Gość: EFka
IP: *.chello.pl
03.07.04, 13:47
Od kilku lat obserwuję zachowanie nauczycieli w stosunku do rodziców - na
zebraniach, wywiadówkach, spotkaniach informacyjnych itp. Rodzice - ludzie
dorosli, nierzadko starsi od nauczycieli, lepiej wykształceni, zajmujący
odpowiedzialne stanowiska traktowani są w niegrzeczny sposób. Pedagodzy
podnoszą głos, siedzą, gdy rodzic stoi, do grupy dorosłych ludzi zwracają się
nie "proszę państwa" lecz "wy", pouczają, ustawiają w szeregu, wskazują
palcem, przerywają, kwestionują wyjaśnienia itd. Przykładów można podać wiele.
Fatalnie świadczy to o ludziach, z którymi nasze dzieci spędzają spora część
dnia i od których przejmuja część zachowań.
Czy nauczyciel musi upokarzać?
Czy zawsze musi mieć rację?
Czy dorośli ludzie muszą być w szkołach traktowani jak osoby wysoce
niepożądane?
Dlaczego na terenie szkoły nauczyciel-mężczyzna nie ukłoni się matce-kobiecie?
Niedawno miałam przyjemność obserwować 2 tak zachowujących się nauczycieli w
innej , trudnej dla nich życiowej sytuacji- w szpitalu. I zdarzyła się dziwna
metamorfoza. Z butnych, pewnych siebie, krzyczących ludzi zamienili sie w
istoty grzeczne i potulne jak baranki.
Co o tym myśleć?