melinek
10.02.08, 17:38
Witam,
wszyscy naukowcy i media za nimi roztaczają przed nami katastroficzną wizję
zalania nizin i depresji przybrzeżnych wodami oceanów, które podwyższą swe
poziomy po tym jak stopnieją wszystkie góry lodowe.
Według mnie takie przepowiednie są błędne. Gdy góry lodowe stopnieją, woda
która z nich powstanie będzie zajmować mniejszą objętość niż ta zamarzniętą.
Woda zamarznięta zajmuje większą objętość, niż ta sama substancja w innym
stanie skupienia - cieczy.
Prawie wszyscy w naszej szerokość geograficznej mogliśmy obserwować jak
zachowuje sie woda w butelce pozostawiona na mrozie, butelka pęka. Obserwacja
jest prosta i dotyczy zmiany stanu skupienia: woda w stałym stanie skupiania -
lód ma większą pojemność niż woda w płynnym stanie skupienia.
Dlaczego więc mówi się nam, że po stopnieniu gór lodowych wody w oceanach
będzie więcej? Powinno być jej mniej a poziom wód może sie obniżyć.
P.S.
Biorę pod uwagę, ze razem z górami lodowymi dryfującymi po oceanach topnieją
również śniegi na szczytach gór, więc bilans lub poziom wody może być taki sam
lub podobnym jak ten sprzed ocieplenia.
Czy ktoś zbyt pochopnie nie wysnuł dlatego idących wniosków dotyczących
globalnego ocieplenia?
Co Państwo o tym myślicie?