Dodaj do ulubionych

199 lat minęło jak 1 dzień... ;)

12.02.08, 23:44
Chyba każdy wie, co się stało 12 lutego 1809 roku, prawda?
Obserwuj wątek
    • pomruk Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 12.02.08, 23:48
      Jasne! Urodził się Abraham Lincoln ;)
      • dalatata Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 12.02.08, 23:52
        naprawde? a ja myslalem ze to ten meteor w syberii czy cos. przeciez
        madcio ma orientacje fizyczna lub okolice nie?
        • pomruk Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 12.02.08, 23:54
          Meteor w Syberii był na początku XX wieku... W powieści Dukaja "Lód"
          zmienił on historię tak, że Rewolucji Październikowej nie było!
          • dalatata Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 13.02.08, 00:07
            to nie czytam, bo to znaczy ze mnie by nie bylo. bo ja dziecko
            komunizmu :-)
        • madcio Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 13.02.08, 00:11
          > naprawde? a ja myslalem ze to ten meteor w syberii czy cos.
          Nie, Tunguska była gruuuubo później.

          > madcio ma orientacje fizyczna lub okolice nie?
          Erm, nie. Informatyczną. Zresztą, ta rocznica nie ma nic wspólnego z informatyką ani z kosmosem. Za to dużo ma wspólnego z pewnym gościem, który wpadł na pewien malutki, ciekawiutki pomysł.

          Lubię ten pomysł, bo nosiciele niektórych, nie lubianych przeze mnie mempleksów, dostają szału i piany na pysku na sam dźwięk nazwiska. ;)

          Lubię go, bo dostarczył odpowiedzi na jedno z starych pytań ludzkości, zastrzeżone dotąd dla głosicieli wyżej wymienionych mempleksów. Dlatego tak się rzucają zresztą - nikt nie lubi konkurencji.

          Lubię go, gdyż pomysł na sens, o ile jestem w stanie moją wiedzą go ogarnąć i zrozumieć. Bardziej skomplikowane rzeczy i szczegóły pozostawiam tym, którzy poświęcili życie na wiedzę wyrosłą, opartą i zbudowaną na bazie tego malutkiego pomysłu. A ogrom tej wiedzy, tych zastosowań i jej skutki przerastają moją wyobraźnię.

          Lubię go, gdyż w pośredni sposób dzięki temu malutkiemu pomysłowi istnieję do dziś. A do mojej homeostazy jestem raczej przywiązany, gdyż po tym nie będzie już nic.
          • dalatata Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 13.02.08, 00:26
            a ostatnio The Guardian wydal ksiazeczke Darwina :-) tak dal
            poddzierzania rozgowaora.
      • madcio Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 13.02.08, 00:12
        Bzzzt. Zła odpowiedź. :P
        • pomruk Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 13.02.08, 00:20
          No dobra, Karol Darwin. Od razu wiedziałem jak tylko sprawdziłem
          datę :)
          • dalatata Re: 199 lat minęło jak 1 dzień... ;) 13.02.08, 00:26
            buja! wcale nie wiedzial :-)

            pomruk napisał:

            > No dobra, Karol Darwin. Od razu wiedziałem jak tylko sprawdziłem
            > datę :)

    • mrzorba S. Lem "Astronauci" 13.02.08, 10:26
      mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
      ASTRONAUCI (THE ASTRONAUTS):
      "Nauka nigdy juz nie miala wytwarzac srodkow zniszczenia. W sluzbie
      komunizmu byla najpotezniejszym z wszystkich narzedziem przemiany
      swiata".
      mywebpage.netscape.com/ljkel2/astronauts.html
      SLOWO WSTEPNE


      Ksiazke te, napisana przed dwudziestu dwu laty, zamierzalem poprawic
      nieco z okazji wznowienia, a wiec niejako uwspolczesnic, ale
      przejrzawszy ja zrozumialem, ze nie da sie tego zrobic. Pisalem ja w
      czasie, w ktorym termin “Astronauci” wlasciwie nie istnial, tak ze
      wielu nawet wyksztalconych ludzi przemienialo go na - bardziej
      swojski "Aargonauci”.Nadto planeta Wenus, na ktorej umiescilem
      akcje, nie jest juz biala i zupelnie tajemnicza plama niebios,
      poniewaz wiemy o niej niejedno, zwlaszcza dziegki radzieckim,
      sondom, co ja spenetrowaly - a wiec dowiedzielismy sie dosc, by
      warunki i krajobrazy Wenery, jakie przedstawia ta powiesc, wyjawily
      swoja zupeIna fikcyjnosc. Poza takimi wiadomosciami, do ktorych nie
      mial dostepu nikt, byly i takie, do ktorych nie dobralem sie jako
      autor - albowiem o budowie rakiet, a nawet o technicznej stronie
      kosmonautyki moglem sie byl na pewno juz przed cwierc wiekiem lepiej
      poinformowac, niz to uczynilem. A wreszcie rok dwutysieczny, ktory z
      perspektywy lat piecdziesiatych wydawal mi sie przyszloscia tak
      oddalona, ze mozna w niej bylo lokowac optymistyczne rojenia o
      swiecie zjednoczonym pokojowo, obecnie, brany na muszke przez rzesze
      uczonych futurologow, nakazuje optymizmowi powgciagliwosc i
      poskromienie dawniejszych, zbyt naiwnych nadziei. Gdybym wiec
      naprawde wzial sie do uwspolczesniania "Astronautow", musialbym po
      prostu napisac zupelnie inna powiesc, skoro ani na Ziemi, ani w
      rakiecie, ani na niebie nawet nie wolno by mi bylo pozostawic
      mnostwa szczegolow owych cegielek, z jakich calosc zostala
      zbudowana. Lecz coz w takim razie mialoby sie stac z ,Astronautami?
      I czy warto w ogole raz jeszcze pisac napisane niegdys ksiazki?
      Wydaje mi sie ze nie warto. Pisac nalezy poki mozna, nowe, napisane
      zas pozostawic ich naturalnemu losowi: kazda powinna bronic sie, o
      ile ja na to stac. Dzisiaj ta fantastyczna historia jest nie tylko
      pelna technicznych omylek i obalonych przez czas przepowiedni, ale i
      wielce, po bajkowemu wrecz, naiwna. Czytelnik, takie, a moze przede
      wszystkim czytelnik mlody, rychlo zauwazy, ze jego wiedza o
      kosmonautyce jako zjawisku realnym, czerpana chociazby z gazet
      codziennych, goruje nad wiedza autora - ta sprzed dwudziestu dwoch
      lat. Lecz skoro o tym, aby ta ksiazka byla prognoza fantastycznie
      smiala, nie moze byc juz mowy, niechze wolno ja bedzie uznac za
      swoisty dokument o historycznej po trosze wartossci. A mianowicie za
      probe sprawdzona w znacznej mierze przez czas, ktora odslonila swoje
      mankamenty i usterki -zarowno naukowe czy techniczne, jak
      literackie. Co sie tyczy narracyjnych naiwnosci tych nic
      usprawiedliwia nigdy - nic i okazuja sie one zawsze -niedostateczna
      robota. Natomiast te, wcale liczne ustepy, ktorych niewlasciwosc
      czysto rzeczowa czas przygwozdzil i obnazyl, moze nie sa tak samo
      bezwartosciowe, poniewaz zezwalaja na w koncu, dosc interesujace
      zbadanie stosunkow miedzy rozmachem wysilonej w przyszlosc wyobrazni
      a jej rywalem i przeciwnikiem - rzeczywistoscia. Porownanie takie
      wykazuje, ze w dziedzinie technicznego, postepu wszystko biegnie
      zwykle szybciej i sposobem bardziej rewolucyjnym, niz to sobie
      fantazja umie wystawic. a zarazem w obszarze spraw
      spolecznoswiatowych wszystko porusza sie, wolniej i z duzymi
      dolegliwosciami. Zreszta nie chce wcale czynic z tych uwag jakiegos
      systematycznego obrachunku z ,Astronautami", nie chce bilansowac
      ich “ma" I “,winien". Ksiazka ta usiluje miejscami pouczac, w
      wykladach f a n t a s t y c z n y c h, o tym, co teraz rzeczywiscie
      juz istnieje (nie tylko jako kosmonautyka - ot, chocby parametry
      techniczne mego Maraxa przescigniete zostaly przez matematyczne
      maszyny ostatniej generacji lat siedemdziesiatych). Jest tez w niej
      zawarta sprawa, ktora byla bodzcem pisania - sprawa atomowego
      zagrozenia, bo wszak historia zgladzonego zycia planety Wenus
      stanowi jedynie alegorie spraw ziemskich. Zagrozenie to po uplywie
      niemal cwierci wieku trwa nad nami dalej; byc moze sprzyja ono
      ipowiesci, bo ja aktualizuje? A moze ci, ktorzy chca jeszcze
      czytac “Astronautow", znajduja w nich po prostu historie pelna
      przygod, jakkolwiek odstrychnieta od wiarygodnosci? Nic rozsadnego
      nie umiem na ten temat powiedziec. Wyznaje, ze zdziwilbym sie,
      gdyby “Astronauci” mieli pozostac trwala pozycja mego dorobku.
      Sadze, ze jesli ktos ogole siegnie po ten tom za dalszych
      dwadziescia lat, to juz nie po to, by pograzyc sie w smialym
      fantazjowaniu, lecz raczej, zeby usmiechnac sie nad jego stronicami,
      tak jak my nieraz usmiechamy nad stronicami Verne'a. Gdyz wowczas
      Kosmokrator i Marax obrosna juz patyna staroswiecczyzny. Ale czy
      doczekaja sie tak szacownej pozycji - oto pytanie.
      Stanislaw Lem
      Krakow 1972
      Stanislaw Lem ASTRONAUCI
      Krakow: Wydawnictwo Literackie, 1972 (wyd. VIII, str. 5-7)
      • mrzorba Re: S. Lem "Astronauci" 13.02.08, 10:27
        mywebpage.netscape.com/ljkel2/astronauts.htmlRAPORT
        "W roku 2003 zakonczone zostalo czesciowe przelewanie Morza
        Srodziemnego w glab Sahary i gibraltarskie elektrownie wodne daly po
        raz pierwszy prad do sieci polnocnoafrykanskiej. Wiele juz lat
        minelo od upadku ostatniego panstwa kapitalistycznego. Konczyl sie
        trudny, bolesny i wielki okres sprawiedliwego przetwarzania swiata.
        Nedza, chaos gospodarczy i wojny nie zagrazaly juz wielkim planom
        mieszkancow Ziemi.
        Nie krepowane przebiegiem granic, rosly kontynentalne sieci
        wysokiego napiecia, powstawaly elektrownie atomowe, bezludne fabryki-
        automaty i transmutatory fotochemiczne, w ktorych energia slonca
        przetwarzala dwutlenek wegla i wode w cukier. Proces ten, od
        miliarda lat uprawiany przez rosliny, stal sie wlasnoscia czlowieka.
        Nauka nigdy juz nie miala wytwarzac srodkow zniszczenia. W sluzbie
        komunizmu byla najpotezniejszym z wszystkich narzedziem przemiany
        swiata. Wydawalo sie ze nawodnienie Sahary i rzucenle wod Morza
        Srodziemnego w turbiny elektryczne jest dzielem, ktore przez dlugi
        czas pozostanie nieprzescignione, lecz juz w rok pozniej rozpoczeto
        prace nad projektem tak nieporownanej smialosci ze w cien usunal
        nawet Gibraltarsko-Afrykanski Zespol Hydroenergetyczny.
        Miedzynarodowe Biuro Regulacji Klimatow przeszlo od skromnych prob
        lokalnej zmiany pogody, od kierowania chmur deszczowych i poruszania
        masami powietrza do frontowego ataku. na glownego wroga ludzkosci.
        Byl nim mroz od setek milionow lat usadowiony wokol biegunow
        planety."
        Zrodlo: Stanislaw Lem ASTRONAUCI Warszawa: Czytelnik, 1970 (wyd. VII
        str. 16)
        • mrzorba Re: S. Lem "Astronauci" 13.02.08, 10:29
          Astronauci. Powieść fantastycznonaukowa
          (The Astronauts. A Science Fiction Novel)
          Warszawa: Spółdzielnia Wydawnicza 'Czytelnik', 1951
          An early SF novel written in Kraków between November 1950 and May
          1951.
          Plot summary: An early twenty-first century scientific expedition to
          Venus discovers remnants of the `Star Wars'-type apparatus designed
          to destroy life on Earth.
          Contents:
          Część I: KOSMOKRATOR (Part I: THE COSMOCRATOR)
          - Bolid syberyjski (Siberian Bolide)
          - Raport (The Report)
          - Planeta Wenus (The Planet Venus)
          - 11,2 kilometra na sekundę (11.2 Kilometres per Second)
          - Lekcja astronautyki (Lesson of Astronautics)
          Część II: DZIENNIK PILOTA (Part II: PILOT'S DIARY)
          - Hannibal Smith
          - Navigare necesse est
          - Martwy glob (The Dead Globe)
          - Kancz (Kanchenjunga)
          - Gwiazda ziemi (Earth Star)
          - Lot w chmurach (Flight in the Clouds)
          - Pilot (The Pilot)
          - Reguła korkociągu (Corkscrew Rule)
          - Czarna rzeka (The Black River)
          - Eksperyment (The Experiment)
          - Wielka plama (The Big Spot)
          - Profesor Lao Czu (Professor Lao Tchu)
          - Miasto (The City)
          - Piotr Arseniew (Peter Arsenyev)
          - Załoga (The Crew)
          • mrzorba Re: S. Lem "Astronauci" 13.02.08, 10:31
            Bolid syberyjski ciekawszy niz Darwin...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka