Gość: Vivian Darkbloom
IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl
10.07.04, 10:12
Uważam, że podawanie liczby osob na miejsce w wielu przypadkach bardziej
zaciemnia niż rozjasnia sytuację. Przykłady? Posłużę sie danymi z
Uniwersytetu Śląskiego, na który sama zdawałam. Przykładowo: na filozofię
było ok. 9 osób na miejsce, a na pedagogikę 23! Wyjaśnienie jest proste - na
te kierunki był konkurs świadectw, a większość zdających chce mieć
kierunek "rezerwowy", na który na pewno się dostanie. Inny przykład - i na
historię i na prawo było koło 5 osób na miejsce. Chyba kazdy się zgodzi, że
dostać się na prawo jest o wiele trudniej. Rzecz w tym, że nikt nie zdaje na
ten kierunek z założeniem "a nuż się uda" (innym takim przykładem jest
medycyna). Tymczasem historia jest typowym przedmiotem rezerwowym dla
zdających np. na prawo. Uważam, ze uczelnie powinny zmodyfikowac sposób
liczenia kandydatów na miejsce. Albo wyznaczyć pewien pulap punktow, ktory
należy zdobyc żeby zostać "policzonym" - to by mówilo ile jest na miejsce
kandydatów dobrze przygotowanych, albo odliczac ludzi, ktorzy sie dostali,
ale zrezygnowali - to by eliminowało ludzi, ktorzy traktują kierunek jako
rezerwowy