Dodaj do ulubionych

Zachowanie nauczycieli

IP: *.chello.pl 03.07.04, 13:47
Od kilku lat obserwuję zachowanie nauczycieli w stosunku do rodziców - na
zebraniach, wywiadówkach, spotkaniach informacyjnych itp. Rodzice - ludzie
dorosli, nierzadko starsi od nauczycieli, lepiej wykształceni, zajmujący
odpowiedzialne stanowiska traktowani są w niegrzeczny sposób. Pedagodzy
podnoszą głos, siedzą, gdy rodzic stoi, do grupy dorosłych ludzi zwracają się
nie "proszę państwa" lecz "wy", pouczają, ustawiają w szeregu, wskazują
palcem, przerywają, kwestionują wyjaśnienia itd. Przykładów można podać wiele.
Fatalnie świadczy to o ludziach, z którymi nasze dzieci spędzają spora część
dnia i od których przejmuja część zachowań.
Czy nauczyciel musi upokarzać?
Czy zawsze musi mieć rację?
Czy dorośli ludzie muszą być w szkołach traktowani jak osoby wysoce
niepożądane?
Dlaczego na terenie szkoły nauczyciel-mężczyzna nie ukłoni się matce-kobiecie?
Niedawno miałam przyjemność obserwować 2 tak zachowujących się nauczycieli w
innej , trudnej dla nich życiowej sytuacji- w szpitalu. I zdarzyła się dziwna
metamorfoza. Z butnych, pewnych siebie, krzyczących ludzi zamienili sie w
istoty grzeczne i potulne jak baranki.
Co o tym myśleć?
Obserwuj wątek
    • madziara_pl Re: Zachowanie nauczycieli 03.07.04, 13:51
      a mnie wkurz... rodzice nie majacy szacunku do nauczycieli, zwlaszcza tych
      mlodszych, zaczynajacych prace w szkolach
      punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia!
      • myslak Re: Zachowanie nauczycieli 03.07.04, 14:41
        (...) I zdarzyła się dziwna
        metamorfoza. Z butnych, pewnych siebie, krzyczących ludzi nauczyciele zamienili
        sie w istoty grzeczne i potulne jak baranki(...)

        Wszystko dlatego, że lekarz siedział, a pacjent stał, lekarz - mężczyzna nie
        ukłonił się pacjentce kobiecie, przerywał każdą wypowiedź, nie dał sobie nic
        wytłumaczyć i mówił do pacjentów "wy".
    • Gość: Kazek Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.p-s-inter.net 03.07.04, 15:11
      Proszę pani, w każdej grupie zawodowej są ludzie i ludziska, książkę mógłbym
      napisać o zachowaniach niektórych rodziców, tylko po co?
    • Gość: M Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.elk.mm.pl 03.07.04, 17:36
      Ależ uogólnienie!!! Jestem nauczycielką od 13 lat i NIGDY nie przyszłoby mi do
      głowy zachowywać się w ten sposób i to nie tylko w stosunku do rodziców! Takie
      zachowanie świadczy o elementarnym braku kultury i nie ma nic wspólnego z
      wykonywanym zawodem.Widywałam chamskich nauczycieli, księży,
      sprzedawczynie,urzędników....
    • Gość: loki Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.04, 18:46
      CHAM BĘDZIE CHAMEM NIEZALEŻNIE OD WYKSZTAŁCENIA, POZYCJI SPOŁECZNEJ,POCHODZENIA
      CZY WYKONYWANEGO ZAWODU.
    • Gość: magda Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.04, 20:19
      no cóż zapewne Pani przyzwyczajona jest traktować w ten sposób swoich
      pacjentów i nie mieści się Pani w głowie że i Pani może znaleźć się w
      pozycji "zależnej" i że Pani możne być również w ten sposób potraktowana, ot
      historia
      • Gość: EFka Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.chello.pl 03.07.04, 21:16
        Myli się Pani, ZAWSZE staram się być grzeczna wobec ludzi, NIGDY nie zdarzyło
        mi się wrzasnąć na pacjenta, że nie mam czasu, jestem zmęczona, tłumaczyłam mu
        już to sto razy a on nie rozumie. Staram się w chorych i ich rodzinach widzieć
        cierpiących ludzi, którym ja mam pomóc.
        Niestety, znakomita większość nauczycieli traktuje rodziców w sposób chamski,
        niegrzeczny ( vide mój opis).
        • Gość: Iwona Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.swic.dialup.inetia.pl 03.07.04, 21:50
          Grunt to dobre mniemanie o sobie: pani ZAWSZE, pani NIGDY, a "większość
          nauczycieli"...
          Ja to odwrócę:
          ja, jako nauczycielka, ZAWSZE staram się być grzeczna wobec uczniów i rodziców,
          NIGDY nie zdarzyło mi sie ("wrzasnąć??????") powiedzieć uczniowi, czy rodzicom,
          że nie mam czasu...
          Niestety, znakomita większość lekarzy traktuje pacjentów w sposób chamski,
          niegrzeczny...
          • Gość: nauczycielka Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.eu.org 03.07.04, 22:57
            Na uczeniu i leczeniu wszyscy się znają. Nauczyciele i lekarze to dwie grupy
            zawodowe "na świeczniku", o nich mówi się stale. Gdy ktoś spowoduje wypadek, to
            się podaje np. w gazetach, że czynu tego dokonał X.Y., ale gdy ten X.Y. jest
            nauczycielem, lekarzem, to się informację o zawodzie dodaje. Nie podaje się
            zawodu sprzedawcy, kucharza itp. Doczego zmierzam? Nauczyciele, lekarze to
            LUDZIE i jak inni zachowują się różnie. Można spotkać wspaniałego człowieka i
            można też świnię. To zależy od kultury - ale jest prawidłowość: nauczyciele i
            lekarze "w pierwszym pokoleniu" (awans społeczny) mają manię wielkości.
            Ja jestem nauczycielem w 4 pokoleniu, staż pracy: 23 lata i nie przypominam
            sobie, abym tak się zachowywała, jak zostało opisane. Ala doświadczyłam takiego
            zachowania jako rodzic.
            • Gość: age Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.icpnet.pl 03.07.04, 23:49
              Ja też doświadczyłam takiego zachowania jako rodzic w podstawówce swojego syna -
              najlepszej publicznej szkole w mieście wg rankingów!!! W takich zachowaniach
              celują nauczyciele niekompetentni, z poważnymi brakami w wykształceniu, mimo
              trzech literek przed nazwiskiem. A może to wtórne skretynienie?...
              Z takim zachowaniem nie spotakałam się jednak ani razu przez trzy lata gimnazjum
              (bardzo dobra szkoła w mojej ocenie, ale nie najlepsza w mieście).
              Nie wiem czego to dowodzi. Może to też w jakimś stopniu zależy od dyrektora?
              Jeżeli dyrektor traktuje nauczycieli jak bydło, a uczniów jak mięso do przerobu,
              to takim detalem jak rodzic w szkole nikt się nie przejmuje?
            • Gość: EFka Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.chello.pl 04.07.04, 09:36
              Chyba masz rację,podobnie jak aga, że tak zachowuje się pierwsze pokolenie,
              które bardziej lub mniej przpadkowo znalało sie w tym zawodzie.
              Nie gloryfikuję" kolegów"- lekarzy zachowujących się niegrzecznie, ale o ile
              lekarza można zmienić, można napisać na niego skargę, o tyle w przypadku
              nauczyciela ( zwłaszcza nauczyciela-chama) rodzic staje się bezradny.
              Co więcej - niechęć do rodzica przekładana jest na dziecko, a kilulatek w
              starciu z dorosłym, i to takim od którego jest zależny, nie ma żadnych szans!
              Nie spotkałam się, aby jakikolwiek lekarz wymyślał pacjentów od półgłówków czy
              debili - a słyszałam to w szkole, nie zetknęłam się z rękoczynami ze strony
              lekarzy - a wśród nauczycieli ( rzadko bo rzadko, ale się to zdarza).
              • Gość: matka Re: Zachowanie nauczycieli IP: 5.2.* / *.chello.pl 04.07.04, 10:22
                Myślę, że czujesz się wyrażnie lepsza od nauczycieli wg. Ciebie to takie byle
                co przy tobie. A co do twojego wątku to nauczyciel nie musi znać wszystkich
                rodziców zwłaszcza jeśli rzadko pojawiają się w szkole lub ich po prostu nie
                kojarzy przy takiej liczbie rodziców, a po drugie dlaczego lekarze mają
                krzyczeć na dzieci lub pacjentów/ tam nie ma takich zachowań ze strony uczniów
                jak w szkole. Jestem matką dwóch uczniów i nigdy nie odczułam , ze strony
                nauczycieli niewłaściwego zachowania
              • amused.to.death Re: Zachowanie nauczycieli 04.07.04, 11:42
                > Chyba masz rację, że tak zachowuje się pierwsze pokolenie,
                > które bardziej lub mniej przpadkowo znalało sie w tym zawodzie.

                Nie tylko. Tradycje zawodu w rodzinie niestety nie zawsze są gwarancją kultury, a ich brak niekoniecznie oznacza brak kultury.

                > Nie gloryfikuję" kolegów"- lekarzy zachowujących się niegrzecznie, ale o ile
                > lekarza można zmienić, można napisać na niego skargę, o tyle w przypadku
                > nauczyciela ( zwłaszcza nauczyciela-chama) rodzic staje się bezradny

                Pacjent wobec lekarza-chama jest tak samo bez szans jak rodzic wobec nauczyciela chama.

                > Nie spotkałam się, aby jakikolwiek lekarz wymyślał pacjentów od półgłówków
                > czy debili - a słyszałam to w szkole,

                A ja się spotkałam.
                I dodam jeszcze, że wolę takie upokorzenie niż wymuszanie pieniędzy. Upokorzenie przeboleję, a brak pieniędzy.... nie bardzo.
              • Gość: magda Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.07.04, 18:36
                nasuwają mi największe inektywy na to co tu wypisujesz, beznadzieja.
              • Gość: magdaa Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.07.04, 18:37
                nasuwają mi największe inwektywy na to co tu wypisujesz, beznadzieja.
                • Gość: EFka Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.chello.pl 04.07.04, 19:35
                  To sobie ulżyj. Mam, niestey, bardzo przykre osobiste doświadczenia z chamskim
                  zachowaniem kilku nauczycieli. Gdybym ja ośmieliła się w podobny sposób
                  potraktować chorego lub jego rdzinę ZOSTAŁABYM W TRYBIE DYSCYPLINARNYM
                  WYRZUCONA Z PRACY. Nauczycielce włos z głowy nie spadł.
                  Inna nauczycielka opowiadała nieprawdziwe historie o mojej sytuacji rodzinnej
                  narażając tym samym moje, wówczas 8 letnie dziecko na bardzo nieprzyjemne
                  uwagi. Poproszona o wyjaśnienie wyparła się, mimo, że miałam świadków.
                  Jeszcze inny nauczyciel zachował się w sposób chuligański wobec mojego kolegi -
                  wyrzucił go z gabinetu i przyciął drzwiami rękę.
                  • amused.to.death Re: Zachowanie nauczycieli 04.07.04, 19:55
                    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zdarzyło mi się być chamsko potraktowaną i przez nauczyciela i przez lekarza (a także przez taksówkarza, urzędnika, etc..).Skargi też nie zawsze przynoszą rezultat - też zawód nie ma znaczenia.
                    Cham pozostanie chamem bez względu na zawód.
                    • Gość: nauczycielka Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.chello.pl 05.07.04, 00:00
                      Ja jestem i nauczycielką i matką. Wielokrotnie zdarzało mi sie zetknąć z
                      chamskim zachowaniem nauczycieli wobec rodziców, ocenianie rodziców wg.
                      zachowania dziecka (np. oskarżenie mnie o zaniedbanie, bo syn źle trzyma
                      długopis - mimo że kilkanaście lat był reedukowany i miał zaswiadczenia).
                      Zdanie typ[u "Jak pani się synem nie zajmuje, to pewnie, ze z niego debil
                      wyrósł" itd. Sotkałam się też z dwoma nauczycielkami żądającymi łapówki - tzn
                      tylko prywatne lekcje za nie postawienie oceny niedostatecznej. W pokoju
                      nauczycielskim w małej szkole także oceniało się rodziców "Matka taka
                      wypindrzone camka, trudno, zeby córeczka była lepsza".
                      Oczywiscie większość nauczycieli była miła i zyczliwa, ale zapamiętuje się
                      przede wszystkim złych.
                      Dla mnie najgorsza jest bezsilność. Ja sama dobrze wiem, ze każdego ucznia
                      mogę "przerobić na szaro", bo mniej-więcej wiem, w czym jest słaby. A od mojego
                      wyroku praktycznie odwołania nie ma. Rodzice boją się narazić nauczycielom -
                      skarga złożona na nauczyciela raczej nic nie da (bo broni nas karta), a na
                      dziecku może się odbić. Moje protesty przeciwko fatalnym metodom wychowawczym
                      zaowocował parokrotnym wzywaniem mnie do szkoły - córka nagle okazywała się
                      winna różnym dziwnym rzeczom. Usłyszała tez od "Pani", ze bezczelnością
                      zarażiła ją matka.
                      Nauczyciele demoralizują się (ci, ze słabszym charakterem), bo mają
                      niekontrolowaną władzę. W Polsce każda władza - prócz nauczycielskiej - podlega
                      kontroli. Każdy wyrok - oprócz stopnia - podlega rewizji.
                      • Gość: zielony Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.ostrzeszow.sdi.tpnet.pl 05.07.04, 00:46
                        To może w Pani szkole, Szanowna Pani, bo z tego co się orientuję, to każdy
                        stopień podlega rewizji, każdy można podważyć, na każdego nauczyciela złożyć
                        skargę. Istnieją odpowiednie procedury - ucznia broni wychowawca, Rzecznik Praw
                        Ucznia, pedagog szkolny... Ostateczni można interweniować pisemnie u Dyrektora
                        lub przez Radę Rodziców. Sam jestem nauczycielem, ale osobiście nie chciałbym
                        mieć poczucia, że mogę oceny wystawiać "z czapki". Pozdrawiam.
    • Gość: n.s Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.04, 02:13
      Jestem nauczycielem i wychowawcą klasy.

      Jestem młodszy od każdego z rodziców moich podopiecznych.

      Jestem zapewne gorzej wykształcony od niektórych, a może nawet większości z
      nich (znam ich zawody wykonywane, ale biorę pod uwagę możliwość, że niejeden z
      nich wykonuje w tych trudnych czasach pracę poniżej swoich kwalifikacji).

      Nie piastuję odpowiedzialnego stanowiska - ja mam po prostu odpowiedzialną
      pracę.

      Czasami używam formy "Wy", kiedy rozmawiam z ojcem i/lub matką oraz z
      dzieckiem - w sześcioro/ośmioro oczu. Lepiej byłoby, gdybym mówił "Pani i
      Ty"/"Pan i Ty"/"Państwo i Ty"?

      Bywa, że pouczam, chociaż wolę słowo "nauczam" - także rodziców moich
      podopiecznych. Mam obowiązek informować rodziców np. o zagrożeniach płynących z
      kontaktów młodzieży z narkotykami, sposobach ich wykrywania itp. O procedurach
      egzaminacyjnych, przebiegu kolejnych etapów naboru do szkół wyższego szczebla.
      O zasadach oceniania.

      Ale więcej jeszcze uczę się od rodziców moich podopiecznych i od nich samych.

      Bywa, że kwestionuję wyjaśnienia. Rodzice nierzadko świadczą wbrew prawdzie dla
      źle pojmowanego dobra swoich dzieci. Przykładów można podać wiele. Fatalnie
      świadczy to o ludziach, z którymi moi podopieczni spędzają sporą część życia i
      od których przejmują bardzo wiele zachowań.

      Rodzice próbowali mnie korumpować. Grozili złożeniem skargi w przypadku
      wystawienia przeze mnie ich dziecku niesatysfakcjonującej ich oceny. Składali
      bezzasadne skargi.

      W rozmowach niektórych rodziców moich podopiecznych z dziećmi byłem zaimkiem
      osobowym "on".

      Co o tym myśleć?

      PS Autorka wątku jest, jak zrozumiałem, lekarzem. Mam do niej kilka pytań i
      jedną uwagę (przepraszam, jeśli powtarzam takie, które już padły).
      Czy na terenie szpitala lekarze mężczyźni kłaniają się pacjentkom?
      Czy pacjenci w szpitalach i przychodniach nie bywają traktowani jak osoby
      wysoce niepożądane?
      Czy potulność pacjentów i rodzin pacjentów nie wynika z tego, że lekarze
      narzucają niezdrowe relacje, oparte na jednostronnej zależności, na fakcie, że
      są nierzadko panami życia i śmierci?
      Czy (odpukać w niemalowane) zaistniał w oświacie skandal na miarę sprawy
      łódzkiego pogotowia?
      Oraz uwaga:
      Odniosłem wrażenie, że ucieszyła Panią wizyta nauczycieli w szpitalu. Osobliwa
      to sytuacja: lekarz, który cieszy się, że człowiek jest chory. To tak, jakby
      nauczyciel cieszył się, że dziecko jest głupie.
      Co o tym myśleć?

      Kontraktowy
      • Gość: EFka Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.chello.pl 05.07.04, 08:43
        Nigdy, ale to nigdy nie cieszę się, gdy ktokolwiek trafia do szpitala. U nas w
        Klinice nie tylko mężczyźni ale i kobiety mówią "dzień dobry"-wchodząc na salę
        ( i męską i kobiecą). Obecnie jestem oddelegowana do przychodni i przychodząc
        do pracy również witam czekających pod gabinetem pacjentów.
        Podobnie jak niektórzy rodzice, niektórzy pacjenci mówia nieprawdę (
        najczęściej twierdzą, że nie palą, w sytuacji gdy gołym okien/i nosem
        widać/czuć, że robili to przed godziną) i czy mam im wymyślać od idiotów- Nie.
        Mówię co sądzę o paleniu papierosów, a zwłaszcza w ICH przypadku, sugeruję
        takie a nie inne postępowanie i ........koniec.
        Wchodząc na salę, na której leży kilka osób ( zdarza się, że i 8 - takie
        warunki) NIGDY nie zwracam się do pacjentów per "wy", "babciu"- zawsze(!)
        per "pan", "pani" a często gdy znam tytuł "panie inżynierze" czy "pani
        profesor" ( także do nauczyciela liceum - to wiem z historii choroby).
        Nigdy nie obdzierałam ludzi z godności, nie wykrzykiwałam głosno ich nazwisk.

        Tak jak wspomniała osoba o nicku "nauczycielka" zdarzają się bardzo różni
        ludzie, nie pamięta się tych normalnych i zachowujących życzliwie ( choć bardzo
        starałabym się ich również zachować w pamięci) pamięta zachowania chamskie i
        upokarzającę ( i dzieci i rodziców).
        Rolą nauczyciela jest UCZYĆ i sygnalizować o nieprawidłowościach zachowania,
        braku postępów w nauce itp. Podobnie jak lekarza leczyć.
        Nie wolno natomiast: komentować stanu rodzinnego ( wychowawczyni wyraziła
        przypuszczenie głośno i w obecności dzieci, że pewnie zostawił mnie mąż i mój
        syn został sierotką, w sytuacji gdy wyjechał on na półroczne zagraniczne
        stypendium), sposobu ubierania się, sytuacji finansowej, wykształcenia, miejsca
        zamieszkania itp.
        Miałam pacjenta-więźnia. Był pilnowany przez strażników. Nigdy nie odważyłabym
        się zwrócić do niego inaczej niż "pan". Nie wypytywałam go co zrobił i dlaczego
        został aresztowany ( choć prywatnie jak chyba każdego człowieka zżerała mnie
        ciekawość).
        W klasie mojego syna była dziewczynka, której ojciec został aresztowany za
        przekręty finasowe. Cała szkoła huczała od plotek. Wychowawczyni "łapala"
        rodziców i podpytywała o postęp dochodzenia ( niby skąd mieliśmy to wiedzieć) i
        robiła wokół dziecka otoczkę sensacji. Niby przypadkowo jednak wyraźnie
        ZNACZNIE CZĘŚCIEJ niż zwykle poruszała temat więzienia, przestępców,
        aresztowania itp. Oczywiście w obecności tej dziewczynki.
        Mała i tak wiele przeszła- czy pedagogiczne, uzasadnione i po prostu ludzkie
        jest roztrząsanie takich rzeczy?
        Czy nie lepiej wykazać jej wyrozumiałość i pomoc niż węszyć sensacji?
        W końcu co zawiniło dziecko?
        Przykładów jest bardzo dużo, ie chcę zanudzać i muszę biec do pracy.
        Pozdrawiam życzliwych nauczycieli, życząc im ( a także innym) spokojnych
        wakacji i przemyśleń.
        • Gość: Yetka Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 11:46
          EFka , masz problem .Jeżeli jesteś lekarzem, powinnaś wiedzieć jak różne są
          osobowości. I nigdy nie mów "nigdy". Własnie tu na forum podważasz autorytet
          wielu wspaniałym pedagogom i to wg ciebie jest w porządku, bo anonimowo? Idź do
          nauczycielki , powiedz co cię drażni, a nie "wrzucaj' ogółowi.Nauczyciel też
          człowiek i może coś powiedzieć, a póżniej żałuje. Czy ofiara błędu
          lekarskiego ma napiętnować wszystkich lekarzy? I jeszcze jedno-nikt wspaniały
          nie uważa się za wspaniałego. Pomyśl o sobie i o tym jak oceniają cię inni .
          • olka_3 Re: Zachowanie nauczycieli 06.07.04, 12:15
            Myślę, że problem jest w nas wszystkich, niezależnie od zawodu i wykształcenia:
            bywają osoby z literkami i bez przed nazwiskiem, którzy zawsze są LUDŹMI,
            i "wykształceni", zawsze "mający rację" - często "wykształceni" absolwenci
            zaocznych, wieczorowych (dawniej też partyjnych), a ostatnio podyplomowych
            nowopowstałych szkółek i różnych filii (czyt. opłacone=zaliczone=ukończone). I
            to nie tylko nauczyciele, ale masowo urzędnicy, menadżerowie, dyrektorzy,
            konsultanci, itp. Cóż, można powiedzieć: samo życie.
            Dzisiaj praktycznie jest tak, że to nauczyciela ograniczają przepisy oświatowe,
            a rodzicom i dzieciom pozostają prawa. I z tych praw skwapliwie korzystają,
            jedni w dobrej wierze i zasadnie, a po t, by ominąć obowiązki.

            Dziwię się tylko EFce - bo myślę, że jeżeli jest przekonana do swoich racji i
            zdania, to powinna sprawę załatwiać z konkretnym nauczycielem, np. na
            wywiadówce lub w indywidualnej rozmowie, ew. gdy to nie skutkuje, to z dyr.
            szkoły lub nawet wyżej. Także w sprawach dziecka, za którym może nie miał się
            kto wstawić (dziewczynka, o której ojcu plotkowano). A może wygodniej czekać,
            aż inni, odważniejsi, nam to załatwią? - po co się "narażać".
            Myślę, że nauczycielka, której raz i kolejny zwrócono by uwagę, że robi coś
            źle, poprawiłaby się, choćby dla "świętego spokoju". A może by się czegoś
            jeszcze nauczyła?
            Nie omieszkam dodać, że wśród lekarzy daleko jest do ideału, dla wielu z nich
            pacjent to tylko bezosobowy przypadek (przykre to zwłaszcza dla starszych i
            schorowanych - nie stać ich na prywatne wizyty, gdzie KAŻDY lekarz jest miły i
            uśmiechnięty) - tak naprawdę tych szanujących zawsze i każdego pacjenta nie
            jest zbyt wielu - opinie o nich są na wagę złota i EFka o tym nie powinna
            zapominać. Tym bardziej, że szkołę można zmienić, kiedyś się ją skończy.
            Natomiast lekarza zmienić łatwo tylko wtedy, gdy jest się zdrowym, poważnie i
            przewlekle chorzy, w małych miejscowościach nie mają wyboru.
            • Gość: V like victory Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 06.07.04, 20:13
              Większo?ć nauczycieli w naszym kraju traktuje uczniów przedmiotowo wyzywajšc ich od debili,półgłówków itp.Nie przekazujš wiedzy , na lekcji siedzš ,pijš kawę a tylko wymagajš.Ale zdarzajš się też nauczyciele,którzy sš prawdziwymi pedagogami ,potrafiš zainteresować ucznia wykładanym przedmiotem,poradzić sobie z najgorszymi rozrabiakami ( bez żadnego bicia i wyzywania) i rozumiejš młodzież.
              Lekarze też często nie sš bez winy.Uważajš się za nie wiadomo kogo,często nie potrafiš postawić wła?ciwej diagnozy.Starszych nie chcš leczyć bo i tak kiedy? umrš( pamiętam jak traktowali mojš babcię).Lecz nie wszyscy sš tacy.Gdy ostatnim razem byłam w szpitalu,lekarze byli w porzšdku,obowišzkowi i zależało im na dobrze pacjenta.Sš różni w różnych stanach społeczeństwa.
      • Gość: age Re: Zachowanie nauczycieli IP: *.icpnet.pl 06.07.04, 22:55
        Gość portalu: n.s napisał(a):

        > Jestem nauczycielem i wychowawcą klasy.
        > Jestem młodszy od każdego z rodziców moich podopiecznych.
        > Jestem zapewne gorzej wykształcony od niektórych, a może nawet większości z
        > nich
        > Nie piastuję odpowiedzialnego stanowiska - ja mam po prostu odpowiedzialną
        > pracę.
        > Bywa, że pouczam, chociaż wolę słowo "nauczam" - także rodziców moich
        > podopiecznych.
        > Ale więcej jeszcze uczę się od rodziców moich podopiecznych i od nich samych.

        Brawo. Nic dodać, nic ująć. Szczerze i uczciwie. Na tym właśnie polega ten
        zawód, a nie na nadymaniu się i udawadnianiu wszystkim i za wszelką cenę, że ja,
        nauczyciel mam zawsze rację i za wszelką cenę.
        Ja też czasami pouczam, ale staram się przede wszystkim informować - o
        postępach, konsekwencjach itp. I też się cały czas uczę.

        > Bywa, że kwestionuję wyjaśnienia.
        > Rodzice próbowali mnie korumpować. Składali
        > bezzasadne skargi.

        Niestety, taka jest rzeczywistość - to też znam. Ale to nie powód, żeby
        wszystkich wrzucać do jednego wora i iść na świętą wojnę w obronie... właśnie,
        właściwie czego? nauczycieli przed rodzicami? a może przed lekarzami?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka