nowey777
02.03.08, 12:16
(Tak też może dziedziczyć się grzech pierworodny)
gourl.org/gln
[quote][color=darkblue]Ty sam odpowiadasz za to, czy zachorujesz na raka, czy
dostaniesz zawału. To ty decydujesz o charakterze i zdrowiu swojego dziecka.
Od twojego stylu życia zależy, co, jak i kiedy zadziała (lub nie) w twoim DNA
Geny. Jakie to wygodne! Można było na nie zwalić dosłownie wszystko. Tycie,
cukrzycę, niski wzrost, nieśmiałość, iloraz inteligencji, odstające uszy.
Zwalniały z odpowiedzialności. Mam takie geny i już. Nic na to nie poradzę.
No to was zmartwię (albo ucieszę tych, których przeraża biologiczny
determinizm). Koniec tego. Twoje geny mogą się ciebie słuchać. Masz większy,
niż ci się wydaje, wpływ na to, który z nich jak zadziała i kiedy. Możesz
zrobić porządek (albo bałagan) w swoim DNA. Wolna wola.
Genowe korki
Jak to możliwe? Wydawało się, że nie ma na świecie rzeczy bardziej stałej niż
DNA w naszym organizmie. Pół od mamy, pół od taty. I oto taki jestem. Nic się
tu nie zmieni.
A jednak. Rewolucję w takim podejściu do rzeczy zawdzięczamy myszom,
konkretnie jednemu ich szczepowi mieszkającemu w laboratorium zwanemu aguti*.
Od zawsze były żółte, grube i cierpiały na cukrzycę. Takimi stworzyli je
naukowcy do sobie tylko znanych celów. Wszystkie kolejne myszy rodzące się z
mamy i taty aguti wyglądały i zachowywały się tak samo.
W każdym razie tak było, zanim nie zajął się nimi doktor Randy Jirtle z
amerykańskiego Duke University. Właściwie nie zrobił wiele. Zmienił tylko
dietę pewnej grupie ciężarnych myszek. Podawał im więcej kwasu foliowego,
witamin z grupy B, soli organicznych. Jakie było jego zdumienie, kiedy nagle w
laboratoryjnej klatce pojawiały się małe myszki jakby wzięte od innych
rodziców: szczuplutkie, zwinne, brązowe. Zdrowe. Wyglądało na to, że w jakiś
tajemniczy sposób geny, które z takim mozołem zaszczepiali myszom naukowcy, by
wyhodować z nich chorowite spaślaki, nagle przestały działać. Ktoś lub coś je
wyłączyło. Co? Metylacja. Pod tą mało przyjaźnie brzmiącą nazwą kryje się
reakcja chemiczna polegająca na tym, że do rozmaitych naszych genów może
przyczepić się cząsteczka zwana grupą metylową. A kiedy już się przyczepi,
działa jak korek. Zatyka gen. Wyłącza go. Dezaktywuje.
Skąd ów korek bierze się w naszym organizmie? Źródeł jest wiele: my sami,
jedzenie, picie, toksyny, lekarstwa. Najogólniej mówiąc – środowisko.
Ono wpływa na to, które z naszych genów działają, a które nie. Nasze
otoczenie, to, co jemy, gdzie żyjemy, może wpływać na aktywność genów, nie
zmieniając przy tym samej struktury DNA. Obrazowo można by to porównać do
grania na fortepianie. Mamy stały zestaw klawiszy, ale w zależności od tego, w
który z klawiszy uderzymy (uaktywnimy go), a który pozostawimy nietknięty,
wydobędziemy z instrumentu bardzo różne melodie. Wirtuozem naszych genów jest
metylacja.
Instrukcja do instrukcji
Kiedy w 2003 roku doktor Jirtle razem ze swoimi grubymi myszami dowiedli, że
za pomocą czegoś tak banalnego jak dieta ciężarnej matki można wpłynąć na DNA
dziecka, świat nauki na chwilę zamarł. A zaraz potem gwałtownie się rozkrzyczał.
To była sensacja. I początek zupełnie nowej nauki – epigenetyki. Od tej chwili
zajmować się ona będzie badaniem dziedziczności pozagenowej. Jean Baptiste
Lamarck zachichotał w grobie. Dwa wieki temu sformułował teorię, zgodnie z
którą zwierzęta są zdolne do intencjonalnej przemiany swoich ciał, tak aby
sprostać wyzwaniom stawianym przez środowisko. Cechy nabyte mają być
dziedziczone przez potomstwo. To herezja! – zakrzyczeli La-marcka genetycy.
Dziedziczone mogą być tylko geny! Otóż nie tylko. O DNA mówi się, że stanowi
in-‑
strukcję budowy i działania naszego organizmu. Istnieje jednak instrukcja
do instrukcji. To epigenom. Informacja o tym, który gen, kiedy i jak ma zostać
uaktywniony. Nie ma jednego epigenomu. Każdy z nas ma ich tysiące, a może i
miliony. Wszak inne geny (z tego samego kompletu, który mamy w każdej komórce
naszego ciała) działają w wątrobie, a inne w mózgu. Inne w nerce, a inne w
skórze. Inne włączają się, kiedy jesteśmy młodzi, a inne – kiedy starzy.
Gdy osiem lat temu naukowcy stworzyli mapę naszego genomu, otrąbi-li
zwycięstwo. Wiemy, że mamy 3 miliardy par nukleotydów, które składają się na
25 tysięcy genów. Oto przepis na człowieka. – Co to za mapa? – drwią dzisiaj
epigenetycy. – Jak się za jej pomocą poruszać, skoro nie wiemy, które z dróg
są otwarte, a które zamknięte?.........
w środowiskowych, które wpływają na wł