takinie2 18.05.07, 19:51 Trzeba sprawdzic poziom radioaktywnosci w powietrzu. Nie wiadomo czy byl wybuch na Ukrainie, czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: niki Re: Ludzie z geigerem pilnie potrzebni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.07, 20:08 jakieś szczegóły? Odpowiedz Link Zgłoś
pomruk Re: Ludzie z geigerem pilnie potrzebni 18.05.07, 20:15 To jakaś plotka/panika, patrz wiadomości Onetu. Plotka zdementowana, oczywiście. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Ludzie z geigerem pilnie potrzebni IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 18.05.07, 22:18 takinie2 napisała: > Nie wiadomo czy byl > wybuch na Ukrainie, czy nie. Wiadomo. Nie był. Ale tak na marginesie tego wątku, to chyba lepiej że mało kto z geigerem lata po mieście a szczególnie po naszych mieszkaniach? Choćby te parę przykładów: www.orau.org/PTP/collection/consumer%20products/consumer.htm www.orau.org/ptp/collection/accidents/accidents.htm może świadczyć że z dużym prawdopodobieństwem w naszych domach możemy mieć swoje własne Czarnobyle w postaci bardzo niewinnych przedmiotów np. starej ceramiki, bibelotów a nawet kociego żwirku czy podstawki pod taśmę klejącą. A jak widać z opisów, wykrycie takich źródeł promieniowania to nieraz kwestia bardzo rzadkiego splotu przypadków, sugerując jak dużo jeszcze nie zostało odkrytych. Tak więc nie straszna nam jakaś Ukraina skoro nawet nie wiemy co się w naszym domu czai (i promieniuje) ;) Odpowiedz Link Zgłoś
takinie2 ja nie wierze zadnym politykom ani mediom! 18.05.07, 22:28 dlatego kiedy slysze info o tym ,ze mogla byc awaria reaktora, wole sprawdzic promieniowanie. zaufane zrodla doniosly, ze sprawdzono geigerem i nie bylo u nas promieniowania, ale kiedy zmenia sie wiatry, nic nie wiadomo. Trzeba kontynuowac minitoring. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Re: A któz dzis jeszcze używa Geigera?! IP: *.com 18.05.07, 23:11 Toż to juz prehistoria. Odpowiedz Link Zgłoś
pomruk Re: A któz dzis jeszcze używa Geigera?! 18.05.07, 23:48 A może "Geiger" to teraz taki synonim (albo symbol) miernika promieniowania, a nie konkretne rozwiązanie detektora? Odpowiedz Link Zgłoś
pomruk Re: A któz dzis jeszcze używa Geigera?! 18.05.07, 23:53 pomruk napisał: > A może "Geiger" to teraz taki synonim (albo symbol) miernika promieniowania, a > nie konkretne rozwiązanie detektora? W popularnym języku niefachowców, oczywiście! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: A któz dzis jeszcze używa Geigera?! IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 19.05.07, 17:47 Gość portalu: t0g napisał(a): > Toż to juz prehistoria. Tak przechodząc po internecie trudno jednak się z tyn w pełni zgodzić. Jak widać dużo mierników GM na rynku pochodzi z demobilu ale nie brak też nowych konstrukcji. A potentatem jest chyba Rosja gdzie produkuje się nawet indykatory sygnalizujące niebezpieczny poziom promieniowania oparte na GM w postaci breloczków do kluczy (w sumie to nawet trochę zastanawiająca sprawa). Może i są lepsze detektory niż GM ale trudno konkurować z ich prostotą, szczególnie w mniej wymagających zastosowaniach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Oczywiście mój post był tylko lekką prowokacją IP: 12.45.62.* 19.05.07, 19:25 Ale faktem jest, że Geiger to juz mocno przestarzałe urządzenie. Używa się Giegerów do dziś, ze względu na - jak to juz tu podkreślono - ich wielką prostotę, a co za tym idzie, niezawodność w działaniu. Pierwsze Giegery w ogóle nie uzywały elektroniki, bo jej jeszcze wtedy nie było - impuls z licznika jest na tyle silny, ze do zarejestrowania go wystarczy juz przekaźnik elektromagnetyczny. Ta "siła impulsu" to jednak równoczesnie i wada, bo na podstawie samych tylko impulsów można bardzo niewiele wywnioskowac o dawce, a to jest najistotniejsza informacja. Można w uproszczeniu powiedziec, że Gieger to licznik "zero-jedynkowy": bardzo słabo jonizujacej cząski nie zarejestruje w ogóle, a powyżej pewnego "progu" wytwarza inmpulsy o jednakowej "sile", czy amplitudzie, jak kto woli. Nowoczesne przenosne przyrzady dozymetryczne - poczynając od takich całkiem niedrogich - są wyskalowane w jednostkach dawki i umozliwiają tez określenie, czy dawka pochodzi od bet, czy of gamm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Oczywiście mój post był tylko lekką prowokacj IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 19.05.07, 23:51 Może nie w temacie wątku ale nurtuje mnie pewna drobna sprawa i chciałbym wykorzystać Twoją obecność bo ostatnio rzadko tędy przechodzisz. Chodzi o zdjęcie przy tym haśle: pl.wikipedia.org/wiki/Promieniowanie_Czerenkowa i tak się zastanawiam co tam koło rdzenia właściwie generuje te promieniowanie i skąd ta prędkość przekraczająca prędkość światła w wodzie. Wiadomo mi o neutronach których tam będzie pełno, ale one jako pozbawione ładunku nie mogą generować Czerenkowa. Co to może być? Odpowiedz Link Zgłoś
cs137 Re: Czerenkow: na bardzo madrego nie trafiłeś... 21.05.07, 06:17 Ale posłuzyłem sie Googlem i znalazłem ten sam artykuł po angielsku, z tym samiutkim obrazkiem, tyle, że dużo więcej treści jest. No i odnosnie promieniowania Czerenkowa: Nuclear reactors Cherenkov radiation is used to detect high-energy charged particles. In pool-type nuclear reactors, the intensity of Cherenkov radiation is related to the frequency of the fission events that produce high-energy electrons, and hence is a measure of the intensity of the reaction. Cherenkov radiation is also used to characterize the remaining radioactivity of spent fuel rods. Zatem źródłem promieniowanioa Czerenkowa są wysokoernergetyczne elektrony powstałe w procesie rozszczepienia. Trzeba by tylko zastanowić sie, jaki jest dokładnie mechanizm powstawania tych elektronów. Nie umiem powiedzieć, czy sa one efektem pierwotnym, tzn. czy powstają w samym akcie rozszczepienia jądra, czy też wtórnym. Muszę poprostu zapytac fachowców. O to moze nie być trudno, bo Ken Krane, autor znanego podręcznika akademickiego do fizyki jądrowej (używanego równiez w Polsce) siedzi o cztery pokoje ode mnie w pracy. Na moje pytania takiego typu zawsze bardzo wyczerpująco odpowiada. Zartem moge powiedziec, że jesli chodzi o znajomość róznych aspektów Efektu Czerenkowa, to najlepiej znałem.... pana, który dostał Nobla za ten efekt. Za promieniowanie Czerenkowa Nobla dostał sam Czerenkow i drugi rosyjski fizyk, Ilja Michajłowicz Frank. Ja kiedyś sopędziłem bez mała dwa lata w Dubnej, i pracowałem w ŁNF, czyli "łaboratorii niejtronnoj fiziki", i dyrektorem tej instytutowej podjednostki był właśnie prof. Frank. Miły starszy pan o wyglądzie i manierach gentlemana. Tym sie róznił od swoich zastepców, którzy mieli wszyscy alkoholowo-nalane bolszewickie mordy, i odpowiednie do tego maniery. Po latach poznałem syna prof. Franka, też fizyka - no i wiele ciekawego mi on o swoim ojcu (juz wtedy niezyjącym) i o całej rodzinie Franków opowiedzial. Z tej rodziny pochodził tez znany filozof, ktory myśl zapoczątkowała nowoczesny prąd w Rosyjskiej Cerkwii Prawosławnej. A Ilja Michajłowicz, ten noblista, był całe zycie człowiekiem wierzącym - co starannie musiał przez znaczną większośc zycia ukrywać. Dopiero za Gorbaczowa zaczął mówic o tym otwarcie. Ze sławnych rosyjskich uczonych, to wiadomo, ze wierzącym, i to bardzo głeboko, był Pawłow, ten od neurofizjologii. Był to bardzo ambarasujący fakt dla bolszewików, którzy z Pawłowa robili "ikonę" radzieckiej nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Re: PS: cs137 to mój nick z innego forum IP: 12.45.62.* 21.05.07, 06:20 Zapomniałem się wylogowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryszard_brightner Do usług :) IP: *.rtk.net.pl 21.05.07, 21:18 Gdyby były problemy z interpretacją tego promieniowania (to właśnie chyba wynik anihilacji e-p) - uprzejmie przypominam o hipotezie: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=48929234 Pozdrawiam: Ryszard Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Czerenkow: na bardzo madrego nie trafiłeś... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 22.05.07, 00:06 cs137 napisał: > Zatem źródłem promieniowanioa Czerenkowa są wysokoernergetyczne elektrony > powstałe w procesie rozszczepienia. Trzeba by tylko zastanowić sie, jaki jest > dokładnie mechanizm powstawania tych elektronów. Wielkie dzięki t0g za naprowadzenie na rozwiązanie tej zagadki i szeroki kontekst historyczno-polityczno-religijny tego zagadnienia. Czyli, nie wiem czy dobrze myślę, ale chodziło by tu po prostu o zwykłe bety. Tyle że pewno ich jest tam naprawdę dużo a część z nich faktycznie, jak teraz widzę, może mieć prędkości powyżej prędkości światła w wodzie wynoszącej ledwo 3/4 c. Wzmianka o zużytym paliwie sugeruje mi też że żródłem tych tak intensywnych bet nie będzie raczej samo rozczepianie, a rozpad któregoś z produktów. Te zestawienie promieniowania Czerenkowa z poświatą koło rdzenia nieco mnie zaskoczyło (podobnie jak wtedy gdy zwróciłeś uwagę na ujemne temperatury bezwzględne w trywialnych w sumie przyrządzikach), bo spotykałem się z tym pojęciem głównie w kontekście astrofizyki gdzie dość często używa się tego zjawiska do pośredniej obserwacji wysokoenergetycznych cząstek promieniowania kosmicznego i umknęła mi tak prozaiczna sprawa jak energia cząstek beta. Odpowiedz Link Zgłoś
pomruk Re: Czerenkow: na bardzo madrego nie trafiłeś... 22.05.07, 00:48 Obawiam się, że to nie bety tylko... gammy! "Encyklopedia fizyki" trójtomowa z roku 1972 mówi, że owszem, sa to elektrony, ale będące wynikiem oddziaływania promieniowania gamma z chłodziwem reaktora. W astrofizyce zresztą wysokoenergetyczne kwanty gamma potrafią wywołać promieniowanie Czerenkowa nawet w atmosferze - w ten sam sposób. Gdyby nastąpił koniec świata spowodowany pobliskim rozbłyskiem gamma (GRB) w nocy początkowo wyglądało by to tak: niebieski okrąg promieniowanoa Cz. na niebie, jasny niemal jak Księżyc, o średnicy kilka razy większej od Księżyca. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Czerenkow: na bardzo madrego nie trafiłeś... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 22.05.07, 01:31 pomruk napisał: > Obawiam się, że to nie bety tylko... gammy! "Encyklopedia fizyki" trójtomowa z > roku 1972 mówi, że owszem, sa to elektrony, ale będące wynikiem oddziaływania > promieniowania gamma z chłodziwem reaktora. No nie wiem. Można by to wiązać ze zjawiskiem Comptona ale trudno mi powiedzieć czy fotony gamma pochodzące z rozszczepienia miały by możliwość tą drogą nadać pęd elelekronom z zakresie tak wielkich prędkości jak to niezbędne do wytworzenia promieniowania Czerenkowa. Już prędzej wiązałbym tą poświatę ze wzbudzeniami elektronów w atomach np. od gamm czy szybkich neutronów ale jednak wyraźnie choćby w Wikipedii pochodzenie tej poświaty jest wiązane z samymi naładowanymi cząstkami poruszającymi się dostatecznie szybko. > promieniowania gamma z chłodziwem reaktora. W astrofizyce zresztą > wysokoenergetyczne kwanty gamma potrafią wywołać promieniowanie Czerenkowa nawe > t > w atmosferze - w ten sam sposób. Nie jestem pewien czy enegia fotonów gamma z reaktora może być porównywalna z tymi kosmicznymi. Odpowiedz Link Zgłoś
pomruk Re: Czerenkow: na bardzo madrego nie trafiłeś... 22.05.07, 01:47 Kosmiczne kwanty gamma mają dużo większą energię, ale wywołuja zjawisko Czerenkowa w powietrzu, gdzie prędkość światła nie różni się tak bardzo od c, więc powstawanie poświaty jest dużo trudniejsze. Co do reaktorów - przekazałem co znalazłem, może t0g lub kto inny wyjaśni to dokładniej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Re: Pytałem specjalisty i to nie byle jakiego... IP: 12.45.62.* 22.05.07, 11:28 Kena Krane dzis nie było w naszym budynku, ale akurat skorzystałem z okazji, ze poproszono mnie o zastąpienie kogos nieobecnego w komisji do spraw doktoratu jednego studenta - no i jego promotorem jest znany spec od "supercięzkich". Kiedy więc sie posiedzenie skończyło, to go zapytałem i on autorytatywnie wyjaśnił - to są bety powstające nie w samym procesie rozszczepienia, tylko z nastepującego później radioaktywnego rozpadu produktów rozszczepienia. Wiadom, ze te produkty sa bardzo radioaktywne i emitują wszystko, co można (alfy, bety, gammy i równiez NEUTRONY) i te procesy maja bardzo krótki okres połowicznego zaniku, niekiedy sa to ułamki sekundy. Tak to jest, nota bene, z emisją neutronów z produktów rozpadu - tzw. "opóźnionych neutronów". Te są bardzo dokładnie zbadane, bo odgrywaja one kluczowa role w kontrolowaniu mocy rekatora. Prawdopodobnie emisja bet jest tez bardzo dokładnie zbadana, tylko trzeba by poszukac w fachowej literaturze; na Webie, przypuszczam, duzo sie nie znajdzie, bo to już nie jest materiał, który moze interesowac "masy" internautów. Moge dalej pytać, my mamy na naszym uniwerku rekator (Triga, 1 MW) i niezłych specjalistów od inżynierii i fizyki reaktorowej, wiec oni na pewnoe maja tą cała wiedze "w małym palcu". Tyle, że to w zupelnie innej czesci campusu, ze dwa km od mojego budynku, i na dodatek tak sa ceregiele z wchodzeniem - jak w przypadku każdego reaktora. Co do gamm: same gammy promieniowania Czerenkowa nie wzbudzą, bo gamma leci przez ośrodek bez żadnej straty enegii, az dopiero traci, jak w cos huknie - no i wtedy jest w zasadzie "po gammie", to znaczy po tej oryginalnej gammie. Bo albo moze zajsc proces Comptona, wtedy gamma leci dalej, ale już nie ta sama - albo może sie z niej wytworzyć para elektron-pozytron. Natomiast nie istnieje taki mechanizm fizyczny, zeby po drodze gamma "gubiła" stopniowo swoją energie małymi porcyjkami i ta energia zamienaiła się w fotony swiatła widzialnego. Tak jest w przypadku cząstek naładowanych, czyli elektronów, alf, czy nawet protonów. Z tym, że alfy i inne cięzsze czastki maja bardzo krótki zasieg w wodzie i innej materii o podobnej gestosci, podaje sie go naogól w mikronach. Tylko bety moga przeleciec spory kawałek w wodzie, no i dlatego poswiatę Czerenkowa widac w zasadzie w całym kotle reaktora. Natomiast w rozrzedonej atmosferze to pewnie Czerenkowa moga produkowac i te ciężkie czastki. Ale ja się słabo na tym wszystkim znam, zaznaczam. Jedyna moja wartośc moze polagac na tym, że znam LUDZI, którzy sa niewątpliwie fachowcami od tych spraw, więc mogę łatwo zapytac. Na Czerenkowie atmosferycznym mogą się dobrze znac ludzie z warszawskiego Centrum Badań Kosmicznych, bo wiem, że zajmuja się m. in, zorzami polarnymi, więc o wszelkich typach świecenia atmosfery powinni wiedziec dużo. Moja koleżanka z roku, w której podkochiwałem sie bez powodzenia na studiach, pracuje w CBK (nawet jest tam obecnie wicedyrektorem) i ja dosc często z nią wymieniam e-maile (nawet cząęsciej moja żona, bo obie panie sie blisko zaprzyjaźniły). Wiec przy najbliższej okazji ją pociagne za język. Niewykluczone, ze ona sama będzie to wiedziała. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Pytałem specjalisty i to nie byle jakiego... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 23.05.07, 03:19 Gość portalu: t0g napisał(a): > wyjaśnił - to są bety powstające nie w samym procesie rozszczepienia, tylko z > nastepującego później radioaktywnego rozpadu produktów rozszczepienia. Wiadom, > ze te produkty sa bardzo radioaktywne i emitują wszystko, co można (alfy, bety, > gammy i równiez NEUTRONY) i te procesy maja bardzo krótki okres połowicznego > zaniku, niekiedy sa to ułamki sekundy. Trochę to krępujące dla mnie że w sprawie takiego drobnego dylematu poznawczego, angażujesz elitę światowej fizyki ;) Ale oczywiście dzięki wielkie t0g. > Prawdopodobnie emisja bet jest tez > bardzo dokładnie zbadana, tylko trzeba by poszukac w fachowej literaturze; na > Webie, przypuszczam, duzo sie nie znajdzie, bo to już nie jest materiał, który > moze interesowac "masy" internautów. Masz rację jakoś w takiej bardziej popularno-naukowej literaturze temat bet w reaktorach raczej nie istnieje. Nie zauważyłem też zastosowania reaktora jako źródła bet do jakiegoś konkretnego celu. Tak myślę, na podstawie tych faktów o tych betach i poświacie wynika jednak fakt że twierdzenie, które jest powszechnie przyjęte, o tym że promieniowanie jądrowe jest niewidoczne dla człowieka nie jest tak do końca prawdziwe. Bo chyba można powiedzieć że w odróżnieniu od efektu radioluminescencji różnych substancji gdzie świecą wzbudzone atomy, tu jednak można by chyba powiedzieć że to cząstki beta bezpośrednio wywołują świecenie. Przypominają mi się też relacje świadków katastrofy w Czarnobylu, opowiadających o niezwykłym niebieskim świetle bijącym z ruin reaktora. Czy też nie widzieli w ten sposób po prostu promieni beta? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Re: Bety i promieniwanie niewidoczne dla człowieka IP: 12.45.62.* 23.05.07, 08:25 W reaktorze jest od groma bet, ale jak ŹRÓDŁO takowych jest on niewygodny, bo trzeba wsadzac preparat do nswietlania na jakims patyku, to raz, a po wtóre tam oprócz bett jest cała masa innego świństwa, neutronów w szczególnosci - więc próbka się w try miga zaaktywuje i sama stanie sie zdrowo radioaktywna. Bet nie trzeba koniecznie brać z rozpadu promieniotwórczego, bo mozna je produkować w wielkich ilościach za pomocą róznego typu akceleratorów - niektóre typy sa całkiem niedrogie i malutkie, taki np. betatron w kompaktowej wersji można na stole postawić i jeszcze zostaje dużo mmiejsca na inne rzeczy. Jakis czas temu Rosjanie oferowali takie betatroniki za śmieszną cene $15 000, pamiętam (w przypadku wydatków na badania naukowe to sa żadne pieniądze). Co do świecenia: promieniowanie wywołuje świecenie i niekoniecznie musi to byc promieniowanie Czerenkowa. Jest cała klasa detektorów promieniowania działajacych na zasadzie własnie wykrywania "błysków" powodowanych przez cząskti naładowane, nazywają sie one detektorami scyntylacyjnymi. W ogóle jedno z pierwszych w historii urządzenie do wykrywania alf - zastosowane w słynnych eksperymentach Rutherforda - działało własnie na zasadzie obserwacji błysków. Błyski powstawały na ekranie pokrytym siarczkiem cynku. Były tak słabiutkie, że obserwator musiał przed rozpoczęciem zliczania siedzieć kwadrans w absolutneju ciemości, zeby mu sie wzrok przestawił na "nocne" widzenie. Detektory scyntylacyjne to nowoczesna wersja urzadzenia Rutherforda, tylko zamiast ludzkiego oka stosuje sie zdecydowanie czulszy detektor światła, zwany foropowielaczem lub fotomnoznikiem. Takie cos jest zdolne zarejstrowac z duża dokładnoscią blysk, na który oko w ogóle nie zareaguje. Zatem promieniowanie "świeci", tylko swieci słabiutko - dopiero promieniowanie o natężeniu "jak sie masz" wywoła silną poswiatę. Moaj rada jednka - jesli się taką poswiate zobaczy, to jak najszybciej uciekac od niej jak najdalej! No, chyba, że zaraz obok nas jest jakiś wiarygodny instrument dozymetryczny, niezbicie wykazujący, ze to promieniowanie, które wywołuje poświate, do nas jednak nie dolatuje. Nie wszyskie materiały jednak święca pod wpływem bombardowania cząstkami naładowanymi. Wspomniany siarczek cynku świeci bardzo mocno nawet. Z tego powodu kiedys pokrywano wskazówki zegarków farbą złozoną z siarczku cynku i niewielkiej domieszki soli radu. Niekiedy takie zegarki potrafiły promieniowac jak cholera! Mój kumpel miał taki sowiecki zegarek i musiał go zdejmowac w Świerku wchodząc do budynku reaktora - przechodziło się tam przez tzw. "bramkę" wykrywającą nawet niewielkie ilosci promieniowania, no i na ten kumpla zegarek podnosiła ona straszny alarm. Na szczescie, już teraz sie nie robi takich zegarków. Ale wracając do swiecenia - swiecą najdziwaczniejsze materiały, na przykład, nafta, olej parafinowy, czy "Tonic Water", popularna domieszka do koktailów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Re: Zwracam honor! IP: 12.45.62.* 25.05.07, 07:47 Dziś wychodząc po racy do domu nadziałem się na korytarzu na pracownika uczelnianej służby dozymetrycznej. "Co to takiego?" - spytałem, wskazując na urządzenie, które dzierżył. "Geiger" - on na to. "Co? Jeszcze używasz Geigera? Toz to prehistoria!" - ja wyraziłem zdziwienie. A on mi wytłumaczył: "Do samego WYKRYWANIA skażeń promieniotwórczych Geiger jest nadal niezastąpiony". Pomyślałem chwile i zrozumiałem - więc wycofuję swoje złosliwosci i sumituję się za wprowadzenie dezinformacji. Geiger jest istotnie niezastapiony, gdy trzeba sprawdzić duża ilośc pomieszczen, budynków, czy duże obszary, i wykryć slażenia, które mogły się pojawic w całkiem nieoczekiwany sposób. Ja pracowałem w laboratotiach, gdzie skażenie nie było niespodzianką - bada sie tam rożne próbki, wstawiajac je w wiązke neutronów. Wiec w zasadzie każda próbka staje się radioaktywna. Przy czym w bardzo wielu przypadkach jest to efekt tak nikły, ze w ogóle nie ma się czym przejmować. Ale niekiedy taka próbka potrafi zdrowo "świecić" i wtedy trzeba ją włózyc do specjalnego sejfu, żeby sie "wyświeciła". Czasem trwa to ładnych parw lat. Więc z tego powodu my nie używamy aparatury dozymetrycznej do samego WYKRYWANIA skażenia, bo z góry wiadomo, że ono istnieje - tylko od razu mierzymy jego wielkosc. Używając aparatury wyskalowanej w jednostkach dawki. Jeśli sie okazuje, że ktos przebywający w polizu preparatu otrzymuje dawkę niklą (np. tysiąc razy mniejsza od tej, którą mu w tym samym czasie serwuje Matka Natura), to preparat uwaza się za bezpieczny. No, a jeśli jest to dawka istotna, to wtedy próbka wędruje do sejfu, a własciciel siada za biurkiem i wypełnia specjalne formularze, bo reguły postepowania z takimi skażonymi próbkami są ściśle ustalone i drobiazgowo przestrzegane. Wszystko musi byc zapisane w księgach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Zwracam honor! IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 28.05.07, 06:52 Gość portalu: t0g napisał(a): > > Geiger jest istotnie niezastapiony, gdy trzeba sprawdzić duża ilośc pomieszczen > , > budynków, czy duże obszary, i wykryć slażenia, które mogły się pojawic w całkie > m > nieoczekiwany sposób. > Geiger również jak zauważyłem w internecie jest jedynym chyba miernikiem promieniowania używanym amatorsko, na przykład do szukania radioaktywnych minerałów czy jakiś innych zabaw. Nawet w temacie "garażowej" fuzji termojądrowej, która ma coraz więcej entuzjastów, neutrony wytworzone amatorsko, wykrywa się pośrednio poprzez detekcję geigerem "świecenia" zdaje się że kawałka aluminium traktowanego tymi neutronami. Dziwi mnie trochę jeden fakt choć nie z dziedziny fizyki, że miermiki GM pojawiające się tu i ówdzie są dziko drogie jak na cele edukacyjno-zabawowe, nawet te bardzo proste. Nie wiem z czego to wynika, przecież sam licznik nie jest szczególnie skomplikowany technologicznie a sama elektronika miernika jest raczej trywialna. Podobno jeszcze parę lat temu można było w Polsce kupić na bazarze od Ruskich GM za psie pieniądze ale to się niestety skończyło. Teraz widzę że na Ebay'u wystawiają ale po sto dolców najmniej. Ta dyskusja tutaj przypomniała mi że kiedyś dawno temu, kupiłem na wyprzedaży coś co sprzedawano jako radzieckie liczniki GM, nówki. Podłączyłem je w klasycznym układzie ale jakoś nie zastukały, nie dało się wtedy zdobyć opisu a internetu wtedy nie było. A teraz wyciągnąłem je z rupieci i przeszukałem internet i też niestety ani śladu. Rozebrałem taki jeden i okazało się że owszem katoda na zewnątrz ale w środku nie ma drucika, który jest zdaje się koniecznym atrybutem każdego licznika GM, a jakaś kulista elektroda. Jeśli by to był jakiś inny detektor promieniowania to i tak nie wiem jak to podłączyć. Czy może całkiem przypadkiem, bo miałeś t0g przyjemność przecież obcować z radziecką techniką nuklearną rozpoznajesz to coś na zdjęciu: img143.imageshack.us/img143/5638/063832lv9.jpg może ktoś inny tutaj wie co to jest? Odpowiedz Link Zgłoś
bonobo44 licznik scyntylacyjny ? 28.05.07, 12:34 właściwie to wcale się na tym nie znam, bo no bo tym się nie zajmuję, ale jednak niegdyś odrobinę się tym interesowałem - przynajmniej teoretycznie, hi!hi!... (dlatego zaznaczam, że nie muszę mieć racji) wydaje mi się jednak - na podstawie opisu (na zdjęciu niewiele widać) - że może to być licznik scyntylacyjny: fotony luminescencyjne (ze wzbudzeń cząstkami naładowanymi) padają na katodę fotopowielacza wybijając fotoelektrony, których strumień po wzmocnieniu trafia na anodę fotopowielacza... w zależności od wykonania może też rejestrować gammy lub neutrony... coby działał poprawnie, winien być szczelnie zamknięty lub stosowany w... ciemnościach... taki czarny kot w ciemnym pokoju, hi! hi! albo nim i w nim jest albo nie albo i jest i nie 8-) nie znam się zupełnie na stosowanych w praktyce rozwiązaniach, ale wg mnie wystarczy też aby plastykowa osłona była nieprzeźroczysta, np. zaczerniona (?), a przy tym - przynajmniej jej najbardziej wewnętrzna warstwa wykonana była z materiału scyntylatora... zwiększa to czułość, bo no bo naładowane cząstki nie muszą pokonywać dodatkowo warstwy szkła (tylko cienki, zaczerniony plastyk)... nawiasem mówiąc, widać, że łatwo taki czujnik dałoby się wykonać ze "zwykłego" fotopowielacza... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: licznik scyntylacyjny ? IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 28.05.07, 14:16 bonobo44 napisał: > właściwie to wcale się na tym nie znam, bo no bo tym się nie zajmuję, > ale jednak niegdyś odrobinę się tym interesowałem - przynajmniej teoretycznie, > hi!hi!... Dzieki wielkie Bonobo za chęć pomocy. Niestety przez nienajlepszą jakość zdjęcia faktycznie można zobaczyć różna rzeczy, ale to jest prosty dwuelektrodowy element więc Twoje przypuszczenie co do fotopowielacza nie jest zbyt trafne. Nie ma tam też substancji fotoreagującej (naświetlałem czujnik i plastikową obudowę UV i nic ciekawego). Reszta opisu niżej w odpowiedzi dla t0g. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Re: Na Geigera mi to jakos nie wygląda... IP: 12.45.62.* 28.05.07, 08:13 Klasyczny Geiger powinien mieć budowe, którą bardzo dobrze pokazuje ten schemat z Wikipedii: en.wikipedia.org/wiki/Image:Geiger.PNG Czyli musi miec anodę z cieńkiego drutu, umieszczoną w osi cylidrycznej katody. Taka własnie geometria jest bardzo ważna. Mianowicie, w przy takiej geometrii elektrod pole elektryczne w pobliżu anody osiąga bardzo wysoka wartość. I o to własnie chodzi. Elektrony, powstałe w gazie wypełniajacym licznik na skutek przebiegu naładowanej cząstki, w tym silnym polu polu koło anody dostaja kolosalnego przyspieszenia i nabierasja takiej energii, ze mogą wybijac inne elektrony z atomów - te z kolei nabierają energii i wybijaja następne, i tak dalej, czyli powstaje "lawina". Ta lawina to jest cały klucz do działania Geigera (w innych typach liczników gazowych, np. w tzw. "licznikach proporcjonalnych", które stanowia bardzo ważny podtyp liczników gazowych, do lawiny własnie nie dochodzi). Z powodu lawiny impuls w Geigerze jest bardzo silny i do jego zarejestrowania wystarczy elementarnie prosta elektronika. Wracając do zdjęcia - widziałem wiele Geigerów w życiu, ale żaden z nich nie był podobny do tego, co pokazałes na zdjęciu. Najprawdopodobniej, jeśli jest to detektor promieniowania, to jakis bardziej "wyrafinowany". Ponieważ ja jestem neutronowcem, miałem bardzo dużo do czynienia z detektorami neutronów. Każdy typ z miejsca rozpoznam. Wiec to urzadzenie na zdjęciu na detektor neutronów tez mi absolutnie nie wyglada. Ale najrózniejszych wyspecjalizowanych typów detektorów jest multum... "Dwustopniowe" wykrywanie neutronów przez naswietlanie aluminium, a później wykrywanie wtórnej radioaktywnosci Geigerem... Ja bym chyba umiał zapropomnować dużo lepsza i bardziej wiarygodna metode. Przypuszczam, że detektor gazowy bezposrednio wykrywający neutrony - wypełniony BF3, który jest gazem - mozna kupic z jakiegos demobilu za bardzo nieduże pieniądze. Kiedys to był podstawowy typ, a później wszyscy gremialnie przeszli na liczniki wypełnione izotopem helu He3. Takie z BF3 maja jednak żywotnosc "na półce" praktycznie nieograniczona, wiec pewnie dotąd kupa takowych istnieje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Na Geigera mi to jakos nie wygląda... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 28.05.07, 14:01 Gość portalu: t0g napisał(a): > Czyli musi miec anodę z cieńkiego drutu, umieszczoną w osi cylidrycznej katody. > Taka własnie geometria jest bardzo ważna. No właśnie tak przypuszczałem że ten drut to podstawa licznika GM. Bardzo dziękuję Tobie i Bonobo44 tu wyżej za zainteresowanie i próbę pomocy rowiązania tej intrygującej zagadki. Niestety jakość zdjęcia jest słaba bo z kamerki i opiszę na wszelki wypadek słownie jak to ustrojstwo wygląda. Tam na zdjęciu jest jeden cały "czujnik?" a obok sam środek wyciągnięty z plastikowej obudowy. Na obudowie jak i na pudełku jest napis cyrylicą CBK-1. Obudowa jest plastikowa (wygląda na polistyren). Na obu końcach są oczka lutownicze z oznaczeniami A i K. W środku znajduje się bańka szklana częściowo metalizowana od wewnątrz i ta warstwa jest katodą. Gdzieś w połowie długości całości, na szklanym słupku znajduje się walcowato kulista elektroda ze srebrzystego metalu (aluminium?). Końce bańki gdzie wychodzą druciki elekrod są pomalowane jakimś żółtym lakierem ( może przeciw jakimś wyładowaniom czy ulotom?). Dość dziwnie drucik katody jest doprowadzony do metalizacji wewnątrz bańki, jest jakby dwoma końcami przewleczony przez szkło (możliwie żeby nie było ostrza wewnątrz). Ten zagadkowy przedmiot kupiłem na wyprzedaży prowadzonej kiedyś przez firmę Bomis upłynniającej zbędne zapasy firm państwowych, właśnie jako czujnik promieniowania tzw. geiger i podejrzewam że musieli wiedzieć coś o tym co sprzedają choć może nazwa geiger była użyta tu tylko w potocznym znaczeniu i oznaczała że to coś z promieniami. Odpowiedz Link Zgłoś
bonobo44 licznik iskrowy 28.05.07, 14:35 ЦБК-1 Цylindriczeskaja Бystraja Кamiera? > Obudowa jest plastikowa (wygląda na polistyren). biały, a wiec przepuszcza światło – tzn. wyklucza to licznik scyntylacyjny w grę wchodzi jeszcze pewien jego analog: > W środku znajduje się bańka szklana częściowo > metalizowana od wewnątrz i ta warstwa jest katodą > Gdzieś w połowie długości > całości, na szklanym słupku znajduje się walcowato kulista elektroda ze > srebrzystego metalu (aluminium?). > Dość dziwnie drucik katody jest doprowadzony do metalizacji wewnątrz > bańki, jest jakby dwoma końcami przewleczony przez szkło (możliwie żeby nie > było ostrza wewnątrz). widać, że konstruktorzy zadbali aby uczynić z tego kondensator o możliwie równoległych ściankach (a przynajmniej osiowo symetryczny – ta dokładna symetria jest tu kluczowa dla jakości działania licznika) podobne rozwiązanie stosowane jest w klasycznym liczniku iskrowym wypełnionym gazem, gdzie stosowane były 2 płaskie równoległe elektrody z podłączonym wysokim napięciem wystarczającym do przebicia po śladzie cząstki jonizującej (nota bonobo, jakiś Rosjanin zaproponował analogiczne wyjaśnienie dla wyładowań atmosferycznych – miałyby one zachodzić po śladach cząstek promieniowania kosmicznego) w tych licznikach wyładowanie takie mogło być nawet fotografowane, podobnie jak wyładowania atmosferyczne Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: licznik iskrowy IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 30.05.07, 00:16 bonobo44 napisał: > widać, że konstruktorzy zadbali aby uczynić z tego kondensator o możliwie > równoległych ściankach (a przynajmniej osiowo symetryczny – ta dokładna > symetria jest tu kluczowa dla jakości działania licznika) Faktycznie. Masz rację. Jak patrze na te elektrody to widać że mają wyraźnie zbliżony do siebie kształt, co pewno ma celu uzyskanie jednorodności pola elektrycznego. Może to jakaś odmiana komory jonizacyjnej? Tylko dalej nie mam pojęcia oprócz biegunowości jak to może pracować w układzie, jakie jest napięcie pracy itp. . Odpowiedz Link Zgłoś