Dodaj do ulubionych

Cracoviana

20.01.06, 09:36
jak by kogoś interesowały wieśći z miasteczka na K. :) Głównie
muzealane...ale inne też.
Obserwuj wątek
    • kserkses1 Krakowskie eksponaty skradziono w Warszawie: 20.01.06, 09:37
      Krakowskie zbiory zrabowane w stolicy. Z warszawskiego Muzeum Wojska Polskiego
      skradziony trzy cenne eksponaty należące do Muzeum Narodowego w Krakowie i
      Muzeum Książąt Czartoryskich

      Zabrano je w środę z wystawy "Napoleon i Polacy". Policyjne śledztwo objęte
      jest całkowitą tajemnicą. Udało nam się jednak ustalić kilka szczegółów.
      Eksponaty znajdowały się w szklanej gablocie. Ktoś się do niej włamał. Jak?
      Tego policjanci nie chcą zdradzić. Wiemy, że przez cały czwartek przesłuchiwali
      pracowników muzeum i sprawdzali zabezpieczenia alarmowe. Zabrali też do
      przejrzenia taśmy z kamer monitoringu. - Opcje są dwie: albo eksponaty ukradł
      ktoś z odwiedzających, albo któryś z pracowników - zaznacza nasz policyjny
      rozmówca.

      Łupem złodzieja padły srebrna czara, tzw. kowsz, naczynie pochodzące z końca
      XVII w., które w 1812 r. polskie wojska przywiozły z Kremla, oraz dwa cenne
      odznaczenia: Wielka Gwiazda Legii Honorowej i Wielka Gwiazda Virtuti Militari.
      Oba odznaczenia należały do księcia Józefa Poniatowskiego. Czara i Legia
      Honorowa były własnością Muzeum Książąt Czartoryskich, Gwiazda Virtuti Militari
      pochodziła ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie.

      - To była robota na zamówienie. Przedmioty zostały wybrane zbyt dokładnie, żeby
      było inaczej. Jest duże grono osób zainteresowanych takimi pamiątkami.
      Większość zbieraczy odznaczeń militarnych oddałaby rękę za taką zdobycz - mówi
      osoba zorientowana w meandrach branży militarnej.

      Wstępnie policja oszacowała straty na 260 tys. zł. - Wartość materialna
      skradzionych przedmiotów nie jest wielka. Ale wartości historycznej ocenić się
      nie da, w tym sensie są to rzeczy unikalne - powiedział nam Tomasz Kusion,
      kurator wystawy ze strony Muzeum Książąt Czartoryskich.

      Wystawa "Napoleon i Polacy" była wspólnym przedsięwzięciem krakowskiego Muzeum
      Narodowego w Krakowie, Fundacji Czartoryskich oraz Muzeum Wojska Polskiego w
      Warszawie. Epokę triumfów francuskiego cesarza miały przybliżać dokumenty,
      obrazy, rzeźby, grafiki, pamiątki i mundury. Uroczystego otwarcia ekspozycji
      dokonano 23 października 2004 w Krakowie, w 200. rocznicę koronacji Napoleona,
      a po trzech miesiącach cała wystawa przeniosła się do sal przy Alejach
      Jerozolimskich. Po kilku miesiącach miała wrócić pod Wawel, ale dyrektor Muzeum
      Wojska Polskiego Jacek Macyszyn dwukrotnie zwracał się z prośbą o przedłużenie
      ekspozycji. W najbliższych dniach chciał wystąpić z kolejnym wnioskiem do
      krakowskich muzealników.

      Jak nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, krakowskie muzea nie dostaną
      odszkodowania za zrabowane eksponaty. Przedmioty były ubezpieczone, ale
      ubezpieczenie nie obejmowało wypożyczeń do innej placówki. Wczoraj nie udało
      nam się skontaktować z nikim z Muzeum Wojska Polskiego. Dyrektor Jacek Macyszyn
      nie odbierał telefonu. A od wartownika usłyszeliśmy, że "żadnego włamania u
      nich nie było".

      Szymon Jadczak, współ. PM, KB

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3121795.html
    • kserkses1 okolica dworca PKP... prawie pięknie 20.01.06, 09:41
      Jak będzie wyglądać Galeria Krakowska
      kf 19-01-2006, ostatnia aktualizacja 19-01-2006 21:20

      Firma ECE, inwestor Galerii Krakowskiej, zaprezentowała elementy wykończenia
      fasady i wnętrz centrum handlowo-komercyjnego powstającego przy Dworcu Głównym.


      Prawie 100 metrów elewacji od strony placu kolejowego pokryją szklane
      nadrukowane tafle. Na złączeniach płyt zamocowano wystające lampy w kształcie
      tubusów emitujące białe światło. Szklana elewacja pulsować może jednak
      kolorami, a to dzięki zamontowaniu na dole i górze poziomych lamp diodowych.
      Próbne efekty gry świateł oglądać już można na fasadzie galerii od kilku dni.
      Krótszą elewację obiektu rozdziela w połowie wejście, którego boczne ściany
      obłożono piaskowcem. Kamienne okładziny będą również pokrywać fasadę o długości
      350 m od ul. Pawiej. Na wykończonym fragmencie posadzki przed wejściem położono
      granitowe płyty, które w przyszłości pokryją cały plac. Granit będzie także
      materiałem wykorzystanym do pokrycia posadzek wewnątrz galerii.

      Zaraz za wejściem do budynku układ komunikacyjny rozdziela się na dwa
      pasaże: "wodny" i "lądowy". Odmienna będzie ich kolorystyka: w jednym odcienie
      niebieskości i elementy morskie, w drugim - barwy piaskowe i czerwone. W
      układzie poprzecznym wyznaczono trzy miejsca zejścia się pasaży: Halę Grodzką,
      Forum i Plac Europejski, będący jednocześnie przejściem do dworca kolejowego.
      Trzy dolne kondygnacje galerii, w tym podziemną, zajmą sklepy i gastronomia. Na
      dwóch górnych ulokowano biura i parking.

      Otwarcie centrum ECE zaplanowano na październik 2006 r. Galeria będzie mieć 123
      tys. m kw. powierzchni. 90 proc. powierzchni handlowej i gastronomicznej już
      została wynajęta.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3121790.html
    • stoik1 Re: Cracoviana 20.01.06, 13:51
      no dobra, może być i tutaj : )
      jeden powód więcej, żeby zaglądać na to forum
      • stoik1 Re: Cracoviana 20.01.06, 13:53
        ( pytałaś alexa o pozwolenie ? to jednak niezgodne z tematem forum )
        : )))
        • kserkses1 Re: Cracoviana 20.01.06, 13:53
          może usuwać :)
      • kserkses1 teraz będzie tutaj...;) 20.01.06, 13:53
        /prędzej sobie głowę odgryzę niż.../
    • kserkses1 ...w Jagiellonce 23.01.06, 15:29
      Słownik braci Grimm z odręcznymi poprawkami Jakuba i Wilhelma okryto w
      Bibliotece Jagiellońskiej - doniosła niemiecka prasa. - Takich odkryć uczeni
      dokonują u nas sporo - nieskromnie przyznaje dyrektor biblioteki dr Zdzisław
      Pietrzyk.

      W czwartek niemieckie dzienniki "Sueddeutsche Zeitung" i "Die Welt" doniosły,
      że w Krakowie odnaleziono uważane dotąd za zaginione dziewięciotomowe wydanie
      niemieckiego słownika "Deutsches Wörterbuch" braci Jakuba i Wilhelma Grimmów,
      zawierające odręczne notatki autorów.

      - To nie jest szczególne odkrycie - mówi dr Zdzisław Pietrzyk, dyrektor
      Biblioteki Jagiellońskiej. - Po prostu w czasie katalogowania XIX-wiecznej
      części Berlinki, okazało się, że zawiera ona dziewięć tomów korekty słownika
      języka niemieckiego z własnoręcznymi dopiskami braci Grimm. Nie chwaliliśmy się
      tym specjalnie, zawiadomiliśmy jedynie bibliotekę w Berlinie i towarzystwo
      braci Grimm w Kassel, że coś takiego u nas się odnalazło - wyjaśnia dyrektor
      Pietrzyk.

      Media zainteresowały się sprawą, gdy o istnieniu "Deutsches Wörterbuch"
      poinformował publicznie nowozelandzki germanista Alan Kirkness. - A zrobił to w
      trzy miesiące po otrzymaniu od nas informacji o dziele Grimmów - dodaje
      dyrektor Jagiellonki. Według niego takich odkryć w bibliotece jest sporo. -
      Niedawno pan doktor Piotr Tylus robiąc katalog starofrancuskich rękopisów
      średniowiecznych, wpadł na trop zupełnie nieznanych statutów miasta Lyonu. Dla
      Francuzów to kapitalna wiadomość.

      A na czym polega wyjątkowość słownika braci Grimm? Otóż Jakub i Wilhelm
      zajmowali się nie tylko bajkopisarstwem. Pasjonował ich również język
      niemiecki. Egzemplarz sporządzonego przez nich dziewięciotomowego słownika
      języka niemieckiego odkryty w Krakowie zawiera poprawki naniesione przez
      autorów przed ostateczną korektą.

      - W Bibliotece Jagiellońskiej jest jeszcze sporo pozycji, które mogą okazać się
      sensacją - uważa Pietrzyk.

      Pruska Biblioteka Państwowa, tzw. Berlinka
      Zbiory Państwowej Biblioteki Pruskiej w Berlinie zawierają m.in. manuskrypty
      słynnych niemieckich pisarzy, poetów i kompozytorów oraz cenne księgi. W czasie
      II wojny światowej zostały wywiezione przez Niemców na Dolny Śląsk. W 1946 r.
      trafiły do Krakowa, gdzie do dziś pozostają jako depozyt rządowy w Bibliotece
      Jagiellońskiej.
    • kserkses1 słuszna afera wokół wystwy "tybetańskiej"... 25.01.06, 10:00
      Kontrowersje wokół chińskiej wystawy sztuki tybetańskiej
      Ireneusz Dańko 25-01-2006, ostatnia aktualizacja 25-01-2006 00:01

      Dzieła sztuki i rzemiosło z Tybetu zaprezentuje Muzeum Archeologiczne w
      Krakowie. Na wystawie zwiedzający nie dowiedzą się jednak nic o okupowaniu
      Tybetu przez komunistyczne Chiny i niszczeniu tamtejszej kultury. Nic dziwnego -
      pieczę nad ekspozycją sprawuje bowiem chińska ambasada.
      - Równie dobrze rosyjski ambasador mógłby otworzyć u nas ekspozycję rękodzieła
      zagrabionego w Czeczenii - zareagował na informację o wystawie Piotr Cykowski,
      wiceprezes Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Tybetu. - Chińskie władze poprzez
      takie wystawy chcą legitymizować zawłaszczenie tybetańskich dzieł sztuki i
      prezentować się na świecie jako mecenas kultury. Szkoda, że do tego dają się
      wykorzystywać nasze muzea - ubolewa Cykowski.

      Muzealnicy nie widzą jednak problemu. Zapewniają, że stronią od polityki.
      Interesuje ich jedynie etnografia i sztuka. - Bardzo ładna wystawa. Nie widzę
      żadnych podtekstów. Co złego, że nasi goście poznają kawałek dalekiej kultury? -
      dziwi się krytyce Maciej Wojewoda, dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej. Nie
      pamięta dokładnie wystawowych opisów. Ale zapewnia, że prezentowany na wystawie
      zarys historii Tybetu "nie był rażący", mimo że nie zawierał informacji o
      niszczeniu tybetańskiej kultury przez chińskie władze.

      Współpracy z Chińczykami broni także Jadwiga Dmytrów, odpowiedzialna za
      przygotowanie ekspozycji w krakowskim muzeum. - Ile osób z Krakowa mogłoby
      pojechać do Tybetu i obejrzeć takie dzieła? Skoro nasz rząd i inne utrzymują
      normalne stosunki dyplomatyczne z Chinami, to dlaczego nie mamy współpracować
      przy podobnych projektach? - pyta retorycznie. Jak podkreśla, komisarzem tej i
      poprzednich chińskich wystaw jest Henryk Brandys, znawca kultury Dalekiego
      Wschodu z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. On odpowiada za treść
      opisów eksponatów. - Nie mam podstaw kwestionować jego kompetencji - zastrzega
      Jadwiga Dmytrów. Komisarz Brandys był wczoraj nieuchwytny w pracy i pod
      komórką. - Tybet to część chińskiej kultury. W naszym kraju mamy 56 mniejszości
      narodowych - usłyszeliśmy w wydziale kultury ambasady ChRL w Warszawie.

      To już czwarta w ostatnich latach wystawa, którą krakowskie muzeum przygotowało
      wspólnie z ambasadą Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie. Wcześniejsze, na
      których eksponowano pamiątki chińskiej kultury, cieszyły się wielkim
      zainteresowaniem. Organizatorzy i tym razem spodziewają się tłumów
      zwiedzających. W gablotach zebrali kilkaset eksponatów z Tybetu. Do marca
      krakowianie i turyści zobaczą m.in. rytualne maski, instrumenty muzyczne,
      młynki modlitewne i obrazy sakralne - thanki, które w lamaiźmie (tybetańskiej
      odmianie buddyzmu) pełnią funkcję ikon. W Tybecie zdobiły one świątynie,
      klasztory i zwykłe domy, służąc do medytacji. Po zajęciu go przez chińską armię
      wiele zostało zniszczonych i rozgrabionych.

      Zabytkowe dzieła, które trafiły do Krakowa, pochodzą z państwowych zbiorów w
      Chinach. Wystawę, podobnie jak poprzednie, firmuje tamtejsze ministerstwo
      kultury. Część kolekcji od listopada do stycznia tego roku była wystawiana w
      Muzeum Ziemi Sochaczewskiej. Jutro uroczystego otwarcia krakowskiej wystawy
      dokona osobiście ambasador Chin w Polsce.

      - Widziałam kiedyś w Pekinie wystawę sztuki tybetańskiej. Rzeczywiście piękna.
      Szkoda, że tamtych dzieł nie mogą oglądać Tybetańczycy u siebie, bo większość
      została rozkradziona - powiedziała "Gazecie" studentka studiów dalekowschodnich
      na UJ, zastrzegając anonimowość ("chciałabym jeszcze tam pojechać").

      Okupacja Tybetu

      Chińska Ludowa Armia Wyzwolenia najechała Tybet w 1949 r. Niepodległe państwo
      dostało się wtedy pod okupację Chin. Początkowo formalnie zarządzał nim
      Dalajlama XIV i Panczenlama. Władze w Pekinie stopniowo ograniczały jednak
      tybetańską autonomię, aż w 1959 r. zmusiły Dalajlamę do emigracji do Indii wraz
      z blisko 100 000 zwolenników. Duchowy przywódca Tybetańczyków do dziś nie może
      wrócić w rodzinne strony. Powstanie mieszkańców krwawo stłumiono, niszcząc
      liczne buddyjskie świątynie i inne zabytki tybetańskiej kultury. Obecnie Tybet
      jest regionem autonomicznym Chin, masowo zasiedlanym przez Chińczyków.

      Komentarz Michała Olszewskiego

      Dawno temu, podczas zorganizowanej przez NZS dyskusji o Czeczenii, któryś z
      dyskutantów wysunął następującą tezę: Nie walczmy o Czeczenię, bo Rosjanie nie
      będą kupować od nas konserw.

      Podobny ton pobrzmiewa w wypowiedzi pani Jadwigi Dmytrów: nie ma problemu
      Tybetu, skoro utrzymujemy z Chinami stosunki dyplomatyczne. Tymczasem problem
      jest, i to olbrzymi. W Tybecie Chiny od kilkudziesięciu lat prowadzą politykę
      eksterminacji narodu. To, że pokażą w Krakowie eksponaty z zajętego bezprawnie
      kraju, jest po prostu bezczelnością. Nie byłoby, gdyby wśród niewątpliwie
      pięknych eksponatów pojawił się cykl portretów wysterylizowanych Tybetanek.
      Albo lista mnichów, którzy zginęli w Himalajach, uciekając przed
      prześladowaniami. Taki cud w Krakowie się nie zdarzy.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3129352.html
      • kserkses1 cd... - smutne (i znowu polityka) 09.03.06, 12:57
        miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3199027.html
    • alex.stela Widzę, że koleżanka 25.01.06, 13:37
      chyba wyniosła się tu na stałe. No nic, ważne, że chęć pisania dopisuje :-)
      • kserkses1 Re: Widzę, że koleżanka 25.01.06, 15:23
        jak mam rozumieć to, pełne zrezygnowania "no nic" :)
        • alex.stela Re: Widzę, że koleżanka 25.01.06, 16:48
          Myślałem, że koleżanka czasem wspomoże na bardziej kulturalnym forum jakimś
          poglądem, bo ja za bardzo geremkowaty jestem i czasem marne efekty mam. A jak
          koleżanka tylko tutaj, to ja tam tak trochę jak pilot-kamikaze...
          • kserkses1 Re: Widzę, że koleżanka 26.01.06, 09:35
            całkiem poważnie - tak jak napisałam na Twojego maila - jak kolega
            moderator "bardzo kulturalnego forum" chce mieć "bardzo prywatne forum", na
            którym jego koledzy mogą pisać bezczelne kłamstwa i czepiać się innych
            bezkarnie, zaś reszta forumowiczów nie ma prawa mieć innego zdania niż
            moderator, bo dostanie jakąś kartkę abo zostanie obrzucona inwektywami to ja
            olewam...
            Dla mnie wolność słowa i poglądów jest prawem niezbywalnym /także cudza ;)/
            wiec koledzy niech się babrzą w swoich kompleksach i frustracjach do woli, a ja
            nie będę na to patrzeć...
            Wolny kraj :)
    • kserkses1 MNK 26.01.06, 10:58
      "Złoto Scytów" już w Krakowie!
      Legendarny skarb Scytów oraz inne bezcenne dzieła rąk ludzkich - w sumie pół
      tysiąca obiektów - przyjechało już do Krakowa z Odessy. Zobaczymy je wyłącznie
      pod Wawelem, na wystawie otwartej 18 marca w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego

      W tajemnicy, z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa, przywieziono do
      Krakowa bezcenne obiekty z Muzeum Archeologicznego w Odessie. Odeskie
      eksponaty, za których ubezpieczenie płaci krakowskie muzeum (kwota jak zawsze w
      takich przypadkach jest tajemnicą), poddawane są właśnie konserwacji w
      pracowniach muzealnych. Zabiegi restauratorskie oraz wydanie katalogu do
      wystawy to rewanż za udostępnienie nam przez ukraińskie muzeum tego wspaniałego
      skarbu.

      - Ta podróż do Krakowa będzie miała jeszcze jeden skutek - mówi Olga Jaros z
      Muzeum Narodowego w Krakowie. - Dzięki naszej wystawie i publikacji skarby z
      Muzeum Archeologicznego w Odessie będą miały szansę znaleźć się w
      międzynarodowym obiegu naukowym. To wielka szansa dla ukraińskiego muzeum.
      Dotychczas tylko pojedyncze przedmioty były eksponowane na Zachodzie m.in. w
      Atenach, Genui, Marsylii czy Warnie.

      Spektakularna wystawa "Skarbów.." jest ostatnim etapem obchodów Roku Ukrainy w
      Polsce.

      Określenie "skarb" wcale nie jest przesadne, gdy chodzi o przedmioty liczące
      nawet 7 tys. lat, a także arcydzieła sztuki i kultury greckiej i rzymskiej,
      scytyjskiej i sarmackiej. A te właśnie najcenniejsze obiekty zostały wybrane z
      odeskiego muzeum. Przez 180 lat zgromadziło ono 170 tys. przedmiotów, m.in. w
      tzw. złotym skarbcu najwspanialsze dzieła wykonane z cennych kruszców -
      biżuterię, elementy stroju, uprzęży końskich, broń czy monety. Wydobyto je ze
      starożytnych osad i cmentarzysk nie tylko u wybrzeży Morza Czarnego, ale
      terenów całej niemal cywilizacji antycznej.

      Do nich należy właśnie legendarne "Złoto Scytów", znalezione w kurhanach
      południowej Ukrainy, które zobaczymy w Krakowie. To kilkadziesiąt obiektów
      sztuki złotniczej i jubilerskiej, oraz rzadkie monety. W Gmachu Głównym będzie
      też można podziwiać figurki z epoki miedzi, sztukę grecką i rzymską, w tym
      wspaniałe wazy antyczne, piękną terakotę z Tanagry, rzeźby z Cypru, a nawet
      średniowieczną stelę wikingów - najmłodszy eksponat sprowadzony z Odessy do
      Krakowa. Wystawa "Skarby znad Morza Czarnego. Złoto, ceramika, rzeźba, ze
      zbiorów Muzeum Archeologicznego w Odessie" potrwa do 4 czerwca.

      Scytowie

      Poprzednicy Mongołów - byli ludem pochodzenia irańskiego, koczownikami. Grecy
      nazywali ich Skolotami. Przybyli u schyłku VIII w. p.n.e. z Azji centralnej na
      stepy południowo-wschodniej Europy, zajmując tereny Przedkaukazia i obszary
      czarnomorskie między Dunajem a Donem. Najstarsze wzmianki o nich są w
      asyryjskich dokumentach klinowych z VII wieku p.n.e. Scytyjskie zagony
      niedoścignionych jeźdźców i łuczników pojawiły się wtedy przy północnej granicy
      Asyrii, budząc niepokój władcy tej krainy króla Assarhaddona. W 653 r.
      uratowali Niniwę przed Medami. Nazywano ich barbarzyńcami, bo wszędzie, gdzie
      się zjawiali, siali spustoszenie i strach. W ciągu pięciu wieków panowania na
      tych ziemiach wytworzyli wspaniałą kulturę o wielu zapożyczeniach od Greków, z
      którymi utrzymywali kontakty handlowe. W łupieżczych wyprawach wojownicy
      scytyjscy doszli do granic Egiptu, ściągnęli do Europy Środkowej, niszcząc po
      drodze grody na terenie dzisiejszych Węgier, Słowacji i Polski. W bitwie nad
      Dolnym Dunajem w 339 r. p.n.e. z Filipem II Macedońskim - ojcem Aleksandra -
      ponieśli klęskę. Ich resztki wyparli ze stepów Sarmaci. Pozostawili po sobie
      groby przodków - kurhany - pełne skarbów.
      Katarzyna Bik
      • stoik1 no no no 26.01.06, 12:22
        • stoik1 Re: no no no 26.01.06, 12:23
          pomimo ubezpieczenia miejmy nadzieję że nic nie zginie
    • kserkses1 gazociąg Wassermana :) 06.02.06, 14:05
      Słuchawka Wassermanna
      Stanisław Mancewicz 03-02-2006, ostatnia aktualizacja 03-02-2006 23:10

      W czwartkowej depeszy PAP przeczytałem wypowiedź rzecznika Zakładu Gazowniczego
      w Krakowie Pana Mariusza Dobrzańskiego w sprawie wiszącego na bielańskich
      płotach gazociągu. Rzecznik powiedział, że nie ma potwierdzenia interwencji
      ministra Wassermanna. Rurkę przewleczono na ponadpółtorakilometrowym odcinku
      dlatego, że "spadki ciśnienia gazu na tamtejszych końcówkach sieci są bardzo
      duże". Otóż wydaje mi się, że ciśnienie nie tylko gazu i nie tylko na
      końcówkach generalnie rośnie. Mamy pierwsze objawy powszechnej paniki, by nie
      powiedzieć psychozy wśród monterów, elektryków, gazowników, i pewnie fliziarzy
      czy mechaników samochodowych.

      Minister wczoraj osobiście zaprzeczył, że do gazowni dzwonił, ale owszem,
      przyznał, iż podjął interwencję w Centrum Zarządzania Kryzysowego w sprawie
      prądu. Zresztą jego żona potwierdziła w telewizji, że w domu gaz był, a nie
      było prądu właśnie. Pan minister poburczał na nas i się zezłościł. Nie ma
      racji. Po prostu minister koordynator służb specjalnych coraz mocniej odczuwa
      reakcję szerokich rzesz specjalistów na swe prokuratorskie interwencje w
      sprawie drzwi od garażu, wanny i użerania się ze starszą kobietą w sądzie. Któż
      dziś nie zadrży pod spojrzeniem dalekowidza, trzymającego rękę na wszystkich w
      kraju billingach telefonicznych? Kogo śmierć nie przeleci? Nawet producentów
      karmników podejrzewam, bo minister koordynator ma działkę, na którą pewnie
      zlatują się sikory ku skórce od słoninki. A co będzie, gdy karmnik spadnie i
      nabije guza ministrowi? Albo ten zatrze sobie oko zatłuszczonym słoninką
      palcem? Tak mocno, że mu się jęczmień zrobi? Kto pójdzie siedzieć? Konstruktor
      karmnika? Rzeźnik od słoninki? Okulista? Wszyscy. Już poszli - można
      powiedzieć - bo co się odwlecze, to nie uciecze.

      W sprawie gazu czy prądu sytuację sobie łatwo wyobrazić, jest podobna.
      Minister - zamiast do pogotowia energetycznego, co robi każdy normalny
      człowiek - zadzwonił do CZK i atmosfera się tam natychmiast popsuła. Wszelkie
      możliwe ekipy specjalistów wyruszyły na sygnale ku Bielanom. Jedni zajęli się
      prądem, szybciutko, żeby woda w wannie Wassermannom nie zamarzła, inni -
      trach!, na wszelki wypadek wybudowali prowizoryczny, niezgodny z prawem i
      sztuką gazociąg, jakiego nie stawia i nie stawiało się nigdzie indziej w
      Polsce. Mleczarnie i piekarnie podciągnęły uzupełnienie zaopatrzenia do
      spożywczaka, fliziarze rozrobili zaprawę, fryzjerzy naostrzyli brzytwy,
      ogrodnicy wyjęli szpadle, szewcy omietli kopyta. Na wszelki wypadek.
      Prokuratura miała już zapewne przygotowane i gotowe do wypełnienia stosowne
      formularze, policja szablony listów gończych i rozgrzane telefaksy, by je
      rozesłać ku najodleglejszym komendom w państwie. Bo ci, co zawinili, muszą
      odpowiedzieć. Muszą. Taka jest prawda. Gazociąg zatem jest "naddaniem", jest
      objawem pragnienia, nie tyle by Pan Wassermann miał w domu ciepło, ale by nie
      sięgał po swą czarną słuchawkę. W lecie, które gdy okaże się zimne, mokre i
      brzydkie, Centrum Zarządzania Kryzysowego zapewne pomaluje na Bielanach trawę
      na zielono, w okolicznych lasach zasadzi borowiki i rozpyli zapach macierzanki,
      nawet wtedy gdy minister zadzwoni tam tylko po to, by z troską zapytać, jak się
      pracuje i czy pracownicy mają jakieś tzw. bolączki.


      ...dla niewtajemniczonych - żółta rurka leci "w powietrzu", dowiązana do
      krzaków i płotów... Prosto do chałupki p. ministra..:)
      • stoik1 : D 06.02.06, 14:22
        rurka już nie leci
        ściągnęli
      • tubylec.cieszyn Gazrurka, specrurka 06.02.06, 15:49
        Proszę nie nabijać się z mojego ulubionego ministra!
        ;-)
        • stoik1 eee 06.02.06, 20:15
          kto? gdzie?
          • stoik1 Re: eee 06.02.06, 20:16
            ja nawet chyba kiedyś na niego głosowałem ( jakoś mi się nazwisko spodobało )
            kiedyś, jak jeszcze wierzyłem w demokrację
            • kserkses1 Re: eee 07.02.06, 09:39
              biduś... ale już Ci lepiej ? :)
              • stoik1 zdecydowanie 07.02.06, 12:30
        • kserkses1 Re: Gazrurka, specrurka 07.02.06, 09:40
          gdzież byśmy... to także NASZ ulubiony minister...(jeden z...)
          :)
          • tubylec.cieszyn Re: Gazrurka, specrurka 07.02.06, 10:22
            Może założymy fan club ministra specwanien i specrurek?
            Dla Ciebie legitymacja nr 1.
            :-)
            • kserkses1 Re: Gazrurka, specrurka 07.02.06, 10:27
              cudownie, jestem zaszczycona...Jaki kolor legitymacji?
              Może zielono-niebieski kolor wody morskiej ;) ?
      • kserkses1 urocze fotki ... 07.02.06, 13:54
        serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35076,3147651.html?i=0
        :)
        • tubylec.cieszyn Re: urocze fotki ... 07.02.06, 14:00
          Wręcz cudowne.
          Mój faworyt:
          serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35076,3147651.html?i=1
          • kserkses1 Re: urocze fotki ... 07.02.06, 14:11
            tak, to jest genialne... jeszcze ta limuzyna rządowa... ;)
    • kserkses1 dziwne... 07.02.06, 10:19
      W mrozy Sukiennic jest mniej
      Dariusz Jędrzejewski 06-02-2006, ostatnia aktualizacja 06-02-2006 22:14

      Latem puchną od upałów, zimą kurczą się nawet o 3,5 cm! Źle znoszą przeróbki i
      okoliczne remonty. Sukiennice pękają. - Nie ma powodu do obaw - uspokajają
      jednak naukowcy z Politechniki Krakowskiej.
      Siatka pęknięć w wielu miejscach Sukiennic przypomina pajęczynę. To w
      większości drobne rysy i nie zwracają niczyjej uwagi. Jednak pęknięcia nad
      pierwszą arkadą zachodniej ściany zaczęły ostatnio niepokoić przechodniów. - Są
      znacznie większe i przypominają całkiem spore gałązki. Czy Sukiennice nie są
      zagrożone? - pyta jeden z czytelników "Gazety".

      Z pytaniem o stan zabytku zwróciliśmy się do Zarządu Budynków Komunalnych -
      administratora Sukiennic. W ZBK nie byli zaskoczeni. - Już rok temu zleciliśmy
      dwie ekspertyzy - powiedział nam Krzysztof Kamuda, kierownik referatu
      technicznego spółki.

      Badania wykonał dr inż. Stanisław Karczmarczyk z Wydziału Architektury
      Politechniki Krakowskiej. Przede wszystkim ocenił najbardziej zagrożony
      fragment, jakim są narożniki północnej strony budynku. Większość uszkodzeń to
      według niego efekt błędów popełnianych podczas prac budowlanych w Sukiennicach
      i ich sąsiedztwie na przestrzeni wielu wieków. Szkody spowodowały m in. budowa
      toalet w podziemiach Sukiennic na początku XX stulecia i budowa stacji
      transformatorowej przy północno-zachodnim narożniku. Nie wyklucza też, że część
      uszkodzeń powstała podczas badań archeologicznych Kramów Bogatych w 2003 r., a
      także renowacji nawierzchni po zachodniej stronie Sukiennic w 2004 r.

      Na tym nie koniec. Budynek o długości 111 m nie ma elementów dylatacyjnych,
      zapobiegających odkształceniom na skutek różnic temperatur. Mrozy i upały
      powodują, że w ciągu roku wydłuża się lub skraca o ponad 3,5 cm. Przy bardzo
      niskich temperaturach szerokość szczelin rośnie.

      Wśród przyczyn powstawania rys Karczmarczyk wymienia także nierównomierne
      osiadanie fundamentów.

      Najgroźniejsze znajdują się nad pierwszą arkadą północno-zachodniego narożnika.
      Na pęknięcie poniżej nich zostało w 1995 r. założone tzw. szkło kontrolne,
      które miało ustalić dynamikę pęknięcia. Zdjęcia dołączone do ekspertyzy ukazują
      jedno niewielkie pęknięcie. Naukowiec stwierdza, że "stan budynku Sukiennic
      można ocenić jako na ogół dobry, a uszkodzenia nie stwarzają zagrożenia
      bezpieczeństwa". To uspokaja, jednak obawy budzi to, że prace wykopaliskowe w
      okolicy północnej ściany potrwają jeszcze do marca.

      - Możemy zainstalować kolejne szkła kontrolne - powiedział nam Krzysztof
      Kamuda. W Zarządzie Dróg i Komunikacji, odpowiadającym za prace na płycie
      Rynku, nie uzyskaliśmy informacji, czy stan pęknięć jest aktualnie
      monitorowany. Małgorzata Sawińska z Zarządu Budynków Komunalnych poinformowała,
      że w 2006 r. planowane jest rozpoczęcie remontu Sukiennic. Według zaleceń
      ekspertyzy Politechniki Krakowskiej północne narożniki Sukiennic powinny zostać
      wzmocnione specjalnymi taśmami z włókna węglowego. Szczeliny powinny wtedy
      zniknąć.
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3150839.html
    • kserkses1 fantastyczna wiadomość... 08.02.06, 10:10
      W dawnym kinie Apollo powstaje największy krakowski klub jazzowy
      Już za dziesięć dni Kraków będzie miał swój nowy klub jazzowy. Powstaje w
      byłym kinie Apollo, na olbrzymiej powierzchni 900 m2
      Niewesołe, a wręcz grobowe nastroje krakowskich kinomanów, kinowa "stypa" z
      wyświetlanym obrazem "Ostatni dzwonek" Magdaleny Łazarkiewicz - w tak gorzkiej
      aurze zamykano półtora roku temu siedemdziesięciotrzyletnie kino Apollo. Za
      niespełna dwa tygodnie przy ulicy św. Tomasza 11a znów będzie gwarno i wesoło.
      Zapowiada się wręcz huczna zabawa, bo powstaje tam nowy klub jazzowy. Ledwie
      wyzierające spod sopli i śniegu neony już wiszą. Gdy się zapalą, odczytamy jego
      nazwę - Razzy Dazzy Jazz.
      - Pomysł na nazwę to proste skojarzenie z początkami jazzu w Nowym Orleanie. Na
      przełomie XIX i XX w. działały tam bandy muzykujących młodych chłopców. Jedna z
      tych grup nosiła nazwę Razzy Dazzy Jazzy Band - wyjaśnia Elżbieta Pietrzyk,
      szefowa klubu.
      Neony co prawda wiszą, ale pomieszczenia wciąż jeszcze nie są gotowe do
      uroczystego otwarcia. Brakuje części umeblowania, wykończenia wystroju wnętrz
      (obrazy na ścianach ma namalować sama szefowa - artysta plastyk). Robotnicy i
      właściciele lokalu pracują dzień w dzień. Inaugurację zaplanowali na 16 lutego.
      - Zdążymy, bo musimy zdążyć - zapewnia Jacek Bandura, jeden ze współwłaścicieli
      nowego klubu.
      - Koncert na pewno się odbędzie, bo u muzyków potwierdziliśmy go jeszcze w
      październiku zeszłego roku - dodaje Pietrzyk.
      Kogo usłyszymy na otwarciu? Polsko-amerykańską formację starych i młodych
      gwiazd, czyli Monty Waters & Kazimierz Jonkisz Energy. Amerykańską scenę
      jazzową reprezentować będzie prawdziwa legenda jazzu, współpracujący niegdyś z
      Milesem Davisem saksofonista i wokalista Monty Waters. Wśród Polaków usłyszymy
      m.in. znakomitego perkusistę Kazimierza Jonkisza (pamiętanego z zespołów Jazz
      Carriers i Novi Singers), natomiast przedstawicielem "młodych" będzie
      debiutujący przed paru laty na krakowskim festiwalu Jazz Juniors pianista Paweł
      Kaczmarczyk.
      - Nie widziałem jeszcze tego miejsca, więc nie wiem, czy będzie tam jak w sali
      kinowej, czy inaczej? Nie chciałem właścicielom przeszkadzać w pracach
      remontowych, ale za parę dni, jeszcze przed koncertem, na pewno tam zaglądnę,
      żeby obejrzeć salę i sprawdzić, czy jest jakiś fortepian, na którym będę mógł
      zagrać - mówi pianista Paweł Kaczmarczyk.
      Powierzchnia Razzy Dazzy Jazz to blisko 900 m2. Będzie to więc największy jak
      dotąd klub jazzowy w naszym mieście. Lokal podzielono na dwie duże sale -
      konsumpcyjną (z barem sałatkowym) i koncertową, która pomieścić ma od 150 do
      300 osób.
      Z nowego klubu cieszą się nie tylko krakowscy jazzmani i fani jazzu, ale też
      największe gwiazdy polskiej muzyki improwizowanej.
      - To idealne miejsce! Samo centrum i olbrzymia przestrzeń na koncerty - nie
      kryje entuzjazmu Tomasz Stańko, najpopularniejszy trębacz jazzowy Polski. -
      Właścicielom życzę jak najlepiej. No i myślę, że teraz będziemy się częściej
      widzieć i słyszeć w Krakowie.

      P.S. Sprawdziliśmy, fortepian jest. To stary wiedeńczyk, ale wymaga solidnego
      remontu.
      Tomasz Jakub Handzlik
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3151449.html
      • kserkses1 a w dodatku: 08.02.06, 10:11
        Leszek Możdżer sprowadził się pod Wawel
        Pianista kultowej Miłości, członek trójmiejskiej sceny yassowej, a dziś
        najpopularniejszy pianista jazzowy i najmłodsza z legend polskiego jazzu -
        Leszek Możdżer zamieszkał właśnie w Krakowie
        - Jestem tu dopiero od trzech dni. Właśnie się rozpakowuję - powiedział nam
        wczoraj Możdżer, nowy mieszkaniec Krakowa.
        Przeprowadził się z Wrocławia, w którym mieszkał i tworzył przez ostatnie kilka
        lat. Z urodzenia jest gdańszczaninem, ale - jak zdradził w jednym z wywiadów -
        tam dorobił się tylko małej kawalerki.
        W Krakowie zamierza pozostać dwa lata. Co go tu ściągnęło? Atmosfera klubów,
        ludzie, klimat? - To osobista sprawa i nie chcę o tym rozmawiać - ucina krótko.
        Zapowiada jednak, że częściej będzie się pojawiał na scenach krakowskich
        klubów: - Jeszcze nie wiem gdzie, kiedy i z kim, ale zastanowię się nad
        repertuarem, przemyślę, z kim mógłbym zagrać. Ale na pewno będziecie mnie tu
        częściej słyszeć.
        To kolejny muzyk, który w ostatnich latach postanowił zamieszkać w Krakowie. W
        2003 roku zawitał tu Adam Pierończyk, jeden z najważniejszych polskich
        saksofonistów jazzowych. Od czasu jego przeprowadzki niemal co rok słuchamy
        jego premierowych i niezwykle odważnych produkcji muzycznych. Nie tak dawno
        sprowadził się także amerykański basista Steve Logan - widzimy go dość często u
        boku krakowskiego gitarzysty Jarosława Śmietany.
        Teraz pojawił się Możdżer. Możemy się więc cieszyć i wypatrywać afiszy
        zwiastujących koncerty. A może nawet zamarzyć choć o jednym powrocie słynnego
        duetu Pierończyk-Możdżer?
        Tomasz Jakub Handzlik
    • kserkses1 Rynek.../to co z niego zostanie/ 09.02.06, 10:20
      Podziemny rezerwat ze szczyptą komercji
      Joanna Jałowiec, Magdalena Kursa, Bartosz Piłat

      Historycy sztuki i architekci coraz głośniej protestują, a prezydent
      Majchrowski nadal podtrzymuje chęć utworzenia pod powierzchnią Rynku rezerwatu
      archeologicznego ze szczyptą komercji. - Nie ma mowy o hipermarkecie - twardo
      zastrzega.

      Według przymiarek prezydenta powierzchnia planowanego podziemia wynosiłaby
      prawie 2 tys. m kw. Połowę zajęłyby pomieszczenia techniczne Muzeum
      Historycznego, resztę ekspozycja pozostałości średniowiecznego Rynku i
      ewentualnie handel. Projekt obejmuje fragmenty Wielkiej Wagi, a także podziemny
      korytarz wiodący po zachodniej stronie Kramów Bogatych.

      - Warto pokazać te wszystkie mury, bo przecież podczas badań archeologicznych
      znaleziono rzeczy, które zmieniły nasze myślenie o przeszłości Krakowa. Byłoby
      grzechem to zniszczyć lub zasypać - twierdzi prezydent Majchrowski.

      Muzeum, nie market!

      Jacek Majchrowski nie wyklucza, że niebawem miasto ogłosi konkurs na
      komercyjnego inwestora rynkowych podziemi. - Możliwe też, że organizatorem
      przetargu będzie Muzeum Historyczne - dodaje prezydent. Jak wyjaśnia,
      zastanawia się nad przekazaniem planowanego obiektu w całości w ręce muzeum.
      Kategorycznie odrzuca podejrzenia, jakoby pod ziemią miał powstać wielki
      market. Zapewnia, że jeśli pod Rynkiem znajdzie się komercja, to tylko związana
      z działalnością muzeum, jak księgarnia czy sklep z pamiątkami.

      Czy rodzina Likusów, która już przed rokiem deklarowała chęć zainwestowania w
      podziemia Rynku, nadal jest tym zainteresowana? - Nie wiem, mam taką nadzieję,
      ale od dawna z nimi nie rozmawiałem. Od tamtego czasu pojawili się również inni
      chętni - mówi prezydent.

      Majchrowski chciałby również, żeby istniejące podziemia i piwnice samych
      Sukiennic były połączone z planowanym podziemnym rezerwatem. - Z tego co wiem,
      Kramy Bogate były kiedyś połączone z Sukiennicami. Widać nawet zamurowane
      przejścia - zapewnia prezydent i dodaje: - Może się jednak okazać, że takie
      połączenie nie będzie możliwe technicznie.

      Nowa nawierzchnia wschodniej strony Rynku ma być gotowa w połowie maja. Prace
      pod płytą potrwają jednak znacznie dłużej. Sposób zabudowy podziemnych
      przestrzeni nie jest jeszcze przesądzony.

      Pierwszy krok zrobiony

      Miasto ma już zgodę na budowę pierwszej części podziemnych obiektów: toalet,
      zaplecza technicznego i wejścia do dalszej części podziemi. Prof. Andrzej
      Kadłuczka, główny autor koncepcji modernizacji Rynku i zagospodarowania
      podziemi wyjaśnia, że projekt - drugi już - wysłał do zaopiniowania Janowi
      Janczykowskiemu, małopolskiemu konserwatorowi zabytków. - Chcemy pokazać trochę
      średniowiecznej architektury - podkreśla.

      Przypomnijmy, że pierwszy projekt zagospodarowania podziemi Rynku,
      zaprezentowany przez prof. Kadłuczkę wiosną zeszłego roku, został przez
      konserwatora odrzucony. - Uznałem, że realizacja tego przedsięwzięcia wymaga
      zbyt dużej ingerencji w zabytki znajdujące się pod płytą Rynku. Po wykopaniu
      tak wielkiej dziury w ziemi, nie zostałoby wiele dla przyszłych pokoleń
      archeologów - tłumaczył "Gazecie" Janczykowski.

      Barbarzyńcy na Rynku

      Jan Janczykowski jest też zaniepokojony sposobem prowadzenia wykopalisk na
      Rynku. - Nie rozumiem, dlaczego są to niemal wyłącznie tzw. prace ratunkowe.
      Przecież wykonuje się je w miejscach, które są przeznaczone do zniszczenia, np.
      pod przyszłymi autostradami - powiedział nam niedawno konserwator. Dodał
      wówczas, że takie postępowanie archeologów zmusza go do dokładnego i długiego
      rozpatrywania kolejnych wniosków o poszerzenie obszaru badań, z jakimi
      występuje miasto. Zasugerował ponadto, że może chodzić w nich przede wszystkim
      o przygotowania do realizacji zagospodarowania podziemi. Co sądzi o nowym
      projekcie prof. Kadłuczki - nie udało się nam wczoraj dowiedzieć.

      Tymczasem z protestem wobec polityki miasta w sprawie Rynku wystąpili w środę
      historycy sztuki, konserwatorzy i archeolodzy. Lista zarzutów jest długa - od
      braku ostatecznej koncepcji modernizacji Rynku, przez niszczący sposób
      prowadzenia badań archeologicznych, po zakulisowe działania inwestora i próby
      nacisku na konserwatora zabytków.

      - Nie jest prawdą, jak to usiłuje przedstawić miasto, że konserwator i władze
      konserwatorskie blokują prace na Rynku. Pozwolenia, które wydał pan
      Janczykowski, są daleko posuniętym kompromisem między tym, czego życzy sobie
      inwestor a zasadami prowadzenia tego rodzaju prac - podkreśla Barbara
      Kleszczyńska, prezes Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuki.
      Zdaniem członków stowarzyszenia idea ekspozycji zachowanych średniowiecznych
      reliktów jest przykrywką dla pomysłu tworzenia podziemnego supermarketu.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3154251.html
    • kserkses1 nosorożec włochty jak Dama z łasicą :) 09.02.06, 10:27
      Łodzik, amonity, dinozaury i Lucy
      Teoria "prabulionu" zakłada, że pierwsze organizmy powstały w swobodnej toni
      wodnej 3,5 miliarda lat temu. Pierwsze wodne okazy, które pojawiły się w wyniku
      ewolucji, ale także szczątki dinozaurów znalezione w Polsce, stanowią część
      nowej ekspozycji "Ewolucja życia na Ziemi" przygotowanej przez Muzeum
      Przyrodnicze w Krakowie i Instytut Nauk Środowiska Uniwersytetu Jagiellońskiego.

      Po wejściu do siedziby muzeum przy ul. Sebastiana 9 w oczy rzuca się model
      wielkiego łodzika zawieszony u sufitu, głowonoga, który mógł osiągać nawet do 9
      metrów długości. Idąc dalej, oglądamy m.in. bogate zbiory amonitów
      (skamieniałości te służą do określania wieku i pochodzenia skał osadowych). -
      Myślę, że ważnym i atrakcyjnym eksponatem są szczątki dinozaurów znalezione na
      pustyni Gobi, mamy także cenne szczątki tych gadów z Krasiejowa koło Opola,
      gdzie znajduje się jedyne w Polsce cmentarzysko mezozoicznych gadów i płazów -
      opowiada Kinga Deptuk, pracownik muzeum. Równie duże wrażenie co oryginały
      robią rekonstrukcje czaszki tyranozaurusa czy znajdująca się w części
      ekspozycji "ewolucja człowieka" kopia czaszki Lucy, która uważana jest za
      przodka najstarszego człowieka. Oryginał znaleziono ponad trzydzieści lat temu
      w Etiopii. Wśród nowych eksponatów znajduje się także najcenniejszy okaz: -
      Nosorożec włochaty jest stałym eksponatem w muzeum i jest swoistą "Damą z
      łasiczką" wśród wszystkich naszych eksponatów - mówi Deptuk. Wystawę można
      zwiedzać do końca czerwca.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3154176.html
    • kserkses1 a podniosę sobie :) 06.03.06, 14:48
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3194688.html
      • kubek Wizualizacje dawnego Krakowa 06.03.06, 16:31
        www.infogenia.pl/A_flejter_wersja_HTML/films/wzg.mpg
        • kubek Link do strony 06.03.06, 16:34
          Fantastyczna sprawa - praca naukowa poświęcona tworzeniu wirtualnych
          rekonstrukcji 3D. Można stąd pobrać rekonstrukcję romańskiego Krakowa i Wzgórza
          Wawelskiego.

          www.infogenia.pl/A_flejter_wersja_HTML/1_2_zast_w_prezent.html#12.4.1
          • stoik1 dobre 06.03.06, 19:01
            trochę dużo ściągania
            może się uda jak będę w formie
    • kserkses1 sen szalonego architekta... 09.03.06, 10:07
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3201840.html
    • kserkses1 zaś w MNK...: 09.03.06, 13:02
      Kosztowne wyzwania przed Muzeum Narodowym
      Katarzyna Bik 09-03-2006
      W tym roku rozpoczną się remonty dwóch oddziałów Muzeum Narodowego i skończy
      adaptacja odrestaurowanego budynku, co wiąże się z przeniesieniem tysięcy
      muzealiów. Trzeba też dopracować projekt dobudowy nowego skrzydła do głównej
      siedziby
      - To będzie wielkie wyzwanie dla Muzeum Narodowego w Krakowie - twierdzi Zofia
      Gołubiew, dyrektor tej instytucji. Najtrudniejszą sprawą są generalne remonty
      dwóch budynków muzealnych: Sukiennic i pałacyku Czapskich.

      Prace przygotowawcze do remontu galerii na I piętrze Sukiennic rozpoczną się
      już w czerwcu - dyslokacją zbiorów. Do zamku w Niepołomicach zostaną wywiezione
      najpierw eksponaty z magazynów, potem z ekspozycji - wszystkie, z wyjątkiem
      sześciu obrazów. Dwa największe - "Hołd pruski" Matejki i "Pochodnie Nerona"
      Siemiradzkiego - zostaną w Sukiennicach odpowiednio zabezpieczone, a "Czwórka"
      Chełmońskiego, "Szał" Podkowińskiego, "Malarczyk" Malczewskiego i "Racławice"
      Matejki będą pokazywane w Gmachu Głównym MN. Remont Sukiennic potrwa co
      najmniej dwa lata, ale to nie znaczy, że nie będziemy mogli obejrzeć dzieł
      stamtąd. Będą prezentowane, razem z innymi, wydobytymi z magazynów, w zamku
      niepołomickim.

      Jednocześnie muzeum rozpocznie remont pałacu Czapskich, skąd zbiory zostaną
      ewakuowane do pałacu Erazma Ciołka, który zostanie przekazany muzeum pod koniec
      czerwca. W przyszłym roku w wyremontowanym za kilkanaście milionów pałacyku
      (pieniądze dał Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa) po niezbędnych
      pracach aranżacyjnych powstaną w pałacu dwie nowe galerie - sztuki
      staropolskiej i cerkiewnej.

      Od co najmniej roku trwają też prace nad stworzeniem projektu dobudowy nowego
      skrzydła do Gmachu Głównego oraz pawilonu, w którym można by eksponować
      projekty witrażowe Józefa Mehoffera. Koncepcja takiego budynku jest już gotowa.

      Te wszystkie inwestycje będą bardzo kosztowne. Tylko w tym roku potrzeba na nie
      ok. 8 mln zł. - Muzeum było bardzo zaniedbane w okresie PRL-u - podkreśla
      dyrektor Gołubiew. Rada muzeum jest zaniepokojona, że Ministerstwo Kultury w
      tym roku ma w planach przyznanie placówce w Krakowie na wszystkie te remonty
      zaledwie 2 mln zł, podczas gdy Muzeum Narodowe w Warszawie dostanie ok. 50 mln.

      Nie tylko troska o pieniądze zaprząta uwagę dyrekcji Muzeum Narodowego. W tym
      roku zaplanowano obchody kilku jubileuszy (m.in. 30-lecia Atmy, 110. rocznicy
      śmierci Emeryka Hutten-Czapskiego i 10. rocznicy śmierci Marka
      Rostworowskiego). Przygotowywanych jest kilkadziesiąt wydawnictw i kilkanaście
      wystaw. Trzy zapowiadają się na prawdziwe hity. To "Skarby znad Morza Czarnego"
      wypożyczone z muzeum w Odessie, "Fin de siecle w Krakowie", czyli najlepsza
      sztuka secesyjna, i "Nauczyciele Matejki, Grottgera, Gierymskich", to znaczy
      XIX-wieczne malarstwo z Monachium. Ta ostatnia ekspozycja - zdaniem Niemców -
      będzie pierwszą wystawą na świecie poświęconą temu tematowi.
      • kserkses1 Re: zaś w MNK...: 09.03.06, 13:05
        swoją drogą - jeśli to prawda, że krakowskie MN dostanie 2 mln zł a warszawskie
        50 mln - to faktycznie niezłe przegięcie...
        /I pytam (retorycznie) - jak możemy lubić, ba tolerować warszawkę... grrrr.../

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka