IP: *.neostrada.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.04, 08:39
Płacę za naukę dziecka w gimnazjum w Szkole Przymierza Rodzin na Ursynowie
8000 zł rocznie. Zdałem sobie sprawę, że to jest bardzo dużo. Tyle przecież
kosztują niejedne studia, również zagraniczne. Czy wszystkie szkoły
(gimnazja) niepubliczne są takie drogie? Napiszcie, proszę, jakie macie
czesne i w jakiej szkole.
Obserwuj wątek
    • Gość: Anka Re: Czesne IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.09.04, 09:30
      Niestety, w Warszawie takie są stawki, bywają nawet wyższe. Ja płacę 7.700 zł
      rocznie (również gimnazjum). Są szkoły niepubliczne, gdzie czesne jest o wiele
      wyższe (+ wpisowe)i też są chętni (po ostatnich słynnych wydarzeniach w
      szkołach, zwłaszcza w gimnazjach, coraz więcej). Do gimnazjum niepublicznego
      posłałam córkę, bo chciałam zapewnić jej bezpieczeństwo. Wcześniej córka
      chodziła do publicznej szkoły podstawowej. Zanim podjęłam decyzję o posłaniu
      dziecka do szkoły niepublicznej odwiedziłam wiele gimnazjów rejonowych,
      rozmawiałam z rodzicami uczniów tam uczęszczających.To dla mojej rodziny duży
      wydatek, ale nie żałuję swojej decyzji. Pozdrawiam
    • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 09.09.04, 11:19
      Ja płacę czesne jeszcze wyższe za niepubliczne gimnazjum, ale wiem, za co
      płacę.Wcześniej moje dziecko chodziło , również do szkoły niepublicznej, tyle
      że tańszej i wszystko było nie tak!
      Jeśli niepubliczna szkoła jest podejrzanie tania to coś się za tym kryje .
      Najczęściej niezbyt miłego.
      Przyjmijmy, że dobrzy nauczyciele, dobre warunki, pomoce naukowe itp - k o s z
      t u j ą!!!!!!!!!!!!!
      Liceum, w naszym przypadku, będzie już publiczne co nie oznacza- bezpłatne.
      • Gość: Mim Re: Czesne IP: 212.180.158.* 09.09.04, 15:29
        Płacę 8000 rocznie za niepubliczne gimnazjum na Mokotowie i po wizycie w
        publicznym nie żałuję i pewnie będę też płacić za niepubliczne liceum (jeśli
        taki będzie wybór dziecka). Dla mnie to też duży wydatek, ale myślę że warto.
        Rozszerzony program nauki języków obcych, fakultety, indywidualne nauczanie,
        kulturalne towarzystwo. Odpada mi konieczność zapisania na dodatkowy język (ok
        200 zł/mies) więc można powiedzieć że czesne wynosi ok 600 zł. Oby tylko dalej
        było mnie na to stać!
        pozdrawiam
        • Gość: baba Re: Czesne IP: *.acn.waw.pl 09.09.04, 16:02

          Ja place 680 miesiecznie,tez na Mokotowie, ale nie zaluje, bo syn chodzi do
          klasy 7 osobowej, ma 5 godzin ang i 3 franc..
          Skonczywszy porzadnie te szkole dostanie sie tam, gdzie bedzie chcial, a mysle
          o dobrym liceum publicznym.
          • Gość: myslak baba? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 18:00
            Czy syn -po latach nauki w klasie siedmioosobowej - zaaklimatyzuje się w
            zbiorowości 30-34-osobowej ? Nawet najlepszego liceum?
            Bardzo często obserwuję dramaty tych dzieci, nieprzyzwyczajonych do tłumu,
            hałasu i pewnej anonimowości w pierwszych tygodniach nauki.
            • Gość: baba Re: baba? IP: *.acn.waw.pl 09.09.04, 18:22

              Przyznam, ze tez mnie to nieco niepokoi, Twoje pytanie jest jak najbardziej
              celne.
              Jednak problemy dziecka z dysgrafia i dysleksja+ nadwrazliwosc na powszechne w
              gimnazjum zachowania powstrzymuja mnie przed rzuceniem go na gleboka wode.
              Nie twierdze, ze w liceum nie ma chamstwa, przemocy itp zjawisk, wobec ktorych
              moja lunatyczna mimoza jest po prostu w tej chwili kompletnie bezradna, niemniej
              w dobrych liceach cos z tym mozna zrobic, podczas gdy w panstwowych gimnazjach
              jest to walka z wiatrakami.
              Mysle, ze wiele osob niespecjalnie majetnych buli te spore w koncu sumy z
              powodu bardziej atmosfery w szkole niz jakosci ksztalcenia.
              Pzdr
              • Gość: mama ucznia Re: czesne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 18:38
                Masz rację, że płaci się za atmosferę, a nie za poziom kształenia. Znam
                nauczycieli, którzy ucza w szkole prywatnej. Niektórzy nie wytrzymuja i
                odchodzą ponieważ nie moga znieść "wymuszania" dobrych ocen za "niewiedzę - co
                powiedza rodzice przecież płacą? Szkoła prywatna jest dla nich przede
                wszystkim "dodatkiem" do normalnej pracy w szkole publicznej.
                • Gość: baba Re: czesne IP: *.acn.waw.pl 09.09.04, 19:22

                  Moze to zalezy od szkoly, bo w tej mojej o wymuszaniu ocen nie ma mowy.
                  Moje dziecko solidnie pracuje na te swoje czworki i piatki, zdarzaja mu sie i
                  dwojki i jedynki, wiec jest calkiem normalnie. Tyle, ze mozna poprawiac,a w
                  szkolach panstwowych nie zawsze.Za cos jednak placimy.
                  Absolwenci dostaja sie gdzie chca- to jest sprawdzalny fakt, nie opinia.
                  Pozdr
                  • Gość: myslak babo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 19:59
                    Nie miałem na mysli przemocy czy chamstwa! :))
                    Myslałem o zwykłym , szkolnym rozgardiaszu, kiedy po korytarzu na przerwie
                    przemieszcza się 700-800 uczniów, a w klasy są wypełnione po brzegi. Zanim
                    nuczyciel zapamięta imiona nowych uczniów, zacznie ich rozróżniać (czasem
                    dostaje 2-3 nowe klasy), trochę to trwa. Zwróć uwage na syna w tym okresie, bo
                    będzie mu naprawdę ciężko.
                    Z mojej szkoły kilkakrotnie odeszli po 2 dniach nauki uczniowie z prywatnych
                    szkół (a marzyli, by u nas być). Nie wytrzymali ZWYCZAJNOŚCI, przyzwyczajeni do
                    luksusu mało licznych klas;)
                    • Gość: matka Re:nie przesadzajmy...... IP: *.chello.pl 09.09.04, 20:27
                      Wcale tak nie musi być.Dzieci ze szkół ( zwłaszcza społecznych) wcale nie są
                      edukowane pod kloszem. W Warszawie np. na Bednarskiej, Nowowiejskiej, w
                      Primusie nie ma wcale 7-8 osobowych klas. Jest za to porządek, duża ilość
                      języków i m.in. za to płacimy.
                      Kto odnajdzie się na Bednarskiej (Raszyńskiej) to, ręczę, bez problemy
                      zaadaptuje w państwowym liceum!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                      • verdana Re:nie przesadzajmy...... 09.09.04, 22:17
                        Przykro mi to mowić, ale osobiscie znam 5 dzieci (mlodzieży) zeszłorocznych i
                        przedzeszłorocznych (co za słowo) absolwentów liceum Bednarskiej i
                        Nowowiejskiej. Rewelacyjnie zdali na studia (wszyscy na prawie wszystkie
                        wybrane kierunki). I potem nastapiły schody. Nie mówię tu o zdawaniu egzaminów -
                        bo zdawali. Doskonale zdawali. Ale - po pierwsze w trzech wypadkach na pięć
                        okazało się, ze nie odpowiada im kierunek studiów - tego prawdę mówiąc nie
                        rozumiem - przecież akurat te szkoły świetnie przygotowyują do wyboru. Może
                        przypadek? A po drugie - i przede wszystkim - nie "odnaleźli się" w bardzo
                        licznych państwowych uczelniach, gdzie dziekanaty nie są życzliwe, a młodzież z
                        bardzo róznych srodowisk. Z tych pięciu osób studia na wybranym przez siebie
                        kierunku kontynuuje jedna. Jedna rzuciła studia po I semestrze i przeniosła się
                        na zupełnie inny kierunek na prywatną uczelnię. Druga po dwóch latach
                        zdecydowała, ze musi na rok wyjechać za granicę, aby zarobić i przemyśleć, czy
                        będzie kontynuować studia. Trzecia - niestety - ma załamanie nerwowe i
                        dziekankę. Czwarta zmienia kierunek studiów po raz trzeci.
                        Może to przypadek. Moze pech. A może nie.
                        • Gość: myslak i tu problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 22:35
                          Kiedy wychowa się dziecko w doskonałych warunkach, znające języki, ale
                          nieodporne na niemiłą panią w dziekanacie czy bibliotece... Skąd ma mieć tę
                          odporność, skoro było przez kilkanaście lat życia otoczone
                          życzliwością "funkcyjnych" dorosłych? To złudna arkadia....

                          Miałem taki przypadek w jednej z klas. Mocna psychicznie, bardzo zdolna,
                          najlepsza absolwentka prywatnej szkoły. Ponad dwa lata nie mogła pojąć faktu,
                          że istnieja uczniowie równie zdolni. Nigdy nie miała konkurencji! Bardzo wiele
                          pracy (i życzliwości klasy) włozyliśmy , by nie wpadła w depresję.
                          Nie umiała zrozumiec, że dorośli moga jej powiedzieć: zrób to sama (np.
                          sprawdzić rozkład jazdy na przystanku w czasie wycieczki). Nauczyciele zawsze
                          spełniali jej prośby i kaprysy - po to byli.
                          Ten sam problem był z rodzicami - nie mogli zaakceptowac , że dziewczyna ma
                          średnią równą z kim innym. Zaaklimatyzowała się dopiero w III klasie (LO)
                          To był ciężki proces "socjalizacji" :)
                    • Gość: Ktoś Re: babo IP: 212.180.158.* 10.09.04, 09:46
                      To prawda. Moja córka uczy się w społecznym gimnazjum i zakładam że pójdzie do
                      społecznego/ prywatnego liceum nie z powodu wątpliwości co do poziomu nauczania
                      tu czy tam, ale właśnie dlatego że miałaby duże problemy z aklimatyzacją w
                      dużej grupie młodzieży, po 9 latach kameralności w szkole społecznej. To jest
                      niewątpliwy minus takiej sytuacji, chociaż dużym plusem jest znacznie większe
                      bezpieczeństwo w szkole, możliwość swobodnej nauki bez narazania się na agresję
                      rówieśników (nikt nikogo nie napiętnuje za to że się uczy, bo w modzie jest
                      nauka a nie wagary i olewanie - przynajmniej w tej do której chodzi moje
                      dziecko), rozszerzony program nauki języków, dodatkowe przedmioty, itp.
      • Gość: goa Re: Czesne IP: *.trance.okay.pl 11.09.04, 16:35
        witam panie ;-)

        Heh Gimnazjum Publicne czy Niepubliczne ???

        Moze troche odbiegam od tematu ale warto zwrocic na to uwage ;-)
        Czesto rodzice wysylaja swoje dzieci do niepublicznych szkol bo wiedza ze tam jest monitoring napewno dzieci nie eda nekane przez jakis dilerow narkotykow,ktorz beda chcieli im sprzedac jakas "dzialke". Czasami warto sie zastanowic ;-) Czy wysylajac dziecko do niepublicznego liceum jest lepiej ? Przeciez jak dziecko chodzi do tak drogiej szkoly to i nie wypada mu miec "pustego portfela na codzien" a co sie z tym wiaze to wiadomo ... czasami altwiej w Niepublicznych szkolach o narkotyki jak w publicznych.
        Z drugiej strony czy to bedzie publiczna czy niepubliczna szkola nebezpieczenstwo i tak to samo. Pomimo monitoringu i tego ze sie palci kase. Nie raz bywaly przypadki ze dziennikarze i nie tylko obcy wchodzili do szkoly nie publicznej (ktora miala monitoring) i sie peletali po szkole. Warto wiec palcic tyle pieniedz?

        Druga sprawa jest taka ze sa napewno lepsze warunki rozwoju ucznia male kalsy bogatsze mzoe i zaplecze szkoly. I to jest na plus.

        Pozdro
    • Gość: Zyta Re: Czesne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 22:58
      A w Bielsku, w Reju (gimnazjum i LO), szkole ktora jest na 3 miejscu w
      rankingach na śląsku czesne za miesiac wynosi jedynie 420 zloty, a to prawdziwa
      kużna talentow.
    • r.richelieu Re: Czesne 09.09.04, 23:52
      podoba mi się opinia tych, którzy twierdzą o braku odporności życiowej.
      Przecież my wszyscy chodziliśmy do państwowych szkół, w których był i alkohol i
      bijatyki na przerwie i nogi łamaliśmy i języka nie nauczyliśmy się do samej
      ósmej klasy. Jeszcze z językiem można zrozumieć, ale żeby płacić za to żeby z
      własnego dziecka zrobić kalekę społeczną? I to jeszcze 800 za miesiąc czyli
      tyle ile pół najlepszej podyplomówki? To przyzwyczajanie dziecka do luksusu i
      że forsa z nieba spada, Wy, tzn. rodzice gimnazjalistów za 800 zł, będziecie
      płacić za nich do trzydziestki, sami chcieliście, jeszcze za pracą to Wy
      będziecie latać a nie Wasze dzieci. Przykład z panną czekającą na informacje o
      autobusach wspaniały
      • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 10.09.04, 08:42
        Nie wiem kiedy kończyłas szkołe, ale za moich czasów ( lata siedemdziesiąte) w
        szkołach było zdecydowanie mniej chuliganerii, chamstwo, fali, przemocy,
        grubiaństwa itp. Nauczyciel coś znaczył, z nauczycielem uczniowie( i rodzice)
        jakoś się liczyli, szkoła miała zdecydowanie więcej do powiedzenia. Casus
        Torunia i anglisty nie mógł mieć miejsca.
        Społeczeństwo było mniej zróżnicowane ( także finansowo)- nie oceniam czy było
        to lepsze czy gorsze- stwierdzam fakt.
        Rodzice nie mieli alternatywy - były wyłącznie szkoły państwowe( jeśli nie
        liczyć 2-3 wyznaniowych).
        Dziś w 80% publicznych szkół podstawowych i gimnazjach jest przemoc i fala.
        Nauczyciele nie reaguja, siedza cicho bo sami sie boją. Policja ma ważniejsze
        sprawy na głowie. Dom nie wychowuje, bo rodzice albo są w pracy, albo siedzą i
        opróźniają kolejną flaszkę.
        Jeżeli jest grupa rodziców, która nie chce, aby ich dzieci równały w dół, były
        niedouczone, okradane czy bite przez kolegów i wybiera dobre( powtarzam dobre)
        szkoły niepubliczne, to twierdzenie, że robia swoim dzieciom krzywdę jest po
        prostu głupie. Rzucanie kilkoma z brzegu przykładami ( wierzę, że prawdziwymi)
        też jest bez sensu, bo ja dla odmiany mogę wymienić kontrprzykłady, ale
        przecież nie o to chodzi.
        Młodzież w szkołach niepublicznych ( powtarzm dobrych niepublicznych) także
        wiele rzeczy robi samodzielnie. Nie żyje pod kloszem, bowiem 24 godzin na dobę
        nie spędza w szkole. Także styka się z nieuprzyjmą panią w banku, głupia
        ekspedientką czy złośliwym sąsiadem.
        Obawiam się, że głosy o izolowaniu dzieci i mlodzieży szkół niepublicznych i
        ich nieprzystosowaniu do życia/studiów są mocno przesadzone i niesprawiedliwe.
        • Gość: baba Re: Czesne IP: *.acn.waw.pl 10.09.04, 10:38

          Popieram.
          Sama znam osoby, ktore po niepublicznym gimnazjum poszly do publicznego liceum
          i dobrze dawaly sobie, wrecz urzeczone zyciem towarzyskim, jakie daje wieksza
          klasa.
          To ze dziecko chodzi do kosztownej szkoly nie znaczy, ze nie zna wartosci
          pieniadza- czesto rodzice wcale nie sa znow tacy bardzo zamozni (3 lata szkoly
          zafundowala dziecku babcia i to tylko gimnazjum z powodu powaznej dysleksji).
          Uczylam pare lat w SP i wiem, jak bezsilny jest dyrektor wobec chamstwa i
          agresji- wyeliminowac je mozna jedynie duzym wysilkiem i nie do konca- co
          wywali jednego ucznia, to mu sie przesyla kwiatuszka z innej szkoly, ktore
          wkrotce po okresie aklimatyzacji zaczyna kwitnac na nowym terenie.
          Moze sa szkoly, co trzymaja ucznia pod kloszem i skacza kolo niego, to na pewno
          nie jest dobre i zmienilabym szkole, gdyby tak bylo.
          Niektore spoleczne uprzedzenia do szkol niepublicznych (ja tu mowie ogolnie)
          moze dyktowac casus zielonych winogron.
          Pozdrawiam
          • verdana Re: Czesne 10.09.04, 13:01
            A mnie dodatkowo odstrasza od szkół niepublicznych to, ze rodzice wysyłając do
            nich swoje dzieci są przekonani, ze w szkole publicznej młodzież jest
            zdemoralizowana, pije, rzuca w nauczyciela koszem i kradnie na przerwach. Dla
            niektórych znanych mi matek własnie "dobre towarzystwo" było głównym argumentem
            wysupłania ostatnich pieniedzy i posłania dziecka do niepublicznej szkoły.
            A ja nie chcę, aby moje dziecko wychowywało się w dobrym towarzystwie.
            Chcę, zeby widziało, ze nie wszyscy ludzie są zamożni. Ze bywają dore i złe
            rodziny. Że nie wszystkie wybory zyciowe dobrze się dla młodzieży kończą.
            Po elitarnej szkole dziecko może być doskonałym matematykiem, lingwistą,
            biologiem.
            Nie będzie jednak dobrym socjologiem, psychologiem, dziennikarzem. Pewnej
            wiedzy nie można czerpać tylko z książek.
            • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 10.09.04, 13:58
              Odsyłam do onetu- jest tam informacja o kolejnych chuligańskich wybrykach
              gimnazjalistow- tym razem wobec nauczyciela historii.
              Każdy ma prawo wybierać szkoły dla dzieci - nie przeczę, że ZDARZAJĄ SIĘ dobre
              szkoły publiczne i są ( niestety nie tak rzadko) złe niepubliczne, jednak
              generalnie w szkołach niepublicznych nie ma fali, nikt nie pozwala sobie na
              porachunki żywcen z filmów gangsterskich, nie ma wymuszeń.
              W zyciu zwykle tak jest, że obracamy sie w określonym środowisku. Mniemam, że w
              pracy nie spotykasz się z menelami spod budki z piwem - masz zupełnie odmienne
              otoczenie , co nie oznacza, ze w życiu nie spotykasz się z ludxmi z innego
              świata. W szkole jest podobnie. Nasze dzieci ucza się, chodzą na zajęcia
              dodatkowe, jedzą posiłki, rozmawiają z kolegami z podobnych domów ( choć
              niekoniecznie o podobnym stopniu zamożności), ale wiedzą, że są i inni.

              A tak na marginesie- jesli prześledzisz rankingi szkół ( podstawowych i
              gimnazjów- bo takie są przedmiotem naszych rozważań) to zarówno w tych
              pierwszych jak i drugich wyniki testów kończących kolenje etapy nauczania są
              znacznie wyższe niż w szkołach publicznych. Przypadek Nie- obserwacje 3 lat- a
              to już jest znamienne.
              Szkoły wyższego szczebla ( licea) oczywiście te renomowane, do których trzeba
              zdobyć stosowną punktację generalnie lepsze są publiczne. Ale uwaga- zwykle ich
              uczniami sa absolwenci.....niepublicznych gimnazjów, a to tez o czyms świadczy!
              Jeśli weźmiemy pod lupe szkoły wyższe- to oczywiście najlepsze są państwowe i
              dzienne. Odradzałabym wszystkim Prywatną Szkołę Taką to a Taką, bo do niej
              trafiają najczęściej spady ( po złych liceach).
              Przemyśl to.
              • verdana Re: Czesne 10.09.04, 14:13
                1. Uczyłam 9 lat w szkole niepublicznej. Przyzwoitej. 80% młodziezy na studiach
                (zwykle prywatnych, ale nie tylko). Fala, kradzieże itd. były, niestety, także.
                Tylko dyrekcja staranniej to tuszowała. Bo bała się o pieniądze.
                2. Po drugie, Twoja opinia o szkołach publicznych mnie poraża - naprawdę
                normalne towarzystwo w szkole publicznej, to nie menele spod budki z piwem. I
                wcale nie chcę, żeby dziecko rozmawiało tylko z dziećmi z podobnych domów - cóż
                za zawężenie horyzontów! Ostatecznie najlepiej wychowanym i
                najsympatyczniejszym dzieckiem (w liceum mojej córki)jest córka sprzataczki i
                bezrobotnego ojca - ale ona jest już z "innego srodowiska", a więc Twoje
                dziecko nie ma szans na jej spotkanie. Nie ma też szans na dowiedzenie się, jak
                żyje taka wielodzietna rodzina z matką sprzataczką i bezrobotnym ojcem. Będzie
                czerpać ze stereotypów (tak jak Ty!) i uważać takich ludzi za nieudaczników i
                meneli "z innej sfery". Tymczasem to ludzie, którzy ostatni grosz wydają na
                książki i koncerty - ale Twoje dziecko nigdy takich ludzi nie spotka i będzie
                się ich obawiało, albo nimi pogardzało.
                3. Istnieje kłamstwo zwane statystyką. Lepsze - nie przeczę - wyniki szkół
                niepublicznych nie oznaczają tego, ze szkoły te lepiej uczą. Po prostu trafia
                do nich wyłącznie zamożniejsza młodzież, której rodziców stać na dodatkowe
                lekcje języka, korepetycje itd. Nie jest więc tak, ze dziecko musi nauczyć się
                wiecej w szkole niepublicznej. Dziecko z tzw. "dobrej rodziny" (brr) bedzie i
                tu i tu miało dodatkowe zajecia czy wyjazdy zagraniczne i osiągnie podobne
                wyniki. Tylko dzieci, których rodziców nie stać na takie "fanaberie" "zaniżają"
                wyniki. Podobnie dzieje się na egzaminach. Lepiej przygotowane są do nich
                dzieci ludzi zamożnych. Gdyby tą zmienną brać pod uwagę, nie byłoby już
                widocznej róznicy między gimnazjami.
                • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 10.09.04, 15:13
                  Nasze obserwacje różnią się. Upieram sie, ze szkołach niepublicznych opisywane
                  przeze mnie patologiczne zjawiska występują w stopniu minimalnym. Moja opinia
                  wynika nie tylko z moich osobistych obserwacji, ale także spostrzeżeń innych
                  ludzi - rodzicow i NAUCZYCIELI zarówno publicznych jak i niepublicznych szkół.
                  Co dzieje sie w większości szkół publicznych - wiadomo! Zajrzyj do onetu,
                  przespaceruj sie do pierwszej z brzegu rejonowej szkoły. K..y, pomazane sprayem
                  ściany, bezmyślne buzie, zestresowani nauczyciele, którzy mimo wysiłku nie mogą
                  wyezekwować podstawowych wiadomości. Równanie w dół.
                  Przypadek sprzataczki i bezrobotnego wydających ostatnie pieniądze na tzw.
                  kulturę jest ewenemetem. Nie twierdzę, że córka tych ludzi nie jest dobrą
                  uczennicą i sympatyczną dziewczyną, jednak to chwalebny wyjątek. Z doświadczeń
                  mojej sąsiadki- pracującej w świetlicy ewnej rejonowej szkoły- bardziej
                  pasowałby do niej opis zawistej osóbki podkradającej lub niszczącej rzeczy
                  koleżankom z zamożniejszych domów. Ale nie twierdzę, że tak musi być.
                  Statystyka jest niestety nauka, która jak rzadko która obnaża rzeczywistość!
                  Oczywiście do dobrych wyników egzaminów w szkołach niepublicznych można dopisać
                  każdą ideologię- także korepetycji. Jednak z moich obserwacji wynika, że to
                  właśnie uczniowie szkół publicznych są najczęstszymi klientami korepetytorów. W
                  szkołach niepublicznych ( powtarzam tych przyzwoitych) jest wystarczająco dużo
                  czasu i możliwości, aby wyjaśnić i wytłumaczyć powtórnie trudne zagadnienie.
                  Dzis znajomość języków obcych nie jest fanaberią- jest koniecznością. Coraz
                  więcej młodych ludzi zdaje certyfikaty , wyjazdy zagraniczne róniez nie sa
                  niedostepne nawet dla ludzi średnio zarabiających - więc nie bardzo rozumiem o
                  co Ci chodzi.
                  • tak_zwany Re: Czesne 10.09.04, 17:31
                    Bardzo jesteś pewna w swoim uproszczonym myśleniu. Rzucasz przykładami bardzo
                    spektakularnymi, jednak czy naprawdę jesteś taka pewna, że oddają one obraz
                    rzeczywstości? Jak dla mnie, stosujesz uproszczone schemat myślowe tak zwane
                    heurystyki: pierwszą, polegającą na poszukiwaniu tylko elementów pasujących do
                    własnej hipotezy, oraz drugą, zwaną heurystyką dostępności, polegającą na
                    traktowaniu wyraźnej i spektakularnej obserwacji jako typowej dla całego zespołu
                    obserwowanych zjawisk. Widzisz jeden czy dwa przypadki nagłaśniane przez media i
                    mówisz: "tak jest wszędzie, to typowe". Tymczasem o dobrych zjawiskach w
                    szkołach publicznych się nie mówi, nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że
                    albo są "niemedialne", albo są mało wyraziste. Widzisz to co, złe, bo to co złe
                    i jest widoczne, i w dodatku potwierdza Twoją hipotezę. To co dobre, czy
                    niezgodne z hipotezą jest "ewenementem". Bynajmniej nie potępiam takiego
                    postrzegania, gdyż jest ono typowe dla większości ludzi, chcę jednak wskazać na
                    wypaczenia w obrazie rzeczywistości, jakie powoduje.

                    Dla ogólnego zrozumienia zjawiska, warto prześledzić mechanizm jego
                    funkcjonowania. Przede wszystkim spójrzmy, jak wybieramy sobie nasze środowisko
                    - przyjaciół, znajomych. Szukamy ludzi podobnych - o podobnych
                    zainteresowaniach, postrzeganiu świata, o podobnej pozycji społecznej, ogólnie
                    rzecz ujmując - o podobnej przynależności klasowej (zanim ktoś mi zwróci uwagę,
                    że nieprawda, podając własny przykład, warto zwrócić uwagę na słówko "podobny").
                    Co więcej, w drabinie społecznej staramy się cały czas awansować - dla
                    "lepszego" życia. Chcemy również, aby nasze dzieci również miały "lepiej" -
                    staramy się więc posyłać je do najlepszych szkół, które mają zwiększyć ich
                    szanse na życiowy sukces. Mówię "chcemy", starając się wczuć w osobę o typowych
                    wartościach dla co najmniej "klasy średniej" - co nie implikuje, że taka osoba
                    znajduje się w tej klasie, tzn. chcę wyeleminować przykłady rodzin, gdzie nie ma
                    wykształconych tych wartości - gdzie brak aspiracji własnych i dbałości o dobro
                    dzieci (lub "dbałość" ta jest inaczej definiowana na skutek odmiennych
                    wartości). Chcąc jak najlepiej, natrafiamy na barierę ekonomiczną - ci, którzy
                    mogą ją przekroczyć są zwycięzcami - obsadzają "najlepsze" szkoły, w największym
                    stopniu zwiększające szanse. A kto to jest? Osoby z klas wyższych, ich kapitał
                    ekonomiczny umożliwia im najlepsze obsadzenie dla swoich dzieci. Tak dzieje się
                    na każdym etapie edukacji - okazuje się, że występuje efekt "bogacenia się
                    bogatych" - bogatych nie tylko w sensie ekonomicznym, ale także w sensie
                    kulturowym - najwięcej "kapitału kulturowego" (rozumianego jako jakość edukacji,
                    dostęp do dóbr kultury, styl życia itp.) otrzymują ci, którzy i tak mieli go
                    więcej niż inni na starcie. Im mniej "ma" ktoś wspomnianych kapitałów na starcie
                    - ekonomicznego, kulturowego, ale także społecznego (pozycja społeczna,
                    znajomości), tym mniej mu go "przybędzie" w trakcie drogi edukacyjnej.

                    Jakie są tego konsekwencje? - przede wszystkim reprodukcja, ale jednocześnie
                    zamykanie struktury społecznej (to ostatnie nie do końca - ale powody są akurat
                    nieistotne dla omawianego problemu). Ludzie "podobni" "trzymają" się "podobnych"
                    - nie mając styczności z "innymi" lub, świadomie bądź nie, od nich uciekają.
                    Tworzą się poniekąd "oddzielne światy". Obserwacje, które tu przedstawiłem są
                    oczywiście uproszczone i na wysokim stopniu ogólności. Dodatkowo zostały
                    wywnioskowane na podstawie badań nad społeczeństwem zachodnim - trzeba więc
                    nanieść polską specyfikę. U nas nie jest to aż tak silne - przede wszystkim mamy
                    pozostałości ideologii poprzedniego systemu - dążenie do stworzenia
                    społeczeństwa bezklasowego, realizowane na drodzę chociażby blokowisk, gdzie
                    "umysłowy" mieszka obok "fizycznego", a ich dzieci uczęszczają razem do szkoły.
                    Oczywiście nie udało się to, gdyż nie udało się ujednolicić stylu życia,
                    wynikającego z róznych wartości charakterystycznych dla różnych "zamiecionych
                    pod dywan" klas. Jednak w tej chwili nasze społeczeństwo dąży do upodobniena do
                    zachodniego - i to uwidacznia się w systemie edukacji - silna segregacja szkół
                    pod względem jakości i dostępności, tworzenie się zamkniętych dzielnic
                    zamieszkałych przez "podobnych", trzymanie się "swoich"... Podział społeczny
                    staje się coraz wyraźniejszy, a różne grupy, czy też klasy społeczne coraz mniej
                    się znają...

                    Dosyć prosto odnieść to do rozumowania matki. Ona dąży, aby jej dziecko było z
                    jak najlepszymi i na ile jest to tylko możliwe, podejmuje w tym kierunku kroki.
                    Jest to, jak pokazałem, zupełnie normalne. Z drugiej strony są i osoby myślące
                    tak jak Verdana, która widzi konsekwencje takiego myślenia, nazywając to
                    "nieznajomością życia". Można się zastanawiać, z czego wynika takie jej podejście...

                    Pozostała jeszcze jedna rzecz - ocena zjawiska. I ja się jej nie podejmę. Każdy,
                    komu chciało się to przeczytać może zrobić to we własnym zakresie, zgodnie z
                    wyznawanymi wartościami. Warto by jednak było, aby miał pewien zakres
                    samorefleksji i samoświadomości, czym te wartości są, i dlaczego takie są...
                    • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 10.09.04, 20:04
                      Z zainteresowaniem przeczytałam Twoją wypowiedź . W pełni się zgadzam, że - w
                      uproszczeniu- swój ciągnie do swojego. Wśród znajomych rzadko mamy
                      przedstawicieli innych środowisk, w pracy stykamy się najczęściej z ludźmi o
                      podobnym stopniu wykształcenia. Trudno zatem się dziwić, że chcemy, aby nasze
                      dzieci obracały się w zbliżonym towarzystwie. Dziecko spędzające wakacje np. na
                      Majorce , w którego domu jest kult nauki a rodzice mają wyższe wykształcenie (
                      celowo upraszczam) raczej nie będzie miało na dłuższą metę wspólnych spraw z
                      dzieckiem całe wakcje wałęsającym się po podwórku, z domu, w którym nie czyta
                      sie nawet gazet. Smutne to, ale prawdziwe. Podobnie jak absolwent wyższej
                      uczelni raczej nie znajdzie porozumienia z niewykwalifikowanym robotnikiem.
                      W naszym kraju nie ma szkół dla tzw. klasy średniej. Wiele środowisk ostro
                      potępia segregację w szkołach, a co za tym idzie równa się w dół.Pod każdym
                      względem i zachowania i wymagań i poziomu nauczania.
                      Czy zatem można się dziwić, że ci, którzy, nawet kosztem wyrzeczeń, chcą
                      zapewnić dzieciom normalną szkołę, normalne środowisko?
                      Chętnie posłałabym dziecko do pobliskiej rejonówki, ale perspektywa 30
                      osobowych klas, w których 30-40% uczniów nie rozumie co się do nich mówi, 20-
                      30% pochodzi z szeroko rozumianego marginesu społecznego, są 2 godziny języka
                      obcego- jest dla mnie nie do przyjęcia.
                      • tak_zwany Re: Czesne 10.09.04, 21:59
                        Nie oceniam, tylko się pytam - skąd masz takie dane o marginesie społecznym czy
                        nierozumieniu czytania? Czy przypadkiem nie szukasz na siłę potwierdzienia
                        wypracowanego obrazu świata? I co rozumiesz poprzez "margines społeczny"?
                        • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 10.09.04, 22:29
                          Z obserwacji, z rozmów z przerażonymi rodzicami, z relacji mojej sąsiadki
                          pracującej w świetlicy w publicznej podstawówce, z relacji- choćby w mediach-
                          co dzieci potrafią uczynić. Należę do tzw. klasy średniej, chętnie wysłałabym
                          dziecko do publicznego gimnazjum, ale chcę mu oszczędzić: głowy w sedesie,
                          pociętych ubrań, kradzieży, pobić. Nie chcę, aby tracił czas na lekcjach gdy
                          nauczyciel po raz kolejny uspakaja ucznia,a ten ma go gdzieś. Chcę, aby moje
                          dziecko było bezpieczne, znało języki obce, nie uczyło się w 30osobowych
                          klasach, nie słyszało co 2 słowo k..a.
                          Margines społeczny to dzieci które robią to co opisałam wyżej i jest ich
                          niestety dość duzo.
                          W szkołach publicznych i dyrektor i nauczyciele nie mogą skutecznie ukarać
                          młodocianego chuligana, jest on praktycznie bezkarny!
                          Nie szukam na siłę potwierdzenia swojego obrazu świata, po prostu widzę co
                          dzieje się dookoła.
                          Nikt nikogo nie zmusza do kształcenia dzieci w takich lub innych szkołach.
                          Pojawiają się głosy przeciwne segregacji już w młodszych klasach. Moim zdaniem
                          jest to równanie w dół- słabsi ciągną lepszych, a ja nie godząc się z tym
                          wybrałam inny wariant.
                          P.S. Nie można bezgranicznie ufać rankingom, ale wyniki egzaminów- o czym już
                          wspominałam- o czymś świadczą.
                          • tak_zwany Re: Czesne 10.09.04, 23:12
                            Ciekawy sposób określania dokładnego procentowego udziału patologii w
                            populacji... Rzekłbym, że rewolucyjny, gdyby tylko był rzetelny. Coś mi się
                            zdaję, że ktoś tu kogoś mocno nakręca - o mechaniźmie tego pisałem wcześniej.
                            Stworzyłaś sobie obraz "publicznego" jako siedliska menelstwa i usilnie je
                            podtrzymujesz dla zracjonalizowania swojej decyzji o wyborze szkoły dla dziecka.
                            Nie rozsądzam, czy obraz ten jest prawdziwy czy nie, wskazuje tylko, że nie masz
                            rzetelnych przesłanek dla tak kategorycznych sądów. Wniosek może być prawdziwy
                            (ale nie musi), przesłanki jednak z pewnością szwaknują. Cóż, ja w swojej
                            karierze uczniowskiej byłem w czterech publicznych "mordowniach" (zmieniałem
                            podstawówki na skutek przeprowadzek), w życiu nie miałem głowy w sedesie, nożem
                            mnie nikt nie pociął, bójki były sporadyczne i szybko kończone przez
                            nauczycieli, okradziono mnie tylko "na mieście", a "niesfornych" wywalano z
                            klasy do gabinetu dyrektora... Czyżby aż tak bardzo się wszystko zmieniło?
                            Wątpie. Z rozmów ze znajomymi, rodziną i osobami, którym udzielałem korepetycji
                            nie był bym w stanie wysnuć takich wniosków. A o prywatnych też się nasłuchałem
                            i to nie tylko superlatyw... Widać, że przyjmujesz tylko negatywne wiadomości,
                            pozytywy jakoś nie docierają lub są "ewenementami"... Twój wybór co do szkoły,
                            nie mam zamiaru przekonywać, możesz jednak zobaczyć, że patologie nie dotyczą
                            tylko publicznych "rzeźni". Zobaczysz dresików bogatych rodziców bluzgających na
                            lewo i prawo ("bo to jest teraz trendy, rzucić paroma paniami pracującymi..."),
                            mających w "głębokim" "poważaniu" nauczycieli i szkołę, oraz tych, co ich nie
                            naśladują. Jednak o nich źle się nie powie, ani nie napisze, bo są z "bardzo
                            dobrych domów". Żebyś się nie zdziwiła, jak będzie ich więcej niż "marginesu" w
                            publicznym. Zdecydowanie lepszym kryterium, moim zdaniem, jest szukanie jak
                            najbardziej wymagającej szkoły, obojętnie czy publicznej, czy prywatnej, do
                            której mogą dostać się tylko najlepsi pod względem wyników. To daje szanse na
                            "sensowne" środowisko dla Twojego dziecka.

                            Dyrektorzy i nauczyciele mają środki do karania uczniów, jeśli ich nie stosują,
                            wynika to z tylko z ich indolencji.

                            O przyczynach wysokich wyników egzaminów już pisałem. A rankingi... Cóż, moje
                            liceum było w pierwszej dwudziestce w Warszawie, a poziom był żałosny, że szkoda
                            gadać... Wszystko za sprawą "magicznego" dyrektora, który, jak sam o sobie mówił
                            "miał dużo znajomości". A że jestem na ponoć prestiżowych studiach? Zawdzięczam
                            to sobie, nie szkole... (no, oddam honor, że historyczkę miałem dobrą).
                            • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 11.09.04, 11:12
                              Dyrektor szkoły publicznej może najwyżej(!) ukarać ucznia publiczną naganą za
                              znęcanie sie nad słabszymi.Wyrzucenie ze szkoły jest praktycznie niemożliwe- a
                              jeśli już to na poziomie podstawówki-gimnazjum( przypominam, że te szkoły
                              WSZYSCY) muszą ukończyć chuligan przenszony jest ze szkoły X do szkoły Y. Może
                              to potwierdzić każdy dyrektor.
                              Przez 7 lat mieszkałam vis a vis publicznej podstwówki, obserwowałam uczniów i
                              byłam przerażona( a przypadało to na lata, gdy nie mielam jeszcze dziecka, lub
                              gdy było bardzo małe).
                              Mam koleżankę pracującą w opiece społecznej - jej opowieści graniczą z horrorem!
                              Do publicznej podstawówki chodzi mój siostrzeniec- kilkakrotnie wrócił pobity,
                              raz ukradziono mu dla zabawy okulary ( ma silną wadę wzroku). Uspokoili sie,
                              gdy szwagier z nimi "porozmawiał", przedtem wychowawczyni rozkładała ręce.
                              O sąsiadece pracującej w świetlicy w podstawówce w jednej z najlepszych
                              dzielnic Warszawy już wspominałam." S..aj k...o"- to usłyszała od "ucznia" 6
                              klasy, gdy zwróciła mu uwagę.
                              Szkoły są przeładowane i niedoinwestowane. Może w 3-5-7 warszawskich szkołach
                              publicznych ( głównie są to gimnazja przy renomowanych liceach)coś dobrego się
                              dzieje, ale to kropla w morzu zła.
                              Nie twierdzę, że wszystkie szkoy niepubliczne są dobre- sama zetknęłam się z
                              marną( prywatną), ale sensownie prowadzone społeczne to najlepsze rozwiązanie
                              dla normalnych dzieci.
                              P.S. Różnie ludzie wydają pieniądze, z przekroju rodzicow "naszej" szkłoy
                              widzę, że dla wielu czesne jest istotnym wydatkiem w budżecie, jednak z
                              jakiegos powodu się decydują.
                            • Gość: baba Re: Czesne IP: *.acn.waw.pl 11.09.04, 14:58

                              Otoz to- szukac jak najlepszej szkoly czy publicznej, czy PRYWATNEJ.
                              Czy nie mozna problemu ujac z takiego punktu widzenia, ze zamozniejsi rodzice
                              posylajac dziecko do szkolach prywatnych rozladowuja tlok w dobrych
                              publicznych ?
                              Moje dziecko dostalo prezent od dziadkow, nie uwazam, zeby sie specjalnie
                              demoralizowal.My jako rodzice na kazdym kroku podkreslamy, ze nas na to nie
                              byloby stac, czesc kolegow nie pochodzi ze stricte zamoznych domow.

                              Skad mialaby sie wziac u niego arogancja , skoro u nas w domu nie ma poczucia
                              wyzszosci, nie ocenia sie ludzi pod katem pieniedzy ani nawet wyksztalcenia,
                              tylko ciepla i kultury osobistej.W szkle podstawowej syna najgorsze problemy
                              sprawiali chlopcy takze z przyzwoicie sytuowanych rodzin, tutaj rownanie
                              ojciec pijaczek= syn lobuz jest zupelnie nietrafione.
                              Pozdrawiam
                          • wydra10 Re: Czesne 11.09.04, 01:58
                            Gość portalu: matka napisał(a):

                            > chętnie wysłałabym
                            > dziecko do publicznego gimnazjum, ale chcę mu oszczędzić: głowy w sedesie,
                            > pociętych ubrań, kradzieży, pobić. Nie chcę, aby tracił czas na lekcjach gdy
                            > nauczyciel po raz kolejny uspakaja ucznia,a ten ma go gdzieś

                            Moja córka zaczęła naukę w gimnazjum. Publicznym, rejonowym, uznawanym za
                            bardzo dobre zresztą. Stać na na szkołę prywatną, ale rozważaliśmy ten pomysł
                            tylko przez chwilę.
                            1. Mąż zawsze i zdecydowanie był przeciw. Pracuje na uczelni i twierdzi, że
                            wyniki egzaminów wstępnych przemawiają na korzyść szkół publicznych. Jeszcze
                            nie tak dawno częścią egzaminu była rozmowa z kandydatem. Jakie tam kwiatki się
                            trafiały... cóś a la "Kara Mustafa, wielki wódz Krzyżaków"
                            2. Przemawiał kiedyś do mnie motyw bezpieczeństwa. Ale chyba ze dwa lata temu
                            przeczytałam w GS o problemach uczniów wychodzących ze szkoły na Raszyńskiej -
                            byli napadani niemal tuż za bramą.
                            3. Zawsze tłumczyłam dziecku, że wszyscy w klasie są kolegami - nie tylko parę
                            najlepszych przyjaciółek. Także syn salowej, którą nie raz widywałam, jak
                            wieczorem obalała flaszkę w parku (zresztą sympatyczny i zdolny chłopak).
                            Dyscyplina na lekcjach - owszem, była problemem. Ale ja bardzo cenię te rozmowy
                            z córką, kiedy to dowiadywała się ode mnie wielu rzeczy, których Pani od
                            historii nie zdążyła przerobić.
                            3. Parę miesięcy temu wysłuchałam przerażających opowieści o fali w "naszym"
                            gimnazjum. Miałam wątpliwości, czy mimo wszystko decyzja była słuszna, ale
                            córką nie chciała słyszeć o innej szkole.
                            "Fala" polegała na pisaniu falmastrem "kot" na rękach pierwszaków. Córka jest
                            niepocieszona, że jej nikt nic nie napisał. Co najwyżej miauczeli za nią na
                            korytarzu.
                            Od paru lat nie ma w tej szkole otrzęsin - zostały zlikwidowane na żadanie
                            rodziców, chociaż uczniom to się bardzo podobało (dla ścisłości - tym
                            otrząsanym). Mój Boże, w końcu whiskas nie jest trucizną, nasi rodacy na
                            saksach sami się tym żywili.
                            Mity krążą wśród nas, rozpowszechniane przez przeróżne "sąsiadki". Pamiętam, że
                            w latach 70 wśród uczniów Batorego krążyła opowieść, że basen - jeszcze wtedy
                            istniejący ale od lat nieczynny - zamknięto, ponieważ jeden z chłopców zrobił
                            kupę do wody!
                            Każdy może decydować, jak zechce... chodzi mi tylko o to, że przynajmniej część
                            argumentów przeciw szkołom publicznym, podawanych w tym wątku, jest wątpliwej
                            jakości (na zasadzie jedna pani drugiej pani). A w mediach też można znaleźć
                            przykłady "niesportowego" zachowania uczniów renomowanych szkół - vide casus
                            syna Czarzastego.

                            A tak przy okazji - czy ktoś wie, jakie jest czesne w gimnazjum Meridan (czy
                            jakoś tak) przy ul. Wawelskiej? Podobno tam dopiero jest niezły odjazd.
                            W
                      • Gość: Richelieu* "matko", "matko"... IP: 195.117.90.* 11.09.04, 01:27
                        verdana Ci powiedziała, ja Ci powiedziałam, a Ty nadal zupełnie nie na temat

                        spędzające wakacje np. na
                        >
                        > Majorce , w którego domu jest kult nauki a rodzice mają wyższe wykształcenie
                        (
                        > celowo upraszczam) raczej nie będzie miało na dłuższą metę wspólnych spraw z
                        > dzieckiem całe wakcje wałęsającym się po podwórku, z domu, w którym nie czyta
                        > sie nawet gazet. Smutne to, ale prawdziwe



                        To Twoje słowa. Jaką więc matką jesteś jeśli nie znasz się na psychorozwoju
                        dziecka. Do niczego i na szkolenia z Tobą jakieś. Dziecko nie potrzebuje z
                        innym dzieckiem rozmawiać o Majorce tylko potrzebuje zabawy. Ta zaś nie wymaga
                        nakładów pieniężnych bo dzieci potrafią się wspaniale bawić bez pieniędzy.
                        Czysty odbiór fenomenologiczny i chyba tylko dziecko tak potrafi. Dopiero gdy
                        jakaś wariatka wtrąci się "nie baw się Jasiu z Piotrkiem, bo ojciec Piotrka
                        pije" wtedy gdzieś pójdzie czysty odbiór rzeczywistości. Jakie wspólne sprawy?
                        Czy Majorka lepsza jest od babcinej wsi? Snobizm i uczenie snobizmu dziecko.

                        Głupio mi podawać swój własny przykład, ale cieszę się, że państwo umożliwiło
                        mi uczenie się w normalnym środowisku wszystkich ludzi, w równości z punktu
                        widzenia dziecka. Dziecko jest za małe aby od przedszkola obarczać je własnymi
                        lękami. To Ty się boisz i to Ty hołdujesz własnej bojaźni posyłając dziecko do
                        płatnego gimnazjum. Dziecko z tego ma tyle, że utwierdza się w przekonaniu o
                        swej wspaniałości, a to łatwo przeradza się w arogancję.

                        Skąd myślenie, że absolwent wyżej uczelni (hohoho, ależ daleko zaszedł,
                        magistra zdobył, vov) nie dojdzie do porozumienia z robotnikiem. Chyba stąd, że
                        robotnika obejrzał sobie na obrazku i artykuł jeden przeczytał. Szerokość
                        horyzontów, które powinna wytworzyć w nim szkoła, szlag trafił przez własny
                        upór. Śmiejemy się z Naszego Dziennika i Radia Maryja, że babcie wierzą
                        bezkrytycznie. Ależ Ty też wierzysz bezkrytycznie jakiemuś artykułowi. Co do
                        uogólnień wyjaśnił Ci Tak_zwany.

                        Równanie w dół? Masz rację, ja zawsze czułam że muszę równać w dół, od
                        pierwszej podstawówki bo to ja miałam 5 z góry na dół, a jestem właśnie z
                        rodziny robotniczej, ba, patologicznej niemal gdzie do teraz nie czyta się
                        gazet nie mówiąc o książkach. I czuję, że i w tej chwili równam w dół, co za
                        nieszczęście, bo muszę matce tłumaczyć, że dziecko nie potrzebuje Kanta a
                        towarzystwa miłych rówieśników. Wszyscy tutaj równamy w dół, kiedy Tobie jak
                        łopatą, że pijak i dziecko pijaka to dwie różne osoby. I co z 30-40%
                        nierozumiejących co się do nich mówi?
                        • Gość: matka Re: "matko", "matko"...- odpowiadam IP: *.chello.pl 11.09.04, 11:24
                          To dobrze, że Ci się udało, ale większość powiela wzory wyniesione z domu. Nie
                          twierdzę, że wakacje u babci na wsi są czyms złym, ale jest już źle jeśli
                          dziecko spędzające tam wakacje zielenieje z zazdrości, że kolega z ławki był na
                          Kanarach i tylko szuka okazji, żeby mu dokuczyć! Przykład wcale nie z sufitu.
                          Moja koleżanka z pracy miała problemy z dzieckiem, które było systematycznie
                          ośmieszane przez córkę bezrobotnych. Przyczyna tkwiła w tym, że po wakacjach
                          każdy musiał opisać wakacje. Jaki był ciąg dalszy - wiadomo. Zazdrość i zawiść
                          jest powszechna- także w świecie dorosłych - widać to w części postów- dzieci
                          przenoszą to i wyrażają na swój sposób.
                          • czarna_jagodka Re: "matko", "matko"...- odpowiadam 11.09.04, 13:10
                            > Moja koleżanka z pracy miała problemy z dzieckiem, które było systematycznie
                            > ośmieszane przez córkę bezrobotnych. Przyczyna tkwiła w tym, że po wakacjach
                            > każdy musiał opisać wakacje. Jaki był ciąg dalszy - wiadomo. Zazdrość i
                            zawiść

                            Wiesz... ja miałam w liceum kolezankę, która spędziła rok w Stanch. Wszyscy się
                            z niej wyśmiewali za jej plecami. I wcale nie dlatego, że jej zazdrościlismy,
                            tylko dlatego, że każdą swoją wypowiedź na jakikolwiek temat zaczynała od
                            zdanie: "Bo jak byłam w Stanach to......" albo " Bo u NAS w Stanch ........".
                            Była po prostu śmieszna i na każdym kroku starała się wywyższać ponad cała
                            resztę.
                            Być może dziecko Twojej koleżanki zachowuje się dokładnie w ten sam sposób.
                            Zresztą... zauważyłam kiedyś że takie zachowanie jest charakterystyczne dla
                            ludzi, którzy mają coś więcej niż inni, ale nie doszli do tego swoją pracą,
                            mądrością czy talentem.
                            I oby Twoje dziecko nie wyrosło na takiego człowieka (co sądząc po Twoich
                            postach i traktowaniu wszystkich biedniejszych od Ciebie z góry jest baaaaardzo
                            prawdopodobne, o ile nie pewne).
                          • Gość: Richelieu* Re: "matko", "matko"...- odpowiadam IP: 195.117.90.* 11.09.04, 14:21
                            jaka większość? dane statystyczne idealnie opracowane masz? Równie częstą,
                            jeśli nie częstszą rekcją na alkoholizm jest własna abstynencja lub jeśli nie
                            całkowita, to przynajmniej wstręt do tego najpopularniejszego trunku wśród
                            alkoholika, z którymi miliśmy do czynienia. Aby powielić zachowania zobaczone w
                            dzieciństwie trzeba by żyć w społeczności zamkniętej, gdzie nie m dziecko
                            możliwości zobaczenia innych rodzajów życia. A jak być w społedzności
                            zamkniętej mieszkając w mieście czy mając dostępdo neta. Tak zwane dziury
                            zabite dechami to jedyne enklawy społeczeństw zamkniętych, wsie popgrowskie na
                            przykład gdzie nie dość, że dziecko przeżyło dzieciństwo z alkoholikami to
                            jeszcez potem własna rzeczywistość nie dała mu szansy na normalną egzystencję.
                            Ale w takich mejscowościach szkoły wypełnione są wyłącznie mieszkańcami tych
                            wsi, więc nie ma mowy o przemieszaniu się spoołeczeństw.

                            I dziecko wychowane w poszanowaniu wartości najwyższych będzie miało gdzieś
                            Kanary, sto razy wolał będzie do babci, do kuzynów. Jeśli przedkłada wartość
                            Kanarów, a więc pieniądza i luksusu, od razu widać w co wierzy. Młodociany
                            yuppie. Zielenieje z zazdrości. Jeśli rodzic głupi nauczył go, że najważniejsze
                            w życiu są pieniądze to potem dziecko zielenieje.
                            Przenoszenie zazdrości ze świata dorosłych na dziecięcy. Właśnie! Dziecko nie
                            jest zazdrosne dopóki mu rodzic nie powie, że powinno. Zazdrość o rzeczy
                            dorosłych wynika wyłącznie z głupoty rodziców. Zazdrosne, jeśli w ogóle, może
                            być o sprawy dziecięce. Pieniądze, choć stają się dziecięce coraz bardziej,
                            poprzez gadżety zamiast zabawek, to jednak nadal są typowo dorosłe
                            Poprzedni post z "Bo jak byłam w USA to.." kapitalny.

        • Gość: Róża Re: Czesne IP: *.tvgawex.pl 10.09.04, 14:57
          Uważam, ze to my rodzice psujemy swoje dzieci. Nie posyłam córki do prywatnej
          szkoły,chociaż mogłabym. Nosiłam się z takim zamiarem, gdy ukończyła
          podstawówkę. W końcu to właśnie ona podjęła decyzję, ze nie chce chodzić do
          takiej szkole. W tym roku ukończyła publiczne gimnazjum - została laureatką
          konkursu wojewódzkiego i to ona wybrała sobie liceum - znowu zwykłe, bo
          publiczne. Wybrała autorską klasę medyczną, zamierza studiwać medycynę.
          Wierzę,że jej sie uda. Zamiast płacić czesne może sobie kupić mnóstwo książek,
          zafundować wakacje. Myślę,ze tak jest lepiej. Nie wolno nam rodzicom psuć
          dzieci.Te chowane pod kloszem to kaleki życiowe. Co zrobia gdy zabraknie
          mamusi, albo niespodziewanie skończą się pieniążki???????????? Więcej chamstwa
          i przemocy jest na ulicach niż w szkole. To chyba jakieś bajki o biciu i fali w
          szkole.W dobrych liceach nie maja nawet czasu o tym myśleć.
          • r.richelieu Re: Czesne 10.09.04, 15:56
            no właśnie, a forumowej matce się wydaje, ma do tego prawo i ma prawo do
            wydwania bez sensu pieniędy
            jestem młody gówniarz, podstawówkę zaczęłam w połowie lat 80. i było wszystko
            czego można się było spodziewać po nies\fornych dzieciach. Kosza na głowie nie
            było co prawda, ale na przykład pamiętam jak chłopcy nałożyli prezerwatywę na
            rurę wydechową samochodu księdza. I było śmiesznie nie strasznie. Nie chce
            winić nauczyciela z Torunia, ale w końcu nauczyciel to też i wychowaca i
            psycholog, źle wybrał zawód, źle poziom szkoły. Zabrakło mu wyważenia pomiędzy
            surowością a luzactwem.

            Matko, nadal twierdzę, że robisz z dziecka kalekę społecznego. To o byciu
            socjologiem czy dziennikarzem dobre, dobre. Szufladkujesz straszliwie. Rodzic
            menel to dziecko też menel. Dziś ja, dziecko osób z niskim wykształceniem itd,
            które Ty nazywasz menelstwem, mam głęboko w poważaniu mamuśki chroniące swoje
            dzieci w ten sposób by za 800 zł meisięcznie kupować im złudne poczucie
            bezpieczeństwa. Jak głupia to niech kupuje, bo za tuż za bramą szkoły może ktoś
            i tam w łeb mu dać, niestety. I pannice chcące by wszystko za nich robić na
            studiach też widzę, jedna z pierwszych dwój, które dałam trafiła właśnie do
            takiej, co to za oburzenie było. Chciała mi chyba powiedzieć, że przyśle mi
            mamuśkę, tatuśka, wujka i ciotkę i oni i dopiero pokażą. Jak widać takie
            pannice (i kawalerowie też) to częste zjawisko

            a bezpieczeństwa, jeszcze raz, nie da się kupić. Wynajmij dziecku ochroniarza,
            który będzie chodził krok w krok za nim. Wtedy ewentualnie. Nie, całą brygadę
            antyterrorystyczną wynajmij.
            • Gość: baba Re: Czesne IP: *.acn.waw.pl 10.09.04, 16:55

              Ta panienka, ktora opisalas, jest po prostu glupia.
              Uwazasz,ze sprawila to szkola prywatna czy popieprzeni rodzice ?
              Z podobnymi egzemplarzami spotkalam sie uczac w najnormalniejszej podstawowce.A
              rodzice wcale nie byli zamozni.
              Nie uwazam tej historyjki za zaden dowod przeciw szkolom prywatnym.
              Bardzo bym chciala, zeby teraz bylo w szkolach tak, jak jeszcze w latach
              70-tych, kiedy to szczesliwie do podstawowki chodzilam.
              Byly tam rozne dzieci- pelny przekroj spoleczny (szkola w malym miasteczku) i
              jestem szczesliwa, ze nie urodzilam sie pozniej.
              Pozniej dziecko zaczelo chodzic do szkoly, gdzie dyrekcja zalecala, aby dzieci
              nie wychodzily na przerwie na korytarz, tylko raczej siedzialy w klasie z
              nauczycielem (chodzilo o klasy mlodsze). Polowania na mlodsze dzieci byly na
              porzadku dziennym.
              Czy mieszkalam na terenach po bylym PGR ?
              Nie, na osiedlu, gdzie duza czesc osob to tzw inteligencja.
              Zaznaczam, ze nie jestem pisarka horrorow, ani tez snobka.
              Znam rodzicow, ktorzy zrezygnowali z nowych kafelkow, mebli,
              samochodu, by dziecku dac dobry start w publicznym liceum i uchronic przed
              szokujacymi przezyciami oraz fizycznym zagrozeniem.Kaleka psychiczna to sie
              dziecko staje w kontakcie z bezkarna agresja.
              Niemniej nie przecze, gdynym trafila na dobra publiczna szkole, do prywatnej
              bym dziecka nie posklala.
              Pozdrawiam

    • Gość: rock Moi kochani IP: *.neostrada.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.04, 16:54
      Wszystkie Wasze uwagi są bardzo cenne. Można długo przedstawiać swoje
      doświadczenia oraz dyskutować zasadność tych lub innych rozwiązań. Ale ja
      założyłem wątek dotyczący opłat. Po prostu chciałem dowiedzieć się jak to jest
      w innych szkołach. W zeszłym roku w Przymierzu Rodzin opłaty były niższe (ok.
      7000zł). Jednak bardzo dużo rodziców miało problemy z płaceniem. M.in. dlatego
      w tym roku dostaliśmy do podpisania umowy, gdzie zawarte są klauzule o
      odsetkach, wymuszana nasza zgoda na specjalne procedury przy niepłaceniu i
      egzekucjach komorniczych. Pod szkołę podjeżdżają dobre samochody, ale nie wiem,
      czy to nie jest tylko fasada. Dlatego zainteresowałem się jak to jest z czesnem
      gdzie indziej i jak sobie ludzie radzą z opłatami.
      • Gość: inna matka Re: Moi kochani IP: *.chello.pl 10.09.04, 17:48
        Problem llezy w czymś niezwykle prostym. "Matka" uważa po prostu, ze jej
        dziecko z racji urodzenia się w tej, a nie innej rodzinie jest lepsze od
        zwykłych "rejonowych" dzieci. Otóż nie - nie jest lepsze. A wychowywanie
        dziecka w tym duchu, ze nie zasługuje na spotykanie się z dziećmi z "klas
        niższych", bo one są "be" moze skutkować tylko jednym. Normalne dziecko
        wyrosnie na nietolerancyjnego snoba i złego człowieka. Dziękuję Bogu, ze moje
        dziecko nie uczy się w szkole, gdzie rodzice wpajają dzieciom takie poglady!
        Już chyba wolę porysowane ściany i dzieci bez kasy.
        • Gość: matka Re: Moi kochani IP: *.chello.pl 10.09.04, 20:14
          Inna matko- przeczytaj dokładnie to co napisałam. Przeczytaj proszę ze
          zrozumieniem! Jeśli nie chcesz, nie możesz czy uważasz za stosowne aby tak a
          nie inaczej wychowywać dziecko- Twoja sprawa. Ja , nigdy nie twierdzilam i nie
          umacniałam mojego dziecka w przekonaniu, że jest lepsze od innych. Jest
          odmienne niż syn pijaczka, inne wartości wyniosło z domu, z innymi ludxmi się
          styka. I dlatego chcę, aby przebywało wśród podobnych sobie a nie odmiennych. A
          to, że musi się to dziać w płatnych szkołach to już inna sprawa.
          • Gość: verdana Re: Moi kochani IP: *.chello.pl 10.09.04, 20:27
            Matko! Sama przeczytaj co napisałaś! Dla ciebie przecież "pijaczek" i "syn
            pijaczka" to to samo. I wychowujesz dziecko w przekonaniu, ze o wartosci
            człowieka świadczy w jakim domu się urodził. Synek pijaczka może w przyszłosci
            stać się wartosciowym człowiekiem, a twój syn menelem - bo i tak bywa. A
            przeswiadczenie, ze w państwowych szkołach sami zdemoralizowani synowie
            pijaczków, złodziejaszków i meneli - to już jakiś niewiarygodny idiotyzm. Nie
            mówiąc już o tym, ze dla ciebie jednak brak pieniedzy przekłada się na wartość
            człowieka - no bo jeśli kogoś nie stać na szkołę prywatną, to znaczy, ze nie
            jest odpowiednim towarzystwem dla twego dziecka.
            Ludzie, którzy od dzieciństwa przebywają wśród podobnych sobie nie mają szans
            na prawidłowy rozwój. Przed wojną dziedzice wysyłali swoje małe dzieci do
            szkółek wiejskich, ze by "wielkopańskich fochów" nie nabrały.
            I nie wiwerzę, że Twoje dziecko nie słyszy takich opinii w domu. Słyszy,
            słyszy. I jak słusznie stwierdziła inna matka, czuje się przez to lepsze,
            wartosciowsze.
            Może wyrośnie na porzadnego człowieka - ale mimo to, a nie dlatego.
            • Gość: matka Re: Moi kochani IP: *.chello.pl 10.09.04, 22:34
              A bywasz u mnie w domu? Znasz mojego syna? Nie przypominam sobie- w związku z
              tym Twoje opinie są- delikatnie mówiąc- nieuzasadnione. Nigdzie nie pisałam o
              braku pieniędzy i wartościowaniu ludzi według zawartości portfela- wczytaj się
              dobrze. I przyjmij do wiadomości, że każdy ma prawo wychowywać swoje dziecko
              jak chce i na co chce wydawać swoje pieniądze. Dalszą dyskusję z Tobą uważam za
              nieuzasadnioną. Życzę Ci, aby Twoje dziecko, któregoś dnia nie zostało pobite i
              okradzione, i aby czegokolwiek się nauczyło w państwowej szkole.
              • Gość: Ola II niezłe to czesne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.04, 22:59
                8 tys.... mam dochód roczny 18 tys.... W życiu nie byłoby mnie stać na wysłanie
                dziecka do tej szkoły;)
                Dobrze, że mam pod nosem gimnazjum przy renomowanym liceum - i za 150 zł opłaty
                za komitet rodzicielski ROCZNIE mam ten sam poziom (tylko klasy liczniejsze).
                Córka skończyła gimnazjum, chodzi do liceum i nie wie, co to "fala" czy
                kocenie :)
                • Gość: baba Re: niezłe to czesne... IP: *.acn.waw.pl 11.09.04, 16:07

                  Mialas szczescie- nie wszystkie dzieci maja REJONOWE dobre gimnazjum.
                  Moje ma nie najlepsza opinie.Dostac sie do przybatorowki lub przyrejtanowki
                  spoza rejonu jest bardzo trudno.Gdyby byly w moim rejonie, poslalabym dziecko
                  tam, a zainwestowala wiecej kasy w reedukacje dysleksji.
                  Pozdr
    • Gość: Ania Re: Czesne IP: 195.150.115.* 10.09.04, 23:10
      Śmieszna jest ta "matka".
      Ja skończyłam dobre liceum (publiczne), porządne studia (państwowe), mam dobrą
      pracę. Tak jak ogroman większośc moich znajomych. W mojej grupie na studiach
      była jedna absolwentka prywatnego liceum. Ledwo sobie radziła, bo cały czas
      uważała, że jej się "należa" dobre oceny i lepsze traktowanie.
      Moja ciotka uczyła w prywatnym liceum. Zrezygnowała po roku. Nie mogła znieść
      tego, że uczniowei i rodzice próbowali wymuszać na niej dobre oceny. Tekst w
      stylu "bo ja pani za to płcę" z ust ucznia był na porządku dziennym.
      • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 11.09.04, 10:58
        Chyba jesnak ani renomowane liceum ani państwowe studia nie do końca nauczyły
        Cię czytać ze zrozumieniem. O szkołach niepublicznych, które mają sens napisaam
        PORZĄDNE, a to nie wszystkie. Ot taka drobna różnica!
        • Gość: Ania Re: Czesne IP: 195.150.115.* 11.09.04, 12:59
          Dziwne... bo jakoś nikt Cię tu nie rozumie. Może nie umiesz wyrażać swoich
          myśli w formie pisemnej?
          A ja bardzo dobrze rozumiem co czytam . Zapewniam Cię.
        • Gość: matka ucznia Re: Czesne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.04, 13:56
          Czytając to co piszesz mam wrażenie, że tak naprawdę jeśli masz dziecko w
          gimnazjum to nie dostało sie ono do dobrej panstwowej szkoły i teraz starasz
          się za wszelką cenę "poprawić sobie nastrój". Nie słyszałam o finalistach i
          laureatach konkursów przedmiotowych - tych liczących się, aby byli nimi
          uczniowie szkół społecznych czy prywatnych. A wysokie wyniki na sprawdzianach i
          egzaminach - to średnia czasami z pieciorga uczniów uczęszczajacych do szkoły.
          Do prywatnej i społecznej dostanie się każdy kto ma pieniądze, do dobrej
          państwowej tylko Ci najlepsi. Pozdrawiam.
          • Gość: verdana Re: Czesne IP: *.chello.pl 11.09.04, 14:48
            Matko! Niwątpliwie zmartwi cię fakt, ze moje dziecko uczęszczajace do
            panstwowej szkoły jest laureatką wielu konkursów - zarówno przedmiotowych, jak
            i poetyckich - i to bez korepetycji. Natomiast mój syn (po przyzwoitej
            prywatnej szkole, do której posłałam go - jak zresztą wiekszość rodziców, bo
            nie radził sobie w słabym państwowym liceum) studiuje obecnie w prestiżowej,
            ale prywatnej uczelni. Studiuje z mnóstwem innych - po Bednarskiej czy
            Nowowiejskiej, którzy podobnie jak on nie dostali się na UW. Bo pieniądze nie
            wystarczą.
            Zarówno mój syn jak i córka zostali parokrotnie napadnieci i okradzeni - na
            ulicy. Musisz wiec zatrudnic ochroniarza. Najwiecej napadów ostatnio było pod
            prywatnymi gimnazjami - bo wiadomo, że dzieci maja kasę.
            W prywatnej szkole mojego syna zdarzył sie okropny wypadek - jeden z kolegów
            został zastrzelony przed swoim domem. Przykro mi stwierdzić, ale w przebiegu
            sledztwa okazało się, ze co 6-7 dziecko ze szkoły to dzieci członków mafii i
            przestępców - ich bowiem było stać na niezwykle wysokie czesne. Czy jednak na
            tej podstawie twierdzę, ze wszyscy uczniowie szkół prywatnych skończą jako
            mafiozi? Zdecydowanie nie!
          • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 11.09.04, 17:52
            Sprawdź co piszesz- wymienię 3 pierwsze z brzegu gimnazja niepubliczne, do
            których były egzaminy - i to trudne- Hawajska, Nowowiejska, Bednarska. I
            zapewniam, że wynik egzaminu był kryterium przyjęcia!
            • verdana Re: Czesne 11.09.04, 18:43
              Czy pisałam cokolwiek o egzaminach? Nie. W dodatku znam co najmniej 5 osób,
              które tych egzaminów nie zdały, a i tak sa na Bednarskiej. Po znajomosci (wiem,
              ze dyrektorka zapewnia, ze nikogo po znajomosci nie przyjęła, ale niestety - to
              nie prawda).
              Zresztą do tego liceum, o którym piszę też były egzaminy. I co z tego? Czy
              dziecko mafiozów nie może zdać? Moze. I zdało. A moje dziecko, nie ukrywam,
              przyjęto po znajomości.
              • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 12:49
                A moje dziecko, również nie ukrywam, zdało egzamin do wszystkich szkół, do
                których chciało- w tym jednej publicznej, językowej, do której zdawało, aby się
                sprawdzić.
                Wybraliśmy szkołę, ktra wydała nam się najbardziej przyjazna i najlepsza.
    • Gość: Aga Re: Czesne IP: 81.15.254.* 11.09.04, 18:45
      Widzę, że dyskusja odeszla bardzo daleko od pierwotnego tematu, ale co tam...
      Wiem z wlasnego doświadczenia, że szkoly prywatne, o ile są prowadzone z
      sensem, są o niebo lepsze od państwowych (uczylam się w obu typach, więc mam
      porównanie). W państwowej szkole, w klasie 30-osobowej, nie zuważa się dziecka
      zdolnego, więcej - nastepuje równanie w dól. Nauczycielom nie zależy, bo
      wydobyć talenty. A same dzieci są bardzo różne i to wcale nie jest zaletą. To
      naprawdę średnia przyjemność chodzic do klasy z malymi przestępcami i
      pijaczkami. I to nieprawda, że dziecko chce się bawić z rówiesnikami i to
      niezaleznie od ich poziomu - w wieku 7-8 lat stwierdzilam, że to bez sensu -
      bawić się z dziewczynkami, które nic nie czytają. Dlatego uważam, że porządne
      prywatne szkoly, które dają dziecku zainteresowanie nauczyciela, indywidualne
      podejście, rózne możliwości rozwoju - są niezastąpione.
      • r.richelieu Re: Czesne 11.09.04, 19:07
        1. co takiego dziecko 7-letnie czyta? ba, czy o tym rozmawia grając w gumę?
        2. średnia przyjemność chodzić do klasy z małymi przestępcami lub pijaczkami,
        wiadomo, tylko do szkół prywatnych idą dzieci bogatych rodziców, a to bogactwo
        może mieć bardzo różne źródła. Ten stereotyp jest strasznie powszechny. Gdy
        bogaty chla mówi się, że lubi sobie popić w towarzystwie. Gdy biedny chla mówi
        się, że menel. A idioci przejmują takie wyrażenia. No i nadal nie wiem co ma
        wspólnego dziecko z rodzicem
        • Gość: verdana Re: Czesne IP: *.chello.pl 11.09.04, 19:14
          A nie macie wrażenia, że te wszystkie matki i dzieci uznajace tylko płatne
          szkoły po prostu za wszelką cenę szukają usprawiedliwienia dla decyzji, co do
          której same czują się nie do koncza przekonane? Bo własciwie żadnych rzeczowych
          argumentów (poza mniejszymi klasami - tu całkowicie się zgadzam) nie ma. Te
          dzieci pijaczków (jakby innych w szkołach państwowych nie było), ta przemoc
          (ostatecznie jak o przemocy wobec nauczyciela w dwóch szkołach pisza wszystkie
          gazety, to znaczy że jest to ewenement na skalę krajową), ten niski poziom
          (poczytajcie sobie rankingi - na czele państwowe licea). Jakos trzeba
          usprawiedliwić wyrzucenie miesięcznie dużej sumy, aby mozna się było pochwalić
          znajomym "ze dla dziecka wszystko, do takiej elitarnej szkoły chodzi, a my
          sobie flaki wypruwamy, ale cóż, z hołota go nie poslę)
          • Gość: baba Re: Czesne IP: *.acn.waw.pl 11.09.04, 19:26

            Nie generalizuj.Nie wszystkie.
            Ja sie zupelnie nie poczuwam do odczuc, ktore mi jsko "wszystkim " imputujesz.
            Jestem do konca przekonana, ze gimnazjum prywatne, do ktorego chodzi moje
            dziecko, jest lepsze od rejonowego.
            Jestem do konca przekonana, ze w rejonowym dysleksja by sie poglebila, a
            dostalby jeszcze nerwicy szkolnej.
            Panstwowe licea sa najlepsze i dlatego moje dziecko tam pojdzie po szkole, do
            ktorej chodzi, ma ogromne szanse.
            Nie interesowalabym sie upodobaniami rodzicow dziecka w szkole panstwowej, bo
            to ich sprawa, do momentu kradziezy czy zastraszania i nie wmawiaj mi prosze,
            ze to ewenementy ktorych pisza gazety- to powszechne zjawiska.
            Nie chwale sie nikomu, gdzie dziecko chodzi, jesli juz musze, to podkreslam,
            za czyje pieniadze.znane mi osoby z dziecmi w szkolach prywatnych tez tego nie
            robia-nie otaczam sie snobami.
            I nadal uwazam, ze czesc powszehnych uprzedzen co do szkol prywatnych
            zrodzonych jest na zasadzie zielonych winogron.
            Pozdrawiam
        • Gość: Aga Re: Czesne IP: 81.15.254.* 11.09.04, 19:26
          1. Czyta "Dzieci z Bullerbyn", "Ronję córkę zbójnika", resztę Lindgren,
          Muminki... I jak gra w gumę, to nie rozmawia, bo mu tchu brakuje. Ale po grze w
          gumę - bardzo chętnie. W spolecznej szkole mialam z kim o tych i innych
          ksiązkach pogadać.
          2. Nie napisalam,że to średnia przyjemność być w klasie z dziećmi przestępców,
          tylko z przestępcami. Widzisz róznicę? A w szkole spolecznej byly dzieci
          rodziców o róznym statusie materialnym, ale zawsze o szerokich horyzontach i
          nieglupich.
          • verdana Re:Do baby 11.09.04, 21:35
            Ten post zdecydowanie nie był do ciebie. Pisałam o "wszystkich", ktorzy uznają
            TYLKO szkoły prywatne, stwierdzając ze w pozostałych to tylko menele i
            bandytyzm.
            Nie mam nic przeciw wybieraniu szkoły społecznej czy prywatnej ze wzgledu na
            np. dysleksję dziecka (jak mogłaś przeczytać moje dziecko TEŻ konczyło szkołę
            prywatną i to z tego wzgledu). Nie mam nic przeciw wybieraniu konkretnej szkoły
            społecznej, o ile odpowiada własnie taki, a nie inny program nauczania.
            Mam natomiast "wszystko" przeciw wybieraniu szkół niepublicznych jako zasady -
            nie dla poziomu, dysfunkcji dziecka itd, ale dlatego, by moje dziecko "z dobrej
            rodziny" nie zetknęło sie "z nie wiadomo kim" i dlatego, ze ma się przekonanie,
            ze do szkół państwowych chodzą tylko bandyci, dzieci pijaczków i nieudacznicy.
            Jeśli dziecko wie, ze chodzi do płatnej szkoły - bo ma tam ze względu na
            dysleksję czy dysortografię lepsze warunki, albo dlatego że może (jak np. na
            Nowowiejskiej) wybrać sobie przedmioty - to wszystko jest OK.
            Jesli chodzi, by nie zetknąć się "z byle kim" i być tylko z "dziećmi z
            podobnych, dobrych rodzin" - to jest to błąd wychowawczy.
            • Gość: baba Re:Do baby IP: *.acn.waw.pl 13.09.04, 14:50

              To, sorry, nie do konca zrozumialam :-)
          • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 12:46
            Na tym forum znalazła się grupa osób, które za wszelką cenę usiłują coś nam
            wmówić. Nie przyjmują do wiadomości rzeczowych argumentów PRZECIW szkołom
            publicznym, zwłaszcza w młodszych klasach. Osobiście uważam, że im wyższy
            stopień szkoły - tym bardziej wskazana szkoła publiczna.
            Przedszkole, podstawówka i gimnazjum - to etap naucznia ( i wychowania), który,
            lepiej sprawdza się w placówkach niepublicznych- oczywiście jeśli są prowadzone
            z sensem.
            Nie jest prawdą, że do szkół niepublicznych ( czesne od 400 do 1200 PLN) chodzą
            wyłącznie dzieci bardzo zamożnych rodziców.
            Nie prawdą jest, że większość z nasz opowiada znajomym o "wypruwaniu flaków" po
            to, aby wszystko dać dziecku.
            Orędownicy(czki) edukacji publicznej bardzo często, niestety, dostrzegają tylko
            to co jest im wygodne. Cóż ich prawo. No i może jeszcze to szczęście, że nikt
            na siłę nie zmusza ich do posyłania dzieci do niepublicznych placówek.
            • tak_zwany Re: Czesne 12.09.04, 12:59
              Czy według Ciebie "rzeczowe argumenty" to:
              - procenty wzięte z księżyca
              - potoczne opinie
              - źle skrywana pogarda dla dzieci rodziców o niskiej pozycji społecznej
              - samopotwierdzanie własnych hipotez
              - poczucie, że izolowanie dziecka od "gorszych" jest dobre i nie szkodzi jego
              sposobowi kształtowania obrazu świata.

              Jeżeli tak, to fajnie to sobie zdefiniowałaś...

              Jeżeli mówić o wyższości niepublicznych, to przede wszystkim podkreślić, czym
              różnią się programowo od publicznych. "Orędownicy edukacji publicznej", jak ich
              ładnie nazwałaś nie zakwestionują takich argumentów, jednak póki co pokazują
              oczywiste bzdury, jakie wypisujesz.
              • verdana Re: Czesne 12.09.04, 13:26
                Jesli osoba, która płaci 1200 zł. za szkołę, nie "wypruwa sobie flaków",
                oznacza to, ze dla 95% spoleczeństwa jest bardzo zamożna.
                Chyba nie zdajesz sobie sprawy, ile zarabia przeciętny człowiek. Bo po co?
                Przecież to nic nie warty menel...
                • Gość: socjologa Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 13:33
                  Słyszeliscie kiedyś o uprzedzeniach? Człowiek uprzedzony nie przyjmuje zadnych
                  rzeczowych argumentów - po prostu je ignoruje. Matka jest uprzedzona - do szkół
                  prywatnych nie chodza same zamożne dzieci (cóż to jest 400-1200 zł
                  miesięcznie), nieprawda, że w szkole publicznej można się czegoś nauczyć (licea
                  publiczne na czele rankingów - nie przyjmujemy do wiadomosci), w szkołach
                  publicznych uczą się rózne dzieci (nawet jeśli wskazemy w kalsie 5 dzieci
                  profesorów, to i tak zdaniem matki beda tam dzieci tylko pijaczków). Niestety,
                  człowiek uprzedzony ma klapki na oczach. Dyskutowanie z nim jest bezsensowne.
                  On nie zrozumie, bo nie chce zrozumieć. Nazistom nie wytłumaczysz, że Żydzi nie
                  chcą panowania nad swiatem. Rasistom - ze Murzyni takze myślą. Matce - że w
                  szkołach publicznych nie tylko gwałcą i kradną, ale i przygotowuja dzieci do
                  studiów i normalnego zycia w normalnym społeczeństwie.
                  Radzę skończyć dyskusję. Matki nic nie przekona. Nawet jesli jej syn wyrosnie
                  na niedostosowaneo społecznie egocentryka, pogardzjacego wszystkimi spoza swego
                  wąskiego kregu. Matka i to uzna za pedagogiczne osiągnięcie.
                  • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 14:46
                    Jeśli umiesz czytać- przeczytaj co pisałam o liceach, zwłaszcza tych
                    renomowanych. Czesne 400-1200 PLN płacą nie tylko zamozni ludzie. Gros uczniów
                    pochodzi z tzw. klasy średniej ( do której równiez sama się zaliczam). Jeden
                    woli wydać pieniądze kupując sobie kolejne ciuchy inny wydaje je na edukację
                    dzieci. Większość moich znajomych ( środowisko lekarskie- w tym równiez
                    profesorowie) wybrało dla dzieci szkoły niepubliczne na wczesnym etapie nauki.
                    Klapki na oczach maja ci, którzy nie chcą widzieć cora bardziej powszechnej
                    patologii w publicznych placówkach, ale to juz ich zmartwienie.
                    A co do mojego syna- spij spokojnie. Nie jest ani egoista ani egocentrykiem,
                    ale zna swoją wartość.Szanuje ludzi, bo w preciwieństwie do dobrze
                    przygotowanych do życia kolegów np. z klatki schodowej, potrafi pierwszy
                    ukłaonić się np, dozorczyni.
                • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 14:50
                  Wiem ile zarabia przeciętny człowiek, i wiem również na co wydaje, jak marnuje
                  pieniądze ( jego sprawa- jego pieniądze).
                  Można kupic dziecku 25 zabawkę- można zapłacić za lekcje angielskiego. Mogą
                  pomóc dziedkowie płacac- lub współpłacąc- za czene, albo kupic wnuczkowi
                  kolejne słodycze,gry komputerowe czy inne bzdury....... Wolny wybór.
              • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 14:39
                Co to znaczy "potoczne opinie"- bo jesli uważasz, że są to opinie oparte na
                doświadczeniach rodziców i nauczycieli- to pewnie się nie dogadamy.
                Jesli twierdzisz, że moje wyliczenia są wzięte z księżyca- podaj swoje!
                Tak, pogardzam bandziorami, pijakami, kryminalistami, ludźmi wychowujacymi
                dzieci na swój obraz i podobieństwo.
                Trudno, żebym nie potwierdzała własnych hipotez.
                Będę izolowała dziecko od gorszych, będę starała się, aby nie wrócił do domu
                pobity, okradziony, upokorzony i przestraszony - tylko dlatego, że "kolega" z
                klasy musiał mieć na piwo ( dla siebie lub tatusia), albo koleżanka nie
                potrafiła zaakceptować, że on mieszka w normalnym domu a ona w melinie!
                Szkoły niepubliczne mają więcej godzin języków obcych realizowanych na różnych
                poziomach i w małych grupach. W dobrych (!) szkołach niepublicznych są programy
                autorskie- w rzeczywistości a nie na papierze. A przede wszystkim W SZKOLE SIĘ
                UCZY a nie markuje naukę.
                Całe szczęście, że ani Ty ani gorący zwolennicy szkół publicznych mają
                możliwość dokonania wyboru i, jesli chcą mogą wysyłać dzieci do dowolnych szkół!
                • tak_zwany Re: Czesne 12.09.04, 15:24
                  "Potoczne opinie" to powtarzanie zasłyszanych przez kogoś od kogoś stwierdzeń, w
                  dodatku pochodzących ze jednego środowiska o podobnym obrazie świata i podobnych
                  interesach, a także opieranie się na szumie medialnym. Mechanizm Twojego
                  tworzenia obrazu szkół publicznych wyjaśniłem odwołując się do teorii
                  psychologicznych, nie chce mi się powtarzać. Nie podam wyliczeń, gdyż nie jestem
                  w stanie bez danych stwierzeć, że "30-40% nie rozumie co się do nich mówi" (może
                  póbowałaś mówić do dzieci ze szkół dla obcokrajowców?), "20-30% pochodzi z
                  szeroko rozumianego marginesu społecznego" (tak, baaaaardzo szeroko rozumianego,
                  ciekawe, czy bym się załapał...) i tym podobne. Ciągle powtarzasz te swoje
                  spektakularne (tyle, że pojedyncze, choć w Twojej głowie rosną do
                  nieprawdopodobnych rozmiarów - takie jest działanie stereotypów) przykady,
                  niewiele wnoszące do ogólnego obrazu. Już Ci pisałem, że Twoje dziecko ma w
                  szkole prywatnej równą szanse na zetknięcie się z naspidowanymi dresiarzami,
                  których dyrekcja będzie kryła jako "dzieci z dobrych domów" co z "menelstwem" w
                  publicznej. Czyżby pierwsza patologia była lepsza od drugiej? Miło, że w końcu
                  otwarcie pokazałaś swoją pogardę dla ludzi z klas niższych. Śmieszny jest ten
                  Twój ich obraz i Twoje uprzedzenia, ale na to nie ma rady. Po prostu boisz się
                  tego, o czym kompletnie nie masz pojęcia (a widać, że nie masz pojęcia o
                  stosunkach panujących w szkole), więc szukasz tylko tego, co potwierdza Twoje
                  mniemanie. A jeśli obawiasz się, ze Twoje dziecko markowałby naukę w publicznej,
                  to rzeczywiście jest z nim coś nie tak. Jak pisałem - niepubliczna może być
                  lepsza ze względu na atrakcyjny program - tyle, że i gimnazja publiczne dbają o
                  swoją renomę, co widać chociałżby po programach najlepszych z nich. No, ale do
                  nich trzeba się dostać...

                  W życiu nie podejmowałbym wyboru opierając się na tak bzdurnych przesłankach. Na
                  szczęście choć o wiele młodszy jestem, dużo lepiej wiem, jak wygląda życie. I
                  umiem trzeźwo ocenić, co jest prawdą, a co mitem, a także stać mnie na refleksję
                  nad własnymi posiadanymi sterotypami i uprzedzeniami.
                  • verdana Re: Czesne 12.09.04, 15:52
                    Jeśli jesteś dumna, ze Twój syn pierwszy kłania się dozorczyni, to znaczy, ze
                    już jest bardzo źle. Ja NIGDY nie zastanawiałam się, komu moje dziecko pierwsze
                    się kłania - dozorczyni, profesorowi czy pijaczkowi z trzeciego pietra. One po
                    prostu klaniaja się dorosłym pierwsze i już. Rozumiem, ze Twój syn czuje, jak
                    wyróznia tym ukłonem dozorczynie?
                    Nie masz jednak zielonego pojęcia o zarobkach tzw. "klasy średniej". Dla
                    normalnie zarabiajacego nauczyciela, profesora, lekarza posłanie do szkoły
                    prywatnej np. dwojga dzieci jest niemal niemozliwe.
                    Dla wyjasnienia. Nie jestem pijaczką, dozorczynią ani też żadną z b. licznych
                    grup, którymi tak pogardzasz. Jestem profesorem wyższej uczelni.
                    • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 18:49
                      Moje dziecko kłania się wszystkim dorosłym, w przeciwieństwie do dzieci paru
                      sąsiadów ( właśnie z publicznych podstawówek), które chętnie ukłonią się chocby
                      mnie, za to dozorczyni, ekspedientki nie dostrzegają, zas na zwróconą ( przez
                      dozorcę uwagę), że pies narobił na środku chodnika- potrafią rzucić
                      zdawkowe "po to, kurwa, pani tu jest, żeby sprzątnąć".
                      Twoja uwaga o zarobkach jest tyle o tyle dziwna, że oboje z mężem żyjemy z
                      lekarskich pensji, a dzieci mamy tyle na ile nas stać. Zaś z profesorskich
                      emerytur utrzymują sie moi rodzice.
                      • Gość: Ania Re: Czesne IP: *.aine.pl 12.09.04, 23:30
                        Hi hi hi... "lekarskie pensje". Nie osmieszja się.
                        • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 13.09.04, 06:58
                          A własnie tak- 2 lekarskie pensje+ 2 razy dyżury+ 1 raz spółdzielnię. Własnie
                          idę do pracy, żeby zarobić mniej więcej na szkołę mojego syna. Jeden pracuje,
                          drugi narzeka.
                          • Gość: Ewa Re: Czesne IP: *.tele2.pl 13.09.04, 08:28
                            Jeden pracuje, a drugi bierze łapówki.
                            • Gość: Ewa II Re: Czesne IP: *.chello.pl 13.09.04, 09:51
                              Nie wiem czy matka bierze łapówki, ale dyskusja schodzi na poziom magla. Nie
                              chciałam zabierać głosu tym nie mniej wtrącę swoje trzy grosze.
                              Wywody "matki" aczkolwiek chwilami irytujące, zdają mi się być
                              najbliższe, biorąc pod uwagę doświadczenia szkolne z moją córką.
                              Zdecydowalismy z mężem, że szkoła powinna być jak najbliżej domu.
                              Wybór padł na najbliższą, dawną tysiąclatkę. Po miesiącu z córką zaczęły się
                              kłopoty- bóle brzucha, płacz przed pójściem do szkoły. Rozmowa z wychowawczynią
                              niczego nie wniosła z wyjątkiem tego, że dziewczynka jest za gruba, mogą więc
                              nazywać ją grubasem, histeryczka, mogą więc jej dokuczać, a tak wogóle to
                              przydałoby jej się rodzeństwo. Nie czułam się powołana, aby oceniać stan
                              rodzinny wychowawczyni, ale miałam wielka ochotę zapytać, czy stan finansów
                              uniemożliwia jej kupno mydła i dezodorantu. Po roku, dziecko z objawami nerwicy
                              zabralismy do szkoły prywatnej.
                              Prywatna szkoła w centrum mista robiła wrażenie schludnej i
                              życzliwej. No i jeszcze angielski, małe klasy, przyjemna atmosfera. Niestety,
                              większość obietnic okazała się bez pokrycia, a wychowawczyni małe, krzykliwe
                              brzydactwo, niewiele różniła się od swojej poprzedniczki w tysiąclatce. A do
                              tego dyrektor=właściciel okazał się człwiekiem wymagającym szczególnej troski.
                              Załatwienie z nim jakiejkolwiek sprawy graniczyło z cudem. Publiczność szkolna
                              tzn. rodzice i dzieci należeli do typowych przedstawicieli pierwszych dużych
                              pieniędzy, takich którym w pierwszym pokoleniu wystaje słoma z butów. Po tych
                              doświadczeniach zmieniliśmy szkołę na poleconą, państwową podstawówkę.
                              Znów znaleźliśmy się w dużej szkole, z tym, że córka była
                              szczuplejsza, odporniejsza, znała co nieco angielski, mąż i ja bogatsi o
                              doświadczenia. Dyrektorem okazał się starszy, energiczny jegomość, rzeczowy i
                              sympatyczny. Twrdą ręką rządził szkołą, ale na wszystko brakowało mu pieniędzy.
                              Z obiecanej wycieczki- nici, z zajęć dodatkowych- nici. Większość czasu i
                              energii dyrektor wykorzystywał na rozmowy dyscyplinujące ze szkolnymi
                              łobuziakami, których wyskoki mogłyby go doprowadzić do zawału. W szkole panował
                              względny porządek. Uczono niewiele, stosowano klasówki, kartkówki i prace
                              domowe stąd-dotąd.
                              Gimnazjum społeczne było kolejną szkołą, którą zaliczyliśmy w naszej
                              karierze. Czesne- jak na nasze możliwości wysokie. Nie obyło się bez pomocy
                              finansowej dziadków. Dyrektorkajest osobą życzliwą i rozsądną, koledzy z
                              różnych rodzin. Nie brakuje nowobogackich, dla których każdy kto ma nieco mniej
                              pieniędzy to śmieć, ale większość to normalne dzieci z normalnych domów, w
                              których na czesne składają się i rodzice i dziadkowie. Wyskoki łobuzerskie są
                              rzadkością i są w zarodku tłumione. Córka musi nadrobić braki z angielskiego.
                              Robi to już 2 rok z niezłym skutkiem. Początkowo miała ocenę dopuszczającą,
                              teraz oscyluje między dostateczną a dobrą. Nikt jej nie dokucza, choć czasem
                              żałuje, że nie ma markowych ciuchów tak jak część koleżanek z klasy.
                              Wnioski: szkoły są różne, nie ma reguł, choć wydaje sie, że najlepszym
                              rozwiązaniem są szkoły społeczne. Najważniejszym elenetem decydującym o szkole
                              jest dyrektor. Szkoły państwowe przygotowane są na masówkę i nie dają sobie
                              rady z problemami ani z osobnym podejściem do ucznia jeśli zaistnieje taka
                              konieczność. Szkoły prywatne to loteria. Jeśli przytrafi się dyrektor
                              szczególnej troski lepiej zmienić na publiczną.
                  • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 18:42
                    To gratuluję dobrego samopoczucia, sądzę, że czas zweryfikuje Twoje poglądy.
                    P.S. Moje dziecko ukończyło niepubliczną podstawówkę ze średnią ponad 5,6, ale
                    ponieważ Twoim zdaniem stawiane są tam oceny na wyrost dodam, że test po klasie
                    VI zdało na maksa, a jeśli i tego Ci mało - zdawało - i zdało - konkursowy
                    egzamin do 4 gimnazjów- 3 niepublicznych i 1 publicznego i wszędzie znalazło
                    sie na topie list przyjętych.
                    • tak_zwany Re: Czesne 12.09.04, 19:53
                      Jeżeli to prawda, to chyba po prostu masz za dużo pieniędzy... Ewentualnie
                      chcesz zaszpanować przed znajomymi, że dziecko jest w prywatnej "za taką kupę
                      forsy". Logicznego uzasadnienia tego rozwiązania nie znajduję - najlepsze
                      gimnazja publiczne niczym nie ustępują niepublicznym. No chyba, że boisz się
                      małych geniuszy, synów sprzątaczek, bo tylko tacy, używając Twojego określenia z
                      "marginesu społecznego" mogą się tam dostać...
                    • wydra10 Re: Czesne 12.09.04, 22:40
                      Gość portalu: matka napisał(a):
                      ....i zdało - konkursowy
                      > egzamin do 4 gimnazjów- 3 niepublicznych i 1 publicznego i...

                      Ciekawam, do którego to gimnazjum publicznego był konkursowy egzamin? Bo o ile
                      mi wiadomo, to przepisy na takowe egzaminy nie zezwalają...
                      W
                      • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 13.09.04, 06:56
                        To wiesz źle. W Warszawie sprawdziany odbyły się do: Batorego, Żmichowskiej, na
                        Twardą i do szkoły dwujęzycznej na Saskiej Kępie- być może jeszcze gdzieś. Do
                        jednej z tych szkól zdawał i zdał mój syn.
                        • wydra10 Re: Czesne 13.09.04, 11:26
                          Gość portalu: matka napisał(a):

                          > To wiesz źle. W Warszawie sprawdziany odbyły się do: Batorego, Żmichowskiej,
                          na
                          >
                          > Twardą i do szkoły dwujęzycznej na Saskiej Kępie- być może jeszcze gdzieś. Do
                          > jednej z tych szkól zdawał i zdał mój syn.

                          No to w końcu co? Egzamin konkursowy do gimnazjum czy sprawdzian dla kandydatów
                          do klas dwujęzycznych?
                          W
                        • Gość: matka ucznia Re: Czesne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.04, 13:59
                          Sprawdziany badajace predyspozycje do nauki w klasach lingwistycznych lub
                          dwujezycznych, a nie sprawdzian wiedzy czy umiejetności.
          • Gość: Richelieu* Re: Czesne IP: 195.117.90.* 12.09.04, 18:40
            fakt, ten post nie był jednak do Ciebie Ago

            tylko do matki, która różnicy pomiędzy alkoholikiem a dzieckiem alkoholika nie
            widzi. Durne to. Bo są alkoholicy i z całkiem bogatych rodzin, którzy i dziecko
            potrafią posłać do prywatnej szkoły.

            Też widzę, że określenie matka nie pasuje. Urodzić każdy może, ale wychować na
            członka społezceństwa przerasta widać możliwości. Powstają gated commutites,
            powstają elytarne szkółki, czy to nie segreracja?
            Żeby było jeszcze od kogo. Że równanie w dół. Wszyscy podają rzeczowe
            argumenty, a matka się upiera przy swoim domysłach i przy własnym egoizmie.
            Trzęsąc się nad dzieckiem robi mu się krzywdę

            dobre to z kłanianiem się sprzątaczce, myślałam, że dzieci kłamniają się
            dorosłym, młodszy starszemu, mężczyzna kobiecie (choć tu już bym
            polemizowała ;), młodszy stanowiskiem starszemu itd.
            • verdana Re: Czesne 12.09.04, 18:51
              I tu też Cię, matko zmartwię.
              Moje dziecko jest dorosłe. Czas zweryfikował mój wybór. Twój jeszcze nie.
              A najsmieszniejsze, ze jesteś tak głęboko przekonana, że nic dobrego z dzieci
              ze szkół publicznych wyrosnąć nie może. I ze dobra srednia jest wskaźnikiem
              sukcesu wychowawczego. Nie jest.
              Efektem sukcesu wychowawczego jest dobry człowiek. A nie prymus czy bogaty
              mieszczanin.

              • Gość: Ojciec Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 18:54
                Po co wy ludzie tak dyskutujecie? Przecież ta tzw. Matka jest po prostu głupia
                jak but. Ma pewnie jedynaka i trzęsie się jak kura nad jajkiem. Nie rozumie
                najprostszych argumentów tylko powtarza swoje jak katarynka. Ona nie mysli -
                ONA WIE.
                Szkoda tylko dziecka. Nic z niego nie będzie. A na pewno nie przyzwoity
                człowiek.
                • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 19:28
                  Proponuję Mądry Ojcze, żebyś jednak powstrzymał się od oceny innych ludzi- bo
                  każdy z nas na prawo do własnego zdania. Nikt Mądry i Dobrze Wychowany( a do
                  takich się przecież zaliczasz) nie obrzuca innych inwektywami.
                  Życzę Ci, aby Twoje dzieci wyrosły na przyzwoitych ludzi, bo zdarzyć sie może
                  tak lub owak.
              • Gość: matka Re: Czesne IP: *.chello.pl 12.09.04, 19:29
                Co rozumiesz pod pojęciem "dobry człowiek" a co "bogaty mieszczanin"?
    • Gość: matka2 Re: Czesne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 12:34
      A ja się zastanawiam skąd takie zacietrzewienie Verdany, Richelieu, czy innych
      kończących "dobre państwowe szkoły", czy posyłający swe dzieci do równie
      wspaniałych szkół rejonowych.
      Matka wg was robi błąd bo niepotrzebnie płaci za gorszą szkołę. Wy tego błędu
      nie zrobiliście, czy nie robicie. Wasze dzieci będą miały wg tego co piszecie
      mniejszą konkurencję na rynku pracy, bo będą konkurowały z gorzej wykształconym
      czy nieprzystosowanym dzieckiem Matki.
      Powinniście więc rące zacierać,a przez wasze posty przebija niechęć do szkół
      niepublicznych spowodowana zwykłą zawiścią.
      • Gość: matka3 Re: Czesne IP: *.chello.pl 13.09.04, 14:28
        Ty chyba po państwowej szkole, bo masz kłopot z czytaniem ze zrozumieniem.
        Przeciwnicy szkół prywatnych nie atakują nikogo za posyłanie do szkół
        prywatnych, dlatego że jest tam wyższy poziom. Oni nawret chyba nie przeczą, że
        program czasem jest lepszy.
        Tylko piszą, ze jeśli jedyną motywacja posyłania do szkoły prywatnej jest tzw.
        dobre towarzystwo i wstręt do posyłania swych dzieci do szkoły państwowej, bo
        tam sami chuligani i idioci - to chyba wychowawczo coś jest nie tak.
        A jakbys czytała uwazniej, to może nawet byś doczytała się, ze dzicko jednej z
        matek krytykujacej taką postawę skonczyło prywatne liceum. Wiec ona chyba wie
        co pisze.
        • Gość: matka2 Re: Czesne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 15:45
          Dziękuję za tłumaczenie z polskiego na nasze.
    • Gość: . Re: Czesne IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.09.04, 23:48
      Jedni (jak matka) nie akceptują szkół publicznych. Inni (jak tak_zwany i
      verdana) nie akceptują szkół prywatnych. Jeszcze inni bezmyślnie obrażają,
      patrz niżej:

      " Nie słyszałam o finalistach i
      laureatach konkursów przedmiotowych - tych liczących się, aby byli nimi
      uczniowie szkół społecznych czy prywatnych. A wysokie wyniki na sprawdzianach i
      egzaminach - to średnia czasami z pieciorga uczniów uczęszczajacych do szkoły.
      Do prywatnej i społecznej dostanie się każdy kto ma pieniądze, do dobrej
      państwowej tylko Ci najlepsi. Pozdrawiam. "

      Chodziłam do szkoły prywatnej (beznadzieja, płacenie za oceny), później
      społecznej (nieakcpetacja w klasie). Następnie wylądowałam w gimnazjum na
      Nowowiejskiej, społecznym, i raj to po prostu był..! 20 osób w klasie, języki w
      grupach, wszyscy po egzaminie - nie ekstremalnym, ale eliminującym miernotę.
      Bez egzaminu nikogo nie przyjęto 'po znajomości'. Tamtejsze liceum też jest
      bardzo dobre, aczkolwiek jak dla mnie (skrajnie skierowanej na nauki ścisłe)
      zbyt humanistyczne. Ale jest też wolne i uczące myślenia. Poszłam mimo to do
      publicznego (ze względu na profil) i NIE CZUJĘ SIĘ NIEPRZYSTOSOWANA. Być może
      ma to związek z tym, że wbrew wiedzy autora wyżej cytowanej wypowiedzi byłam
      laureatką konkursu i jako taka mogłam wybrać sobie szkołę. A skoro mogłam
      wybrać, poszłam tam, gdzie był jeszcze dodatkowy egzamin. Egzamin, który
      wyeliminował mniej zdolnych, co zapewniło pewien poziom (intelektualny, nie
      majątkowy). Dobrze mi jest w większej szkole i jak dotąd normalnie żyję z
      ludźmi. Są szkoły prywatne i społeczne złe (nie wymienię z nazw), są dobre (np.
      Nowowiejska). Faktem jest, że w rankingach liceów dominują państwowe, ale w
      rankingach gimnazjów - niepubliczne. IMHO bierze się to stąd, że gimnazja muszą
      kończyć wszyscy, a licea przeprowadzają selekcję, co jest podstawą i działa
      lepiej, niż kilkuosobowe klasy, dające z kolei lepszy efekt, niż brak selekcji.
      Dodam tylko, by uprzedzić ewentualne przypuszczenia i domysły, że nigdy nie
      potrzebowałam korepetycji, a dodatkowo uczę się jedynie języków obcych - bo w
      moim obecnym LO są na naprawdę żenującym, w porównaniu do poprzedniej szkoły,
      poziomie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka