisona: zarabia sie wiecej w USA, ale pamietaj tez, ze ma sie
            wydatki, ktorych Wy w Polsce nie macie. Moja córa wlasnie skonczyla czteroletnie
            studia i kosztowalo to nas okragluskie $100 000. A druga cora ma jeszcze 3 lata
            studow przed soba (z tym, ze za nia troche taniej placimy, bo studiuje w uczelni
            panstwowej, a wtedy mamy pewna znizke). Wiec ja nie kupuje sobie knig zbyt
            czesto - tym bardziej, jesli mam sluzbowy egzempalrz! A z Morrisonem tak wyszlo,
            na dodatek, ze mam nawet dwa sluzbowe, bo kolega odchodzac na emeryture rozdawal
            swoj sluzbowy ksiegozbior i na Morrisona nie bylo innego amatora (kazdy w naszym
            Departamencie, komu podoba sie ta ksiazka, to juz ma egzemplarz). No to ja
            trzymam jeden w pracy, drugi wzialem do domu, bo do zajec przygotowuje sie z
            reguly wieczorami w domu i w ten sposob nie musze go nosic tam i nazad. Z tym,
            jak powoadam - na zasadniczy podrecznik dla kursu to sienie nadaje, ale jako
            "auxiliary text" jest naprawde wysmienity!


            Moje nicki "t0g" i "t09" zostały ostatecznie zlikwidowane, wracam do mojego
            pierwszego nicku cs137 sprzed 4 lat.
            • bonobo44 Re: I vice versal, cezie 27.04.07, 21:46
              cs137 napisał:

              > To nie jest zaden zlosliwy zart, mowie zupelnie powaznie. Masz duzy talent
              > literacki, co piszesz na Forum, przepadnie, a jakbys napisal ksiazke, to byłby
              > pozytek na długo.

              dzięki za dobre słowo, ale do tego trzeba czegoś więcej...
              prędzej sam napiszesz cykl wykładów na miarę Rysia F.,
              niż mi się jakaś marna książczyna zamarzy...

              > Co do kosztów

              no, no... a czy ja ci zaglądam do kieszeni?
              to był taki żart w rewanżu za niemal identyczny...

              powodzenia w odrodzonej roli, cezie... baw się dobrze...

              8)44
    • Gość: Nox Re: fizyka kwantowa/podręcznik IP: *.softlab.gda.pl 21.04.07, 15:31
      M. Heller zdaje się napisał coś takiego jak "Mechanika kwantowa dla filozofów" -
      nie czytałem, więc się nie wypowiadam co do jej treści, ale autor jest znanym
      filozofem i kosmologiem zarazem, zatem myślę, że warto się zainteresować.

      A po drugie "Duch w atomie" w opracowaniu P.Daviesa i J.Browna (Wydaw. CIS) - w
      pierwszym rozdziale opisana i scharakteryzowana jest pokrótce teoria kwantów, a
      kolejne rozdziały to zapis rozmów z wybitnymi fizykami zajmującymi się
      problematyką mechaniki kwantowej takimi jak D.Bohm, J.Bell, J.Taylor, A.Aspect.
      - wielokrotnie poruszany jest problem interpretacji mechaniki kwantowej i różne
      jej paradoksy, czyli coś co wydaje mi się, że może być szczególnie interesujące
      dla studenta filozofii, bardziej niż dajmy na to rozwiązywanie zagadnienia
      oscylatora harmonicznego.

      Jeżeli zaś chodzi o regularne podręczniki, to co prawda wiele z nich wprowadza
      w pierwszych rozdziałach formalizm matematyczny stosowany w mechanice kwantowej,
      ale jednak zakłada się że czytelnik ma pewne podstawy - bez jako takiej
      znajomości rachunku różniczkowo-całkowego to raczej ani rusz...
      • docelowo Re: fizyka kwantowa/podręcznik 21.04.07, 23:25
        Szanowne grono,
        mam wrażenie, iż pewne dociekania, sa uprawnione ze znajomością podstaw
        matematyki i fizyki!

        pozdrawiam docelowo
        • Gość: t0g Re: Docelowo, wyjasnij, prosze IP: *.science.oregonstate.edu 22.04.07, 00:20
          Niezupelnie chwytam, co masz na mysli.
    • Gość: t0g Re: Sa jeszcze podreczniki typu "Wstep do fizyki.. IP: *.science.oregonstate.edu 23.04.07, 23:03
      ...wspolczesnej" i tam podstawy mechaniki kwantowej sa wprowadzane w "lagodny"
      sposob.

      W typowym uniwersyteckim programie fizyki (mam na mysli fizyke jako glowny
      kierunej studiow) zaczyna sie od podstawowego kursu - naogol zaczyna go sie brac
      na pierwszym roku, a konczy na drugim, i to jest zasadniczo fizyka klasyczna, z
      niewielkimi tylko "wstawkami" dotyczacymi spraw bardziej zaawansowanych. Czyli
      jeszcze bardzo malo sie mowi o atomachm, mikroswiecie, itp. Pozniej z reguly
      nastepuje kurs o nazwie "Wsteop do fizyki wspolczenej", czy jakos podobnei, i to
      jest, krotko mowiac, wprowadzenie do tego, co zaczelo sie robic w fizyce w XX
      wieku. Czyli teoria wzglednosci, nastepnie rozne tam fakty, z ktorycjh wynika
      dwoista korpuskularno-falowa srtuktura i materii, i swiatla - no i wreszczie
      dochodzi sie do podstaw mechanik kwantowej.

      Taki kurs to jest poniekad "poduszka" chroniaca przed zbyt naglym zderzeniem z
      mechanika kwantowa w pelnym wydaniu - poniewaz nagly przeskok z fizyki
      klasycznej dio kwantowej, wymagajacy przestawienia myslenia na kompletnie nowe i
      w bardzo wielu przypadkach kompletnie sprzeczne z nasza intuicja tory, jest dla
      wielu studentow duzym szokiem (sam swego czasu przez takowy przeszedlem).

      Jezeli ktos jest do tego humanista, to ten szok moze juz zupelnie zbic z nog.

      Dlatego tez rozpoczecie od podrecznika typu "wstep do fizyki wspolczesnej" moze
      byc opcja godna zastanowienia sie. Niestety ja nie znam polskich podreczxnikow,
      ale jestem przekonany, ze jakis istnieje. Swego czasu przymierzal sie chyba do
      napisania takowego prof. Jerzy Ginter z UW, ktorego mialem przyjemnosc bardzo
      dobrze znac, gdy pracowalem jeszcze w UW. Ale jak sie dalej potoczylo, to nie
      wiem, bo za stanu wojennego wyjechalem.
      • Gość: you-know-who ja wykladalem w zeszlym tygodniu mechanike kwantow IP: *.scar.utoronto.ca 24.04.07, 01:05
        uczniom klasy 6. szkoly podstawowej w toronto.

        serio. zgodzilem sie pojawic i opowiedziec klasie mojego syna o czyms takim jak
        wszechswiat albo astrofizyka albo fizyka, bo to b. dobra szkolka i zapraszaja
        tam roznych naukowcow. a to przyjdzie jedna mama (ktorej wlasnei proponuje
        tenure UofT), przyniesie komputery i cos tam sobie licza (a moze graja w gry
        sieciowe?).
        a to innym razem, niestety dzien przed moim przyjsciem zjawil sie ktos z kublem
        suchego lodu i butelka amoniaku i zdaja sie ze zrobili komete.
        niestety, poniewaz syn zapowiedzial mi po tym ekscytujacym hands-on
        laboratorium: oj tata, bedziesz mial teraz trudne zadanie, bo to bylo fajne!

        wiec co mialem zrobic? poskrobalem sie po glowie, i postanowilem opowiedziec im
        o paru rzeczach o ktorych maja mala szanse uslyszec zanim beda dorosli. a
        przeciez to rzeczy zasadnicze i warte wysluchania.

        na przyklad, dlaczego slonce swieci? myslicie ze wy wiecie? reakcje
        termojadrowe, synteza wodoru w hel? no tak, to te dzieciaki juz tez dawno
        wiedzialy i mi to radosnie objasnily. (no tak, musze wyjasnic ze to byla klasa
        dla uzdolnionych, pojecie uzdolnionego nie jest tu dowolne, przechodzi sie
        na wniosek nauczyciela zakamuflowany ale doslowny test na iq, a potem idzie do
        odleglej na ogol szkoly majacej program edukacji specjalnej).
        zatem te dzieciaki mialy juz wiedze na poziomie studenta filozofii. dlatego o
        tym pisze. (nie zartuje - byl tam jeden skubaniec hindus, ktory musial chlonac i
        zatrzymywac informacje ponadprzecietnie, bo rozmowa o fizyce i astronomii z tym
        6-klasita byla na poziomie studenta 2-go roku fizyki w toronto.)

        anyway. nie dalem sie zbic z tropu, tylko przytoczylem im przyklad bomby
        termojadrowej w ktorej taka synteza zachodzi, pokazalem ze owszem, sa obiekty we
        wszechsiwecie, ktore sa rownowazne duzym bombom i sie nieslychanie rozpryskuja,
        ale slonce jest inne. produkuje energie nieprawdopodobnie nieefektywnie.
        aby wydusic z materii slonecznej 60W swiatla, trzeba wziac 300 ton gazu, w
        ktorym zachodzi synteza helu. duza ta bateria do latarki.
        ale dzieki temu wlasnie baterii tej nie trzeba wymieniac przez czas
        wystarczajacy na ewolucje zycia.

        co gorsza dla nas, slonce klasyczne w ogole nie powinno swiecic. w istocie
        przez kilkadziesiat pierwszysch lat XXw nikt nie rozumial dokladnie dlaczego
        gwiazdy swieca, mimo ze genialny eddington (i in,) skojarzyli zaraz po odkryciu
        radioaktywnosci ze musi to byc u zrodel energia jadrowa. jest jednak powazny
        problem: w sloncu panuje rownowaga grawitacji i ciepla (cieplo chetnie
        wyekspolodowaloby zawartosc slonca w przestrzen, grawitacja chetnie skupilaby
        slonce w czarna dziure). poniewaz wiemy wlasciwie wszystko o grawitacji slonca
        to wiemy tez jak szybko poruszaja sie protony w jadrze slonca, lub inaczej
        mowiac jaka jest temperatura wnetrza slonca (ok. 20 mln K).
        i ta predkosc okazuje sie duzo za mala aby dwa protony pedzace ku zderzeniu
        czolowemu dotarly do siebie na odleglosc gdzie dzialaja silnie zlepiajace sily
        jadrowe. odpychanie elektrostatyczne nie pozwoliloby protonom zainicjowac
        syntezy helu (nawet uwzgl. rozklad maxwella predkosci).

        I tu wlasnie (co co zrozumial Grigorij Gamow) ratuje nas nie kto inny, tylko
        mechanika kwantowa (ktora musialem wlasnie w 5 minut dzieciakom wylozyc,
        co skonczylo sie oczywiscie 15 miutami, bo musielismy zastanowic sie ktore z
        trickow z filmu matrix mozna bedzie zrealizowac po tym, jak teraz fizycy
        zaczynaja realizowac teleportacje pojedynczych atomow.)
        kwantowe zjawisko tunelowe! proton podchodzi do odpychajacej 'sciany' potencjalu
        elektrostatycznego, ale zamiast zawrocic wykorzystuje swoje rozmycie kwantowe
        (wypychajac swoj ogon funkcji falowej za sciane) i... przeskakuje, z
        mikroskopijnym oczywiscie prawdopodobienstwem - i dzieki temu wlasnie tu
        jestesmy, bo gwiazdy nie wybuchaja.




        • Gość: you-know-who anty-algorologia stosowana dla szkol podstawowych IP: *.scar.utoronto.ca 24.04.07, 01:18
          a zeby troszke wstrzasnac pania nauczycielka, ktora dzieciakom jak to w calej
          ameryce pokazuje film ala gora inconvenient truth ich niepotrzebnie panikuje,
          potem udowodnilem dzieciakom ze globalne ocieplenia i ochlodzenia sa sciesle
          skorelowane z aktywnoscia slonca a nie aktywnoscia czlowieka, po czym wylozylem
          im fizyke powiazan slonce-ziemia. (mialem za to bure od zony pewnej niedzieli
          kiedy chlopak sie prawie poplakal, jak uslyszal ze podwazam prawdy objawione w
          filmie. tym razem jednak bylo ok, a pani powiedziala ze to ciekawe poznac inne
          zdanie.)

          po tych dwoch lekcjach zrobilem im quiz z nagrodami (mowielem o dyskach
          protoplanetarnych wiec wszyscy dostali po mini-freesby z dollar-store),
          zaproponuwany przez syna. widzialem jak byl spiety ze tata znowu zacznie za
          dlugo opowiadac albo za trudne rzeczy, ale po wszystkim przyznal ze mimo iz
          christian nie bardzo rozumial, to ogolnie ludzie wszystko chwytali i bylo rownie
          ciekawie jak z suchym lodem. zdalem trudny egzamin. wykladanie studentom fizyki
          to fraszka, filozofii - praca, ale 6-klasistom -to trudna sztuka.
          • Gość: korekta Re: anty-algorologia stosowana dla szkol podstaw IP: *.scar.utoronto.ca 24.04.07, 01:21
            ok, gieorgij nie grigorij. jak zawsze, mnostwo malych bledzikow. sorki.
        • Gość: quantumbigos Re: ja wykladalem w zeszlym tygodniu mechanike kw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.07, 21:51
          > ta predkosc okazuje sie duzo za mala aby dwa protony pedzace ku zderzeniu
          > czolowemu dotarly do siebie na odleglosc gdzie dzialaja silnie zlepiajace sily
          > jadrowe. odpychanie elektrostatyczne nie pozwoliloby protonom zainicjowac
          > syntezy helu (nawet uwzgl. rozklad maxwella predkosci).

          Etam, żaden mechanizm nie oddziałuje kuliście w sposób ciągły.
          Proton stale wiruje i śmiga czymś tam spiralnie.
          Patrząc z boku, są tu odstępy i można wskoczyć w odpowiedniej chwili,
          tak jak na rozkręconą karuzelę.

          Każdy wie, że w świecie atomów nie ma barier w postaci ścian.
          Głupot dzieciakom pan naopowiadał.
      • docelowo do t0g 28.04.07, 00:25
        faktycznie było niejasno...

        ale powiedz Nam...

        czy lepiej być matematykiem, a potem fizykiem, a może na odwrót???
        • Gość: ba Re: do t0g IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.07, 01:53
          Fizykiem trzeba się urodzić,
          a matę byle młot opanuje... w 20lat.
    • Gość: t0g Re: Fifion: z pokorą przyznaję, że nie zwróciłem IP: 12.45.62.* 24.04.07, 09:27
      uwagi na to, że określasz sie jako "humanista".

      W tej sytuacji ja muszę nieco zmodyfikowac moje "dobre rady". Książka Morrisona
      jest świetna, ale wymaga jednak od czytelnika niezłego przygotowania
      matematycznego; znajomość rachunku rózniczkowego i całkowego to absolutny "mus".
      Jeśli chodzi o te ksiązki typu "Wstęp do fizyki współczesnej", to ten warunek
      jest njieco złagodzony, ale tylko nieco.

      Są jednak dobre książki, w których autorzy dobrze wyłuszczaja tyle, ile mozna,
      bez angażowania skomplikowanej matematyki. Jedna z nich to wymieniona juz
      wcześniej przeze mnie "W poszukiwaniu kota Schroedingera". Jej autor ma zaprawdę
      ogromny talent pedagogiczny. Ksiązka ta, o ile wiem, jest przetłumaczona na
      polski. Wiec goraco ją polecam. Nazwiska autora w tej chwili nie pamietam, ale
      wyszukam i podam w nastepnym poscie.

      Druga , podobna, i też, moim zdaniem swietna, to "Quantum reality" Nicka
      Herberta. Jest tam sporo ciekawych rzeczy dotyczących całkiem nowych rzeczy w
      fizyce kwantowej, np. Twierdzenie Bella wyłozone w bardzo przystępny sposób.
      Twierdzenie Bella ma bardzo szerokie implikacje filozoficzne, wiec to rzecz,
      która warto na pewno poznać, chocby w zarysie. Niestety ta ksiązka chyba na
      polski nie została przełozona.

      Padało tu nazwisko Feynmana i polecano jego podręcznik do fizyki - który jednak
      nie jest lekturą łatwą. Natomiast Feynman popełnił książeczke na wybitnie
      popularyzatorskim poziomie, o krótkim tytule "QED". Napisał ja na podstawie
      serii wykładów dla "szerokiej publiczności", które kiedys wygłosił. To tez może
      być bardzo ciekawa lektura.

      Na koniec, jeszcze jedna uwaga - wybacz, ze troche pozrzędzę jak stara ciotka.
      Mianowicie, trochę mnie zaskoczyła Twoja uwaga, że ksiązka musi być po polsku.
      Dzis bez angielskiego w zadnej nauce nie mozna sie swobodnie poruszać.

      Kilkanascie lat temu odwiedził nas w Stanach znajomy, filozof pracujący w
      Instytucie Filozofii PAN. Ja go wtedy zapytałem, w jaki kraj na swiecie jest
      obecnie "wiodący", jesli chodzi o współczesna filozofię. Byłem przekonany, ze
      mój przyjaciel wymieni któryś z krajów europejskich. Na studiach musiałem brac
      kurs o nazwie "Filozofia marksistowska" - wykładowcom jednak, choc to było
      jeszcze w PRL-u, wyrażnie nie "lezało" gadac tylko o Marksie, więc wciskali tam
      sporo ogólniejszego materiału, głównie ze stosunkowo niedawnej (XVIII, XIX i
      wczesny XX w.) historii filozofii. No i tam było mnóstwo Niemców, Fracuzów i
      innych przedstawicieli europejskich nacji, ale nigdy przenigdy niczego o żadnym
      amerykańskim filozofie nie powiedzieli. Wiec ja nabrałem takiego przekonania,
      ze Amerykanie w ogóle "olewaja" filozofie. No i przez lata z takim
      przeswiadczeniem zyłem. Jakiez wiec było moje zdziwienie, kiedy mój przyjaciel
      bez sekundy wahania powiedział: "Ameryka, oczywiście!"

      Ja nadal nie jestem skłonny zakładać sie, ze Ameryka jest swiatową Mekką
      filozofii, ale na pewno rzeczywiście tak jest, ze po tutejszych uniwesytetach
      siedzi cała kupa filozofów i jest to nader aktywne srodowisko, i sporo ci ludzie
      publikuja. Wiec na pewno znajomosc angielskiego w zakresie pozwalajacym na
      czytanie literatury naukowej jest rzecza badzo godną polecenia dla młodego
      filozofa starującego do naukowej kariery.

      To tyle zrzedzenia cioci-Kloci, no i serdecznie na koneic pozdrawiam i życze
      wszelkich możliwych sukcesów,

      t0g

      • Gość: t0g Re: Autor "W poszukiwaniu kota Schroedingera" IP: 12.45.62.* 24.04.07, 09:35
        nazywa sie John Gribbin, jak wygooglowałem.
        • Gość: fifion Re: Autor "W poszukiwaniu kota Schroedingera" IP: *.kalisz.mm.pl 24.04.07, 12:44
          znam angielski, jestem w stanie przeczytać ze zrozumieniem "Ojca chrzestnego" a
          nawet philipa dicka ale do kwantówki z moim angielskim raczej nie
          podejdę:)chodzi o terminologię, zamiast koncentrować się na rozumieniu wykładu,
          musiałbym tracić czas na wertowanie słowników.
          • Gość: pioc Re: Autor "W poszukiwaniu kota Schroedingera" IP: *.agora.pl 24.04.07, 12:52
            > podejdę:)chodzi o terminologię, zamiast koncentrować się na rozumieniu
            > wykładu, musiałbym tracić czas na wertowanie słowników.

            nikt chyba jeszcze nie polecał tu wydanych po polsku Gell-Manna ”Kwark i
            jaguar”, albo Penrose'a ”Nowy umysł cesarza”. Bardzo fajne ujęcia, rzadko
            spotykane, na temat kwantów. U Gell-Manna zero metematyki, u Penrose'a tylko
            trochę. Mnóstwo za to przykładów i filozoficznych interpretacji.


            • pomruk Re: Autor "W poszukiwaniu kota Schroedingera" 24.04.07, 17:22
              Ostatnio w Polsce ukazała się książka R. Penrose'a "Droga do rzeczywistości",
              popularna ale na wysokim poziomie, zbliżona do "Nowego umysłu cesarza". "Kot
              Schrodingera" dokładnie omówiony wraz z interpretacjami... Cena 120 zł.
          • Gość: robak Re: Autor "W poszukiwaniu kota Schroedingera" IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 24.04.07, 18:32
            > znam angielski, jestem w stanie przeczytać ze zrozumieniem "Ojca chrzestnego" a
            > nawet philipa dicka ale do kwantówki z moim angielskim raczej nie
            > podejdę:)chodzi o terminologię, zamiast koncentrować się na rozumieniu wykładu,
            > musiałbym tracić czas na wertowanie słowników.

            To zupelnie zaprzecza mojemu doswiadczeniu. Nie mam zadnego klopotu z literatura
            naukowa/techniczna po angielsku bo uwazam ze w sumie operuje mniejszym zasobem
            slow niz literatura piekna. Jak mozesz czytac "Ojca Chrzestengo" to nie
            powinines miec absolutnie zdnego klopotu z literatura techniczna/naukowa -
            doslownie bedzie to kwestia zebrania paru potrzebnych dodatkowych okreslen. Ja
            dlugo wczesniej moglem czytac ksiazki z fizyki po angielsku niz tzw. zlote
            ksiazeczki Disneya (jesli je pamietasz).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka