kowix 28.11.08, 11:02 To się często na gazeta.pl nie zdarza, abym był autentycznie zainteresowany artykułem. Ten mi się bardzo podoba, rzeczowy, bez auto-reklamy. etc. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kowix AIDS. Kiedy wygramy? 28.11.08, 11:04 To się często nie zdarza abym był naprawdę zainteresowany artykułem na gazeta.pl [brak auto-reklamy, samo-chwalenia, rzeczowy, żerowania na innych, przechwałek, etc]. Miło wiedzieć, że czasem są jednak wyjątki i ktoś napiszę coś do rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem123 Re: AIDS. Kiedy wygramy? 29.11.08, 19:06 Do artykułu mam jedno zastrzeżenie. Nie jest w tym artykule jasno powiedziane, że w sferze seksu o ryzyku zakażenia tylko decydują ryzykowne zachowania, a nie orientacja seksualna. Ryzykowne zachowania to: duża ilość partnerek/partnerów i seks bez prezerwatywy, to są jedyne czynniki ryzyka. Ani płeć, ani preferencja seksualna nie odgrywają tu żadnej roli. Odpowiedz Link Zgłoś
w248 CZy wygramy? 29.11.08, 20:33 A skad ta fałszywa pewnosc , że wygramy? Dotychczasowe obniżki chorych na AIDS nie wynikają z tego że ich wyleczylismy , a z tego że chorzy powymierali. Ale sukces jak cholera. Odpowiedz Link Zgłoś
w248 liczba AIDS wsrod homosexual;istów się zwiększa 29.11.08, 20:40 Coraz rzadziej stosują kondomy pederasci w USA co daje wzrost AIDS w tym srodowisku w USA. W Polsce wybuch apidemii wsrod homosexualistow jest nieunikniony. Wystarczy zajrzeć do dark room'ow polskich gejowskich klubow , gdzie w ciemnosciach kłebią sie dziesiątki spółkujących bez kondomów anonimowych mężczyzn. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem123 Re: liczba AIDS wsrod homosexual;istów się zwięk 29.11.08, 20:50 Zajrzaleś tam ? Opowiedz! Opowiedz nam o swoich emocjach, które wtedy przeżywałeś. Na prawdę kłębią się? Odpowiedz Link Zgłoś
w248 Re: liczba AIDS wsrod homosexualistow sie zwieksza 29.11.08, 21:58 Tak , bylem przebrany za lesbę. Kłebią sie jak stado węży. Odpowiedz Link Zgłoś
born.again.atheist Re: liczba AIDS wsrod homosexualistow sie zwieksz 30.11.08, 19:15 w248 napisał: > Tak , bylem przebrany za lesbę. Kłebią sie jak stado węży. Leos, udawanie kogokolwiek nie uchroni cie przed AIDS, musisz sie zabezpieczac skoro nie mozesz sie powstrzymac od odwiedzania takich miejsc. Swoja droga, dziwie sie jak z towja geba ktos moglby cie wziac za lespijke ?) Odpowiedz Link Zgłoś
petrucchio Re: liczba AIDS wsrod homosexual;istów się zwięk 29.11.08, 22:09 w248 napisał: > Wystarczy zajrzeć do dark room'ow > polskich gejowskich klubow , gdzie w ciemnosciach kłebią sie > dziesiątki spółkujących bez kondomów anonimowych mężczyzn. Leonardo, nie znałem cię od tej strony! Czegoś tam szukał? Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Re: tyż prowda 29.11.08, 22:48 Jak {Wu 248.} teraz łupnie nam tą prawdą między ... Między ... oczy? Widziały gały gdzie brały. Odpowiedz Link Zgłoś
wronski111 Re: AIDS. Kiedy wygramy? 20.11.09, 15:23 A statystyki !!!!! na stronie www.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/hiv_aids/index.htm jak sobie zliczylem dane, bo nie podaja takich zestawien, to wyszlo ze ok 80% z hiv/aids to mezczyzni Odpowiedz Link Zgłoś
bopin Po co wygramy? 01.12.08, 09:43 Właściwie wygrana z AIDS nie ma znaczenia. Poza przypadkami, że wirusa człowiekowi przetoczą z krwią, to wystarczy najpierw myśleć a potem się bzykać żeby tego uniknąć. Ważnym pytaniem jest kiedy wygramy z nowotworami, bo przed tym nie można się ustrzec, albo masz farta albo umierasz w męczarniach. Odpowiedz Link Zgłoś
losadamos661 AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 09:58 chyba nikt nie wierzy ze wielki przemysl, ktory produkuje obecnie leki "trzymajace wirusa w ryzach", zarabiajacy na kazdym chorym miesiecznie niesamawita kase, planujacy swoje dochody na wiele lat do przodu i liczacy juz zyski, dopusci by wyprodukowano lekarstwo, ktorym mozna zwalczyc wirusa AIDS u chorego, tak jak na przyklad w przypadku wirusa odpowiedzialnego za zapalenie watroby typu C. Przeciez to by byla klapa finansowa, paromiesieczna kuracja i czlowiek zdrowy. Do tego nie dopuszcza przez najblizszych paredziesiat lat. Odpowiedz Link Zgłoś
bopin Re: AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 10:26 losadamos661 napisał: > tak jak na przyklad w > przypadku wirusa odpowiedzialnego za zapalenie watroby typu C. > Ale na tego wirusa tez nie ma lekarstwa... Spisek, zmowa, intryga?? Odpowiedz Link Zgłoś
losadamos661 Re: AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 13:45 oczywiscie ze jest lekarstwo, w zaleznosci od genotypu dziala nawet w 90procentach. Znam wielu ludzi juz zdrowych po kuracji, sam jestem w trakcie, madralo Odpowiedz Link Zgłoś
bopin Re: AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 18:34 losadamos661 napisał: >sam jestem > w trakcie, madralo daj Ci Boże zdrowie Odpowiedz Link Zgłoś
madcio Re: AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 21:45 Taaa, a tych naukowców, co badaja tego wirusa na całym świecie, to pewnie oni wszyscy co do jednego przekupieni i/lub zastraszeni, i ani jeden nie puści pary z gęby... :> Podsumowywując tekst losadamos661, jak i podobne "rewelacje" blackdog71: paranoidalny bełkocik. Szkoda czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
wronski111 Re: AIDS. Kiedy wygramy? 20.11.09, 15:39 Prosze naprawde poszperac w internecie ile jest pytań bez odpowiedzi na temat aids albo samemu przeanalizowac dane z PZH czy wskazuja na droge płciową przy tzw przenoszeniu jak 80% to mężczyźni i ok 80% to narkomani/ki Niestety nie wszystko co jest drukowane na kredowym, błyszczącym papierze to prawda. HIV może być tylko rezydentnym wirusem nie odpowiedzialnym za AIDS www.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/hiv_aids/index.htm www.tomaszgabis.pl/wp-content/uploads/2009/03/raport_o_aids.pdf www.newsweek.pl/artykuly/wyklety-geniusz,47418,1 Odpowiedz Link Zgłoś
polakwalczy Nikt sie nie zaszczepi przeciw AIDS 20.11.09, 18:05 I znowu lobby durniow antyszczepionkowych zatryumfuje i storpeduje szczepienia, jak to było ze swinską grypą. Bo według durniow lepiej jest zdechnąc niż narazic się na wyimaginowany skutek uboczny szczepionki. Barbarzyncy antyszczepionkowi zatryumfują jak zwykle. Odpowiedz Link Zgłoś
szulgan AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 12:09 Po co oni udają? Przecież wirus HIV został wyprodukowany. www.npn.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=441&Itemid=65 polecam ten artykuł, choć na ten temat jest więcej informacji dostępnych w internecie wystarczy poszukać. Odpowiedz Link Zgłoś
bopin Re: AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 18:36 szulgan napisała: > Po co oni udają? Przecież wirus HIV został wyprodukowany. > A to nie przez UFO? Odpowiedz Link Zgłoś
kretowski Made in Vaticano 02.12.08, 21:14 bopin napisał: > szulgan napisała: > > > Po co oni udają? Przecież wirus HIV został wyprodukowany. > > > > A to nie przez UFO? > > Wirus HIV został wyprodukowany przez agentów z laboratoriów watykańskich jako kara za grzechy. Pamiętam, kiedy jeszcze chodziłem do podstawówki i byłem głupi to wierzyłem w głupie plotki że AIDS KGB przeciwko Zachodowi Zgniłemu wyprodukowało, ale zmądrzałem i wiem gdzie! Made in Santissima Citta di Vaticano! Odpowiedz Link Zgłoś
bopin Re: Made in Vaticano 03.12.08, 08:53 kretowski napisała: > Made in Santissima Citta di Vaticano! Za parę lat zmieni się moda i będziesz wierzył w inne plotki. To przez UFO, ja ci mówię Odpowiedz Link Zgłoś
kretowski UFO istnieje 03.12.08, 19:43 bopin napisał: > kretowski napisała: > > > Made in Santissima Citta di Vaticano! > > Za parę lat zmieni się moda i będziesz wierzył w inne plotki. To przez UFO, ja > ci mówię > > Można wierzyć albo nie wierzyć w Boga albo UFO, ale z naukowego punktu widzenia, prędzej istnieją obce cywilizacje niż Bóg. Można wierzyć w Boga nawet wiedząc, że go nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
bopin Re: UFO istnieje 04.12.08, 13:44 > punktu widzenia, prędzej istnieją obce cywilizacje niż Bóg. To absolutnie nie na temat, ale jak mogą powstać obce cywilizacje bez udziału Boga? Odpowiedz Link Zgłoś
kretowski A jak może powstać Bóg bez udziału Boga? 05.12.08, 01:02 bopin napisał: > > > punktu widzenia, prędzej istnieją obce cywilizacje niż Bóg. > To absolutnie nie na temat, ale jak mogą powstać obce cywilizacje bez udziału B > oga? > > Hahahaha, ale knot. Odpowiedz Link Zgłoś
bopin Re: A jak może powstać Bóg bez udziału Boga? 05.12.08, 09:43 > Hahahaha, ale knot. Czyli jednak pogadaj z kolegami z klasy o UFO, bo tu to nie miejsce, Nie ten wątek. Pa Odpowiedz Link Zgłoś
kretowski Tak samo nie miejsce na Boga 08.12.08, 02:06 bopin napisał: > > > Hahahaha, ale knot. > > Czyli jednak pogadaj z kolegami z klasy o UFO, bo tu to nie miejsce, Nie ten > wątek. Pa Boga niet. Odpowiedz Link Zgłoś
blackdog71 Re: AIDS. Kiedy wygramy? 02.12.08, 14:37 kiedy wygramy? NIGDY! gdyz nie ma takiej choroby. wygrywa mafia farmaceutyczna ktora robi na tej 'chorobie' miliardy dolarow. macie internet i glowe na karku? poszperajcie, poczytajcie a dowiecie sie prawdy. Odpowiedz Link Zgłoś
kretowski Michał Witkowski: Lubiewo 02.12.08, 20:23 To ku przestrodze: A ognia w tych historiach nie brakuje. Płoną świeczki na grobach Dżesiki, Andżeliki, Łucji. Co prawda ciągle gasną, bo jest zimna, późna jesień, raz po raz pada deszcz ze śniegiem i wieje wiatr. Mamy jednak w torbie także małe lampiony. Teraz trzeba włożyć zapałkę do środka i jeszcze się przy tym nie poparzyć. Świecą ogniki papierosów w mroku. Pali w gardle. Od tego zaczyna się zwykle umieranie. Nagle, jeszcze w najwcześniejszej fazie, wszystkie kolory stają się jakby szare, nie, nie szare, po prostu wszystko zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Pomarańcze przyniesione do szpitala przyniesione do szpitala i położone na białym stoliku z odłażącą emalią. Dżesika patrzy się na nie i dziwi, że jeszcze są, bo jej już właściwie nie ma i byt staje się czymś najbardziej obcym. Na drugim brzegu jest ciągły ból, tak jakby ciało miało zamiar zohydzić się Dżesice, żeby już nie było żal się z nim rozstawać. Dżesika boi się własnego ciała, bo już wie, że za kilka miesięcy będzie cuchnęło. Patrzy na swoje paznokcie i już widzi za nimi sine obwódki. Z dawnej roboty dobrze zna uroki rozkładu. Ach, jak chętnie by się pozbyła tego ciała! Ale przecież właśnie o to chodzi, żeby się nie dać. Nie chce tego ciała, które samo siebie niszczy i nagle okazuje się tak trwałe jak bańka mydlana, jak kropelka białka. Szczególnie gdy spojrzeć z góry, a przecież ona widzi wszystko jakby z Księżyca. Dopiero teraz widać w pełni, że nigdy dotąd ani przez chwilę nie wierzyła w możliwość własnej śmierci. Nocne rozmowy z Telefonem Zaufania naprawdę uspokajają. Umieranie Dżesiki trwało długo. Najpierw zakażenia gardła, szybko wyleczone. Po kilku dniach angina, wyleczona. I znowu grypa. Pytanie lekarza: - Czy pan aby nie miał w ciągu ostatnich trzech miesięcy… - histeria Dżesiki, Dżesika wymiotuje do umywalki. Badania krwi, ale jeszcze nie na to, tylko takie ot, na odporność, której – okazuje się – nie ma. Norma 18, jest 22. Teraz prawdziwe krwiodastwo, całych pięć probówek do laboratorium, wyrok za tydzień. Przez ten czas Dżesika ledwo że nie umarła, źle leczona na zapalenie płuc. Pierwszy raz nie wygrywała z własnym ciałem, każdy ból gardła mijał po przyjęciu leków tylko na kilka godzin i wracał, wracał jak niedogaszony pożar. Podczas kolejnego badania krwi (panie wesołe, nie mają o niczym pojęcia, żartują) w radio leci najnowszy przebój Budki Suflera i Dżesika uważa to za nietakt. W toalecie, gdzie sika, patrzy na nalepkę z reklamą jakiejś firmy produkującej okna PCV i wścieka się na nietakt. Bo wokół huczy życie zupełnie nieświadome swojej ulotności! - Niech się pan nie przejmuje, niech się pan nie przejmuje, niech się pan przestanie trząść – mówi lekarz, ale na konkretne pytania odpowiada z przerażającą powagą i jest podejrzanie przyjacielski. Ku..., on się pyta, czy może w czymś pomóc, a to już najgorsze! Znajomi pytają, czy mogą w czymś pomóc! Ta lepka atmosfera przyjaźni i zrozumienia jest potworna. Ktoś chce iść z nią po wyniki, bo „nie powinieneś być w takiej chwili sam”, kto inny proponuje podwieźć, bo przecież panuje późna jesień i nie można chodzić po zimnie, gdy się ma obniżoną odporność! Przecież w tramwaju ktoś może nakaszleć! To wszystko naraz zamienia się w lepką glajdrę, ta glajdra otacza Dżesikę i przenika do je płuc. Lekarz dyskretnie, żeby nie wzbudzać paniki, obmacuje jej węży chłonne – szyja, pachy. Myje ręce, pachy przecież śmierdzą potem, kto by się mył przy zapaleniu płuc? Organizm był rozstrojony jak stare pianino, a na dodatek jakiś ukryty wróg walił w klawisze siekierą. I to suszenie – pić, w gardle szalał pożar, który wsiąkał jak woda w piasek. Nie pomagają nawet antybiotyki! Trzeba się przyznać. I to ona, która zawsze miała tyle swady, i dzióbek wyżej, koteczku, jak do mnie rozmawiasz, i torebką po głowie, ona teraz wstydzi się wymamrotać te dwa wyrazy: „grupa ryzyka”. Siedzi na kozetce, gapi się w oszkloną szafkę z lekami zamkniętą na kłódkę, skubie włosy i białymi ustami mamrocze coś niewyraźnie. Głos zaczyna jej się łamać, bo, bo to może być… Bo ja… Bo ja może mam… Gdy w końcu ląduje w szpitalu, przez cały czas żyje jakby w półśnie. Najdziwniej się czuje, gdy zaczyna się pocieszać, bo i co to są za pocieszenia… Przed oczami stawały jej całe korowody ludzi dawno umarłych. Umarli, no i co? Albo inaczej – przecież niedługo, za kilka 26 tysięcy lat, a nawet jeśli za milion, to i co? Więc za jakiś czas i tak nie będzie ani jednego człowieka na Ziemi. Sama Ziemia nie jest przecież nieśmiertelna, wszechświat nie jest nieśmiertelny, a co dopiero ludzie. Ale teraz pojawiały się wspomnienia z dzieciństwa, z czasu, gdy się jeszcze nie wiedziało o tej smutnej konieczności. Głowa mamy w modnej wtedy rudej peruce poskręcanej w duże loki. Twarz jest młoda, jak na wczesnych, białoczarnych fotografiach o poszarpanych koronkowo brzegach. Zaraz po tym następowała potężna luka w pamięci, choć nadal Dżesika poruszała się w latach sześćdziesiątych. Była w ich nowym mieszkaniu, w świeżo oddanym do użytki bloku, siedziała w kuchni, babcia trzymała ją na rękach. Dżesika pokazuje „rączką” na ramę okna, która na dole ma takie jakby pokrętło czy wajchę do otwierania dwóch warstw szyb. Pyta: „co to” i słyszy „a tam pan piekarz piecze chlebek”. Jedna z nigdy nie wyjaśnionych zagadek jej dzieciństwa, bo przecież – sprawdzała to wielokrotnie – nawet za oknem nie było żadnej piekarni. Od tamtej pory w pomalowanym niechlujnie białą olejną, krostkowatym metalowym pudełeczku przyczepionym do starego typu okna pan piekarz cierpliwie piekł chlebek i będzie tak piekł, bo jedyna osoba zdolna odwołać zaklęcie dawno już nie żyje. Potem weszła siostra i podłączyła jej kroplówkę, ale Dżesi chciała już, żeby jak najszybciej sobie poszła. W pewnym momencie, gdy postanowiono podłączyć jej rurkę do gardła, żeby się lepiej oddychało, ten złudny spokój prysł i dostała strasznej histerii. Krzyczała na cały oddział, najpierw obudziła się w nocy, płakała po cichu, aby nikogo nie obudzić, potem przestała przejmować się innymi, wybiegła na korytarz. Biegła i upadła pod kaloryferem, obok zabiegowego, darła sobie włosy, rozdrapywała twarz. Przed oczami miała czerwone plamki, tarła oczy i widziała różnych ludzi, którzy szli w jej stronę i krzyczeli: - Ściągaj spodnie, Dżesika! Wypnij tyłek, Dżesika! - A uważaj, bo masz już tak rozjebany, ze ci się gó... wylewa! Wszyscy się brzydzą cię ru..., żeby się nie ubabrać tym twoim zaejdsionym gównem! – zdawało jej się, że ktoś z zimną, blaszaną latarką zagląda jej do odbytu. - Wypnij się, wypnij, wszyscy popatrzymy na twoją dziurę! O, masz też kutasa, jaki sflaczały! Niee! Drze się Dżesika na cały oddział, na cały olbrzymi szpital, niee! drze się tak, żeby od tego krzyku już umrzeć, wreszcie zdechnąć. Niee! Wyrywa się, szarpie, charczy, pluje, bo ktoś ją łapie, ściska. Dżesika gryzie, gryzie tego kogoś, do krwi, dostaje w gębę, i już ten ktoś kłuje ją w rękę, po całym ciele, od ręki po żyłach rozchodzi się mrowiące gorąco, piecze, chmurka musującego gorąca dopływa do mózgu, już nagle Dżesika widzi, że leży z gołym tyłkiem na zimnej posadzce, cała we krwi, w wydzielinach, a wokół stoi tłum pacjentów w szlafrokach, pielęgniarka i inne salowe, a lekarka dyżurująca każe się rozejść. I jeden staruszek szepce do siostry „jaka straszna choroba ta AIDS, atakuje ponoć układ nerwowy i mózg, ludzie wariują”. Dżesika zasypia, czuje jeszcze, że ktoś niesie ją na rękach, gdzieś, pewnie do wspólnej sali, albo może jeszcze gdzie indziej, gdzieś, gdzie nie ma już nic? Odpowiedz Link Zgłoś