kserkses1 20.01.06, 09:36 jak by kogoś interesowały wieśći z miasteczka na K. :) Głównie muzealane...ale inne też. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kserkses1 Krakowskie eksponaty skradziono w Warszawie: 20.01.06, 09:37 Krakowskie zbiory zrabowane w stolicy. Z warszawskiego Muzeum Wojska Polskiego skradziony trzy cenne eksponaty należące do Muzeum Narodowego w Krakowie i Muzeum Książąt Czartoryskich Zabrano je w środę z wystawy "Napoleon i Polacy". Policyjne śledztwo objęte jest całkowitą tajemnicą. Udało nam się jednak ustalić kilka szczegółów. Eksponaty znajdowały się w szklanej gablocie. Ktoś się do niej włamał. Jak? Tego policjanci nie chcą zdradzić. Wiemy, że przez cały czwartek przesłuchiwali pracowników muzeum i sprawdzali zabezpieczenia alarmowe. Zabrali też do przejrzenia taśmy z kamer monitoringu. - Opcje są dwie: albo eksponaty ukradł ktoś z odwiedzających, albo któryś z pracowników - zaznacza nasz policyjny rozmówca. Łupem złodzieja padły srebrna czara, tzw. kowsz, naczynie pochodzące z końca XVII w., które w 1812 r. polskie wojska przywiozły z Kremla, oraz dwa cenne odznaczenia: Wielka Gwiazda Legii Honorowej i Wielka Gwiazda Virtuti Militari. Oba odznaczenia należały do księcia Józefa Poniatowskiego. Czara i Legia Honorowa były własnością Muzeum Książąt Czartoryskich, Gwiazda Virtuti Militari pochodziła ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie. - To była robota na zamówienie. Przedmioty zostały wybrane zbyt dokładnie, żeby było inaczej. Jest duże grono osób zainteresowanych takimi pamiątkami. Większość zbieraczy odznaczeń militarnych oddałaby rękę za taką zdobycz - mówi osoba zorientowana w meandrach branży militarnej. Wstępnie policja oszacowała straty na 260 tys. zł. - Wartość materialna skradzionych przedmiotów nie jest wielka. Ale wartości historycznej ocenić się nie da, w tym sensie są to rzeczy unikalne - powiedział nam Tomasz Kusion, kurator wystawy ze strony Muzeum Książąt Czartoryskich. Wystawa "Napoleon i Polacy" była wspólnym przedsięwzięciem krakowskiego Muzeum Narodowego w Krakowie, Fundacji Czartoryskich oraz Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Epokę triumfów francuskiego cesarza miały przybliżać dokumenty, obrazy, rzeźby, grafiki, pamiątki i mundury. Uroczystego otwarcia ekspozycji dokonano 23 października 2004 w Krakowie, w 200. rocznicę koronacji Napoleona, a po trzech miesiącach cała wystawa przeniosła się do sal przy Alejach Jerozolimskich. Po kilku miesiącach miała wrócić pod Wawel, ale dyrektor Muzeum Wojska Polskiego Jacek Macyszyn dwukrotnie zwracał się z prośbą o przedłużenie ekspozycji. W najbliższych dniach chciał wystąpić z kolejnym wnioskiem do krakowskich muzealników. Jak nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, krakowskie muzea nie dostaną odszkodowania za zrabowane eksponaty. Przedmioty były ubezpieczone, ale ubezpieczenie nie obejmowało wypożyczeń do innej placówki. Wczoraj nie udało nam się skontaktować z nikim z Muzeum Wojska Polskiego. Dyrektor Jacek Macyszyn nie odbierał telefonu. A od wartownika usłyszeliśmy, że "żadnego włamania u nich nie było". Szymon Jadczak, współ. PM, KB miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3121795.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 okolica dworca PKP... prawie pięknie 20.01.06, 09:41 Jak będzie wyglądać Galeria Krakowska kf 19-01-2006, ostatnia aktualizacja 19-01-2006 21:20 Firma ECE, inwestor Galerii Krakowskiej, zaprezentowała elementy wykończenia fasady i wnętrz centrum handlowo-komercyjnego powstającego przy Dworcu Głównym. Prawie 100 metrów elewacji od strony placu kolejowego pokryją szklane nadrukowane tafle. Na złączeniach płyt zamocowano wystające lampy w kształcie tubusów emitujące białe światło. Szklana elewacja pulsować może jednak kolorami, a to dzięki zamontowaniu na dole i górze poziomych lamp diodowych. Próbne efekty gry świateł oglądać już można na fasadzie galerii od kilku dni. Krótszą elewację obiektu rozdziela w połowie wejście, którego boczne ściany obłożono piaskowcem. Kamienne okładziny będą również pokrywać fasadę o długości 350 m od ul. Pawiej. Na wykończonym fragmencie posadzki przed wejściem położono granitowe płyty, które w przyszłości pokryją cały plac. Granit będzie także materiałem wykorzystanym do pokrycia posadzek wewnątrz galerii. Zaraz za wejściem do budynku układ komunikacyjny rozdziela się na dwa pasaże: "wodny" i "lądowy". Odmienna będzie ich kolorystyka: w jednym odcienie niebieskości i elementy morskie, w drugim - barwy piaskowe i czerwone. W układzie poprzecznym wyznaczono trzy miejsca zejścia się pasaży: Halę Grodzką, Forum i Plac Europejski, będący jednocześnie przejściem do dworca kolejowego. Trzy dolne kondygnacje galerii, w tym podziemną, zajmą sklepy i gastronomia. Na dwóch górnych ulokowano biura i parking. Otwarcie centrum ECE zaplanowano na październik 2006 r. Galeria będzie mieć 123 tys. m kw. powierzchni. 90 proc. powierzchni handlowej i gastronomicznej już została wynajęta. miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3121790.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Re: Cracoviana 20.01.06, 13:51 no dobra, może być i tutaj : ) jeden powód więcej, żeby zaglądać na to forum Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Re: Cracoviana 20.01.06, 13:53 ( pytałaś alexa o pozwolenie ? to jednak niezgodne z tematem forum ) : ))) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 teraz będzie tutaj...;) 20.01.06, 13:53 /prędzej sobie głowę odgryzę niż.../ Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 ...w Jagiellonce 23.01.06, 15:29 Słownik braci Grimm z odręcznymi poprawkami Jakuba i Wilhelma okryto w Bibliotece Jagiellońskiej - doniosła niemiecka prasa. - Takich odkryć uczeni dokonują u nas sporo - nieskromnie przyznaje dyrektor biblioteki dr Zdzisław Pietrzyk. W czwartek niemieckie dzienniki "Sueddeutsche Zeitung" i "Die Welt" doniosły, że w Krakowie odnaleziono uważane dotąd za zaginione dziewięciotomowe wydanie niemieckiego słownika "Deutsches Wörterbuch" braci Jakuba i Wilhelma Grimmów, zawierające odręczne notatki autorów. - To nie jest szczególne odkrycie - mówi dr Zdzisław Pietrzyk, dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej. - Po prostu w czasie katalogowania XIX-wiecznej części Berlinki, okazało się, że zawiera ona dziewięć tomów korekty słownika języka niemieckiego z własnoręcznymi dopiskami braci Grimm. Nie chwaliliśmy się tym specjalnie, zawiadomiliśmy jedynie bibliotekę w Berlinie i towarzystwo braci Grimm w Kassel, że coś takiego u nas się odnalazło - wyjaśnia dyrektor Pietrzyk. Media zainteresowały się sprawą, gdy o istnieniu "Deutsches Wörterbuch" poinformował publicznie nowozelandzki germanista Alan Kirkness. - A zrobił to w trzy miesiące po otrzymaniu od nas informacji o dziele Grimmów - dodaje dyrektor Jagiellonki. Według niego takich odkryć w bibliotece jest sporo. - Niedawno pan doktor Piotr Tylus robiąc katalog starofrancuskich rękopisów średniowiecznych, wpadł na trop zupełnie nieznanych statutów miasta Lyonu. Dla Francuzów to kapitalna wiadomość. A na czym polega wyjątkowość słownika braci Grimm? Otóż Jakub i Wilhelm zajmowali się nie tylko bajkopisarstwem. Pasjonował ich również język niemiecki. Egzemplarz sporządzonego przez nich dziewięciotomowego słownika języka niemieckiego odkryty w Krakowie zawiera poprawki naniesione przez autorów przed ostateczną korektą. - W Bibliotece Jagiellońskiej jest jeszcze sporo pozycji, które mogą okazać się sensacją - uważa Pietrzyk. Pruska Biblioteka Państwowa, tzw. Berlinka Zbiory Państwowej Biblioteki Pruskiej w Berlinie zawierają m.in. manuskrypty słynnych niemieckich pisarzy, poetów i kompozytorów oraz cenne księgi. W czasie II wojny światowej zostały wywiezione przez Niemców na Dolny Śląsk. W 1946 r. trafiły do Krakowa, gdzie do dziś pozostają jako depozyt rządowy w Bibliotece Jagiellońskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 słuszna afera wokół wystwy "tybetańskiej"... 25.01.06, 10:00 Kontrowersje wokół chińskiej wystawy sztuki tybetańskiej Ireneusz Dańko 25-01-2006, ostatnia aktualizacja 25-01-2006 00:01 Dzieła sztuki i rzemiosło z Tybetu zaprezentuje Muzeum Archeologiczne w Krakowie. Na wystawie zwiedzający nie dowiedzą się jednak nic o okupowaniu Tybetu przez komunistyczne Chiny i niszczeniu tamtejszej kultury. Nic dziwnego - pieczę nad ekspozycją sprawuje bowiem chińska ambasada. - Równie dobrze rosyjski ambasador mógłby otworzyć u nas ekspozycję rękodzieła zagrabionego w Czeczenii - zareagował na informację o wystawie Piotr Cykowski, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Tybetu. - Chińskie władze poprzez takie wystawy chcą legitymizować zawłaszczenie tybetańskich dzieł sztuki i prezentować się na świecie jako mecenas kultury. Szkoda, że do tego dają się wykorzystywać nasze muzea - ubolewa Cykowski. Muzealnicy nie widzą jednak problemu. Zapewniają, że stronią od polityki. Interesuje ich jedynie etnografia i sztuka. - Bardzo ładna wystawa. Nie widzę żadnych podtekstów. Co złego, że nasi goście poznają kawałek dalekiej kultury? - dziwi się krytyce Maciej Wojewoda, dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej. Nie pamięta dokładnie wystawowych opisów. Ale zapewnia, że prezentowany na wystawie zarys historii Tybetu "nie był rażący", mimo że nie zawierał informacji o niszczeniu tybetańskiej kultury przez chińskie władze. Współpracy z Chińczykami broni także Jadwiga Dmytrów, odpowiedzialna za przygotowanie ekspozycji w krakowskim muzeum. - Ile osób z Krakowa mogłoby pojechać do Tybetu i obejrzeć takie dzieła? Skoro nasz rząd i inne utrzymują normalne stosunki dyplomatyczne z Chinami, to dlaczego nie mamy współpracować przy podobnych projektach? - pyta retorycznie. Jak podkreśla, komisarzem tej i poprzednich chińskich wystaw jest Henryk Brandys, znawca kultury Dalekiego Wschodu z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. On odpowiada za treść opisów eksponatów. - Nie mam podstaw kwestionować jego kompetencji - zastrzega Jadwiga Dmytrów. Komisarz Brandys był wczoraj nieuchwytny w pracy i pod komórką. - Tybet to część chińskiej kultury. W naszym kraju mamy 56 mniejszości narodowych - usłyszeliśmy w wydziale kultury ambasady ChRL w Warszawie. To już czwarta w ostatnich latach wystawa, którą krakowskie muzeum przygotowało wspólnie z ambasadą Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie. Wcześniejsze, na których eksponowano pamiątki chińskiej kultury, cieszyły się wielkim zainteresowaniem. Organizatorzy i tym razem spodziewają się tłumów zwiedzających. W gablotach zebrali kilkaset eksponatów z Tybetu. Do marca krakowianie i turyści zobaczą m.in. rytualne maski, instrumenty muzyczne, młynki modlitewne i obrazy sakralne - thanki, które w lamaiźmie (tybetańskiej odmianie buddyzmu) pełnią funkcję ikon. W Tybecie zdobiły one świątynie, klasztory i zwykłe domy, służąc do medytacji. Po zajęciu go przez chińską armię wiele zostało zniszczonych i rozgrabionych. Zabytkowe dzieła, które trafiły do Krakowa, pochodzą z państwowych zbiorów w Chinach. Wystawę, podobnie jak poprzednie, firmuje tamtejsze ministerstwo kultury. Część kolekcji od listopada do stycznia tego roku była wystawiana w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej. Jutro uroczystego otwarcia krakowskiej wystawy dokona osobiście ambasador Chin w Polsce. - Widziałam kiedyś w Pekinie wystawę sztuki tybetańskiej. Rzeczywiście piękna. Szkoda, że tamtych dzieł nie mogą oglądać Tybetańczycy u siebie, bo większość została rozkradziona - powiedziała "Gazecie" studentka studiów dalekowschodnich na UJ, zastrzegając anonimowość ("chciałabym jeszcze tam pojechać"). Okupacja Tybetu Chińska Ludowa Armia Wyzwolenia najechała Tybet w 1949 r. Niepodległe państwo dostało się wtedy pod okupację Chin. Początkowo formalnie zarządzał nim Dalajlama XIV i Panczenlama. Władze w Pekinie stopniowo ograniczały jednak tybetańską autonomię, aż w 1959 r. zmusiły Dalajlamę do emigracji do Indii wraz z blisko 100 000 zwolenników. Duchowy przywódca Tybetańczyków do dziś nie może wrócić w rodzinne strony. Powstanie mieszkańców krwawo stłumiono, niszcząc liczne buddyjskie świątynie i inne zabytki tybetańskiej kultury. Obecnie Tybet jest regionem autonomicznym Chin, masowo zasiedlanym przez Chińczyków. Komentarz Michała Olszewskiego Dawno temu, podczas zorganizowanej przez NZS dyskusji o Czeczenii, któryś z dyskutantów wysunął następującą tezę: Nie walczmy o Czeczenię, bo Rosjanie nie będą kupować od nas konserw. Podobny ton pobrzmiewa w wypowiedzi pani Jadwigi Dmytrów: nie ma problemu Tybetu, skoro utrzymujemy z Chinami stosunki dyplomatyczne. Tymczasem problem jest, i to olbrzymi. W Tybecie Chiny od kilkudziesięciu lat prowadzą politykę eksterminacji narodu. To, że pokażą w Krakowie eksponaty z zajętego bezprawnie kraju, jest po prostu bezczelnością. Nie byłoby, gdyby wśród niewątpliwie pięknych eksponatów pojawił się cykl portretów wysterylizowanych Tybetanek. Albo lista mnichów, którzy zginęli w Himalajach, uciekając przed prześladowaniami. Taki cud w Krakowie się nie zdarzy. miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3129352.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 cd... - smutne (i znowu polityka) 09.03.06, 12:57 miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3199027.html Odpowiedz Link Zgłoś
alex.stela Widzę, że koleżanka 25.01.06, 13:37 chyba wyniosła się tu na stałe. No nic, ważne, że chęć pisania dopisuje :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: Widzę, że koleżanka 25.01.06, 15:23 jak mam rozumieć to, pełne zrezygnowania "no nic" :) Odpowiedz Link Zgłoś
alex.stela Re: Widzę, że koleżanka 25.01.06, 16:48 Myślałem, że koleżanka czasem wspomoże na bardziej kulturalnym forum jakimś poglądem, bo ja za bardzo geremkowaty jestem i czasem marne efekty mam. A jak koleżanka tylko tutaj, to ja tam tak trochę jak pilot-kamikaze... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: Widzę, że koleżanka 26.01.06, 09:35 całkiem poważnie - tak jak napisałam na Twojego maila - jak kolega moderator "bardzo kulturalnego forum" chce mieć "bardzo prywatne forum", na którym jego koledzy mogą pisać bezczelne kłamstwa i czepiać się innych bezkarnie, zaś reszta forumowiczów nie ma prawa mieć innego zdania niż moderator, bo dostanie jakąś kartkę abo zostanie obrzucona inwektywami to ja olewam... Dla mnie wolność słowa i poglądów jest prawem niezbywalnym /także cudza ;)/ wiec koledzy niech się babrzą w swoich kompleksach i frustracjach do woli, a ja nie będę na to patrzeć... Wolny kraj :) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 MNK 26.01.06, 10:58 "Złoto Scytów" już w Krakowie! Legendarny skarb Scytów oraz inne bezcenne dzieła rąk ludzkich - w sumie pół tysiąca obiektów - przyjechało już do Krakowa z Odessy. Zobaczymy je wyłącznie pod Wawelem, na wystawie otwartej 18 marca w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego W tajemnicy, z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa, przywieziono do Krakowa bezcenne obiekty z Muzeum Archeologicznego w Odessie. Odeskie eksponaty, za których ubezpieczenie płaci krakowskie muzeum (kwota jak zawsze w takich przypadkach jest tajemnicą), poddawane są właśnie konserwacji w pracowniach muzealnych. Zabiegi restauratorskie oraz wydanie katalogu do wystawy to rewanż za udostępnienie nam przez ukraińskie muzeum tego wspaniałego skarbu. - Ta podróż do Krakowa będzie miała jeszcze jeden skutek - mówi Olga Jaros z Muzeum Narodowego w Krakowie. - Dzięki naszej wystawie i publikacji skarby z Muzeum Archeologicznego w Odessie będą miały szansę znaleźć się w międzynarodowym obiegu naukowym. To wielka szansa dla ukraińskiego muzeum. Dotychczas tylko pojedyncze przedmioty były eksponowane na Zachodzie m.in. w Atenach, Genui, Marsylii czy Warnie. Spektakularna wystawa "Skarbów.." jest ostatnim etapem obchodów Roku Ukrainy w Polsce. Określenie "skarb" wcale nie jest przesadne, gdy chodzi o przedmioty liczące nawet 7 tys. lat, a także arcydzieła sztuki i kultury greckiej i rzymskiej, scytyjskiej i sarmackiej. A te właśnie najcenniejsze obiekty zostały wybrane z odeskiego muzeum. Przez 180 lat zgromadziło ono 170 tys. przedmiotów, m.in. w tzw. złotym skarbcu najwspanialsze dzieła wykonane z cennych kruszców - biżuterię, elementy stroju, uprzęży końskich, broń czy monety. Wydobyto je ze starożytnych osad i cmentarzysk nie tylko u wybrzeży Morza Czarnego, ale terenów całej niemal cywilizacji antycznej. Do nich należy właśnie legendarne "Złoto Scytów", znalezione w kurhanach południowej Ukrainy, które zobaczymy w Krakowie. To kilkadziesiąt obiektów sztuki złotniczej i jubilerskiej, oraz rzadkie monety. W Gmachu Głównym będzie też można podziwiać figurki z epoki miedzi, sztukę grecką i rzymską, w tym wspaniałe wazy antyczne, piękną terakotę z Tanagry, rzeźby z Cypru, a nawet średniowieczną stelę wikingów - najmłodszy eksponat sprowadzony z Odessy do Krakowa. Wystawa "Skarby znad Morza Czarnego. Złoto, ceramika, rzeźba, ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Odessie" potrwa do 4 czerwca. Scytowie Poprzednicy Mongołów - byli ludem pochodzenia irańskiego, koczownikami. Grecy nazywali ich Skolotami. Przybyli u schyłku VIII w. p.n.e. z Azji centralnej na stepy południowo-wschodniej Europy, zajmując tereny Przedkaukazia i obszary czarnomorskie między Dunajem a Donem. Najstarsze wzmianki o nich są w asyryjskich dokumentach klinowych z VII wieku p.n.e. Scytyjskie zagony niedoścignionych jeźdźców i łuczników pojawiły się wtedy przy północnej granicy Asyrii, budząc niepokój władcy tej krainy króla Assarhaddona. W 653 r. uratowali Niniwę przed Medami. Nazywano ich barbarzyńcami, bo wszędzie, gdzie się zjawiali, siali spustoszenie i strach. W ciągu pięciu wieków panowania na tych ziemiach wytworzyli wspaniałą kulturę o wielu zapożyczeniach od Greków, z którymi utrzymywali kontakty handlowe. W łupieżczych wyprawach wojownicy scytyjscy doszli do granic Egiptu, ściągnęli do Europy Środkowej, niszcząc po drodze grody na terenie dzisiejszych Węgier, Słowacji i Polski. W bitwie nad Dolnym Dunajem w 339 r. p.n.e. z Filipem II Macedońskim - ojcem Aleksandra - ponieśli klęskę. Ich resztki wyparli ze stepów Sarmaci. Pozostawili po sobie groby przodków - kurhany - pełne skarbów. Katarzyna Bik Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Re: no no no 26.01.06, 12:23 pomimo ubezpieczenia miejmy nadzieję że nic nie zginie Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 gazociąg Wassermana :) 06.02.06, 14:05 Słuchawka Wassermanna Stanisław Mancewicz 03-02-2006, ostatnia aktualizacja 03-02-2006 23:10 W czwartkowej depeszy PAP przeczytałem wypowiedź rzecznika Zakładu Gazowniczego w Krakowie Pana Mariusza Dobrzańskiego w sprawie wiszącego na bielańskich płotach gazociągu. Rzecznik powiedział, że nie ma potwierdzenia interwencji ministra Wassermanna. Rurkę przewleczono na ponadpółtorakilometrowym odcinku dlatego, że "spadki ciśnienia gazu na tamtejszych końcówkach sieci są bardzo duże". Otóż wydaje mi się, że ciśnienie nie tylko gazu i nie tylko na końcówkach generalnie rośnie. Mamy pierwsze objawy powszechnej paniki, by nie powiedzieć psychozy wśród monterów, elektryków, gazowników, i pewnie fliziarzy czy mechaników samochodowych. Minister wczoraj osobiście zaprzeczył, że do gazowni dzwonił, ale owszem, przyznał, iż podjął interwencję w Centrum Zarządzania Kryzysowego w sprawie prądu. Zresztą jego żona potwierdziła w telewizji, że w domu gaz był, a nie było prądu właśnie. Pan minister poburczał na nas i się zezłościł. Nie ma racji. Po prostu minister koordynator służb specjalnych coraz mocniej odczuwa reakcję szerokich rzesz specjalistów na swe prokuratorskie interwencje w sprawie drzwi od garażu, wanny i użerania się ze starszą kobietą w sądzie. Któż dziś nie zadrży pod spojrzeniem dalekowidza, trzymającego rękę na wszystkich w kraju billingach telefonicznych? Kogo śmierć nie przeleci? Nawet producentów karmników podejrzewam, bo minister koordynator ma działkę, na którą pewnie zlatują się sikory ku skórce od słoninki. A co będzie, gdy karmnik spadnie i nabije guza ministrowi? Albo ten zatrze sobie oko zatłuszczonym słoninką palcem? Tak mocno, że mu się jęczmień zrobi? Kto pójdzie siedzieć? Konstruktor karmnika? Rzeźnik od słoninki? Okulista? Wszyscy. Już poszli - można powiedzieć - bo co się odwlecze, to nie uciecze. W sprawie gazu czy prądu sytuację sobie łatwo wyobrazić, jest podobna. Minister - zamiast do pogotowia energetycznego, co robi każdy normalny człowiek - zadzwonił do CZK i atmosfera się tam natychmiast popsuła. Wszelkie możliwe ekipy specjalistów wyruszyły na sygnale ku Bielanom. Jedni zajęli się prądem, szybciutko, żeby woda w wannie Wassermannom nie zamarzła, inni - trach!, na wszelki wypadek wybudowali prowizoryczny, niezgodny z prawem i sztuką gazociąg, jakiego nie stawia i nie stawiało się nigdzie indziej w Polsce. Mleczarnie i piekarnie podciągnęły uzupełnienie zaopatrzenia do spożywczaka, fliziarze rozrobili zaprawę, fryzjerzy naostrzyli brzytwy, ogrodnicy wyjęli szpadle, szewcy omietli kopyta. Na wszelki wypadek. Prokuratura miała już zapewne przygotowane i gotowe do wypełnienia stosowne formularze, policja szablony listów gończych i rozgrzane telefaksy, by je rozesłać ku najodleglejszym komendom w państwie. Bo ci, co zawinili, muszą odpowiedzieć. Muszą. Taka jest prawda. Gazociąg zatem jest "naddaniem", jest objawem pragnienia, nie tyle by Pan Wassermann miał w domu ciepło, ale by nie sięgał po swą czarną słuchawkę. W lecie, które gdy okaże się zimne, mokre i brzydkie, Centrum Zarządzania Kryzysowego zapewne pomaluje na Bielanach trawę na zielono, w okolicznych lasach zasadzi borowiki i rozpyli zapach macierzanki, nawet wtedy gdy minister zadzwoni tam tylko po to, by z troską zapytać, jak się pracuje i czy pracownicy mają jakieś tzw. bolączki. ...dla niewtajemniczonych - żółta rurka leci "w powietrzu", dowiązana do krzaków i płotów... Prosto do chałupki p. ministra..:) Odpowiedz Link Zgłoś
tubylec.cieszyn Gazrurka, specrurka 06.02.06, 15:49 Proszę nie nabijać się z mojego ulubionego ministra! ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Re: eee 06.02.06, 20:16 ja nawet chyba kiedyś na niego głosowałem ( jakoś mi się nazwisko spodobało ) kiedyś, jak jeszcze wierzyłem w demokrację Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: Gazrurka, specrurka 07.02.06, 09:40 gdzież byśmy... to także NASZ ulubiony minister...(jeden z...) :) Odpowiedz Link Zgłoś
tubylec.cieszyn Re: Gazrurka, specrurka 07.02.06, 10:22 Może założymy fan club ministra specwanien i specrurek? Dla Ciebie legitymacja nr 1. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: Gazrurka, specrurka 07.02.06, 10:27 cudownie, jestem zaszczycona...Jaki kolor legitymacji? Może zielono-niebieski kolor wody morskiej ;) ? Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 urocze fotki ... 07.02.06, 13:54 serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35076,3147651.html?i=0 :) Odpowiedz Link Zgłoś
tubylec.cieszyn Re: urocze fotki ... 07.02.06, 14:00 Wręcz cudowne. Mój faworyt: serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35076,3147651.html?i=1 Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: urocze fotki ... 07.02.06, 14:11 tak, to jest genialne... jeszcze ta limuzyna rządowa... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 dziwne... 07.02.06, 10:19 W mrozy Sukiennic jest mniej Dariusz Jędrzejewski 06-02-2006, ostatnia aktualizacja 06-02-2006 22:14 Latem puchną od upałów, zimą kurczą się nawet o 3,5 cm! Źle znoszą przeróbki i okoliczne remonty. Sukiennice pękają. - Nie ma powodu do obaw - uspokajają jednak naukowcy z Politechniki Krakowskiej. Siatka pęknięć w wielu miejscach Sukiennic przypomina pajęczynę. To w większości drobne rysy i nie zwracają niczyjej uwagi. Jednak pęknięcia nad pierwszą arkadą zachodniej ściany zaczęły ostatnio niepokoić przechodniów. - Są znacznie większe i przypominają całkiem spore gałązki. Czy Sukiennice nie są zagrożone? - pyta jeden z czytelników "Gazety". Z pytaniem o stan zabytku zwróciliśmy się do Zarządu Budynków Komunalnych - administratora Sukiennic. W ZBK nie byli zaskoczeni. - Już rok temu zleciliśmy dwie ekspertyzy - powiedział nam Krzysztof Kamuda, kierownik referatu technicznego spółki. Badania wykonał dr inż. Stanisław Karczmarczyk z Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. Przede wszystkim ocenił najbardziej zagrożony fragment, jakim są narożniki północnej strony budynku. Większość uszkodzeń to według niego efekt błędów popełnianych podczas prac budowlanych w Sukiennicach i ich sąsiedztwie na przestrzeni wielu wieków. Szkody spowodowały m in. budowa toalet w podziemiach Sukiennic na początku XX stulecia i budowa stacji transformatorowej przy północno-zachodnim narożniku. Nie wyklucza też, że część uszkodzeń powstała podczas badań archeologicznych Kramów Bogatych w 2003 r., a także renowacji nawierzchni po zachodniej stronie Sukiennic w 2004 r. Na tym nie koniec. Budynek o długości 111 m nie ma elementów dylatacyjnych, zapobiegających odkształceniom na skutek różnic temperatur. Mrozy i upały powodują, że w ciągu roku wydłuża się lub skraca o ponad 3,5 cm. Przy bardzo niskich temperaturach szerokość szczelin rośnie. Wśród przyczyn powstawania rys Karczmarczyk wymienia także nierównomierne osiadanie fundamentów. Najgroźniejsze znajdują się nad pierwszą arkadą północno-zachodniego narożnika. Na pęknięcie poniżej nich zostało w 1995 r. założone tzw. szkło kontrolne, które miało ustalić dynamikę pęknięcia. Zdjęcia dołączone do ekspertyzy ukazują jedno niewielkie pęknięcie. Naukowiec stwierdza, że "stan budynku Sukiennic można ocenić jako na ogół dobry, a uszkodzenia nie stwarzają zagrożenia bezpieczeństwa". To uspokaja, jednak obawy budzi to, że prace wykopaliskowe w okolicy północnej ściany potrwają jeszcze do marca. - Możemy zainstalować kolejne szkła kontrolne - powiedział nam Krzysztof Kamuda. W Zarządzie Dróg i Komunikacji, odpowiadającym za prace na płycie Rynku, nie uzyskaliśmy informacji, czy stan pęknięć jest aktualnie monitorowany. Małgorzata Sawińska z Zarządu Budynków Komunalnych poinformowała, że w 2006 r. planowane jest rozpoczęcie remontu Sukiennic. Według zaleceń ekspertyzy Politechniki Krakowskiej północne narożniki Sukiennic powinny zostać wzmocnione specjalnymi taśmami z włókna węglowego. Szczeliny powinny wtedy zniknąć. miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3150839.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 fantastyczna wiadomość... 08.02.06, 10:10 W dawnym kinie Apollo powstaje największy krakowski klub jazzowy Już za dziesięć dni Kraków będzie miał swój nowy klub jazzowy. Powstaje w byłym kinie Apollo, na olbrzymiej powierzchni 900 m2 Niewesołe, a wręcz grobowe nastroje krakowskich kinomanów, kinowa "stypa" z wyświetlanym obrazem "Ostatni dzwonek" Magdaleny Łazarkiewicz - w tak gorzkiej aurze zamykano półtora roku temu siedemdziesięciotrzyletnie kino Apollo. Za niespełna dwa tygodnie przy ulicy św. Tomasza 11a znów będzie gwarno i wesoło. Zapowiada się wręcz huczna zabawa, bo powstaje tam nowy klub jazzowy. Ledwie wyzierające spod sopli i śniegu neony już wiszą. Gdy się zapalą, odczytamy jego nazwę - Razzy Dazzy Jazz. - Pomysł na nazwę to proste skojarzenie z początkami jazzu w Nowym Orleanie. Na przełomie XIX i XX w. działały tam bandy muzykujących młodych chłopców. Jedna z tych grup nosiła nazwę Razzy Dazzy Jazzy Band - wyjaśnia Elżbieta Pietrzyk, szefowa klubu. Neony co prawda wiszą, ale pomieszczenia wciąż jeszcze nie są gotowe do uroczystego otwarcia. Brakuje części umeblowania, wykończenia wystroju wnętrz (obrazy na ścianach ma namalować sama szefowa - artysta plastyk). Robotnicy i właściciele lokalu pracują dzień w dzień. Inaugurację zaplanowali na 16 lutego. - Zdążymy, bo musimy zdążyć - zapewnia Jacek Bandura, jeden ze współwłaścicieli nowego klubu. - Koncert na pewno się odbędzie, bo u muzyków potwierdziliśmy go jeszcze w październiku zeszłego roku - dodaje Pietrzyk. Kogo usłyszymy na otwarciu? Polsko-amerykańską formację starych i młodych gwiazd, czyli Monty Waters & Kazimierz Jonkisz Energy. Amerykańską scenę jazzową reprezentować będzie prawdziwa legenda jazzu, współpracujący niegdyś z Milesem Davisem saksofonista i wokalista Monty Waters. Wśród Polaków usłyszymy m.in. znakomitego perkusistę Kazimierza Jonkisza (pamiętanego z zespołów Jazz Carriers i Novi Singers), natomiast przedstawicielem "młodych" będzie debiutujący przed paru laty na krakowskim festiwalu Jazz Juniors pianista Paweł Kaczmarczyk. - Nie widziałem jeszcze tego miejsca, więc nie wiem, czy będzie tam jak w sali kinowej, czy inaczej? Nie chciałem właścicielom przeszkadzać w pracach remontowych, ale za parę dni, jeszcze przed koncertem, na pewno tam zaglądnę, żeby obejrzeć salę i sprawdzić, czy jest jakiś fortepian, na którym będę mógł zagrać - mówi pianista Paweł Kaczmarczyk. Powierzchnia Razzy Dazzy Jazz to blisko 900 m2. Będzie to więc największy jak dotąd klub jazzowy w naszym mieście. Lokal podzielono na dwie duże sale - konsumpcyjną (z barem sałatkowym) i koncertową, która pomieścić ma od 150 do 300 osób. Z nowego klubu cieszą się nie tylko krakowscy jazzmani i fani jazzu, ale też największe gwiazdy polskiej muzyki improwizowanej. - To idealne miejsce! Samo centrum i olbrzymia przestrzeń na koncerty - nie kryje entuzjazmu Tomasz Stańko, najpopularniejszy trębacz jazzowy Polski. - Właścicielom życzę jak najlepiej. No i myślę, że teraz będziemy się częściej widzieć i słyszeć w Krakowie. P.S. Sprawdziliśmy, fortepian jest. To stary wiedeńczyk, ale wymaga solidnego remontu. Tomasz Jakub Handzlik miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3151449.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 a w dodatku: 08.02.06, 10:11 Leszek Możdżer sprowadził się pod Wawel Pianista kultowej Miłości, członek trójmiejskiej sceny yassowej, a dziś najpopularniejszy pianista jazzowy i najmłodsza z legend polskiego jazzu - Leszek Możdżer zamieszkał właśnie w Krakowie - Jestem tu dopiero od trzech dni. Właśnie się rozpakowuję - powiedział nam wczoraj Możdżer, nowy mieszkaniec Krakowa. Przeprowadził się z Wrocławia, w którym mieszkał i tworzył przez ostatnie kilka lat. Z urodzenia jest gdańszczaninem, ale - jak zdradził w jednym z wywiadów - tam dorobił się tylko małej kawalerki. W Krakowie zamierza pozostać dwa lata. Co go tu ściągnęło? Atmosfera klubów, ludzie, klimat? - To osobista sprawa i nie chcę o tym rozmawiać - ucina krótko. Zapowiada jednak, że częściej będzie się pojawiał na scenach krakowskich klubów: - Jeszcze nie wiem gdzie, kiedy i z kim, ale zastanowię się nad repertuarem, przemyślę, z kim mógłbym zagrać. Ale na pewno będziecie mnie tu częściej słyszeć. To kolejny muzyk, który w ostatnich latach postanowił zamieszkać w Krakowie. W 2003 roku zawitał tu Adam Pierończyk, jeden z najważniejszych polskich saksofonistów jazzowych. Od czasu jego przeprowadzki niemal co rok słuchamy jego premierowych i niezwykle odważnych produkcji muzycznych. Nie tak dawno sprowadził się także amerykański basista Steve Logan - widzimy go dość często u boku krakowskiego gitarzysty Jarosława Śmietany. Teraz pojawił się Możdżer. Możemy się więc cieszyć i wypatrywać afiszy zwiastujących koncerty. A może nawet zamarzyć choć o jednym powrocie słynnego duetu Pierończyk-Możdżer? Tomasz Jakub Handzlik Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Rynek.../to co z niego zostanie/ 09.02.06, 10:20 Podziemny rezerwat ze szczyptą komercji Joanna Jałowiec, Magdalena Kursa, Bartosz Piłat Historycy sztuki i architekci coraz głośniej protestują, a prezydent Majchrowski nadal podtrzymuje chęć utworzenia pod powierzchnią Rynku rezerwatu archeologicznego ze szczyptą komercji. - Nie ma mowy o hipermarkecie - twardo zastrzega. Według przymiarek prezydenta powierzchnia planowanego podziemia wynosiłaby prawie 2 tys. m kw. Połowę zajęłyby pomieszczenia techniczne Muzeum Historycznego, resztę ekspozycja pozostałości średniowiecznego Rynku i ewentualnie handel. Projekt obejmuje fragmenty Wielkiej Wagi, a także podziemny korytarz wiodący po zachodniej stronie Kramów Bogatych. - Warto pokazać te wszystkie mury, bo przecież podczas badań archeologicznych znaleziono rzeczy, które zmieniły nasze myślenie o przeszłości Krakowa. Byłoby grzechem to zniszczyć lub zasypać - twierdzi prezydent Majchrowski. Muzeum, nie market! Jacek Majchrowski nie wyklucza, że niebawem miasto ogłosi konkurs na komercyjnego inwestora rynkowych podziemi. - Możliwe też, że organizatorem przetargu będzie Muzeum Historyczne - dodaje prezydent. Jak wyjaśnia, zastanawia się nad przekazaniem planowanego obiektu w całości w ręce muzeum. Kategorycznie odrzuca podejrzenia, jakoby pod ziemią miał powstać wielki market. Zapewnia, że jeśli pod Rynkiem znajdzie się komercja, to tylko związana z działalnością muzeum, jak księgarnia czy sklep z pamiątkami. Czy rodzina Likusów, która już przed rokiem deklarowała chęć zainwestowania w podziemia Rynku, nadal jest tym zainteresowana? - Nie wiem, mam taką nadzieję, ale od dawna z nimi nie rozmawiałem. Od tamtego czasu pojawili się również inni chętni - mówi prezydent. Majchrowski chciałby również, żeby istniejące podziemia i piwnice samych Sukiennic były połączone z planowanym podziemnym rezerwatem. - Z tego co wiem, Kramy Bogate były kiedyś połączone z Sukiennicami. Widać nawet zamurowane przejścia - zapewnia prezydent i dodaje: - Może się jednak okazać, że takie połączenie nie będzie możliwe technicznie. Nowa nawierzchnia wschodniej strony Rynku ma być gotowa w połowie maja. Prace pod płytą potrwają jednak znacznie dłużej. Sposób zabudowy podziemnych przestrzeni nie jest jeszcze przesądzony. Pierwszy krok zrobiony Miasto ma już zgodę na budowę pierwszej części podziemnych obiektów: toalet, zaplecza technicznego i wejścia do dalszej części podziemi. Prof. Andrzej Kadłuczka, główny autor koncepcji modernizacji Rynku i zagospodarowania podziemi wyjaśnia, że projekt - drugi już - wysłał do zaopiniowania Janowi Janczykowskiemu, małopolskiemu konserwatorowi zabytków. - Chcemy pokazać trochę średniowiecznej architektury - podkreśla. Przypomnijmy, że pierwszy projekt zagospodarowania podziemi Rynku, zaprezentowany przez prof. Kadłuczkę wiosną zeszłego roku, został przez konserwatora odrzucony. - Uznałem, że realizacja tego przedsięwzięcia wymaga zbyt dużej ingerencji w zabytki znajdujące się pod płytą Rynku. Po wykopaniu tak wielkiej dziury w ziemi, nie zostałoby wiele dla przyszłych pokoleń archeologów - tłumaczył "Gazecie" Janczykowski. Barbarzyńcy na Rynku Jan Janczykowski jest też zaniepokojony sposobem prowadzenia wykopalisk na Rynku. - Nie rozumiem, dlaczego są to niemal wyłącznie tzw. prace ratunkowe. Przecież wykonuje się je w miejscach, które są przeznaczone do zniszczenia, np. pod przyszłymi autostradami - powiedział nam niedawno konserwator. Dodał wówczas, że takie postępowanie archeologów zmusza go do dokładnego i długiego rozpatrywania kolejnych wniosków o poszerzenie obszaru badań, z jakimi występuje miasto. Zasugerował ponadto, że może chodzić w nich przede wszystkim o przygotowania do realizacji zagospodarowania podziemi. Co sądzi o nowym projekcie prof. Kadłuczki - nie udało się nam wczoraj dowiedzieć. Tymczasem z protestem wobec polityki miasta w sprawie Rynku wystąpili w środę historycy sztuki, konserwatorzy i archeolodzy. Lista zarzutów jest długa - od braku ostatecznej koncepcji modernizacji Rynku, przez niszczący sposób prowadzenia badań archeologicznych, po zakulisowe działania inwestora i próby nacisku na konserwatora zabytków. - Nie jest prawdą, jak to usiłuje przedstawić miasto, że konserwator i władze konserwatorskie blokują prace na Rynku. Pozwolenia, które wydał pan Janczykowski, są daleko posuniętym kompromisem między tym, czego życzy sobie inwestor a zasadami prowadzenia tego rodzaju prac - podkreśla Barbara Kleszczyńska, prezes Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuki. Zdaniem członków stowarzyszenia idea ekspozycji zachowanych średniowiecznych reliktów jest przykrywką dla pomysłu tworzenia podziemnego supermarketu. miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3154251.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 nosorożec włochty jak Dama z łasicą :) 09.02.06, 10:27 Łodzik, amonity, dinozaury i Lucy Teoria "prabulionu" zakłada, że pierwsze organizmy powstały w swobodnej toni wodnej 3,5 miliarda lat temu. Pierwsze wodne okazy, które pojawiły się w wyniku ewolucji, ale także szczątki dinozaurów znalezione w Polsce, stanowią część nowej ekspozycji "Ewolucja życia na Ziemi" przygotowanej przez Muzeum Przyrodnicze w Krakowie i Instytut Nauk Środowiska Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po wejściu do siedziby muzeum przy ul. Sebastiana 9 w oczy rzuca się model wielkiego łodzika zawieszony u sufitu, głowonoga, który mógł osiągać nawet do 9 metrów długości. Idąc dalej, oglądamy m.in. bogate zbiory amonitów (skamieniałości te służą do określania wieku i pochodzenia skał osadowych). - Myślę, że ważnym i atrakcyjnym eksponatem są szczątki dinozaurów znalezione na pustyni Gobi, mamy także cenne szczątki tych gadów z Krasiejowa koło Opola, gdzie znajduje się jedyne w Polsce cmentarzysko mezozoicznych gadów i płazów - opowiada Kinga Deptuk, pracownik muzeum. Równie duże wrażenie co oryginały robią rekonstrukcje czaszki tyranozaurusa czy znajdująca się w części ekspozycji "ewolucja człowieka" kopia czaszki Lucy, która uważana jest za przodka najstarszego człowieka. Oryginał znaleziono ponad trzydzieści lat temu w Etiopii. Wśród nowych eksponatów znajduje się także najcenniejszy okaz: - Nosorożec włochaty jest stałym eksponatem w muzeum i jest swoistą "Damą z łasiczką" wśród wszystkich naszych eksponatów - mówi Deptuk. Wystawę można zwiedzać do końca czerwca. miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3154176.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 a podniosę sobie :) 06.03.06, 14:48 miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3194688.html Odpowiedz Link Zgłoś
kubek Wizualizacje dawnego Krakowa 06.03.06, 16:31 www.infogenia.pl/A_flejter_wersja_HTML/films/wzg.mpg Odpowiedz Link Zgłoś
kubek Link do strony 06.03.06, 16:34 Fantastyczna sprawa - praca naukowa poświęcona tworzeniu wirtualnych rekonstrukcji 3D. Można stąd pobrać rekonstrukcję romańskiego Krakowa i Wzgórza Wawelskiego. www.infogenia.pl/A_flejter_wersja_HTML/1_2_zast_w_prezent.html#12.4.1 Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 dobre 06.03.06, 19:01 trochę dużo ściągania może się uda jak będę w formie Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 sen szalonego architekta... 09.03.06, 10:07 miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3201840.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 zaś w MNK...: 09.03.06, 13:02 Kosztowne wyzwania przed Muzeum Narodowym Katarzyna Bik 09-03-2006 W tym roku rozpoczną się remonty dwóch oddziałów Muzeum Narodowego i skończy adaptacja odrestaurowanego budynku, co wiąże się z przeniesieniem tysięcy muzealiów. Trzeba też dopracować projekt dobudowy nowego skrzydła do głównej siedziby - To będzie wielkie wyzwanie dla Muzeum Narodowego w Krakowie - twierdzi Zofia Gołubiew, dyrektor tej instytucji. Najtrudniejszą sprawą są generalne remonty dwóch budynków muzealnych: Sukiennic i pałacyku Czapskich. Prace przygotowawcze do remontu galerii na I piętrze Sukiennic rozpoczną się już w czerwcu - dyslokacją zbiorów. Do zamku w Niepołomicach zostaną wywiezione najpierw eksponaty z magazynów, potem z ekspozycji - wszystkie, z wyjątkiem sześciu obrazów. Dwa największe - "Hołd pruski" Matejki i "Pochodnie Nerona" Siemiradzkiego - zostaną w Sukiennicach odpowiednio zabezpieczone, a "Czwórka" Chełmońskiego, "Szał" Podkowińskiego, "Malarczyk" Malczewskiego i "Racławice" Matejki będą pokazywane w Gmachu Głównym MN. Remont Sukiennic potrwa co najmniej dwa lata, ale to nie znaczy, że nie będziemy mogli obejrzeć dzieł stamtąd. Będą prezentowane, razem z innymi, wydobytymi z magazynów, w zamku niepołomickim. Jednocześnie muzeum rozpocznie remont pałacu Czapskich, skąd zbiory zostaną ewakuowane do pałacu Erazma Ciołka, który zostanie przekazany muzeum pod koniec czerwca. W przyszłym roku w wyremontowanym za kilkanaście milionów pałacyku (pieniądze dał Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa) po niezbędnych pracach aranżacyjnych powstaną w pałacu dwie nowe galerie - sztuki staropolskiej i cerkiewnej. Od co najmniej roku trwają też prace nad stworzeniem projektu dobudowy nowego skrzydła do Gmachu Głównego oraz pawilonu, w którym można by eksponować projekty witrażowe Józefa Mehoffera. Koncepcja takiego budynku jest już gotowa. Te wszystkie inwestycje będą bardzo kosztowne. Tylko w tym roku potrzeba na nie ok. 8 mln zł. - Muzeum było bardzo zaniedbane w okresie PRL-u - podkreśla dyrektor Gołubiew. Rada muzeum jest zaniepokojona, że Ministerstwo Kultury w tym roku ma w planach przyznanie placówce w Krakowie na wszystkie te remonty zaledwie 2 mln zł, podczas gdy Muzeum Narodowe w Warszawie dostanie ok. 50 mln. Nie tylko troska o pieniądze zaprząta uwagę dyrekcji Muzeum Narodowego. W tym roku zaplanowano obchody kilku jubileuszy (m.in. 30-lecia Atmy, 110. rocznicy śmierci Emeryka Hutten-Czapskiego i 10. rocznicy śmierci Marka Rostworowskiego). Przygotowywanych jest kilkadziesiąt wydawnictw i kilkanaście wystaw. Trzy zapowiadają się na prawdziwe hity. To "Skarby znad Morza Czarnego" wypożyczone z muzeum w Odessie, "Fin de siecle w Krakowie", czyli najlepsza sztuka secesyjna, i "Nauczyciele Matejki, Grottgera, Gierymskich", to znaczy XIX-wieczne malarstwo z Monachium. Ta ostatnia ekspozycja - zdaniem Niemców - będzie pierwszą wystawą na świecie poświęconą temu tematowi. Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: zaś w MNK...: 09.03.06, 13:05 swoją drogą - jeśli to prawda, że krakowskie MN dostanie 2 mln zł a warszawskie 50 mln - to faktycznie niezłe przegięcie... /I pytam (retorycznie) - jak możemy lubić, ba tolerować warszawkę... grrrr.../ Odpowiedz Link Zgłoś