Dodaj do ulubionych

Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli help me

19.08.07, 19:44
zupelnie "zielonej" w sprawach wyjazdu do USA

Przeczytalam posty z ostatnich miesiecy i chcialabym prosic Was o odpowiedzi -
porade osob, jak mam postapic.

Otrzymalam oferte pracy na jednym z uniwersytetow w Texasie na okres minimum 1
roku. Na razie jedyne co wiem (poza zakresem moich prac) to - oferta
wynagrodzenia 30k $ rocznie i wiza J-1. Ludzie roznie pisza na forum,
szczegolnie interesujacy byl watek
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=436&w=66198872
Czy to co w nim pisze Marcin to prawda?

I jeszcze dodatkowe pytania od zupelnie lub prawie zupelnie "zielonej":

1. Czy moge domagac sie od pracodawcy tzw. "benefits" (rozumiem, ze sa to
ubezpieczenia zdrowotne), czy tez sa one wliczone w place? Czy 401k to jakis
rodzaj ubezpieczenia szkolnego?
2. Czy wiza J-1 zawiera w sobie jakiekolwiek ubezpieczenie przez pracodawce?
3. Koszt samego mieszkania w campusie to okolo 500$ . Czy i jak mozna
zmniejszyc te koszty? Jakie sa koszty zycia w Teksasie, a szczegolnie w Austin?
4. Czy to prawda, ze mozna wyrobic/zdac amerykanskie prawo jazdy za cene 50$
(byl taki watek)?
5. O co moge jeszcze przed wyjazdem starac sie u przyszlego pracodawcy, czego
sie domagac?
6. Co powinnam zrobic po przyjezdzie do USA, jakie niezbedne formalnosci
zalatwic i w jaki sposob moge tam najtaniej przezyc, czego unikac, jakie
pierwsze kroki stawiac?
7. Z niektorych postow wynika, ze moj standard zycia bedzie podobny do tego, a
nawet nizszy niz osob pracujacych "na czarno", bo wiekszosc moich dochodow
pochlona (jakies) podatki, oplaty na mieszkanie i wyzywienie, nie bede mogla
nawet 2-3 razy na rok przyjechac do Polski do rodziny, a do tego po powrocie
do Polski bede musiala zaplacic zalegle podatki. Czy tak jest w rzeczywistosci?

Bardzo prosze o konkretne i rzeczowe odpowiedzi oraz wszelkie wskazowki.
Poczatkowo bardzo ucieszylam sie z oferty, ale teraz po przeczytaniu wielu
wypowiedzi na forum sama juz nie wiem.
Obserwuj wątek
    • kot.behemot Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 20.08.07, 08:21
      mala_sarenka napisała:

      > Ludzie roznie pisza na forum,
      > szczegolnie interesujacy byl watek
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=436&w=66198872
      > Czy to co w nim pisze Marcin to prawda?

      Trochę tak, trochę nie. Gdyby było tak źle, to, na przykład, ja bym nie wrócił
      do USA - spróbowałem po dłuższym tu pobycie popracowac w Polsce w ubiegłym roku,
      i po niecałym roku wiałem z powrotem. Spróbuję po kolei odnieść się do postu, do
      którego podałaś link:

      1. Co się robi. Otóż nie robi się, z reguły, rzeczy mało rozwojowych, które ktoś
      robić musi. Postdoc jest (przynajmniej w naukach przyrodniczych) de facto szefem
      projektu, albo nawet całego labu (taki executive officer, powiedziałbym). A to
      dlatego, że nie ma tu instytucji adiunkta, studenci są zieleni, a profesor
      zawalony uczeniem, pisaniem wniosków o granty i robotą administracyjną.

      2. Pieniądze. Z wyjątkiem takich rajów jak Boston czy LA, jakieś 30k rocznie
      wystarcza na zupełnie przyzwoite życie. O pracy na uczelniach ktoś powiedział,
      że "wprawdzie nigdy nie będziesz bogata, ale bniedna też nie". Pensja postdoca
      jest tego powiedzonka najlepszą ilustracją. Owszem, żywność jest nieco droższa,
      niż w Polsce (ale pamiętam, jak z przerażeniem obserwowałem polską galopadę cen
      w ubiegłym roku, i to z punktu widzenia kogoś dostającego kilka średnich
      krajowych). Towary przemysłowe są jednak dużo tańsze - spróbuj, na przykład,
      znaleźć w Polsce mikrofalówkę za równowartość $29. Dotyczy to praktycznie
      wszystkiego, od nici dentystycznej po drukarkę laserową (właśnie sobie kupiłem
      Brothera HL-2040 za 79 dolarów, czyli o ok. połowę taniej, niż zapłaciłbym w
      Polsce). Przyzwoite jeansy w Tesco czy Carrefourze - 70 złotych. W Wal-Marcie 10
      dolców (dzisiejszy kurs: 2.84, przelicz sama).
      Aha: tylko osioł chodzi do "taniego sklepu w murzyńskiej dzielnicy. Ekonomika
      handlu jest taka, że koszty "taniego sklepu" są, w przeliczeniu na sprzedany
      towar, wyższe niż takiego Wal-martu czy Smithsa, które są sklepami
      wielkopowierzchniowymi, o standardzie porównywalnym z Tesco czy Geantem.
      Minus Ameryki: mniejszy wybór smacznych wędlin, w porównaniu z polskimi
      sklepami. Mniejszy wybór nie oznacza jednak, że sie z głodu umiera albo je byle co.

      3. Pozwolenie na pracę - nie przerabiałem. Polskie studia: doktorat jest
      uznawany bez problemów, WSZĘDZIE. Zresztą, na tym poziomie już bardziej liczą
      się konkretne umiejętności i dorobek, niż papierek. Na uniwersytetach spytają o
      publikacje, w przemyśle o staż przemysłowy, a dyplomu doktorskiego pies z kulawą
      nogą nie będzie chciał oglądać. Jeśli o magisterium chodzi, to sytuacja może
      wyglądać gorzej.

      4. Bzdura. Na assistant professor się nie awansuje, tylko się startuje w
      konkursach. Jak się taką pozycję dostanie, to z reguły od razu się warto starać
      o zielona kartę. Procedura dla naukowców jest zaś taka, że jednocześnie można
      wystąpić o tzw. adjustment of status i (praktycznie obligatoryjnie) dostać
      pozwolenie na pracę.

      5. Bzdura. O zieloną kartę można wystąpić, jak uniwersytet zasponsoruje, a można
      i bez tego sponsorowania. I wcale nie trzeba czekać 5 lat.

      6. A co kogo obchodzi chcenie polskiego Urzędu Skarbowego?! :)

      7. Kredyty w Polsce, okresy składkowe itp. Oj, musielibyśmy mocno wejść w
      ekonomię, demografię itp., a już się boję, czy mi postu nie potnie, bo za długi.
      Krótko: a po co komu taki biznes? Płacić w Polsce POŁOWĘ (tak, tyle zdzierali z
      tego, co firma na mnie przeznaczała), żeby za 30 lat dostać emeryturę, która
      wystarczy na chleb z masłem najwyżej? Większa nie będzie, bo proporcja
      pracujących do pobierających świadczenia jest coraz gorsza, i nic nie wskazuje
      na odwrócenie się tendencji. Kredyty: też, po co mi dawać zarabiać polskim
      bankom, któe są wyjątkowo chciwe, w porównaniu z amerykańskimi?

      8. Nie wypowiadam się.

      9. Prawda, trzeba się nauczyć. Po nauczeniu jednak okazuje się, że formalności
      są prostsze niż w Polsce, urzędy przyjaźniejsze i przeznaczone do organizowania
      społeczeństwa, a nie do dawania pretekstu do oskubania petenta (przykład: w
      Polsce wymiana prawa jazdy: 70 złotych. W USA ostatnio płaciłem $15).

      10. Jasne, wróciłem do Polski wiosna 2006. Zimą 2007 wiałem z powrotem, aż się
      kurzyło.

      11. Prawda.

      12. Zależy, gdzie. Generalnie jednak nawet murzyńska dzielnica w Chicago wygląda
      lepiej od centrum Krakowa. A u mnie (Zachód), czysto, porządnie, i to norma, a
      nie wyjątek w dzielnicach zamieszkałych przez plutokrację.

      13. Klimat. W Teksasie musisz być przygotowana na gorąco latem. Jak lubisz, to w
      porządku. Jak nie, to pozostaje krycie się w klimatyzowanych pomieszczeniach
      (norma) i wychodzenie wieczorem.

      14. Nikt mi nigdy nie robił security screening ani testów na narkotyki.

      15. Owszem, miasta są mniej zatłoczone, niż centrum Warszawy, Krakowa czy Łodzi.
      Ja tam lubię przestrzeń, więc mi to nie przeszkadza. Dzięki temu, że ludzie nie
      są upchani jak szczury, są dla siebie uprzejmiejsi.

      16. Autor się plącze w zeznaniach: wcześniej pisze o powrocie do Polski po dwóch
      latach, teraz o zmianie mieszkania. Jak się wraca do Polski, to przeprowadzka
      nie grozi. A jak się nie wraca, to się kupuje dom, korzystając z dostępności
      kredytu. Co do noszenia pistoletu zaś, to mieszkam w miejscu, gdzie prawie każdy
      ma. I jakoś strzelaniny nie słychać.




      > I jeszcze dodatkowe pytania od zupelnie lub prawie zupelnie "zielonej":
      >
      > 1. Czy moge domagac sie od pracodawcy tzw. "benefits" (rozumiem, ze sa to
      > ubezpieczenia zdrowotne), czy tez sa one wliczone w place?

      Zależy. Mnie Szef, jak byłem postdokiem, opłacał ubezpieczenie zdrowotne
      (zresztą to nie kosztuje jakoś bardzo dużo).


      > Czy 401k to jakis
      > rodzaj ubezpieczenia szkolnego?

      To oszczędnościowe konto emerytalne, współfinansowane przez pracodawcę.

      > 2. Czy wiza J-1 zawiera w sobie jakiekolwiek ubezpieczenie przez pracodawce?

      Nie, wiza nie ma nic wspólnego z ubezpieczeniami.

      > 3. Koszt samego mieszkania w campusie to okolo 500$ . Czy i jak mozna
      > zmniejszyc te koszty?

      Mieszkając poza campusem. Żeby oszczędzić sobie stresu, warto na początek
      zamieszkac na kampusie, a po oswojeniu się z otoczeniem i rozejrzeniu dookoła,
      wynająć coś ładnego i tańszego.

      > Jakie sa koszty zycia w Teksasie, a szczegolnie w Austin?

      Może się znajdzie ktoś, kto wie dokładniej. Mnie się nie wydaje, żeby były
      szczególnie wysokie: Austin nie jest wielkim miastem.

      > 4. Czy to prawda, ze mozna wyrobic/zdac amerykanskie prawo jazdy za cene 50$
      > (byl taki watek)?

      Za mniej. Mnie prawo jazdy kosztowało chyba $20 za egzamin+$15 za dokument.
      Polskie prawo jazdy jest uznawane o tyle, że nie trzeba robić kursu, wystarczy
      zdać łatwiutki pisemny test (żeby było weselej, dają książeczkę z przepisami, z
      której podczas pisania można korzystać) i zaliczyć jazdę. Ale uwaga - nie
      gwarantuję, czy Teksas uznaje polskie prawa jazdy tak samo, jak mój stan.

      > 5. O co moge jeszcze przed wyjazdem starac sie u przyszlego pracodawcy, czego
      > sie domagac?

      Ja się da, to wynegocjować przyjazd nie na wizie J-1, tylko od razu na H-1B.
      Niech pracodawca nie ściemnia, dla uniwersytetów H-1B jest łatwa i tania do
      załatwienia. Można pracodawcę uświadomić, że J-1 może później spowodować
      komplikacje (tzw. 2-year home residency requirement, które w praktyce
      ograniczają Twoją woloność).

      Jesli nie da się przekonać do zaczęcie od H-1B, to niech tą wizę chociaż
      załatwia później, zamiast ewentualnego przedłużania J. A samemu spokojnie
      pozałatwiać formalności związanie z uchyleniem wspomnianego residency
      requirement - ias.berkeley.edu/siss/multiple_use/J-1_%202Y_requirement.php

      > 6. Co powinnam zrobic po przyjezdzie do USA, jakie niezbedne formalnosci
      > zalatwic i w jaki sposob moge tam najtaniej przezyc, czego unikac
      • kot.behemot Cz. 2 20.08.07, 08:22

        > 6. Co powinnam zrobic po przyjezdzie do USA, jakie niezbedne formalnosci
        > zalatwic i w jaki sposob moge tam najtaniej przezyc, czego unikac, jakie
        > pierwsze kroki stawiac?

        Właściwie nie pamiętam jakichś większych problemów, przed którymi warto by
        ostrzegać.

        > 7. Z niektorych postow wynika, ze moj standard zycia bedzie podobny do tego, a
        > nawet nizszy niz osob pracujacych "na czarno",

        Na podstawie własnego doświadczenia, nie potwierdzam.

        > Poczatkowo bardzo ucieszylam sie z oferty, ale teraz po przeczytaniu wielu
        > wypowiedzi na forum sama juz nie wiem.

        Fakt, przed wyjazdem ma się mieszane uczucia.
        Pozdrowienia,
        B.
        • ex-rak Re: Cz. 2 20.08.07, 14:04
          Tytaniczna praca Behemot. Doczytam w domu.

          A przy okazji to stopien doktora jakis tam nauk warto miec. Nie
          trzeba potem paperka przy kazdej okazji pokazywac, ale fakt sie
          jednak liczy.
          • kot.behemot Re: Cz. 2 20.08.07, 22:34
            Skutki siedzenia po nocach i czekania, aż się sesja giełdowa zacznie. :)
            A poważniej: wypowiadają się na forach tak i siak, generalnie punkty widzenia
            zależą od miejsc siedzenia, i zamiast rzeczowej dyskusji są racjonalizacje
            własnego wyboru. A ponieważ ja sprawdziłem, i to niedawno, obydwa wybory, mogę
            (mam nadzieję) Koleżance odpowiedzieć w miarę obiektywnie.

            Co do posiadania stopnia doktora - racja, że warto mieć i nie robić z tego przed
            pracodawcami tajemnicy.
            • mala_sarenka przemyslenia 21.08.07, 11:32
        • mala_sarenka Re: Cz. 2 21.08.07, 11:33
          W miedzyczasie poszperalam troche w necie i hmmm ... zaczynam byc (jednak)
          sceptyczna do wyjazdu. Poprawcie mnie, jesli sie myle.

          1. Na czas wyjazdu (zakladam 2 lata) musze wziac na mojej uczelni urlop
          bezplatny, mam w tym czasie okres bezskladkowy.

          2. W USA proponuja mi 30k/rok, co daje 2500$/ miesiac. Z tego bede musiala
          oplacic mieszkanie ok. 500$/miesiac. Na pewno mozna troche taniej, ale z drugiej
          strony jesli mam tam PRACOWAC, to w miare niekrepujace samodzielne mieszkanie to
          podstawa, jesli mam charowac calymi dniami. Wyzywienie - opinie sa rozne,
          powiedzmy ze 25-30$/dzien wystarczy by "normalnie" zjesc obiad a do tego cos
          dokupic. Daje to maks. 900$/miesiac. Jakies dodatkowe koszty (trzeba cos dokupic
          itd.) powiedzmy 200$. To razem daje 1600$.

          3. Przy proponowanej mi stawce zarabiam okolo 13-14$/godzine czyli tyle ile
          "przecietny" amerykanski technik, a z informacji ktore otrzymalam czeka mnie tam
          praca od rana do wieczora (mam poprowadzic prace badawcze i postawic na nogi
          pewne sprawy).

          4. Z Polski nie moge "uciec" wiec jesli dobrze zrozumialam system podatkowy to
          bede musiala zaplacic w polskim urzedzie skarbowym podatek od wynagrodzenia w
          Stanach. Z 30k $ przekrocze w Polsce 3 prog podatkowy, czyli bede musiala po
          powrocie zaplacic minimu podatek w wysokosci 20 000 zl. Nie uda mi sie raczej
          ukryc faktu, ze tam pracowalam (dokumenty itd.), czyli dodatkowo musze odlozyc
          miesiecznie ok. 550$, by zaplacic podatki po powrocie.

          5. Wynika wiec, ze z 2500$ musze wydac miesiecznie okolo 2100$. Czyli
          zaoszczedze 400$ = 1200 zl.

          6. Zeby przynajmniej 2 razy w roku odwiedzic rodzine/narzeczonego lub odwrotnie
          musze miec ok. 6000 zl. czyli 2000$, a to znaczy ze jesli nie zachoruje, nie
          padnie mi laptop, nie bede kupowala ciuchow, kosmetykow itp. itd. to rocznie
          zaoszczedze okolo 2800$ czyli 8400 zl./rok czyli 700 zl./miesiac!!!

          Tyle, ze taka kwote moge spokojnie zaoszczedzic miesiecznie w Polsce!!!

          Oczywiscie argumentacja jest zdobycie doswiadczenia i podszlifowanie jezyka, byc
          moze publikacje itd. itp., ale jestem po przeczytaniu tych informacji w lekkim
          szoku. Bo wynika z tego, ze:

          1. najlepiej wyjechac na czarno - unika sie placenia podatku i ubezpeczen, choc
          to bezprawne

          2. wyjezdzac maja ludzie nie majacy nic do stracenia liczacy na to, ze po ilus
          latach zmiany wiz zostana wreszcie obywatelami z prawem stalego pobytu, a w
          miedzyczasie sa prawie niewolnikami bo kazde potencjalne wejscie w konflikt z
          prawem, pracodawca, amerykanskim urzedem skarbowym grozi wydaleniem

          3. wyjezdzac moga ludzie, ktorzy po latach wyrzeczen w Polsce by osiagnac jaka
          taka pozycje na polskiej uczelni maja od poczatku znowu przez kilka lat
          "glodowac" liczac na laske tym razem uczelni amerykanskiej.

          Czekam na Wasze opinie
          • kot.behemot Wyliczenia i alternatywy 21.08.07, 13:03
            1. Wyliczenia. $900 na jedzenie? Pewnie, można, stołując się codziennie w dobrej
            restauracji. Policz, ile by to w Polsce wyniosło, i jak by się porównywało z
            pensją adiunkta. Mnie, podczas 'postdokowego' okresu, spokojnie zostawało
            $1,000/miesiąc, przy tym startowałem z niższego wynagrodzenia. Mieszkałem na
            kampusie (kuchnio-jadalnia i dwie sypialnie), nie oszczędzałem na jedzeniu.
            2. Alternatywy. Jako pozytywy podajesz publikacje. Stąd wynika, że obecnie, w
            Polsce, jest z nimi nie za bardzo. Pozostaje spytać o poziom Twoich ambicji
            zawodowych. Jeśli chcesz coś zrobić, to pora wiać. Jeśli wystarczy Ci skromna
            pensja adiunkta i uczenie studentów, to lepiej zostać w Polsce. A na decyzję
            czas jest teraz, bo 'okno' na postdoca nie trwa długo. Jeśli wyjedziesz, to
            (przynajmniej teoretycznie) masz wybór powrotu i następnego wyjazdu, w
            zależności, jak zdecydujesz. Jesli nie wyjedziesz, to za parę lat będzie dużo
            trudniej: inaczej się ocenia człowieka tuż po doktoracie, a inaczej kogoś, kto
            ileś lat już pracuje, a chciałby nagle jechać na postdoka.

            Podsumowując: ja uważam, że warto jechać, choćby po to, żeby nie zamykać sobie
            możliwości wyboru na przyszłość. Oczywiście, pamiętam też, jak mnie Szef musiał
            do tych USA wykopać, bo sam na wyjazd nie miałem ochoty! :)
            • mala_sarenka Re: Wyliczenia i alternatywy 21.08.07, 20:32
              1. Z informacji na forum wynika, ze wyzywienie bez zadnych szalenstw kosztuje:
              a/ 60$/tydzien,
              b/ od 30-50$ na dzien,
              c/ 25-35$ na dzien /wg przewodnika Pascala/

              Wiec KTORA wersja wersja jest PRAWDZIWA dla zycia w "normalnym" kampusie ?
              "Porzadny" obiad w moim miescie mozna zjesc za 13-20 zl. w malych
              restauracyjkach czystych, ktore ostatnio jak grzyby po deszczu. W stolowce
              uczelnianej 10 zl.

              2. Jesli gdziekolwiek publikujesz to dobrze wiesz jak wyglada problem
              publikacji. I tych krajowych i tych zagranicznych. Ze i tu i tam trzeba miec
              znajomosci, najczesciej (tam) piszesz jako 2 lub 3 pod "profesorami" lub szefami
              laboratoriow, a niektore na "swiatomwym" poziomie publikacje to zwykly chlam,
              czasem notki 1,2 3-stronicowe z ktorych nie wycisniesz zbyt wiele. A jesli
              jeszcze zaczniesz je SPRAWDZAC krok po kroku to nagle wylapujesz BLEDY.

              3. Zrobic mozna wiele i tu i tam. Jesli sie chce i ma sie wiedze i pracowitosc.
              I dlatego, ze mozna zrobic wiele i TU nie chce w "ciemno " jechac TAM bys
              skonczyc jako wieczny niewolnik odwalajacy panszczyzne za "profesorow".

              4. Naukowcow ocenia sie nie na podstawie lat, jakie uplynely od uzyskania
              stopnia doktora ale dorobku, pracy naukowej i pomyslow na nowe badania.

              5. Szefowie "wykopuja" za granice doktorantow i doktorow czesciowo dlatego, ze
              samym im nie wypada wystepowac w roli "petentow" w innych placowkach
              badawczych. Sama bylam kilkakrotnie na takich "zwiadach". Zyskalem wiele, ale
              naprawde to moj szef zebral smietanke.

              Chcialabym po prostu uslyszec opinie ludzi/naukowcow ktorzy MAJA wybor, tzn. sa
              porzadnymi naukowcami w kraju i maja/mieli potencjalna mozliwosc wyjazdu (i nie
              z punktu "zebraka" proszacego o przyjecie na uczelnie w USA) na temat
              zaproponowanych mi warunkow.

              6. Skoro mowisz, ze kiedys miales niska pensje to jaki i po ilu latach jest TWOJ
              status, stan posiadania i perspektywy tam w USA i co straciles a co zyskales.

              Licze na szczera odpowiedz, ne taka jak polskich muzykow "mielismy koncerty w
              USA, tyle ze tak naprawde na stacji metra" ;) :P.
              • kot.behemot Re: Wyliczenia i alternatywy 21.08.07, 20:54
                > 1. Z informacji na forum wynika, ze wyzywienie bez zadnych szalenstw kosztuje:
                > a/ 60$/tydzien,
                > b/ od 30-50$ na dzien,
                > c/ 25-35$ na dzien /wg przewodnika Pascala/
                >
                > Wiec KTORA wersja wersja jest PRAWDZIWA dla zycia w "normalnym" kampusie ?

                Potraktuj te wersje nieco krytycznie, szczególnie tę ostatnią. Przewodnik opiera
                się na założeniu, że jesz w restauracjach, od sniadania, do kolacji. I to w
                droższych, bo jeśli pójdziesz, na przykład, do mojej ulubionej (jeśli już idę do
                restauracji) China King, to masz bufet za 8 dolarów.

                Co zaś do gotowania samemu, to z praktyki wiem, że jak zrobisz za stówę zakupy
                na tydzień to jesz smacznie i bez oszczędzania. $60 to byłoby zdrowo, ale z
                kompromisami (jakieś tańsze wędliny, parówki, poświęcanie większej uwagi
                produktom o obniżonej cenie - tu uwaga: w USA obniżki cen są znacznie
                popularniejsze i większe niż w Polsce).

                2. Publikacje i praca - napiszę Ci za chwilę słówko na adres na gazeta.pl, bo
                nie mam upoważnienia kogoś, żeby cytować jego opinie publicznie.

                > 4. Naukowcow ocenia sie nie na podstawie lat, jakie uplynely od uzyskania
                > stopnia doktora ale dorobku, pracy naukowej i pomyslow na nowe badania.

                Nie w realnym świecie. W hipotetycznej sytuacji, gdy ktoś, kto jest 5-6 lat po
                doktoracie (z jedną, dwiema publikacjami w Polish Jopurnal of Chemistry czy
                czyms podobnym) nagle pisze do profesora w USA, że chciałby jechać do niego na
                postdoca (domyslam się, że w tym kontekście należy czytać Twoją uwagę), a
                pomysły ma takie a takie, to po prostu jest niewiarygodny.

                Jeśli jest tuz po doktoracie, to daje mu się benefit of doubt i przyjmuje do
                zespołu, licząc się z tym, że w najgorszym razie trzeba go będzie nieco doszkolić.

                5. Co do wykopywania - będzie więcej w emailu, bo to ten sam temat. Podobnie jak
                nieco o moim statusie, skoro o to pytasz.

                • kot.behemot Email 21.08.07, 21:20
                  Nie daje się wysłać maila na Twoje konto na gazeta.pl.
                  • mala_sarenka Re: Email 22.08.07, 10:50
                    ann_poland(a)o2.pl
              • ex-rak Re: Wyliczenia i alternatywy 21.08.07, 21:01
                Sarenka,

                Ty chesz jechac na postdocka w celach rozwojowo-naukowych czy
                rozwojowo-finansowych? Czasy, kiedy to po rocznym pobycie mozna bylo
                sobie kupic mieszkanie w Polsce niestety bezpowrotnie minely.

                Rozwinac sie naukowo jeszcze mozna, ale zalezy gdzie sie trafi i co
                sie bedzie robic. Nie nalezy jechac gdziekolwiek, ale w dobre
                miejsca i robic rzeczy na poziomie.

                W Polsce oczywiscie tez mozna sie rozwijac, ale porownujac poziom z
                mojej dziedziny (chemia organiczna i medyczna) to nasza nauka jest
                daleko w tyle i tyle.

                • kot.behemot Re: Wyliczenia i alternatywy 21.08.07, 22:03
                  ex-rak napisał:

                  > Sarenka,
                  >
                  > Ty chesz jechac na postdocka w celach rozwojowo-naukowych czy
                  > rozwojowo-finansowych? Czasy, kiedy to po rocznym pobycie mozna bylo
                  > sobie kupic mieszkanie w Polsce niestety bezpowrotnie minely.

                  Dokładnie.
                • mala_sarenka Re: Wyliczenia i alternatywy 22.08.07, 10:50
                  Mam trafic na jedna z lepszych uczelni. Ale z badaniami, ktorymi sie zajmuje sa
                  daleko w tyle i praktycznie zaczynaja od zera. Tzn. maja sprzet, ale zeby
                  wypracowac metodyke badan musieliby poswiecic na to kilka lat. Ja moge im to
                  zrobic w np. w 2 lata.

                  Wiec jezeli mam im "sprzedac" jakas wiedze to chce miec cos z tego. Moze sie np.
                  okazac, ze bede doskonalym wiecznym wyrobnikiem, bo bede pracowala w
                  laboratoriach - to akurat wychodzi mi doskonale, wiec chcialabym miec
                  przynajmniej mozliwosc po powrocie do Polski nie bycia stratna finansowo.

                  Czynnik finansowy stal sie TERAZ dla mnie najwazniejszy:
                  - bo jesli juz teraz wiem, ze bede tracila (w stosunku do mozliwosci zarobienia
                  w Polsce),
                  - mniej bede sama czerpala wiedzy, niz sama jej otrzymywala (stosunek okreslam
                  mniej wiecej jak 1:5)

                  to wlasnie gratyfikacja finansowa jest dla mnie najwazniejsza. Bo NIKT MI NIE
                  ROBI ŁASKI, z tym wyjazdem.

                  I mysle, ze stad wynika niezrozumienie mnie przez niektorych uczestnikow na tym
                  forum.
    • akawill Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 22.08.07, 03:21
      Dziwnie piszesz Sarenko, przynajmniej jak dla mnie. Jestem w zupełnie innej
      sytuacji na dobrze płatnej i ciepłej posadce a jednak myśl o spędzeniu roku w
      Austin, na jednym z lepszych i większych uniwersytetów (domyślam sie że chodzi o
      UT), wprawia mnie w marzenia. Austin jest wspaniałym miastem. Ciepło, ale nie
      jak w Dallas bo klimat złagodzony rzeką Colorado. Tex-Mex, muzyka itp. itd.
      Gwarantowane poszerzenie horyzontów jeżeli tylko się na to pozwoli. Charówka,
      nie badania? Pensja żebracka? Nie rozumiem.
      • mala_sarenka Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 22.08.07, 11:24
        Mhm.
        Mysle, ze na tym tez polega problem niezrozumienia mnie na tym forum.

        Ja NIE CHCE JECHAC NA WAKACJE, ZEBY ZWIEDZIC KRAJ (tak jak np. traktowane przez
        wiekszosc studentow sa wyjazdy w ramach Socratesa - ni to pies ni to wydra).

        1. CHCA, zebym przyjechala u nich pracowac przez okres 2 lat. Musze na uczelni w
        Polsce wziac urlop bezplatny, wypadne z obiegu prac badawczych przez te 2 lata,
        bede musiala zaplacic zalegle podatki.
        WYJASNIAM ponownie JA nie jestem w sytuacji stracenca.

        2. To JA bede musiala ich (mowiac wprost) nauczyc, nie oni mnie, tak?

        3. O ile tutaj na uczelni mam (wywalczylam sobie) pewna niezaleznosc badawcza i
        naukowa to tam (na tych warunkach - stan wiedzy na dzien dzisiejszy) bede NIKIM
        na lasce/nielasce mojego szefa.

        4. Jesli pojade to TYLKO, by COS zrobic, tak? To oznacza charowke. Od rana do
        nocy. Bo jesli chce sie COS zrobic to to dokladnie oznacza charowke. (Ja nie
        potrafie inaczej). Tylko, ze coraz lepiej zdaje sobie sprawe z kosztow takiego
        zycia. Dlatego to dla mnie nie bedzie "spedzenia czasu". Bedzie to walka o kazdy
        kolejny eksperyment, aparature, material badawczy itd. Czyli tak samo, jak tutaj
        w Polsce. A pensja wynika z tego, ze JEST zebracka, jesli chce zyc TAM na
        (nizszym) poziomie niz teraz TUTAJ.

        Mam dostawac 2500$ miesiecznie, tak?
        Miesiecznie
        530$ mieszkanie w kampusie
        550$ odlozyc na splate podatkow w Polsce
        600$ jedzenie (jesli bede polowala na zywnosc z przeceny itd. - zalosne)
        200$ odlozyc na 2 przyloty w roku do Polski (rodzina, chlopak - lub ich przylot
        do USA, chyba ze z gory kladzie sie na wszystko kreche, ale w sumie, co to za
        zycie jesli nawet nie stac Cie na odwiedzenie w swieta kraju, nie mowiac o
        "wakacjach")
        200$ wydatki inne srodki czystosci, jakies ciuchy, itd.
        To daje razem okolo 2100$/ miesiac
        Zostaje 400$, ale z tego dojdzie na pewno cos jeszcze, benzyna, bilety, jakas
        wizyta u lekarza, dodatkowe ubezpieczenie, tez chcialoby sie np. wyjsc do kina,
        knajpy 2-3 razy w miesiacu, to daje kolejne ok. 100$.

        A to oznacza, ze przy sprzyjajacych wiatrach zaoszczedzisz 300$ miesiecznie.

        Oczywiscie, w pierwszej chwili, a dokladnie przez 1,5 dnia skakalam z radosci.
        Gosc pisze badania, projekty i za to 30k/rok. Super. Tyle, ze po tych wszystkich
        kalkulacjach "tam" 2500$/miesiac odpowiada poziomowi zycia za max. 2500 zl.
        netto. Nie uwzgledniajac kosztow innych "strat".
        • akawill Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 22.08.07, 14:53
          Tak naprawdę to ja rozumiem choć piszę że nie.
          I chodziło mi głównie o to poszerzanie horyzontów.
          • mala_sarenka ciesze sie, ze rozumiesz podjelam decyzje 22.08.07, 15:29
            Jaka?

            Przedstawilam potencjalnemu szefowi w Stanach moj punkt widzenia wraz z
            kalkulacja zyskow/strat i zaproponowalam, by znalazl rozwiazanie (jesli mu
            zalezy). W koncu to ja mam w tej sytuacji wiecej do stracenia, niz on :P.
            I szczerze mowiac, jesli nie zaproponuje jakichs sensownych rozwiazan - nie bede
            zalowala.

            Liczylam na tym forum oraz na "USA i Kanada" na rzeczowe wypowiedzi, jaki jest
            poziom zycia, co osiagneli, w jakim okresie czasu, jak byli/sa traktowani, jak
            rozwija sie ich zycie naukowe, na jakim poziomie mozna tam zyc za takie
            pieniadze i sie troszke zawiodlam. Bo jesli przesiac te informacje to - nic
            konkretnego. Kazdy lawiruje albo oburza sie, ze kwestionuje wyroznienie mnie
            faktem mozliwosci podjecia pracy w USA.

            Naprawde rozumiem, ze taki wyjazd to "WSPANIALA mozliwosc poszerzenia
            horyzontow, zyskania wiedzy, nawiazania kontaktow itd. itp." Tyle, ze w mojej
            sytuacji koszt jest zbyt duzy.
            • akawill o komunikacji 22.08.07, 16:55
              > Jaka?
              >
              > Przedstawilam potencjalnemu szefowi w Stanach moj punkt widzenia
              wraz z
              > kalkulacja zyskow/strat i zaproponowalam, by znalazl rozwiazanie
              (jesli mu
              > zalezy). W koncu to ja mam w tej sytuacji wiecej do stracenia, niz
              on :P.
              > I szczerze mowiac, jesli nie zaproponuje jakichs sensownych
              rozwiazan - nie bed
              > e
              > zalowala.

              OK. Życzę zrozumienia. Może on nie zdaje sobie sprawy z Twojej
              pozycji. No bo zaproponował postdoca (dla tych na dorobku) a nie
              sabbatical (dla tych z dorobkiem, specjalistów). Domyślam się że z
              kolei Ty skoro nie masz doświadczenia z USA, nie orientujesz się też
              jak nauka tutaj działa, czyli w tym konkretnym przypadku jak on
              podchodzi do spraw.

              > Liczylam na tym forum oraz na "USA i Kanada" na rzeczowe
              wypowiedzi, jaki jest
              > poziom zycia, co osiagneli, w jakim okresie czasu, jak byli/sa
              traktowani, jak
              > rozwija sie ich zycie naukowe, na jakim poziomie mozna tam zyc za
              takie
              > pieniadze i sie troszke zawiodlam. Bo jesli przesiac te informacje
              to - nic
              > konkretnego. Kazdy lawiruje albo oburza sie, ze kwestionuje
              wyroznienie mnie
              > faktem mozliwosci podjecia pracy w USA.

              Chyba chciałabyś tak z szablonu podejść do osiągnięć naukowych, oraz
              wyciągnąć średnią z przykładów napisanych na forum. Upraszczasz.

              >
              > Naprawde rozumiem, ze taki wyjazd to "WSPANIALA mozliwosc
              poszerzenia
              > horyzontow, zyskania wiedzy, nawiazania kontaktow itd. itp." Tyle,
              ze w mojej
              > sytuacji koszt jest zbyt duzy.

              O kosztach moglibyśmy więcej porozmawiać. Są koszty pojechania
              gdzieś oraz nie pojechania gdzieś. Indywidualna sprawa. Szanuję
              Twoje wybory.

            • ex-rak Re: ciesze sie, ze rozumiesz podjelam decyzje 22.08.07, 22:33
              Ja nawet chcialem wstrzymanie zasugerowac.

              Jesli masz w Polsce rozgrzebana habilitacje, robisz naprawde ciekawe
              rzeczy to rzeczywiscie nie ma sensu jechac i robic cos do czego sie
              nie ma przekonania. Postdoc to wyjazd zaraz po doktoracie, przed
              rozpoczeciem wlasnej praktyki naukowej. Pozniej sie wyjezdza jako
              visiting professor.

              Mysle, ze finansowo bys nie stracila. Stypendium wystarcza na
              normalne naukowe zycie. Glowa w chmurach, cialo w labie, zupki z
              puszki, rowerkiem po kampusie. Ekskluzywne hotele i restauracje,
              szybkie samochody, kluby polo lub golfowe mniej wchodza w rachube.
              Ale w Polsce z pensji asystenta tez na wiele sobie pewnie nie mozesz
              pozwolic. To tak na przykladach moich kolegow, ktorzy zostali w
              kraju.

              Co do opinii z forum to te sprawy (poziom zycia, oczekiwania,
              aspiracje itd.) sa tak indywidualne. Co dla jednych moze byc bialym
              i prostym, tobie moze czarnym i skomplikowanym sie wydawac.
              • mala_sarenka Odpowiedz 23.08.07, 09:52
                Otrzymalam odpowiedz. Zaproponowano mi "podwyzszenie" stawki do 33k$/rok. Tyle,
                ze to niczego nie zmienia, bo z kolei napisano, ze uczelnia bedzie pobierac na
                pakiet ubezpieczen standardowy u nich 10k$/rok a to daje ... okolo 830$/miesiac
                !!!!!! Czyli reasumujac. Dochod 2750$/miesiac - 830 ubezpieczenia - 630 podatek
                (do zapalacenia w Polsce) - 530 kampus - (powiedzmy) 600 wyzywienie

                RAZEM 2570$ !!!!
                Mozliwosci oszczednosci: zakwaterowania powiedzmy o 200$ i ewentualnie
                indywidualny pakiet ubezpieczen.

                Swoja droga, jak to jest ze na tym forum tylko jedna osoba pisala, ze
                ubezpieczenia sa tak drogie (pisala wtedy o okolo 790$/miesiac, ale uzasadniala,
                ze ma prywatna firme). Pozostali pisali, ze ich ubezpieczenia kosztuja max. 200$
                i sa to jakies (juz) super-hiper.

                Oczywiscie facet napisal, ze stopniowo bede zarabiala wiecej, ale gwarancji
                zadnych nie mam. Tym bardziej, ze bedac na wizach tymczasowych jestem zupelnie
                zdana na jego laske.

                >> do ex-rak

                1. Finansowo bym stracila. Te sumy "tysiecy dolarow" robia wrazenie, ale koszty
                zycia sa (moim zdaniem proporcjonalnie wyzsze). W Polsce mieszkanie/czynsz
                powiedzmy 600 zl., minimalne wyzywienie (bez szalenstw ale i bez polowania na
                przeceny) 1000 zl., do tego jakies ubezpieczenia/polisy (skromnie) 150 zl. daje
                okolo 1800 zl. Wiec jesli masz podstawowa place np. 2200 netto (po oplaceniu
                podatkow i zusu), a dodatkowo starasz sie uczestniczyc w pracach badawczych itd.
                to nie zginiesz. Wiec w USA, zeby zyc na takim samym poziomie musialabym
                zarabiac 3500-4000$/miesiac.

                2. Mysle, ze prawda jest to co napisales:

                > Postdoc to wyjazd zaraz po doktoracie, przed
                > rozpoczeciem wlasnej praktyki naukowej. Pozniej sie wyjezdza jako
                > visiting professor.
                Na uczelniach w Stanach przyzwyczaili sie do przyjmowania naukowcow z Azji i
                Afryki, a dla nich odlozone nawet miesiecznie tylko 100$ i przeslanie do rodziny
                na prowincji to majatek.

                3. Wiem co to normalne naukowe zycie. Tyle, ze w koncu ilez mozna. Spotkalam
                wielokrotnie takich tulaczy. Sa oczywiscie swietnymi fachowcami, wiecznymi
                nomadami przenoszacymi sie z uczelni na uczelnie, jednostki badawczej bez domu,
                bliskich, dla ktorych praca badawcza stala sie jedyna trescia. Snuja sie po
                barach na konferencjach bo to ich drugi dom i jedyna "rodzina". Po ilus latach,
                kiedy stopniowo wypadaja z obiegu nie maja juz nic.

                • aloalo2001 Re: Odpowiedz 11.10.07, 17:55
                  Syrenko, ja Ciebie doskonale rozumiem, tylko, ze Uniwersytet pewnie
                  ma min i max zarezerwowane dla pozycji postdoca. To w zrozumialy
                  sposob limituje Twoje wynagrodzenie. moim zdaniem staraj sie o
                  zmiane tytulu, na przyklad na Associate Research Scientist wtedy
                  mozliwe bedzie wyzsze wynagrodzenie. Poza tym twoja stawka roczna
                  jest ekstremalnie niska nawet jak na postdoca.
    • sqtek Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 23.08.07, 20:34
      Juz rozmawialismy o pieniadzach na postdokach i jakos wszyscy doszlismy do
      zdania, ze majatku sie dorobic nie da, ale na spokojne zycie wystarczy.
      Wyliczenia (jakiekolwiek) z gory sa obarczone duzym bledem, wiec raczej warto
      sie oprzec na doswiadczeniach ludzi.
      Trudno jest ocenic czy warto pojechac czy nie nie wiedzac w jakiej dziedzinie
      bedziesz pracowac. W mojej dziedzinie (biologia molekularna) praktycznie
      wszedzie (na Zachodzie) lepiej niz w Polsce, bo jest zdecydowanie wiecej
      pieniedzy na nauke. Ale jesli praca ma byc oparta na jednej maszynie, ktora jest
      dostepna tak samo w Polsce jak i w USA i nic wiecej nie potrzeba, zeby sie super
      opublikowac to moze rzeczywiscie nie warto wyjezdzac i wyrywac sie z korzeniami
      z cieplego gniazdka.
      Poza tym nie moge sie oprzec wrazeniu, ze autorka watku szuka w nas uzasadnienia
      dla decyzji, ktora podjela. Jest co conajmniej zabawne chocby dlatego, ze my
      wszyscy (bedac "polskimi naukowcami za granica") wlasnie zrobilismy to czego
      autorka nie chce zrobic. I zdecydowalismy sie z roznych pobudek
      (wyszczegolnionych w osobnym watku) na ta tulaczke :-) I oczywiscie moze nie
      jestesmy swietnymi fachowcami (albo jestesmy), ale nie wszyscy sie tulamy i nic
      nie osiagamy :-) To tak tylko dla przemyslenia.
      Ja przynajmniej jestem zadowolona, ze jestem tu gdzie jestem i robie to co
      robie. Wiem, ze w Polsce byloby mi gorzej. Na razie. Jeszcze sie chwile potulam
      z moja rodzina i zobaczymy co bedzie dalej. Moze w miedzyczasie uda mi sie cos
      jednak osiagnac :-))))) (szczery usmiech).
      A malej sarence zycze powodzenia.
      • marlentje Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 23.08.07, 22:11
        Zastanawiam sie mala sarenko, jakie masz wyobrazenie o pracy i placy
        postdoka w Stanach. Moge cie jednak zapewnic, ze w labach mozna tez
        spotkac "tubylcow" i ludzi z Europy Zach. a nie wylacznie Chinczykow
        czy Rosjan i Polakow, i cala ta masa ludzi narzeka, jak malo
        zarabia, ze nie stac ich na zakup wlasnego domu itd, itp (mozna
        nawet powiedziec, ze narzekaja tak jak w Polsce :)). Decyduja sie
        jednak pracowac w Stanach, bo licza, ze sie czegos nowego naucza i
        ze spedzenie paru lat tutaj zaowocuje lepsza pozycja zawodowa po
        powrocie w rodzinne strony. Poza tym licza na nawiazanie nowe
        znajomosci i wspolprace w przyszlosci, co chyba tez jest wazne dla
        wlasnego rozwoju. Mam tez wrazenie, ze duzo latwiej wyjechac na
        jakas konferencje (chociaz to zalezy w duzym stopniu od szefa).
        Jesli wiec pominac powod finansowy, to jest chyba sporo powodow,
        zeby jednak pojechac :). Jednak jak czytam twoje posty, mala
        sarenko, to tak jak sqtek mam wrazenie, ze nie masz ochoty wybrac
        sie do Teksasu i prawdopodobnie szukasz argumentow, ktore tylko cie
        utwierdza, ze dobrze robisz zostajac w domu. Nie bardzo tez
        rozumiem, z jakiego powodu chcesz wyjechac z Polski na postdoka.
        Jesli zmusza cie do wyjazdu szef z Polski, to moze z nim porozmawiaj
        i wytlumacz z jakich powodow ten wyjazd ci sie nie oplaca (nie wiem
        czy zrozumie powody finansowe ale perspektywa braku rozwoju powinna
        go przekonac, bo pewnie spodziewa sie, ze na twoim wyjezdzie zyska
        tez cala wasza grupa (nowe techniki i metody pracy, itd)). Jesli
        szefowi bardzo zalezy na twoim wyjezdzie, to moze lepiej niech
        poczeka, az znajdziesz lepsze miejsce? Jesli zas sama chcesz
        wyjechac a propozycja z Teksasu ci nie lezy, to szukaj dalej. A temu
        szefowi ze Stanow po prostu podziekuj, wydaje mi sie, ze zrozumie i
        bedzie szukal dalej. Nie ma przymusu pracowania w pierwszym lepszym
        miejscu, w ktorym zaproponuja ci prace, nawet jesli to jest
        najlepszy uniwersytet na swiecie :). Wydaje mi sie, ze jest sporo
        powodow, zeby skorzystac z oferty, ale decyzje musisz niestety
        podjac sama, biorac pod uwage mozliwe konsekwencje decyzji na tak i
        na nie. Niezaleznie jak wybierzesz, to najwazniejsze, zebys byla
        przekonana, ze to twoj wlasny wybor i robisz to, co uwazasz jest w
        tym momencie dla ciebie najlepsze. Powodzenia :).

        (PS Nie za bardzo rozumiem o co chodzi z tym "zebraniem o przyjecie
        na uczelnie". Czy wyslanie cv i rozmowa z potencjalnym szefem to wg
        ciebie zebranie o prace? Jakos nie chce mi sie wierzyc, ze PI
        przyjmie kogos do swojej grupy, bo mu sie "zal zrobilo biednego
        doktora z Chin czy Europy Wschodniej". Chyba bardziej bedzie
        zainteresowany, co taki delikwent umie i jak dana grupa skorzysta na
        obecnosci takiej osoby. Co zreszta widac w twoim poscie - szef chce
        cie zatrudnic, bo zdaje sie, ze umiesz cos czego oni jeszcze dobrze
        nie opanowali, a nie dlatego, ze jestes z Polski.)
        • piesfafik Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 22.09.07, 06:58
          Postdoc jak sama nazwa wskazuje to pozycja dla mlodych ludzi zaraz
          po doktoracie, ktorzy musza sie usamodzielnic i czyms wykazac zanim
          dostana stala pozycje. Postdocy stosunkowo duzo pracuja i malo
          zarabiaja niezaleznie od tego skad przyjechali, jakiego sa koloru i
          jaki maja akcent. Takie sa prawa buszu.
          Na postdocu z definicji trudno cos odlozyc. Jak ci sie ten postdoc
          nie "oplaca" z punktu widzenia rozwoju naukowego to nie masz sobie
          po co zawracac glowy.
          Jak masz juz ustalona pozycje w swojej dziedzinie to mozesz byc
          byc "visiting scientist" i dostawac wiecej. Jedyna metoda
          udowodnienia ze jestes dobra i nalezy ci sie wiecej forsy sa
          publikacje w dobrych czasopismach.
    • annalee Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 17.10.07, 18:06
      Pewnie juz wyjechalas ale jak nie to chce ci napisac o pieniadzach.35K mojego
      meza dawalo mu w zeszlym roku 1900$ na reke ,po odjeciu ubezpieczenia
      zdrowotnego-dosc przyzwoitego(i na tym nie oszczedzaj raczej)dla nas
      dwojga(pokrywanego w 50% przez uczelnie).W praktyce jako postdoc przez 2
      pierwsze lata podatkowe(jesli zadeklarujesz ze po nich wyjedziesz ze stanow)nie
      placisz podatkow w stanach, przynajmniej federalnych ale nie pamietam juz.NIby
      powinnas je placic w Polsce ale nikt ze znanych mi osob nie placi.Wiec przez te
      2 lata masz ze 300$ na reke wiecej.Jak przedluzysz pobyt to tez maja to w
      dupie.Po prostu nie chwal sie w polskim US ,ze pracowalas gdzie indziej.Bo jest
      jeszcze cos takiego jak rezydentura podatkowa, ktora zglaszasz w miejscu pobytu
      ale sie nie oplaca na j1 dla naukowcow.
      Powodzenia.
      • gri1 Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 14.12.07, 20:32
        Ja też byłem na postdoku w USA. Nie wiedziałem że ubezpieczenie się płaci
        samemu, więc byłem święcie przekonany że mi uniwerek płaci. Znacznie później
        okazało się, że nie. Więc od razu kilka tys. $ do kieszeni. Potem zapoznałem
        księgową i pewnego dnia 'pomyliła' się na moją korzyść. Jak już miałem
        wyjeżdżać, zdebetowałem karty kredytowe i opuściłem mieszkanie nie płacąc
        czynszu. Widokówkę z kluczami wysłałem już z Paryża.
        Pozdrawiam
    • olenka_2 Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 19.01.08, 16:35
      Mam nadzieje, ze dzieki temu forum uda mi sie znalezc
      kontakt z osobami ktore poprzez wyjazd na postdoc
      moga/mogly nabawic sie problemow z polskimi urzedami
      skarbowymi. Ze swieczka w reku mozna szukac pracownika
      urzedu skarbowego ktory slyszal slowo postdoc i wie w
      ogole co to jest. Nie mniej jednak twierdza one ze
      skoro jestesmy zameldowani w Polsce, to nalezy od
      dochodow uzyskanych za granica zaplacic w Polsce
      podatek. Wedlug obecnie panujacych przepisow mozna
      odliczyc sobie jedynie 30 diet (w przypadku USA to 46$
      za dzien pobytu) lub rownowartosc 30% diety na kazdy
      dzien pobytu na postdocu. I nic wiecej - ani kosztow
      przelotu, ani kosztow zakwaterowania i dojazdu na
      uczelnie, ani podstawowych rachunkow. Doslownie nic. Po
      odjeciu diet caly dochod jest przeliczany na zlotowki,
      co robi z nas osoby bardzo dobrze zarabiajace w Polsce
      i moze tak by bylo gdybysmy postdoc odbywali w Polsce.
      My jednak odbywamy postdoc za granica i w takiej
      sytuacji diety ktore pozwala sie nam odliczyc sa
      smieszne w porowaniu z rzeczywistymi wydatkmi
      poniesionymi na podstawowe koszty utrzymania sie za
      granica. Dochodzi do sytuacji, ze postdoc zarabiajacy w
      Stanach 24000-26000$ rocznie nie ma z czego po powrocie
      do Polski zaplacic podatku, malo tego staje sie
      niewyplacalny i musi zaciagnac kredyt aby splacic
      podatek nalezny polskiemu urzedowi skarbowemu. Sumy
      jakich zadaja urzedy skarbowe za taki wyjazd naukowy sa
      sumami niewyobrazalnie wysokimi.
      Nie wiem czy pomysl nieprzyznania sie do takiego
      wyjazdu jest dobrym pomyslem. Stany Zjednoczone sa na
      przyklad krajem ktory intencyjnie, to znaczy sam z
      wlasnej i nieprzymuszonej woli, przysyla informacje o
      dochodach uzyskanych przez polskich obywateli na
      terenie USA. Informacje takie docieraja do Polski, ale
      z pewnym opoznieniem.
      Co zatem zrobic, jezeli bedziemy uczestniczyc lub
      uczestniczylismy w takim wyjezdzie? Czy istnieje
      mozliwosc jakiegos umorzenia podatku od takiego
      wyjazdu, skoro rzeczywiste koszty utrzymania tam sa
      przeogromne w porownaniu z dietami ktore mozna sobie
      odliczyc i w efekcie wyjazd taki sprowadza sie do
      niewyplacalnosci osoby wyjezdzajacej na postdoc? Na
      jakiej podstawie uwaza sie, ze jest to wyjazd typu
      praca za granica lub wynikajacy ze stosunku pracy? W
      przypadku USA postdocy otrzymuja wize wymiany naukowej
      J-1, a nie wize pracownicza typu H. O ile dobrze wiem w
      USA nie mozna podjac pracy na wizie J-1, trzeba miec
      wize pracownicza lub green card.
      Przez dlugi okres czasu nie mozna bylo znalezc w
      slownictwie polskim tlumaczenia slowa postdoc. W chwili
      obecnej wiele polskich organizacji przyznajacych
      stypendia podoktorskie na wyjazdy zagraniczne podaje
      ich odpowiednik w jezyku angielskim czyli postdoc.
      Tlumaczenie takie mozna rowniez znalezc na stronie
      wielu polskich uczelni. A zatem mozemy je chyba
      zastosowac w sytuacji w ktorej wyjazdu nie sponsorowala
      nam zadna polska fundacja naukowa, tylko profesor z
      zagranicznej uczelni i wyraznie jest zaznaczone zrodlo
      naszego finansowania ktorym byla na przyklad jedna z
      amerykanskich fundacji naukowych. Czy polskie urzedy
      skarbowe maja prawo uwazac ze postdoc za granica jest
      praca lub stosunkiem pracy, jezeli w Polsce identyczny
      wyjazd za granice ale finansowany przez jakas fundacje
      polska nazywany jest stypendium podoktorskim?
      Niestety, nie udalo mi sie znalezc informacji czy
      stypendia podoktorskie na wyjazdy zagraniczne
      otrzymywane od polskich fundacji ulegaja opodatkowaniu
      w Polsce czy tez nie. Jezeli tak, to na jakich
      zasadach? Wiem ze po zmianie przepisow bylo strasznie
      duzo szumu co do opodatkowania stypendiow (od nich
      wedlug nowych przepisow rowniez mozna odliczyc sobie
      tylko diety) bo takie rozliczenia doprowadzaja do
      niewyplacalnosci studentow i ich rodzin. W zwiazku z
      tym po zmianie przepisow wiele stypendiow zagranicznych
      zwolniono z podatku. Czy stypendium podoktorskie
      (postdoc) finansowane przez strone polska jest rowniez
      opodatkowane?
      Poszperalam troche w internecie i wiem, ze problem z
      podatkiem za postdoc ma wiele osob w Polsce. Szukaja
      porady co z tym fantem zrobic, jakiegos wyjscia z tej
      trudnej sytuacji. I az trudno mi uwierzyc ze nie ma
      zadnego wyjscia z tej sytuacji, bo to oznaczaloby
      niewyplacalnosc takich postdocow.
      Czy komus z Was udalo sie w jakis sposob rozwiazac ten
      problem?
      • kot.behemot Re: Oferta pracy postdoc.Mam skorzystac? Czyli he 19.01.08, 23:40
        > Czy komus z Was udalo sie w jakis sposob rozwiazac ten
        > problem?

        Owszem. Udawałem, że nie istnieje, aż się cała sprawa przedawniła (5 lat).
        Polski fiskus nie został o niczym poinformowany i się nie czepiał. Aha - samo
        zameldowanie nie wystarcza do określenia tzw. rezydencji podatkowej. Trzeba w
        Polsce mieć tzw. centrum spraw życiowych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka