Dodaj do ulubionych

Definicja życia.

04.08.07, 21:07
Czy istnieje jakaś definicja życia? ŻYCIE TO SAMOODTWARZAJĄCY SIE UKŁAD,
KTÓRY POTRAFI POWIELIĆ WSZYSTKIE SWOJE CZĘŚCI SKŁADOWE I PRZEKAZAĆ JE W
NASTĘPNE POKOLENIA. Innymi słowy; życie to replikator. Ewolucjoniści uważają,
że nie ma jednak dobrej definicji życia ,i że mogą istnieć rózne inne niż
dzisiejsze formy żywe. Tych argumentów używają ,gdy ich dopada impotencja
intelektualna w kwestii merytorycznego wyjaśnienia pochodzenia ziemskiego
życia. "A co definiujesz jako życie?" -pytają wówczas. "Jaka jest definicja
życia?". Oczywiśnie nie potrafią sobie nawet wyobrazić tych innych form
życia, a co dopiero udowodnić,że one mogły dać początek dzisiejszym formom
życia. Czyli nastepny wytrych retoryczny potomków Korkiego:)

pzdr.
Obserwuj wątek
    • Gość: AI Re: Definicja życia. IP: *.chello.pl 04.08.07, 21:14
      > ŻYCIE TO SAMOODTWARZAJĄCY SIE UKŁAD,
      > KTÓRY POTRAFI POWIELIĆ WSZYSTKIE SWOJE CZĘŚCI SKŁADOWE I PRZEKAZAĆ JE W
      > NASTĘPNE POKOLENIA.

      OK. A w jakich warunkach potrafi to zrobić? Bo do tej definicji pasują np.
      wirusy konputerowe, znakomicie mnożące się w Internecie. Pasują nawet memy,
      mnożące się w umysłach ludzi i rozprzestrzeniające się za pomocą mowy i pisma.

      A jeśli będziesz chciał założyć że życie musi się powielić "bez pomocy"
      specjalnie dobranego środowiska, to z kolej może się okazać że człowiek pod taką
      definicję nie podpada (chociażby nie potrafiąc zsyntetyzować aminokwasów).
      Potrafisz uściślić tę definicję tak żeby nie wpaść w którąś z tych pułapek?
      • nowey777 Re: Definicja życia. 04.08.07, 22:20
        Gość portalu: AI napisał(a):

        > > ŻYCIE TO SAMOODTWARZAJĄCY SIE UKŁAD,
        > > KTÓRY POTRAFI POWIELIĆ WSZYSTKIE SWOJE CZĘŚCI SKŁADOWE I PRZEKAZAĆ JE W
        > > NASTĘPNE POKOLENIA.
        >
        > OK. A w jakich warunkach potrafi to zrobić? Bo do tej definicji pasują np.
        > wirusy konputerowe, znakomicie mnożące się w Internecie. Pasują nawet memy,
        > mnożące się w umysłach ludzi i rozprzestrzeniające się za pomocą mowy i pisma.
        >
        > A jeśli będziesz chciał założyć że życie musi się powielić "bez pomocy"
        > specjalnie dobranego środowiska, to z kolej może się okazać że człowiek pod
        tak
        > ą
        > definicję nie podpada (chociażby nie potrafiąc zsyntetyzować aminokwasów).
        > Potrafisz uściślić tę definicję tak żeby nie wpaść w którąś z tych pułapek?


        No i właśnie, jesteś dobrym przykładem owej wytrychowej pseudoargumentacji. A
        teraz mi powiedz w jaki sposób wirusy (skoro uważąsz ,żę spełniaja kryterium
        definicji życia) dowodzą samoistnego powstawania takich żywych układów jak np.
        bakterie. A jeśli będziesz miał kłopoty zastanów się jak powstały same wirusy.
        • Gość: AI Re: Definicja życia. IP: *.chello.pl 04.08.07, 23:29
          > No i właśnie, jesteś dobrym przykładem owej wytrychowej pseudoargumentacji. A
          > teraz mi powiedz w jaki sposób wirusy (skoro uważąsz ,żę spełniaja kryterium
          > definicji życia)

          Spełniają kryterium Twojej definicji, i właśnie dlatego uważam ją za
          niedopracowaną. Próbujesz mi wmówić jakieś bzdurne poglądy a potem je obalić? To
          chyba niewielkie wyzwanie i mało sensowne.

          Skupmy się może na definicji życia, skoro taki jest temat wątku, zamiast na
          dywagacjach o jego powstaniu. Zresztą teorie na temat biogenezy są osobnym
          tematem od ewolucji. Bo ewolucję już istniejących organizmów mamy dobrze zbadaną
          i wymodelowaną, za to w kwestii powstania pierwszego życia nauka wciąż jest w
          fazie czystych spekulacji.

          A więc - czy potrafisz doprecyzować tę definicję?
          • nowey777 Re: Definicja życia. 04.08.07, 23:43
            Gość portalu: AI napisał(a):

            > Skupmy się może na definicji życia, skoro taki jest temat wątku....

            Tematem wątku własnie jest to ,ze ewolucjoniści zasłaniaja brakiem dobrej
            definicji życia ich zdaniem i próbują ten wątek wykorzystywać w argumentacji
            majacej popierac abiogeneze. I nie kręć mnie tu bo idioty przed soba nie masz.
            Jesli uważasz, ze wirusy to żywe organizmy, to pokaż przy okazji jak one
            powstały, ponieważ to uzasadni sposób ich zaistnienia,a nie samo
            stwierdzenie,że są żywe.
            • Gość: AI Re: Definicja życia. IP: *.chello.pl 05.08.07, 00:06
              > Tematem wątku własnie jest to ,ze ewolucjoniści zasłaniaja brakiem dobrej
              > definicji życia ich zdaniem i próbują ten wątek wykorzystywać w argumentacji
              > majacej popierac abiogeneze.

              Nie wiem o których ewolucjonistach mówisz, bo ja ani nie zasłaniam się brakiem
              takiej definicji (bo takowe istnieją), ani tym bardziej nie próbuję jej
              wykorzystywać w obronie abiogenezy (to w ogóle jest osobny temat).

              > Jesli uważasz, ze wirusy to żywe organizmy, to pokaż przy okazji jak one
              > powstały, ponieważ to uzasadni sposób ich zaistnienia, a nie samo
              > stwierdzenie,że są żywe.

              Niektóre bakterie wykorzystują poziomy transfer genów do przekazania fragmentów
              DNA innym bakteriom (nie swoim potomkom). A więc DNA może wydostawać się na
              zewnątrz komórki. Pierwsze wirusy mogły być po prostu efektem błędów w tym
              mechaniźmie - gen/y kodujący białko/a pozwalające wniknąć DNA do wnętrza komórki
              zaczął się rozprzestrzeniać i sprzągł się z paroma innymi genami. W każdym
              razie nastąpiło to dopiero gdy istniały już bakterie.

              Ale według mnie wirusy same z siebie nie są żywe. Nie spełniają termodynamicznej
              definicji. A sensowna wydaje mi się dopiero połączenie definicji
              termodynamicznej z informacyjną:

              Życie to układ mający dwie cechy:
              1. (termodynamiczną) Samoczynnie zmniejsza swoją entropię, kosztem otoczenia.
              2. (informacyjna) Z upływem czasu gromadzi informację, komplikując swoją
              strukturę bez ograniczeń.

              Druga własność oznacza że tej definicji nie możemy odnosić do pojedynczego
              organizmu, a raczej do całej ewoluującej biosfery. Pojawienie się każdego
              gatunku tworzy nisze ekologiczne dla nowych gatunków, co oznacza że przy
              wystarczających zasobach złożoność biosfery może dowolnie rosnąć.
              • nowey777 Re: Definicja życia. 05.08.07, 11:51
                Gość portalu: AI napisał(a):

                > > Tematem wątku własnie jest to ,ze ewolucjoniści zasłaniaja brakiem dobrej
                > > definicji życia ich zdaniem i próbują ten wątek wykorzystywać w argumenta
                > cji
                > > majacej popierac abiogeneze.
                >
                > Nie wiem o których ewolucjonistach mówisz, bo ja ani nie zasłaniam się brakiem
                > takiej definicji.....

                Zacznijmy od tego,że ty nie jesteś ewolucjonistą tylko zaślepionym niedouczonym
                laikiem, który jest zwolennikiem Teorii Ewolucji.
                • tetlian Re: Definicja życia. 05.08.07, 14:06
                  Pytanie. Czy życie koniecznie musi być czymś biologicznym? Czy gdyby na Ziemi
                  wyginęły wszystkie biologiczne formy życia, a przetrwały tylko maszyny, zdolne
                  do replikacji oraz świadomie upgrade'ujące się, to czy można by było nazwać je
                  żywymi? Mogłyby przecież w ten sposób istnieć przez miliony lat, ewoluować i
                  rozprzestrzeniać się w kosmosie.
                  • Gość: gis Re: Definicja życia. IP: *.computerland.pl 06.08.07, 08:16
                    > Pytanie. Czy życie koniecznie musi być czymś biologicznym?

                    Tak. Ze względu na definicję biologii.
                    • tetlian Co znaczy biologiczne? 06.08.07, 18:49
                      W takim razie co sprawia, że coś jest uznawane za biologiczne? Budulec?
                      Konkretne atomy? Co takiego musi mieć w sobie mechanizm, by został uznany za
                      biologiczny?
              • Gość: ... Re: Definicja życia. IP: *.acn.waw.pl 06.08.07, 00:36
                Al, pod twoja definicje podpada z kolei zwykla baza danych - np Google ;)
                • Gość: AI Re: Definicja życia. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.07, 16:44
                  > AI, pod twoja definicje podpada z kolei zwykla baza danych - np Google ;)

                  Właściwie to mi nie przeszkadza. Można by dodać coś na temat powielania się, ale
                  póki co Google mogę uznać za specyficzną, niepowielająca się formę życia.
        • madcio Re: Definicja życia. 06.08.07, 17:34
          > No i właśnie, jesteś dobrym przykładem owej wytrychowej
          > pseudoargumentacji.
          To wszystko, co masz do powiedzenia? Tak myślałem.

          > A teraz mi powiedz w jaki sposób wirusy (skoro uważąsz ,żę
          > spełniaja kryterium definicji życia) dowodzą samoistnego
          > powstawania takich żywych układów jak np. bakterie.
          Pytałeś się o definicję życia, a nie o samoistne powstanie bakterii. Podwijasz
          ogon i uciekasz na zupełnie inny temat... :))))
    • Gość: ferrum Moja definicja życia IP: *.4.udn.pl 04.08.07, 23:25
      życie - układ, który sam broni sie przed wzrostem swojej entropii
      • nowey777 Re: Moja definicja życia 04.08.07, 23:27
        Gość portalu: ferrum napisał(a):

        > życie - układ, który sam broni sie przed wzrostem swojej entropii

        Między innymi.
      • Gość: AI Re: Moja definicja życia IP: *.chello.pl 04.08.07, 23:33
        A co to znaczy "broni się"?

        Pamięć operacyjna w komputerze jest odświeżana co kilkadziesiąt milisekund, tak
        żeby nie utracić danych. Zgodnie z Twoją definicją jest żywa?

        Albo prościej - zaburz powierzchnię wody w jakimś naczyniu (zwiększając jej
        entropię), to zobaczysz jak fale rozpraszają się na ściankach i w krótkim czasie
        przywracają powierzchni niższą entropię. Czy z tego wynika że powierzchnia jest
        żywa?
        • nowey777 Re: Moja definicja życia 04.08.07, 23:45
          Gość portalu: AI napisał(a):

          > A co to znaczy "broni się"?
          >
          > Pamięć operacyjna w komputerze jest odświeżana co kilkadziesiąt milisekund,
          tak
          > żeby nie utracić danych. Zgodnie z Twoją definicją jest żywa?

          OK-jest żywa. A jak powastała?
          • Gość: AI Re: Moja definicja życia IP: *.chello.pl 05.08.07, 00:06
            > > Pamięć operacyjna w komputerze jest odświeżana co kilkadziesiąt milisekun
            > d,
            > tak
            > > żeby nie utracić danych. Zgodnie z Twoją definicją jest żywa?
            >
            > OK-jest żywa. A jak powastała?

            Ciekawy chwyt. A powierzchnia wody już nie jest żywa? A jak powstała?
            • nowey777 Re: Moja definicja życia 05.08.07, 00:21
              Gość portalu: AI napisał(a):

              > > > Pamięć operacyjna w komputerze jest odświeżana co kilkadziesiąt mil
              > isekun
              > > d,
              > > tak
              > > > żeby nie utracić danych. Zgodnie z Twoją definicją jest żywa?
              > >
              > > OK-jest żywa. A jak powastała?
              >
              > Ciekawy chwyt. A powierzchnia wody już nie jest żywa? A jak powstała?

              A czy ja coś pisałem o wodzie?
              • Gość: AI Re: Moja definicja życia IP: *.chello.pl 05.08.07, 00:40
                > A czy ja coś pisałem o wodzie?

                Nie pisałeś, bo akurat była dla ciebie niewygodna. To akurat błąd logiczny z
                którego każdy naukowiec powinien zdawać sobie sprawę - gdy selekcjonujesz
                obserwacje pod kątem jakiejś tezy, możesz udowodnić dowolną rzecz.

                Podałem dwa układy - pamięć operacyjną i powierzchnię wody. Pierwszy został
                zaprojektowany i skonstruowany przez człowieka, drugi powstaje w wyniku
                działania bezmyślnej siły grawitacji. Oba spełniają tę samą definicję, mającą
                być jedną z cech życia. Czego to dowodzi?
                • nowey777 Re: Moja definicja życia 05.08.07, 11:49
                  Gość portalu: AI napisał(a):

                  > > A czy ja coś pisałem o wodzie?
                  >
                  > Nie pisałeś, bo akurat była dla ciebie niewygodna. ...

                  O gó..e też możesz coś pisać tylko,że wtedy będzie to śmierdzące ,a nie
                  niewygodne:)
        • Gość: ferrum Re: Moja definicja życia IP: *.4.udn.pl 04.08.07, 23:53
          miałem nadzieje ze ktos wskaże słabe punkty tej definicji, przeciez zawsze mozna
          coś poprawić

          broni sie- wykonuje pracę

          a co do tej wody to nie jest tak że "uciszają" ją brak mojego działania, tarcie
          i siła grawitacyjna...a nie ona sama z siebie?
          • Gość: AI Re: Moja definicja życia IP: *.chello.pl 05.08.07, 00:17
            > broni sie- wykonuje pracę

            No cóż. Odświeżenie pamięci operacyjnej wymaga dostarczenia energii - a więc
            praca jest wykonywana.

            > a co do tej wody to nie jest tak że "uciszają" ją brak mojego działania, tarcie
            > i siła grawitacyjna...a nie ona sama z siebie?

            Z pewnością tak jest. A więc jeśli przyjmujemy że układ musi wykonywać pracę
            żeby utrzymać stan o niskiej entropii, to powierzchnia wody tego nie spełnia.
            • Gość: ferrum Re: Moja definicja życia IP: *.4.udn.pl 05.08.07, 12:37
              > No cóż. Odświeżenie pamięci operacyjnej wymaga dostarczenia energii - a więc
              > praca jest wykonywana.

              no jesli pod te definicje podpada pamiec komputera to potrzebne są jeszcze
              jakies poprawki.

              może tak...
              życie - układ wykonujący pracę skutkującą zmniejszeniem jego entropii, powstały
              w wyniku powielenia się układu o tej samej właściwości.
              Wyjątek: pierwszy żywy układ.

        • Gość: naprawdetrzeżwy Widzieliście kiedyś komuter? IP: *.chello.pl 05.08.07, 12:15
          pamięć _jest_ odświeżana, a nie _odświeża się sama_.


          Dobierajcie lepiej przykłady...
          • Gość: ferrum Re: Widzieliście kiedyś komuter? IP: *.4.udn.pl 05.08.07, 12:38
            > pamięć _jest_ odświeżana, a nie _odświeża się sama_.

            dzieki za podpowiedź...
          • Gość: AI Re: Widzieliście kiedyś komuter? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.07, 16:40
            > pamięć _jest_ odświeżana, a nie _odświeża się sama_.

            A pamięć w mózgu człowieka, gdy próbuje sobie coś przypomnieć, jest odświeżana
            czy odświeża się sama?
    • Gość: leonard3 Zycie to kosmos IP: *.adsl.inetia.pl 05.08.07, 01:15
      Szukanie definicji zycia jest bezuzyteczne. Caly proces zachodzacy od czasu 0
      Big Bang do konca czasu to zycie. Cecha zycia Kosmosu to somokompleksacja
      materii od maxymalnej prostoty do maksymalnej mozliwej kompleksowosci i z
      powrotem do maksymalnej prostoty.
      Ta prawidlowosc dotyczy zarowno gwiazd jak i czlowieka.
      Taka byla konkluzja Platona , ktory rozumial pryncypium zycia calego kosmosu
      obserwujac nasiono gorczycy.
      Taka sama jest konkluzja filozofii nauki 21 wieku.
      • nowey777 Re: Zycie to kosmos 05.08.07, 01:27
        Gość portalu: leonard3 napisał(a):

        > Szukanie definicji zycia jest bezuzyteczne. Caly proces zachodzacy od czasu 0
        > Big Bang do konca czasu to zycie. Cecha zycia Kosmosu to somokompleksacja
        > materii od maxymalnej prostoty do maksymalnej mozliwej kompleksowosci i z
        > powrotem do maksymalnej prostoty.
        > Ta prawidlowosc dotyczy zarowno gwiazd jak i czlowieka.
        > Taka byla konkluzja Platona , ktory rozumial pryncypium zycia calego kosmosu
        > obserwujac nasiono gorczycy.
        > Taka sama jest konkluzja filozofii nauki 21 wieku.

        No tak,ale w tym nasionku był plan oparty o DNA. Czy uważasz ,ze rozwój
        wszechświata taki, jakim go widzisz przebiega według jakiegos z góry ustalonego
        planu?

        pzdr.
        • Gość: leonard3 Re: Zycie to kosmos IP: *.adsl.inetia.pl 05.08.07, 11:13
          "Plan" rozumiany jako sekwencja wydarzen okresonych w uplywajacym czasie to
          pojecie zbudowane na ludzkiej percepcji czasu kosmicznego.
          Bog jest wieczny. Co to jest wiecznosc?
          W jezyku filozofii nauki wiecznosc to czas = 0
          Jakie sa cechy czasy =0 czyli wiecznosci ?
          Jednoczasowosc - czyli wspolistnienie przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci
          Niesekwencyjnosc - czyli brak poczatku i konca oraz brak sekwencji wydarzen
          Czyli dla Boga , ktory "jest w wiecznosci" to po prostu akt Kreacji obejmujacy
          wszystkie mozliwe czasy kosmiczne przeszle i przyszle.
          Dla czlowieka ktorego percepcja czasu kosmicznego jest linearna i sekwencyjna,
          Kreacja daje zludzenie Boskiego Planu.
          Prawda jest jednak , ze KREACJA PRZEZ BOGA TO CIAGLY PROCES zachodzacy od
          poczatku do konca kosmicznego czasu.
          • nowey777 Re: Zycie to kosmos 05.08.07, 11:46
            Gość portalu: leonard3 napisał(a):

            > Prawda jest jednak , ze KREACJA PRZEZ BOGA TO CIAGLY PROCES zachodzacy od
            > poczatku do konca kosmicznego czasu.

            No ,a jak myślisz, czy Bóg przewidział efekty tego procesu, czy wszystko szło
            metodą prób i błędów? Czy Bóg już na samym początku czasu wiedział,że na ziemi
            pojawi się człowiek?

            pzdr.


            pzdr.
            • Gość: leonard3 Re: Zycie to kosmos IP: *.adsl.inetia.pl 05.08.07, 13:00
              Jest to wyzwanie dla racjonalnego umyslu odpwiedziec na twoje pytanie.
              Arogancja czlowieka jest "wczuwanie sie" w role Boga. Bo przy uzyciu
              zdroworozsadkowego myslenia opartego na ludzkim doswiadczeniu w realnym
              kosmosie "zrozumienie Boga" jest niemozliwe. Bo natura Boga to paradoxy na
              paradoxach a jednak harmonijnie wspolistniejace.
              paradox #1: Bog dziala w kosmosie nie za pomoca haosu magii ale za pomoca praw
              fizyki. Dlatego calosc kreacji jest tak logicznie piekna i uporzadkowana.Calosc
              kreacji od pierwszej sekundy do dzisiaj logicznie sie zazebia i kulminuje w
              czlowieku.
              Paradox #2. Pozorny labirynt prob i bledow , ktory tak fascynuje ewolucjonistow
              swiadzy tylko o tym, ze kreacja jest procesem fizycznym a nie magicznym.
              Wynikiem procesu magicznego bylby czlowiek bez wyrostka robaczkowego.
              Wynikiem procesu fizycznego jest czlowiek z wyrostkiem robaczkowym
              Ale wynik jest ten sam: Czlowiek
              Paradox#3. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Boga? Czy kosmos moglby
              "sam z siebie" kulminowac w czlowieku ? Odpowiedz jest: Kosmos sam z sie nie
              moglby "kulminowac w czlowieku" poniewaz KOSMOS NIE JEST ZDOLNY DO WLASNEJ
              SAMOKREACJI. Ateisci stracili na zawsze czas 0 Big Bang. Czas 0 Big Bang to
              niezdobyta reduta Teizmu.
              Ateisci nie maja ani terii ani nawet hipotezy wyjasniajacej powstanie Kosmosu w
              czasie 0.
              Paradox #4. Czy Bog "inteligentnie zaprojektowal czlowieka?" Bog niczego nie
              musial projektowac poniewaz w czasie 0 (wiecznosci) Bog (Nieskonczony Potencjal
              Nicosci czyli wszystkiego) kreuje(kreowal i bedzie kreowal) Kosmos i Czlowieka.
              Kreacja trwa i bedzie trwala do konca czasu. Jaki jest przeznaczenie ludzi w
              ciaglej kreacji? Dazenie do doskonalosci aby rozpoznac Boga i do Boga wrocic.
              Od Nieskonczonego Potencjalu Nicosci(wszystkiego) do materializacji potencjalu
              i powrotu do Nieskonczonego Potencjalu Nicosci(wszystkiego)
              projektowac.
              • nowey777 Re: Zycie to kosmos 05.08.07, 15:08
                Gość portalu: leonard3 napisał(a):
                Dziękuję za wyjaśnienie swojego stanowiska. Oczywiście jest ono badzo ogólne,
                bez żadnych szczegółów technicznych np. dotyczących boskiej ewolucji
                biologicznej wiodącej od czegoś tam do czegoś tam. Uważasz, że zastanawianie sie
                nad tymi sprawami jest aroganckie wobec Boga. Ja uważam ,że jest odwrotnie; Król
                Dawid pisał, że rozpamiętuje dzieła Boże we dnie i w nicy, i że doszedł do
                wniosku ,że jest cudownie uczyniony. Doszedł tez do wniosku,że wszystkie, dzieła
                Boże, których jest bez liku są doskonałe. Takie zastanawianie i badanie pokazuje
                nam dzisiaj ,że wyrostek robaczkowy nie jest żadnym organem szczątkowym ,tylko
                bierze udział w bardzo istotnej odpowiedzi immunologicznej, zwłaszcza u młodych
                ludzi. Tak samo (cytowany już prze zemnie) List do Rzymian pierwszy rozdział
                świadczy o tym ,że analizowanie dzieł Bożych przekonuje nas o wybitnym
                projektowaniu i geniuszu naszego Stwórcy.

                www.rumburak.friko.pl/BIBLIA/publikacje/jak_powstalo_zycie/12.php
                www.rumburak.friko.pl/BIBLIA/publikacje/jak_powstalo_zycie/10.php
                www.rumburak.friko.pl/BIBLIA/publikacje/jak_powstalo_zycie/11.php

                pzdr.

                • tetlian Re: Zycie to kosmos 05.08.07, 15:52
                  A czy Stwórca jest żywy? Czy ktoś go zaprojektował? Stwórca Stwórcy, bytujący w
                  "wyższej wieczności" niż ten nasz? Czyli to co naszego Stwórcę otacza, i co dla
                  niego jest wiecznością, jest jedynie punktem Wszechświata jego Stwórcy? I co ze
                  Stwórcą Stwórcy Stwórcy?

                  I czy w ogóle rozważania o istnieniu Stwórcy mają coś wspólnego z definicją
                  życia? Bo ja nie widzę związku. To czy DNA (lub inne struktury będące
                  odpowiednikami tego kwasu na innych planetach) powstało w wyniku bardzo
                  złożonych i bardzo rzadzkich reakcji chemicznych, czy też zostało stworzone
                  przez istotę inteligentą, nie ma żadnego znaczenia. Definicja życia będzie taka
                  sama.
                  • Gość: leonard3 Re: Zycie to kosmos IP: *.adsl.inetia.pl 05.08.07, 16:03
                    Tetlian , ludzie dziela sie na takich, co chca wiedziec co jest w butelce i na
                    takich ,co nie chca wiedziec bo nie odrozniaja denaturatu od koniaku.
                    Sa ludzie ,ktorzy chca wiedziec dlaczego zyja, skad sie wzieli i dokad ida.
                    A sa i tacy dla ktorych to wszystko rzadka reakcja chemiczna czyli denaturat.
                    Co do twoich pytan o Boga ,to ty tylko sie sie pytasz o twoje prumitywne
                    wyobrazenie o Bogu czyli o koszmar idioty. Ja NIE wierze w Boga w ktorego ty
                    NIE wierzysz.
                    Definicja zycia? Zycie to kosmos stworzony przez Boga
                  • nowey777 Czy Stwórca musiał miec stwórce? 05.08.07, 16:15
                    tetlian napisał:

                    > A czy Stwórca jest żywy? Czy ktoś go zaprojektował? Stwórca Stwórcy, bytujący w
                    > "wyższej wieczności" niż ten nasz? Czyli to co naszego Stwórcę otacza, i co dla
                    > niego jest wiecznością, jest jedynie punktem Wszechświata jego Stwórcy? I co ze
                    > Stwórcą Stwórcy Stwórcy?
                    >
                    > I czy w ogóle rozważania o istnieniu Stwórcy mają coś wspólnego z definicją
                    > życia?

                    Temat ,jak to na Forum sie wzbogaca o nowe wątki i co w tym złego?
                    A Stwórca nie musiał mieć stwórcy, ponieważ zawsze istniał. Zadaj sobie pytanie
                    : dlaczego nie jest tak, że nie ma nic, tylko raczej coś istnieje. Czy istnienie
                    tego coś, co istnieje też według materialistycznej nauki wymagało istnienia
                    stwórcy? A jeśli nie, to dlaczego Stwórca musiał mieć stwórce? Czy dalej
                    uważasz,że wszystko w porządku z wasza logiką?

                    pzdr.
                    • tetlian Re: Czy Stwórca musiał miec stwórce? 05.08.07, 16:51
                      nowey777 napisał:

                      > A Stwórca nie musiał mieć stwórcy, ponieważ zawsze istniał. Zadaj sobie pytanie
                      > : dlaczego nie jest tak, że nie ma nic, tylko raczej coś istnieje. Czy istnieni
                      > e
                      > tego coś, co istnieje też według materialistycznej nauki wymagało istnienia
                      > stwórcy? A jeśli nie, to dlaczego Stwórca musiał mieć stwórce? Czy dalej
                      > uważasz,że wszystko w porządku z wasza logiką?
                      >
                      > pzdr.

                      Ale ja nie zaprzeczyłem temu, że on istniał zawsze. Napisałem o Stwórcy Stwórcy
                      istniejącym w wyższej wieczności. Czyli nasz Stwórca istnieje wiecznie, ale a
                      cała wieczność patrząc z wyższych wymiarów jest tylko punktem. Stwórca Stwórcy
                      mógłby istnieć w lini czasowej, w której różne wieczności (z różnymi Stwórcami)
                      mógłby oglądać jako całości. Jakby Ci to zobrazować? Wyobraź sobie że potrafisz
                      ogarnąć wzrokiem nieskończoną nitkę (która symbolizuje czas jakiegoś
                      wszechświata). W tej nitce istnieje Stwórca wszechświata, którego ona się tyczy.
                      Istnieje on wiecznie. Ale wyobraź sobie teraz 10 takich nitek. Nie mają one ze
                      sobą nic wspólnego, ale wszystkie są nieskończone. Stwórca istniejący w wyższej
                      wieczności może widzieć takich nitek nieskończoną liczbę. Jego wieczność będzie
                      większa od wieczności pomniejszych Stwórców.

                      Może wydaje się o dziwne, ale wystarczy poczytać sobie trochę matematyki i o
                      liczbach kardynalnych. Dla ułatwienia wyobrażenia sobie wieczności składających
                      się z wielu wieczności polecam obejrzeć poniższy filmik:


                      www.tenthdimension.com/medialinks.php

                      PS. Ja nie twierdzę, że jest Swórca, nie twierdzę też, że go nie ma. Ja po
                      prostu tego nie wiem (jak z resztą każdy) i gdybam tylko o Stwórcach Stwórców.
                      • Gość: ... Re: Czy Stwórca musiał miec stwórce? IP: *.acn.waw.pl 06.08.07, 00:46
                        A jesli Stworca istnial wiecznie to znaczy ze nigdy nie bylo niczego, bo byl
                        Stworca. Niewazne czy byl/jest materia, energia, czy informacja - BYL. Skoro
                        byl, to nie mogl stworzyc kosmosu z nicosci bo cos juz istnialo. I wracamy do
                        punktu wyjscia - od kiedy istnial Stworca i czy w ogole kiedys istniala nicosc?
                        Jesli nicosc nigdy nie istniala, to znaczy, ze Stworcy moglo rownie dobrze nie
                        byc bo cos juz bylo.

                        Generalnie udowadnianie ze czas Big Bang = interwencja Boga, jest dosc naginane
                        i na poziomie filozofii podworkowej.

                        Zreszta temat podpada mi troche pod trollowanie, bo zaczelo sie od definicji
                        zycia, a skonczylo sie na dwoch zapalencach probujacych udowodnic istnienie
                        Boga. Jesli Bog istnieje to nie da sie udowodnic, a kazdy dowod na Boga,
                        zaprzecza jego istnieniu. Zrozumcie to wreszcie aroganci jedni i idzcie spac.
                        • Gość: leonard3 Czy Stwórca musiał miec stwórce?pyta idiota IP: 83.238.147.* 06.08.07, 01:06

                          Pozostan przy istniejacych faktach nauki:
                          a)Big Bang to etap ewolucji kosmosu
                          b)Przed Big Bang nie bylo czasu
                          c) przed Big Bang nie bylo przestrzeni
                          d)przed Big Bang nie bylo materii
                          e)przed Big Bang nie bylo praw Fizyki
                          Ze wzgledu na twoje prymitywne myslenie uzywam nieuprawnionego
                          sformulowania "przed Big Bang" prawda jest bowiem taka ze "przed Big
                          Bang" nie istnialo
                          Ateisci nie maja i nigdy nie beda mieli ateistycznej hipotezy ani teorii
                          dotyczacej czasu 0 Big Bang.
                          Czas 0 Big Bang to niezdobyta forteca Teistow.
                          Dlatego Ateisci musza wlozyc morde w kubel i pokornie prosic Teistow o
                          wyjasnienie stworzenia kosmosu.
                          Jaki jest sens pieprzenia o definicji zycia? Jesli Bog stworzyl Kosmos
                          to jedyna odpowiedz jest "Zycie to dar Boga"
                          • ellipsis Nie ma głupich pytań - 06.08.07, 08:40
                            - są tylko głupie odpowiedzi. A kto udziela tak głupich odpowiedzi, jak post, na
                            który odpowiadam? Każdy wie.

                            Gość portalu: leonard3 napisał(a):
                            > Pozostan przy istniejacych faktach nauki:
                            > (...)
                            Po pierwsze, Big Bang nie jest faktem, jest to tylko najlepsza -jak dotąd -
                            hipoteza wyjaśniająca początek Wszechświata. Istnieje jednak także np. teoria
                            pulsującego Wszechświata, w której czas istniał przed najnowszym Big Bangiem.
                            Ale to też tylko hipoteza...
                            > Ateisci nie maja i nigdy nie beda mieli ateistycznej hipotezy ani teorii
                            > dotyczacej czasu 0 Big Bang.
                            > Czas 0 Big Bang to niezdobyta forteca Teistow.
                            A jaką teorię mają teiści? Co to znaczy ,,Bóg stworzył Kosmos"? Akt tworzenia
                            wymaga przecież czasu i materii, inaczej to stwierdzenie nie różni się niczym od
                            stwierdzenia ,,Kosmos powstał sam z siebie, z niczego" (jedno i drugie
                            stwierdzenie oznaczają niewytłumaczalne nagłe przejście od stanu ,,nic" do stanu
                            ,,coś"). Jeżeli przyjmujemy teorię Big Bangu, to przed Big Bangiem - pozostając
                            przy sformułowaniu leonard3 - nie istniało nic, w szczególności zatem nie
                            istniał Bóg... Poza tym stwierdzenie ,,Życie to dar Boga" oznacza, że życie
                            istniało wcześniej - nie można dać czegoś, czego nie było wcześniej... I wracamy
                            do pytania ,,Co takiego dał Bóg?", czyli do wyśmiewanego przez leonard3 pytania
                            o definicję życia...
                            • Gość: leonard3 Re: Nie ma głupich pytań sa tylko glupi pytajacy IP: *.adsl.inetia.pl 06.08.07, 09:50
                              1)Big Bang jest udokumentowany setkami obserwacji kosmologicznych i ateista
                              swoje myslenie musi oprzec na najlepiej udokumentownej teorii jezeli chce byc
                              brany powaznie. W innym wypadku jego "ateistyczna wiara" staje sie irracjonalna
                              bajka.
                              2) Akt stworzenia nie wymaga czasu i materii. I mozna go opisac RACJONALNIE
                              jezykiem filozofii nauki. Uczynilem to juz wielokrotnie na tym forum miedzy
                              innymi w temacie "Teoria Wszystkiego odpowiada na wszystkie pytania"
                              3) Dopoki nie zrozumiesz roznice pomiedzy "Nic" i "Nicosc" nie
                              masz szansy , zeby zrozumiec "Nieskonczony Potencjal Nicosci" czyli Boga.
                              4) Jezeli Bog kreowal Kosmos to oczywiscte jest z definicji, ze kreowal zycie.
                              Dalszy spor jest bezprzedmiotowy.
                              • ellipsis i odpowiadający... 06.08.07, 14:48
                                Gość portalu: leonard3 napisał(a):
                                > 1)Big Bang jest udokumentowany setkami obserwacji kosmologicznych
                                Cóż... Jak dotąd to nadal tylko teoria, której efekty pod wieloma względami
                                pokrywają się z obserwacjami. Nie oznacza to, że jest prawdziwa - kiedyś obalono
                                teorię Ptolemejska, potem kopernikańską...
                                > ateista
                                > swoje myslenie musi oprzec na najlepiej udokumentownej teorii jezeli chce byc
                                > brany powaznie.
                                A wierzący może oprzeć się na czym chce? Naprawdę tak uważasz? Hm...
                                > 2) Akt stworzenia nie wymaga czasu i materii. I mozna go opisac RACJONALNIE
                                > jezykiem filozofii nauki. Uczynilem to juz wielokrotnie na tym forum miedzy
                                > innymi w temacie "Teoria Wszystkiego odpowiada na wszystkie pytania"
                                Przeczytałem. Dziwactwa tam wypisujesz (to opinia także wielu Twoich
                                dyskutantów w tamtym wątku) i nie odpowiadasz na racjonalne zarzuty. Zapewne
                                dlatego nie podałeś linku:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=66035908&v=2&s=0
                                Poza tym nie widzę związku kwestii Big Bang z problemem definicji życia...
                                > 3) Dopoki nie zrozumiesz roznice pomiedzy "Nic" i "Nicosc" nie
                                > masz szansy , zeby zrozumiec "Nieskonczony Potencjal Nicosci" czyli Boga.
                                Przeczytałem Twoją definicję nicości (z powyższej strony):
                                >> a) Nicosc to (...)
                                >> b) Nicosc to (...)
                                >> c) Nicosc to (...)
                                >> d) Nicosc (...)
                                >> e) Nicosc to (...)
                                Można to wszystko opisać tylko jednym słowem: bełkot. (europitek napisał kilka
                                postów z nieco bardziej oględnymi określeniami...). Zresztą nazwanie Boga
                                ,,nieskończonym potencjałem nicości" oznacza chyba, że jest po prostu prawem
                                przyrody - czy się mylę?
                                > 4) Jezeli Bog kreowal Kosmos to oczywiscte jest z definicji, ze kreowal zycie.
                                Ale pytanie brzmi: Co to znaczy, że kreował życie? Dla każdego człowieka jest
                                oczywiste (chyba?), że nie wszystko, co stworzył Bóg, jest żywe. Dlatego
                                naturalne jest pytanie: Co odróżnia materię żywą od nieożywionej? I to jest
                                właśnie przedmiotem tego wątku.
                                • Gość: leonard3 Re: i odpowiadający ... IP: 83.238.147.* 06.08.07, 17:24
                                  Kolego elipsis,
                                  Nie moge kolegi traktowac jako dyskutanta, bo co to za dyskusja ,
                                  w ktorej kolega nie podnosi ani jednego merytorycznego zarzutu?
                                  Jak debil czegos NIE ROZUMIE to zawsze bedzie to dla niego belkot.
                                  Smutnym faktem tego forum jest duzy udzial ludzi niewyksztalconych i
                                  malo inteligentnych. Ja uproscilem moj wywod jak moglem, aby byl
                                  zrozumialy dla przecietnego cwiercinteligenta Gazety Wyborczej ale
                                  ponizej bariery dostepnej dla Ciebie lub Europiteka zejsc nie moglem.
                                  Moj wywod filozofii naukowej dotyczy przeciez najtrudnieszych
                                  nierozwiazanych problemow nauki i filozofii.

                                  • tetlian Re: i odpowiadający ... 06.08.07, 19:05
                                    Drogi Leonardzie. Widzę, że komplenie nie zrozumiałeś mojego postu, ponieważ
                                    piszesz tak jakbyś go w ogóle nie przeczytał.

                                    Czy potrafisz sobie w ogóle wyobrazić prostopadłą linię czasową do innych lini
                                    czasowych? Wtedy byś zrozumiał, że może istnieć większa wieczność od jednej
                                    wieczności.

                                    Do tego wychodzisz z dziwnego założenia, że niewierzący nie mają prawa
                                    zastanawiać się nad Wszechświatem. A to niby dlaczego? To właśnie tu niewierzący
                                    są lepsi od wierzących. Dlatego, że niewierzący potrafi przyznać się do tego, iż
                                    nie wie jaka jest prawda. Dlaczego zatem niewierzący nie mógłby sobie gdybać i
                                    rozważać różne możliwe wersje? Co mu w tym przeszkadza?

                                    Wierzący natomiast także nie wie jaka jest prawda. Ale on w przeciwieństwie do
                                    niewierzącego, wymyślił sobie jakąś odpowiedź (lub przyjął od kogoś innego) i
                                    ślepo w nią wierzy nie mając żadnych dowodów. Zatem czyje podejście jest lepsze?
                                    • Gość: leonard3 Re: i odpowiadający ... IP: 83.238.147.* 06.08.07, 19:48
                                      Tetian, kazdy moze traktowac ta dyskusje jak chce. Jezeli lubisz
                                      sobie pofantazjowac - prosze bardzo.
                                      Ja akurat tu i w tym temacie nie chce fantazjowac. Chcialem
                                      poprostu przekazac kolegom malo uprawiana filozofie nauki.
                                      Czyli racjonalne myslenie abstrakcyjne scisle oparte na naukowej
                                      wiedzy dajace odpowiedzi na pytania na ktore nie moze odpowiedziec
                                      ani teologia ani nauka. Nie reklamuje ani konkretnej religii ani
                                      wybranego swiatopogladu
                                      • tetlian Re: i odpowiadający ... 06.08.07, 20:01
                                        Sęk w tym, że gdy ktoś zaczyna pisać o Stwórcy, to dla mnie to już jest fantazją
                                        (bo nikt nie wie czy takowy istnieje). Dlatego wtedy próbuję pociągnąć te
                                        fantazje dalej, by wykazać, że upieranie się przy jednej wybranej fantazji nie
                                        ma sensu. W końcu jest nieskończona liczba możliwości i nikt nie wie, która jest
                                        prawdziwa.
                                        • Gość: leonard3 Re: i odpowiadający ... IP: 83.238.147.* 06.08.07, 20:27
                                          Tetian, to , ze ty cos uwazasz za fantazje nie oznacza , ze jest to
                                          fantazja. Najczesciej taka konkluzja jest to wynikiem niezrozumienia
                                          lub glupoty(bez obrazy). Dosc obszerny wywod filozofii nauki
                                          dotyczacy koncepcji Boga zawarlem w temacie "Teoria wszystkiego
                                          odpowiada na wszystkie pytania". Jezeli bedziesz mial MERYTORYCZNE
                                          uwagi to chetnie z toba podyskutuje.
                                          • tetlian Re: i odpowiadający ... 06.08.07, 20:52
                                            Leonardzie, zgodzisz się przecież, że istnienia Boga (czymkolwiek miałby być)
                                            nie da się udowodnić. Można jedynie wierzyć. A zatem jest to jedynie fantazja
                                            jedna z wielu. Przecież równie dobrze może to wyglądać tak:

                                            - Wszechmogący, wieczny i jedyny Bóg, twórca wszystkiego.
                                            - Bóg władający Wszechświatem, żyjący w wyższym Wszechświecie, w społeczności
                                            bogów, z których każdy ma swój Wszechświat. A ci bogowie mają z kolei swego boga.
                                            - Wszechświat istniejący sam z siebie zapoczątkowany Wielkim Wybuchem.
                                            - Wszechświat istniejący w cyklu Wielkich Wybuchów i Wielkich Zapaści.
                                            - Wszechświat będący elektronem atomu większego wszechświata. A z kolei nasze
                                            cząstki elementarne będące mniejszymi wszechświatami. I tak w nieskończoność.
                                            - Latający Potwór Spaghetti, twórca wszystkiego (małoprowdopodobne, ale jednak
                                            nie niemożliwe).
                                            - Wszechświat będący symulacją w czymś w rodzaju komputera.
                                            - Wszechświat, w którym Ty jesteś Bogiem i on istnieje jedynie dla Ciebie, bo
                                            istnieje jedynie Twój wieczny umysł. Reszta co Cię otacza to tylko wytwór Twej
                                            wyobraźni.

                                            No starczy. Mógłbym tak wyliczać i wyliczać. Ale jak widzisz, upieranie się przy
                                            jednej wymyślonej odpowiedzi nie ma sensu, ponieważ każda jest możliwa. Niestety
                                            nie mamy jeszcze możliwości (i pewnie w ogóle nie będziemy mieli) by sprawdzić,
                                            która.
                                            • Gość: leonard3 Re: i odpowiadający ... IP: 83.238.147.* 06.08.07, 22:18
                                              Tetian,no a jednak nie wiesz czym jest myslenie racjonalne filozofii
                                              nauki.
                                              Sekwencja myslenia musi brac poczatek w realnym kosmosie i
                                              uwzgledniac wszystkie istniejace fakty naukowe.
                                              Kierunek wywodu musi byc retrograde, od wspolczesnosci do poczatku.
                                              Zadna z twoich fantazji nie spelnia ani jednego warunku myslenia
                                              racjonalnego.
                                              Oto Teistyczna ewolucja Kosmosu:
                                              Nieskonczony Potencjal Nicosci (Bog).....Antygrawitacja/Grawitacja
                                              w stanie rownowagi.......Czynnik Sprawczy(Slowo)....
                                              ...Antygrawitacja/Grawitacji w stanie nierownowagi czyli Osobliwosc
                                              Pierwotna Big Bang = WIminiP i przestrzen i czas = neutrony =
                                              = Gwiazdy i Galaktyki = pierwiastki = planeta ziemia = organiczne
                                              zwiazki chemiczne = jednokomorkowce = wielokomorkowce = czlowiek
                                              • tetlian Re: i odpowiadający ... 06.08.07, 22:33
                                                Gość portalu: leonard3 napisał(a):

                                                > Tetian,no a jednak nie wiesz czym jest myslenie racjonalne filozofii
                                                > nauki.
                                                > Sekwencja myslenia musi brac poczatek w realnym kosmosie i
                                                > uwzgledniac wszystkie istniejace fakty naukowe.

                                                Ale żadna religia przecież ich nie spełnia. Religia i nauka to dwie różne sprawy.

                                                > Kierunek wywodu musi byc retrograde, od wspolczesnosci do poczatku.
                                                > Zadna z twoich fantazji nie spelnia ani jednego warunku myslenia
                                                > racjonalnego.

                                                A może na jednym z tych wymienionych przeze mnie przykładów wyjaśniłbyś, jeśli
                                                możesz, dlaczego? Bo ja nie widzę różnicy między nimi, a innymi teistycznymi
                                                teoriami.

                                                > Oto Teistyczna ewolucja Kosmosu:
                                                > Nieskonczony Potencjal Nicosci (Bog).....Antygrawitacja/Grawitacja
                                                > w stanie rownowagi.......Czynnik Sprawczy(Slowo)....
                                                > ...Antygrawitacja/Grawitacji w stanie nierownowagi czyli Osobliwosc
                                                > Pierwotna Big Bang = WIminiP i przestrzen i czas = neutrony =
                                                > = Gwiazdy i Galaktyki = pierwiastki = planeta ziemia = organiczne
                                                > zwiazki chemiczne = jednokomorkowce = wielokomorkowce = czlowiek

                                                I to jest racjonalne? Wyjaśnisz dokładniej? Bo niezbyt zrozumiałem o co chodzi w
                                                tych skrótach myślowych. Tymbardziej, że wstawiłeś znaki równości między
                                                rzeczami nieporównywalnymi.

                                                Pzdr.
                                                • Gość: leonard3 Re: i odpowiadający ... IP: 83.238.147.* 06.08.07, 23:51
                                                  Teistyczna ewolucja kosmosu jest calkowicie racjonalna.
                                                  Wielokropki odmosza sie do wydarzen czasu 0.
                                                  Znakami rownosci oddzielone sa kluczowe etapy w sekwencji ewolucji
                                                  kosmosu w czasie kosmicznym.
                                                  Obszerniejsze wytlumaczenie tego wywodu znajdziesz w tematach
                                                  kosmologicznych , ktore inicjowalem na tym forum w ciagu roku 2007.
                                                  • tetlian Re: i odpowiadający ... 07.08.07, 18:12
                                                    To może przeanalizuje Twoją wypowiedź.

                                                    > Oto Teistyczna ewolucja Kosmosu:
                                                    > Nieskonczony Potencjal Nicosci (Bog).....

                                                    Hmmmm Nieskończoność razy nic, to jest dalej nic. Dziwnego pojęcia używasz,
                                                    które w zasadzie nic nie mówi.

                                                    > Antygrawitacja/Grawitacja
                                                    > w stanie rownowagi.......Czynnik Sprawczy(Slowo)....

                                                    Jak to słowo? Nie rozumiem. Jak mogło być wypowiedziane słowo bez istnienia
                                                    czasu. No chyba, że zostało wypowiedziane zaraz po Big Bang. Ale w jaki sposób?
                                                    I dlaczego akurat tak ludzka czynność miała mieć tam miejsce? Trochę to śmieszne.

                                                    > ...Antygrawitacja/Grawitacji w stanie nierownowagi czyli Osobliwosc
                                                    > Pierwotna Big Bang = WIminiP i przestrzen i czas = neutrony =
                                                    > = Gwiazdy i Galaktyki = pierwiastki = planeta ziemia = organiczne
                                                    > zwiazki chemiczne = jednokomorkowce = wielokomorkowce = czlowiek

                                                    Do tego nie będę się czepiał, bo jako tako jest logiczne (po tym jak napisałeś,
                                                    że znak równości nie oznacza znaku równości).

                                                    Ale nawiążę do jednej z wcześniejszych Twych wypowiedzi. Pisałeś, że czas 0, to
                                                    wieczność. Powiedz to matematykowi, a wyśmieje Cię. Jeśli czas ma swój początek,
                                                    to wykres będzie linią zaczynającą się od pewnego punktu 0. I nie będzie
                                                    możliwości cofnięcia się dalej niż czas 0, bo to granica czasu. Natomiast
                                                    wieczność wyglądałaby tak, że nie byłoby czasu 0. Linia czasu biegłaby w
                                                    przeszłość w nieskończoność. Mógłbyś się cofać i cofać i nie dotarłbyś do
                                                    początku. To chyba logiczne, no nie?
                                  • ellipsis Re: i odpowiadający ... 06.08.07, 23:46
                                    Primo, nie jestem Pańskim kolegą. Dla Pana to raczej za wysokie progi.
                                    Secundo, tekst o sobie (że Pan czegoś-tam nie rozumie) mógł Pan sobie
                                    podarować, nie interesuje mnie też reklama Pańskiej ćwierćinteligencji. Dodam,
                                    że nie tylko dla Pana (jak Pan to błyskotliwie stwierdził w swoim poście), ale
                                    także dla mnie i - jak mniemam - dla tetliana i europiteka Pańska definicja
                                    nicości z podanego przez mnie linku to bełkot...
                                    Tertio, Pańskie mitomaństwo jest porażające... Tylu naukowców na całym świecie
                                    męczy się nad czymś, co Pan swoim wszechrozumem już dawno temu ogarnął. Doprawdy
                                    współczuję Panu, że Pańskich wywodów niedebile zrozumieć nie potrafią...
                                    I jeszcze a propos braku merytorycznych zarzutów. Powtórzę je dla Pana - może
                                    tym razem Pan zrozumie moje słowa i odpowiedzieć raczy...
                                    1. Czy Big Bang został już _udowodniony_, czy też nadal jest to tylko
                                    _najlepsza_teoria_ z istniejących?
                                    2. Powtarzając za europitekiem: jeżeli w zdefiniowanej przez Pana ,,nicości"
                                    istniała grawitacja/antygrawitacja, to to chyba była tylko pozorna nicość - prawda?
                                    3. Powtarzając: Jeżeli powyższa nicość znajdowała się w stanie idealnej
                                    równowagi, to nie mogła sama przez się zacząć ewoluować - prawda?
                                    4. Powtarzając: Czy Słowo jest elementem nicości?
                                    I najważniejsze pytania:
                                    5. Czy tematem tego wątku jest Big Bang, czy definicja życia?
                                    6. Czy podał Pan chociaż w jednym swoim poście definicję życia?
                                    7. Czy cały czas wypowiada się Pan nie na temat?
                                    Mam nadzieję, że udzielenie odpowiedzi na powyższe proste pytania nie leży poza
                                    zakresem Pana intelektu. Proszę przy tym o odpowiedzi tak/nie, aby łatwiej było
                                    mi wykazać Pańską ,,inteligencję"...
      • Gość: smutas Re: Zycie to kosmos IP: *.dsl.bell.ca 05.08.07, 21:12
        Gość portalu: leonard3 napisał(a):

        > Szukanie definicji zycia jest bezuzyteczne. Caly proces zachodzacy od czasu 0
        > Big Bang do konca czasu to zycie. Cecha zycia Kosmosu to somokompleksacja
        > materii od maxymalnej prostoty do maksymalnej mozliwej kompleksowosci i z
        > powrotem do maksymalnej prostoty.
        > Ta prawidlowosc dotyczy zarowno gwiazd jak i czlowieka.

        Dostrzegam tu pewien blad, a mianowicie, ze materia "sama z siebie" sie
        komplikuje. To co obserwujemy tu na Ziemi i w Kosmosie to raczej cos
        przeciwnego. Namieszanie wszyskich skladnikow chemicznych i/oraz utrzymanie ich
        w odpowiednich dla zycia biologicznego warunkach, spowoduje co najwyzej
        wyprodukowanie smierdzacej masy nie nadajacej sie nawet na pozywienie dla
        robali. Moge to porownac rowniez do spontanicznego mieszania kolorowych farb -
        efekt bura szarosc. Ale te same farby w rekach malarza moga byc podstawa czegos
        pieknego. Czyli po mojemu Kosmos != Zycie, do tego by powstalo zycie potrzebny
        byl 'plan'.
        S.
        != nierowne
        • Gość: leonard3 Re: Zycie to kosmos IP: *.adsl.inetia.pl 05.08.07, 22:08
          Kolego smutas, zgadzam sie z kolega. Mamy identyczne poglady ale uzywamy innych
          slow. Nie chce uzywac slowa "plan" Bozy ze wzgledu ,ze "wiecznosc"(czyli czas
          Boga) to wspolistnienie czasu przeszlego,terazniejszego i przyszlego.
          Proponowalbym zastapienie "kreacja wedlug Boskiego planu" bardziej precyzyjnym
          okresleniem "obecnosc Boga w ciaglej kreacji"
          • Gość: gość Re: Zycie to kosmos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.07, 22:19
            Moim zdaniem obaj panowie smutas i leonard3 jesteście najbliżej prawdy.
    • Gość: HaeS Re: Definicja życia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.07, 12:03
      Definiując życie, popadamy w pewien semantyczny zamęt, podobny nieco do tego, kiedy definiujemy np. pojęcie prawdy. Na ogół intuicyjnie wiemy, co to znaczy, że coś jest żywe i nie zastanawiamy się nad tym. Problemy pojawiaja sie gdy mamy okreslic stan istoty wykazujacej jedynie pewne przejawy potocznej definicji zycia (np. wirusy) badz tez z naszej wiedzy wyabstrahowac jedna, dosc scisla definicje zycia.

      Szukamy wtedy w istotach, ktore powszechnie uwazamy za zywe, wspolnego mianownika. Metabolizm? Samoreplikacja? Posiadanie RNA/DNA? Cos jeszcze innego? Wybieramy wspolny mianownik i okazuje sie, ze jedne organizmy sa potocznie uznawane za zywe pasuja do tej definicji, inne nie, a czasem okazuje sie, ze pod te definicje wchodzi cos zupelnie nieoczekiwanego, np. wodospad badz wirus komputerowy.

      Po co komu definicja zycia? Wszak wszystkie istoty, od bakterii po czlowieka, sa niewatpliwie istotami zywymi. I to wiemy ponad wszelka watpliwosc, bez definicji, badan za miliony dolarow ani dysput na szczycie. Wirusy? No coz, dla jednych naukowcow beda istotami zywymi, dla innych nie.

      ----------------------------
      Trosze inny blog - recenzje, refleksje, felietony
      Zapraszam na haes.wordpress.com
    • Gość: naprawdetrzeźwy To dobre. Normalny wie, co to życie. IP: *.chello.pl 05.08.07, 12:12
      (mucha - życie, muchozol - nie, słoń - życie, słońce - nie, góral -zycie, góra - nie, owsik - życie (rzycie też ;-)) itd.)

      Więc stworzyłeś prosty test na normalność.
      Kto wie, co to życie, jest wporzo.
      Kto pyta o definicję, ten nie jest.


      To o co pytałeś?
      :-)))
    • Gość: kalaior Re: Definicja życia. IP: *.pl 05.08.07, 12:20
      niezmienne dążenie do homeostazyrównowagi
      • dioskorides Re: Definicja życia. 05.08.07, 13:05
        Obiekt żywy to taki który potrafi wbudowywać substraty z zewnątrz w swoje struktury i ma zdolność rozmnażania
    • the.gypsy Re: Definicja życia. 05.08.07, 13:08
      nieistnieje i niezdefiniujemy tego pojecia.
      • nowey777 Re: Definicja życia. 05.08.07, 13:23
        the.gypsy napisał:

        > nieistnieje i niezdefiniujemy tego pojecia.

        A potrafisz zdefiniować np.maszynkę do mięsa,czy małżowine uszną?
        • chirurg_szczekowy Próba zadefiniowania życia. 05.08.07, 15:30
          życie - samopowielająca się informacja (przepis, algorytm).

          • Gość: Arnika Re: Próba zadefiniowania życia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.07, 17:01
            Dochodze do wniosku, ze zycie = rozwoj albo zycie = rosniecie. Sama wlasnie
            szukam definicji zycia
            • Gość: gość Re: Próba zadefiniowania życia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.07, 20:33
              Jeżeli wydaje Wam się, że będziecie w stanie stworzyć pełną i niepodważalną
              definicję życia, to megalomania Waszych umysłów sięgnęła zenitu. Próbować
              oczywiście można, trzeba nawet ale na pewno nie przy pomocy tak agresywnej
              argumentacji jaką stosują niektórzy z Was. Przecież żaden z Was nie myśli chyba
              poważnie, że jest tym, któremu taką definicję stworzyć się uda. Taki się nie
              narodził i nie narodzi. Więc próbujcie ale bez takiego zadęcia i
              zacietrzewienia, bo słowa Wasze i życie Wasze przeminie i ślad po nich nawet
              nie zostanie, a definicji życia i tak nie stworzycie. Lepiej więc bawić się
              szukając odpowiedzi, bez wiary jednak w to że naprawdę można ją znaleźć. Tutaj
              clue leży w samym szukaniu, a nie w znalezieniu. Tak mi się wydaje...
              • Gość: Gekon Re: Próba zadefiniowania życia. IP: *.telkonet.pl 06.08.07, 11:13
                Pierwsza mądra wypowiedź w tym wątku. W naszej rzeczywistości granice są
                rozmyte, wobec czego definicje również. Dochodzi jeszcze nieprecyzyjny język,
                którym się posługujemy.
                • europitek Re: Próba zadefiniowania życia. 06.08.07, 19:34
                  Wobec tego zapytam: czy mogą istnieć <pojęcia> niedefiniowalne?
          • adam_wolny Re: Próba zadefiniowania życia. 05.08.07, 21:36
            chirurg_szczekowy napisał:

            > życie - samopowielająca się informacja (przepis, algorytm).
            >
            twoja definicja wydaje mi sie najtrafniejsza, bo przeciez DNA to nic innego jak
            zakodowana informacja, a tak wogóle fajny temat, ktoś na forum rzucił...
            • Gość: ... Re: Próba zadefiniowania życia. IP: *.acn.waw.pl 06.08.07, 00:55
              I wirus komputerowy, i kserokopiarka...
              • chirurg_szczekowy Re: Próba zadefiniowania życia. 06.08.07, 08:19
                Gość portalu: ... napisał(a):

                > I wirus komputerowy, i kserokopiarka...

                Jak wg Ciebie kserokopiarka miałaby się samopowielić!!! Nie wyobrażam sobie!
            • europitek Re: Próba zadefiniowania życia. 06.08.07, 19:54
              Cytat:
              > bo przeciez DNA to nic innego jak zakodowana informacja

              No, o tym to można podyskutować. Ja mam wątpliwości, czy taka przenośnia jest uprawniona poza granicami języka potocznego (i jego znaczeń nadawanych pojęciom). To że biolodzy tak twierdzą, to słaby argument "na rzecz", gdyż nie wydaje mi się by byli fachowcami od <informacji>.
    • Gość: B9 moja definicja IP: *.chello.pl 05.08.07, 20:53
      samoreplikujaca sie encja, ktora do procesu replikacji wymaga jedynie:
      1) odpowiednich elementarnych warunkow swiata nieozywionego (sklad chemiczny,
      prad etc.)
      2) wiekszej ilosci takich samych jak ona osobnikow (organizmy wyzszego rzedu)

      ps. wirus komputerowy nie podpada pod ta definicje, poniewaz w celu jego
      replikacji musi zostac zapewnione odpowiednie nieelementarne srodowisko w
      postaci systemu operacyjnego, ktory nie jest wlasciwoscia swiata nieozywionego,
      ale zespolem ustalonych schematow zachowania, wirus komputerowy jest jedynie
      zbiorem wywolan odpowiednich czesci systemu operacyjnego, a nie jednostka
      absorbujaca elementarne czesci systemu (np. prad)
      • Gość: B9 polemika z samym soba IP: *.chello.pl 05.08.07, 21:09
        moja definicje moga zlamac zbudowane przez czlowieka roboty, ktore beda w stanie
        samodzielnie budowac swoje wierne kopie, pod jednym wszakze warunkiem:
        roboty te po stworzeniu zostana wyposazone jedynie w zmysly oraz jakis losowy
        mechanizm generacji ich poczynan oraz zmiany kodu maszynowego za pomoca ktorego
        dzialaja i:
        jesli w skutek losowych mechanizmow ktorys z tych robotow autonomicznie, bez
        czlowieka ingerujacego w jego kod maszynowy), zacznie szukac w otaczajacym
        srodowisku elementarnych jego czesci i skladac z nich swoje kopie (wlasciwie
        wystarczy inne dzialajace roboty), to jestem gotow uznac cos takiego za zycie
        ale wtedy to naprawde bedzie zycie...
        • chirurg_szczekowy Re: polemika z samym soba 05.08.07, 21:43
          Po zastanowieniu wydaje mi się, że Twoja definicja jest tautologią, gdyż użyłeś
          pojęcia "elementarnych warunkow swiata NIEOŻYWIONEGO ", które przecież samo w
          sobie wychodzi z definicji życia. To tak jakbyś chciał zadefiniować np. rower,
          jako pojazd, który nie spełnia warunków dla NIE-ROWERÓW.
          • Gość: B9 Re: polemika z samym soba IP: *.chello.pl 05.08.07, 21:47
            masz racje - wykreslamy slowo nieozywiony
      • chirurg_szczekowy Re: moja definicja 05.08.07, 21:15
        Wadą Twojej definicji jest to, że jest bardzo skomplikowana. Zaproponowałem
        prostszą...
        Pozdr
        • Gość: B9 Re: moja definicja IP: *.chello.pl 05.08.07, 21:46
          zgadza sie z dwoma zastrzezeniami:
          1) zalozenia sa tu bardzo wazne, bo daja tame wszelkim kontrprzykladom
          2) informacyjna rola zycia (informacja jest z zalozenia przeznaczona dla
          jakiegos odbiorcy, jej funkcja jest poinformowanie, przekazanie danych jako
          takich) - i tutaj sie nie zgadzam, mechanizmem bezwiednie wykonywanym przez
          zycie (nie jego celem) jest samoreplikacja, a ze DNA jest jakas forma
          uporzadkowanych molekul, nie oznacza jego informacyjnego charakteru
          tutaj rowniez nie zgadzam sie z autorem postu ponizej, ze zycie ma jakis cel: po
          prostu samoreplikujace sie encje przetrwaly, bo... sie replikowaly. i tyle - nie
          widze tu zadnego celu
          • chirurg_szczekowy Re: moja definicja 05.08.07, 22:09
            Moja definicja nie zakłada celowości życia. Informacja (przepis) przeznaczona
            jest dla samego organimu! To przepis, który mówi jak się powielić.

            Co do drugiej kwesti to DNA jest niczym innym jak kodem (mówimy nawet o kodzie
            genetycznym). Kod to informacja. Jaką inną rolę jak nie informacyjną może
            pełnić wg Ciebie DNA?
            Zobacz w Wikipedii:
            pl.wikipedia.org/wiki/Kwas_deoksyrybonukleinowy
            • Gość: B9 Re: moja definicja IP: *.chello.pl 05.08.07, 22:32
              Jaka inna role moze pelnic DNA ? Nie musi pelnic zadnej roli, moze byc tylko
              czyms co jest replikowane.
              Wezmy na przyklad Twoja reke, ma ona 5 palcow, a nie 6. To, ze palcow jest 5,
              jest informacja. Ale czy Twoja reka pelni role informacyjna ?
              • chirurg_szczekowy Re: moja definicja 06.08.07, 09:10
                Ręka pełni rolę chwytną!
                DNA pełni rolę informacyjną (zawiera informację o budowie m.in. białek),
                myślałem, że to powszechnie wiadome od początku lat 70 ubiegłego wieku...
                • europitek Re: moja definicja 06.08.07, 20:24
                  Przepraszam, że się wtrącę.
                  Cytat:
                  > DNA pełni rolę informacyjną (zawiera informację o budowie m.in. białek),
                  > myślałem, że to powszechnie wiadome od początku lat 70 ubiegłego wieku...
                  Pytanie jest takie: kto to (powszechnie) ustalił i na jakich zasadach?
                  Równie dobrze fizycy lub informatycy mogliby ustalić, <wirus komputerowy> jest <organizmem żywym>, bo tak im pasuje. Przenośnie i paralele, to często zawodny środek do importowania pojęć z innych dziedzin wiedzy. DNA wcale nie musi zawierać informacji, o której istnienie je podejrzewasz, natomiast bez wątpienia zawiera informację w sensie fizycznym, jak wszystkie obiekty rzeczywiste, których informacja jest cechą strukturalną. W tym sensie DNA zawiera informację o samym sobie jako obiekcie materialnym, ale nie o jakimś "przepisie" na cokolwiek. Żeby mówić o "przepisie" musisz mieć interpreter zdolny do zmiany własnych stanów fizykalnych pod wpływem interakcji z DNA.
                  • Gość: B9 Re: moja definicja IP: *.chello.pl 07.08.07, 01:26
                    uff, dzieki
                    wlasnie to chcialem napisac, tylko nie wiedzialem jak to zwerbalizowac :)
                  • chirurg_szczekowy Re: moja definicja 07.08.07, 08:35
                    europitek napisał:
                    Żeby mówić o "przepisie" musisz mieć interpreter zdolny do zmiany
                    > własnych stanów fizykalnych pod wpływem interakcji z DNA.

                    ??? W tym miejscu obu Panów nie rozumiem ??? To oczywiste, że tami
                    interpreterem są rybosomy!!! Rzecz jasna najpierw zachodzi
                    translacja, a potem transkrypcja! Gdzie Wy tu widzicie problem?
                    • europitek Re: moja definicja 08.08.07, 17:50
                      No właśnie. Informacja, którą można by nazwać "przepisem" powstaje w rybosomach pod wpływem interakcji z łańcuchem DNA. Informacja-"przepis" jest zawarta w stanie fizykalnym rybosomów, a nie w DNA, które samo nie rozpoznaje swojego stanu w interesującym nas kontekście.
      • adam_wolny Re: moja definicja 05.08.07, 21:37
        ta definicja wymaga zadefiniowania wielu pojęć, np. "elementarnych warunkow
        swiata nieozywionego"
        • Gość: B9 Re: moja definicja IP: *.chello.pl 05.08.07, 21:53
          przepraszam za slowo nieozywiony - jak slusznie zauwazyl chirurg zdanie z nim
          jest tautologia, wiec "nieozywiony" wykreslamy
          natomiast elementarne warunki swiata, jak juz napisalem to np.
          - jego sklad chemiczny w danym miejscu, np. obecnosc H2O, mineralow
          - przeplywajacy w poblizu strumien elektronow
          itp.
          • ellipsis Re: moja definicja 06.08.07, 08:41
            Tak łatwo sie nie wykpisz... Nie możesz pozostawić w definicji zwrotu ,,np.",
            musisz dokładnie określić, jakie warunki świata uważasz za ,,elementarne" -
            domyślam się, że nie może to być w żaden sposób związane z ingerencją żywych
            stworzeń. :) Poza tym należałoby też określić, co to takiego te ,,warunki świata"...

            Gość portalu: B9 napisał(a):
            > (...)
            > natomiast elementarne warunki swiata, jak juz napisalem to np.
            > (...)
      • Gość: AI Re: moja definicja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.07, 16:50
        Pod Twoją definicję nie podpada człowiek. Bo nie potrafi przetrwać nie zjadając
        innych istot żywych, których nie możesz uznać za "elementarne warunki świata".
        • Gość: B9 Re: moja definicja IP: *.chello.pl 07.08.07, 01:29
          czlowiek potrafi przetrwac nie zjadajac istot zywych - podlacz mu kroplowke i
          bedzie zyl, podaj mu pokarm zlozony z bialek, weglowodanow i innych substancji
          odzywczych - przezyje
          • Gość: AI Re: moja definicja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.07, 16:20
            Tak. Ale musiałbyś uznać te białka za element materii nieożywionej. Według mnie
            przyswajanie białek jest właśnie zjadaniem innych istot żywych.
    • leje-sie Definicja życia z natury musi być arbitralna 05.08.07, 21:18
      Dla jednych ta ogólna, do której większość uczestników dyskusji się przychyla
      (samoorganizacja i samopowielanie) będzie właśnie zbyt ogólna, bo zawierać
      będzie (ewentualne) formy życia nieorganiczne.

      Jeśli ją zawęzimy do życia takiego jakie znamy na Ziemi wprowadzając kolejne
      uściślenia (np takie samopowielanie, w którym nośnikiem informacji są kwasy
      nukleinowe lub ustalając, że procesy życiowe zachodzą na poziomie molekuł) to
      prawdopodobnie wykluczymy inne możliwe biologiczne formy życia.

      Obecnie życie na Ziemi istnieje w nieprzeliczonej liczbie egzemplarzy, ale można
      wyobrazić sobie formy w których istota żywa ewoluuje sama w sobie, bez
      samopowielania i istnieje tylko w jednym egzemplarzu.

      Wydaje się, że na skutek niedoskonałości naszego języka najodpowiedniejsza
      będzie nie definicja klasyczna ale definicja opisowa lub definicja-wyliczanka

      Samoorganizacja

      Celowość (a tak, każda bakteria działa celowo i prawdopodobnie świadomie)

      Samopowielanie (opcyjnie)

      Nośniki informacji do wyboru do koloru.
      Można się chyba również spodziewać w krótkim stosunkowo czasie stworzenia
      sztucznego życia organicznego z istniejącego budulca nieożywionego i powstania
      pierwszego przepisu lub patentu na życie.

      Przypominam, że brakuje ścisłej i wyczerpującej definicji placka z owocami, ale
      istnieje multum przepisów domowych.
      • Gość: B9 Re: Definicja życia z natury musi być arbitralna IP: *.chello.pl 05.08.07, 21:56
        bardzo sluszne spostrzezenia, ale z teza o celowosci zycia nie moge sie zgodzic:
        to, ze zycie samopowiela sie, nie oznacza ze ma cel zwany samopowielaniem, to
        oznacza jedynie na pewno ze czynnoscia mimowolnie wykonywana przez ta encje jest
        samopowielanie
        • leje-sie Oczywiście, że istnieje celowość 05.08.07, 22:54
          w dążeniu do a) zachowania i uzupełniania energii i b) reprodukcji, jak i
          świadomość na poziomie binarnym ("korzystne"/"niekorzystne") a być może wyższym.

          Daleko stąd do celowości i świadomości, dających się zwerbalizować, Homo
          sapiens, ale gdzieś trzeba zacząć. Nie twierdzę przez to, że działania są przez
          egzemplarze gatunku HS świadome i zwerbalizowane - jedynie, że są możliwe do
          zwerbalizowania, a i to w ograniczonym i niewielkim zakresie.

          > oznacza jedynie na pewno ze czynnoscia mimowolnie wykonywana przez ta encje jes
          > t
          > samopowielanie

          Jednak chyba nie "mimowolnie", choć wolnej woli u bakterii nie zakładam.
          • Gość: B9 Re: Oczywiście, że istnieje celowość IP: *.chello.pl 05.08.07, 23:50
            mimo wszystko zdaje mi sie ze nie ma zadnej celowosci

            jest tylko jedna cecha replikacji (mimowolnej) ktora powoduje to wszystko:
            kazda replikacja musi zuzyc jakis zasob (przestrzen, substancje chemiczne itp)

            na poczatku mamy cos, co sie replikuje
            to cos replikuje sie do momentu wypelnienia przestrzeni, przechodzac po drodze
            rozne mutacje
            na skutek mutacji powstaja inne warianty, niektore z nich sa lepiej
            przystosowane do zagarniania zasobow, niektore do przetrwania w warunkach
            dotychczas niedostepnych dla tego gatunku
            warianty zdolne do lepszego zagarniania zasobow wypelniaja przestrzen pierwotna,
            warianty przystosowane do przetrwania w przestrzeni dotychczas niedostepnej
            wypelniaja tamta przestrzen
            w koncu powstaje jakis wariant polykajacy inne, powstaja mitochondria itd.
            • Gość: B9 errata IP: *.chello.pl 05.08.07, 23:53
              tego gatunku = tego czegos
    • wsamrazek Re: Definicja życia. 06.08.07, 00:10
      Czy mi się wydaje czy w myśl waszych definicji osobnik bezpłodny nie jest żywy ?
      • chirurg_szczekowy Re: Definicja życia. 06.08.07, 09:01
        Nie próbujemy definiować pojęcia "osobnik" tylko pojęcie "życie"!


      • Gość: B9 Re: Definicja życia. IP: *.chello.pl 07.08.07, 01:33
        osobnik bezplodny z gatunku czlowiek sklada sie z ogromnej ilosci jak
        najbardziej plodnych komorek, bakterii, organizmow wyzszego rzedu
        sam w sobie juz nie spelnia definicji zycia, ale jego czesci - tak
    • Gość: loo Re: Definicja życia. IP: 212.75.103.* 06.08.07, 08:23
      zycie-cos co za wszelka cene chce byc; poprostu;)
      • Gość: e Re: Definicja życia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.07, 11:15
        a po co komu definicja?
        i tka wiadomo,że zycie poprostu jest.
        • Gość: B9 Re: Definicja życia. IP: *.chello.pl 07.08.07, 01:34
          no bo jedni moga zyc bez odpowiedzi, a inni nie...
    • Gość: arturdwieszopy Re: Definicja życia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.07, 14:06
      Ależ to proste. "Życie to gar gówna" wg definicji Kilgore'a Trouta.
    • Gość: Odpowiedź brzmi... Re: Definicja życia. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.07, 14:08
      Odpowiedź brzmi 42.
    • ellipsis Bajki leonard3... 07.08.07, 02:21
      Tak jak się spodziewałem, leonard3 nie raczył odpowiedzieć na zadane przeze
      mnie pytania. Czyżby okazały się dla niego zbyt trudne? Może...
      W swojej dotychczasowej karierze wielokrotnie otrzymywałem listy od podobnych
      do leonard3 nawiedzonych ,,naukowców", którzy twierdzili, że oto rozwiązali
      problem, nad którym głowiły się najtęższe umysły świata... Muszę jednak
      przyznać, że nawiedzeni, z którymi dotychczas miałem do czynienia, nie usiłowali
      obrazić adresata - w przeciwieństwie do leonard3. Z pewnością to nie
      amerykańskie uniwersytety źle działają na kulturę osobistą, bo moi znajomi
      Amerykanie tak się nie zachowują. Może to wrodzona cecha leonard3, a może to
      następstwa przejść z dzieciństwa, o których pisze pod koniec swego postu...
      W przeciwieństwie do leonard3 nie zamierzam obrzucać go obelgami, bo po
      pierwsze nie znam go, po drugie trudno obrazić wirtualny byt, a po trzecie
      zapewne i tak to by do niego nie dotarło. Pozostawię innym forumowiczom ocenę
      jego ,,inteligencji"...
      Prawie 30 lat temu mierzono mi IQ. Wynik - o 25% wyższy od
      _liczby-podanej-przez-leonard3_ (biorąc pod uwagę nieskładność wypowiedzi i
      nieumiejętność odpowiadania nawet na pytania zamknięte, wnioskuję, że w tym
      miejscu swojej wypowiedzi mijał się z prawdą; ciekawe, że przy takim IQ nie
      potrafi nawet włączyć polskich czcionek, zwłaszcza, że zakres IP
      83.238.147.0-83.238.147.255 należy do Netii, a więc zapewne leonard3 pisze z
      Polski...) - świadczy moim zdaniem o złym doborze metody badawczej. ,,MD"
      leonard3 powinien także wiedzieć, że wielokrotne stosowanie testu inteligencji
      obniża wiarygodność otrzymanych wyników. A może leonard3 tak długo wypełniał ten
      sam test, aż otrzymał zadowalający (go) wynik? Ciekaw jestem, jak długo to
      trwało... :)
      Nie robią na mnie wrażenia doktoraty (wirtualne, w internecie każdy może sobie
      wyobrażać, że ma doktoraty...), bo widziałem już wystarczająco wiele prac
      doktorskich obronionych przez osoby, które na doktorat nie zasługiwały. leonard3
      jest być może jedną z takich osób - trudno mi to przesądzić. Nie wiem jednak, w
      jaki sposób ewentualny doktorat z medycyny i doktorat z nie-wiadomo-czego
      obronione na niezidentyfikowanych uczelniach uwiarygadniają stworzoną przez
      leonard3 teorię. Wygląda na to, że leonard3 nie nauczył się dotąd sztuki
      logicznej argumentacji...
      Chyba słusznie napisałem w poprzednim poście, że leonard3 jest mitomanem. Tym
      razem z widoczną przyjemnością wspomina swoje dzieciństwo - jakiś jego dziad
      kazał go oćwiczyć (za picie denaturatu?) i wrzucił do chlewa... Współczuję mu
      tego, co mu knury w tym chlewie zrobiły... Ale chociaż sposób wypowiadania się
      leonard3 sugeruje, że spędził tam wiele czasu (może nawet nadal tam się
      znajduje?), to całowanie butów Szlachcicowi (z wielkiej litery - ciekawe
      dlaczego?) pokory go nie nauczyło, a za to wywarło zły wpływ na jego psychikę...
      Pozdrawiam myślących. Nie pozdrawiam leonard3.
    • chirurg_szczekowy Co myślicie o takiej definicji? 07.08.07, 11:07
      Wcześniej umieściłem moja definicję w nieodpowiednim miejscu na
      forum.

      życie - samopowielająca się informacja (przepis, algorytm).
      • leje-sie W oparach Oparina czyli o rozmnażaniu się 07.08.07, 16:15
        > życie - samopowielająca się informacja

        Nie, samopowielanie się nie jest ani warunkiem koniecznym ani wystarczającym.

        Można sobie wyobrazić nawet dość zaawansowane życie jednoegzemplarzowe, z
        ewolucją wsobną i kumulatywną.

        Takie było a raczej były protożycia wykorzystujące dość proste procesy chemiczne
        i mechanizmy fizyczne dla pozyskania energii i budulca.

        Takie agregaty dokonujące ukierunkowanej syntezy prymitywnych związków
        organicznych miały zapewne kształt kropli lub zawiesiny w otaczającym je wrogim,
        bo stochastycznym środowisku.

        Ciągle można sobie wyobrazić, że pojedyncze krople łączyły się ze sobą, istnieje
        jednak granica wzrostu wyznaczona przez masę i rozmiar.

        Prędzej czy później swobodnie wzrastająca kropla a tym bardziej zawiesina musi
        ulec wpływowi praw fizyki i środowiska zewnętrznego i rozpaść się ie podzielić
        ie powielić ie rozmnożyć.

        Ta fizyczna konieczność okazała się losem wygranym na loterii ewolucyjnej i
        przyniosła dwa natychmiastowe zyski - szansę na geograficzne rozprzestrzenianie
        się i zmniejszenie ryzyka zczeźnięcia (ha, tego słowa Firefox nie zna).

        Mamy więc tu naszkicowane zarówno rozmnażanie przez podział jak i początki
        koniunkcji seksualnej.

        Ta druga jak widać nie jest tak oczywista, bo w przeciwieństwie do podziału
        wymaga szczególnej zachęty w postaci bonusowej przyjemności.

        I tak to działania praw fizyki i chemii doprowadziły do tego, że tęgawy baryton
        z wypomadowaną fryzurą sączy nam do ucha "potem kino, kawiarnia i spacer" by
        zachęcić nas do wymiany komórek o niepełnym zestawie chromosomów z drugim
        przedstawicielem HS.

        krzysztof-kis.mp3.wp.pl/
        Ten akurat z rozwianym włosem.

        Wracając jednak do protożycia.

        Życie-jakie-znamy, jest bardzo inwazyjne i zapewneskorzystało z okazji, by
        uzyskać tanią energię i budulec pożerając swych niedorobionych konkurentów.

        Możliwe jednak, choć mało prawdopodobne, że nierozmnażające się "inne życia"

        a) nałożyły na siebie ograniczenia wzrostu, broniąc się przed rozpadem.

        b) wykształciły mechanizmy obrony przed życiem-jakie-znamy (miały też jedną
        przewagę w postaci możliwości kumulacji wiedzy).

        c) powstały i pozostały w nienaruszonej, szczelnie izolowanej niszy ekologicznej

        Ergo mogą istnieć nieliczne egzemplarze o wieku miliarda i więcej lat.

        Ale przeszukiwanie całej Ziemi mikroskopem elektronowym dla znalezienia
        niewielkiego agregatu składającego się z kilku tysięcy mniej lub bardziej
        skomplikowanych związków organicznych na razie nie wchodzi w rachubę.

        Nawet znalezione byłoby dość niepodobne do życia-jakie-znamy. Choć
        samoorganizujące, kierunkowe i celowe. Być może posiadające świadomość.

        A co, nie wolno?
    • Gość: Leonard3 Re: Definicja życia wedlug geniusz leonarda 3 IP: *.adsl.inetia.pl 07.08.07, 12:30
      Zycie to Kosmos.
      Wszystko w kosmosie oraz sam kosmos podlega cyklowi zycia:
      1)Od prostoty poczatku poprzez kompleksacje materii do prostoty
      konca.
      2) Od urodzin do smierci.
      3) To co "niesmiertelne" nie jest zyciem
      4) Zycie gwiazdy i zycie czlowieka podlega temu samemu prawu
      • Gość: AI Re: Definicja życia wedlug geniusz leonarda 3 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.07, 16:25
        Bardzo to poetyckie, ale wymyślone już ze 300 lat temu (w naszej kulturze, bo w
        Tybecie to samo już opowiadają od co najmniej 2000 lat). Całkiem nieźle że sam
        do tego doszedłeś, ale teraz czeka cię jeszcze kilku filozofów do przeczytania.

        I właściwie nie można nic zarzucić tym wywodom, poza tym że są całkowicie
        bezużyteczne.
        • Gość: leonard3 Re: Definicja życia wedlug geniusz leonarda 3 IP: *.adsl.inetia.pl 07.08.07, 18:23
          To niech filozofowie czytaja mnie a zwlaszcza ci co umarli.
          ha,ha,ha,ha.
          Jaka jest roznica materia pomiedzy materia ozywiona a nieozywiona?
          Bezuzyteczne pytanie
          Bezuzyteczna odpowiedz
          Bezuzyteczna wiedza
          PS. No widzisz Al, to ty jestes tym fiu*tem, ktory podszywa sie
          sie pod moj nick jako leonard3. Co ci odbilo dziadku, myslalem ze
          mnie lubisz?
      • leje-sie Vive la petite difference 07.08.07, 16:36
        Jeśli życie=kosmos=wszystko

        to taka definicja jest do luftu.

        Wybacz, ale porządna definicja powinna zawierać differentiam specificam.

        Czym się różni więc materia ożywiona od nieożywionej?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka