Dodaj do ulubionych

NFZ nie zapłaci

15.09.07, 20:44
Tyski Szpital Wojewódzki nie dostanie pieniędzy za ratowanie życia dziewczynki, którą urodziła kompletnie pijana matka. Takie są przepisy wprowadzone przez NFZ.
Dziewczynka, o której w poniedziałek usłyszała cała Polska, urodziła się w Dąbrowie Górniczej. Jej matka trafiła na porodówkę prosto z libacji i jeszcze kilka godzin po porodzie, badana przez policjantów, miała 1,5 promila alkoholu we krwi.

To dużo dla dorosłego człowieka, a dla noworodka taka dawka może się okazać śmiertelna.

Dziewczynka miała objawy silnego zatrucia. W każdej chwili jej stan mógł się pogorszyć, więc lekarze zdecydowali o natychmiastowym przewiezieniu jej na oddział intensywnej terapii. Miejsce dla małej znalazło się w Szpitalu Wojewódzkim w Tychach.

Dzięki podawanym lekom i czujnej opiece lekarzy stan zdrowia dziewczynki już się poprawia, udało się uniknąć podłączania jej do respiratora. I to właśnie obróciło się teraz na niekorzyść szpitala. - Gdybyśmy musieli podłączyć małą do respiratora, spełnilibyśmy warunki stawiane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Skoro jednak nie musieliśmy, fundusz nic nam nie zapłaci, bo według jego nowych przepisów dziewczynka powinna pozostać na zwykłym oddziale noworodkowym - mówi dr Bożena Leśniok z oddziału intensywnej terapii noworodków w tyskim szpitalu.

Jeszcze do niedawna NFZ płacił za leczenie pacjentów, np. z objawami zatrucia i w stanach zagrożenia życia bez względu na to, czy mogli oddychać bez pomocy respiratora, czy nie. W lipcu zaostrzono kryteria: pacjent musi potrzebować respiratora albo "zdobyć odpowiednią liczbę punktów, w tzw. skali TISS. Im większy wysiłek potrzebny jest do opieki nad chorym i więcej czasu przy łóżku spędza pielęgniarka czy lekarz, tym więcej punktów.

- To nieporozumienie, by skala TISS miała decydować za lekarza, czy chory ma się znaleźć na intensywnej terapii, czy nie - przekonuje prof. Przemysław Jałowiecki, wojewódzki konsultant w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii.

Dziewczynka urodzona w Dąbrowie nie spełniała skali TISS, ale gdyby nie przewieziono jej na intensywną terapię, lekarzom można by zarzucić, że narazili ją na śmiertelne niebezpieczeństwo. - To samo dotyczy pacjenta po urazie czaszkowo-mózgowym, głęboko nieprzytomnego, któremu poza tym nic nie jest. W każdej chwili może dojść u niego do zatrzymania krążenia czy niewydolności oddechowej. On też według TISS i funduszu nie powinien znaleźć się na intensywnej terapii - oburza się prof. Jedlecki.

NFZ tłumaczy wprowadzenie zaostrzonych przepisów nadużyciami. - Na intensywną terapię trafiali chorzy, którzy wcale jej nie potrzebowali - mówi Jolanta Kocjan, rzeczniczka funduszu.

A co z dziewczynką z Dąbrowy? - Oczywiście powinna była trafić na intensywną terapię - przyznaje Kocjan. - Jeśli szpital napisze indywidualny wniosek o refundację jej leczenia, zapłacimy za nie - obiecuje.

- Cieszymy się, ale tu nie chodzi tylko o jeden przypadek. Od lipca mieliśmy na oddziale 13 dzieci, za leczenie NFZ nie chce płacić - zwraca uwagę dr Leśniok. Podobny problem zgłaszają lekarze ze Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu i innych placówek. Na to jednak NFZ nie ma jak na razie rady.

Tymczasem dziewczynka z Dąbrowy, mimo coraz lepszego stanu, pozostanie w tyskim szpitalu co najmniej kilka dni. Mała nie ma jeszcze nawet imienia i nie wiadomo, kto się nią zaopiekuje w przyszłości. Jej 29-letniej matce postawiono wczoraj zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Została też częściowo pozbawiona praw rodzicielskich.

miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,4490783.html
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka